Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 marca 2018

Cały świat na głowie




Autor: Jennifer Niven
Tytuł: Podtrzymując wszechświat
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Jeszcze kilka lat temu Libby była najgrubsza nastolatką w Ameryce. Dziś, sporo chudsza, wciąż przyciąga nieżyczliwe spojrzenia i obraźliwe komentarze. Jack jest popularny i lubiany, skrywa jednak wielki sekret, o którym do tej pory nikomu nie opowiedział. Czy to możliwe, by tych dwoje coś połączyło? Czy teraz ich życie stanie się łatwiejsze?

Od bardzo dawna chciałam przeczytać „Wszystkie jasne miejsca”, jednak swoją przygodę z twórczością Niven zaczęłam od kolejnego wydanego w Polsce tytułu. Na szczęście nie żałuję tej decyzji- to była wyjątkowa czytelnicza przygoda.

„Podtrzymując wszechświat” to powieść młodzieżowa, jednak moim zdaniem fabuła śmiało mogłaby przekonać również starszych czytelników. Bardzo lubię sięgać po książki przeznaczone dla nieco innej niż moja grupy wiekowej, ale muszą być dokładnie takie, jak ta. Poruszające tematem, zatrzymujące jego realizacją, skłaniające do refleksji, zmuszające do zadawania sobie pytań, zapadające w pamięć. Nie mam również nic przeciwko temu, by były urocze, choć w nieprzesłodzony sposób i na swój sposób zabawne. Brzmi idealnie, prawda? Niven udowadnia, że to możliwe. Jej bowiem udało się bardzo umiejętnie zmieścić to wszystko w jednej tylko książce.

Autorka powieści w przemyślany i dość zaskakujący sposób połączyła ze sobą kilka intrygujących tematów, zwracając uwagę czytelnika na kwestie nie tylko znane, lubiane i uniwersalne, ale także na takie, z którymi niekoniecznie musieliśmy się wcześniej spotkać. Na pierwszy plan bez wątpienia wysuwa się problematyka osób z nadwagą oraz prozopagnozja, czyli problem z rozpoznawaniem twarzy. Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że twoja waga wpływa na całe życie, determinuje codzienność, zwraca spojrzenia, kieruje ku tobie wrogość innych, staje się powodem do nienawiści. Albo pomyśl, jakby to było, nie móc wyraźnie zobaczyć twarzy swych bliskich, wciąż na nowo je zapominać i próbować odtworzyć, bez szans na powodzenie. Obydwa tematy okazały się dla mnie strzałem w dziesiątkę.

Najnowsza książka Niven to wspaniały dowód na to, że literatura młodzieżowa nie musi opowiadać jedynie o romansach między bohaterami oraz, że nie muszą one stanowić podstawy takich dzieł. W tej powieści wątek miłosny również występuje, ale nie jest on nachalny, nie skupia całej czytelniczej uwagi, a co więcej jest niezwykle uroczy, przywołuje na naszą twarz uśmiech. Wszystkie książkowe tematy zostały ze sobą zestawione wyjątkowo ciekawie i jest to jeden z powodów, dzięki którym historię Libby i Jacka poznaje się bardzo przyjemnie i niezwykle szybko.

Dawno nie spotkałam tak sympatycznych bohaterów. Szczególnie Libby wywołała we mnie ciepłe uczucia i wzbudziła wiele emocji. Bardzo charyzmatyczna, odważna, konsekwentna, zdeterminowana, ale również zabawna. Ujęła mnie swym podejściem do życia, zaskoczyła swą dojrzałością. Podczas czytania ciężko było mi zachować poważny wyraz twarzy, gdyż Libby raz po raz doprowadzała do kolejnych wesołych sytuacji, a jej popisy z pewnością zapisały się w mojej pamięci na dłużej.


Za sprawą narracji pierwszoosobowej Niven oddała głos obojgu bohaterom. Naprzemiennie poznajemy życie i przemyślenia Libby i Jacka, dowiadując się, jak wyglądała ich przeszłość, co ich ukształtowało oraz poznając ich przemyślenia dotyczące siebie nawzajem. Niven pisze bardzo lekko, potrafi w sposób nieskomplikowany opowiadać o rzeczach wagi ciężkiej, o tematach życiowych i trudnych. Czyta się wspaniale, szybko, a przy tym bardzo uważnie i z dużym skupieniem.


„Podtrzymując wszechświat” to jedna z tych książek, w których nieuchronność zakończenia lektury zasmuca. Szkoda tak po prostu odłożyć ją na półkę. Mądra, wzruszająca, zabawna. Po prostu świetna.  

niedziela, 7 stycznia 2018

Śledztwo w młodzieżowym wydaniu




Autor: John Green
Tytuł: Żółwie aż do końca
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 312
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Nastoletnia Aza zmaga się z chorobą psychiczną, tęsknotą za ojcem i przyjaciółką żyjącą Gwiezdnymi Wojnami. Pomoc w poszukiwaniach zaginionego miliardera pozwala jej na chwilę powrócić do przeszłości i spojrzeć inaczej na swoje życie. 

