środa, 30 października 2019

Krzysztof Bochus "Miasto duchów"




Autor: Krzysztof Bochus
Tytuł: Miasto duchów
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 334
Gatunek: kryminał








Dwa morderstwa i zaginięcie dziecka. Osobiste zaangażowanie Christiana Abla. I tropy, które prowadzą do Gdańska.

Krzysztofa Bochusa poznałam za sprawą znakomitej “Listy Lucyfera”. Ten tytuł przypomniał mi, że można jeszcze trafić na porządny polski kryminał, choć nie jest to sprawą łatwą. Czy i tym razem autor zauroczył mnie napisaną powieścią?
„Miasto duchów” to czwarta część cyklu z Christianem Abllem. Choć nie czytałam poprzednich książek z tej serii, to rozpoczęcie przygody w tym miejscu nie okazało się dla mnie problemem. Nie czułam się zagubiona z powodu nieznajomości faktów. Wręcz przeciwnie. Szybko zaangażowałam się w lekturę, przyjemnie zaskoczona opisywanymi wydarzeniami.

A przyznać trzeba, że w książce dzieje się sporo. Podobnie, jak w „Liście Lucyfera” nie sposób się przy tej książce nudzić. Być może nie powinnam porównywać tych dwóch powieści, są bowiem zupełnie różne, jednak ciężko mi z tego zrezygnować, tym samym podnosząc autorowi poprzeczkę jeszcze wyżej. Nowa książka Bochusa to wspaniałe połączenie intrygującego śledztwa z prywatnym życiem głównego bohatera, osadzone na tle wojennej historii. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że takie poprowadzenie fabuły to recepta na sukces?

Książka charakteryzuje się wspaniałym klimatem, któremu charakteru dodaje z jednej strony wojenna otoczka, z drugiej zaś wątek historyczny. Takie połączenie tematów sprawia, że całość nabiera nietuzinkowego wymiaru, mocno się wyróżniając i zachęcając czytelnika, by przeczytał ten utwór jednym tchem. Każdy szczegół został tutaj przemyślany i dopracowany, dzięki czemu lektura książki jest prawdziwą przyjemnością i ciężko znaleźć w tym przypadku niedociągnięcia lub niedopatrzenia.


„Miasto duchów” to bardzo klimatyczna i mroczna historia. Autor zbudował intrygującą akcję, która raz po raz zaskakuje czytelnika. Nagromadzenie różnych wątków sprawia, że każdy może znaleźć w powieści coś dla siebie. Nawet najbardziej wymagający czytelnik powinien być zadowolony, szczególną satysfakcję zaś powinni poczuć fani kryminałów. Czasami można by odnieść wrażenie, że wszystko w tym gatunku zostało już odkryte, opisane i przepracowane. Czy oby na pewno?

Największą wartość książki stanowi natomiast sam główny bohater. Ciężko pozostać obojętnym wobec takiej postaci. Ogrom jego zalet pozwala nam obdarzyć go ciepłymi uczuciami, a ludzki charakter sprawia, że przypomina nas samych (w najlepszym wydaniu). Autor wpisał w sylwetkę bohatera autentyczność i realizm, które zawsze zapisują się u mnie na plus.

Bochus po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać, a dzięki lekkości stylu łatwo było się w tej opowieści zanurzyć. Jednym słowem „Miasto duchów” to historia opowiedziana z pasją. Serdecznie Wam ja polecam.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuje Autorowi.

wtorek, 29 października 2019

Gabriela Gargaś "Kiedyś się odnajdziemy"




Autor: Gabriela Gargaś
Tytuł: Kiedyś się odnajdziemy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 445
Gatunek: literatura współczesna 







Połączyły ich wojenne przeżycia, a powojenna rzeczywistość stała się podłożem do zbudowania silnego uczucia. Czy można jednak pozwolić sobie na szczęście, pamiętając o wszystkich tych tragediach?

Po literaturę kobiecą sięgam raczej rzadko, a po autorki polskie to już w ogóle z przypadku. Niemniej nazwisko tej pisarki kusiło mnie od dłuższego czasu, a temat, jakiego realizacji się podjęła, wydał mi się odpowiedni na pierwsze spotkanie.

Gargaś napisała rzecz wyjątkową, mocną, mądrą i emocjonalną. Ciężko do czegokolwiek się przyczepić, bo całość wypada przekonująco i silnie działa na czytelnika. Choć powieść podzielono na kilka części, które poświęcone zostały różnym bohaterom i jeszcze różniejszym wydarzeniom, to ostatecznie wszystko pięknie się zgrywa, oferując czytelnikowi niezapomnianą wręcz czytelniczą podróż.

Najmocniejszy punkt tej powieści to moim zdaniem zbudowanie akcji wokół tematyki wojennej. Takie kwestie są dla mnie bardzo istotne, a ich obecność w literaturze sprawia, że ta wydaje mi się bardziej atrakcyjna i przyciągająca. Dlaczego? Bo zawsze warto pamiętać, odświeżyć wiedzę lub czegoś się nauczyć. I właśnie w tym przypadku, zagłębiając się w tragiczne wydarzenia, jakie rozegrały się na Wołyniu, taką możliwość otrzymałam.


Koniec wojny nie oznaczał jednak, że od tego momentu wszystko musi się ułożyć. W powieści „Kiedy się odnajdziemy” Gargaś pokazała, jak wyglądało życie ludzi w powojennej Polsce, wszystkie związane z tym problemy i trudności. Jej opisy wydarzeń, przedstawienie rzeczywistości, konieczność odnalezienia się przez bohaterów w nowych realiach- te elementy wypadają bardzo autentycznie. Wiem, że do napisania powieści zainspirowały autorkę prawdziwe wydarzenia. Tę ciekawość rodzinnych historii i szacunek dla nich oraz niezwykłe przygotowanie widać na kartach książki.

