sobota, 5 sierpnia 2017

Podsumowanie Book Tour'u z "Liliowymi dziewczynami"

Kilka miesięcy temu zaproponowałam Wam udział w Book Tourze umożliwiającym poznanie powieści "Liliowe dziewczyny", która zrobiła na mnie priorunujące wrażenie. Trochę się obawiałam wówczas, czy lektura ta nie okaże się zbyt ciężka na tego typu akcję. Na szczęście zgłosiło się kilka chętnych osób. Uczestnicy akcji napisali o powieści wiele ciepłych słów, co niezmiernie mnie cieszy.

Pełna lista uczestników znajduje się na zdjęciu poniżej*. Zapraszam Was do odwiedzania tych blogów.


* Za udostępnienie zdjęcia dziękuję Sandrze z bloga rosaczyta.blogspot.com


A Wy czytaliście tę powieść? 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Stuart MacBride "Ubezwłasnogłowieni" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Stuart B. MacBride
Tytuł: Ubezwłasnogłowieni
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał/thriller







Ubezwłasnogłowieni to przestępcy, którzy nie powinni sprawiać więcej problemów. Wycięta dolna szczęka i usmażony mózg mają im w tym pomóc. Nie myśleć. Nie widzieć. Nie mówić. Takie hasła towarzyszą im każdego dnia. Tylko czy na pewno żaden z nich nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa?  

Mówi się, że lato to idealny czas na książki lekkie i przyjemne. Tymczasem ja z wielkim uwielbieniem sięgam w ostatnim czasie po lektury mroczne i brutalne. Pewnie nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że dobrym kryminałom i trzymającym w napięciu thrillerom nigdy nie odmawiam.

MacBride oferuje nam książkę, o jaką dziś wcale nie jest łatwo, choć rynek każdego dnia zalewają głośno reklamowane nowości. Ta powieść mocno jednak wyróżnia się na tle lektur tak do siebie podobnych, niepotrafiących zaskoczyć, a może raczej zaszokować. On potrafi i udowadnia to na każdym kroku. Już na samym początku robi nam niespodziankę w postaci mieszanki gatunkowej, bo czuję się zobowiązana, żeby od razu zaznaczyć, że nie jest to pod tym względem oczywiste. Książka swą brutalnością i szeregiem morderstw przywołuje na myśl dobry kryminał, trzyma w napięciu niczym mroczny thriller, zwroty akcji i walki między organizacjami zahaczają o powieść sensacyjną, a wstrząsająca wizja codzienności przypominała mi horror. Ta mieszanka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Moim zdaniem nie jest łatwo napisać dobrą książkę zaliczającą się do któregokolwiek z tych gatunków, a co dopiero łączącą je wszystkie.

Powieściowa rzeczywistość mocno podziałała na moją wyobraźnię. Autor stworzył przepełnioną mrokiem, brutalnością i przemocą codzienność, w której wiele zależy od przypadku. W wizji tej szczególne wrażenie robi obraz rozbrojonego przez lobotomię przestępcy, który nigdy już nie powinien wrócić na łono społeczeństwa. Równie ciekawie kształtują się dzielnice biedy, w których nie brakuje morderców i kanibali. Tajne projekty kontrolowane przez rząd. Służby posługujące się niezwykłą, momentami przerażającą technologią. Te elementy budują niepokojącą, przepełnioną mrokiem codzienność. Nasuwa mi się obraz Gotham, miasta, w którym słońce zdaje się nigdy nie wschodzić. Tylko że tutaj brutalność, żądza mordu i przede wszystkim technika posuwa się zdecydowanie dalej, działa mocniej, bardziej zaskakuje.

W moim przypadku jednym z najważniejszych czynników oceny książki typu kryminał czy thriller jest jej brutalność. Być może zabrzmi to dziwnie czy nienaturalnie, ale ja uwielbiam mrok, krew, szalonych morderców. Jeśli tych elementów zabraknie, lub nie ich potencjał nie zostanie wykorzystany, nie czuję się do końca usatysfakcjonowana z lektury. MacBride naprawdę zaszalał, choć niektórzy nie obawialiby się z pewnością użyć określenia „oszalał”. Wielokrotnie pozwolił, by poniosła go wyobraźnia. Opisywane przez niego sceny są bardzo obrazowe i realistyczne. Nie brakuje w nich okropieństw, brutalności, ohydy. Ani razu nie miałam jednak wrażenie przesady czy przerysowania. Wszystko idealnie się komponowało na obraz świata zepsutego i przepełnionego przemocą. Czułam się fantastycznie, moja skala potworności rozgrzała się do czerwoności.

