środa, 29 marca 2017

Co ukryły dziewczęta?




Autor: Camilla Way
Tytuł: Obserwując Edie
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 328
Gatunek: thriller psychologiczny







Pewnego dnia na progu Edie pojawia się Heather, osoba, której miała nadzieję już nigdy nie spotkać. Była najlepsza przyjaciółka, powierniczka mrocznych tajemnic, cień przeszłości. Co wydarzyło się między tymi kobietami? Czego od Edie oczekuje dawna znajoma? 

Przeszłość nigdy nie pozwala o sobie zapomnieć. Edie i Heather wiedzą o tym najlepiej. Połączyła je tajemnica, w której cieniu muszą teraz żyć. Każdego dnia mierzą się ze wspomnieniami, wciąż nie mogąc zrozumieć, jak mogły wplątać się w taki koszmar i pozwolić by osnuł je tak głęboki mrok. Camilla Way już na początku książki chętnie dzieli się z nami obecnością rujnującego sekretu, jaki dzielą te młode kobiety, ale nie spieszy się z wyjawieniem nam prawdy. A my czekamy, coraz bardziej niecierpliwie pragnąc się dowiedzieć, co się wydarzyło, która zawiniła i co w tym przypadku oznacza uwierające jak cierń słowo zdrada.

Podążając za autorką nurzamy się w nieciekawej przeszłości, przyjmując na siebie okrucieństwo, przemoc i brutalność. I to zastanawia, i boli, i pobudza do snucia refleksji, zwłaszcza, że dotyczy ludzi tak młodych, a tak przesiąkniętych na wskroś złem, tak przedwcześnie dojrzałych i zepsutych. Way ukazuje nam dwie płaszczyzny- przeszłość widzianą oczami Heather i teraźniejszość przedstawianą przez Edie. Dawniej dziewczyny były najlepszymi przyjaciółkami, dziś ich więź aż iskrzy od nierozładowanego napięcia, wielkiego żalu i krzywd, których nie sposób zapomnieć oraz wybaczyć. Autorka powoli wprowadza nas w świat, który niekoniecznie chcielibyśmy poznać, ze wspomnień budując obraz niegodnej pozazdroszczenia przeszłości. Uwielbiam taki sposób prowadzenia narracji, kilka bohaterów składających naprzemiennie układankę w całość, przerywanie opowieści kolejnymi rozdziałami budzącymi w nas napięcie i emocje.

A trzeba przyznać, że Way odnajduje się w budowaniu nastrojowej i klimatycznej atmosfery jak nikt inny. Obiecuje sekrety, ale trzeba na nie poczekać. Czujemy całym sercem, że coś między bohaterkami nie gra, ale musimy poczekać, żeby dowiedzieć się, co to takiego. A kiedy pochłania nas opowieść jednej z dziewczyn, autorka gwałtownie ją przerywa nowym wątkiem, który okazuje się niemniej interesujący. Mocno zaintrygowała mnie ta powieść, a fabuła skupiająca się na ewidentnie toksycznej relacji przyciągała i sprawiała, że nie miałam ochoty wypuścić tej książki z rąk, ani na chwilę.

Eddie i Heather różnią się jak woda i ogień. Różniły się zawsze, od początku znajomości, stopniowo przeradzającej się w uczucie dziwne, niepokojące i toksyczne. Ta relacja zastanawia, zadziwia, szokuje, a przez to jeszcze bardziej angażuje nas w lekturę. Bohaterki zostały bardzo dobrze zarysowane, obydwie budzą silne emocje, zmuszają do zajęcia stanowiska i głośnego opowiedzenia się za jedną lub drugą. Co jednak najciekawsze, z czasem przekonujemy się, że nasze wyobrażenia na ich temat w ogóle w tej sytuacji nie pasują. Way obraca akcję o 180 stopni, sprawiając, że na całą ich relację musimy spojrzeć z innej perspektywy, a nasza opinia gwałtownie się zmienia. Na próżno więc doszukiwać się tutaj bieli i czerni, warto natomiast przygotować się na kontrasty, różnorodność i przewrotność.

Mówiąc krótko- jestem tą książką oczarowana. Ostatnio z wielką przyjemnością zaczytuje się w powieściach mrocznych, tajemniczych, ukazujących czające się w człowieku zło i mrok, a ta książka w sposób kompletny wyczerpuje moje zainteresowanie tematem. Przyciąga, zatrzymuje, popycha ku zakończeniu. A czyta się szybko, lekko, niepostrzeżenie. Chętnie poczytałabym dłużej, nakłoniła autorkę do skonstruowania kolejnych rozdziałów, ale byłoby to zupełnie niepotrzebne. Okazuje się, że 300 stron wystarczy by napisać świetny thriller psychologiczny.

Za możliwość poznania książki dziękuję portalowi Sztukater. 

sobota, 25 marca 2017

Pamiętnik z przeszłości




Autor: Magdalena Knedler
Tytuł: Dziewczyna z daleka
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 380
Gatunek: literatura współczesna







Przychodzi taki czas, w którym należy rozliczyć się w przeszłością. Dla Nataszy ten dzień nadszedł wraz z pojawieniem się w jej życiu młodego Anglika. Kogo przypominał jej ten mężczyzna i czego od niej oczekiwał?



Po „Dziewczynę z daleka” sięgnęłam zaintrygowana bardzo pozytywnymi opiniami czytelników. Nie bez znaczenia był też temat książki, ale to zachwycające recenzje sprawiły, że powieść chciałam przeczytać tu i teraz. Z radością muszę przyznać, że każde pozytywne słowo, które zostało o niej napisane i powiedziane idealnie oddaje  zalety książki.