Gargaś wykreowała wspaniałe portrety młodych, doświadczonych i zdeterminowanych bohaterów. Pięknie ta polskość wygląda ich oczami. Ale w tej wojennej zawierusze również potrzeba było wielkich i głębokich uczuć, gorących romansów, porywów serca, osobistych tragedii i momentów wymagających wybaczenia. Te emocjonalne zawirowania cudnie wpisują się w melancholijną i nostalgiczną codzienność.

Nie mogę wyjść z podziwu, w jaki sposób Gargaś tych bohaterów połączyła. Jak kierowała ich ścieżki ku sobie, umiejętnie zgrywając wszystko w czasie. Jak uczuciowo podchodziła do łączących ich spraw, pozwalając by na chwilę zapomnieli o wojennych koszmarze. Jak znikali i pojawiali się znowu, wywołując w czytelniku mnogość emocji i wzruszeń, nie pozwalając mu na ani chwilę obojętności.

Nie jest łatwo podejść do takich tematów poważnie, ale tę powagę nieco odciążyć lekkim stylem i pisarskim doświadczeniem. Autorka ma wyraziste, dopracowane, ale przy tym przyjazne czytelnikowi pióro. Jej słowa zgrabnie się łączą, pozwalając nam przemykać po kolejnych stronach z zaskakującą prędkością, dzięki czemu lektura staje się jeszcze większą przyjemnością.

Trochę się obawiałam, że koniec końców ta powieść może okazać się ładnym romansidłem i tym samym nieprzyjemnie mnie rozczarować. Znalazłam jednak w niej wszystko, czego oczekiwałam. Informacje. Historię. Uczucia. Łatwo się w niej zanurzyć i niełatwo odłożyć ją na półkę.

Książkę możecie znaleźć na stronie księgarni internetowej selkar.pl.

niedziela, 27 października 2019

Katarzyna Puzyńska "Pokrzyk"



Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Pokrzyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 608
Gatunek: kryminał 








Klementyna Kopp była widziana na miejscu śmierci pewnej staruszki. To już nie pierwsza zbrodnia, o której popełnienie się ją podejrzewa. Daniel Podgórski wierzy natomiast w niewinność przyjaciółki i postanawia poprowadzić śledztwo na własną rękę. Co z tego wyniknie? Jaki udział w tej sprawie miała Klementyna?

“Pokrzyk” to jedenasta część cyklu kryminalnego Katarzyny Puzyńskiej. Za sprawą tej powieści czytelnik otrzymuje kolejną już możliwość przeniesienia się na chwilę do książkowego Lipowa i spotkania z ulubionymi literackimi bohaterami. A uwierzcie mi- warto to zrobić.

Bardzo cenie sobie twórczość autorki. Wielokrotnie przekonała mnie, że jej powieści to konkretne przemyślane i dopracowane połączenie interesujących intryg kryminalnych z lekko łagodzącymi je, ale niemniej cennymi, wątkami obyczajowymi. Takie zestawienie mogłoby okazać się nieco ryzykowne, ale Puzyńska dopracowała je do perfekcji, za każdym kolejnym razem udowadniając, że świetnie wie, co robi, a pisanie o Lipowie przychodzi jej z prawdziwą łatwością i wielką przyjemnością.

Tym razem, za sprawą zaangażowania w morderstwa głównych bohaterów, książka okazała się jeszcze ciekawsza i bardziej angażująca. Podoba mi się taki obrót spraw, zwrócenie większej uwagi na występujące w akcji postacie i podkreślenie, że nie są one kryształowe. Taki zabieg sprawił również, że lektura w moim przypadku została przeczytana błyskawicznie i doceniona mocniej, niż jej poprzedniczki, w dużej mierze za sprawą ogromnych emocji wywołanych takim akurat obsadzeniem bohaterów w fabule.


Puzyńska przyzwyczaiła mnie już, że przygotowane przez nią intrygi są niebanalne i ciężko rozwiązać je na własną rękę. Podoba mi się, że w jej książkach zawsze wiele się dzieje, a każda kolejna stanowi następny dowód na to, autorka lubi igrać z czytelnikiem, przygotowując dla niego mnóstwo niespodzianek. Zaskoczenie podczas lektury budzi zmyślność zbrodni, ich brutalność oraz liczba ofiar. Co ciekawe, kolejne ofiary to zazwyczaj także kolejni sprawcy. Taki obrót spraw sprawia, że trudno poskładać tę układankę w całość, zawsze brakuje nam któregoś z potrzebnych elementów.

Autorka lubi rozbudowane historie, opierające się na dużej liczbie wątków i szczegółów. Jej opowieści umiejętnie łączą mroczną stronę bohaterów oraz różne płaszczyzny czasowe. W „Pokrzyku” również mamy okazję przekonać się, że takie zestawienia wychodzą opowieściom na dobre. Tajemnice i brudne sprawki bohaterów sięgają wielu lat wstecz, tworząc niezwykłą i emocjonalną całość.

Choć powieść liczy sobie ponad 600 stron, to ciężko powiedzieć, by którakolwiek z tych stron była niepotrzebna. A nawet, jeśli możemy odnieść wrażenie, że czegoś tutaj za dużo, to bez wątpienia jest to pomysł autorki na to, by uczynić lekturę bardziej zaskakującą i nieprzewidywalną, a czytelnika skłonić do uważnego śledzenia akcji i przekonania się, że nie jest w stanie przechytrzyć pisarki, choćby uważał się za wybitnego książkowego detektywa.

