czwartek, 10 sierpnia 2017

A Ty na czyjej jesteś liście?




Autor: Magda Stachula
Tytuł: Trzecia
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść obyczajowa/thriller






Zdjęcia z ukrycia, wystawanie pod drzwiami, śledzenie. Eliza, psychoterapeutka, nigdy nie spodziewała się, że może to spotkać właśnie ją. Na dodatek nie wie, gdzie może szukać pomocy. Wszyscy wydają się skupieni na swoich sprawach. A może zwyczajnie jej nie ufają...



Magda Stachula kupiła mnie swoją pierwszą powieścią, którą wciąż ciepło wspominam. Nieco obawiałam się zetknięcia z kolejną książką jej autorstwa. Takie obawy zawsze towarzyszą mi po lekturze udanego debiutu. Czy autor utrzyma poziom, a może podniesie poprzeczkę? Czy fabuła powieści ponownie mnie ujmie i zapadnie w pamięć?






Tym, co szczególnie spodobało mi się w „Trzeciej”, jest pierwszoosobowa narracja prowadzona naprzemiennie przez głównych bohaterów. Każdy z nich opowiada o miłościach i tragediach, których doświadczył, powraca do przeszłości, wraca myślami to wydarzeń kształtujących go na taką, a nie inną osobę. Fakt, że opowiadają o sobie w ten sposób, pełnią rolę narratorów, sprawia, że ta historia bardziej do nas przemawia, zaczynamy odczuwać ją jako bardziej realistyczną i prawdopodobną.

Stachuli udało się bardzo dobrze wykreować sylwetki wszystkich bohaterów. Bez problemu poradziła sobie zarówno z kobietami, jak i męską postacią tej rozgrywki. Stworzone przez nią postacie są dopracowane, charyzmatyczne, mogą przypominać nas samych lub kojarzyć się z tymi, których znamy. Kolejne kartki powieści pozwalają nam wyrobić sobie o nich opinię, spojrzeć na nich łaskawszym okiem lub utwierdzić się w przekonaniu, że to ludzie, z jakimi nie chcielibyśmy mieć do czynienia. Pełnokrwistość bohaterów podparta została ich błędami, złymi wyborami i błędnymi decyzjami.

Podoba mi się, w jaki sposób autorka połączyła ze sobą poszczególne wątki. Przez długi czas zastanawiałam się, o co dokładnie chodzi w tej historii, na czym została ona oparta. Miałam wrażenie, że kojarzę ogólne fakty, potrzebowałam natomiast uzupełnić je o szczegóły. Brakowało mi drobiazgów sprawiających, że opowieść Stachuli stanie się pełna, kompletna i dopracowana. Te elementy pojawiają się z czasem. Autorka jednak nie podaje nam ich na tacy, na wszystkie musimy cierpliwie poczekać, często sami podedukować. A w międzyczasie oferuje nam zwroty akcji, wprowadza kolejne wątki, zmienia nasze postrzeganie pewnych spraw.

Dość mieszane uczucia mam jednak w kwestii przedstawienia tej historii. Odpowiada mi styl autorki. Pisze lekko, zgrabnie wprowadza nas w wydarzenia. Dobrze się bawi i bez wątpienia zna się na tym, co robi. Widać, że pisanie sprawia jej przyjemność, a tworzenie skomplikowanych historii nie stanowi większego kłopotu. Niemniej, moim zdaniem, za dużo jest w tej historii refleksji bohaterów, krążenia wokół tych samych wydarzeń, powtarzających się wątków i przepracowywania osobistych porażek. Momentami miałam chęć potrząsnąć bohaterkami i zmusić je, by zamiast siedzieć i myśleć, wzięły sprawy w swoje ręce, żeby zrobiły więcej, zagrały ostrzej. Wydaje mi się, że dzięki temu elementy charakterystyczne dla thrillera nieco się rozmyły.

