piątek, 16 marca 2018

Długa droga do domu



Autor: Piotr Tymiński
Tytuł: Przybysz
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 158
Gatunek: literatura współczesna








Bronek został pojmany przez Niemców, wsadzony do bydlęcego wagonu i wysłany na roboty przymusowe. W sercu chłopca zrodziła się niezwykła wola przetrwania, potrzeba ucieczki i odnalezienia bliskich. Tęsknota za rodziną okazała się silniejsza niż strach i lęk przed niepewną przyszłością.

„Przybysz” to tytuł, na który zwróciłam uwagę już dobrych kilka tygodni temu, kiedy tylko ujrzałam go w zapowiedziach. Fabuła powieści zaintrygowała mnie nawiązaniem do historii i autentycznych wydarzeń. Takie połączenie wydało mi się niebanalne i intrygujące.

Bardzo cenię sobie książki dotyczące II Wojny Światowej, zarówno te ściśle z nią związane, jak i jedynie nawiązujące do tego istotnego okresu. To jeden z powodów, dla których najnowsza powieść Piotra Tymińskiego była dla mnie lekturą obowiązkową. Z wielką ciekawością i jeszcze większą przyjemnością zagłębiałam się w te dramatyczne czasy widziane oczami dziecka. Taka perspektywa sprawiła, że książkowa historia okazała się jeszcze smutniejsza i bardziej szokująca. Nie jest łatwo mierzyć się z taką tematyką, ale warto się nad nią pochylić, a autor książki świetnie zdaje sobie z tego sprawę.

Czuję wielką wdzięczność do autorów podejmujących się pisania, a może raczej spisywania takich historii. Zajmując się takimi kwestiami stawiają sobie oni poprzeczkę bardzo wysoko. Niewątpliwie jednak Tymiński  wspaniale sobie z tym tematem poradził, tworząc piękne świadectwo i rzetelne podsumowanie tamtych czasów. Wywózka na roboty do Niemiec, okrucieństwo okupanta, głód, bieda, strata życiowego dorobku, tęsknota za rodziną- to jedynie namiastka tego, co znajdziemy w tej książce. Zawsze wydaje mi się niesamowitym osiągnięciem, kiedy autor publikacji potrafi zamieścić tak wiele tematów i uczuć w niewielkiej rozmiarowo powieści. Tymiński w ujmujący sposób udowadnia, że nie liczy się bowiem ilość, ale jakość.

Z wielkim przejęciem poznawałam historię Bronka, któremu udało się uciec z pociągu wiozącego go, w okrutnych warunkach, na roboty przymusowe do Niemiec. Opowieść chłopca napełniła mnie ogromem emocji, sprawiając, że nie mogłam się od niej oderwać przez cały dzień. Od początku do końca utrzymała mnie w napięciu, potęgując ciekawość, budząc ukryte w sercu nutki. Podczas lektury towarzyszyło mi dojmujące wzruszenie, zatrważająca melancholia i głęboki smutek, łagodzone  miejscami podmuchami nadziei i nieśmiałymi uśmiechami natchnionymi pozytywnymi wydarzeniami. Przez całą tę podróż kibicowałam Bronkowi, którego polubiłam i podziwiałam.

Odwaga chłopca, jego determinacja, konsekwencja w dążeniu do celu, niezwykły spryt… to tylko kilka zalet, które sprawiły, że zapałałam do niego wielką sympatią. Nigdy nie przeżyłam niczego choćby zbliżonego do wydarzeń, w jakich on sam brał udział, więc nie potrafię powiedzieć, do czego byłabym zdolna. On jednak bardzo mi zaimponował. To taki bohater, którego nie zatrze w naszej pamięci zakończenie lektury i odłożenie jej na półkę.


Tymiński przekazał swoją opowieść za pomocą swobodnego i lekkiego języka, stylizowanego na dziecięce opowieści. Pierwszoosobowa narracja sprawia, że lepiej poznajemy głównego bohatera, mocniej angażujemy się w tę historię, czujemy się bardziej związani z przedstawioną opowieścią. A dodać muszę, że autor pisze naprawdę ciekawie i zajmująco. Taki gawędziarski, przygodowy styl nieco odbiera tym wydarzeniom bólu i powagi.



