wtorek, 11 kwietnia 2017

Co się dzieje w Afryce?



Autor: Wolfgang Bauer
Tytuł: Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 208
Gatunek: literatura faktu 







Boko Haram to najkrócej mówiąc powstała w Nigerii sekta, domagająca się wprowadzenia w kraju szariatu i zakazania zachodniej oświaty. Do osiągnięcia swych celów chętnie wykorzystuje broń, terror i różnego rodzaju przemoc, w tym porwania i morderstwa. Znęcają się i pastwią nad uprowadzonymi kobietami, ale w przeciwieństwie do mężczyzn, rzadko padają one ofiarą zabójstw.



„Terrorystyczna sekta wyrosła na obszarze, który należy do najbiedniejszych na świecie. Większość ludności żyje za mniej niż dolara dziennie. Prawie trzy czwarte ludności to analfabeci. Nigeria ma największy na świecie odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły”.







Nigdy nie słyszałam o tej grupie. Co ciekawe, na liście organizacji terrorystycznych figuruje ona obok tak znanych ugrupowań jak choćby Al-Kaida. Przejmująca sytuacja kobiet w Nigerii i związki z terroryzmem sprawiły, że tytuł ten był dla mnie obowiązkowy, odkąd ujrzałam go w zapowiedziach. Fakt, że na ten temat niczego wcześniej nie słyszałam, dodatkowo pogłębiał moją ciekawość.

Najbardziej podoba mi się forma, z jakiej autor skorzystał przy realizacji tematu. Rozmowy z ocalonymi kobietami pozwalają nam zrozumieć powagę sytuacji, poznać fakty, a także zrozumieć nieco koszmar przez jaki przeszły. A bohaterki dzielą się z nami chętnie swoimi doświadczeniami. Naprzemienne wypowiedzi kobiet bardzo dobrze się uzupełniają, nie powodując przy tym zbędnego chaosu, wprowadzając nas w świat, jakiego istnienia nie podejrzewaliśmy nawet w koszmarach. Dlaczego? Bo tak niewiele się mówi na ten temat.




„Zostawili mi tylko imię. Wszystko inne zabrali. Jestem teraz kimś innym. Czuję to. Jestem kimś, kogo nie znam”.











Reportaż czyta się szybko i lekko, mimo trudnego tematu i niewesołego przesłania. Naprzemienne wypowiedzi, stosunkowo krótkie rozdziały, pojawiające się zdjęcia i cytaty sprawiają, że kolejne strony upływają nam niepostrzeżenie, angażując nas w lekturę i wprawiając w zdumienie nieuchronnie nadchodzącym zakończeniem.

Dla bohaterek książki tabu nie istnieje. Szczegółowo dzielą się z nami swoimi przeżyciami, wspominając nawet największe okropieństwa, które spotkały je ze strony oprawców. Wśród ich relacji pojawiają się porwania, gwałty, zamachy, morderstwa, a to jedynie fragment niegodnej pozazdroszczenia rzeczywistości. Codzienność, w jakiej przyszło im żyć przeraża, szokuje, napawa niepokojem i niepewnością. A emocje te czuje się w takcie czytania bardzo intensywnie.


Z pewnością nie jest to temat, o którym czyta się przyjemnie. Niemniej jednak nie zniknie on mimo naszej niewiedzy czy obojętności. A obojętnym pozostać nie możemy. Patrząc na zamieszczone w publikacji fotografie widziałam kobiety młode a jednak zniszczone życiem, poturbowane przez los. Nie potrafię im pomóc, ale chcę lepiej poznać ich historie.  






To jedna z tych książek, z którymi niełatwo się rozstać, choć czytelnik robi to z pewną ulgą. Niełatwo pozbyć się ciężaru, który przyjmujemy na siebie wraz z tą lekturą. Ta niewielka objętościowo książka przygniata i zapada w pamięć, a także wyczerpuje temat. Na więcej stron nie miałabym już siły, a może odwagi. Nie jestem tak dzielna jak One. 

Za możliwość poznania Boko Haram dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.

sobota, 8 kwietnia 2017

Ciężko być (dobrą) matką




Autor: Danuta Noszczyńska
Tytuł: Zła miłość
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 300
Gatunek: literatura współczesna







Matka i córka. W drodze do realizacji marzeń. Nie swoich. Próbujące odnaleźć się w rzeczywistości, która miała wyglądać inaczej. Wcielające się w role, które do nich nie pasują. Połączone trudną miłością i toksyczną relacją.