Właściwie nie jestem pewna, czy określiłabym tę powieść thrillerem. Owszem, Stachula wprowadza kilka dramatycznych sytuacji, potrafi stopniować napięcie, momentami zaskakuje, a zakończenie może wywołać u czytelnika ciarki, ale czegoś mi zabrakło. Może problemem są zbyt wyostrzone wątki obyczajowe? Powracanie do przeszłości, żałowanie podjętych decyzji, elementy ubogacające, ale niekoniecznie potrzebne. Może czegoś brakuje, a może z kolei jest za dużo?

„Trzecia” to powieść dopracowana i przyzwoita. Nie zachwyciła mnie jednak tak, jak „Idealna”. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Damien Boyd "W linii prostej" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Damien Boyd
Tytuł: W linii prostej
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 192
Gatunek: kryminał 






Jake Fater uwielbiał wspinaczkę i w tym temacie nie miał sobie równych. Tymczasem zmarł odpadając od skały. Co się wydarzyło? Kto odpowiada za jego śmierć?

Jakimi cechami powinien charakteryzować się dobry kryminał? Z pewnością wartką akcją, intrygującymi bohaterami, przebiegłym sprawcą, pewną dozą brutalności i dobrym zakończeniem. Nigdy nie zastanawiałam się jednak nad długością powieści. Czy ma ona znaczenie? W tym przypadku zdecydowanie tak, książka ma bowiem niecałe 200 stron. Nieco się obawiałam, czy faktycznie tak niewielka książeczka może sprostać czytelniczym wymaganiom. Jak sobie poradziła?



Grzechem byłoby nie zacząć od analizy głównego bohatera. Jaki jest komisarz Dixon? Doświadczony. Pewny siebie. Ambitny. Skupiony na pracy i zawodowych wyzwaniach. Traktujący obowiązki z najwyższą starannością i dokładnością. Ideał detektywa prawda? I tak i nie. Czasami miałam wrażenie, że jest zbyt mocno przekonany o swojej racji, nie rozumiałam czemu współpracowników traktuje z tak dużym dystansem, a może nawet chłodem. Przyznam jednak, że bardzo mnie to zaintrygowało. W moich oczach Dixon to detektyw, który dobrze czuje się wypełniając obowiązki samodzielnie, ma silnie wykształcony instynkt przywódczy, a jego doświadczenie zawodowe robi wielkie wrażenie. Fakt, że niewiele o nim wiemy sprawia, że otacza go aura tajemnicy. Nieźle, prawda?

Niewielka objętość książki odbiera nieco autorowi pole manewru. Nie ma tutaj miejsca na zbędne szczegóły, zrezygnowano właściwie z tła obyczajowego, o bohaterach nie dowiadujemy się właściwie niczego. Można by rzecz, że jest krótko i na temat. Akcja książki rozwija się szybko i dynamicznie, już pierwsze strony angażują i zachęcają do uważnego śledzenia fabuły. Boyd oferuje nam drobiazgowe i skrupulatne policyjne śledztwo, w którym nie ma ani czasu ani miejsca na błędy. Główny bohater szybko sprawdza kolejne tropy, nie pozwalając sobie na momenty zawahania. Wydaje się, że wszystko idzie mu jak po maśle, aż do zakończenia, którego nie mógł przewidzieć. Finał potrafi zaskoczyć.

Pomysły, wokół których autor zbudował fabułę są jak najbardziej trafione, choć dość proste. Boyd nie próbuje wywołać szoku, na siłę ubarwiać. On ma plan, którego konsekwentnie trzyma się od początku do końca. Akcja przebiega gładko, bez większych zwrotów i nagłych zaskoczeń. Mam wrażenie, że zależało mu bardziej na ukazaniu, jak wygląda praca detektywa, niż konstruowaniu skomplikowanej zagadki. Nie znaczy to, że jego zagadka jest kiepska, ale tak jak już wspomniałam, wykonanie zalicza się do prostych i raczej subtelnych.



Autor pisze krótko, zwięźle i na temat. Język książki dopasowany został bo okoliczności, bohaterów i typu powieści. Czyta się przyjemnie i szybko, nastawiając się przede wszystkim na czytelniczą rozrywkę niż literacki majstersztyk. Zakończenie sprawia, że spoglądamy na nią cieplej, łagodniejszym okiem.







