niedziela, 3 września 2017

ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA

Już 27 września nakładem Wydawnictwa Pascal ukaże się najnowsza powieść Magdaleny Majcher "Wszystkie pory uczuć. Jesień".




Życie Hani to z pozoru bajka. Niepewna siebie dziewczyna z domu dziecka wychodzi za zamożnego i atrakcyjnego wdowca, dostając to, czego nigdy nie miała – dom i rodzinę. Dwadzieścia lat po ślubie wie już jednak, że po napisach „żyli długo i szczęśliwie” nie zawsze jest różowo. Hania czuje się niekochana przez męża, który idealizuje swoją zmarłą pierwszą żonę a bycie pełnoetatową panią domu zaczyna ją męczyć. Na dodatek dają o sobie znać bolesne sprawy z przeszłości.

Tej jesieni jednak wszystko się zmieni…






Zachęcam Wam do wypatrywania tego tytułu i zamawiania książki przedpremierowo na stronie empik'u.


Lubicie twórczość Magdaleny Majcher?

Jesteście zainteresowane tym tytułem?


Mała myszka i wielkie przygody



Autor: Katarzyna Sidorowicz
Tytuł: O myszce Badylarce
Wydawnictwo: Zielony Groszek
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 22
Gatunek: literatura dziecięca






Przygody myszki Badylarki przypomniały mi ulubione bajki z dzieciństwa. Mądrze napisane, przepięknie wydane, opatrzone uroczymi ilustracjami. Książeczki, z którymi mimo upływających lat  ciężko nam się pożegnać.

Czytałam ją kilkakrotnie, oprócz tego z wielką przyjemnością przyglądałam się obrazkom. Mimo że dawno wyrosłam z literatury dziecięcej, to utwór Katarzyny Sidorowicz sprawił mi wiele radości. Z uśmiechem na ustach śledziłam losy tytułowej myszki, przywołując z pamięci czasy, kiedy tego rodzaju bajki gościły na mojej półce i najpiękniej wyglądały w rękach czytającej mi je mamy.




Nie mam dzieci i w związku z tym nie jestem obyta z utworami przeznaczonymi dla najmłodszych czytelników, ale gdybym poszukiwała książeczek dla dzieci, to chciałabym, żeby były właśnie takie. Urokliwe, napisane z sercem, ciepłe i naznaczone pasją tworzącego je autora. Katarzyna Sidorowicz pragnąc realizować marzenia i dzielić się swoimi pomysłami założyła niewielkie wydawnictwo Zielony Groszek, a „O myszce Badylarce” to jej debiut wydawniczy. Na kolejnych stronach bajeczki dostrzegłam tę pasję i zrobiło mi się ciepło na sercu.








Uwielbiam różnego rodzaju rymowanki i wierszyki, a zabawa słowem i przekazywanie historii w takiej formie zawsze sprawia mi frajdę i przyjemność. Dlatego ten sposób opowiadania o myszce bardzo przypadł mi do gustu. Lekki, zabawny, mądry, dopasowany do okoliczności. Widać, że ta praca została przemyślana i dopracowana, a autorka również dobrze się przy tym bawiła.



Wydaje mi się, że bajeczka ta oprócz rozrywkowej, może pełnić też funkcję dydaktyczną. Odniosłam wrażenie, że Sidorowicz korzysta z dość bogatego jak na taki utwór języka, który może zapaść w pamięć młodym czytelnikom, wzbudzić ich ciekawość, nie męcząc ich przy tym jednak. A bogate, piękne ilustracje pokażą i przypomną dzieciom wygląd obecnych w utworze zwierzątek.

„O myszce Badylarce” to urokliwa i przesympatyczna bajka dla dzieci. Przyjemnie i lekko napisana, budząca ciepłe uczucia zarówno w przypadku treści wierszyków, jak i towarzyszących im ilustracji. Myślę, że spodoba się także niejednej mamie, która będzie miała okazję czytać tę bajkę swojemu dziecku. 





