niedziela, 26 maja 2019

Artur Urbanowicz "Inkub"




Autor: Artur Urbanowicz
Tytuł: Inkub
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 728
Gatunek: horror








Dziwna śmierć w Jodoziorach wstrząsa mieszkańcami. Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji nie potrafią zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Śledztwo prowadzi ich do wydarzeń sprzed 40 lat i zła, które chyba nie zostało okiełznane…

Z twórczością Artura Urbanowicza spotkałam się dwukrotnie. Jego poprzednie książki, choć mocno mnie przeraziły, okazały się na tyle interesujące, że zepchnęłam na bok własne lęki i sięgnęłam po kolejną. Tym razem szczególnie interesująca okazała się dla mnie tematyka. Takie nowoczesne polowanie na czarownice szalenie mnie kusiło.

„Inkub” to następna przemyślana, dopracowana i bardzo intrygująca powieść w dorobku Urbanowicza. Choć nie potrafię z całkowitą pewnością stwierdzić, która spośród przeczytanych podobała mi się najbardziej, to będąc już po lekturze następnej z nich, muszę przyznać, że autor wciąż się rozwija. Jego wyobraźnia i pisarska wena przyciągają czytelników i nie pozwalają im na ani jedną chwilę nudy. Podczas lektury nie ma się ochoty na przystanki, choć w tym przypadku przerwy wymusza na nas rozmiar powieści.

Moje czytelnicze doświadczenie zakłada, że dzielenie fabuły między teraźniejszość i przeszłość w przypadku takich historii zawsze wypada korzystnie, zwłaszcza, kiedy autor książki rzeczywiście potrafi dawkować informacje, budować napięcie, płynnie przechodzić do kolejnych rozdziałów i przerywać je w najmniej odpowiednim momencie, potęgując ciekawość i wzmagając apetyt. Takich pisarskich umiejętności nie można Urbanowiczowi odmówić. Zarówno fragmenty dotyczące bieżących wydarzeń, jak i te mające miejsce w odległej przeszłości, wzbudziły we mnie wiele emocji i nie potrafię powiedzieć, które bardziej przypadły mi do gustu.



Autor wykreował niebanalną, szczegółową i poruszającą historię, która w dużej mierze przykuwa uwagę, poprzez uczucie napięcia, towarzyszące czytelnikowi w trakcie jej poznawania. Każdy detal, informacja, bohater zajmują w tej powieści własne miejsce, składając się na niepokojącą całość. Szalenie się obawiałam, że ta książka rozszarpie moje nerwy, a do snów przywoła koszmary, ale ciekawość wzięła górę. Dla takich utworów można zaryzykować i się poświęcić. Tym razem jednak opisywana historia nie okazała się dla mnie tak mroczna i działająca na wyobraźnię jak poprzednie. W przypadku mojej strachliwej natury muszę to jednak policzyć autorowi na plus.

Duże znaczenie miało dla mnie również rozwinięcie fabuły i przedstawienie kolejnych wydarzeń. Sposób, w jaki Urbanowicz postanowił nam tę historię opowiedzieć, całkowicie mnie przekonał. Odważny i nieustraszony policjant, który prowadzi śledztwo w sprawie odkrycia sprawcy zadziwiających wydarzeń. Interesująco, przewrotnie i niepokojąco. Nikt przecież nie powiedział, że zjawiska nadprzyrodzone nie zasługują na solidne dochodzenie oraz doświadczonego funkcjonariusza. Wręcz przeciwnie- taki zestaw sprawdza się w tym przypadku idealnie.

Autor powieści przeniósł na strony książki nie tylko bogatą wyobraźnię. Ta historia nie byłaby tak dobra, gdyby nie pisarskie doświadczenie oraz wspaniałe przygotowanie. Nie można tak po prostu usiąść i z biegu stworzyć fabuły zajmującej przeszło 700 stron. To wymaga nakładu pracy, czasu, chęci, organizacji, zacięcia. I w trakcie czytania widzimy, że żadnego z tych elementów nie zabrakło.

„Inkub” to złożona i wielowątkowa powieść, która może zachwycić. Jak przekonałam się na własnym przykładzie, nie trzeba być wielbicielem horroru, by takiej historii poświęcić czas. Urbanowicz to pisarz zdolny, zasługujący na czas i pozytywne refleksje czytelnika. A czy Wy dacie mu szansę?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Agencji Business&Culture.

piątek, 24 maja 2019

Jakub Ćwiek "Szwindel"




Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Szwindel
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna 








Grono oszustów i przekręt stulecia. Czy wszyscy wyjdą z tej gry obronną ręką?
Dawno już żadna powieść nie wywołała we mnie tak mieszanych uczuć jak „Szwindel”. Opisana historia, intrygująca okładka, znane nazwisko- te elementy sprawiły, że sięgnęłam po nią niemalże bez zastanowienia. I to chyba był błąd.