Całość czyta się lekko i szybko. Możliwość spotkania z ulubionymi bohaterami niesie ze sobą wielką przyjemność. Mimo że „Pokrzyk” stanowi już jedenastą część serii, to bez wątpienia Puzyńskiej nie brakuje weny, wyobraźni i odwagi. Najlepiej widać to już na samym końcu, kiedy autorka zrzuca na nas prawdziwą bombę.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 26 października 2019

Kelsey Miller "Przyjaciele"




Autor: Kelsey Miller
Tytuł: Przyjaciele
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 380
Gatunek: literatura faktu






“Przyjaciół” obejrzałam z wielką przyjemnością, jeden sezon po drugim. Z dużym zapałem podążałam śladem sześciorga młodych ludzi, których zabawne, ale również bardzo życiowe perypetie, działały na mnie niczym magnes. Co jakiś czas zresztą wracam do nich w czasie obiadu czy chłodnymi wieczorami na poprawę humoru. Kiedy tylko zobaczyłam powieść Kelsey Miller i pomyślałam o możliwości poznania kilku smaczków z życia bohaterów, nie zastanawiałam się ani przez chwilę.

Autorka książki postarała się, by ta książka odnosiła się do serialu, jednak nie napisała jej w taki sposób, by poszczególne wątki streszczać. Odniosłam raczej wrażenie, że starała się zwrócić uwagę czytelnika na konkretne elementy i nakłonić go do pewnych przemyśleń. Taki był mój odbiór tej książki i wydaje mi się, że nie będę w tej opinii odosobniona.

Nigdy na przykład nie zastanawiałam się nad osobami odpowiedzialnymi za produkcję, tymi, które stoją po drugiej stronie kamery. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważną odegrali oni rolę. Kelsey pozwala nam rzucić okiem na twórców, od których to wszystko przecież się zaczęło. Choć uwielbiam ten serial, nigdy również nie próbowałam dowiedzieć się, jak do obsady dołączyli poszczególni aktorzy oraz jak wyglądała ich ścieżka kariery, a uwierzcie mi, że to naprawdę ciekawy wątek.


Miller pokazuje nam wszystko od nieco innej strony. Jej „Przyjaciele” to ciekawy zbiór informacji oraz różnorodnych anegdotek i ciekawostek. Wydawało mi się, że z każdym rozdziałem jestem jeszcze bliżej serialu i sześciorga bohaterów. Dowiadywałam się istotnych rzeczy o twórcach oraz samych aktorach. A fakty te były jak najbardziej pozytywne. Często także zabawne i urocze.

Nie byłam pewna, czy taka książka może rzeczywiście wnieść coś nowego. Bo czego jeszcze nie słyszeliśmy o „Przyjaciołach”? Czego nie można wyszperać w internecie? Okazuje się, że jednak są takie rzeczy. Ta lektura to po prostu czysta czytelnicza przyjemność dla wszystkich fanów.


Warto dodać, że Miller bardzo przyłożyła się do napisania tej książki. Zebrała wiele cennych informacji, opublikowała zdjęcia. Przemyślała i dopracowała całość, tworząc lekkie, dobrze napisane czytadełko, które po prostu musi się sprawdzić. Po części także dlatego, że to trochę historia o nas samych i wpływie, jaki ma na nas to, co czytamy i oglądamy każdego dnia.  

Książkę otrzymałam w ramach współpracy z serwisem www.czytampierwszy.pl.

środa, 23 października 2019

Cornelia Funke, Guillermo del Toro "Labirynt fauna"




Autor: Guillermo del Toro, Cornelia Funke
Tytuł: Labirynt fauna
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 280
Gatunek: fantastyka






Kilka lat po wielkim sukcesie filmu, reżyser Guillermo del Toro i pisarka Cornelia Funke, stworzyli książkową wersję historii znanej czytelnikom z „Labiryntu Fauna”. Czy warto sięgnąć po tę powieść? Czy można porównywać ją z filmem?  

“Labirynt fauna” to książka, która w zaskakujący sposób łączy ze sobą tematykę wojenną i magię. Kwestie, wydawałoby się nie mające ze sobą nic wspólnego, zostały tutaj pięknie wspólnie przedstawione, udowadniając, że każda historia może opierać się na dowolnej liczbie wątków, jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto potrafi sprawić, by odpowiednio zagrały.

Historię tę kojarzyłam już z filmu, który miałam okazję obejrzeć kilka lat temu. Z wielka przyjemnością jednak wzięłam do rąk wydanie książkowe- wzbogacone o dodatkowe opowiastki, cudownie ilustrowane, ze wspaniałą okładką. Takie odświeżenie opowieści i możliwość spojrzenia na nią nowym okiem szalenie mnie kusiły.

Dzieło, będące efektem współpracy Cornelii Funke i Guillermo del Toro, zafascynowało mnie od początku, sprawiając, że po prostu nie potrafiłam oderwać się od tej lektury. Świetny styl autorki, która opowiedziała tę historię po swojemu, nie starając się bezrefleksyjnie kopiować filmowego scenariusza, stanowił podstawę dla powstania mądrej, urokliwej, ale także dającej do myślenia opowieści, która wbrew pozorom opiera się przecież na ponadczasowej tematyce, jak walka dobra ze złem, siła miłości czy lojalność i szacunek.


„Labirynt fauna” to dla mnie przede wszystkim jednak historia wojenna. Choć nieco złagodzona za sprawą legend i opowiadań, to w dalszym ciągu wstrząsająca i poruszająca. To ukazanie Hiszpanii generała Franco, krwawej, rozdartej, brutalnej. To spojrzenie na konflikt nieco innymi oczami. I konieczność powrócenia do ciemnej strony wielkiej historii.

Część baśniowa natomiast wspaniale współgra z tymi wydarzeniami, w pewien sposób je odciążając, a po części swoją mroczną stroną je uzupełniając. Świat księżniczki Moany to zaskakujące miejsce, budzące w czytelniku mnóstwo emocji. Wspaniale poznawało mi się wszystkie dotyczące go opowiastki, które choć krótkie, to jednak pozwalające puścić wodze fantazji i znaleźć się na chwilę na miejscu dziewczynki.

