wtorek, 3 kwietnia 2018

Ewa Zdunek "Mediatorka" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Ewa Zdunek
Tytuł: Mediatorka
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna







Każdego dnia próbuje pomóc swoim klientom znaleźć kompromis w narastających konfliktach. Ułatwia im życie biorąc udział w skomplikowanych negocjacjach, raz po raz udowadniając, że pracy mediatora nie można porównać do żadnej innej. Niespodziewanie przychodzi czas, kiedy to jej przydałaby się pomoc, bo życie prywatne wywraca się do góry nogami.



Zanim sięgnęłam po „Mediatorkę”, o jej autorce nie słyszałam zupełnie nic. Nieco się obawiałam, bo do polskich książek wciąż podchodzę z dystansem, choć mniejszym niż wcześniej, to jednak pewne obawy pozostały. Tymczasem bardzo szybko przekonałam się, że sporo bym straciła, gdybym przeszła obojętnie obok tego tytułu.






Ta wiosenna premiera skusiła mnie przede wszystkim za sprawą odwołań do pracy mediatora. Przyznam szczerze, że niewiele wiedziałam na ten temat, dlatego też sięgnięcie po powieść kojarzyłam z możliwością poszerzenia wiedzy oraz pewną świeżością wśród wydawanych każdego dnia książek podobnych tematycznie. Ku mojej ogromnej radości kwestie mediacji okazały się szalenie interesujące, a w książce poświęcono im wiele miejsca i jeszcze więcej uwagi.

Nie zdawałam sobie sprawy, że praca mediatora to zadanie tak niewdzięcznie. Trudne, słabo płatne, angażujące emocjonalnie i obciążające psychicznie. Co więcej, o klienta często trzeba walczyć, bo mediacja wciąż pozostaje niedoceniana i spychana na margines. Bardzo dobrze czytało mi się o funkcjonowaniu w tym świecie, gdzie w zadziwiający sposób łączą się wszelkiego rodzaju spory, a niecodzienne problemy wymagają innego spojrzenia. Temat ten okazał się dla mnie na tyle zajmujący, że kolejne strony pokonywałam w zaskakującym tempie.

Zdunek podeszła do tej powieści z niewiarygodnym zaangażowaniem. Nie jestem jednak pewna, czy ta książka mogłaby być tak dobra, gdyby nie fakt, że jej autorka sama zajmuje się prowadzeniem mediacji. Bez wątpienia praca w tym charakterze pozwoliła jej oddać wady i zalety tego zajęcia, lepiej zrozumieć emocje towarzyszące ludziom w trakcie negocjacji, poznać charakter tej pracy z każdej strony. Przedstawione przez nią przypadki skłoniły mnie do wielu refleksji i przemyśleń. Każdy kolejny okazywał się jeszcze ciekawszy od poprzedniego. Wszystkie zaś zostały wspaniale opisane, przedstawiając sytuacje intrygujące, a przy tym bardzo realistyczne.


Autorka wykreowała bohaterów, których można polubić, a z pewnością można zapamiętać. To postacie niezwykle ludzkie, przypominające nam nas samych. Wydarzenia z ich życia nie pozostawiają nas obojętnych. Momentami czujemy przejęcie, czasami na twarzy pojawia nam się uśmiech. To sympatyczni bohaterzy każdego dnia zmagający się z przeszkodami losu, niepewni co znajdą za kolejnym zakrętem.




Magiczna formuła „ciąg dalszy nastąpi” wywołała we mnie mieszankę uczuć. Z jednej strony żal mi było, że koniec pojawił się za wcześnie, z drugiej zaś ucieszyłam się na myśl o kolejnym spotkaniu z tytułową mediatorką. To świetna, kobieca, przemyślana i dopracowana powieść. Napisana swobodnym stylem, przenosząca czytelnika do intrygującego świata, emocjonalna, ale także zabawna. Polecam. 

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

piątek, 30 marca 2018

Kilka zagadek i Jacek Przypadek




Autor: Jacek Getner
Tytuł: Pan Przypadek i kobietony
Wydawnictwo: Zakładka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 234
Gatunek: komedia kryminalna







Pan Przypadek i trzy zbrodnie. Wydarzenia, które miały miejsce i te, którym można jeszcze zapobiec. Zestawienie dość dziwnych bohaterów, ciekawe zwroty akcji, istotna problematyka. Na wesoło, ale i dość refleksyjnie. Krótko, ale na temat. Witaj przygodo.