Duże znaczenie mają oczywiście w takiej powieści bohaterzy. Autor bardzo dobrze poprowadził granicę między dobrem i złem, jasno określając, którzy z nich odpowiadają za walkę ze złem, a którzy za jego tworzenie. I jedni i drudzy przypadli mi do gustu, zwłaszcza, że w powieści w końcu dochodzimy do momentu, kiedy wszystkie chwyty są dozwolone. Nie ukrywam jednak, że największe wrażenie zrobiła na mnie szalona zabójczyni. Przepełniona złem do szpiku kości, obłędnie nieobliczalna, z nakierowaną na żądzę mordu wyobraźnią. Silna, zdeterminowana, psychopatyczna. Mocno zapadająca w pamięć.


Akcja książki toczy się szybko, nie ma przestojów, ani zbędnych przystanków na poboczne wątki. Fabuła przypomina rozkręconą do maksimum karuzelę, której uczestnicy muszą przez cały czas mocno się trzymać, by nie wypaść z gry. Takie uczucia towarzyszyły mi właśnie podczas czytania. Podążałam za autorem z szaleństwem w oczach, z wielką niecierpliwością próbując wyjaśnić wszystkie tajemnice i zastanawiając się nad zakończeniem tej obłędnej powieści.



„Ubezwłasnogłowieni” zrobili na mnie ogromne wrażenie. Napisani z rozmachem, bogatą wyobraźnią, dopracowanym stylem. Bezbłędnie. Dla mnie bomba. 

Za szaloną przygodę dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

środa, 2 sierpnia 2017

MUST READ SIERPIEŃ

Powieści, które wypatrzyłam w zapowiedziach sierpniowych wpisują się raczej w klimaty mroczne i ciężkie, niż lekkie i wakacyjne. Dla mnie jednak nie stanowi to problemu :)



Marek Bener, właściciel i dziennikarz lokalnego tygodnika, podejmuje się odnalezienia zaginionej maturzystki. Znużony sierpniowym upałem odkrywa kolejne tajemnice rodziny Żelaznych, a im więcej wie, tym trudniej rozwikłać mu prostą z pozoru zagadkę. Przeżyje jednak wstrząs, kiedy okaże się, że dziewczyna może mieć coś, co przed laty należało do jego zaginionej żony. Nowy trop przeczołga go przez podziemia hazardu i zmusi do spojrzenia w przeszłość. To w jej cieniu kryją się najgorsze koszmary. Pytanie tylko, czy porzuci swój strach i znajdzie w sobie dość siły, by się z nimi zmierzyć.





Ava dowiaduje się z e-maila od matki, że jej siostra bliźniaczka nie żyje. Dziewczyna nie chce w to uwierzyć, ale nie wynika to z żalu czy wyparcia. Cała sprawa po prostu za bardzo wygląda na manipulację Zeldy. Jej kolejny chory plan.Dwa lata temu, po ogromnej zdradzie, jakiej dopuściła się Zelda, Ava wyjechała z domu rodzinnego do Paryża i przyrzekła, że nigdy więcej nie odezwie się do siostry. Teraz jednak dziewczyna musi wrócić do Stanów i odtworzyć rzekomo ostatnie kroki swojej siostry. Wkrótce zaczyna otrzymywać wiadomości, w których siostra zaprasza ją do szaleńczej zabawy w kotka i myszkę. List po liście, wiadomość po wiadomości Ava odkrywa kolejne wskazówki tłumaczące zniknięcie Zeldy i poznaje przerażającą prawdę na temat swojej rodziny.