Najważniejsza okazała się dla mnie ta obiecywana na okładce wielka historia. Bardzo cenię sobie powieści dotyczące czasów wojennych i mam potrzebę serca regularnie po nie sięgać, choć nie należą do łatwych i przyjemnych. Knedler przedstawia wojnę w sposób niezwykły, powracając do niej przy okazji wspomnień głównej bohaterki, Nataszy. Kobieta zbliżająca się do setnych urodzin przybliża swej wnuczce i czytelnikowi sekrety, z którymi żyła latami. Jej oczami widzimy koszmary wojny- upodlenie człowieka, głód, śmierć, okupację. A z każdym kolejnym wspomnieniem uświadamiamy sobie, że mimo upływu lat te koszmary będę wciąż żywe, bo tego okresu nie można tak po prostu wymazać z historii czy przemilczeć.

Nie dziwi zatem, że w czasie czytania towarzyszyły mi duże emocje. Z jednej strony mocno zaciekawił mnie wątek wojenny, z drugiej związane z nim tajemnice. Nie mogłam zrozumieć, jak można ukrywać je przez całe życie. Co tak strasznego musiało się wydarzyć, by Natasza nie chciała o tym mówić? Czy czyny, których się dopuściła były tak niegodne, że domagały się pogrzebania razem z nią? Czy rzeczywiście nie zasługiwała na wybaczenie? Trzeba dodać, że bohaterka jest postacią bardzo skrajną, a jej ciężki charakter sprawia, że szalenie ciężko obdarzyć ją cieplejszymi uczuciami. Niemniej to kobieta intrygująca, silna, dominująca. Postać, którą nie sposób zapomnieć. Dla kontrastu, a może dla uzupełnienia, otrzymujemy wnuczkę kobiety, Lenę. Nietypowa relacja między nimi dodatkowo angażuje nas w tę historię i nieuchronnie popycha w stronę zakończenia. W ten sposób autorka umiejętnie wplata w fabułę motyw trudnych rodzinnych relacji, nieporozumień między pokoleniami, odnalezienia własnej tożsamości.

Knedler wykorzystała uwielbiamy przeze mnie sposób opowiadania historii, zderzając teraźniejszość z przeszłością, jednak żadna z tych czasowych przestrzeni nie jest mniej interesująca od tej drugiej. Obydwie zostały wypełnione gęstym mrokiem, trudnymi sekretami oraz próbami uporania się z własnym ja. Niecierpliwie pokonywałam kolejne rozdziały, pragnąc dowiedzieć się, w jaki sposób czas przeszły może zdeterminować wydarzenia rozgrywające się kilkadziesiąt lat później. A autorka raz po raz udowadnia, że nierozliczona przeszłość zawsze upomni się o swoje.


Autorka pisze lekko, nie ubarwia, nie próbuje przekonać nas o swoim wyszukanym stylu. A czy może być coś piękniejszego niż trudna historia opowiedziana prostym słowem? Tę powieść czyta się z przyjemnością i ogromną ciekawością. Jestem przekonana, że każdy, kto ją pozna, nabierze chęci na więcej. Zwłaszcza, że historia zamknięta została w pięknej okładce i wyjątkowo dobrze sprawdzona przez korektora (co niestety nie jest wcale takie oczywiste).



Nie znałam wcześniej utworów Magdaleny Knedler, ale udało jej się podbić moje serce tym pierwszym razem. Czytałam i pragnęłam by ta przygoda się nie kończyła, zdając sobie jednak sprawę, że dopiero na końcu wszystkie tajemnice ujrzą światło dzienne i dopiero wtedy poznam sekrety skrywane przez bohaterów latami. Powiem szczerze- było na co czekać.

Za możliwość poznania tej wzruszającej historii serdecznie dziękuję portalowi Sztukater. 

czwartek, 23 marca 2017

Każdego można kupić




Autor: Ewelina Dyda
Tytuł: Zła waluta
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 256
Gatunek: kryminał







Mieszkańców miasta paraliżuje wiadomość o śmierci młodej studentki pielęgniarstwa. Podejrzenia prędko padają na chłopaka ofiary- Haddada posiadającego arabskie korzenie. Wydaje się, że jedyną osobą przekonaną o jego niewinności jest matka chłopaka, piękna i uwodzicielska Olga. Czy w małym miasteczku łatwo będzie pokonać stereotypy? Czy niecodzienny detektyw podoła sprawie czy pozostanie krok za mordercą?

„Każdego można kupić. Trzeba tylko znać odpowiednią walutę”.


Polskiej debiutantce z pewnością nie jest łatwo wybić się na rynku, gdzie  każdego dnia pojawia się tak wiele powieści rodzimych autorów. Szczególnie zaś sprawa jest trudna w przypadku gatunków takich jak kryminały czy thrillery, w których prym wiodą Bonda, Puzyńska czy Mróz. Tym bardziej debiutu tego byłam szalenie ciekawa. Czy Dyda swoją książką wywarła na mnie duże wrażenie?