„Przybysz” to wzruszające połączenie istotnych historycznych wydarzeń, ludzkich odruchów i wielkich emocji. Podczas wojny ludziom towarzyszyła nieznośna tęsknota, pragnienie bycia blisko rodziny, strach przed kolejnym dniem, obawa o to, co jeszcze może nadejść. I Tymiński pięknie to wszystko przekazał swojemu czytelnikowi.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję Jego Autorowi.


wtorek, 13 marca 2018

Karen M.McManus "Jedno z nas kłamie" [recenzja premierowa]




Autor: Karen M. Mcanus
Tytuł: Jedno z nas kłamie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura młodzieżowa/ thriller 






W szkolnej sali, po lekcjach, spotkali się księżniczka, kujonka, sportowiec, diler i twórca aplikacji bazującej na najpilniej skrywanych sekretach uczniów. Ten ostatni nie wyszedł z tego spotkania żywy. Co się wydarzyło przez te kilka minut? Które z nich miało motyw, by zabić?

„Jedno z nas kłamie” to w moim odczuciu powieść dość zaskakująca. Przede wszystkim ze względu na przyporządkowanie jej do grupy mroczniejszych gatunków, do których nie do końca pasuje. Sięgając po nią spodziewałam się dobrego thrillera, z nastawieniem nie tylko na intrygującą akcję, ale i psychologię postaci. Szybko jednak przekonałam się, że to książka niekoniecznie w takich klimatach. Niektóre elementy rzeczywiście budzą zaciekawienie, nieco trzymają w napięciu, druga część okazuje się bardziej dynamiczna, a zakończenie dobrze zagrane. Ja jednak podeszłam do niej jako do książki młodzieżowej z kryminalnym wątkiem i w moim odczuciu takie podejście sprawdzi się o wiele bardziej, nie rozczarowując tych, którzy liczą na dobry thriller.

Śmiało mogę rzec natomiast, że problem z gatunkiem tej powieści, to jedyny minus, jakiego się przy tej lekturze doszukałam. Bardzo podoba mi się sposób, w  jaki autorka postanowiła przedstawić nam tę historię. Decydując się na narrację pierwszoosobową oddała przy okazji głos każdej z postaci tego dramatu. Po kolei poznajemy ich wersję wydarzeń, tym samym nieco lepiej poznając ich samych. Myślę, że to najciekawsza możliwość poprowadzenia opowieści, pozwalająca nam aktywniej w niej uczestniczyć i przekonać się, że nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka.

McManus przedstawiła nam grupkę postaci opartych na popularnym schemacie. Obok siebie ustawiła kujonkę, księżniczkę, sportowca i złego chłopca. Co jednak najciekawsze, swoim bohaterom nadała głębi, wzbogaciła ich o mocne charaktery, udowodniła, że potrafią zaskoczyć. Tym samym rozprawiła się ze stereotypami, podkreślając, że nie wszystko musi być czarne albo białe. W jej powieści księżniczka posiada więcej niż piękną buzię, kujonka potrafi zaskoczyć, a sportowiec ma wiele do ukrycia. Podczas lektury postacie te wywołują w nas konkretne emocje, nie pozwalają nam na obojętność.

Autorka zaprasza nas do świata nastoletnich bohaterów, skupiając się i na wzlotach i na upadkach. W przyjemny sposób łączy tematy znane i lubiane, jak nastoletnie miłości, konieczność decydowania o własnej przyszłości, szkolne skandale, głęboko ukryte sekrety. Powieść otrzymała młodzieżowy rys nie tylko dzięki młodym, zaskakującym bohaterom, ale również za sprawą lekkiego, stylizowanego na nastoletni języka. Dzięki temu czyta się szybko, bezproblemowo, po prostu dobrze. Krótkie rozdziały, swobodna narracja, interesująca fabuła sprawiają, że kolejne strony umykają nam w zaskakującym tempie.