Z Noszczyńską spotkałam się po raz pierwszy. Słyszałam już co nieco o tej autorce i zżerała mnie ciekawość, zwłaszcza, że temat, który wybrała, przy okazji realizacji tej powieści, kusił. Przekonałam się, że autorce trudne tematy nie są obce i dobrze się czuje przekazując  swoje opowieści czytelnikom.

A historii tej daleko jest do bajki. Relacja matki z córką powinna być związkiem niezwykłym- opierającym się na zaufaniu, szczerości, przyjaźni. W „Złej miłości” nie znajdziemy tych uczuć. Tutaj możemy liczyć na związek pełen goryczy, złości, niedomówień. Czytamy o matce przelewającej na dziecko swoje marzenia i planującej dla niej wymarzoną (przez matkę) przyszłość. I czujemy ciężar jej oczekiwań , niespełnionych nadziei, koszty życia pod presją, chęć zaspokojenia czyichś aspiracji. Tematy trudne, poruszające do głębi, bardzo emocjonalne. I te emocje czuć, na każdej stronie. Ta powieść ma bardzo realistyczny charakter, przypomina opowieść wyjętą prosto z życia.

„Najgorzej jednak, gdy rodzic nie potrafi odróżnić swoich marzeń od marzeń dziecka, swojego dobra od tego, jak ono je postrzega dla siebie”.

Noszczyńska powołuje się na grzechy główne. Odwołuje się do tego, jakimi jesteśmy ludźmi, pokazuje co jest w nas najgorsze. Tym razem zahacza o pychę, towarzyszącą każdemu z bohaterów. U jednych znajdziemy jej więcej, u innych musimy poszukać jej głębiej, ale nikomu z nich nie jest to uczucie nieznane. Podczas czytania towarzyszą nam refleksje. Zastanawiamy się ile tej pychy jest w nas samych.

To także opowieść o problemach dziecka niekochanego i o tym, że czasami niestety nie można otrzymać rodzicielskiej miłości bez powodu, bezinteresownie. Takie dziecko powinno zaspokajać czyjeś potrzeby, walczyć o uznanie- niewiele dostając w zamian, wysuwać oczekiwania rodziców na pierwszy plan, trzymając się z tyłu. To temat trudny, ale jakże ważny i aktualny. Zawsze pojawiać się będą takie historie, czasami nieco dalej od naszych życiorysów, ale wciąż na widoku i na porządku dziennym. Warto nad tym pomyśleć.


Autorka zwraca uwagę również na fakt, że niełatwo być dobrą matką, zwłaszcza, kiedy nasze zachowanie determinuje przeszłość. Takimi matkami również ktoś wcześniej pokierował. Może błędnie?

Podążając za Noszczyńską próbujemy to zrozumieć, wniknąć w psychikę bohaterów, poznać ich motywy, ocenić, a może usprawiedliwić. Książkowe matki drażnią, ale także budzą współczucie. To bohaterki pełnokrwiste, wobec których ciężko przejść obojętnie, należy koniecznie zająć stanowisko.

Cieszę się, że historia ta została przedstawiona w formie pamiętnika spisanego przez dorosłą kobietę. Taki sposób rozliczenia się z przeszłością jak najbardziej mnie przekonuje i oddziałuje na moją wyobraźnię.

W tej książce znalazłam dużo mądrości, cennych rad, doświadczenia. Tego co najcenniejsze- prawdziwego życia. A wszystko zostało ubrane w piękne słowa i dobraną do tematu okładkę.

Za egzemplarz książki dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Serce matki




Autor: Anna McPartlin
Tytuł: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Wydawnictwo: HarperCollins
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna 







Nie miała okazji nacieszyć się swoim synem. Nie dane jej było zobaczyć, jak kończy szkołę, zakłada rodzinę, planuje przyszłość. Niestety niewiele mogła zrobić. Zadecydował przypadek. Co stało się z Jeremym?