„W linii prostej” to książka przemyślana i dopracowana. Nie miałabym jednak nic przeciwko drobnym poprawkom, a może raczej kilku zmianom. Chętnie poznałabym lepiej bohaterów powieści, szczególnie komisarza Dixona. Na tym zależałoby mi przede wszystkim. Pewien problem sprawiło mi także zrozumienie słownictwa dotyczącego wspinaczki. Słowniczek powinien być raczej na początku, niż na końcu. Zagadka mogłaby zostać również bardziej rozbudowana, ale to już tylko kwestia gustu. Myślę z kolei, że to dobra propozycja dla osób, które swoją   przygodę z kryminałem dopiero zaczynają.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję Wydawnictwu Editio Black.



niedziela, 6 sierpnia 2017

Kathryn Ormsbee "Milion odsłon Tash" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Kathryn Ormsbee
Tytuł: Milion odsłon Tash
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura młodzieżowa







Tash swoja miłość do Tołstoja przełożyła na kręcony z przyjaciółmi internetowy serial „Nieszczęśliwe rodziny”. Ani przez chwilę nie spodziewała się jednak, że z dnia na dzień ludzie ich pokochają, a popularność może ich przerosnąć. Zawodząca sława, pierwsze zauroczenia, rozdanie nagród. Co jeszcze czeka Tash? 

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę młodzieżową, choć sama zaliczam się do starszego grona odbiorców. Czasami, nie za często, gdy wyczuwam powieściowy potencjał i jestem pewna, że książka nie została zdominowana przez romanse między bohaterami. „Milion odsłon Tash” zapowiadała się bardzo dobrze pod wieloma względami. Nie mogłam jej przeoczyć.


Tash to postać szczególna, mocno wyróżniająca się na tle rówieśników. Ambitna, dojrzała, zdeterminowana do osiągnięcia zamierzonych celów. Z pewnymi tajemnicami, które niekoniecznie powinny ujrzeć światło dzienne, a ona sama z pewnością nie powinna mieć powodu, by się z nimi mierzyć. Bardzo polubiłam tę bohaterkę. Od dawna, podczas lektury, nie spotkałam się z tak charakterną młodą damą.





Podoba mi się także pomysł Ormsbee na fabułę powieści. Każdy zawarty w niej element, od miłości do Tołstoja rozpoczynając na vlogowaniu kończąc, to strzał w dziesiątkę. Wszystkie kwestie bardzo ładnie się uzupełniają i komponują na niebanalną i niezapomnianą całość. Kolejne rozdziały angażują, nowe szczegóły sprawiają, że zaczynamy w inny sposób postrzegać całość, oceniać poszczególnych bohaterów, razem z nimi się bawimy, ale też swoje musimy przejść. Autorka podziałała na moją wyobraźnię, sprawiając, że zaczęłam poważnie myśleć o nadrobieniu literatury klasycznej oraz zwróciłam uwagę na wymienianych w powieści artystów, czując potrzebę, by posłuchać ich nagrań.

Bardzo cenię sobie literaturę młodzieżową potrafiącą dotrzeć do serca starszych czytelników. Nie interesują mnie banalne romanse, magnetyczne przyciąganie między bohaterami, czy dziewczynki śliniące się na widok swoich rówieśników, mające stale przed oczami ich widok. „Milion odsłon Tash” zostało na szczęście okrojone o takie kwestie. Powieść naładowana jest młodzieżową energią, opatulona w dziewczęce uczucia, nastrojona urokliwą nastoletnią naiwnością i to wszystko do siebie pasuje. Te elementy wywołują na twarzy czytelnika uśmiech, pewną nostalgię, magię wspomnień.

Co istotne, autorka wplotła w ten młodzieżowy świat również sprawy, z którymi czasami ciężko byłoby poradzić sobie nawet dorosłym. Na kartach powieści pojawia się kilka trudnych tematów, istotnych i aktualnych. Niektóre zarysowane są bardziej subtelnie, inne spadają na nas (a także na Tash) jak grom z jasnego nieba. Ale ich obecność jest ważna, dodaje też książce realizmu, uwierzytelnia ją, a także sprawia, że stanie się ona cenniejsza i bliższa starszym czytelnikom.