Wspaniale bawiłam się przy tej opowieści. Pozostaje mi jedynie serdecznie Wam ją polecić. Nie dajcie się dłużej przekonywać.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

wtorek, 22 października 2019

Paweł Fleszar "Powódź" [zapowiedź wydawnicza]

Już za kilka dni, 24 października, swoją premierę będzie miała nowa książka Pawła Fleszara, "Powódź". Czy jesteście zainteresowani tym tytułem? 


Pewnej nocy czterdziestoletni Jakub wyskakuje z dziewiątego piętra wieżowca w Krakowie. Zostawia list pożegnalny ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Być może jest to Zuza, o której Kuba napisał: „Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”. Co tak naprawdę skłoniło mężczyznę do samobójstwa? Kim jest Zuza i co się z nią stało? Jaki związek z tym wszystkim mają budzące grozę filmy znalezione w smartfonie Jakuba? Odpowiedzi na te pytania próbuje znaleźć Kris, przyjaciel Kuby z dzieciństwa. Kris jest zawodowym żołnierzem, ale daleko mu do typowego bohatera, który samotnie stawia czoło złemu światu – kiepsko strzela, ma nadciśnienie i początki nadwagi. Tymczasem prywatne śledztwo, w którym pomaga mu para nastolatków, prowadzi go do zaskakujących odkryć…


Z autorem książki możecie spotkać się podczas Krakowskich Targów Książki, 26 października.

poniedziałek, 21 października 2019

Victoria Helen Stone "Dziewczyna zwana Jane Doe"




Autor: Victoria Helen Stone
Tytuł: Dziewczyna zwana Jane Doe
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 381
Gatunek: thriller 







Jane Doe to szara myszka, której największym pragnieniem jest uszczęśliwić swojego nowego mężczyznę. Skromne sukienki i zabarwione rumieńcem policzki dodatkowo podkreślają nieśmiałość dziewczyny. Tylko czy faktycznie jest ona właśnie taka? A może to tylko maska, pod którą tam umiejętnie się kryje? 

“Dziewczyna zwana Jane Doe” to lekka, subtelna i kobieca opowieść. Podążając śladem głównej bohaterki mamy okazję zrozumieć, jak w jej sercu zrodziła się tak głęboka potrzeba zemsty i zrewanżowania się za krzywdy. Odkrywając kolejne karty Jane tłumaczy nam swoje motywy, nie próbując się usprawiedliwiać, ale trafiając w nasze emocje i wpływając na nasze osądy. Ta opowieść została po brzegi wypełniona emocjami i refleksjami, które sprawiają, że lekturę czyta się szybko i płynnie.

Powieść Victorii Stone to miłe i barwne czytadełko, odpowiednie, by zabrać je ze sobą do torebki i poczytać w wolnej chwili, stanowiące znakomitą czytelniczą rozrywkę. Zdecydowanie nie wymaga ono przesadnie dużo uwagi i zaangażowania. Autorka nie próbuje na siłę zaskoczyć swojego czytelnika, nie stawia na zwroty akcji i zmiany fabularne. Podąża obraną od początku ścieżką, realizując ustalony wcześniej plan. Wszystko odbywa się gładko i spokojnie. Czy to przeszkadza? Zdecydowanie nie. Przecież w taki sposób również można zbudować dobry kryminał.


Jeśli podczas lektury książki można poczuć napięcie, to wynika to przede wszystkim z postawy reprezentowanej przez główna bohaterkę. Mam wrażenie, że autorka bardziej skupiła się nie przedstawieniu emocji, niż faktycznym opisie wydarzeń. Nie znajdziemy tutaj zadziwiających niespodzianek i bardzo mrocznych sekretów. Ich brak rekompensuje natomiast sposób, w jaki Stone wykreowała postać Jane.

Nie ukrywam, że to właśnie główna bohaterka stanowi największą wartość powieści. Rzadko zdarzają się tak przemyślane i dopracowane charaktery. Autorka zagłębiła się w umysł tej postaci, przedstawiając ją tak realistycznie, jakby opisywała własne przemyślenia i decyzje. To w niej kryje się napięcie i mrok. To jej ciemna strona sprawia, że niezwykle łatwo się w tę historię zanurzyć. I to dla niej przeczytałam tę powieść z takim zapałem.

„Dziewczyna zwana Jane Doe” przypomina niepokojący dziennik, w którym główna bohaterka opisuje działania, jakie podjęła, by dokonać zemsty. Taki motyw daje autorowi wiele możliwości i szerokie pole do udowodnienia, że potrafi usatysfakcjonować czytelnika. Taki temat to także szansa na interesującą lekturę. Dla mnie okazała się ona warta poświęconego jej czasu. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości księgarni internetowej selkar.pl.

sobota, 19 października 2019

Peter James "Niezbity dowód"




Autor: Peter James
Tytuł: Niezbity dowód
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 608
Gatunek: thriller 







Czy dowód na istnienie Boga przyniósłby światu korzyść, czy też nie? Kto by na tym zyskał, a kto by stracił? Przekonajcie się o tym sięgając po tę książkę i pozwólcie ponieść się wyobraźni.  

“Niezbity dowód” to powieść zupełnie inna od tych, jakie do tej pory oferował swoim czytelnikom Peter James. Przede wszystkim wynika to z niezwykłej tematyki, którą tym razem postanowił przybliżyć nam autor. Sięgając po kwestie związane z istnieniem Boga i dowodami pozwalającymi na potwierdzenie lub też wahanie przypomina tak znaną (i lubianą?) twórczość Dana Browna. Czy takie porównanie wypada na jego korzyść?

W swoich poglądach na temat wiary i religii tkwię już od wielu lat, nie pozwalając sobie na zmianę zdania. Krótko mówiąc trzymam się od takich tematów z daleka, ewentualne wątpliwości rozstrzygając na „niekorzyść Boga”. Mimo tego jednak sympatia do Jamesa, nie pozwoliła mi przejść obok tego tytułu obojętnie, choć nie ukrywam, że nie była to łatwa przeprawa.