Wydaje mi się, że nie jestem przesadnie wymagającą czytelniczką, jednak są pewne rzeczy, których zawsze oczekuję sięgając po konkretną powieść i nie ma w tym miejsca na ustępstwa. Rozpoczynając lekturę książki, którą wydawca określił jako kryminał, pozwalając sobie nadrukować tą nazwę na okładce, mam szczerą nadzieję, że faktycznie ten kryminał otrzymam. Niestety nie tym razem. Fabuła powieści jest interesująca, może miejscami nawet nieco mroczna, ale w moim odczuciu na pewno nie jest kryminalna, a to mnie trochę rozzłościło i zabolało.

Nie lubię takiego naciągania, a moim zdaniem historia dotycząca przestępstwa niekoniecznie kryminałem być musi- bo i dlaczego? Zamiast tego wymarzonego i ulubionego gatunku otrzymałam natomiast zbiór oszustów prezentujących swoje sztuczki. Ciekawe, zastanawiające, dające do myślenia, ale mało tak naprawdę zaskakujące. Momentami odnosiłam wrażenie, że ta książka bardziej przypomina reportaż niż jakikolwiek inny gatunek. Co ciekawe, została oparta na faktach, co mogę autorowi zapisać po stronie pozytywów.


Akcja książki nie oszołomiła mnie także szybkością i dynamiką. Kolejno mamy okazję poznać uczestników tego zadziwiającego spektaklu, który choć intrygujący, to niestety mało zdumiewający. Mimo że książkę czytało mi się dobrze i całkiem szybko, to jednak prędko poczułam zmęczenie tym tematem, z trudem próbując stłamsić odczucie, że nie tego oczekiwałam. Lektura, która początkowo zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, dłużyła mi się niemiłosiernie, budząc coraz więcej nieprzyjemnych odczuć.

Na korzyść autora muszę przyznać, że ma przyjemny i lekki styl, który sprawia, że po prostu dobrze się go czyta. W połączeniu z interesującym tematem i gronem dość charakternych bohaterów wypada to całkiem przyjemnie i może gdyby nie fakt, że nastawiłam się na inną przygodę, to potrafiłabym rzeczywiście to wszystko docenić.

Nie jestem pewna, czy w tym tekście przekazałam to, co rzeczywiście chciałam przekazać. Czuję się bardzo zmieszana, bowiem nieczęsto zdarza mi się tak mocno kogoś uczepić. A jednak nie zaskoczyło. Niestety.

Książkę otrzymałam w ramach współpracy z portalem www.czytampierwszy.pl.


czwartek, 23 maja 2019

Christie Watson "Pielęgniarki"




Autor: Christie Watson
Tytuł: Pielęgniarki
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura faktu 







Poznajcie Christie- pielęgniarkę z długim stażem i olbrzymim doświadczeniem. Niezwykłą kobietę, która postanowiła pokazać czytelnikom, jak wygląda jej praca oraz przybliżyć im lepsze i gorsze momenty. 

Po książkę Christie Watson “Pielęgniarki” sięgnęłam z dwóch powodów- z jednej strony bardzo cenię sobie literaturę faktu i ciężko jest mi przejść obojętnie obok tak emocjonalnych i życiowych opowieści, z drugiej zaś strony zachęciła mnie okładkowa rekomendacja Adama Keya, którego zachwycającą powieść „Będzie bolało”, również miałam okazję niedawno czytać.

Przyznam szczerze i z wielką radością, że nie zawiodłam się na tej opowieści. Tym, co ujęło mnie najbardziej jest szczerość zawarta w opisach, doświadczeniach i wspomnieniach, jakie autorka umieściła na kartach książki. Chyba w rzeczywistości nie spodziewałam się tak dużej szczerości, wspaniale współgrającej z dość lekkim stylem Christie Watson. W tej powieści nie brakuje detali, autorka nie chowa się za żadnym tabu. Przedstawia życiowe sytuacje opisując ja płynącymi prosto z serca słowami. A fakt, że korzysta z przyjaznego czytelnikowi języka, pozwala sobie na język potoczny, przelewa swe emocje, sprawia, że całość wypada wzruszająco i przekonująco.