Poprzednia książka autorki- „Ostatnie dni królika”- zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że nawet nie chciałam wyobrażać sobie, że jej kolejna powieść mogłaby być choć odrobinę słabsza. Znajomą melancholię, życiową niesprawiedliwość oraz bohaterów z ciężkim bagażem doświadczeń nie musiałam długo szukać. Trochę czasu musiałam natomiast poświęcić na zrozumienie, dlaczego ta książka zyskała aprobatę i wysokie oceny innych czytelników.



Im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym więcej rozumiałam. I czułam. Zaczęły mi się udzielać emocje bohaterów, przelano na mnie ich dramaty, a problemy, z którymi się stykali stały mi się w podejrzany sposób znajome, jakby nieoczekiwanie stały się moimi problemami. I do tych książkowych postaci zaczęłam żywić głębsze uczucia, szczerze się nimi zainteresowałam, chciałam je lepiej poznać. Przepracowana matka, samotny syn i córka mająca problem ze zrozumieniem swojej tożsamości to plejada, która nie raz zaskakuje, przede wszystkim głębokim realizmem. Autorka wykreowała bohaterów w ten sposób, że przypominają nam bliskich czy znajomych. Każdy z nich jest charakterystyczny i charyzmatyczny, naznaczony doświadczeniem i dojrzały niezależnie od wieku. Nie sposób pozostać wobec nich obojętnym na żadnym etapie lektury.


Ten rodzinny dramat wstrząsa czytelnikiem. Oszałamiają nas ich wybory, konsekwencje podjętych działań, zmagania z codziennością. I choć każdy z nich zdaje się uosabiać inny problem- samotność, brak pieniędzy, choroba-to bez wątpienia są oni bezwzględnie ze sobą i dla siebie. Ta zagmatwana i poraniona rodzina mocno wryła mi się w pamięć. Chętnie dzieliłam z nimi radości i smutki, niestety tych drugich było więcej.




Na tym uszkodzonym obrazie szybko pojawia się kolejna rysa. Jeremy, syn głównej bohaterki, znika w tajemniczych okolicznościach. O jego zaginięciu dowiadujemy się szybko, jednak do samego końca autorka trzyma nas w niepewności, nie zdradzając, co przytrafiło się chłopcu. Poszukiwania, rozpacz, a przede wszystkim tajemniczość tego zniknięcia przywołują nowe emocje. Z jednej strony udzielają nam się smutki matki i niepokój oraz wyrzuty sumienia siostry, z drugiej czujemy napięcie i niecierpliwość związaną z nierozwiązaną zagadką, a jak się okazuje, w tajemniczym zaginięciu autorka ukryła kolejne dramaty, jeszcze więcej samotności i niesprawiedliwości.


McPartlin pisze lekko, a nie jest to rzecz łatwa przy takich tematach. Kiedy teraz o tym myślę, to mam wrażenie, że nie sposób napisać lekko o koszmarze tej matki. Nie znaczy to jednak, że subtelność stylu odbiera powieści emocje. Można pięknie pisać i delikatnie posługiwać się słowem, a przy tym umiejętnie przelewać na czytelnika uczucia bohaterów. Choć w ogóle się tego nie spodziewałam na początku powieści, zakończenie bardzo mnie wzruszyło i doprowadziło do łez.


To piękna powieść o wartościach, które choć cenne, często są traktowane na co dzień marginalnie- miłości, przyjaźni, poczuciu bezpieczeństwa, czy tolerancji, ale także o rządzącym naszym życiem przypadku. Odpowiednia lektura dla kobiet lubiących ważne tematy i książki trafiające do serca.  

wtorek, 4 kwietnia 2017

Zew krwi




Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Behawiorysta
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał/thriller psychologiczny 






Napad na przedszkole, transmisja na żywo, pierwsze ofiary. Napastnik paraliżuje społeczeństwo, a zdesperowane służby uciekają się do ostatecznego rozwiązania- na pomoc wzywają Gerarda Edlinga, o którym nikt nie chciał już więcej słyszeć. Czy mężczyzna powstrzyma psychopatę, a tym samym odpokutuje błędy przeszłości?

Remigiusz Mróz podbił polski rynek wydawniczy przebojem, a może raczej kryminałem. Poznaliśmy się za sprawą serii z Chyłką, a każde kolejne spotkanie było bardziej udane. Co mnie w nim urzekło? Pomysłowość, rozwinięcie tematu, lekkie pióro, pociąg do zwrotów akcji oraz wspaniałe przygotowanie. Ciężko mi cokolwiek mu zarzucić, dlatego do „Behawiorysty” podchodziłam z ogromnymi oczekiwaniami i jeszcze większą nadzieją na kolejną wspaniałą powieść jego autorstwa.