Kiedy byłam nastolatką, książki Browna interesowały mnie bardzo. A jak jest teraz? Taka tematyka przekonuje mnie już mniej. Wiem natomiast, że czasem warto się ugiąć, zmienić zdanie, sięgnąć po coś innego, przyjąć wyzwanie i po prostu spróbować. Spróbowałam  i nawet mi się podobało. Duże nastawienie na religijne tematy zostało bowiem w mojej ocenie nieco zepchnięte na bok w zetknięciu z pojawieniem się ofiary i nadzieją, że na kolejnych stronach pojawi się ich więcej.


Bardzo mocny punkt tej historii stanowią sylwetki jej bohaterów. Choć w dużej mierze związane z Kościołem i religią, to rzeczywiście warte uwagi. Krąg charyzmatycznych przywódców mocno działa na wyobraźnię i sprawia, że dobrze się za nimi podąża, zastanawiając się przy tym, do czego są zdolni. Jak każdy dobry thriller, tak i „Niezbity dowód” to książka pełna napięcia, a że zostało ono zbudowane w sposób nietypowy- co z tego?

Szalenie spodobała mi się główna postać. Reporter Ross Hunter to człowiek z przeszłością, mocno doświadczony przez życie i bliskich. Dzięki temu podchodzi do wszystkiego z pewnym dystansem, który nie ogranicza jednak jego ciekawości i dziennikarskiego zacięcia. Jego zaangażowanie w tę historię, zdecydowanie wyszło jej na plus, chętnie spotkałabym się z  nim przy innej okazji.

„Niezbity dowód” to w mojej ocenie powieść dość trudna, ale warta poświęconego jej czasu. James wynagradza nam cierpliwość i zaangażowanie. Jeśli lubicie tego autora, nie pozwólcie sobie na wahanie. A jeśli jeszcze go nie znacie, to może wypada rozpocząć swoja czytelniczą przygodę od tego miejsca, przekonując się, że to autor dojrzały i doświadczony, który ma wiele do zaoferowania.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.

wtorek, 15 października 2019

Bonnie Whitehouse "Pieszo i beztrosko"




Autor: Bonnie Whitehouse
Tytuł: Pieszo i beztrosko
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 240
Gatunek: poradnik







Lubię spacerować. Robię to jednak coraz rzadziej. Bo nie ma dokąd. I z kim. Bo pogoda nie dopisuje. Bo jest coś innego do zrobienia. Bo fajnie jest gdzieś pójść, ale gdzie? A jak się nie ma celu, to się nie chodzi. Łatwo jest znaleźć sobie wymówkę, szczególnie jesienną porą. Tylko czy rzeczywiście warto?

Po „Pieszo i beztrosko” sięgnęłam w dużej mierze po to, by przypomnieć sobie, dlaczego powinno się spacerować oraz przekonać się, co ciekawego na ten temat ma do powiedzenia autorka. Czy słyszeliście o tym, że spacerowanie pobudza kreatywność oraz że poruszając się wolnym krokiem i pozwalając myślom swobodnie płynąć, można rzeczywiście znaleźć rozwiązanie problemu lub też wpaść na fantastyczny pomysł? Kiedy już zdarza mi się spacerować, to zazwyczaj kieruję się do wybranego punktu. Nie cieszę się tą wędrówką. Rzadko zwracam uwagę, co jest po drodze. Nie spoglądam na okolicę. Nie interesuje się szczegółami. I pomyśleć, że dopiero ta lektura zwróciła mi na to uwagę.

Bonnie Whitehouse na spacerowaniu zna się, jak nikt inny. I jak nikt inny potrafi wartość tej sztuki sprzedać czytelnikowi. Kiedy sięgałam po tę maleńką książeczkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Tymczasem to piękny zbiór myśli, cytatów, odwołań, refleksji. Nigdy nie pomyślałabym, że spacerowanie może odgrywać w naszym życiu taką rolę i mieć takie znaczenie.


Autorka opracowała ten temat pięknie i mądrze, znakomicie się do niego przygotowując. Whitehouse chętnie dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, pozwala sobie na sugestie. Sporo miejsca zostało poświęcone także dobrym radom i wskazówkom. Nie postrzegam jednak tej lektury w kategorii „poradnik”. Dla mnie to raczej książka o rozwoju osobistym, pozwalająca inaczej spojrzeć na siebie, a może również popracować nad organizacją własnego czasu.

 „Pieszo i beztrosko” to lekka i niewymagająca, ale przy tym mogąca dać do myślenia publikacja. Przyjemna w czytaniu, łatwa w odbiorze. Dobrze się ją czyta i dobrze się na nią patrzy. Została bowiem przepięknie wydana. Uwagę zwraca cudowna okładka, ale i w środku wygląda tak, że po prostu chce się ją trzymać w rękach, podziwiać i nią cieszyć.

Na co dzień nie sięgam po poradniki, ale tej lektury nie potraktowałam w ten sposób. Może dlatego, że nie poczułam, żeby autorka na siłę chciała zmienić moje życie. Mam wrażenie, że ona próbowała mi raczej coś uświadomić i przypomnieć. Wspaniale sobie z tym poradziła.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości księgarni internetowej selkar.pl.

poniedziałek, 14 października 2019

Anna Dembowska "Pod powierzchnią"




Autor: Anna Dembowska
Tytuł: Pod powierzchnią
Wydawnictwo: Edipresse
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller 







Maria Byszewska bada sprawę zaginięcia czteroletniego Kacpra. Jeszcze zanim komisarz zdąży sprawdzić wszystkie tropy, uwaga policji zostaje przekierowana na następne porwanie. Czy coś łączy te wydarzenia?

“Pod powierzchnią” to najlepszy dowód na to, jak łatwo jest coś ukryć. W tym przypadku tajone były sekrety i krzywdy. Możliwość ich odkrycia połączona zostaje z zaginięciem dwóch chłopców. Taka fabuła pozostawia autorowi wielkie pole manewru i możliwość rozwinięcia skrzydeł. Moim zdaniem autorka poradziła sobie z takim wyzwaniem znakomicie.