Byłam zaskoczona tym, jak wiele uczuć pojawiło się we mnie podczas lektury. Czasami były to odczucia bardzo pozytywne, a momentami udzielał mi się nieprzyjemny nastrój autorki, towarzyszący tym najsmutniejszym czy najgorzej wspominanym chwilom. Tym samym, pokonując kolejne rozdziały książki, mieszały się we mnie niepokój, melancholia, a czasami złość, które przełamywane były nadzieją czy wybuchami śmiechu, bo i takie się zdarzały. Życiowość i realizm tej historii sprawiają, że łatwo jest wziąć ją sobie do serca i na chwilę znaleźć się na miejscu autorki.


„Pielęgniarki” to ważna lektura, która stanowi osobliwe połączenie doświadczeń, wspomnień i informacji. Watson nie przedstawia bowiem czytelnikowi jedynie konkretnych sytuacji, w których uczestniczyła. Ona opisuje także w jaki sposób funkcjonuje szpital, jak działają poszczególne oddziały, jak odbywa się szkolenie pielęgniarek w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu jej opowieść staje się nie tylko słodko- gorzkim pamiętnikiem, ale również prawdziwą skarbnicą wiedzy.

Zanim jednak przejdziemy do tych wspomnień ze szpitalnych korytarzy, mamy okazję poznać nieco lepiej młodszą Christie. Dziewczynkę, która nie była pewna, jak pokierować własnym życiem i jakie decyzje podjąć. Kobietę, która szybko dorosła i jeszcze szybciej przekonała się, czym jest odpowiedzialność. Poznając jej historię zdarzyło mi się pomyśleć, że rzeczywiście- nie zawsze musimy wszystko wiedzieć od razu. Czasami potrzebujemy więcej czasu, by poznać siebie i zadecydować. Dzięki temu ta opowieść stała się dla mnie jeszcze bardziej wartościowa- pouczająca i inspirująca.

Cieszę się, że przeczytałam wspomnienia Christie Watson, że towarzyszyłam jej w odwiedzinach u pacjentów i wraz z nią tuliłam noworodki. „Pielęgniarki” okazały się mądrą i życiową lekturą, której warto poświęcić czas. Literatura faktu to jeden z najbardziej cenionych przeze mnie gatunków, a sięgając po takie książki przypominam sobie dlaczego tak jest.

Książkę otrzymałam w ramach współpracy z portalem www.czytampierwszy.pl.

wtorek, 21 maja 2019

Izabela M. Krasińska "Najlepsza przyjaciółka"




Autorka: Izabela M. Krasińska
Tytuł: Najlepsza przyjaciółka
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 362
Gatunek: literatura współczesna







Choć Joanna spełnia się zawodowo, a u jej boku stoi wymarzony narzeczony, kobiecie ciężko pozbyć się wrażenia, że czegoś jej brakuje. Kiedy pewnego dnia w jej życiu pojawia się Elwira, Asia szybko obdarza ja sympatią, angażując się w tę znajomość bez cienia wątpliwości. Nowa znajoma wydaje się wiedzieć lepiej, czego Joannie potrzeba. Tylko czy rzeczywiście?  



Sięgając po „Najlepszą przyjaciółkę” liczyłam na sporą dawkę emocji, którą zapewnić mogą książki obyczajowe w najlepszym wydaniu. I z wielką przyjemnością muszę przyznać, że tytuł ten faktycznie wywołał we mnie mnóstwo odczuć różnego rodzaju. Niezwykła mieszanka, na którą składało się niedowierzanie, zaskoczenie, poruszenie czy złość, sprawiła, że moje zainteresowanie powieścią nie słabło, a jej temat mnie nie nużył.



Trzeba też szczerze powiedzieć, że Krasińska umiejętnie oraz z dużym wyczuciem łączy ze sobą kwestie, które wspaniale się nawzajem przeplatają i uzupełniają, pozwalając by czytelniczki czuły, że trafiły na opowieść napisaną właśnie dla nich. I choć może opisywana tematyka nie jest przesadnie wyszukana, to związana z nią problematyka sprawia, że całość nabiera realizmu i autentyczności. Szczególnie, że mowa przecież o sprawach trudnych, obciążających i towarzyszących bohaterkom od lat.