Ta książka wciągnęła mnie od pierwszej akcji. Dobór słów jest w tym momencie nieprzypadkowy, dlatego, że powieść zaczyna się mocnym wstępem, a co najważniejsze do samego końca nie zwalnia. Fabuła zaintrygowała mnie na tyle, że szybko zapomniałam o całym świecie, a pobyt na plaży i piękne wiosenne słońce zupełnie przestały mieć znaczenie. Czytałam z wielką zapalczywością, zwyczajnie nie mogąc się oderwać. I nawet zasada „jeszcze jeden rozdział”, będąca zazwyczaj pewnym hamulcem dla książkoholika, przestała mieć w tym przypadku zastosowanie.

Mróz zaczyna odważnie, brutalnie, krwawo, a ja to po prostu uwielbiam. Te elementy thrillerów i kryminałów to dla mnie czynniki niezbędne, bo te książki mają wywoływać mocne emocje, a na mnie to najbardziej działa. Nie pożądam wzruszeń, romansów czy przesadnych refleksji, bo to nie czas i miejsce. Ja czekam na krew i pożądam spotkania z rasowym mordercą, który po przeczytaniu (zbyt) wielu powieści tego typu, wciąż może być dla mnie godnym przeciwnikiem. A Mróz to wszystko mi zapewnia. Nie patyczkuje się, nie obawia o psychikę czytelnika. Ofiarowuje nam solidną porcję wrażeń i za to jestem mu wdzięczna.

A skoro o przeciwnikach mowa, to w tej powieści trafił swój na swego. Były prokurator, specjalista od ludzkich zachowań kontra mroczny psychopata, z wielką gracją wodzący organy ścigania za nos. Obydwaj są niezwykle silni, wyraziści, pewni siebie. I z wielką obsesją względem siebie nawzajem. Mróz stworzył pełnokrwistych, a raczej żądnych krwi samców, wobec których nie sposób przejść obojętnie. Każdy z nich na swój sposób mi zaimponował. Ten pierwszy wiedzą, doświadczeniem i sposobem bycia. Ten drugi pomysłowością, sprytem, a może i szaleństwem (w pewien sposób wytłumaczalnym). Co ciekawe, to psychopata szczególnie przypadł mi do gustu i to ta postać zdobyła moje serce. Behawioryście mogłabym co nieco zarzucić, myślę jednak, że to kwestia czytelniczych upodobań.

Autor wciąga nas w niebezpieczną grę, w której hasła bezpieczeństwa czy granice nie istnieją. To pogrążanie się w mroku, poszukiwanie prawdy o sobie samym, testowanie własnej wytrzymałości, powroty do smutnej przeszłości. Ale także wielka niewiadoma. Ta powieść jest zupełnie nieprzewidywalna, ciężko domyślić się, co czeka nas na następnej stronie, a co dopiero jak się skończy. A Mróz z wielką radością przygotował dla nas zasadzki, zwroty akcji, bitwy między dobrem a złem, niebanalne i nieoczywiste.

To jedna z tych powieści, dla których czytelnik ma ochotę zarwać noc. To wspaniałe kino akcji, pełne zwrotów, niezapowiedzianych zasadzek, krwawych scen. To świetna książka dla czytelników pożądających mocnych wrażeń i tacy z pewnością będą nią zachwyceni. Bo Mróz czaruje kolejny raz. Uwodzi pomysłem, słowem, zakończeniem. Zabiera nas do piekła, z którego nie ma wyjścia awaryjnego. To koniec. 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Stosik 4/2017

Na kwiecień wstępnie przygotowałam sobie stosik mroczno-wzruszający. Nie jestem pewna, czego ostatnio potrzeba mi bardziej :)


Co czytaliście?

Co polecacie?