Powieść inspirowana została telewizyjnym serialem, o tym samym tytule. Nie miałam okazji, by go obejrzeć, ale historia okazała się dla mnie na tyle interesująca, by poznać ją na kartkach książki. Prawdę mówiąc byłam zdumiona, jak składnie i umiejętnie przedstawiono poszczególne wątki. Powieść rozpoczęła się mocnym akcentem i w moim odczuciu do końca nie straciła rozmachu.

Autorka dzieli kolejne rozdziały między sprawy, na których skupiła się cała uwaga policji. Zniknięcie dwojga dzieci, dzień po dniu. Jak wiele mają ze sobą wspólnego te wydarzenia? Czy porwania dopuścił się ten sam sprawca? Jakie były jego motywy? Zagłębiając się w tę opowieść mamy szansę z jednej strony uczestniczyć w solidnym policyjnym śledztwie, a z drugiej powoli i stopniowo poznawać psychikę sprawcy. Takie połączenie wątków sprawia, że lektura się nie dłuży, a tempo czytania staje się zawrotne.


Dembowska przedstawiła tę historię w sposób zajmujący, udowadniając, że rzeczywiście można trafić na interesujący polski thriller, choć czasami nie wydaje się to wcale łatwe. Czytałam, myślałam, szukałam sprawcy i próbowałam go zrozumieć, nie zastanawiając się nad liczbą stron i nie żałując poświęconego jej czasu. Choć nie od początku poznałam się na wartości książki, zakończyłam jej lekturę z poczuciem, że może i po ten serial warto by sięgnąć.

Pozytywne odczucia wywołało we mnie także ukazanie pracy policji i wykreowanie sylwetek jej przedstawicieli. Nie lubię, kiedy w tego typu książce zbyt wiele miejsca zostaje poświęconego wątkom osobistym i życiu prywatnemu śledczych. Ale w tym przypadku wszystkiego było dokładnie tyle, ile trzeba. Szczególnie, że główna bohaterka okazała się postacią intrygującą, z przeszłością. Za takimi zawsze przyjemniej się podąża.

Dembowska ma przyjemny, nieskomplikowany styl. Pisze lekko, pozwala się zaangażować. Dzięki temu książka wypada jeszcze lepiej w oczach czytelnika.

„Pod powierzchnią” to dobrze skonstruowana i napisana powieść. Warto poświęcić jej jesienne popołudnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse.

niedziela, 13 października 2019

Liane Moriarty "Dziewięcioro nieznajomych"




Autor: Liane Moriarty
Tytuł: Dziewięcioro nieznajomych
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 550
Gatunek: literatura współczesna 







Dziewięcioro nieznajomych i miejsce, które ma zmienić ich życie. Co wydarzy się w zamknięciu? Jakie wydarzenia ich połączą, a jakie podzielą? Kim jest charyzmatyczna właścicielka ośrodka?

Czy można w interesujący sposób przedstawić “Dziewięcioro nieznajomych”? Tak, by zainteresować, ale tym przedstawieniem nie znudzić? By zarysować charaktery, subtelnie wskazać winy, powoli uwolnić tajemnice? Okazuje się, że tak. I najlepszym dowodem na to jest najnowsza powieść Liane Moriarty. Już przy lekturze poprzedniej powieści autorki- Wielkich Kłamstewek- zauważyłam, że świetnie radzi sobie ona z kreacją bohaterów, pokazując ich decyzje i poczynania w taki sposób, by nasza ocena od początku nie była jednoznaczna, by pokazać do czego są zdolni i rzucić na nich cień podejrzeń. Takie zabiegi autorka zastosowała również tym razem.

Bardzo podoba mi się, że kolejne książkowe rozdziały to zwrócenie uwagi na kolejnych bohaterów. Nieco się obawiałam, że w ten sposób powstanie trochę chaosu, a ta plejada postaci zacznie męczyć, a nie intrygować. Nie zmęczyła, choć moim zdaniem nieco spowolniła rozwój akcji, wyhamowując w niektórych miejscach. I nie ukrywam, że zdarzało mi się pomyśleć, że może jednak tych postaci powinno być mniej. Tak czy inaczej, od strony psychologicznej rzeczywiście wypada je docenić.

Fabuła powieści rozwija się wolno. Trzeba mieć do niej cierpliwość i poświęcić jej sporo czasu. Być może mój problem polegał na tym, że od razu nastawiłam się na kolejny hit, nie biorąc pod uwagę, że tym razem może być po prostu inaczej, że ta powieść może okazać się czymś innym. I może nie warto klasyfikować i próbować na siłę tej książki upchnąć do konkretnej kategorii, ale nie jestem pewna, czy to rzeczywiście thriller czy może jednak powieść obyczajowa z lekkim wątkiem kryminalnym. Dlatego też, moim zdaniem, warto po nią sięgnąć wtedy, kiedy już będziecie wiedzieli, czego oczekujecie.


Podoba mi się wybrane przez Moriarty miejsce akcji. Spokojne i przytulne spa. Oaza, która ma umożliwić bohaterom pogodzenie się ze sobą i uporządkowanie własnego życia. Spokój i spełnienie malujące się na twarzach pracowników. I przepisy mające pomóc w realizacji planu. Taki opis budził we mnie niepokój od samego początku. Czy może być coś ciekawszego, niże takie pozornie spokojne i szczęśliwe miejsce? Czy ta harmonia może okazać się przewrotna, a idealni reprezentacji spa okażą się kimś innym, niż mogłoby się wydawać? Warto sprawdzić, prawda?