Ormsbee pisze lekko, przygody Tash poznaje się niezwykle szybko. Przyjemny styl, język łatwy w odbiorze i odpowiedni dla codzienności nastolatków, niezbyt długie rozdziały- dzięki tym elementom pokonujemy strony powieści bezproblemowo i niemal niezauważalnie, docierając do zakończenia, będącego idealnym podsumowaniem tej historii.






„Milion odsłon Tash” to dobra lektura na lato. Nieskomplikowana, wywołująca pozytywne emocje. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas lektury pojawi się garść refleksji, kilka pytań, odrobina pasji, marzenie o powrocie do młodości. A dzięki temu nie zapomnimy o niej szybko, odkładając ją na półkę z uśmiechem i lekką melancholią. 

Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Moondrive.

sobota, 5 sierpnia 2017

Podsumowanie Book Tour'u z "Liliowymi dziewczynami"

Kilka miesięcy temu zaproponowałam Wam udział w Book Tourze umożliwiającym poznanie powieści "Liliowe dziewczyny", która zrobiła na mnie priorunujące wrażenie. Trochę się obawiałam wówczas, czy lektura ta nie okaże się zbyt ciężka na tego typu akcję. Na szczęście zgłosiło się kilka chętnych osób. Uczestnicy akcji napisali o powieści wiele ciepłych słów, co niezmiernie mnie cieszy.

Pełna lista uczestników znajduje się na zdjęciu poniżej*. Zapraszam Was do odwiedzania tych blogów.


* Za udostępnienie zdjęcia dziękuję Sandrze z bloga rosaczyta.blogspot.com


A Wy czytaliście tę powieść? 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Stuart MacBride "Ubezwłasnogłowieni" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Stuart B. MacBride
Tytuł: Ubezwłasnogłowieni
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał/thriller







Ubezwłasnogłowieni to przestępcy, którzy nie powinni sprawiać więcej problemów. Wycięta dolna szczęka i usmażony mózg mają im w tym pomóc. Nie myśleć. Nie widzieć. Nie mówić. Takie hasła towarzyszą im każdego dnia. Tylko czy na pewno żaden z nich nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa?  

Mówi się, że lato to idealny czas na książki lekkie i przyjemne. Tymczasem ja z wielkim uwielbieniem sięgam w ostatnim czasie po lektury mroczne i brutalne. Pewnie nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że dobrym kryminałom i trzymającym w napięciu thrillerom nigdy nie odmawiam.

MacBride oferuje nam książkę, o jaką dziś wcale nie jest łatwo, choć rynek każdego dnia zalewają głośno reklamowane nowości. Ta powieść mocno jednak wyróżnia się na tle lektur tak do siebie podobnych, niepotrafiących zaskoczyć, a może raczej zaszokować. On potrafi i udowadnia to na każdym kroku. Już na samym początku robi nam niespodziankę w postaci mieszanki gatunkowej, bo czuję się zobowiązana, żeby od razu zaznaczyć, że nie jest to pod tym względem oczywiste. Książka swą brutalnością i szeregiem morderstw przywołuje na myśl dobry kryminał, trzyma w napięciu niczym mroczny thriller, zwroty akcji i walki między organizacjami zahaczają o powieść sensacyjną, a wstrząsająca wizja codzienności przypominała mi horror. Ta mieszanka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Moim zdaniem nie jest łatwo napisać dobrą książkę zaliczającą się do któregokolwiek z tych gatunków, a co dopiero łączącą je wszystkie.