Wstrząsająca kompozycja teraźniejszości i przeszłości. Oba wymiary czasowe łączy historia dwóch doświadczonych przez los nastolatek. Clara wbrew swojej woli  zostaje zamknięta w ośrodku dla obłąkanych, gdyż nie chciała wypełnić woli ojca. 60 lat później Izzy zmaga się z tragedią – jej matka zastrzeliła męża we śnie i nikt nie wie dlaczego. 







Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna zniknęła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

Callie ginie w wypadku samochodowym, a niewyjaśnione okoliczności jej śmierci dodatkowo pogłębiają rozpacz zdruzgotanych rodziców… Tymczasem jej serce zostaje przeszczepione Jennie, która dostaje od życia drugą szansę. Wdzięczna za ten nieoceniony podarunek, Jenna nawiązuje kontakt z rodzicami dawczyni, jednak wkrótce odkrywa, że idealna rodzina Callie skrywa wiele mrocznych sekretów. Co tak naprawdę stało się z jej młodszą siostrą, Sophie, która podobno przebywa za granicą? Co ukrywa Nathan, były narzeczony Callie? Jak naprawdę zginęła kobieta, dzięki której Jenna nadal oddycha? Bohaterka postanawia odkryć prawdę za wszelką cenę, stawiając na szali relacje z bliskimi, zdrowe zmysły, a nawet własne życie.


Isobel postanawia nie szczepić swoich dzieci. Podjęła tę decyzję pod wpływem doniesień o poszczepiennych przypadkach autyzmu, aby chronić tych, których kocha najbardziej. Konsekwencje tego wyboru poniosą jej przyjaciele i ich córeczka. Maleńka Iris zaraziła się odrą od nastoletniej córki Isobel. Dziewczynka wyzdrowiała, ale całkowicie straciła słuch. Obie rodziny muszą zmierzyć się z odpowiedzialnością, poczuciem winy i pragnieniem zemsty. Z sytuacją, gdy udane z pozoru życie rozsypuje się jak domek z kart. Lizzie Enfield tak jasno i przekonująco wyłożyła argumenty obu stron, że czytelnik czuje się rozdarty. Komu bardziej współczuć? Poruszająca historia, która skłania do refleksji i budzi wiele emocji.





A jakie tytuły wpadły w oko Wam?

wtorek, 1 sierpnia 2017

Meredith Jaeger "Posag szwaczki" [recenzja premierowa]




Autor: Meredith Jaeger
Tytuł: Posag szwaczki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura współczesna







Sarah przypadkowo trafia na historię dwóch szwaczek, których losy splotły się 140 lat temu w San Francisco. Enigmatyczne informacje na ich temat popychają kobietę w stronę mrocznej historii miasta i jego mieszkańców. Co dokładnie przytrafiło się dziewczętom? Co wspólnego ma to z Sarah? 

Meredith Jaeger całkowicie zauroczyła mnie swoją historią. Od pierwszego rozdziału czułam się odurzona i z wielką niecierpliwością pokonywałam kolejne strony, pragnąc jak najprędzej poznać wszystkie powieściowe tajemnice i zakończenie powieści. Podczas lektury towarzyszyła mi cała gama emocji, a na końcu nawet zaszkliły mi się oczy, co wcale nie zdarza się często.

Autorka snuje swą opowieść naprzemiennie łącząc czasy współczesne i wydarzenia sprzed 140 lat. Uwielbiam taki sposób prowadzenia narracji. Z jednej strony poznajemy bowiem losy głównej bohaterki, która w dotyczących jej fragmentach odgrywa także rolę narratora, z drugiej zaś możemy przenieść się w czasie i poznać dawne obyczaje, historię San Francisco i dzieje imigrantów. Takie rozwiązanie przypadło mi do gustu, zwłaszcza, że Jaeger udało się połączyć obydwie płaszczyzny czasowe z wielkim wyczuciem. Widać, że autorka przygotowała się do stworzenia tej historii, każdy szczegół znalazł się na odpowiednim miejscu, wszystko zostało dograne.

Jaeger dobrze wie, jak zaintrygować czytelnika. W jej historii kryje się mnóstwo zatajonych sekretów i rodzinnych tajemnic, którymi nacechowana została zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość. W zawrotnym tempie mierzyłam się z kolejnymi kartkami, wciąż zastanawiając się, co skrywają powieściowe bohaterki. Podzielenie powieści na intrygujące dziś i mroczne wczoraj sprawia, że biegnąca dwutorowo akcja zostaje przerywana w najbardziej interesującym momencie, by powrócić po kolejnym rozdziale. Zabieg ten dodatkowo rozbudził moją ciekawość.

