środa, 6 czerwca 2018

Karen Cleveland "Muszę to wiedzieć" [recenzja premierowa]



Autor: Karen Cleveland
Tytuł: Muszę to wiedzieć
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller 







Vivian myślała, że ma idealne życie. Wymarzoną pracę, kochającego męża i cudowne dzieci. Jej kariera w CIA nie mogła kształtować się lepiej, w końcu trafiła do najlepszej z sekcji- rosyjskiej. Wszystko zmienia się, kiedy przygotowany przez nią program wśród uśpionych agentów pokazuje kobiecie zdjęcia jej męża.


Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Muszę to wiedzieć” to jeden z tego typu thrillerów, które każdego dnia zalewają czytelniczy rynek. Kobiecy, subtelny, łatwy w odbiorze, napisany lekko, z przewidywalną fabułą. W mojej opinii- nic bardziej mylnego. Choć większość tych cech spokojnie można by do tej książki dopasować, to jednak daleko jej do przewidywalnej, dawno też nie czytałam tak naprawdę podobnej fabularnie powieści.



Przede wszystkim Cleveland rewelacyjnie spisała się przy kreacji głównej bohaterki. Vivian to analityczka CIA, która na co dzień zajmuje się kontrwywiadem. Tajne operacje, sekrety pozostające w czterech ścianach biura, liczne próby odkrycia głównych postaci skomplikowanej rosyjskiej siatki wywiadowczej. Jak można się spodziewać kobieta realizująca się w takiej pracy musi być silna, nastawiona na realizację celu, nieprzeciętnie inteligentna. Ta krótka charakterystyka świetnie pasuje do Viv. Główna bohaterka tej historii zaskoczyła mnie wielokrotnie, a kiedy dodam, że do tego zestawu świetnie pasuje także jej nieprzewidywalność- tylko spróbujcie to sobie wyobrazić.

Autorce umiejętnie udało się oddać atmosferę panującą w CIA. Osadzenie akcji powieści w takim miejscu sprawia, że po prostu nie może zabraknąć w niej napięcia. Pilnie strzeżone tajemnice, daleko posunięte szyfrowanie, ochrona na najwyższym poziomie, taki klimat to uczta dla czytelniczej wyobraźni i możliwość poczucia się jakbyśmy faktycznie w tej historii uczestniczyli. Dawno nie miałam do czynienia z podobną fabułą, dlatego moja ciekawość była olbrzymia, a w momencie kiedy zrozumiałam, jak wielki potencjał kryje się na kartach tej historii, moje wymagania ogromnie wzrosły. Na szczęście nie zawiodłam się na żadnym etapie lektury.

„Muszę to wiedzieć” to historia, którą poznaje się szybko i przyjemnie. Cleveland od początku nie pozwala czytelnikowi na nudę i obojętność, już w pierwszym rozdziale utwierdzając nas w przekonaniu, że zaplanowała dla nas prawdziwą jazdę bez trzymanki. Autorka zaczyna swą opowieść mocnym akcentem, a dalej jest już tylko lepiej. Utrzymuje szybkie tempo, zapewnia zwroty akcji, wprowadza nowe wątki, przez cały czas zapewniając czytelnikowi rozrywkę na najwyższym poziomie.

Powieść przeczytałam jednym tchem, wprost nie mogąc się od niej oderwać. Zaintrygowanie treścią i wszechogarniająca ciekawość towarzyszyły mi od samego początku do samego końca. Autorka kilkakrotnie dała mi do zrozumienia, że całość wcale nie jest tak oczywista, jak można by pomyśleć. A kiedy miałam pewność, że dobrze wiem, co właśnie się wydarzy, gwałtownie zmieniała bieg akcji. Szybkie tempo i krótkie rozdziały sprawiają, że przez tę książkę po prostu się płynie. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym tempie i tak mamy chwilę na refleksje i kilka przemyśleń, bo autorka nieco złagodziła klimat obecnością typowo kobiecych zagadnień, co również uznałam jej na plus.

Nie ma ani jednego elementu, który w tej powieści by mi przeszkadzał czy mnie uwierał. Całość została dobrze przemyślana, świetnie dopracowana i rewelacyjnie napisana. Każdy szczegół znalazł się dokładnie w tym miejscu, w jakim powinien być, nic nie można dodać i nic ująć. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam  tym roku. Serdecznie polecam.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

niedziela, 3 czerwca 2018

Danka Braun "Krew na sutannie"




Autor: Danka Braun
Tytuł: Krew na sutannie
Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura współczesna






W Zgromadzeniu Księży Katechetów ginie jeden z nich. Kto zabił prowincjała? Jeden z mieszkańców czy może ktoś spośród odwiedzających? A może dotyczy to sprawy sprzed 30 lat?



