niedziela, 17 lutego 2019

Hans Rosling "Factfulness"




Autor: Hans Rosling
Tytuł: Factfulness
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura faktu







Z różnych powodów bardzo cenię sobie literaturę faktu. Duże znaczenie ma dla mnie możliwość dowiedzenia się czegoś nowego lub pogłębienia swojej wiedzy, poznanie w ten sposób nowych kultur, tradycji czy miejsc. I poświęcenie czasu na czytanie czegoś prawdziwego, popartego faktami. Nie mogłam więc pozwolić, by ominęło mnie „Factfulness”.

Pomyśl o tych wszystkich nieszczęściach, o których słyszysz każdego dnia. Przypomnij sobie o każdej katastrofie, jaką z wielkim upodobaniem nagłośniła telewizja. Przywołaj obraz złych rzeczy, które w zeszłym tygodniu zajęły strony gazet. Świat wydaje się parszywym miejscem, prawda? Tyle kłopotów, biedy, strachu, przemocy. Kataklizmy. Wojny. Zmiany klimatyczne. Ataki terrorystyczne. Aż się nie chce wierzyć, że potrafimy jeszcze się uśmiechać, a wśród nas żyją optymiści.

Oczywiście, to wszystko jest prawdą. Tyle że tego zła i nieszczęścia pojawia się o wiele mniej, niż jeszcze kilka lat temu. Ba, o wiele mniej, niż nam się wydaje. Sytuacja ludzi poprawia się z roku na rok. Coraz więcej dzieci zostaje zaszczepionych. Procent edukowanych dziewczynek wciąż rośnie. Zmienia się jakość życia. Średnia wieku się wydłuża. Znaczna część ludzi przestaje żyć na granicy ubóstwa. To tylko kilka faktów, na które wskazuje autor książki. Rosling w każdym rozdziale, a może nawet w każdym zdaniu udowadnia, jak niewiele wiemy o naszej rzeczywistości i jak błędną wiedzą się kierujemy. A dotyczy to każdego z nas, niezależnie od wykształcenia czy doświadczenia.

Autor publikacji próbuje nam wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Opowiada o instynktach, którymi się kierujemy i o tym, w jaki sposób nasz obraz świata zostaje stępiony przez przekazywane nam informacje. Umiejętnie, krok po kroku, udowadnia, w jak wielkim tkwimy błędzie i jak zacofani jesteśmy pod względem posiadanej wiedzy. Rosling nie próbuje natomiast wytykać nam niedouczenia czy niedoinformowania, bo nabywane latami doświadczenie pozwoliło mu się przekonać, że nawet ci najbardziej inteligentni kierują się błędnymi przekonaniami. Dlatego też podczas lektury nie mamy wrażenie dyskomfortu, towarzyszy nam natomiast przekonanie, że ktoś właśnie otwiera nam oczy. I uwierzcie mi, w stwierdzeniu tym naprawdę nie ma żadnej przesady.

Na początku tej publikacji znajdziemy test skupiający się na kwestiach dość dla nas odległych, a jednak aktualnych i zastanawiających. Wśród pytań pojawiają się dotyczące szczepionych dzieci, edukowanych dziewczynek, zmian zachodzących w populacji. Wydawać by się mogło, że każdy z nas dość dużo wie na każdy z tych tematów, a jednak niewiele osób udziela poprawnych odpowiedzi na te pozornie proste pytania. Brak zainteresowania? Niewiedza? A może informacje, jakimi jesteśmy napędzani przez media? Powodów jest wiele, a każdy z nich zostaje wytłumaczony przez autora na kolejnych stronach.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Rosling prezentuje swą wiedzę. Zamiast suchych faktów oferuje nam interesujące historie i krótkie anegdotki. Opowiada o własnych przeżyciach, intrygujących spotkaniach, ludziach, jacy wywarli na niego wpływ. Podpiera się wykresami, przedstawia liczby, wykorzystuje statystyki. Dzięki temu całość nie tylko posiada naukowy charakter ale również zostaje w ten sposób wzbogacona i stwarza wiarygodne, realistyczne wrażenie.