Jaeger pisze naprawdę dobrze. Powieść czyta się z wielką przyjemnością, a nagromadzenie wątków i efektowne połączenie gatunkowe sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Obawiałam się nieco, że książka okaże się przyjemną, ale jednak dość naiwną i przewidywalną prozą kobiecą. Tymczasem stopniowo odkrywane sekrety pchnęły nieco książkową akcję w stronę thrillera czy nawet lekkiego kryminału. Dość istotne, choć jednak nie pierwszoplanowe znaczenie, ma tutaj wątek romantyczny. Nie przepadam za wtrącaniem do powieści miłostek, takie elementy często mi przeszkadzają, jednak w tym przypadku relacja między bohaterami jest na tyle urokliwa, że absolutnie nie mam tego autorce za złe.

Powracając do XIX- wiecznego San Francisco Jaeger urozmaica i ubogaca akcję książki tematami, które rzeczywiście miały wówczas znaczenie, część z nich pozostaje aktualna również dziś. Strony powieści naznaczone zostały wątkiem niechcianych imigrantów, problemów klasy robotniczej, społecznymi mezaliansami. Dawno nie czytałam książki opartek na takiej tematyce, więc chętnie poświęciłam sie lekturze tych tematów. Co więcej, kwestie te rzeczywiście wydały mi się istotne, naprawdę skłoniły mnie do refleksji.


Autorce udało się również wykreować wyjątkowych bohaterów. Podział na dobrych i złych wypadł dość gładko, łatwo jest jednoznacznie ich ocenić, nie zmienia to jednak faktu, że intrygują, zapadają w pamięć, zaskakują swoimi wyborami. Bardzo polubiłam postacie kobiece, które mimo dzielących je lat i różnic okazały się do siebie dość podobne, a przynajmniej ja odnalazłam w nich wartości niezwykle dla mnie w powieściach ważne- siłę, determinację, pewność siebie.

Jaeger pisze lekko, jej styl jest bardzo subtelny i dopracowany. Malownicze obrazowanie dawnego San Francisco pozwala poczuć odurzający klimat mrocznego i przepełnionego kontrastami miasta, które w trakcie lektury kusi grzechem i pieniądzem. To jedna z tych powieści, w których autorce udało się znaleźć złoty środek między lekką powieścią kobiecą, a dającą do myślenia książką obyczajową wzbogaconą o elementy charakterystyczne dla innych gatunków. To lektura dobra na jeden letni dzień czy spokojny ciepły wieczór, ale zostająca z nami na dłużej.   

Za możliwość poznania tej urokliwej powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 31 lipca 2017

LIPIEC na zdjęciach

Mój lipiec był dość mroczny. Mówi się, że lato to czas na lekkie i przyjemne lektury, a mnie tymczasem przyciągają kryminały i książki poważne. Obyło się bez większych zgrzytów :)



A jaki był Wasz lipiec?



niedziela, 30 lipca 2017

Wiedzieć więcej



Autor: Alice Walker
Tytuł: Kolor purpury
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 248
Gatunek: literatura współczesna 






Celia od małego była bita i wykorzystywana, kolejno przez męża i ojca. Kobieta nie zna innego życia i nie liczy na to, że jej los może się poprawić. Listy otrzymywane od siostry z Afryki i niebanalne znajomości uświadamiają jej, że nie wszystko stracone. Wystarczy po prostu wziąć sprawy w swoje ręce. 

Po klasykę nie sięgam zbyt często, choć często powtarzam sobie, że powinno się to zmienić. Na „Kolor purpury” trafiłam przy okazji przeszukiwania półek, nie mogąc się zdecydować, co miałabym ochotę przeczytać. Przyznam, że lektura okazała się dobrym wyborem, choć niekoniecznie na letnią porę czy wolny, leniwy weekend.