Powieściowa rzeczywistość mocno podziałała na moją wyobraźnię. Autor stworzył przepełnioną mrokiem, brutalnością i przemocą codzienność, w której wiele zależy od przypadku. W wizji tej szczególne wrażenie robi obraz rozbrojonego przez lobotomię przestępcy, który nigdy już nie powinien wrócić na łono społeczeństwa. Równie ciekawie kształtują się dzielnice biedy, w których nie brakuje morderców i kanibali. Tajne projekty kontrolowane przez rząd. Służby posługujące się niezwykłą, momentami przerażającą technologią. Te elementy budują niepokojącą, przepełnioną mrokiem codzienność. Nasuwa mi się obraz Gotham, miasta, w którym słońce zdaje się nigdy nie wschodzić. Tylko że tutaj brutalność, żądza mordu i przede wszystkim technika posuwa się zdecydowanie dalej, działa mocniej, bardziej zaskakuje.

W moim przypadku jednym z najważniejszych czynników oceny książki typu kryminał czy thriller jest jej brutalność. Być może zabrzmi to dziwnie czy nienaturalnie, ale ja uwielbiam mrok, krew, szalonych morderców. Jeśli tych elementów zabraknie, lub nie ich potencjał nie zostanie wykorzystany, nie czuję się do końca usatysfakcjonowana z lektury. MacBride naprawdę zaszalał, choć niektórzy nie obawialiby się z pewnością użyć określenia „oszalał”. Wielokrotnie pozwolił, by poniosła go wyobraźnia. Opisywane przez niego sceny są bardzo obrazowe i realistyczne. Nie brakuje w nich okropieństw, brutalności, ohydy. Ani razu nie miałam jednak wrażenie przesady czy przerysowania. Wszystko idealnie się komponowało na obraz świata zepsutego i przepełnionego przemocą. Czułam się fantastycznie, moja skala potworności rozgrzała się do czerwoności.

Duże znaczenie mają oczywiście w takiej powieści bohaterzy. Autor bardzo dobrze poprowadził granicę między dobrem i złem, jasno określając, którzy z nich odpowiadają za walkę ze złem, a którzy za jego tworzenie. I jedni i drudzy przypadli mi do gustu, zwłaszcza, że w powieści w końcu dochodzimy do momentu, kiedy wszystkie chwyty są dozwolone. Nie ukrywam jednak, że największe wrażenie zrobiła na mnie szalona zabójczyni. Przepełniona złem do szpiku kości, obłędnie nieobliczalna, z nakierowaną na żądzę mordu wyobraźnią. Silna, zdeterminowana, psychopatyczna. Mocno zapadająca w pamięć.


Akcja książki toczy się szybko, nie ma przestojów, ani zbędnych przystanków na poboczne wątki. Fabuła przypomina rozkręconą do maksimum karuzelę, której uczestnicy muszą przez cały czas mocno się trzymać, by nie wypaść z gry. Takie uczucia towarzyszyły mi właśnie podczas czytania. Podążałam za autorem z szaleństwem w oczach, z wielką niecierpliwością próbując wyjaśnić wszystkie tajemnice i zastanawiając się nad zakończeniem tej obłędnej powieści.



„Ubezwłasnogłowieni” zrobili na mnie ogromne wrażenie. Napisani z rozmachem, bogatą wyobraźnią, dopracowanym stylem. Bezbłędnie. Dla mnie bomba. 

Za szaloną przygodę dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

środa, 2 sierpnia 2017

MUST READ SIERPIEŃ

Powieści, które wypatrzyłam w zapowiedziach sierpniowych wpisują się raczej w klimaty mroczne i ciężkie, niż lekkie i wakacyjne. Dla mnie jednak nie stanowi to problemu :)



Marek Bener, właściciel i dziennikarz lokalnego tygodnika, podejmuje się odnalezienia zaginionej maturzystki. Znużony sierpniowym upałem odkrywa kolejne tajemnice rodziny Żelaznych, a im więcej wie, tym trudniej rozwikłać mu prostą z pozoru zagadkę. Przeżyje jednak wstrząs, kiedy okaże się, że dziewczyna może mieć coś, co przed laty należało do jego zaginionej żony. Nowy trop przeczołga go przez podziemia hazardu i zmusi do spojrzenia w przeszłość. To w jej cieniu kryją się najgorsze koszmary. Pytanie tylko, czy porzuci swój strach i znajdzie w sobie dość siły, by się z nimi zmierzyć.