Jak wyglądają Wasze stosiki? 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Jodi Picoult "Małe wielkie rzeczy" [recenzja przedpremierowa]



Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Małe wielkie rzeczy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 608
Gatunek: literatura współczesna 







Ruth jest ciemnoskóra. Dla niektórych to wystarczający argument by odsunąć ją od opieki nad dzieckiem. I bez znaczenia jest w tym przypadku fakt, że to pielęgniarka z 20-letnim doświadczeniem. Tylko czy to jeszcze może ją zdziwić? Przecież nie raz spotykały ją przykrości związane z kolorem jej skóry.


Jodi Picoult wielokrotnie udowodniła, że jest królową powieści kobiecych. Jej książki dotyczą ważnych i absorbujących tematów, swoim realizmem przypominają prawdziwe życie, a bohaterzy są tak dobrze zarysowani, jakby autorka przenosiła do powieści ludzi znanych jej z codzienności. Tym razem nie mogło oczywiście być inaczej.







Najnowsza książka Picoult przede wszystkim szokuje. I choć autorka przyzwyczaiła nas do tego już wcześniej, tym razem wybrany przez nią temat uderza w nas jako ludzi, zmusza do refleksji, a także (a może przede wszystkim) nie pozwala nam milczeć i pozostać obojętnym. Bo autorka zwraca się w stronę tego, co na co dzień często zostaje przemilczane, pominięte, uznane za nieistotne. Tymczasem uprzedzenia mogą nie tylko ranić, ale prowadzić do prawdziwych tragedii i właśnie o tym opowiada ta powieść.

„- Myślisz, że rasizm kiedyś wyginie?

- Nie, bo wówczas biali musieliby zaakceptować równość. Kto by rozwalał system, który ich wyróżnia?”

Ciemnoskóra pielęgniarka, której zlecono opiekę nad maleńkim chłopcem i jego ojciec rasista, niepozwalający kobiecie zbliżyć się do niego na krok. Czy bohaterów można było jeszcze bardziej skontrastować i poróżnić? Kolejne rozdziały naprzemiennie ukazują nam historię życia tych dwojga ludzi, wydarzenia, które doprowadziły ich do tego miejsca, lata krzywd i rodzących się uprzedzeń. Picoult bardzo wyraźnie zarysowała charaktery postaci i świetnie udało jej się wczuć zarówno w Ruth, jak i Turka. Obydwoje są charyzmatyczni, odważni i silni, dążący do celu z premedytacją. I choć mogłoby się wydawać, że podział na dobrych i złych został z góry ustalony, to przewrotnie dodam, że niekoniecznie i nie do końca, a w powieści nic nie jest takie jakim się wydaje. Ciężko doszukiwać się bieli i czerni, zwłaszcza, kiedy na chwilę zapomnimy o kolorze skóry bohaterów.

Motyw przewodni „Małych wielkich rzeczy” to rasizm i to wokół niego zbudowano historię. Choć Picoult przyzwyczaiła nas już do trudnych tematów, moralnych dylematów i rodzinnych dramatów, w tej powieści wznosi się na wyżyny swoich pisarskich umiejętności. Ta książka stanowi połączenie literackiego talentu, solidnego przygotowania i wielkich emocji towarzyszących zapewne autorce przy okazji pisania i zbierania informacji. I to wszystko czujemy w trakcie lektury. Powieściowy rasizm w nas uderza, uprzedzenia Turka dotykają nas osobiście, a każde kolejne smutne wydarzenia zdaje się jeszcze bardziej zagłębiać w naszej psychice i sercu. Każdy z nas wie, czym jest rasizm, ale czy kiedykolwiek się nad tym zastanowiliśmy? Choć przez chwilę? Czy kiedyś pomogliśmy komuś, kto zmagał się z tym problemem?

„Na jednej szali spoczywa moje wykształcenie. Mój licencjat. Dwadzieścia lat pracy w szpitalu. Mój schludny domek. Syn prymus. Tyle ważnych elementów mojej egzystencji, a czynnik na drugiej szali wciąż przeważa: moja brązowa skóra”.

Autorka przyzwyczaiła nas do tego, że w jej książkach jeden poważny temat nie wystarczy. Tym razem również otrzymujemy solidną dawkę wzruszeń, refleksji, wspomnień. Picoult tka swoją opowieść opierając się na prawdziwym życiu i czerpiąc z niego pełnymi garściami. Przywołuje głęboką miłość, prawdziwą przyjaźń, rodzicielską troskę czy potrzebę bezpieczeństwa. I jest w tym wszystkim szczera, przekazuje nam prawdziwe emocje, nie szuka na siłę sensacji. Ona po prostu robi to, w czym jest najlepsza. Pisze, przekazując czytelnikom swój talent i życiową mądrość.