Rozpoczynając lekturę „Krwi na sutannie” spodziewałam się subtelnego thrillera albo kobiecego kryminału. Bardzo lubię takie klimaty, łączące moje ulubione gatunki z wątkami obyczajowymi, uzupełniającymi lekturę i łagodzącymi mocną akcję. Tymczasem nowa powieść Danki Braun okazała się skierowana bardziej w stronę literatury kobiecej, wątek morderstwa spychając jednak nieco na boczny tor. Co ciekawe, nie mam akurat o to do autorki żalu.



Bardzo podoba mi się zabieg, jaki zastosowała Braun prowadząc akcję książki dwutorowo. Z jednej strony podążamy za kolejnymi wątkami prowadzonego śledztwa i wraz ze wskazanymi detektywami poszukujemy mordercy. Z drugiej zaś mamy okazję skupić się na pamiętniku jednej z bohaterek powieści. Choć przyznaję to z zaskoczeniem, ten dziennik przypadł mi do gustu o wiele bardziej, mocniej oddziałując na moje emocje i skierowując moje myśli na inne tory.

Wskazany dziennik to literatura obyczajowa w najlepszym wydaniu. Zapis bardzo osobisty, intymny, intrygujący. Z wielką niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych wpisów, licząc, że poznane szczegóły pozwolą mi zrozumieć, czemu te zapiski służą, przy okazji jednak zwyczajnie ciesząc się lekturą. W tym pamiętniku Braun opowiada prostą, a przy tym bardzo życiową i realistyczną historię, opierając ją na emocjach i instynktach. Znaczące miejsce zajmują w niej ludzkie namiętności, które choć żarliwe, zostały opisane w sposób nienachlany i dający do myślenia.

Samo śledztwo okazało się dość proste. Choć ciężko jest dotrzeć do mordercy przed finałem, to jednak sprawa w rzeczywistości nie należy do skomplikowanych.  Gratką okazuje się osadzenie akcji w Zgromadzeniu Księży. Mam wrażenie, że wciąż niewiele się mówi o tym, co w takich miejscach się wyprawia, do czego jego mieszkańcy i działacze są zdolni. Braun natomiast przedstawia całą sprawę bezkompromisowo, nie chowa się za żadnym tabu. Jasno i wyraźnie opowiada o wszystkich błędach i problemach stanu duchownego.

Wiele w tej powieści doszukać się można realizmu i szczerości. Książkowa historia wydaje się bardzo życiowa, poznając kolejne wydarzenia można by odnieść wrażenie, że wydarzyła się naprawdę. Ten realizm widać również w sposobie kreowania bohaterów. Bardzo lubię takie mocne podejście do tematu ludzkich ułomności, ukazanie postaci pod różnym kątem. Sztuka nie polega bowiem na tym, że bohaterów koniecznie trzeba polubić i obdarzyć sympatią. Nie. Moim zdaniem lepiej jest, gdy nie zostają oni na siłę wybielani, a my możemy odnaleźć w nich trochę siebie i się z nimi utożsamić.

Braun pisze w bardzo lekki i przystępny sposób. Skupia się na opisach sytuacji i przemyśleniach bohaterów, nieco ignorując rolę dialogów. Mnie akurat w ogóle to nie przeszkadza, uważam, że skonstruowanie takiej historii wcale nie jest łatwiejsze, a może nawet trudniejsze. Czytało mi się naprawdę dobrze, a lektura przyniosła mi kilka sympatycznie spędzonych godzin. Serdecznie polecam.

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prozami.

  

czwartek, 31 maja 2018

MAJ NA ZDJĘCIACH

Nie jestem pewna, kiedy zleciał ten maj. Mam wrażenie, że każdy kolejny miesiąc mija szybciej. Na szczęście wciąż pod znakiem dobrych lektur :) 





A jaki był WASZ maj?

środa, 30 maja 2018

Luba Winogradowa "Snajperki"




Autor: Luba Winogradowa
Tytuł: Snajperki
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura faktu







U boku mężczyzn, ramię w ramię, przelewały krew. Do walk zgłaszały się jako ochotniczki, wierząc w równość płci i konieczność wypełnienia obowiązku. Tysiącami uzupełniały szeregi armii, licząc na to, że w ten sposób pomszczą rodzinę i odpłacą pięknym za nadobne za wyrządzone krzywdy. A jednak można by odnieść wrażenie, że mówi się o nich niewiele, nie docenia ich cichego bohaterstwa.