Mam świadomość, że taki typ literatury nie przekona każdego, szczególnie, że publikację czyta się dość powoli. Myślę jednak, że można z niej wyciągnąć wiele dla siebie. Ja gorąco Wam ją polecam.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

piątek, 15 lutego 2019

Jens Henrik Jensen "Mroczni ludzie"




Autor: Jens Henrik Jensen
Tytuł: Mroczni ludzie
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał 







Choć Oxen najbardziej pragnie znaleźć się w cieniu, prędzej czy później zawsze dopadają go kłopoty. Śledzący go od miesięcy ludzie w końcu wpadają na jego trop. Czy tym razem konflikt między nimi również okaże się tak krwawy? Kto wyjdzie z niego zwycięsko?

Dobrze pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie postać Oxena, choć od premiery pierwszej części serii minął prawie rok. Były żołnierz- bardzo inteligentny, niezmiernie tajemniczy, zdumiewający na każdym kroku- miło kojarzył się z jednym z moich ulubionych powieściowych bohaterów (Jackiem Reacherem z książek Lee Childa). Samo to podobieństwo nie miałoby jednak znaczenia, gdyby książka nie okazała się po prostu dobra. A ja wspominam ją bardzo ciepło i dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po kontynuację.

Jak łatwo się domyślić, w moich oczach, to właśnie Niels Oxen, stanowi największy plus tej powieści. W dużej mierze to dla niego znowu przysiadłam do twórczości Jensena i niezmiernie mnie ucieszyło, że kolejny raz znalazło się dla niego tak ważne miejsce w książkowej fabule. Były żołnierz niewiele się zmienił od naszego pierwszego spotkania. Wciąż zaskakiwał podejmowanymi decyzjami, ujmował sprytem i życiowym doświadczeniem, budził współczucie przy okazji przeżywanych na nowo koszmarów i oczywiście znowu stał się uczestnikiem sensacyjnych wydarzeń. Taka mieszanka okazała się gwarancją satysfakcjonującej lektury.



Znajomość poprzedniego tomu pozwoliła mi bezproblemowo odnaleźć się w akcji drugiej części, bowiem „Mroczni ludzie” to w dużej mierze nawiązania do poprzednich wydarzeń, ich cień padający na życie bohaterów i powrót do postaci z wcześniejszego starcia, które tylko pozornie kryją się w cieniu. Taki obrót spraw, przyjemnie niepokojący klimat, rosnące stopniowo napięcie- to elementy, jakich nigdy nie mam dość i zawsze mocno na nie liczę. Nie znaczy to bynajmniej, że osoby, które nie poznały wcześniejszych przygód Oxena powinny z tą lekturą się wstrzymać. Nie. Autor bowiem subtelnie uzupełnia akcję o ważne szczegóły, dotyczące zarówno charakterystyk postaci, jak i tego, co miało miejsce w pierwszej części, dzięki czemu nikt nie poczuje się zdezorientowany.

Akcja powieści rozwija się dość szybko i właściwie nie traci tej prędkości aż do końca. Choć momentami nieco zwalnia, skupiając się na chwilę na poprzednich wydarzeniach czy przeszłości bohaterów, to fragmenty te pozostają interesujące i stanowią dobre uzupełnienie dla całości. „Mroczni ludzie” to kryminał w bardzo dobrym wydaniu. W jego wnętrzu kryje się wiele tajemnic, sporo faktów pozostaje przemilczanych, bohaterów ciężko jednoznacznie określić jako dobrych i złych, a całość nabiera charakteru dzięki wątkom związanym z polityką, wojskiem i dużymi pieniędzmi- świetnie sprawdzającymi się w takich przypadkach.

Nowa powieść Jensena magnetyzuje mrokiem i niepokojem, podczas lektury ciężko pozbyć się wrażenia, że to tylko cisza przed burzą, a niedługo czytelnika (i bohaterów) zaatakuje fala ponurych wydarzeń. I rzeczywiście tak właśnie się dzieje. Narastające napięcie i duszna atmosfera prowadzą nas do zaskakujących miejsc i niemniej zadziwiających okoliczności. Takie rozwinięcie fabuły sprawia, że przez cały czas śledzimy ją w skupieniu, z niesłabnącym zainteresowaniem i niewyczerpaną ciekawością.