Mimo ciężkiego tematu, powieść pochłania się w rekordowym tempie. Picoult przepięknie operuje słowem, lekko składając kolejne zdania i subtelnie snując historię, która do lekkich bynajmniej nie należy. To autorka, którą znamy, w swojej życiowej formie. Królowa powieści o kobietach i dla kobiet. 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 1 kwietnia 2017

MUST READ KWIECIEŃ

Kwiecień to kolejny miesiąc, który upłynie nam na czytaniu niesamowitych książek. Dziś chciałabym przybliżyć Wam te, które najbardziej mnie zainteresowały.

SKĄD MAM WIEDZIEĆ, KOMU UFAĆ, SKORO NIE UFAM SAMEJ SOBIE?”

Flora cierpi na amnezję. Jej pamięć nie rejestruje bieżących wydarzeń, więc dziewczyna nie jest w stanie zapamiętać żartów koleżanki, poleceń rodziców czy chociażby tego, ile ma lat.

Pewnego dnia całuje się z kimś, kogo całować nie powinna i… udaje jej się o tym nie zapomnieć. To jej pierwsze wspomnienie odkąd skończyła dziesięć lat!

Niestety chłopak, który wstrząsnął jej światem wyjeżdża, i to daleko: do Arktyki.

Czy podróż jego śladem okaże się dla Flory lekarstwem na uszkodzoną pamięć? Kto zasłuży sobie na jej zaufanie?


Jeśli on cię obserwuje, jesteś już martwy…

Pod koniec parnego lata detektyw Erika Foster zostaje wezwana na scenę zbrodni. Ofiarę znaleziono w łóżku. Jego nadgarstki związano, a wytrzeszczone oczy wyglądają zza przezroczystej, plastikowej torby, której użyto, by udusić mężczyznę.

Kilka dni później policja znajduje kolejne zwłoki. Okoliczności są dokładnie te same. Erika i jej zespół próbują dociec do prawdy i trafiają na trop doskonale przemyślanych działań seryjnego mordercy, który cierpliwie śledzi swoje ofiary i wybiera idealny moment, by uderzyć.

Wszystkie ofiary to samotni mężczyźni, którzy bardzo cenią sobie prywatność. Dlaczego przeszłość tych wszystkich osób jest owiana tajemnicą? I co ich łączy z mordercą?

Fale gorąca atakują Londyn, a Erika zrobi wszystko, co w jej mocy, by powstrzymać Nocnego Łowcę, zanim liczba ofiar się zwiększy. Nawet jeśli będzie musiała zaryzykować własną pracą. Poza tym nie jest powiedziane, że morderca śledzi jedynie ofiary. Życie Eriki też może być zagrożone…


Kiedy cel jest naprawdę ważny, zawsze w końcu znajdzie się sposób,
by przemówić i sprawić, by usłyszano twój głos.

Przejmujące literackie wołanie o akceptację i miłość.

Shabab uwielbia obserwować księżyc, który w milczeniu krąży po niebie. Są do siebie podobni, bo chłopiec, mimo że ma już cztery lata, jeszcze nie wypowiedział ani jednego słowa. Otoczenie śmieje się tego dziwnego zachowania, uważa Shababa za opóźnionego w rozwoju, ten więc zamyka się w swoim świecie.

Niewypowiedzianych słów chłopca zdaje się słuchać jedynie Mariam, jego matka, która rozumie, że syn potrzebuje czasu, by zacząć mówić. Wie, co to znaczy czuć się inną, codzienne życie zmusiło ją bowiem do porzucenia kariery zawodowej i zajęcia się rodziną. Mariam czuje, że milczenie synka jest w rzeczywistości obroną przed obojętnością ze strony ojca, wołaniem o miłość… Właśnie dzięki niej Shabab odkrywa drogę do ludzkich serc.