„Jedno z nas kłamie” to bardzo przyjemna lektura. Choć spodziewałam się czegoś o nieco mroczniejszym przekazie, to nie żałuję poświęconego jej czasu. Interesujące sylwetki bohaterów szły w parze z rozwijającą się fabułą, zwrotami akcji i interesującym zakończeniem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

niedziela, 11 marca 2018

Tomasz Bielecki "Krótka historia mafii sycylijskiej" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Tomasz Bielecki
Tytuł: Krótka historia mafii sycylijskiej
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2018
Liczna stron: 224
Gatunek: literatura faktu






Bardzo lubię sięgać po literaturę faktu, w różnej postaci i różnorodnej tematyce. Nigdy nie zastanawiałam się jak funkcjonuje mafia, jak i od czego zaczęła się je działalność, na czym konkretnie opiera swą władzę. Najnowsza książka Bieleckiego, dotycząca mafii sycylijskiej, dała mi możliwość temat ten poznać nieco lepiej.



Już na samym wstępie autor publikacji podkreśla, że życie mafijne mocno różni się od tego, co mieliśmy okazję zobaczyć i zapamiętać z „Ojca chrzestnego”. Niewielu już zostało bowiem gangsterów honorowych i poczciwych, kierujących się (jakimikolwiek) zasadami. Wraz z upływem lat struktura i działalność mafii uległy wielkim zmianom, a wraz z nimi zmienili się także ich członkowie.




Podoba mi się, w jaki sposób Bielecki tę historię przedstawił. Pod tytułowym pojęciem umieścił wiele interesujących faktów, jednak bardziej bazując na sylwetkach znanych mafiosów, niż na konkretnych datach i opisach. Historia widziana jego oczami to krótkie charakterystyki najbardziej znanych postaci sycylijskiej sceny przestępczej. Poznajemy ich od czasu tworzenia się mafijnych struktur do dnia dzisiejszego. Taki przekrój pozwala lepiej zrozumieć zjawisko formowania się takiej organizacji, poznać wydarzenia, które miały na to realny wpływ, a także zobaczyć, jak zmieniało się to gangsterskie środowisko, porównać poszczególnych mafiosów i ich sposoby działania.

Portrety sycylijskich gangsterów są krótkie i treściwe, czyli dokładnie takie, jakie powinny być, by nie znużyć czytelnika. Bielecki przedstawia ich nam po kolei, zachowując porządek chronologiczny i realizując temat w sposób uporządkowany i logiczny. A te charakterystyki są naprawdę interesujące, opowiadają przecież o ludziach, którzy faktycznie żyli i wydarzeniach, w których rzeczywiście brali udział. To trochę jak kryminał oparty na faktach, coś, czego szukamy w mocnych i mrocznych opowieściach, a tutaj ten realizm działa na wyobraźnię jeszcze mocniej.

Po sposobie, w jaki autor przygotował się do realizacji tematu, łatwo zauważyć, że książkowe zagadnienia rzeczywiście go interesują. Umiejętnie przekazuje swą wiedzę, opierając się nie tylko na materiałach czysto naukowych, ale także wykorzystując raporty i cytaty- elementy urozmaicające tekst, a przy okazji zwracające naszą uwagę na to, co rzeczywiście jest w tym wszystkim istotne.

To książka dość trudna. Z jednej strony ze względu na dość brutalną tematykę. Porwania, kradzieże, morderstwa… to dopiero początek długiej listy. Mafijne porachunki, zemsty, pragnienie władzy. To tematyka, jaką nie jest łatwo poznać i zrozumieć. Z drugiej strony to książka opowiadająca o wydarzeniach historycznych, po części skupiona na przyczynach pojawienia się takiej organizacji jak mafia, odnosząca się do nastrojów społecznych, władzy i polityki. Dlatego też nie będzie to oczywisty wybór dla każdego czytelnika. A jednak moim zdaniem warto po nią sięgnąć. Z ciekawości, dla urozmaicenia czy rozrywki.