„Mroczni ludzie” to bardzo dobra kontynuacja, choć można również potraktować ją jako odrębną opowieść. Przemyślana, świetnie napisana, stanowiąca zbiór tych elementów, bez których nie może się obejść żaden miłośnik kryminałów. Klimatyczna, dopracowana, zaskakująca. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

wtorek, 12 lutego 2019

Ruth Ware "Gra w kłamstwa" [recenzja premierowa]




Autor: Ruth Ware
Tytuł: Gra w kłamstwa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller 







Po 17 latach trzy przyjaciółki wracają do Salten, by zmierzyć się z koszmarami przeszłości. Choć kiedyś ich życie opierało się na bardziej czy mniej niewinnych kłamstewkach, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak potężnego sekretu strzegły. Co wydarzyło się przed laty? Dlaczego tak nagle zniknęły?

Po „Grę w kłamstwa” sięgnęłam czując niepokojące nienasycenie mrocznymi powieściami. W ostatnim czasie bardzo chętnie sięgam po kryminały i thrillery, choć mam wrażenie, że tych rzeczywiście wartych uwagi jest coraz mniej. A czy może być coś bardziej zachęcającego niż kłamstwa i sekrety?

Nowa powieść Ruth Ware to historia czterech przyjaciółek, które połączył jeden sekret. Każda z nich obiecała pozostałym, że nikomu go nie zdradzi, jednak pod jego ciężarem ich ramiona uginały się przez wiele lat. Rozpoczynając lekturę łatwo odnieść wrażenie, że wiemy, na czym opiera się fabuła, a skrywane przez nią tajemnice są łatwe do rozszyfrowania. Dość szybko możemy się jednak przekonać, jak nieprawdziwe i ulotne jest takie założenie. Autorka bowiem zdradza kolejne fakty niespiesznie, z bolesną niemal ostrożnością, najlepsze zostawiając oczywiście na koniec.

Początkowo nie czułam pewności, czy rzeczywiście warto w tę opowieść brnąć. Choć klimat okazał się przyjemnie alarmujący, to jednak nie do końca potrafiłam poczuć jego zalety. Im więcej jednak się wyjaśniało i im mocniej zostawały odsłaniane przede mną bohaterki, tym lepiej z tą książką się czułam. Poznając nowe okoliczności, cenne szczegóły i wartościowe drobnostki, zaczęłam dostrzegać w tej historii potencjał, który wcale nie wydawał się taki oczywisty na początku. Może dlatego, że w drugiej części książki akcja nabrała rozpędu, a całość stała się bardziej mroczna i nieprzewidywalna.



Wartość tej historii bardzo wzrosła w moich oczach za sprawą pierwszoosobowej narracji. Taki sposób opowiadania najlepiej sprawdza się w tego typu historiach. Osobisty wydźwięk opowieści świetnie zdradza emocje, niepokoje i lęki, mocniej działając na czytelniczą wyobraźnię i skłaniając nas do skupienia uwagi przy tekście tak długo, dopóki wszystkie sekrety nie ujrzą światła dziennego.




Do uważniejszego pochylenia się nad powieścią mocno zachęca także interesujące przemieszanie obecnych wydarzeń z tymi, jakie miały miejsce przed laty. Rozgrywający się na naszych oczach dramat zostaje stopniowo podpierany i tłumaczony tym, co zdeterminowało młodość bohaterek. Historia pozornie prosta i dość oczywista, z każda chwilą staje się bardziej dramatyczna i złowieszcza. Ware bardzo dobrze udało się oddać mroczny charakter opowieści, na który składają się charyzmatyczne sylwetki bohaterów, złowrogie miejsca akcji oraz to, co powinno, a jednak nie zostało nigdy powiedziane.