John Green urzekł mnie swą powieścią "Gwiazd naszych wina", którą śmiało mogę określić jedną z moich ulubionych książek. Miałam również okazję przeczytać "Papierowe miasta", niestety trochę mnie one rozczarowały. Z tym większą niecierpliwością sięgałam po najnowszy tytuł autora, zastanawiając się, jakie uczucia wzbudzi we mnie tym razem. I chyba wciąż nie jestem do końca pewna, na którą stronę tym razem przechyla się poprzeczka. 

Tym, do czego po prostu muszę się przyczepić, jest opis książki, w moim przekonaniu dość nietrafiony. Nie chciałabym zbyt wiele zdradzić, jednak określenie, że Aza prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia miliardera jest bardzo na wyrost. Mam o to trochę żal do wydawcy, bo zwyczajnie nastawiłam się, że wątek ten będzie bardziej rozwinięty, może nawet pierwszoplanowy, a tak zdecydowanie nie jest. Moje rozczarowanie złagodził na szczęście fakt, że fabuła zbudowana została wokół całkiem interesujących kwestii.

Green ma bogatą wyobraźnię, świetnie czuje się w młodzieżowym klimacie i potrafi przelewać swoje myśli na papier. Mimo to, na początku miałam problem, by zaangażować się w tę opowieść. Ciężko było mi polubić bohaterów, a akcja wydawała mi się zbyt wolna. Skupienie i cierpliwość wynagrodziła mi dalsza część powieści- również dość spokojna, a jednak bardziej emocjonalna i pozwalająca lepiej poznać książkowych bohaterów. 


Lubię powieści dla młodzieży, zawsze jednak wyszukuję tytuły oferujące nieco więcej niż banalne romanse. I w tej książce się tego doszukałam. Przekonałam się już, że dla Greena nie ma tematów tabu. Lubi pisać poważnie, zaaferować czytelnika, skłonić do refleksji, zmusić do postawienia się na miejscu jego bohaterów. Tym razem nie mogło być inaczej. Autor z wielkim wyczuciem, dużą wyrozumiałością dla młodości i sporą dawką empatii łączy ze sobą tematy w sposób dość zaskakujący, osią dla fabuły ustanawiając psychiczną chorobę głównej bohaterki. Motyw ten sprawia, że pozostałe wątki zaczynają wydawać się głębsze i ciekawsze, uchwycono je bowiem z nieco innej, świeższej perspektywy. 

Bohaterzy książki zostali zarysowani bardzo wyraziście. Ciężko pozostać wobec nich obojętnym. Choć nie od razu wzbudzili we mnie sympatię i ciekawość, to jednak z czasem obdarzyłam ich ciepłymi uczuciami. Zaskoczyli mnie swą dojrzałością, podejściem do niektórych spraw, spojrzeniem na życie. Green zaserwował im wiele emocjonalnych obciążeń, masę wzruszeń, wystawiał ich na próby. A oni testowali naszą odporność, cierpliwość i zainteresowanie.

Green pisze bardzo lekko, dzięki czemu lekturę pokonujemy w błyskawicznym tempie. Swobodny styl, krótkie rozdziały, młodzieżowa stylistyka- elementy te sprawiają, że książkę czyta się szybko, ale też przyjemnie. To dobra lektura na zimowy wieczór. Najważniejsze jednak, że momentalnie nie ulatuje nam ona z pamięci.

Moim zdaniem nie jest to powieść idealna. Akcja rozwija się dość wolno, opis sprawia, że możemy nastawić się na coś innego, chyba brakuje w niej jakiejś iskry. Niemniej jednak porusza ważne kwestie, budzi emocje, wyróżnia się. Warto po nią sięgnąć.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję portalowi Sztukater.



piątek, 5 stycznia 2018

Do czego jest zdolna?




Autor: Justine Larbalestier
Tytuł: Moja siostra Rosa
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller/literatura młodzieżowa 






Pokochał Rosę jako maleńką dziewczynkę, która uśmiechając się do niego pokazywała urocze dołeczki i kołysała blond lokami. Dziś, choć dalej wygląda ona tak niewinnie, łatwo doszukać się u niej objawów psychopatii. Niestety widzi je tylko jej starszy brat, Che.


Uwielbiam sięgać po kryminały i thrillery. Doceniam wszechobecne napięcie, zamiłowanie do zbrodni, a przede wszystkim zło będące w mniejszym lub większym stopniu nieodłącznym elementem ludzkiej natury. W przedziwny sposób fascynuje mnie mrok, a książka ta zapowiadała się na wyjątkowo ponurą i budzącą grozę. Zwyczajnie nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu.