Bielecki stworzył interesujący przekrój najbardziej charyzmatycznych przedstawicieli sycylijskiej mafii. Jego publikacja to źródło wiedzy na każdy związany z tym zagadnieniem temat. To rzetelny materiał, w którym widać odpowiednią wiedzę i świetne przygotowanie.

Swój egzemplarz książki możecie nabyć tutaj

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Editio.


piątek, 9 marca 2018

Magdalena Majcher "Wszystkie pory uczuć. Wiosna" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Wszystkie pory uczuć. Wiosna
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna







Ewelina bardzo chciała zostać matką, jednak los pozbawił jej wszelkiej nadziei. Jedyną szansę stanowi dla niej adopcja. Pewnego dnia w jej życiu pojawia się dziewięcioletni chłopiec, który cierpi na FAS. Czy kobieta podoła takiemu wyzwaniu? Czy przybranego syna pokocha jak własne dziecko?   

„Wszystkie pory czuć. Wiosna” to już trzecia część niezwykle emocjonalnej serii autorstwa Magdaleny Majcher. Bardzo polubiłam jej wcześniejsze utwory, ale to w tej książce pokazała tak naprawdę, na co ją stać. To piękne połączenie wypracowanego stylu, świetnego tematu i realistycznych bohaterów.

Jesień, zima, a następnie wiosna. Z każdą kolejną częścią serii Majcher zaskakuje. Pierwsza powieść była istotna, druga mnie poruszyła, ale tą trzecią poczułam się po prostu zauroczona. Przede wszystkim za sprawą fabuły zbudowanej wokół tematu, z jakim nie miałam nigdy wcześniej do czynienia. Kto z Was wie czym jest FAS? Ja nie miałam bladego pojęcia na temat alkoholowego zespołu płodowego. Oczywiście, sama nazwa kojarzy się bardzo negatywnie, ale w moim przypadku nie nasuwają się żadne inne wnioski czy refleksje. A raczej nie występowały one wcześniej, bo śmiało mogę powiedzieć, że po tej lekturze jestem bardziej świadoma.

Mocno na mnie podziałał obraz osłabionej przez FAS rodziny. Chłopiec, który urodził się z tą chorobą w związku z kiepskimi decyzjami swej biologicznej matki i przybrani rodzice zmuszeni każdego dnia pokonywać pojawiające się na ich drodze trudności. Majcher przedstawiła całą sytuację niezwykle życiowo i realistycznie. Wykreowała przepełniony emocjami świat, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Głębia i uczuciowość tej historii poruszą nawet najzimniejsze serca i podziałają na wyobraźnię tych najbardziej opornych. Jestem pod dużym wrażeniem pracy włożonej przez autorkę w stworzenie tej powieści. Nie tylko zgromadzonej wiedzy, ale umiejętności przelania jej na papier, zainteresowania czytelnika i podjętej próby nauczenia go czegoś.

Bardzo polubiłam bohaterów tego niezwykłego przedstawienia. Adoptowany Piotruś, jego przybrani rodzice, ich bliscy i przyjaciele. Ciężko było tych postaci nie obdarzyć cieplejszymi uczuciami. Oni rozczulali, skłaniali do refleksji, zachęcali do kibicowania im na różnych etapach tej wspólnej podróży. Szczególnie zaś polubiłam moją imienniczkę, Ewelinę. Tę bohaterkę wspominam szczególnie. Sama nie posiadam jeszcze dzieci, ale lubię czasami o matkach i dzieciach poczytać, a ona okazała się matką zaskakującą, troskliwą, silną. Warto ją poznać, poświęcić jej zmaganiom te kilka godzin tych chłodnych jeszcze popołudni i wieczorów.