Wraz z autorką przenosimy się do Georgii lat trzydziestych. Do czasów, które niewielu chciałoby poznać lub do nich powrócić, szczególnie zaś gdy mowa o Afroamerykanach- głównych bohaterach tej powieści. Już pierwsze strony uświadamiają czytelnikowi, że nie będzie to lektura łatwa, lekka i przyjemna, o czym świadczy zbudowanie fabuły wobec dwóch istotnych problemów. Pierwszy z nim to rasizm, temat wciąż aktualny i kłopotliwy. A co dopiero prawie 100 lat temu? Książkowi bohaterowie musieli radzić sobie z nim na co dzień, a autorka ukazuje ich trudy i znoje z wielką pieczołowitością, niemalże na każdym kroku podkreślając, jak często Afroamerykanie znajdowali się na przegranej pozycji ze względu na kolor skóry, którego przecież sami nie wybrali. Bardzo smutne, szalenie bolesne, głęboko krzywdzące i upokarzająco niesprawiedliwe.

Drugim z istotnych w tej powieści tematów jest podejście do kobiet, próba ich zmarginalizowania i zepchnięcia na gorszą pozycję. Powieściowi ojcowie, mężowie, bracia mogą zrobić z nimi, co tylko im się zamarzy, byleby wymusić posłuszeństwo i podkreślić swoją dominację. Choć temat ten został ukazany subtelniej, niż można by się spodziewać, i tak wzbudził we mnie wiele przykrych emocji. Nigdy nie będę potrafiła przejść nad takimi sytuacjami do porządku dziennego, zwłaszcza, że mam przecież świadomość, iż takie rzeczy w dalszym ciągu zdarzają się zaskakująco często. Cieszę się, że Walker przedstawiła ten temat w sposób możliwie delikatny i umiarkowany, nie zahaczając o przesadną brutalność.

Powieść ta skupia się przede wszystkim na kobietach. To one stanowią tutaj zarówno pierwszy plan, jak i tło. To one ukazują siłę i słabość, zacofanie i postęp, mądrość i głupotę, miłość i nienawiść. Każda z nich uczy, wzrusza, wywołuje refleksje, nie pozwalając czytelnikowi pozostać obojętnym wobec podejmowanych przez nią decyzji. Jedne polubiłam bardziej, inne nieco mniej. Niewątpliwie jednak wszystkie odegrały w tym spektaklu istotną, niepowtarzalną rolę. Walker wykreowała postacie realistyczne, pełnokrwiste i charyzmatyczne. Bohaterki, które można pokochać. Miałam wrażenie, jakbym czytała o kobietach przeniesionych na strony powieści z prawdziwej codzienności, tak mocno wyczułam realizm i książkową głębię.

Trzeba również dodać, że autorka w niesamowity sposób oddała klimat Georgii tamtych lat, szczególnie poprzez książkowe postacie i ich decyzje. Każdy szczegół powieści został dopracowany. Bohaterzy zależnie od swojej roli czy społecznego statusu posługują się różnym językiem. Proste i błędne słowa jednoznacznie kojarzą się z biedą i brakiem wykształcenia, poprawność i językowe bogactwo kierują w stronę pieniędzy. Łatwo odczytać to można także w stroju książkowych postaci , ich sposobie zachowania. Walker z wielka drobiazgowością oddała podział na białych i czarnych, a także różnorodność klas społecznych. Odmalowała intrygujące społeczeństwo, zdeterminowane przez kolor skóry, wykształcenie i grubość portfela.

Autorka pisze bezkompromisowo, nie obawia się tabu, wysoko stawia sobie poprzeczkę, sprawiając, że książka staje się dość dużym wyzwaniem. Co ciekawe, oprócz tych dwóch istotnych tematów pojawiają się kolejne, równie ciekawe i niemniej ujmujące. Książkę czyta się lekko i szybko, w dużej mierze za sprawą formy dziennika pisanego przez główną bohaterkę. To jedna z tych powieści, które szybko się kończą, ale zostają w pamięci na dłużej. 

piątek, 28 lipca 2017

O Wojnie trochę inaczej



Autor: Charles Belfoure
Tytuł: Paryski architekt
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna








Wojenna codzienność nie sprzyja Lucienowi. Choć młody i ambitny, ma problem ze znalezieniem pracy w zawodzie architekta i zapewnieniem przetrwania sobie i małżonce. Niecodzienna propozycja sprawia, że mężczyzna zaczyna patrzeć na pewne sprawy inaczej. Jeśli zgodzi się przygotować dobrą kryjówkę dla Żyda, oprócz wysokiego wynagrodzenia otrzyma wymagające zlecenie. Luciena nie obchodzi los Żydów, przynajmniej nie na początku tej historii. Jak potoczą się jego dalsze losy?