Za możliwość powrotu do dzieciństwa dziękuję Autorce.


sobota, 2 września 2017

JESIENNE ROZDANIE

Dziś zapraszam Was do udziału w prostym rozdaniu. Wystarczy być publicznym obserwatorem bloga i zgłosić się pod postem konkursowym. Dla chętnych przewidziana jest możliwość zdobycia dodatkowych punktów, które zwiększą szanse w losowaniu. Zapraszam do zabawy :) 




ZASADY ROZDANIA:

1) Rozdanie trwa od 2 do 16 września, do północy.
2) Wyniki rozdania opublikuję na blogu do 3 dni po zakończeniu zabawy. 
3) Do rozdania może się zgłosić każda osoba będąca obserwatorem bloga (obserwatorzy Google lub Google+). Wyjątek stanowią osoby, które bloga nie posiadają- wystarczy polubienie na Facebooku.
4) Dodatkowe punkty można zdobyć za (plus 1 za każdy punkt):
- udostępnienie banera konkursowego na Facebook'u
- udostępnienie banera konkursowego na blogu
- bycie obserwatorem bloga w Google, Gogle + i polubienie na Facebook'u (wszystkie trzy opcje łącznie)
5) W zabawie musi wziąć udział przynajmniej 40 osób. 
6) Zwycięża jedna osoba wybrana przez program losujący, a o wygranej zostanie powiadomiona mailowo.
7) Na maila zwrotnego z danymi zwycięzcy czekam 3 dni, po tym czasie zostanie wybrana kolejna osoba. 
8) Nie wysyłam nagród za granicę. 
9) Książki biorące udział w rozdaniu są nowe lub pochodzą z mojej półki- czytane raz, stan idealny. 


WZÓR ZGŁOSZENIA:

Zgłaszam się :)
Obserwuję jako:
Dodatkowe punkty należą mi się za (linki) :
Mail:
Wybieram książkę:


JEŚLI COŚ BĘDZIE NIEJASNE NIE BÓJCIE SIĘ ZAPYTAĆ :) 

ZAPRASZAM :)

piątek, 1 września 2017

Tak blisko




Autor: Tessa Hadley
Tytuł: Przeszłość
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura współczesna







Czworo rodzeństwa. Rodzinne wakacje. Dom, który pamięta więcej niż oni sami.

Tym, co zaskoczyło mnie w tej powieści najbardziej, jest dość marginalne potraktowanie tytułowej przeszłości. Na kartach powieści dominują bowiem bieżące wydarzenia, bohaterowie skupiają się na tym, co jest tu i teraz, a na powroty do dzieciństwa i tego, co łączyło ich dawniej niewiele już zostało miejsca. Tessa Hadley nieśmiało upycha pewne fragmenty przeszłości przedstawiając nam poszczególnych bohaterów, ale prawdę mówiąc nie znalazło się tego wiele. Kiedy zaczynałam tę lekturę, byłam przekonana, że wydarzenia z dawnych czasów okażą się niezwykle istotne, a tytuł zobowiązujący, ale nie, moim zdaniem nie.

Miałam też duży problem z odnalezieniem się wśród powieściowych bohaterów. Albo raczej z odnalezieniem tego, co można by uznać w nich za istotne. Nie jestem pewna, z czego to wynika. Czy tych postaci pojawiło się zbyt wiele? Czy autorka postawiła sobie poprzeczkę zbyt wysoko? Czy może po prostu powinna popracować nad kreowaniem bohaterów? Żadna z przedstawionych w powieści postaci nie wzbudziła we mnie większych emocji- ani pozytywnych ani negatywnych. Określiłabym je jako poprawne, grzeczne, zachowawcze. Rodzeństwo okazało się zaskakująco do siebie podobne, podobne w gestach, słowach, decyzjach. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że oni po prostu boją się powiedzieć szczerze co myślą, wolą krytykować po cichu, zachować opinie dla siebie.

Spodziewałam się rodzinnych tajemnic, trupów w szafie, skrywanych głęboko żali i niewybaczonych, choć przedawnionych zdarzeń. Ale tych elementów jest w powieści nieznośnie mało. Pokonywałam kolejne strony starając się widzieć więcej, czuć głębiej, a może zwyczajnie znaleźć coś, czego nie ma. Tak naprawdę nie udało mi się zrozumieć, co poróżniło rodzeństwo, a raczej stało się powodem, dla którego próbują maskować panujący między nimi chłód. Nie znalazłam i niestety nie zrozumiałam. Każdy z nich niewątpliwie coś ukrywał, cierpiał często z jedynie sobie znanego powodu, ale wciąż było tego dla mnie za mało. I nie jestem pewna, czy wykorzystanie znajomych tematów, opierających się na takich kategoriach jak miłość, przyjaźń, samotność, choroba- powinno się doceniać czy krytykować. Z jednej strony to właśnie one składają się na nasze życie, z drugiej jak wiele można jeszcze o tym napisać?