Majcher stworzyła przyjemny, niemalże domowy klimat. Po części wiąże się to z realistyczną codziennością bohaterów- przeplataną emocjami, wzlotami i upadkami, wyzwaniami oraz niespodziankami od losu. Z drugiej strony Wiosna została połączona z Zimą i Jesienią. Autorka nawiązała do poprzednich książek, na chwilę przywróciła wcześniejszych bohaterów, przypomniała poprzednią tematykę. Domowo nie zawsze oznacza jednak sielsko, bo choć przytulnie, to nie zawsze łatwo. Już na pierwszy rzut oka widać, że Majcher czuje się dobrze w takich ważnych, życiowych tematach. W każdej powieści odwołuje się do istotnych zagadnień, stawia na realizm. W mądry sposób łączy dobro i zło, wygrane i porażki, ciepło i chłód, oferując czytelnikowi prawdziwą głębię kolejnych pór roku.

Autorka bardzo postarała się także, w jak najciekawszy sposób przedstawić tę historię. Poznajemy ją z aż trzech perspektyw czasowych, co wcale nie jest przecież zadaniem łatwym. A jednak wszystko zostało zaplanowane i zrealizowane bez zarzutu. Takie przeplatanie się bieżących wydarzeń i przeszłości to świetny sposób, by przyciągnąć czytelnika, zyskać jego uwagę, zatrzymać go przy książce. A także, by lepiej poznać bohaterów, bardziej wniknąć w nich świat, emocjonalniej podejść do ich historii.



Moim zdaniem „Wiosna” to najlepsza część tej serii. Dobrze napisana, interesująca fabularnie, pozwalająca się zapamiętać. Ciekawe, czym zaskoczy nas lato.

Za możliwość poznania tej urokliwej historii dziękuję jej Autorce.


wtorek, 6 marca 2018

May Lynn Bracht "Biała chryzantema" [recenzja premierowa]




Autor: Mary Lynn Bracht
Tytuł: Biała chryzantema
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 412
Gatunek: literatura współczesna







Kiedy Hana stanęła w obronie swojej młodszej siostry przed japońskimi żołnierzami, przegrała swoje życie i straciła, to, co kochała najbardziej. Umieszczono ją w wojskowym burdelu, gdzie każdego dnia dziesiątki mężczyzn traktowali ją jak swoją własność. Jej siostra również nie zaznała w życiu zbyt wiele szczęścia, a każda chwila radości naznaczona została wyrzutami sumienia z powodu tego, co się jej przydarzyło w dzieciństwie.  Jednak więź między siostrami okazała się silniejsza, rozdzieliła je dopiero śmierć.

Choć po książki związane z tematyką wojenną sięgam regularnie, nie miałam wcześniej okazji bliżej poznać zjawiska wykorzystywania seksualnego kobiet w czasie walk. Nie przypominam sobie także bym kiedykolwiek słyszała określenie „pocieszycielka”, a na pewno nie zdawałam sobie sprawy, że podobne zjawiska występowały na tak wielką skalę. Kwestie te są wstrząsające same w sobie, ale kiedy spotykamy się z nimi po raz pierwszy, kiedy zostają one przedstawione tak otwarcie, wywołują naprawdę silne emocje. Koszmarny temat i jeszcze koszmarniejsze odczucia podczas lektury. Czułam wielką złość, gorzki żal i olbrzymi smutek, że przy całym tym wojennym okrucieństwie kobiety musiały cierpieć jeszcze w taki sposób.

Wielka niesprawiedliwość wiąże się również z historią drugiej z sióstr, która wojennego koszmaru doświadczyła w dużej mierze jako ta ocalona. Codzienne wyrzuty sumienia, nocne koszmary, próba zrozumienia, dlaczego wydarzenia potoczyły się w taki sposób…  Bracht opowiada o tym w niezwykle przejmujący sposób. Każda strona tej powieści została dokładnie pokryta emocjami. One zdominowały tę historię, grubą kreską oddzielając przeszłość i teraźniejszość. Pozostawiły wojenne piętno, zmusiły do zmierzenia się z samotnością, żalem, potrzebą przebaczenia. Autorka w sposób niezwykły odmalowała historie powieściowych sióstr. Sprawiła, że poznawałam ich losy ze ściśniętym gardłem i błyszczącymi oczami.