Ava dowiaduje się z e-maila od matki, że jej siostra bliźniaczka nie żyje. Dziewczyna nie chce w to uwierzyć, ale nie wynika to z żalu czy wyparcia. Cała sprawa po prostu za bardzo wygląda na manipulację Zeldy. Jej kolejny chory plan.Dwa lata temu, po ogromnej zdradzie, jakiej dopuściła się Zelda, Ava wyjechała z domu rodzinnego do Paryża i przyrzekła, że nigdy więcej nie odezwie się do siostry. Teraz jednak dziewczyna musi wrócić do Stanów i odtworzyć rzekomo ostatnie kroki swojej siostry. Wkrótce zaczyna otrzymywać wiadomości, w których siostra zaprasza ją do szaleńczej zabawy w kotka i myszkę. List po liście, wiadomość po wiadomości Ava odkrywa kolejne wskazówki tłumaczące zniknięcie Zeldy i poznaje przerażającą prawdę na temat swojej rodziny.





Wstrząsająca kompozycja teraźniejszości i przeszłości. Oba wymiary czasowe łączy historia dwóch doświadczonych przez los nastolatek. Clara wbrew swojej woli  zostaje zamknięta w ośrodku dla obłąkanych, gdyż nie chciała wypełnić woli ojca. 60 lat później Izzy zmaga się z tragedią – jej matka zastrzeliła męża we śnie i nikt nie wie dlaczego. 







Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna zniknęła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

Callie ginie w wypadku samochodowym, a niewyjaśnione okoliczności jej śmierci dodatkowo pogłębiają rozpacz zdruzgotanych rodziców… Tymczasem jej serce zostaje przeszczepione Jennie, która dostaje od życia drugą szansę. Wdzięczna za ten nieoceniony podarunek, Jenna nawiązuje kontakt z rodzicami dawczyni, jednak wkrótce odkrywa, że idealna rodzina Callie skrywa wiele mrocznych sekretów. Co tak naprawdę stało się z jej młodszą siostrą, Sophie, która podobno przebywa za granicą? Co ukrywa Nathan, były narzeczony Callie? Jak naprawdę zginęła kobieta, dzięki której Jenna nadal oddycha? Bohaterka postanawia odkryć prawdę za wszelką cenę, stawiając na szali relacje z bliskimi, zdrowe zmysły, a nawet własne życie.


Isobel postanawia nie szczepić swoich dzieci. Podjęła tę decyzję pod wpływem doniesień o poszczepiennych przypadkach autyzmu, aby chronić tych, których kocha najbardziej. Konsekwencje tego wyboru poniosą jej przyjaciele i ich córeczka. Maleńka Iris zaraziła się odrą od nastoletniej córki Isobel. Dziewczynka wyzdrowiała, ale całkowicie straciła słuch. Obie rodziny muszą zmierzyć się z odpowiedzialnością, poczuciem winy i pragnieniem zemsty. Z sytuacją, gdy udane z pozoru życie rozsypuje się jak domek z kart. Lizzie Enfield tak jasno i przekonująco wyłożyła argumenty obu stron, że czytelnik czuje się rozdarty. Komu bardziej współczuć? Poruszająca historia, która skłania do refleksji i budzi wiele emocji.





A jakie tytuły wpadły w oko Wam?

wtorek, 1 sierpnia 2017

Meredith Jaeger "Posag szwaczki" [recenzja premierowa]




Autor: Meredith Jaeger
Tytuł: Posag szwaczki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura współczesna







Sarah przypadkowo trafia na historię dwóch szwaczek, których losy splotły się 140 lat temu w San Francisco. Enigmatyczne informacje na ich temat popychają kobietę w stronę mrocznej historii miasta i jego mieszkańców. Co dokładnie przytrafiło się dziewczętom? Co wspólnego ma to z Sarah? 

Meredith Jaeger całkowicie zauroczyła mnie swoją historią. Od pierwszego rozdziału czułam się odurzona i z wielką niecierpliwością pokonywałam kolejne strony, pragnąc jak najprędzej poznać wszystkie powieściowe tajemnice i zakończenie powieści. Podczas lektury towarzyszyła mi cała gama emocji, a na końcu nawet zaszkliły mi się oczy, co wcale nie zdarza się często.