Tym, co w tej powieści mi się podobało, jest styl Hadley. Autorka prowadzi narrację powoli, cechuje ją pewna ostrożność, niespieszność, tak jakby była przekonana, że taki model pokazywania tej historii rzeczywiście jest najlepszy. Pisze jednak dojrzale, w sposób dość charakterystyczny. W tym spokojnym, a momentami wręcz ospałym tonie, czegoś się doszukałam. Choć wolę bardziej dynamiczną akcję, nie stanowiło to dla mnie aż takiej przeszkody, nie mogę policzyć tego autorce na minus. Mam wrażenie, że nieprędka, nieco ciężka narracja ma odpowiadać klimatowi, w jakim tę powieść utrzymano.

Uderzyła mnie głęboka samotność bohaterów. To uczucie mnie przytłoczyło, może wręcz znokautowało. Dawno żadna powieść nie podziałała na mnie w ten sposób. Osamotnienia, melancholii, smutku dopatrzyłam się u każdej z książkowych postaci, a szalona ilość tych przygniatających uczuć sprawiła, że sama w pewien sposób straciłam poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. To tak, jakby w tym ludziach samotność zbierała się przez lata, po to, by eksplodować na tle tego pozornie sielankowego spotkania.

W „Przeszłości” za mało jest dla mnie tej obiecanej katastrofy, której właściwie ja sama w ogóle nie dostrzegłam. Akcja płynie boleśnie powoli, bohaterzy zbyt mało się otwierają. Uderza w nas samotność i melancholia, ale to nie wystarczy. A stylem nie można nadrobić wystarczająco.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 
  

czwartek, 31 sierpnia 2017

SIERPIEŃ NA ZDJĘCIACH

Mój sierpień był bardzo zaczytany. Nie ograniczałam się gatunkowo. Na szczęście udało mi się uniknąć słabszych tytułów. 




A jaki był Wasz miesiąc? 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Utrapienie




Autor: Laura Akkot
Tytuł: Moje życie z OCD
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 56
Gatunek: autobiografia 






Publikacja Laury Akkot ma zaledwie 56 stron. Za każdym razem jestem pod dużym wrażeniem, gdy autorowi udaje się w tak niewielkiej wymiarowo książeczce przekazać własne myśli, zainteresować czytelnika, sprawić, by pozostał do końca, a przede wszystkim rzeczywiście coś z tej lektury wyniósł. Akott tyle miejsca wystarczyło, by ukazać nam trudy, z jakimi mierzy się każdego dnia. By pokazać życie niegodne pozazdroszczenia. By zwrócić naszą uwagę na rzeczy, których zwykle nie doceniamy.

Co kryje się pod niewiele mówiącą nazwą OCD? Zaburzenia obsesyjno- kompulsywne, najczęściej określane jako nerwica natręctw. Zanim sięgnęłam po książkę autorstwa Akkot o chorobie tej wiedziałam prawdę mówiąc niewiele. Nigdy też nie poświęciłam temu tematowi więcej czasu czy uwagi. Niestety zazwyczaj tak bywa, kiedy problem nas nie dotyczy. Tymczasem trafiłam na lekturę wywołującą niesamowitą burzę emocji, na książkę, która uczy i zapada w pamięć. Na pamiętnik kogoś, kto każdego dnia walczy. Ze sobą i ze swoją psychiką.

Relacjonując swoją utrudnioną codzienność autorka zwraca uwagę czytelnika na dziwny i często niepokojący charakter własnego zachowania, na elementy, w które ciężko może być uwierzyć. Jedną z takich kwestii jest niewątpliwie obsesja na punkcie własnej czystości i panującego wokół takiej osoby porządku. Akott przedstawia nam sytuacje niewiarygodne, brzmiące szalenie nielogicznie. Wielokrotnie ciężko było mi uwierzyć w przytaczane przez nią historię.

Zawróciła do dopiero co opuszczonego mieszkania, bo poczuła przemożną chęć ponownego przemycia twarzy.

Spędziła kilka godzin w łazience, bo jej ręce wciąż wydawały się brudne.

Nie mogła sięgnąć do torebki po bilet, bo obawiała się ubrudzić jej wnętrze nieczystą dłonią.

To sytuacje dziwne, niedorzeczne. Ale tylko dla nas- ludzi niezmagających się z tym zaburzeniem każdego dnia. Zaskakują, wywołują niespotykane emocje, ale także pozwalają zrozumieć ciężar, jaki nosi na swoich barkach osoba chorująca. Człowiek, który każdego dnia walczy ze sobą i swoją psychiką o odrobinę normalności. Akott atakuje nas kolejnymi doświadczeniami, niepokojącymi obrazami ze swojej przeszłości, tym, co każdego dnia zatruwa jej życie. Na kartkach książki prowokująco szczerze opowiada o życiu z OCD.