Poznanie „Białej chryzantemy” gwarantuje czytelnikowi bardzo refleksyjną i melancholijną podróż, o której nie sposób zapomnieć po jej zakończeniu. Sylwetki Hany i Emi zostały przedstawione z mocnym naciskiem na psychologię postaci. Bracht wniknęła w te bohaterki niezwykle głęboko, przelała na nie świadectwo prawdy, o którym wciąż nie chce się mówić głośno, o wyjawienie którego wciąż się walczy. Autorka natchnęła siostry pięknym realizmem i bolesną prawdą, na ich charakterystyki składając melancholię, tęsknotę, żal. Każda część tej opowieść została oparta na potrzebie bycia zrozumianym, smutku za tym, co utracone, konieczności powrotu na chwilę do szczęśliwych chwil.

Choć sięgam po wiele poruszających powieści, żadna nie zrobiła na mnie od dawna takiego wrażenia. W czasie lektury nie myślałam o śnie i innych potrzebach, zwyczajnie nie chciałam z tą książką się rozstawać. Mocno pragnęłam, by bohaterki w końcu zaznały spokoju i odrobiny radości, z wielkim zainteresowaniem podążałam za każdą z nich. Bracht swą powieścią szalenie mnie wzruszyła, uderzając w takie punkty, o których istnieniu niezbyt często sobie przypominam. Bardzo się wzruszyłam, ta opowieść złamała mi serce. I poczułam potrzebę, by jak najszybciej znaleźć się wśród bliskich, by cieszyć się spędzonym wspólnie czasem, ofiarowanymi chwilami.



Bracht utkała swą opowieść z głębokich emocji. Jej styl jest prosty, ale niesamowicie refleksyjny i przenikliwy. Poszczególne sytuacje opisuje tak, jakby widziała je na własne oczy, jakby w przeszłości była świadkiem tych wydarzeń. Pięknie opowiada o okrucieństwie losu i ciemnych kartach naszej historii. Dzięki niej prawda wychodzi na jaw, tajemnice mają szansę ujrzeć światło dzienne.




„Biała chryzantema” to lektura bolesna i trudna. Skłaniająca do refleksji, poruszająca do głębi, uświadamiająca nas w sprawach, o których może niekoniecznie chcielibyśmy wiedzieć. Ale koniecznie trzeba ją poznać.

Za możliwość poznania historii Hany i Emi bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

  

niedziela, 4 marca 2018

ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA



Już 14 marca ukaże się najnowsza powieść Magdaleny Majcher, trzecia część serii "Wszystkie pory uczuć".

Wiosna widziana oczami autorki jest wyjątkowo poruszająca i emocjonalna, opowiada bowiem o dwóch istotnych sprawach- kwestiach związanych z procesem adopcji oraz alkoholowym zespole płodowym (FAS).


Serdecznie zachęcam Was do zakupu własnego egzemplarza już teraz na stronie http://www.empik.com/wszystkie-pory-uczuc-tom-3-wiosna-majcher-magdalena,p1188366344,ksiazka-p.


piątek, 2 marca 2018

Puk, puk- tu przeszłość...




Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Cienie
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 480
Gatunek: kryminał 







W podejrzanych okolicznościach ginie żona i córka dobrze znanego gangstera, a na miejscu zostaje znaleziona policyjna broń. Na tapecie wciąż jest sprawa zgwałconego młodego chłopaka, a nagranie przestawia słynnych polityków. Czy te dwie sprawy mają ze sobą coś wspólnego?

Nieco zwlekałam z rozpoczęciem “Cieni”. Nie mogłam uwierzyć w te wszystkie ciepłe słowa, które padły pod adresem autora i jego najnowszej książki. Uwielbiam kryminały i dlatego coraz trudniej mnie zaskoczyć, a moje wymagania wciąż rosną. A jak było tym razem- na plus czy na minus?