Autorka snuje swą opowieść naprzemiennie łącząc czasy współczesne i wydarzenia sprzed 140 lat. Uwielbiam taki sposób prowadzenia narracji. Z jednej strony poznajemy bowiem losy głównej bohaterki, która w dotyczących jej fragmentach odgrywa także rolę narratora, z drugiej zaś możemy przenieść się w czasie i poznać dawne obyczaje, historię San Francisco i dzieje imigrantów. Takie rozwiązanie przypadło mi do gustu, zwłaszcza, że Jaeger udało się połączyć obydwie płaszczyzny czasowe z wielkim wyczuciem. Widać, że autorka przygotowała się do stworzenia tej historii, każdy szczegół znalazł się na odpowiednim miejscu, wszystko zostało dograne.

Jaeger dobrze wie, jak zaintrygować czytelnika. W jej historii kryje się mnóstwo zatajonych sekretów i rodzinnych tajemnic, którymi nacechowana została zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość. W zawrotnym tempie mierzyłam się z kolejnymi kartkami, wciąż zastanawiając się, co skrywają powieściowe bohaterki. Podzielenie powieści na intrygujące dziś i mroczne wczoraj sprawia, że biegnąca dwutorowo akcja zostaje przerywana w najbardziej interesującym momencie, by powrócić po kolejnym rozdziale. Zabieg ten dodatkowo rozbudził moją ciekawość.

Jaeger pisze naprawdę dobrze. Powieść czyta się z wielką przyjemnością, a nagromadzenie wątków i efektowne połączenie gatunkowe sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Obawiałam się nieco, że książka okaże się przyjemną, ale jednak dość naiwną i przewidywalną prozą kobiecą. Tymczasem stopniowo odkrywane sekrety pchnęły nieco książkową akcję w stronę thrillera czy nawet lekkiego kryminału. Dość istotne, choć jednak nie pierwszoplanowe znaczenie, ma tutaj wątek romantyczny. Nie przepadam za wtrącaniem do powieści miłostek, takie elementy często mi przeszkadzają, jednak w tym przypadku relacja między bohaterami jest na tyle urokliwa, że absolutnie nie mam tego autorce za złe.

Powracając do XIX- wiecznego San Francisco Jaeger urozmaica i ubogaca akcję książki tematami, które rzeczywiście miały wówczas znaczenie, część z nich pozostaje aktualna również dziś. Strony powieści naznaczone zostały wątkiem niechcianych imigrantów, problemów klasy robotniczej, społecznymi mezaliansami. Dawno nie czytałam książki opartek na takiej tematyce, więc chętnie poświęciłam sie lekturze tych tematów. Co więcej, kwestie te rzeczywiście wydały mi się istotne, naprawdę skłoniły mnie do refleksji.


Autorce udało się również wykreować wyjątkowych bohaterów. Podział na dobrych i złych wypadł dość gładko, łatwo jest jednoznacznie ich ocenić, nie zmienia to jednak faktu, że intrygują, zapadają w pamięć, zaskakują swoimi wyborami. Bardzo polubiłam postacie kobiece, które mimo dzielących je lat i różnic okazały się do siebie dość podobne, a przynajmniej ja odnalazłam w nich wartości niezwykle dla mnie w powieściach ważne- siłę, determinację, pewność siebie.

Jaeger pisze lekko, jej styl jest bardzo subtelny i dopracowany. Malownicze obrazowanie dawnego San Francisco pozwala poczuć odurzający klimat mrocznego i przepełnionego kontrastami miasta, które w trakcie lektury kusi grzechem i pieniądzem. To jedna z tych powieści, w których autorce udało się znaleźć złoty środek między lekką powieścią kobiecą, a dającą do myślenia książką obyczajową wzbogaconą o elementy charakterystyczne dla innych gatunków. To lektura dobra na jeden letni dzień czy spokojny ciepły wieczór, ale zostająca z nami na dłużej.   

Za możliwość poznania tej urokliwej powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.