Grzechem byłoby nie wspomnieć o głównym bohaterze książki, niecodziennym i specyficznym detektywie- Jakubie Rau. Autorce udało się wykreować postać klimatyczną, niebanalną i zapadającą w pamięć, zdradzając na jej temat na tyle dużo, żeby zaintrygować czytelnika, a na tyle niewiele, by w kolejnych częściach cyklu informacje na jego temat mogły zostać uzupełnione. Bardzo spodobała mi się postać Rau, mocno wyróżnia się na tle znanych mi detektywów. Zwłaszcza, że jest on bardzo ludzki i sprawia wrażenie bohatera przepełnionego realizmem. Normalny, popełniający błędy, czasami zmęczony, ale skupiający się na odkryciu prawdy. Nie do końca wpisujący się w wyobrażenie klasycznego powieściowego tropiciela (wręcz przeciwnie), a jednak na swój sposób przekonujący, budzący ciekawość i zaufanie czytelnika.

A to podążanie za prawdą to nie taka prosta rzecz, zwłaszcza w takim miejscu, jakim jest Tarnobrzeg. Miasto,  w którym ludzie kojarzą się z widzenia, a ostatnie o czym marzą to wplątywanie się w kryminalne afery. Próbując rozwikłać zagadkę śmierci młodej kobiety podążamy za niezwykłym detektywem i przemierzamy ulice małego miasteczka, w którym tak jak wszędzie, czają się tajemnice i sekrety. Autorka zaprasza nas na niespieszny spacer śladami zbrodni, zaskakując nowo odkrytymi tropami i udziałem bohaterów działających na powieść w sposób mocno odświeżający. Nie doszukamy się tutaj masakry, krew nie zaleje nam oczu, a scena zbrodni nie przewróci w żołądku, ale w tej powieści nie jest to potrzebne. Może nawet nie byłoby to w jej przypadku na miejscu.

Akcja książki rozgrywa się niespiesznie, pozwalając czytelnikowi skupić się bardziej na interesujących postaciach, życiu małego miasta, a także stereotypach i uprzedzeniach, które zdają się wieść tutaj prym. Ciemność odnalazłam przede wszystkim w książkowych bohaterach- z jednej strony bacznie rozglądając się za sylwetką mordercy, z drugiej zastanawiając się nad tytułową złą walutą. Czy faktycznie każdego można kupić? Czy do każdego z nas wystarczy dopasować odpowiednią walutę?

Nie zastanawiałam się nad pojęciem „kryminał noir”, po prostu czytałam i dobrze się bawiłam, doszukując się czegoś nowego, co sprawi, że książka zapadnie mi w pamięć, a jej wspomnienie nie zatrze się przy sięganiu po kolejną powieść. Czytało się dobrze i lekko, choć momentami odnosiłam wrażenie, że autorka potrzebuje nieco pracy nas stylem i prowadzeniem narracji. Choć to przecież dopiero jej pierwsza powieść, a jak na początek ciężko się doszukiwać tutaj rażących błędów. Jestem pod wrażeniem, że Dyda zmieściła tyle w tak niewielkiej objętości. Interesujący wstęp. Niecierpliwie czekam na więcej, licząc na to, że druga część okaże się jeszcze lepsza.


Recenzja bierze udział w wyzwaniach: CZYTAM, BO POLSKIE oraz OLIMPIADA CZYTELNICZA.

środa, 22 marca 2017

TOP 10: Moje ulubione książki

Dzisiaj, po raz pierwszy, pojawia się na blogu post typu TOP. Od tej pory co jakiś czas będę zamieszczała podobne wpisy. Tymczasem zapraszam Was na poznanie moich 10 ulubionych książek. 


Znacie te tytuły?

Które planujecie przeczytać?

Jakie są Wasze ulubione książki?

wtorek, 21 marca 2017

Trudno tak.





Autor: Nora Raleigh Baskin
Tytuł: Zdecydowanie nietypowy
Wydawnictwo: Linia
Rok wydania: 2017
Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 202





Jason to chłopiec, którego wyróżnia jego choroba. Jego życie naznaczone zostało autyzmem i już nigdy nie będzie przypominało tego prowadzonego przez jego rówieśników. Chłopiec wie, jak powinien zachowywać się przy neurotypowych, nauczono go kilka podstawowych zasad i sztuczek ułatwiających przetrwanie. Niestety niezwykle ciężko jest opanować zasady, którymi powinno się posługiwać w jego obecności, by uniknąć napadów złości, niespodziewanej agresji czy zamknięcia się w sobie. Może dlatego, że Jasona nie można w ten sposób skategoryzować czy uprościć. Bo on nie przypomina innych ludzi, jest zdecydowanie nietypowy. 

Norę Baskin poznałam za sprawą książki „Ruby po drugiej stronie”. Dałam się wówczas wciągnąć w świat widziany z perspektywy nastolatki, a właściwie jeszcze dziecka, choć rzeczywistość ta przepełniona była dojrzałością, melancholią i tęsknotą za rzeczami, które mogłyby wydawać się przyziemne i zwyczajne, a jednak dla Ruby okazały się niezwykle cenne. Zaintrygowana tematem jej najnowszej powieści powtórnie zaangażowałam się w świat widziany z perspektywy dziecka, autystycznego chłopca.


„Mama myśli, że nie mam uczuć, bo nie mówię zbyt wiele. Dla mamy czucie emocji i mówienie o emocjach to jedno i to samo. Dla mnie nie”.

Jason opowiada nam swoją historię szczerze, prosto, nie unika tematów smutnych, nie zaciera przykrych wspomnień. Podążając za nim, niezauważalnie pokonujemy kolejne kartki i rozdziały, ale choć czyta się szybko, to jedna z tych książek, w których łatwo dobrnąć do zakończenia, ale trudniej uciszyć emocje panoszące się w głowie i nutki żalu goszczące w sercu. Autorka na zaledwie 200 stronach zmieściła świat chłopca przedwcześnie dojrzałego, któremu nieobce są niezrozumienie, żal, potrzeba pewnego dopasowania się do otoczenia i znalezienie swojego miejsca, a także wiążącej się z tym akceptacji otoczenia. Ta historia bardzo mnie zasmuciła i poraziła swoim realizmem, szczególnie, że to wytwór wyobraźni autorki- prawdopodobnie poparty naukowymi faktami, ale jednak.