W swojej powieści Winogradowa próbuje przypomnieć historie snajperek, sprawić, by to, co zrobiły nie poszło na marne i nie zostało zatarte poprzez upływające lata. Szuka przyczyn, usiłuje znaleźć odpowiedzi. Tę książkę oparła na wiedzy pozyskanej za sprawą wizyt w archiwach i muzeach. Podpierała się znalezionymi zapiskami, wykorzystywała zdjęcia i pamiętniki żołnierek. W tekście widać włożony w niego trud i wysiłek poświęcony upamiętnieniu tych kobiet i ich życia, swoiste podziękowanie za to, kim były i co zrobiły.

Winogradowa nie tylko przedstawia ich historie. Ona także próbuje zrozumieć, co pchnęło je do takich czynów, jakie okoliczności sprawiły, ze gotowe były walczyć na śmierć i życie. Zagłębiając się w koleje ich losów uświadamia nam, że choć tysiące kobiet przelało swą krew, do każdej z nich trzeba podejść indywidualnie, z należną jej historii uwagą, ciekawością i zrozumieniem. Wojna wywiera na człowieka ogromny nacisk, za sprawą okrucieństwa działa na najgłębiej ukryte uczucia, wyzwala najdziksze pragnienia i najgorsze instynkty. Ludzie biorący udział w działaniach zbrojnych reagują inaczej, przeżywają bardziej. I w dużej mierze o tych przeżyciach traktuje ta opowieść.

Z kolejnych kartek wyłaniają się niezwykłe sylwetki. Czytamy o kobietach odważnych, które zahartowane zostały poprzez ciężkie warunki, w jakich przyszło im żyć. A im miały ciężej, tym do większych poświęceń były zdolne. Wychowane w biedzie, głodne, nieprzystosowane do panującego klimatu- zgłaszały się do walk. Winogradowa próbuje zrozumieć ich pobudki, między wersami możemy doszukać się pytań dlaczego i po co? By pomścić rodzinę, by uderzyć w znienawidzonego wroga, by znaleźć cel.

W tej opowieści przeplatają się losy tysięcy kobiet, tak podobnych, a jednocześnie tak różnych od siebie. Mnogość ich doświadczeń, doznane miłości, drobne porażki, wielkie straty… to tylko część tego, co można znaleźć w tej książce. Winogradowa oddaje im cześć, a przy tym podchodzi do tematu bardzo wnikliwie, starając się precyzyjnie i umiejętnie oddać ich uczucia i emocje. Kolejne rozdziały to piękne świadectwo oddania, siły, determinacji i wielkich czynów.



A jakie były snajperki? Niezwykłe. Skupione na realizacji celu, gotowe do poświęceń, dojrzałe, skrupulatne. Nastawione na wypełnianie poleceń, mimo najgorszych warunków. Ich wytrwałość i ciężka praca sprawiły, że często odnajdywały się w tej roli lepiej od mężczyzn, choć mniej od nich były doceniane. A czasami także wykorzystywane, zawsze bowiem pod ręką, niestety słabsze i bez możliwości obrony…

To także zbiór życiowych tematów i realistycznych problemów. Próba odpowiedzi na wiele pytań. Jak można żyć zabijając każdego dnia? Jak poradzić sobie z tęsknotą za domem? Czy na wojnie można znaleźć przyjaźń lub miłość? Winogradowa podchodzi do tematu wojny i człowieka biorącego w niej udział z wielkim zapałem. Temat realizuje ciekawie, umiejętnie przetwarzając pozyskane informacje i próbując zainteresować nimi czytelnika.

„Snajperki” zrobiły na mnie duże wrażenie. Nie spodziewałam się, że autorka podejdzie do tematu w sposób tak kompleksowy, przepracowując go z wielu stron i zwracając uwagę czytelników na różnorodne sprawy. W tej książce nie ma kwestii bardziej lub mniej istotnych, na wojnie wszystko staje bowiem do góry nogami, a jej uczestnicy muszą na nowo znaleźć swoje miejsce. W trakcie, a potem jeszcze po zakończeniu, które niekoniecznie oznacza nowy i lepszy początek.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Znak.

sobota, 26 maja 2018

Michael Chabon- Poświata




Autor: Michael Chabon
Tytuł: Poświata
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 464
Gatunek: biografia 







W „Poświacie” Chabon opowiedział o swoim dziadku, przelewając na tę opowieść miłość, szacunek i wiedzę o czasach historycznych oraz zamykając w niej dziadkowe relacje i odrobinę własnej wyobraźni.