Carys i Maxowi zostało tylko półtorej godziny powietrza. Spadają przez pustą przestrzeń kosmosu, nie mając nic prócz siebie wzajem. Szukając więc w sobie oparcia, wspominają świat, który za sobą zostawili. Świat, którego reguł nigdy tak naprawdę nie potrafili uznać, który nigdy nie był ich domem, do którego jednak za wszelką cenę chcą wrócić, ponieważ jest jedyną szansą na uratowanie ich miłości…

W następstwie wojennego kataklizmu, który spustoszył Stany Zjednoczone i Bliski Wschód, w Europie zapanował utopijny ustrój społeczny oparty na tzw. Rotacji, która przewiduje, że co trzy lata obowiązkowo wszyscy obywatele zmieniają miejsce zamieszkania, przenosząc się do innych wielokulturowych społeczności, gdzie żyją życiem skupionym wyłącznie wokół własnych, indywidualnych celów. W tym raju Max spotyka Carys i natychmiast budzi się w nim uczucie. Szybko zdaje sobie sprawę, że oto jest dziewczyna, z którą chciałby stworzyć poważny związek, na który jednak nie pozwalają prawa nowego świata…


Prawdziwa opowieść Sułtany – saudyjskiej księżniczki, która odważyła się wyłamać drzwi złotej klatki.

„Bóg właśnie po to obdarzył kobiety przebiegłością, by mogły knuć intrygi. To jedyny sposób, w jaki możemy przeciwstawić się złym skłonnościom mężczyzn”.

Sułtana urodziła się jako bajecznie bogata księżniczka w świecie, w którym kobiety nie mają prawa głosu. Choć sama została wydana za mąż za dobrego mężczyznę, to wciąż była świadkiem okrucieństw, jakie spotykały inne kobiety. Z każdym dniem rósł w niej gniew i sprzeciw wobec świata, w którym mężowie rządzą, a żony cierpią. Czy księżniczka odkryła w sobie siłę, aby go zmienić?


Wydawało jej się, że nie ma nic gorszego niż samotność.

Grace, zrobiłam coś strasznego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.

Grace nie potrafi się pogodzić ze śmiercią swojej najbliższej przyjaciółki Charlie. Nie może spać ani skupić się w pracy, a jej związek z Danem powoli się rozpada. Dręczą ją ostatnie słowa przyjaciółki.

Szukając wskazówki, znajduje stare pudełko należące do Charlie. Gdy je otwiera, staje się jasne, jak wielu rzeczy o niej nie wiedziała…

W jej życiu pojawia się Anna, która twierdzi, że jest siostrą Charlie. Grace czuje się tak, jakby odnalazła nową rodzinę. Wkrótce dziewczyna zadomawia się u Grace i jej chłopaka Dana.

Coś jednak zaczyna być nie w porządku. Z domu znikają przedmioty, Dan zachowuje się dziwnie, a Grace jest przekonana, że ktoś ją śledzi.

Czy to tylko złudzenia? Czy w miarę jak Grace zbliża się do odkrycia prawdy o Charlie i Annie, zaczyna grozić jej coraz większe niebezpieczeństwo?

Nie mogła nic zrobić, żeby uratować Charlie… Ale czy na pewno?




Rok 1859. Do załogi statku wielorybniczego wypływającego na Morze Arktyczne dołącza Patrick Sumner, który ze zszarganą reputacją odszedł z armii, a teraz obejmuje stanowisko lekarza okrętowego.

Gdy statek jest już daleko od portu, znalezione zostają zwłoki zamordowanego chłopca. Sumner, choć niechętnie, wchodzi w rolę detektywa. Wkrótce stanie twarzą w twarz z potwornościami większymi nawet od tych, z jakimi zetknął się podczas powstania sipajów. Uosobieniem zła okazuje się Drax. Harpunnik. Morderca. Bestia.








Na pastwisku leży martwa kobieta. Na jej stopach – wytatuowane współrzędne, które prowadzą policję do makabrycznego znaleziska – zafoliowanej dłoni i… zagadki od sprawcy. Beatrice Kaspary i Florin Wenninger, sympatyczni śledczy z Salzburga, zaczynają grać z mordercą w krwawą grę, w której stawką jest życie kolejnych ludzi. Wyposażeni w odbiornik GPS znajdują potworne fanty i próbują zatrzymać przestępcę, który prowokuje ich i wyzywa na pojedynek. A czas ucieka…






Który z tych tytułów Was zainteresował?

A może na mojej liście czegoś zabrakło?