Dość niedawno przekonałam się, jak interesującym gatunkiem jest komedia kryminalna. Zagadki przedstawione z przymrużeniem oka, gry słowne, bohaterzy nieco zdystansowani wobec świata i przyjemne poczucie humoru- zestawienie tych elementów sprawia, że lektura w nie obfitująca nie może być nudna. A czy znalazłam je u Pana Przypadka?



Najnowsza część przygód nietypowego detektywa to propozycja trzech krótkich historii. W każdej z nich role pierwszoplanowe odgrywają kobiety, a ich wady, przywary, przewrotność i obłuda zostawiają autorowi spore pole manewru. Raz po raz udowadnia on, że z tą płcią piękną to jednak różnie bywa. Czasami jest zabawniej, czasami bardziej refleksyjnie, jednak cały czas lekko i na temat.




Getner zaprasza nas do świata, w którym prym wiedzie Pan Przypadek. Co ciekawe, prowadzone przez niego śledztwa bynajmniej nie noszą znamion przypadku, choć można by pomyśleć, że rozwiązania zagadek wypadają mu z rękawa. W trakcie lektury wiele razy mamy okazję przekonać się, że tytułowy detektyw to postać dość zaskakująca, zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Nie jest łatwo go jednak do końca poznać i rozszyfrować. Mam wrażenie, że on sam również stanowi jedną wielką zagadkę.

Niemniej, moje odczucia wobec głównego bohatera są pozytywne. Swą przygodę z nim rozpoczęłam od ostatniej części, a jednak w tej krótkiej publikacji autor znalazł nieco miejsca, by umieścić kilka niezbędnych informacji na temat przeszłości Przypadka i jego wcześniejszych przygód. Dzięki temu podczas czytania nie mamy wrażenia, że coś nam uciekło, a mnożące się pytania i niejasności nie utrudniają lektury. Krótko mówiąc- można zacząć od końca, ale nie będzie to stanowiło dla czytelnika żadnego problemu.


Trzy opowiadania z udziałem Przypadka są krótkie. Stanowią przyjemne połączenie subtelnych kryminalnych zagadek i obyczajowego tła z udziałem bohaterów znanych z poprzednich części serii. Getner podchodzi do tych historyjek z dystansem i przymrużeniem oka. Wykorzystane przez niego motywy nie szokują. Autor nie próbuje na siłę zaskakiwać, udowadniając, że można wykorzystać znajome tematy i też będzie w porządku. Jego zagadki nie są przesadnie skomplikowane, a ich urok zdaje się opierać bardziej na sylwetkach bohaterów i odniesieniu do lubianych i aktualnych kwestii.



Podoba mi się przewrotny sposób, w jaki Getner pisze o kobietach, z poczuciem humoru i szczerością, całość uzupełniając przyjemnym, lekkim stylem. Nie da się ukryć, że to ciekawy wybór tematyki w przypadku takiej powieści, a kwestie poruszane w opowiadaniach zgrabnie się ze sobą łączą i opierają na sporej dawce realizmu. Choć z dystansem, to jednak trafiając w sedno.





To urokliwa, ale nieskomplikowana całość. Sympatyczna treść, przyjazny czytelnikowi styl, opowieść nastawiona raczej na rozrywkę, niż na myślenie. Jedyny problem stanowi dla mnie długość tych historii- ja po prostu wolę dłuższe formy. 

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję jej Autorowi.

środa, 28 marca 2018

Widok z okna




Autor: Lorena Franco
Tytuł: Ona to wie
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 480
Gatunek: thriller psychologiczny







Andrea spędza całe dnie w oknie swego nowego domu. Z kieliszkiem alkoholu i garścią tabletek śledzi życie sąsiadów, próbując zapomnieć o tym, że jej codzienność wygląda zupełnie inaczej, niż by tego oczekiwała. Zaginięcie sąsiadki sprawia, że Andrea zaczyna budzić się z letargu i na własną rękę próbuje zrozumieć, co przytrafiło się kobiecie.