Ta choroba niszczy ją każdego dnia. Odbiera jej normalność. Przyjmowane leki stają się elementem, bez którego już nie można się obejść, niepokojącym uzależnieniem, próbą wyparcia, zapomnienia. Tymczasem chory toczy bój z obsesją, nie tylko o psychikę, ale także o ciało. Bo choroba wyniszcza jedno i drugie, stopniowo, pomału, każdego dnia.


Bardzo cenne okazało się dla mnie również umieszczenie w tej sytuacji bliskich osoby chorej. Zwłaszcza, że tak rzadko myśli się o tych osobach w perspektywie chorującego. Współczujemy jemu, zapominając co czują jego krewni. Akkot zwraca naszą uwagę na rolę męża w jej życiu, na trudności, z którymi on również musi się mierzyć każdego dnia.



Ta niewielka książeczka napisana została emocjami, a oparta na prawdziwym życiu. To z niego zaczerpnięte zostały te przykre obrazy, te fale zmęczenia, niechęci do samego siebie, żalu do losu, poczucia klęski i niesprawiedliwości. Autorka uchwyciła kilka kadrów z codzienności osnutej chorobą, opowiedziała o nierównej walce. I właśnie to jest w tej publikacji tak cenne. Odwaga, by się zmierzyć z chorobą. Chęć, by walczyć o lepsze jutro. Dawanie innym siebie jak przykładu. Bardzo to doceniam. I pięknie za to autorce dziękuję.

Za możliwość poznania książki dziękuję portalowi Sztukater.



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Dzieckiem być choć przez chwilę



Autor: Anna Gibasiewicz
Tytuł: Baśń o perle
Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 54
Gatunek: literatura dziecięca 








Marzenie o perle wywraca całe życie Elwiki do góry nogami, sprawiając, że dziewczyna zapomina, co naprawdę jest ważne. W jaki sposób znowu sobie o tym przypomni? Czy nie będzie już za późno?


Z bajkami, baśniami i wszelkiej maści utworami, które można by zakwalifikować do nurtu literatury dziecięcej, nie miałam do czynienia od wielu lat. Choć na myśl o niektórych z nich czuję nostalgię i powiew melancholii, nigdy tak naprawdę mi ich nie brakowało. Nie znaczy to jednak, że nie jest przyjemnie na chwilę wrócić, zatracić się w opowieści przeznaczonej dla nieco innej grupy wiekowej. Przez chwilę znowu poczuć się jak dziecko.




„Baśń o perle” to utwór, który oczarował mnie swą magią od samego początku. Narracja stylizowana na baśniową sprawia, że bardzo blisko jest mu do tych, jakie pamiętam z młodych lat. A lekki styl i prosty język zatrzymują przy historii i umożliwiają poznanie jej w zawrotnym tempie. Kiedy zaczęłam lekturę, ciężko było mi się od niej oderwać.


Utwory dziecięce najczęściej charakteryzują się prostotą, próżno szukać w nich elementów niejasnych, czy skomplikowanej akcji. Dokładnie tak było właśnie w tym przypadku. Akcja od początku zmierzała w przewidywalnym kierunku i obyło się bez większych zaskoczeń. A jednak ta historia naprawdę przypadła mi do gustu. I wcale nie przeszkadzało mi, że od grupy docelowej odbiegam o 20 lat.





Gibasiewicz sprawiła, że znowu przez chwilę mogłam być dzieckiem. Zachwycać się prostymi, ale urokliwymi historiami. Cieszyć szczęściem bohaterów, smucić ich porażkami i przeżywać rzeczy oczywiste, jakbym miała z nimi do czynienia po raz pierwszy. „Baśń o perle” to opowieść, która może oczarować czytelnika w każdym wieku, wzbudzająca bardzo pozytywne emocje. Ciepła, mądra pouczająca, taka, do jakiej ma się chęć powrócić lub przekazać ją w ręce innych, żeby oni także mogli poznać kryjący się w niej urok.


Autorka określiła swoją historię baśnią i cieszę się, że doszukałam się w niej cech w moim odczuciu charakterystycznych dla tego gatunku. Prosty język, stylizowany na baśniowy, kojarzący się nieco z tak lubianym „Za siedmioma górami...” sprawiał, że opowieść o perle nabrała magii i piękna, a przy tym była bardzo przystępna. A płynący z niej morał, mimo że kierowany do młodszych czytelników, świetnie wpisuje się w problematykę aktualną i istotną.




Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać ten utwór. Na chwilę oderwać się od książek poważnych i ciężkich. I znowu być dzieckiem, choć niestety tylko przez chwilę.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Autorce.