Nie da się ukryć, że niezależnie od innych elementów, Moriarty ma dobry styl i tego po prostu nie można jej odmówić. Powieść czyta się lekko, przyjemnie. Nie wprawia w znużenie, nie męczy. Widać tutaj pisarskie doświadczenie i przygotowanie do opowiedzenia historii.

„Dziewięcioro nieznajomych” to powieść, która może się podobać, ale, jak już wspomniałam, w dużej mierze zależy to od naszych oczekiwań. Mam wrażenie, że więcej miejsca zostało tutaj poświęcone samym bohaterom, ich decyzjom, sekretom i przemyśleniom, niż wydarzeniom. Całość ma spokojny charakter, daje do myślenia i może zaskoczyć. Ja nie poczułam jednak tych emocji charakterystycznych dla thrillera, czegoś mi zabrakło.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak. 

czwartek, 10 października 2019

Jenny Blackhurst "Noc, kiedy umarła"




Autor: Jenny Blackhurst
Tytuł: Noc, kiedy umarła
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał







Evie miała zacząć nowe życie u boku ukochanego mężczyzny. Dzień ich ślubu zakończył się jednak tragedią. Dlaczego musiało do niej dość? Co ukrywa najlepsza przyjaciółka kobiety?

Na początku tygodnia miałam okazję czytać bardzo wolny i niezbyt dobry thriller. Nie byłam pewna, po jaką książkę miałabym chęć sięgnąć w następnej kolejności, ale kiedy spojrzałam na okładkę nowej powieści Jenny Blackhurst, wiedziałam, że to właśnie ta, która może uratować sytuację. Z twórczością tej autorki miałam już wcześniej do czynienia dwukrotnie i byłam przekonana, że spokojnie mogę jej ponownie zaufać.

„Noc, kiedy umarła” to historia, jaką bez problemu przeczytać można jednego wieczoru. Szczególnie teraz, kiedy pogoda za oknem coraz częściej nieprzyjemnie zaskakuje, taka lektura świetnie się sprawdzi. Najnowsza opowieść Blackhurst, podobnie jak jej poprzedniczki, została zbudowana wokół mrocznych wydarzeń, a duszna i ciężka atmosfera tajemnicy sprawia, że czytelnik w błyskawicznym tempie pochłania kolejne strony. Miałam wrażenie, że im bardziej angażuję się w tę powieść, tym szybciej mi się czyta, aż doszłam do momentu, kiedy wzrok nie był w stanie już nadążyć za rosnącą ciekawością.

Autorka oferuje swoim czytelnikom pełną niespodzianek podróż śladami zadziwiającej przyjaźni i niespełnionej miłości. Te motywy, choć wydają się przepracowane, w tym przypadku stanowią najlepszy dowód na to, że zawsze można pokazać coś na nowo, w interesujący sposób, trzeba tylko mieć odpowiedni pomysł, a Blackhurst udowadnia, że tych jej nie brakuje. Powieść zaczyna się interesująco, a wraz z kolejnymi rozdziałami przykuwa czytelnika do fotela, nie pozwalając mu się oderwać i nakłaniając, by podążał śladem zapętlającej się intrygi, która nie raz i nie dwa go zaskoczy.


Bardzo cenię sobie takie kobiece thrillery, pisane lekko, wprawną ręką. Tej historii nie brakuje subtelności i finezji, autorka zdaje się czerpać prosto z życia i może właśnie to sprawia, że w czasie czytania przechodzą nas dreszcze. Im bardziej bowiem jesteśmy przekonani, że wiemy, co mogło się wydarzyć, tym bardziej później czujemy się zaskoczeni tym, w jakim kierunku Blackhurst poprowadziła książkowa fabułę, prowadząc do satysfakcjonującego zakończenia.

Autorka wspaniale łączy ze sobą wyobraźnię i pisarskie doświadczenie, dzięki czemu przy tej książce nie można się nudzić i ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Fabuła bardzo przypadła mi do gustu, ale jestem pewna, że te uczucia nie byłyby aż tak pozytywne, gdyby nie to, jak została ona przedstawiona. Blackhurst umiejętnie uzupełnia bieżące wydarzenia refleksami przeszłości, naprzemiennie pokazując, co doprowadziło do koszmarnych wydarzeń. Taka narracja budzi większą ciekawość czytelnika, sprawia, że mocniej się on angażuje i pogłębia towarzyszące mu napięcie.

Sporo emocji wywołują również wykreowane przez autorkę kobiece sylwetki. Najlepsze przyjaciółki. Temat rzeka. Mnóstwo skojarzeń. Czy rzeczywiście dobrych? Kim są? Co je łączy? Czego mogą się po sobie spodziewać? Czy rzeczywiście tak dobrze się znają? Blackhurst mistrzowsko wnika w psychikę bohaterek, pokazując, co determinuje je do działania, a im lepiej mamy okazję je poznać, tym bardziej zadziwiające uczucia one w nas wywołują.

Moim zdaniem „Noc, kiedy umarła” to najlepsza książka autorki. Przemyślana i dopracowana. Intrygująca i zaskakująca. A przy tym nieprzekombinowana, dość realistyczna. Stanowiąca źródło wspaniałej czytelniczej rozrywki.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.

środa, 9 października 2019

Max Porter "Lanny"




Autor: Max Porter
Tytuł: Lanny
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 220
Gatunek: literatura współczesna







Godzinę drogi od Londynu znajduje się cicha i niepozorna wioska, której mieszkańcy dobrze się znają i niczym nie wyróżniają, wiodąc proste życie. Ich rozmowy, trudy i problemy stają się atrakcją dla budzącego się ze snu stwora. Szczególnie zaś przyjemnie jest mu obserwować młodego i kreatywnego chłopca.  

“Lanny” to najciekawsza, a może najdziwniejsza, książka, z jaką zetknęłam się od miesięcy. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie doszukamy się w tej historii banału, a sama jej forma sprawi, że na lekturę spojrzymy inaczej. Nie zastanawiałam się wcześniej, czy takie przedstawienie tematu mi odpowiada, bo i nie pamiętam, kiedy ostatnio z czymś podobnym się spotkałam. Myślę, że całkiem przypasuje tutaj stwierdzenie, że przez tę powieść się płynie, tak, jak i tekst czasami pływa na jej stronach.