Nie łatwo jest wczuć się w rolę małego chłopca, szczególnie tak bardzo odmiennego od jego rówieśników. Oddanie jego uczuć, zmartwień, potrzeb wydaje mi się zadaniem niesłychanie trudnym, a jednak Baskin spisała się wzorowo. W tej prostej historii, opowiedzianej dziecięcym językiem, nic tak naprawdę prostym nie jest. A jednak cieszę się, że po tę powieść sięgnęłam. I dzięki niej mogłam lepiej zrozumieć świat, z którym nigdy nie musiałam się zmagać, może przez to jeszcze bardziej dla mnie intrygujący. Świat, w którym miłość czy przyjaźń nabierają innego wymiaru, a konieczność zmagania się z każdym dniem okazuje się czasami niewyobrażalnym wyzwaniem.

„Wszyscy mamy coś, na co nic nie poradzimy”.

Opowieść Jasona zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie, niż poprzednia książki autorki. Mocniej podziałała na moje emocje, pozwoliła mi rzeczywiście wczuć się w sytuację chłopca, a przede wszystkim poznać lepiej mechanizmy rządzące ludźmi autystycznymi. Historię tego nietypowego chłopca z pewnością zapamiętam na dłużej, a jeśli ktoś kiedyś napomknie przy mnie o tym schorzeniu, z przyjemnością zaproponuję mu tę lekturę.    

Za możliwość poznania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Linia. 

niedziela, 19 marca 2017

Już się nie boję ciemności




Autor: Robert Dugoni
Tytuł: Grób mojej siostry
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Gatunek: thriller
Liczba stron: 400








20 lat temu zaginęła siostra Tracy. Kobieta nigdy nie pogodziła się z tragedią, która zniszczyła jej rodzinę i wpłynęła na całe jej życie. Pewnego dnia otrzymuje możliwość, by jeszcze raz zmierzyć się z przeszłością i nareszcie przekonać się, co wydarzyło się w dzień zaginięcia Sary.


Z Robertem Dugonim spotkałam się po raz pierwszy, a takie spotkania wywołują najwięcej emocji. Czy styl autora przypadnie mi do gustu? Czy polubię bohaterów? Czy poczuję napięcie charakterystyczne dla thrillerów? Szczególnie zaintrygowała mnie okładkowa rekomendacja, porównująca twórczość autora do dzieł Cobena i Grishama, których książki uwielbiam.






Dugoni zaprasza nas do świata niepokojącego i wypełnionego koszmarami przeszłości. Do rzeczywistości, w której zamknięte sprawy wciąż nie dają spokoju, a dziś niebezpiecznie przypomina wczoraj. Atmosfera niepewności towarzyszy nam od pierwszych stron, kiedy to poznajemy detektyw Tracy Crosswhite i wraz z nią, wciąż na nowo, wracamy do dnia zaginięcia jej siostry. Ani przez chwilę nie dziwi, że kobieta nigdy nie pogodziła się z utratą najbliższej jej osoby, bo jak by mogła? Szczególnie, że nigdy nie odnaleziono szczątków Sary, a winny, odsiadujący karę w więzieniu, nie do końca pasuje do tej sytuacji.

Polubiłam Tracy. Spodobała mi się jej determinacja w dążeniu do poznania prawdy o zaginięciu siostry, niezwykła siła i konsekwencja. Takie odważne kobiety zawsze wywołują we mnie ciepłe uczucia, zwłaszcza, gdy towarzyszy im ważny cel. Poszukiwania prowadzone przez Tracy intrygują, budzą napięcie, wzmagają nasz apetyt na więcej. Od początku czujemy, że w tej sprawie coś nie gra i z wielką ciekawością podążamy za nią, by poznać prawdę.




Pierwsza część książki jest nieco mniej ekspresyjna. Dugoni na spokojnie powraca do dnia zaginięcia, z pamięci bohaterki przywołuje ulubione wspomnienia dotyczące siostry, zapoznaje nas z bohaterami. Co jednak najciekawsze, nie sprawia to, że czytelnik pozwala sobie na oddech czy ma chęć od tej historii się oderwać. Wbrew przeciwnie. Czytamy szybko, chłonąc tę historię, kolejnych bohaterów, nowe okoliczności i zwroty akcji, a im dalej tym więcej, tym ciekawiej. Dugoni pięknie posługuje się słowem, opowiada sprawnie, lekko, nie waha się i nie wprowadza zbędnych wątków. Wszystko zostało przemyślane, zapisane i dopracowane.

Warto wspomnieć o dwóch elementach, uzupełniających i urozmaicających całość. Pierwszy z nich to proces sądowy, którego obecność w powieści zawsze liczę jej na duży plus, zwłaszcza, kiedy tak jak tu nie jest on zbyt długi i nie nuży. Drugą z kwestii jest romans między bohaterami. Zazwyczaj jestem bardzo przeciwna wpychaniu wszędzie namiętności, ale w tym przypadku sprawdza się ona idealnie, a związek jest ciepły, piękny i w oczywisty sposób narzucający się sam.  