Podobają mi się także realistycznie przedstawione sylwetki bohaterek. Podczas lektury łatwo zauważyć, że targają nimi emocje, a koszmary z przeszłości wciąż są żywe w ich pamięci. Ich postępowanie może wywoływać w nas niezgodę, oszołomienie czy chaos, nie można jednak powiedzieć, że ta historia nie zastanawia i nie zachęca, by się w nią mocniej zaangażować. Szczególnie, kiedy dowiadujemy się, jak niepokojące sekrety skrywają bohaterki i z jakimi rozterkami się mierzą.



Nie jestem natomiast do końca pewna, czy można tę książkę przyjąć jako thriller. Wiele razy odnosiłam wrażenie, że to raczej powieść obyczajowa, momentami zdominowana przez ponury i smutny wątek. I o ile te mocniejsze akcenty bardzo mnie przekonały, to ta warstwa bardziej kobieca okazywała się czasami za głęboką i przez to zbyt tą fabułę łagodząca.

„Gra w kłamstwa” to interesujący tytuł, któremu warto poświęcić chwilę. Szczególnie sprawdzi się w przypadku czytelniczek, które lubią nieco łagodniejsze oblicze thrillera, z mocnym kobiecym rysem. 

Za możliwość poznania tej historii pięknie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 10 lutego 2019

M.A.Bennett "STAGS" [recenzja przedpremierowa]




Autor: M.A.Bennett
Tytuł: STAGS
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 364
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Rozpoczęcie nauki w ekskluzywnej szkole całkowicie zmienia życie Greer. Bogate dzieciaki i wprowadzone przez nie zasady wywołują w niej negatywne emocje i wcale nie jest pewna, czy chciałaby się do nich dopasować. Kiedy jednak otrzymuje zaproszenie do posiadłości szkolnego lidera, nie zastanawia się nawet przez chwilę. Jak zakończy się wyjazd na tajemnicze polowanie strzelanie wędkowanie?

„STAGS” to tytuł, którego premiery nie mogłam się wprost doczekać. Coraz rzadziej sięgam po powieści młodzieżowe, jednak intrygującej fabule nigdy nie odmawiam- dokładnie tak było w tym przypadku.

Sięgając po „STAGS” liczyłam na to, że książka zaskoczy mnie przede wszystkim za sprawą mrocznego klimatu. W ostatnim czasie dość trudno mi znaleźć powieści, które pod tym względem by mnie zachwyciły, a to właśnie na takie mam szczególne zapotrzebowanie w te krótkie i chłodne dni. Książka M.A. Bennett, choć dość subtelna i przeznaczona przecież dla młodzieży, może być źródłem takiej rozrywki. Kolejne strony zostały bowiem wypełnione sporą dawką niepokoju, nieprzyjemnego napięcia i poczuciem zagrożenia.

To właśnie ta gęsta atmosfera sprawiła, że powieść mocno zyskała w moich oczach. Można by powiedzieć, że akcja rozgrywa się dość spokojnie, może nawet nieco zbyt powoli, jednak to na drobnych i nieuchwytnych czasami szczegółach opiera się siła tej książki. Bennett zaprasza nas do mrocznego świata, w którym nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać, każdy drobiazg ma wielkie znaczenie, a zaniepokojenie i lęk wywołuje przede wszystkim zachowanie bohaterów. Kiedy uzupełnimy te elementy o zwroty akcji, nieprzewidywalne zakończenie i tajemnicze morderstwo, otrzymamy niebanalną i wyrazistą książkę dla każdego, nie tylko dla młodszych czytelników.

Pierwszoosobowa narracja jednej z głównych bohaterek sprawia, że całość nabiera innego wymiaru. Jej osobista relacja, odnoszenie się bezpośrednio do wydarzeń i emocjonalny wydźwięk sprawiają wrażenie, że mamy przed sobą pamiętnik opisujący to, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Podczas lektury czułam, że za sprawą takiego sposobu opisywania akcji, mogę lepiej i łatwiej się w niej odnaleźć i uczestniczyć. Plastyczność opisów, prosty język, wykreowanie interesującego pod każdym względem świata sprawiają, że książkę czyta się przyjemnie, zostawia ona po sobie bardzo ciepłe wspomnienia.