Nie oznacza to natomiast, że interesująca forma odbiera coś treści i w ten sposób fabuła traci barwę. Nie. Rwany, falujący, rozmywający się niemalże tekst nadaje tej książce wyjątkowości, ale także sprawia, że czytelnikowi zostają postawione pewne oczekiwania. Tym tekstem należy się cieszyć. Trzeba poświęcić mu czas i uwagę. Zaangażować się, poczuć ten klimat, znaleźć się na miejscu bohaterów.


A i grono tych bohaterów jest w książce ciekawe. Z jednej strony bowiem podążamy za mieszkańcami wioski, stykając się normalnością ich życia i towarzyszących im problemów. Z drugiej zaś pojawia się dająca do myślenia postać Praszczura- nasłuchującego mieszkańców wioski mitycznego stwora. Kim jest i jak odnajduje się w tym niepozornym środowisku? Jaki ma cel? Co oznacza? Czy ma nam przypominać nas samych?

„Lanny” to historia, którą ciężko jest opisać prostymi słowami. Wiele tutaj skrytych między wierszami przemyśleń. Tłumionych pragnień. Niespełnionych marzeń. I pomieszanych emocji. Jednocześnie łatwo jest doszukać się w tej historii tego, czego zazwyczaj czytelnicy poszukują. Trafiającego do serca i umysłu tematu, jaki pozwoli cieszyć się lekturą i na chwilę przenieść do innego świata.

Książka Portera to jedna z tych powieści, jakie można przeczytać szybko, ale chyba nie warto jest to robić. Przyjemnie się można w niej odnaleźć, trochę poszukać, pomyśleć i pokombinować. Być może początkowo trochę zniechęca i odstrasza, ale stanowi również perełkę na tle wydawanych codziennie tak podobnych do siebie powieści. To niewielka i niegruba książka, w której autor znalazł jednak wystarczająco miejsca na uchwycenie tego, co rzeczywiście ważne.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zyska i S-ka.

poniedziałek, 7 października 2019

Mara Altman "Obrzydliwa anatomia"




Autor: Mara Altman
Tytuł: Obrzydliwa anatomia
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura faktu







“Obrzydliwa anatomia” to książka o tym, co kobiety robić są zmuszone i czego się od nich wymaga, a co niekoniecznie lubią. To opowieść o tym, jak to wszystko się zaczęło i jako doszło do momentu, w którym jesteśmy teraz oraz czemu to służy. Dlaczego kobieta powinna być wydepilowana? W jakim celu tak bardzo się pocimy? Czym jest wielbłądzie kopyto? I o co chodzi z tym PMS? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w tej książce.

Powieść Mary Altman to powieść w dużej mierze naukowa. Nie mogłam się nadziwić, jak wspaniale autorka przygotowała się do realizacji tematu, bo nie da się ukryć, że opracowanie tej lektury wymagało wiele czasu, chęci i pomysłu. Altman połączyła ze sobą kwestie dla kobiet interesujące i niebanalne, nie pomijając żadnej z tych „kompromitujących” spraw. Chętnie opowiadała o tym, jak te tematy były postrzegane wiele lat temu i jak patrzy się na nie dziś. A do skonfrontowania nas z tymi kwestiami wykorzystała własne doświadczenia, rozmowy z mężem, porady ekspertów, zaskakujące eksperymenty czy nietypowe wydarzenia- widziane, zasłyszane lub przeżyte.


Pokochałam ten tytuł i piszę o tym z wielką przyjemnością. Nigdy bym nie pomyślała, że ta publikacja aż tak przypadnie mi do gustu i że z tak wielkim zainteresowaniem przeczytam ją od początku do końca. Za każdym razem, kiedy myślałam, że autorka już mnie nie zaskoczy, ta wyciągała ciężką amunicję i udowadniała, że najlepsze jeszcze przede mną. Mam wrażenie, że „Obrzydliwa anatomia” to po części również poradnik, pozwalający nam zrozumieć kwestie, o które boimy się zapytać lub wolimy udawać, że nie istnieją. To opowieść o tematyce szalenie dla kobiet istotnej, ale najczęściej niewygodnej.

Największe wrażenie zrobiło zaś na mnie podejście samej autorki. Mara Altman opowiada w sposób niezwykle otwarty, zabawny i pouczający. Niezależnie od tego, jaki punkt aktualnie nam w książce przybliża. Ja nigdy nie zdobyłabym się na taką szczerość. Nigdy nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby uczestniczyć w tego typu testach, jakie przeprowadziła na potrzeby (dla urozmaicenia) treści publikacji. Tymczasem autorka szczerze opowiada o swoich zmartwieniach, potknięciach, wpadkach, sprawiając, że trudno nie poczuć się poruszonym i zaangażowanym. Byłabym zachwycona mogąc ją poznać i wyznać jej, jak mocno podziałała na mnie tym utworem.

Altman posiada dar opowiadania. Dzięki anegdotkom, refleksjom, wspomnieniom całość ma charakter pół serio. Lekkość pisania, chęć podzielenia się własnymi przeżyciami, próba udowodnienia, że nie ma się czego wstydzić, sprawiają, że czyta się tę książkę szybko, przewracając strony niecierpliwie i gorliwie. Moim zdaniem to powinna być pozycja obowiązkowa dla każdej kobiety. I nie szkodzi, że na co dzień czyta coś innego. Drogie Panie, zróbcie sobie przysługę. Przekonajcie się, że ze swoim wstydem nie jesteście same. Nie jest łatwo być dziewczyną, jednak nie warto też na siłę komplikować. 

Recenzja powstała we współpracy z portalem nakanapie.pl.