W dobrym thrillerze nie może zabraknąć kilku elementów. Przede wszystkim atmosfery napięcia, interesującej zagadki, pilnie strzeżonej tajemnicy. W przypadku braku tych fragmentów całość nigdy nie będzie kompletna ani dobra. Dugoni zdaje się świetnie o tym wiedzieć i o żadnej z tych kwestii nie zapomina. Im więcej się dowiadujemy, tym więcej zdaje się być przed nami ukryte. Każda rozwiązana zagadka prowadzi do kolejnych tajemnic. W trakcie czytania czujemy niepokój i niepewność, ale wielka ciekawość nie pozwala nam odłożyć książki. A dodatkowo otrzymujemy bohaterów, których ciężko jednoznacznie podzielić na dobrych i złych. Serdecznie polecam.

Za możliwość poznania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


czwartek, 16 marca 2017

Zapach strachu




Autor: B.A.Paris
Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller






Piękni, bogaci, zapatrzeni w siebie. Ich idealne małżeństwo budzi podziw i zazdrość. Czasami aż ciężko w nie uwierzyć. Bo ideały nie istnieją. I nigdy nie wiadomo, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Po powieść sięgałam z wielką niecierpliwością, upragniona tych wszystkich wielkich emocji, które wzbudziła u innych czytelników. Liczyłam na strach i chciałam poznać tego męża- psychopatę. Nie spodziewałam się jednak, że ta historia może być aż tak mocna.




„Często myślę o tym, że chętnie bym go zabiła, ale nie mogę tego zrobić. Cóż by mi z tego przyszło?”







Tym, co najbardziej podoba mi się w książce zdecydowanie jest narracja. Grace opowiada nam o swoim koszmarze, dzieląc historię na fragmenty dotyczące teraźniejszości i retrospekcje. Taki sposób prowadzenia czytelnika przez kolejne rozdziały ciekawi, zatrzymuje, a przede wszystkim  nabiera znamion realizmu. Kobieta snuje swój koszmar, wykorzystując tak lubianą przeze mnie, pierwszoosobową narrację, dzięki czemu wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że to historia z życia wzięta, brutalna i niewiarygodna, ale taka, która mogłaby jednak wydarzyć się naprawdę. Autorka bardzo zręcznie dozuje napięcie urywając historię w najciekawszych miejscach i przechodząc do następnych, niemniej intrygujących rozdziałów. A ja podążałam za nią w szaleńczym tempie, pragnąc jak najszybciej poznać powieść i jej zakończenie.

To, co kojarzy mi się z dobrym thrillerem, to przede wszystkim atmosfera napięcia i napiętnowania strachem. Czytelnik czuje emocje bohaterów, uczestniczy w akcji żywo i chętnie, towarzyszą mu niepokój, a może nawet dreszcz oczekiwania. W tej powieści wszystkie te elementy  są obecne i doskonale uchwycone. Każdy rozdział, każde nowe wydarzenie wprowadza nas w oszołomienie i zdumienie, przywołując rumieńce niedowierzania. Moja ciekawość została tak rozbudzona, że bardzo przeżywałam momenty, kiedy musiałam odłożyć powieść i wrócić do normalnego życia. Na szczęście czyta się szybko, choć kiedy docieramy do zakończenia zaczynamy odczuwać frustrację (ale i pewną ulgę), że to już.

Życie Grace, choć przypomina idyllę, w rzeczywistości okazuje się koszmarem. Idealny małżonek idealnie wpisuje się w sylwetkę psychopaty, a ona z kobiety sukcesu przemienia się w słabą ofiarę. Ciężko się o tym czytało, a jeszcze ciężej było jednak z tej powieści zrezygnować. Rozgrywka między Grace a Jackiem była szalenie pasjonująca, pełna emocji, zaskoczeń, zwrotów akcji. Jack każdym kolejnym brutalnym pomysłem przechodził samego siebie, ale Grace nie ustępowała mu determinacją i siłą w dążeniu do celu. Niezwykły pojedynek bohaterów intrygujących, pełnokrwistych, pięknie zarysowanych. Podoba mi się, że autorka pokazała ich motywacje, wyjaśniła jak dotarli do punktu, w którym się znaleźli i dlaczego. Warstwa psychologiczna zrobiła na mnie duże wrażenie i mocno dała mi do myślenia.




„Jack zawsze jest przy mnie. Jest moim nadzorcą, katem, strażnikiem więziennym. Nie mogę się ruszyć bez niego, nawet do toalety w restauracji”.






Jak wspomniałam, to nie jest łatwa powieść. Pojawia się w niej przemoc, brutalność, męska dominacja, a strony książki wypełnione zostały zapachem strachu. Niemniej tematy te, choć ciężkie, smutne, budzące uczucie niesprawiedliwości i zgorszenia, są niezwykle ważne. Przede wszystkim ze względu na budzące w nas emocje i refleksje. Czy znamy ludzi, którzy otaczają nas każdego dnia? Co wiemy na ich temat? A może kiedyś to my staniemy się takimi ofiarami jak Grace?

„Za zamkniętymi drzwiami” to powieść zasługująca na każdą pochwałę, jaką otrzymała. Dopracowana, zarówno pod kątem pomysłu, stylu, jak i kreacji bohaterów. Smutna, głęboka, emocjonalna. I pokazująca nasze najgorsze instynkty. Gorąco polecam. 

Za możliwość poznania tej historii pięknie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


wtorek, 14 marca 2017

Ślicznotki i brzydule




Autor: Siobhan Vivian
Tytuł: Fatalna lista
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura młodzieżowa







Każdego roku, na tydzień przed jesiennym balem, ściany liceum zostają oklejone listą prezentującą nazwiska najpiękniejszych i najbrzydszych dziewczyn z każdego rocznika. Nikt nie wie, kto jest odpowiedzialny za tworzenie listy, z pewnością jednak na zawsze zmienia ona życie wybranych.