„STAGS” stanowi bardzo dobre połączenie intrygującej rzeczywistości i barwnej gromady bohaterów. Autorka wykreowała zadziwiającą rzeczywistość, która z każdym rozdziałem okazuje się jeszcze bardziej nietypowa, niż moglibyśmy przypuszczać. Całość została przemyślana i dopracowana, dzięki czemu niezmiennie zasługuje na czytelniczą uwagę oraz pozwala popuścić wodze fantazji. W ten świat fantastycznie wpisują się elektryzujący wręcz bohaterzy. Inteligentni, przebiegli, wyrafinowani, pełni uroku i wewnętrznego mroku. Taka mieszanka to prosty krok do osiągnięcia czytelniczej satysfakcji.

Choć „STAGS” bardzo łatwo jest podpiąć pod literaturę młodzieżową i świetnie się sprawdza jako reprezentantka tego gatunku, to ja sama mogę być najlepszym przykładem tego, że nie warto kierować się takimi etykietkami. Powieść czytało mi się bowiem szybko, lekko i przyjemnie. Przez cały czas utrzymywała poziom i okazała się sporą niespodzianką. Co równie ważne, została także uzupełniona kilkoma aktualnymi kwestiami, jakie wyjątkowo pasowały do całości. Nie mam tej lekturze nic do zarzucenia.

Za możliwość przeczytania książki pięknie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

wtorek, 5 lutego 2019

Jeffery Deaver "Puste krzesło"




Autor: Jeffery Deaver
Tytuł: Puste krzesło
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 440
Gatunek: kryminał 







Owadzi Król zawsze budził u pozostałych mieszkańców miasteczka niepewność, wstręt i zgorszenie. Dziś jednak, kiedy zostaje oskarżony o porwanie dwóch młodych kobiet, do uczuć tych można dopisać jeszcze strach. Do czego jest zdolny? Dlaczego uprowadził te kobiety? Czy znany nowojorski kryminalistyk odnajdzie jego trop na nieznanej sobie ziemi?

Jako osoba uwielbiająca wszelkiej maści thriller i kryminały, nie mogłam już dłużej przechodzić obojętnie obok nazwiska Jeffery’ego Deavera. Choć wcześniej co nieco już o tym autorze słyszałam, to jednak dopiero ten tytuł faktycznie zwrócił moją uwagę.

„Puste krzesło” zainteresowało mnie od samego początku. Tym, co w pierwszej kolejności zasługuje na dobre słowo, jest niesamowita kreacja bohaterów. Mam wrażenie, że kwestia ta dość często zostaje w przypadku kryminałów nieco spychana na boczny tor, często również powieściowe postacie są do siebie dość podobne za sprawą uproszczonego życiorysu. Tym razem natomiast mamy do czynienia z wyrazistymi, charyzmatycznymi i barwnymi bohaterami, którzy już sami w sobie stanowią świetny powód, by po tę książkę sięgnąć.

Dawno nie spotkałam takiej postaci jak Lincoln Rhyme, nowojorski kryminalistyk. Mężczyzna na niemal każdej stronie książki daje nam kolejne dowody swojej inteligencji, doświadczenia i zaangażowania w pracę. Z wielką pasją śledziłam podejmowane przez niego, w celu rozwiązania zagadki, wysiłki, raz po raz nie mogąc wyjść z oszołomienia, jak sprawnie i umiejętnie potrafi opierać swoje tezy na często szczątkowych dowodach. Zupełnie szczerze i bez żadnej przesady przyznam, że kilkakrotnie podczas lektury nasunęło mi się na myśl nawiązanie do telewizyjnych kryminalnych zagadek- spotykając się jednak z taką fabułą w powieści możemy poczuć, że rzeczywiście w niej uczestniczymy, całość zostaje dokładnie wyjaśniona i nie sprawia wrażenia przejaskrawionej.