Po najnowszą powieść Loreny Franco sięgnęłam po części ze względu na fabularne podobieństwo do „Kobiety w oknie”. Zbieżność wątków zaintrygowała mnie na tyle, że zapragnęłam sprawdzić, jak z tym motywem poradziła sobie autorka książki- czy ten dość znany i dość ograny temat uczyniła atutem utworu czy może wybór ten nie okazał się jednak trafiony?





Tym, co szczególnie przypadło mi do gustu, okazała się pierwszoosobowa narracja. Oddanie głosu kolejnym bohaterom tej opowieści sprawia, że staje się ona bardziej wyrazista, mocniej działa na wyobraźnię, czytelnik zostaje mocniej wtajemniczony i głębiej zaangażowany, a klimat zdaje się nieco intymny. Relacje poszczególnych postaci, i damskich i męskich, sprawiły, że pokonywałam kolejne rozdziały szybko i niecierpliwie. Niewątpliwie przysłużył się do tego również lekki styl Franco.

„Ona to wie” to jedna z tych historii, w których nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Można by pomyśleć, że niewiele się tu dzieje, jednak kolejne strony wypełnione zostały duszną atmosferą pozornie spokojnego miasteczka, sekretami jego mieszkańców, wadami bohaterów i dość niezgrabną próbą oddzielenia przeszłości od teraźniejszości. Elementy te przykuwają uwagę czytelnika, zachęcają do podążania śladem intrygi i odkrywania kolejnych tajemnic na własną rękę.



Franco buduje atmosferę napięcia poprzez sekrety, niedopowiedzenia, problemy w relacjach międzyludzkich. Każdy z jej bohaterów mierzy się ze swoimi demonami, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Autorka stawia mocny nacisk na psychologię postaci, sprawiając, że łatwo w tej powieści się zagubić, bowiem dobro i zło otrzymały nowe, intrygujące oblicza. Choć pewne rzeczy wydają się oczywiste, a część elementów tej układanki udało mi się samodzielnie dopasować bez większych problemów, to jednak nie odkryłam wszystkich tajemnic, dopiero na końcu uświadamiając sobie, że Franco ukryła sporo asów w rękawie.

Bohaterzy tej opowieści to postacie dość złożone. Śledząc ich poczynania i poznając ich tajemnice, ciężko jednoznacznie ich ocenić. Już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że autorka nie starała się na siłę stworzyć bohaterów sympatycznych i budzących ciepłe emocje. Nie. Wykreowane przez nią postacie są zdeterminowane na osiągnięcie celu, często egoistyczne i wyrachowane. Umiejętnie ukrywają czający się w ich wnętrzu mrok, by w najbardziej zaskakującym momencie pokazać swą prawdziwą twarz.



Styl Franco jest bardzo lekki i przyjazny czytelnikowi. Dzięki temu powieść czyta się właściwie sama, a kiedy docieramy do zakończenia, czujemy zdziwienie, że to już.

„Ona to wie” to kobiecy, subtelny thriller. Mocno bazujący na psychologii, która wysuwa się na pierwszy plan i stanowi bazę pod budowanie powieściowego napięcia. To książka łatwa w odbiorze, stanowiąca świetną czytelniczą rozrywkę.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.



niedziela, 25 marca 2018

Ona i On




Autor: Charles Bock
Tytuł: Alice i Oliver
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna 







Życie Alice zmieniło się z dnia na dzień. Jej pasja, zamiłowanie piękna, artystyczna dusza, miłość do bliskich i szacunek dla każdego dnia odebrane jej zostały za sprawą przejmującej diagnozy: białaczka. To jedno słowo zdeterminowało każdy aspekt jej życia, zmuszając do nierównej walki. Przy Alice nieustannie trwał jej mąż. A ta historia wydarzyła się naprawdę.

Do “Alice I Olivera” przyciągnęły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze tematyka chorobowa, która nieustannie mnie zachęca, wciąż na nowo, obnażając ludzkie charaktery, dodając realizmu i pozwalając pogłębić swą wiedzę w czasie lektury. Druga sprawa to podpieranie się faktami- w czasie tworzenia powieści autor wykorzystał dziennik swej zmarłej żony, podobnie jak książkowa bohaterka, chorującej na białaczkę. Połączenie tych elementów zaintrygowało mnie na tyle, że nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu.