Z autorką powieści spotkałam się już przy okazji świetnej powieści „Ból za ból”, którą napisała w duecie ze swoją przyjaciółką. Przepełniona ciekawością i dużymi oczekiwaniami sięgnęłam po „Fatalną listę”, spodziewając się książki przynajmniej tak samo dobrej jak czytana przeze mnie poprzednio. Z radością i satysfakcją przyznaję, że nie zawiodłam się.





Cztery roczniki, a w każdym z nich najpiękniejsza i najbrzydsza. Na początku obawiałam się, że wprowadzenie ośmiu bohaterek może spowodować duże zamieszanie i chaos, a tym samym utrudnić lekturę powieści. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Wszystkie dziewczyny są charakterystyczne, wyraziste i pełnokrwiste. Każda z nich się wyróżnia i stanowi mocny kontrast dla innych bohaterek. Wraz z zagłębianiem się w akcję powieści czytelnik szybko wyrabia sobie o nich opinię, część darzy sympatią, część niechęcią, niemożliwym jest jednak pozostanie obojętnym. Z czasem postacie dziewcząt zaczynają się również w pewien sposób łączyć, uzupełniać, kształtować wzajemnie swoje dalsze losy. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem, jak zgrabnie autorce udało się wykreować tyle różnorodnych postaci i wpleść je w prostą, a zarazem niebanalną akcję książki.

Mówią, że wygląd to nie wszystko, że liczy się wnętrze. Tylko czy faktycznie? I czy dla każdego? Młodość kieruje się swoimi zasadami, a jedną z nich bezsprzecznie stanowi fakt, że każda dziewczyna, czy przyzna się do tego głośno czy nie, pragnie poczuć się piękna i wyjątkowa i często potrafi posunąć się naprawdę daleko, by to poczuć. Nie inaczej jest z bohaterkami książki. Lista zmienia życie każdej z nich. I ślicznotek i brzydul. Te pierwsze obok zadowolenia poczują presję, zagrożenie, zazdrość. Tym drugim zacznie towarzyszyć zdumienie, złość czy chęć utarcia innym nosa. Sięgając po tę książkę spodziewałam się historii raczej prostej w przekazie, niespecjalnie wyszukanej, nastawionej na rozrywkę, a nie na ważne puenty czy morały. Tymczasem opowieść ta wywołała we mnie wiele emocji, wśród których prym wiodły niedowierzanie i rozczarowanie. Dzięki niej przekonałam się, że każda kobieta pragnie poczuć się piękna i że nie ma w tym nic złego czy dziwnego.

Historia została opowiedziana lekko, choć miejscami wywołuje u czytelnika uczucie napięcia. Czytamy szybko, zdając sobie sprawę, że autorka zmierza do miejsca, w którym życie bohaterek gwałtownie się zmieni i prawdopodobnie nie spotka ich nic dobrego. Styl autorki świetnie pasuje do grupy wiekowej odbiorcy, skłania do refleksji, a jednak nie zatrzymuje czytelnika i nie wymaga przerw w czytaniu. A czyta się błyskawicznie. Gdybym miała taką możliwość, chętnie poświęciłabym tej książce całą noc i ta noc wystarczyłaby na poznanie tej opowieści. Bo poznajemy ją na jednym wdechu, szalenie pędząc od jednego rozdziału do drugiego.

Ta powieść to najlepszy przykład tego, jak powinna, moim zdaniem, wyglądać książka młodzieżowa. Lekko napisana, prosta w odbiorze, przyciągająca bohaterami, a jednak z ważnym przesłaniem, które może czytelnikowi dać do myślenia. Bardzo polecam.  

Za możliwość poznania tej opowieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young. 

niedziela, 12 marca 2017

Hutu i Tutsi




Autor: Scholastique Mukasonga
Tytuł: Maria Panna Nilu
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 305
Gatunek: literatura współczesna 







Kilka lat temu obejrzałam film „Hotel Rwanda” przedstawiający ludobójstwo w Rwandzie, kiedy to ludzie z plemienia Hutu wymordowali setki tysięcy mieszkańców będących Tutsi. Temat ten szczerze mnie zainteresował, choć przepełnia go okrucieństwo, przemoc i brutalność. Dlatego też, kiedy usłyszałam o tej książce, dotyczącej w dużym stopniu tej samej tematyki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Wraz z autorką przenosimy się do katolickiego liceum, które kształci młode mieszkanki Rwandy. Większość uczennic należy do wiodącego prym w kraju ludu Hutu, zdecydowana mniejszość do Tutsi, a te nie są mile widziane. Mimo że nie wyrządziły one nikomu krzywdy, każdego dnia muszą znosić upokorzenia i obelgi. Katolickie liceum, które w praktyce powinno być miejscem okazywania sobie miłości i szacunku, w rzeczywistości jest sceną do okazywania niechęci i uprzedzeń. Mukasonga bardzo dobrze oddaje klimat rosnącego napięcia i budzącej się nienawiści. Z każdym mijającym miesiącem roku szkolnego sytuacja dziewczynek Tutsi pogarsza się.

„Trzeba stale przypominać Tutsi, że w Rwandzie są jedynie karaluchami”.