Książka rozpoczyna się mocnym akcentem i do końca nie zwalnia tempa. Wydarzenia rozgrywają się wielotorowo, w różnych miejscach i dotyczą różnych spraw. Każdy wątek jest niezwykle interesujący, a opisywanie ich w ten sposób rozbudza czytelniczą ciekawość i sprawia, że przez cały czas skupiamy całą swoją uwagę na lekturze. Kolejne wątki okazywały się zaskakujące, a zmiany akcji nie raz i nie dwa mnie zaskoczyły. Z wielką niecierpliwością czytałam kolejne rozdziały wciąż zastanawiając się, co jeszcze ten autor ma do zaoferowania, bo że tak jest, nie wątpiłam ani przez chwilę. A Deaver chętnie wyciągał z rękawa kolejne asy, oferując nie tylko interesujące śledztwo poparte dowodami, ale również kilka mocnych scen z użyciem broni, leśne pościgi za mordercą i niezwykle przebiegłego sprawę, a pod koniec mocny zwrot akcji.

„Puste krzesło” utrzymane zostało w bardzo mrocznym i niepokojącym klimacie. Książkowe napięcie zostało zbudowanie przede wszystkim w oparciu o zaskakujące wydarzenia, ale także wspaniale uzupełnione poprzez miejsce rozgrywającej się akcji i sylwetki bohaterów. Dzięki temu powieść zyskała złowieszczy i budzący obawy charakter. Widać, że autor do tego pisania się przyłożył i przygotował merytorycznie. Dzięki temu całość wypada bardzo przekonująco, opisy są plastyczne i zachęcają do zaangażowania. Każdy szczegół ma w tej powieści niebagatelne znaczenie, wszystko zostało przemyślne, dopracowane i pięknie zrealizowane. Rozpoczynając lekturę tej książki nie spodziewałam się, że może ona na mnie zrobić aż tak duże wrażenie, a jednak przez większość czasu nie mogłam wyjść z podziwu, autor rzeczywiście mnie zachwycił. Choć zaczęłam poznawać ten cykl od środka, to z przyjemnością przeczytam kolejne części serii z Lincolnem Rhymem i nadrobię poprzednie.  

Deaver stworzył bardzo dopracowaną, niezwykle intrygującą całość. Na kolejnych stronach umiejętnie i z pasją łączy ze sobą różne motywy, nie pozwalając czytelnikowi na ani odrobinę nudy. Akcja powieści stanowi połączenie wielu elementów, które składają się na satysfakcjonującą powieść kryminalną, która okaże się świetną gratką zarówno dla wielbicieli gatunku, jak i dla tych, którzy swoja przygodę dopiero zaczynają. Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki pięknie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 3 lutego 2019

Gillian McAllister "Wszystko oprócz prawdy"




Autor: Gillian McAllister 
Tytuł: Wszystko oprócz prawdy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna  







Kiedy Rachel wzięła do ręki komórkę Jacka, nie spodziewała się tego, co może tam znaleźć. Kochała tego mężczyznę i ufała mu bezgranicznie, nagle jednak nabrała obaw. Czego dotyczyła tajemnicza wiadomość? Dlaczego Jack zaczął zachowywać się tak niespokojnie? Ile czasu potrzeba, by dobrze kogoś poznać? A może nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tych, którzy nie chcą nam na to pozwolić?  

Zapoznając się z opisem książki przygotowanym przez wydawcę, spodziewałam się, że mam przed sobą dobry, psychologiczny thriller. Taka propozycja mocno podziałała na moją wyobraźnię, bowiem thriller to jeden z moich ulubionych gatunków. Tymczasem „Wszystko oprócz prawdy” to raczej połączenie wątków obyczajowych z tymi, jakie są charakterystyczne dla nieco mroczniejszych gatunków. Na początku byłam tym faktem nieco rozczarowana, jednak zagłębiając się w tę opowieść, zrozumiałam, że ciężko mieć autorce takie rozwiązanie za złe.

Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na fakt, że obydwie te warstwy okazały się całkiem interesujące. Z jednej strony poznajemy życie głównej bohaterki i związane z nim smutki, żale, wspomnienia, pragnienia, a nawet tajemnice. Z drugiej zaś podążamy śladem jej partnera, który szybko okazuje się być zupełnie inną osobą, niż można by przypuszczać. Ukrywane przez niego sekrety powodują stopniowe zagęszczenie atmosfery, sprawiając, że podczas lektury ogarnia nas przekonanie, iż coś jest na rzeczy, a ten pozorny spokój, to jedynie cisza przed burzą.

Uwielbiam tajemnice. Uważam, że najlepiej budują one nastrój napięcia i niepokoju. Wywołują poczucie zagrożenia, podgrzewają atmosferę, sprawiają, że klimat zaczyna być mroczny i nieprzyjemny. Dokładnie tak wygląda sytuacja w powieści Gillian McAllister. Jedno spojrzenie na wiadomość, które nie powinno mieć miejsca. Chwila zastanowienia i chęć zrozumienia, czego ta wiadomość mogła dotyczyć. Powolne poszukiwanie prawdy. Poznawanie nowych faktów. Pytania bez odpowiedzi. I refleksje. Całe mnóstwo refleksji.

W dużej mierze za ich sprawą doceniłam tę książkę. Choć dość często podczas lektury w mojej głowie rodzą się różne przemyślenia, to rzadko mam chęć się nimi z kimś podzielić, a po zakończeniu powieści zazwyczaj odkładam ją na półkę i nie wracam już do niej myślami. Tym razem rodzące się w głowie pytania i uporczywe refleksje sprawiły, że rzeczywiście nabrałam ochoty na przedyskutowanie fabuły. Jak bardzo powinniśmy odsłonić się przed drugą osobą? Ile faktów na swój temat jesteśmy jej winni? Czy mamy prawdo do tajemnic czy wspólna przyszłość zobowiązuje nas do ujawnienia przeszłości?

Bardzo podoba mi się także, że McAllister poprowadziła narrację dwutorowo, naprzemiennie skupiając się na wydarzeniach sprzed roku oraz tych, które rozgrywają się tu i teraz. Takie rozwiązanie zawsze mocniej przykuwa moją uwagę i budzi większe zainteresowanie powieścią. Zazwyczaj, tak jak w tym przypadku, kryją się w nim także kolejno ujawniane sekrety i informacje, jakie zostały przemilczane na początku, a ja uwielbiam podążać ich śladem, oczekując konfrontacji.



Pewne kontrowersje może budzić zachowanie i postępowanie bohaterów. To świetnie, że autorka nie próbowała ich w naszych oczach wybielać, jednak niektóre decyzje wydały mi się niezrozumiałe. Ale fakt, że nie ze wszystkim mogłam się pogodzić wywołał przecież kolejne emocje, czyli także zadziałał ostatecznie na korzyść przy ocenie książki.





McAllister pisze bardzo lekko, dzięki czemu utwór poznajemy zadziwiająco szybko. Pierwszoosobowa narracja sprawia, że historia wydaje się bliższa czytelnikowi, bardziej realna, a rozterki bohaterki doprowadzają do tego, że możemy spróbować postawić się na jej miejscu. To także sprawia, że czyta nam się lepiej i przyjemniej.

Nie można powiedzieć, że „Wszystko oprócz prawdy” to literacki majstersztyk czy bestseller. Powieść dostarcza jednak emocji i zmusza do refleksji, łącząc interesujące motywy obyczajowe z niepokojącym wątkiem odpowiednim dla dobrego thrillera. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek naprawdę zawiodła się na powieści należącej do klubu „Kobiety to czytają”, a i tym razem nie było inaczej.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

sobota, 2 lutego 2019

STYCZEŃ NA ZDJĘCIACH :)

Styczeń minął mi błyskawicznie. Nie przeszkadza mi to jednak wcale, bo po prostu nie mogę doczekać się wiosny! :) Na szczęście styczeń był zaczytany i obfitujący w świetne książki.




A jaki był Wasz styczeń?

Które z tych tytułów są Wam znane?

A może polecicie jakąś powieść wartą uwagi?