Każda strona tej opowieści przesycona została bolesnymi wspomnieniami jej autora. Bock przelał na papier głębokie emocje, jakie towarzyszyły zarówno jemu, jak i jego ukochanej podczas walki z chorobą. Ich szanse nigdy nie były wyrównane, a w całym tym bólu obydwoje zatracili godność, człowieczeństwo, a nawet własne zasady, którymi kierowali się, zanim zmieniły się okoliczności. Autor opowiada nam swą historię z niezwykłą szczerością. Choć prawdziwość wydarzeń została urozmaicona literacką fikcją, a bohaterka powieści jest nieco inna od jego małżonki, to jednak „Alice i Oliver” naznaczeni zostali wiarygodnością i autentyzmem.

Książkowy realizm sprawił, że z wielką ciekawością i niecierpliwością poznawałam tę historię, podążając od jednej strony do kolejnej. Wiernie zaczytywałam się w poszczególnych rozdziałach, naprzemiennie poznając relacje Olivera i Alice. Odniesienie się do prawdziwych wydarzeń sprawiło, że ta historia jeszcze mocniej mnie poruszyła i jeszcze bardziej podziałała na moją wyobraźnię. Nie jest łatwo mówić i pisać o takich sprawach i z pewnością nie każdy chciałby się swoimi odczuciami podzielić, dlatego ta lektura okazała się dla mnie tak istotna i cenna. Pozwoliła mi poczuć wiele emocji, wywołała mnóstwo refleksji, skłoniła do odpowiedzi na pytania, z istnienia których nie zdawałam sobie wcześniej sprawy.

„Alice i Oliver” to powieść, którą czyta się trudno. Ciężki temat sprawia, że niełatwo się przemieszać od jednego rozdziału do kolejnego. Podczas lektury nie gnamy z zaskakującą prędkością, a pojawienie się zakończenia nie zaskakuje gwałtownie. To książka, nad którą warto się pochylić. Angażująca, ale wymagająca. Otrzymujemy możliwość poznania pięknej i wartościowej historii, ale my również musimy dać coś z siebie. Poświęcić czas, uwagę, skupienie. Moim zdaniem ta lektura jest tego warta. Poznawałam ją niespiesznie, nieco dawkując sobie emocje. Nie sprawdzałam gorliwie liczby stron, jakie pozostały do końca. Czytałam i czułam wdzięczność, że autor tę historię napisał, że chciał się nią podzielić, nawet, jeśli nieco ją urozmaicił.

Z pewnością nie jest to również jedna z tych opowieści, których bohaterów pokochamy od pierwszej strony. Okoliczności, w jakich znaleźli się Alice i Oliver, zmuszają ich do podejmowania decyzji, z których niekoniecznie mogą być dumni. Do stawiania kroków, jakie niekoniecznie postawiliby w innych sytuacjach. Nikt nas nie pyta, czy jesteśmy gotowi zmierzyć się z chorobą, czy damy sobie radę albo czy to odpowiedni czas na takie wyzwanie. Dla nich ten czas był najgorszy z możliwych, a rak nie obszedł się łagodnie ani z Nią ani z Nim. Dlatego podczas lektury nie mamy prawa oceniać i gładko decydować, czy lubimy ich czy nie. To postacie wielowymiarowe, ludzkie, charyzmatyczne, naznaczone dramatyzmem. Bohaterzy, o których nie sposób zapomnieć.

Powieść Charlesa Bocka zrobiła na mnie duże wrażenie. Lubię takie emocjonalne i szczere opowieści, których autorzy opowiadają dosadnie, nie dbają o tabu i nie starają się, by wszystko ładnie brzmiało. Otrzymałam dokładnie to, na co liczyłam i czego się spodziewałam. Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę historię.

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

czwartek, 22 marca 2018

Splot ludzkich losów




Autor: Laetitia Colombani
Tytuł: Warkocz
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 208
Gatunek: literatura współczesna







Jedna z nich żyje w Indiach poza kastą. Najbiedniejsza i najbardziej odrzucona. Druga na Sycylii walczy o przyszłość rodzinnego biznesu i lepsze jutro dla swych krewnych. Trzecia mierzy się w Kanadzie z codziennością, która miała być tą wymarzoną, a zawiodła w najbardziej bolesny sposób. Ich losy w niezwykły sposób zostają połączone dzięki włosom, które odegrają pierwszoplanową rolę w życiu każdej z nich.