Początkowo miałam wrażenie, że książka jest zbyt spokojna. Veronika i Virginia nie czuły akceptacji ze strony koleżanek, ale przejawy gniewu czy złości pojawiały się rzadko, bardziej jako ataki ze strony konkretnych osób. Z czasem jednak te subtelne uszczypliwości zaczęły przeradzać się w coś groźniejszego. I to czuć na kolejnych stronach powieści. Szybko nabieramy przekonania, że w końcu musi się coś wydarzyć, a kumulowane zło uderzy w bohaterki z wielką mocą. Podążamy za autorką zastanawiając się, jak zakończy się rok szkolny, a tym samym, co wydarzy się z dziewczynkami. Czy skończą szkołę? Czy dyplom przyniesie im ulgę i satysfakcję? Czy złagodzi gniewne nastroje rówieśniczek, a może je zaostrzy?

W to nagabywanie Tutsi przez Hutu Mukasonga wplata elementy tradycji i obyczajowości Rwandy. Dowiadujemy się co nieco o ulubionych potrawach, poznajemy kilka faktów z historii, przekonujemy się, o czym Rwandyjki nie rozmawiają. I wszystkie te rzeczy są niezmiernie ciekawe, choć momentami odnosiłam wrażenie silnego zacofania tych kobiet w stosunku do mieszkanek Europy, którym zazdrościły jasnej cery, kosmetyków czy farbowania włosów. Prawdopodobnie rzeczywiście tak było i być może w takim ukazaniu rzeczywistości nie ma nic złego, ale nie podobało mi się to książkowe skonfrontowanie ludzi białych i ciemnoskórych. Czasami miałam wrażenie, że Biali czują w stosunku do Rwandyjczyków jakąś dziwną, niezdrową niemalże fascynację. Tylko czemu tak naprawdę?

„Maria Panna Nilu” to powieść, w której można się zaczytać. Intrygująca, poruszająca ważny temat, całkiem zgrabnie napisana. Ale czegoś mi w niej zabrakło. Być może nastawiłam się zbyt mocno na temat, który mnie interesuje. A może rzeczywiście można było zrobić więcej.   

piątek, 10 marca 2017

Rodzinne dramaty




Autor: Colleen Faulkner
Tytuł: Julia i jej córki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna







Caitlin nie żyje. Świat całej rodziny staje na głowie. Jej mama pogrąża się w rozpaczy. Jej tato ucieka w pracę. Siostry dziewczynki przeżywają tragedię po swojemu. Pogodzenie się z tym dramatem szczególnie ciężko przychodzi Hayley. To ona ją zabiła. 

Na książki kobiece przypominające prozę Jodi Picoult czy Diane Chamberlain ochotę mam zawsze, zwłaszcza gdy oznaczone są pieczątką klubu „Kobiety to czytają”. Wielokrotnie przekonałam się, że ten znaczek jest niczym gwarancja jakości i zapewnienie, że dana powieść należy do najlepszych w swoim gatunku. Tym razem oczywiście nie mogło być inaczej.

Faulkner rzeczywiście przypomina mi wspomniane wyżej autorki. Przede wszystkim ze względu na wybrany przez nią temat, którego realizacji byłam niezmiernie ciekawa. Nie umiałam sobie wyobrazić sytuacji matki tracącej córkę w wypadku spowodowanym przez jej drugie dziecko. Czy gniew i rozczarowanie mogą przesłonić miłość? Czy coś takiego można komuś wybaczyć, nie wyłączając z tego grona swego potomstwa? Faulkner poradziła sobie z tym temat mistrzowsko, pięknie pokazując emocje towarzyszące matce w trakcie żałoby i wewnętrzne rozerwanie. Nad czymś takim nie można tak po prostu przejść do porządku dziennego i to czuć na każdej stronie. Autorka zwinnie porusza się w świecie zrozpaczonej matki, ale także załamanej córki.

„Moja córka nie żyje. Chcę posypać głowę popiołem, oderżnąć sobie włosy nożem kuchennym i rzucić się na ziemię, pod którą w marmurowej wnęce, w urnie spoczywają jej prochy”.

Podoba mi się, że pisarka zdecydowała się pokazać tę historię z kilku perspektyw, naprzemiennie zagłębiając się w relację Julii i Hayley, a także najmłodszej córeczki. Dzięki temu opowieść ta jest nie tylko ciekawsza, ale też pełniejsza. Taka narracja pozwala nam lepiej wczuć się w emocje każdej ze stron, a także wprowadza pewne napięcie i oczekiwanie na powrót do przerwanej końcem rozdziału opowieści danej bohaterki. Faulkner bardzo zgrabnie oddała charakter każdej z postaci, z jednej strony wczuwając się w kobietę po przejściach i matkę nastoletnich córek, z drugiej w dziewczynki otoczone chaosem i zagubione w nowej rzeczywistości.

Temat utraty dziecka i pogodzenia się z losem świetnie sprawdził się w otoczeniu tak interesujących kwestii jak rodzinne zawirowania, problemy małżeńskie czy okres dojrzewania. Kwestie te ładnie uzupełniały całość, ale też nadały jej nieco inny wymiar. Dzięki nim powieść stała się jeszcze głębsza i bardziej emocjonalna, a także pasująca do przeróżnych okoliczności. Tematy te zostały wplecione w całość subtelnie i nie zdominowały motywu przewodniego, choć nadano im dość wyrazisty charakter.

„Nie mogę wiedzieć, jak to jest być Hayley. Nie tak naprawdę. Moja córka umarła, ale Hayley odpowiada także za śmierć siostry”.