„Poświata” to zadziwiająca biografia pisana przez wnuka dla dziadka. Specyficzna w formie, intrygująca w stylu, oszałamiająca pod względem treści. Nigdy nie czytałam jeszcze takiej biografii, nie do końca potrafiąc odróżnić prawdę od fałszu, to, co rzeczywiście miało miejsce od tego, co utworzone zostało na mocy autorskiej wyobraźni. Niektóre z opisywanych wydarzeń wydają się szalenie nieprawdopodobne, ale może tylko się wydają? A może życie dziadka Chabona było po prostu o wiele ciekawsze od naszego?



Czytałam i czytałam. A im dłużej to trwało, tym dziwniejsza tak naprawdę wydawała mi się ta lektura. Choć nie mam na myśli niczego złego. Zwyczajnie dziadkowe perypetie wywoływały we mnie ogrom uczuć, które ciężko jednoznacznie określić- od zaciekawienia poprzez oszołomienie. Pokonywałam kolejne strony, równie często uśmiechając się, jak i nie dowierzając autorskiemu pióru. A z opowieści tej wyłaniała się tak interesująca postać, że niezwykle trudno byłoby ja do kogokolwiek porównać. Wnuczkowa relacja o dziadku ukazuje nam nie tylko intrygujących bohaterów (dziadek zazwyczaj nie działał sam!), ale również szereg sympatycznych i emocjonalnych rodzinnych oraz koleżeńskich powiązań.   


Z lektury wyłaniają się sylwetki osób, których przeżycia bardzo różnią się od naszych. Oni przeżyli wojnę, odradzanie się świata, rozwój kultury i technologii. Ich życie naznaczone zostało poprzez wydarzenia, o jakich my mogliśmy jedynie czytać w książkach. Dlatego też ich reakcji, podejmowanych decyzji, sposobów postępowania nie można do niczego przyrównywać. Uświadamia nas o tym każdy kolejny rozdział tej historii. Każda strona tak bogata w przeżycia i emocje.



Ta książka nie byłaby taka sama, gdyby nie lekko chaotyczny pomysł Chabona na jej napisanie. Autor miesza za sobą poszczególne wydarzenia, poruszając się w obrębie rożnych płaszczyzn czasowych. W jego historii młodość dziadka przeplata się ze starością, czasy sprzed poznania babci okalają chwile po jej śmierci, a i przeżycia sprzed i po wojny zostały wyraźnie rozdzielone. Nie znaczy to jednak, że w tym chaosie nie ma metody. Nie. Po prostu trzeba się skupić, zaangażować, poświęcić czas i uwagę. Ale ta historia jest tego absolutnie warta.

To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to sposób w jaki Chabon tę historię opisuje. Momentami jego ton przybiera lekkie barwy, a tło wydarzeń jest niezwykle plastyczne. Kiedy mowa natomiast o wydarzeniach istotniejszych, narracja przybiera poważniejszą formę. Autor ubiera wydarzenia w odpowiedni dla nich ton. Czasami jest to taki format gawędziarski, czasami bardziej melancholijny i wyważony. Każdy szczegół tej opowieści wydaje się przemyślany i dopracowany, łącznie ze stylem opowiadania dziadkowych historii.


„Poświata” to lektura mocna, zapadająca w pamięć i wyróżniająca się na tle tak banalnych, można powiedzieć, powieści wydawanych każdego dnia. Czytałam ją długo i nie była to prosta lektura, ale nie żałuję czasu, który jej poświęciłam. Warto o takich ludziach pisać i warto o nich czytać.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

czwartek, 24 maja 2018

Dominika van Eijkelenborg "Tkanki"




Autor: Dominika van Eijkelenborg
Tytuł: Tkanki
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 456
Gatunek: thriller/literatura młodzieżowa 






Evi bardzo długo czekała na nowe serce. Nigdy nie domyślała się jednak, że przeszczep całkowicie zmieni jej życie- w zupełnie inny sposób, niż można by się tego spodziewać. Z dnia na dzień nastolatka staje się zupełnie inną osobą. Przestaje lubić rzeczy, które wcześniej ceniła i zmienia stosunek do najbliższych. Czy to tylko młodzieńczy bunt czy podążanie za głosem nowego serca i… preferencjami jego poprzedniej właścicielki?