„Warkocz” to historia trzech kobiet, których losy zostają ze sobą splecione niczym pasemka warkocza. Ich życia nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, wręcz przeciwnie- właściwie nic ich nie łączy. A jednak autorka zestawiła je ze sobą w sposób zaskakujący i niebanalny, podkreślając, że coś, o czym na co dzień nie myślimy, często nie przykładając do tego większej wagi, może mieć dla innych niebagatelne znaczenie. Włosy stają się dla bohaterek symbolem życia, kobiecości, oddania.



Trzy niezwykle istotne sprawy i trzy wspaniałe bohaterki. Colomboni naprzemiennie ukazuje czytelnikowi świat każdej z nich. Już na wstępie zaskakuje mnogość dzielących ich różnic, przepaść oddzielająca ich światy. W oryginalny sposób igrają ze sobą różne miejsca, losy, płaszczyzny czasowe. Każda z tych opowieści urzeka swą wiarygodnością i realizmem. Można by odnieść wrażenie, że autorka poznała swoje bohaterki lub spisała dzieje znajomych czy krewnych. Tyle w tym smutnej prawdy, zadziwiającej szczerości, sprawiedliwości dla bohaterek i zaangażowania w te krótkie historie.

W „Warkoczu” autorka raz po raz udowadnia, że książki nie musi być długa i spisana drobną czcionką, by można było umieścić w niej mnóstwo emocji i informacji. Przekazana przez nią treść jest dość oszczędna, a opowieści dość krótkie- całość liczy zaledwie 200 stron. A jednak powieść ta wielokrotnie mnie zaskoczyła i bardzo poruszyła. Rzadko mam chęć rozmawiać o czytanych książkach, wyrażać opinie na temat poznanych tematów. Tym razem bardzo chciałam podzielić się z kimś refleksjami, uwierzyć, że faktycznie takie rzeczy się zdarzają. Mocno uderzyła we mnie ta historia, zapadając w pamięć i skłaniając do przemyśleń.

To jedna z tych książek, w której wiele ukryte zostało między wersami. Pozostawia miejsce dla wyobraźni, zachęca do rozmowy, pozwala na wzruszenia, zmusza do oceny bohaterek. Siłą rzeczy podczas czytania nie potrafimy pozostać obojętni, wyrabiamy sobie opinię na tematy, nad istnieniem których wcześniej w ogóle się nie zastanawialiśmy. To historia, która wdziera się głęboko w umysł i nie chce opuścić naszych myśli przez długi czas. To splot niezwykle ważnych kwestii, które w takim wydaniu robią na czytelniku jeszcze mocniejsze wrażenie.

Uwielbiam takie bohaterki. Kobiety Colomboni są silne, zdeterminowane i gotowe, by zawalczyć o swój los, wręcz wszystkim przeciwnościom. Odwaga to cecha, która zawsze w moim mniemaniu wypada pozytywnie, to coś, obok czego nie mogę przejść obojętnie. Takie sylwetki dają nam przykład, uczą jak postępować, motywują do podejmowania istotnych decyzji i nie poddawania się. Autorka wykreowała charyzmatyczne i wartościowe bohaterki, chętnie stanęłabym na miejscu jednej z nich.



Colomboni pisze lekko o sprawach trudnych. Łącząc subtelność i odwagę opowiada o tematach, jakie wielu z nas wolałoby przemilczeć. Jej styl jest oszczędny, a jednak miejscami wyraża więcej niż tysiąc słów.

W tym tekście kryje się wiele smutku, melancholii i powagi, które niepokojąco podkreślają istotę dzisiejszych czasów. To wyjątkowa i cenna opowieść. Warto poświęcić jej jeden wieczór.

poniedziałek, 19 marca 2018

Cały świat na głowie




Autor: Jennifer Niven
Tytuł: Podtrzymując wszechświat
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Jeszcze kilka lat temu Libby była najgrubsza nastolatką w Ameryce. Dziś, sporo chudsza, wciąż przyciąga nieżyczliwe spojrzenia i obraźliwe komentarze. Jack jest popularny i lubiany, skrywa jednak wielki sekret, o którym do tej pory nikomu nie opowiedział. Czy to możliwe, by tych dwoje coś połączyło? Czy teraz ich życie stanie się łatwiejsze?