Krótki opis powieści mocno rozbudził moją wyobraźnię. Wyłania się z niego obraz przerażającej, groźnej i zdeterminowanej dziewczynki. Pierwszy wyobrażenie, które mi się nasunęło? Psychopatka. Powiem szczerze, choć może zabrzmi to niepokojąco, że temat socjopatii i psychopatii to jeden z tych, które nigdy mi się w powieściach nie znudzą. Kwestie te dają autorowi wiele możliwości, szerokie pole manewru, pozwalają mocno wpłynąć na wyobraźnię czytelnika i skłonić go do refleksji, a także budzą niepewność i popłoch. Dokładnie na to liczyłam rozpoczynając lekturę i nie zawiodłam się. Co więcej, im bardziej zagłębiamy się w powieść, tym mocniej przekonujemy się, że nie wszystko jest takie oczywiste, że wiele rzeczy zostało przemilczanych. Rodzinne sekrety zaczynają wychodzić na światło dzienne, a bohaterzy powieści zaczynają budzić w nas nowe emocje.

Larbaleister potrafi zaintrygować. Nie próbuje tego tematu złagodzić, nie szuka ułaskawienia dla bohaterów. Zaczyna mocnym akcentem i utrzymuje nas w stanie zaniepokojenia i fascynacji aż do finału. Powieść mocno mną wstrząsnęła. Uświadomiła mi, że niczego nie możemy być pewni. Bo kto ukryje się przed nami lepiej niż psychopata? Kto okaże się bardziej przebiegły, mocniej pożeruje na naszych uczuciach, lepiej będzie naśladował odpowiednie emocje i właściwie zachowanie? Pojawia się też tutaj niezwykle istotna kwestia bliskiego obcowania z taką osobą, relacji bliskich, rodzinnych zależności. Czy można kogoś jednocześnie kochać i nienawidzić? Jak z tym żyć? I czy powinniśmy mówić o tym wprost?

Tytułowa Rosa to postać niewątpliwie intrygująca. Autorka wspaniale oddała charakter osoby antyspołecznej, nastawionej wyłącznie na realizację własnych potrzeb, traktującą innych przedmiotowo. Każdy kolejny książkowy epizod bardziej dawał mi do myślenia, mocniej oszałamiał, niebezpiecznie zaskakiwał. Rosa okazała się bezwzględna, niezwykle inteligentna i o wiele bardziej przebiegła, niż można by się spodziewać po dziesięcioletniej dziewczynce. Być może komuś mogłoby się wydawać to nieprawdopodobne, a jednak ja nie rozważałam sylwetki bohaterki w takich kategoriach. Tą kreacją autorka po prostu mnie kupiła.

Bardzo podoba mi się perspektywa opowiedzenia tej historii, którą wybrała Larbalestier. Autorka w celu przedstawienia nam Rosy wykorzystała jej starszego brata- kogoś, kto znał dziewczynkę najlepiej. Narracja pierwszoosobowa jest moim zdaniem o wiele bardziej przekonująca, głębiej wpływa na czytelnika, mocniej angażuje, dokładnie tak, jak w tym przypadku. Momentami odnosiłam wrażenie, jakby Che opowiadał o wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce, a to najlepszy dowód na to, że autorka świetnie się do tej powieści przygotowała i mocno wczuła się w sytuację powieściowych bohaterów.

Larbaleister pisze niezwykle lekko. Język powieści nie jest skomplikowany, a zbudowanie fabuły w oparciu o młodych bohaterów sprawia, że książka jest łatwiejsza w odbiorze. Czyta się szybko, interesujący temat wciąż popycha nas ku kolejnym rozdziałom.

Nie doszukałam się w tej książce słabych stron. Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Polecam wszystkim osobom lubiącym niepokojące i mroczne klimaty oraz cienie ludzkich osobowości.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 5 sierpnia 2015

Melancholia dojrzewania





Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura młodzieżowa





„Osobiście widzę to tak: Każdemu przydarza się jakiś cud. Mogłem zobaczyć deszcz żab. Mogłem postawić nogę na Marsie. Mogłem zostać pożarty przez wieloryba. Mogłem ożenić się z królową Anglii. Jednak mój cud był inny. Moim cudem było to, że spośród wszystkich domów na wszystkich osiedlach mieszkaniowych w całym stanie Floryda zamieszkałem w domu w sąsiedztwie Margo Roth Spiegelman”. 

środa, 7 stycznia 2015

Książka vs film: Gwiazd naszych wina




Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 320
Gatunek:dramat









Mówiąc szczerze, czułam ból cały czas. Bolało mnie, że nie oddycham jak normalny człowiek, że ciągle mam przypominać płucom, że są płucami, że bezustannie zmuszam się do zaakceptowania szczypiącego, drapiącego, przeszywającego bólu z niedotlenienia. Tak więc w sumie nie kłamałam. Tylko wybierałam jedną z wielu prawd.