Po „Paryskiego architekta” sięgnęłam z jednego, istotnego dla mnie powodu- potrzebę sięgnięcia raz na jakiś czas po książkę dotyczącą wojennych realiów. Wydaje mi się, że każdy z nas powinien na ten temat co nieco wiedzieć, a każda powieść skupiająca się na wojennej tematyce w pewien sposób nas wzbogaca, uwrażliwia i pozwala docenić to, co mamy. Dokładnie tak było w przypadku tytułowego architekta. Mimo że książka nie jest oparta na faktach, ukazuje ciężkie czasy, w których przyszło żyć ówczesnym ludziom, tak dobrze, jak te wykorzystujące historyczną prawdę.

Belfoure zaprasza nas do świata smutnego, przepełnionego emocjami, ludzkimi niepokojami. Nic dziwnego- czasy i okoliczności niegodne są pozazdroszczenia. Autor przedstawia te cierpkie okoliczności z wielkim wyczuciem i pewnym dystansem. Bardzo dobrze wyczuwalny jest klimat wrogości wobec Żydów, społeczne lęki, dni przepełnione udręką. A jednak temat ten nie został przerysowany, naładowany zbędną agresją, wypełniony wyolbrzmionym przerażeniem. Odniosłam wrażenie, że Belfoure oferował nam dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie znieść, nie wystawiając na próbę naszej wrażliwości. Nie torturując nas opisami wydarzeń, z którymi nie potrafilibyśmy się pogodzić, oprócz tego, co tak rzeczywiste i wiadome.

Jak można się domyślić największe znaczenie w tego typu powieści mają ludzkie charaktery. To w ludzkim umyśle budzą się pomysły tak brutalne i krzywdzące, które następnie ludzką ręką zostają zrealizowane. Książkowe postacie ciężko jednoznacznie ocenić. Praktycznie każda z nich cechuje się pewna dozą egozimu, nie zawsze zdrowego i uzasadnionego. Ciężkie czasy determinują ludzkie zachowanie, a niełatwe poranki usprawiedliwiają niektóre decyzje. Jak to jednak bywa w przypadku takich okoliczności i bohaterzy i czynione przez nich kroki pozostawiają nam pole manewru w przypadku oceny ich i snucia refleksji, co my zrobilibyśmy na ich miejscu. Postacie wykreowane przez Belfoure ciężko ocenić jednoznacznie, podział na dobrych i złych zwyczajnie się nie sprawdza, szczególnie w przypadku głównego bohatera.

Lucien wzbudził we mnie wiele sprzecznych emocji. Czasami rozumiałam, a nawet popierałam jego decyzje. W niektórych przypadkach nie pozostawił mi wyboru- nie mogłam ich uszanować. W moim mniemaniu to postać tragiczna, skrzywdzona przez czasy i okoliczności. Nie można w ten sposób go usprawiedliwiać, łatwiej jednak zrozumieć. Co bardzo mnie ucieszyło, mężczyzna zmieniał się na moich oczach. Zrozumiał, co jest rzeczywiście ważne, jego postępowanie zaczęło być istotne dla innych. Trudno było go nie polubić.

Autor pisze tak, jak można, czy wypada pisać o wojnie. Możliwie lekko, ale z rozwagą, powagą i szacunkiem dla człowieka. Powieść czyta się dobrze, choć ze względu na temat niełatwo. Spotkałam się z opiniami, że książka jest przewidywalna, przez co jej wartość maleje. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Rzeczywiście łatwo jest wywnioskować, co sie wydarzy i jakie decyzje podejmą bohaterzy, ale w tej przewidywalności kryje się pewna nadzieja i potrzebna dawka optymizmu, a mnie to wystarcza.