Od bardzo dawna chciałam przeczytać „Wszystkie jasne miejsca”, jednak swoją przygodę z twórczością Niven zaczęłam od kolejnego wydanego w Polsce tytułu. Na szczęście nie żałuję tej decyzji- to była wyjątkowa czytelnicza przygoda.

„Podtrzymując wszechświat” to powieść młodzieżowa, jednak moim zdaniem fabuła śmiało mogłaby przekonać również starszych czytelników. Bardzo lubię sięgać po książki przeznaczone dla nieco innej niż moja grupy wiekowej, ale muszą być dokładnie takie, jak ta. Poruszające tematem, zatrzymujące jego realizacją, skłaniające do refleksji, zmuszające do zadawania sobie pytań, zapadające w pamięć. Nie mam również nic przeciwko temu, by były urocze, choć w nieprzesłodzony sposób i na swój sposób zabawne. Brzmi idealnie, prawda? Niven udowadnia, że to możliwe. Jej bowiem udało się bardzo umiejętnie zmieścić to wszystko w jednej tylko książce.

Autorka powieści w przemyślany i dość zaskakujący sposób połączyła ze sobą kilka intrygujących tematów, zwracając uwagę czytelnika na kwestie nie tylko znane, lubiane i uniwersalne, ale także na takie, z którymi niekoniecznie musieliśmy się wcześniej spotkać. Na pierwszy plan bez wątpienia wysuwa się problematyka osób z nadwagą oraz prozopagnozja, czyli problem z rozpoznawaniem twarzy. Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że twoja waga wpływa na całe życie, determinuje codzienność, zwraca spojrzenia, kieruje ku tobie wrogość innych, staje się powodem do nienawiści. Albo pomyśl, jakby to było, nie móc wyraźnie zobaczyć twarzy swych bliskich, wciąż na nowo je zapominać i próbować odtworzyć, bez szans na powodzenie. Obydwa tematy okazały się dla mnie strzałem w dziesiątkę.

Najnowsza książka Niven to wspaniały dowód na to, że literatura młodzieżowa nie musi opowiadać jedynie o romansach między bohaterami oraz, że nie muszą one stanowić podstawy takich dzieł. W tej powieści wątek miłosny również występuje, ale nie jest on nachalny, nie skupia całej czytelniczej uwagi, a co więcej jest niezwykle uroczy, przywołuje na naszą twarz uśmiech. Wszystkie książkowe tematy zostały ze sobą zestawione wyjątkowo ciekawie i jest to jeden z powodów, dzięki którym historię Libby i Jacka poznaje się bardzo przyjemnie i niezwykle szybko.

Dawno nie spotkałam tak sympatycznych bohaterów. Szczególnie Libby wywołała we mnie ciepłe uczucia i wzbudziła wiele emocji. Bardzo charyzmatyczna, odważna, konsekwentna, zdeterminowana, ale również zabawna. Ujęła mnie swym podejściem do życia, zaskoczyła swą dojrzałością. Podczas czytania ciężko było mi zachować poważny wyraz twarzy, gdyż Libby raz po raz doprowadzała do kolejnych wesołych sytuacji, a jej popisy z pewnością zapisały się w mojej pamięci na dłużej.


Za sprawą narracji pierwszoosobowej Niven oddała głos obojgu bohaterom. Naprzemiennie poznajemy życie i przemyślenia Libby i Jacka, dowiadując się, jak wyglądała ich przeszłość, co ich ukształtowało oraz poznając ich przemyślenia dotyczące siebie nawzajem. Niven pisze bardzo lekko, potrafi w sposób nieskomplikowany opowiadać o rzeczach wagi ciężkiej, o tematach życiowych i trudnych. Czyta się wspaniale, szybko, a przy tym bardzo uważnie i z dużym skupieniem.


„Podtrzymując wszechświat” to jedna z tych książek, w których nieuchronność zakończenia lektury zasmuca. Szkoda tak po prostu odłożyć ją na półkę. Mądra, wzruszająca, zabawna. Po prostu świetna.