Faulkner ma lekkie pióro i czyta się ją niezwykle przyjemnie. Pięknie operuje słowem, nie waha się, opowiada składnie, na temat. Można by pomyśleć, że ta historia faktycznie miała miejsce, a ona była jej uczestnikiem czy świadkiem, choć nawet w takiej sytuacji nie jestem pewna, czy mogłaby opowiedzieć ją tak dobrze. Rozdziały mają odpowiednią długość, relacje kolejnych bohaterek pojawiają się w dobrym momencie, żeby wzbudzić niepewność i zaciekawienie czytelnika. Wszystko zostało dopracowane, niczego nie jest za dużo i nic jest na wyrost. A przy całym ciężarze tego tematu powieść czyta się niezwykle szybko, błyskawicznie pokonując historię i wciąż dziwiąc się, że koniec nastąpi niebawem.

„Julia i jej córki” to wspaniała książka o tym, jak trudno być kobietą i jak ciężko mierzyć się z losem każdego dnia. Melancholijna, ale także przepełniona nadzieją i optymizmem. Warto poświęcić jej trochę czasu i uwagi. 

Za możliwość poznania tej pięknej historii dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

środa, 8 marca 2017

Masakra




Autor: Liao Yiwu
Tytuł: Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura faktu 






Czy jeden wiersz może zmienić czyjeś życie? Oczywiście. Życie Liao przekreślił na zawsze. Mężczyzna spędził cztery lata w chińskim więzieniu, a kiedy już udało mu się wydostać, nic nie było takie samo. Pobyt w więzieniu okazał się dopiero początkiem niekończącego się koszmaru.

„Nigdy nie miałem zamiaru być bohaterem, ale w kraju, w którym rządził obłęd, musiałem zająć jednoznaczne stanowisko. Masakra była moim utworem, a mój utwór- moim protestem”.

Chiny to jedno z tych miejsc, w których lepiej się nie wychylać. Nie wyrażać głośno swoich poglądów, nie krytykować systemu i nie próbować w jakikolwiek sposób z nim walczyć. Yiwu przekonał się o tym na własnej skórze. Jako jeden z niewielu skrytykował czerwcowe wydarzenia na placu Tiananmen, nie potrafił pozostać obojętnym na śmierć tylu młodych i niewinnych osób. Trochę żalu i emocji przelanych na papier sprawiły, że zasłużył na przydomek kontrrewolucjonisty i trafił na czarną listę władz.





„Państwo zarządzające na wzór Gułagu swoimi więzieniami i obozami nie jest nowoczesnym państwem, lecz maoistycznym reliktem w przebraniu cudu gospodarczego. Ceną jest ubezwłasnowolnienie i represje spotykające Chińczyków”.






Na początku Yiwu opisuje pokrótce swoje dzieciństwo i małżeństwo. Informacji tych wystarczy na dosyć intrygujący wstęp, nie przytłaczają one i nie zniechęcają do oczekiwania na to, co interesuje czytelnika najbardziej- pobyt w więzieniu. A kiedy już do niego docieramy otrzymujemy relację barwną, obrazową i bardzo soczystą. Autor nie opowiada nieśmiało, nie kryje się za tabu. Wręcz przeciwnie. Stawia kawę na ławę. Chętnie wspomina o tym, co przeżył. Wspomina wydarzenia i ludzi. Z jego opisów wyłania się miejsce koszmarne, w którym poradzą sobie tylko najsilniejsi. Dla kolejnych pozostanie to, o czym wszyscy myśli, ale boimy się powiedzieć głośno- przemoc, gwałty, poddańczość.

Spotkałam się z opinią, że relacja Yiwu była przesadzona, że za dużo w niej było o molestowaniu więźniów czy masturbacji. Ale absolutnie się z tym nie zgadzam. I nie chodzi bynajmniej o gustowanie w takich opisach, czy smakowanie się w takich szczegółach. Autor opisał czytelnikom wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Czy powinien część z nich pominąć, przemilczeć, ułagodzić? Bez sensu. Cieszę się, że pisze szczerze, a ta przykra prawda pozwala nam lepiej poznać te okoliczności i bardziej zapada w pamięć.

Ta relacja zrobiła na mnie duże wrażenie. To opis czterech lat walki, przede wszystkim o samego siebie, ale także o ludzi, którzy z czasem stali się bliscy, zastąpili rodzinę i przyjaciół. Szalenie smutno jest mierzyć się z tym samemu i to czuć w kolejnych rozdziałach. Ciężko czytało mi się o więźniach skazanych na karę śmierci, czasem za błahe wykroczenia. Nie rozumiem, jak można normalnie funkcjonować w takim państwie. Ale z drugiej strony, jaki wybór pozostaje tym ludziom?




„W Chinach prawdopodobnie wykonuje się więcej wyroków śmierci niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie”.

Yiwu pokazał nam świat, w którym nic nie jest czarne albo białe, a ludzi nie sposób jednoznacznie podzielić na dobrych i złych. Bo źli się nie tylko strażnicy czy funkcjonariusze, zły jest nie tylko system. Mrok ukazuje się także w osadzonych- więziennych przywódcach, kapusiach, tych, którym wszystko już jedno. Dużo w tej książce smutku, przemocy, melancholii. I nie zostają one tak naprawdę niczym przełamane czy złagodzone. Ale to takie miejsce. Nic tego nie zmieni.

Czas spędzony przy tej powieści nie był w żadnym razie stracony. Warto się nad nią pochylić, dowiedzieć się więcej, spróbować zrozumieć. Treść nie należy do lekkich i przyjemnych, ale czyta się dobrze. I na pewno z lektury tej sporo wyniesiemy, co nieco zostanie nam w głowie, skłoni do refleksji. 

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.