Rozpoczynając lekturę „Tkanek” liczyłam na mocny, wypełniony po brzegi napięciem, thriller. Czytałam szybko, intensywnie i z wielkim zainteresowaniem, ale elementów charakterystycznych dla tego gatunku się nie doszukałam, choć szczerze przyznam, że tematyka związana z pamięcią tkankową zrobiła na mnie piorunujące wrażenie i miejscami wywoływała gęsia skórkę. Tyle rzeczy zadziwia nas każdego dnia, tyle jeszcze pozostało do odkrycia. Ale istnieją takie obszary, o których niekoniecznie chciałoby się rozmawiać, czy wiedzieć więcej. Kwestie dziwne i kontrowersyjne. Temat, jaki poruszyła autorka w swojej najnowszej powieści, to jedna z nich.

Nigdy nie zastanawiałam się nad przypadkami transplantacji organów, chyba dlatego, że sytuacja tego typu nie dotyczyła nikogo z mojego bliskiego otoczenia. Nigdy również nie wydało mi się to szczególnie interesujące. Tymczasem Eijkelenborg sprawiła, że od tego tematu wprost nie mogłam się oderwać. Możliwość, że wraz z przeszczepem można otrzymać dodatkowo czyjeś upodobania, zmienić preferencje żywieniowe, styl ubioru czy przyzwyczajenia dotyczące codziennego życia-to po prostu nie mieści mi się w głowie. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele refleksji i pytań, a okazja, by zgłębić ten temat wywoływała we mnie wiele radości i czytelniczej satysfakcji. W ostatnim czasie nie spotkałam się w literaturze z równie ciekawą problematyką.

Moim zdaniem autorka podjęła się realizacji zadania szalenie trudnego. Samo pisanie na ten temat nie wydaje mi się proste, ale próba przedstawienia uczuć towarzyszących każdemu z bohaterów tego dramatu przerosła moje oczekiwania. Eijkelenborg w wyczerpujący, interesujący, a także osobisty sposób ukazała emocje każdej z postaci, niezależnie od tego, w jakim wymiarze dotyczyła jej ta sytuacja. Fantastycznie oddała uczucia rodziny biorcy i dawcy, podkreślając, że to stresująca i nie do końca komfortowa sytuacja dla każdej z nich. W powieści każdy z bohaterów otrzymał prawo wypowiedzi, a pierwszoosobowa narracja sprawia, że można odnieść wrażenie, iż czytamy strony intymnego pamiętnika.

Miejsce pierwszoplanowe w tej historii należy do Evi, dziewczynki, która otrzymała prezent w postaci nowego serca. Podążając za jego głosem i kierując się pamięcią tkankową powraca do otoczenia jego poprzedniej właścicielki. Ulubionych miejsc, ukochanych smaków, pielęgnowanej miłości. W dużej mierze dzięki temu powieść nabiera młodzieżowego wymiaru i dość lekkiego charakteru. Autorce pięknie udało się oddać cechy znamienne dla tego świata. Kolejne strony przepełnione są młodością, pasją, żywiołem, kolorem. Bardzo lubię książki młodzieżowe, ale właśnie w takim wydaniu. Istotne, mocne, zapadające w pamięć.



Nazwisko Eijkelenborg dobrze zapamiętałam z jej poprzedniej powieści, „Kiedy będziemy deszczem”. Ciepło wspominam ten tytuł, doceniając zarówno jego fabułę, jak i styl autorki. Dzięki „Tkankom” przekonałam się, że ona dopiero się rozkręca i ma jeszcze czytelnikom wiele do przekazania. A co najważniejsze, potrafi to zrobić w sposób naprawdę interesujący i poruszający.




„Tkanki” to tytuł, w którym doszukałam się wielu zalet i nie znalazłam żadnych wad. Co tutaj dużo mówić, jestem nim oszołomiona i zachwycona.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

wtorek, 22 maja 2018

Jenny Blackhurst "Zanim pozwolę ci wejść"




Autor: Jenny Blackhurst
Tytuł: Zanim pozwolę ci wejść
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller psychologiczny







Jeszcze niedawno życie Karen, Bei i Eleonor było niemalże idealne. Codzienne trudy osładzała im świadomość, że zawsze mają na kogo liczyć, a jeden telefon wystarczy, by obok zjawiła się najbliższa przyjaciółka. Pojawienie się tajemniczej pacjentki podczas terapii prowadzonej przez Karen sprawia, że życie kobiet zostaje wypełnione niepewnością, a dawno zapomniane sekrety znów zaczynają wychodzić na światło dzienne.