„Cienie” to piąta część cyklu z Jakubem Mortką. Piąte spotkanie dla wszystkich fanów i pierwsze dla mnie. Nigdy wcześniej nie miałam sposobności poznać kryminałów autorstwa Chmielarza, choć sporo na ich temat słyszałam. Muszę jednak przyznać, że sięgnięcie po ostatnią część serii nie okazało się większym problemem. Autor powraca w powieści do przeszłości bohaterów, wspomina najważniejsze wydarzenia, przypomina jak rozwinęła się ich kariera w wydziale i co doprowadziło ich do miejsca, w którym znajdują się teraz. Dzięki temu nie czułam zagubienia, nie miałam wrażenia niedoinformowania. A nawet poczułam, jakbym trochę te postacie już znała i kojarzyła. Dlatego jeśli dopiero zastanawiacie się nad rozpoczęciem cyklu- nie, nie musicie czytać po kolei, autor zadbał, żeby przygodę z jego twórczością można było zacząć w dowolnym momencie.

W najnowszej powieści Chmielarza przeszłość odgrywa zresztą rolę niebanalną. Na wierzch wypływa mnóstwo tajemnic, powracają stare sprawy, wydarzenia sprzed kilku lat ponownie zajmują miejsce pierwszoplanowe. Różnego rodzaju przekłamania, mniejsze i większe przestępstwa, fascynująca mieszanka dobra i zła. Takie tematy nigdy nie nudzą i pozwalają autorowi pokazać bogactwo wyobraźni i literacki talent. Uwielbiam przeszłość, która z łomotem dobija się do drzwi bohaterów. Intymne sekrety, mroczne zagadki, intrygujące sny- te elementy po prostu muszą zwiastować książce powodzenie.

Tym razem nie mogło być oczywiście inaczej. Chmielarz buduje napięcie w oparciu o tajemnice sprzed lat. Na kolejnych stronach poznajemy świat policji i prokuratury z różnych perspektyw. Przekonujemy się jak cienka granica łączy dobro i zło, jak łatwo się zatracić we władzy i jak wiele można stracić na pozornie drobnych przewinieniach. W tej powieści nic nie jest takie, jakie się wydaje. Nie można jednoznacznie ocenić bohaterów, niełatwo zrozumieć wszystkie motywy, wątki kryminalne zostały wzbogacone psychologicznymi, a czytelnik otrzymał intrygujący miks, jakiego nie sposób nie docenić.

Bardzo podobał mi się klimat powieści. Chmielarz stworzył duszną atmosferę, na którą składają się wydobywane na światło dzienne sekrety, strach towarzyszący ich wypłynięciu, gorliwość policji w celu złapania nieuchwytnych od lat przestępców, zwroty akcji i świetne zakończenie. Wkraczamy w ten świat powoli, niespiesznie poruszamy się w jego granicach. Nie czytamy przesadnie szybko, bo przecież się nie pali. To kryminał, w którym sporo się dzieje, a jednak akcja nie gna do przodu na łeb, na szyję. Angażujemy się, poświęcamy uwagę, czytamy w skupieniu i nie zastanawiamy nad upływem kolejnych stron.


I jak dla mnie to wcale nie Mortka gra w tej powieści pierwsze Skrzypce. Najbardziej polubiłam aspirantkę Suchą. Nigdy nie potrafię przejść obojętnie obok takich silnych, dynamicznych i pewnych swego bohaterek. Sucha to kobieta zdeterminowana, nastawiona na osiągnięcie celu, ambitna i inteligentna. Jak dla mnie to ona wysunęła się na główny plan, to ona najmocniej zapadła mi w pamięć i to dzięki niej do tej serii wrócę.




„Cienie” zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dobrze poprowadzona akcja idzie  w parze z przemyślaną i interesującą fabułą oraz dojrzałym stylem autora. Bardzo chętnie poznam pozostałe części, choć może tym razem od początku.     

Recenzja powstała we współpracy z portalem czytampierwszy.pl.