„Zanim pozwolę ci wejść” to przyjemne połączenie zaskakujących tajemnic, powracającej niczym bumerang przeszłości oraz toksycznych relacji, jakie na pierwszy rzut oka przypominają te najbliższe i najpiękniejsze. Zestawienie tych motywów jest intrygujące samo w sobie, ale to od sposobu poprowadzenia fabuły zależy, czy rzeczywiście przypadną one do gustu czytelnikowi. Musze przyznać, że Blackhurst poradziła sobie bardzo sprawnie, sprawiając, że szybko polubiłam jej styl opowiadania historii oraz zaangażowałam się w powieść bez zastrzeżeń.


Krótkie rozdziały i sprawiedliwy ich podział pomiędzy poszczególne bohaterki dramatu nie tylko sprawia, że całość wypada interesująco i przekonująco, pozwala również przemykać od strony do strony z zaskakującą prędkością. Kiedy zaczęłam czytać tę powieść nie spodziewałam się, że okaże się ona dla mnie lekturą na jedno popołudnie, jej długość i ciężka tematyka sugerowały bowiem, że książkowym kwestiom trzeba będzie poświęcić więcej czasu. A tutaj taka niespodzianka- można napisać thriller psychologiczny w tak lekki i przyjazny czytelnikowi sposób, że nie zabraknie emocji, a historia skłoni do uczestnictwa i spiesznego podążania za opisywanymi wydarzeniami.

Blackhurst stworzyła książkę bardzo kobiecą, budując napięcie w oparciu o tematyce czytelniczkom bliskie i dobrze znane. Zadziwiająca przyjaźń, trudny związane z macierzyństwem, kłopoty małżeńskie, smutne dzieciństwo… Każda z nas znajdzie w tej książce coś dla siebie, zwracając baczną uwagę na bohaterki i otaczającą je rzeczywistość. Tematy te z jednej strony przywołają wspomnienia, wywołają refleksje, skłaniają do zajęcia określonego stanowiska, z drugiej zaś wywołają w nas poczucie niepewności, sprawiają, że czujemy się nieswojo. Dobry thriller można zbudować wokół najbardziej zwyczajnej i z pozoru błahej fabuły, podobnie jak w tym przypadku.

Zdecydowanie nie jest to typ powieści, która wywoła u nas gęsią skórkę i nie pozwoli zasnąć. Akcja nie biegnie tutaj na złamanie karku, a każdy rozdział nie rozpoczyna się gwałtownymi zwrotami i nowymi wątkami. Nie. Duszna i gęsta atmosfera została zbudowana na niedopowiedzeniach, elementach prostych lecz skutecznych, jak cień za oknem, drobny hałas, przestawiona rzecz. Drobiazgi, które dają do myślenia, wywołują narastające uczucie niepokoju, a u bohaterek zwątpienie. Powieściowe napięcie otacza nas powoli i stopniowo, ale niezwykle skutecznie. Kolejne rozdziały pozwalają spojrzeć na pewne sprawy inaczej, zastanowić się, czy rzeczywiście wiemy, o co w tym wszystkim chodzi i czy słusznie oceniamy bohaterów w taki, a nie inny sposób.


Podoba mi się, jak Blackhurst wykreowała swoje postacie. Każdej z nich poświęciła sporo miejsca, na równi traktując ich większe i mniejsze lęki, gorzkie wspomnienia i skrywane tajemnice. Podczas czytania zmieniałam zdanie na ich temat, raz po raz przekonując się, że w powieści nic nie jest tak po prostu białe albo czarne, a wszystko opiera się na solidnych podstawach. Autorka nie zapomniała, jak ważne miejsce zajmuje wyjaśnienie motywu sprawy, wskazanie, co doprowadziło go do podjęcia takich decyzji, a to dla mnie szczególnie istotne.


„Zanim pozwolę Ci wejść” to przyjemna i nieskomplikowana opowieść. Być może nie wbije Was w fotel, ale zapewni porcję solidnej rozrywki, kilka godzin spędzonych na poznaniu interesującej i dobrze napisanej historii. Blackhurst stworzyła opowieść przemyślaną i dopracowaną. Ja nie mam do niej większych zastrzeżeń.  

Za możliwość poznania powieści dziękuję Wydawnictwu Albatros.