„Najlepsza przyjaciółka” to dramat dwóch kobiet, które połączyła zadziwiająca więź. Choć na początku wydawały się być pokrewnymi duszami, to autorka szybko wyprowadza nas z błędu, udowadniając, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Bardzo podoba mi się, w jakim kierunku potoczyła się akcja powieści, nabierając przy tym nieco złowieszczego charakteru. Przez cały czas podczas lektury towarzyszyło mi kilka pytań. Co rzeczywiście wiemy o otaczających nas ludziach? Jak dobrze udało nam się ich poznać? I czego możemy się po nich spodziewać?

Mogę Wam natomiast powiedzieć, czego spodziewać się po powieści Izabeli Krasińskiej. Nacechowanej emocjami historii. Ludzkich dramatów. Zwrotów akcji. Dobrego zakończenia. Silnych charakterów. Moim zdaniem brzmi to jak zbiór składników mogących zapewnić powieści sukces. Idealna mieszanka sprawiająca, że powieść obyczajowa dostarczy nam dokładnie tego, czego od niej oczekujemy i czego w niej szukamy.


Autorka zaskoczyła mnie dojrzałym, dopracowanym i lekkim stylem. Przyjazne czytelniczkom pióro sprawia, że kolejne rozdziały umykają nam w zaskakującym tempie, a całość śmiało można poznać jednego popołudnia. Choć Krasińska skupia się raczej na opisach, analizach zachowania bohaterów, ich refleksjach i odczuciach, nieco po macoszemu podchodząc do dialogów, to takie przedstawienie tej historii jak najbardziej się sprawdza.



Dużą ulgę odczułam także zastanawiając się nad kreacją bohaterów. Miło jest dodać, że i na tym polu niczego autorce nie można zarzucić. Odwołując się do przeszłości, motywując ich działania, pozwalając nam zająć wobec podejmowanych przez nich decyzji odpowiednie stanowisko, sprawia, że całość nabiera przekonującego wymiaru, a sylwetki poszczególnych postaci nabierają barw i ludzkich cech.

„Najlepsza przyjaciółka” nie należy do tych powieści, które w moich oczach mogłyby zaliczać się do grona bestsellerów. Ale spędziłam z nią przyjemny, odprężający, a przy tym także pouczający czas. To lekkie, ale mądre czytadełko, pozwalające na chwilę oderwać się od własnych spraw i przenieść do świata bohaterów.

Za możliwość poznania tego tytułu serdecznie dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.


poniedziałek, 20 maja 2019

Natalia Budzyńska- Dzieci nie płakały




Autor: Natalia Budzyńska
Tytuł: Dzieci nie płakały
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura faktu 







Po literaturę obozową sięgam dość chętnie i raczej regularnie. Choć mam z nią nieco doświadczenia, za każdym razem temat ten na nowo wywołuje we mnie mnóstwo emocji i przez długi czas nie pozwala się otrząsnąć. Mimo że opisywane wydarzenia budzą skrajne, często negatywne odczucia, niełatwo jest się od nich oderwać. Szczególnie, gdy książkę napisano w taki sposób, jak w tym przypadku.

Podążając za piórem Natalii Budzińskiej mamy szansę poznać zaskakującego człowieka, który zatarł w sobie dobro i zapomniał o swych niezwykłych uczynkach, kierując się śladem zbrodni. Alfred Trzebiński dał się bowiem poznać, jako lekarz pełen współczucia i oddania dla chorych. Nie żałował im swojego czasu, wspierał finansowo, swoimi umiejętnościami ratował zdrowie i życie. Tym bardziej ciężko zrozumieć, jak taka osoba mogła o tym wszystkim zapomnieć i tego się wyrzec.

Czy rzeczywiście możemy skrywać w sobie tyle dobra i zła jednocześnie?

Czy ludzka natura może być tak skomplikowana?

Czy brutalne czyny można w jakiś sposób usprawiedliwić?

Czy morderca zasługuje na rozgrzeszenie?

Podczas lektury miałam wrażenie, że autorka szuka odpowiedzi właśnie na te pytania. Czytałam z wielkim zainteresowaniem, z jednej strony usiłując choć trochę zrozumieć postępowanie jej wuja, z drugiej zaś mierząc się z emocjami i refleksjami. Sięgając po tę książkę nie byłam do końca pewna, czego się spodziewać, dla Natalii Budzyńskiej musiało być bowiem rzeczą niezwykle trudną rozprawić się z rodzinnym brzemieniem w taki sposób. Zastanawiałam się, czy będzie umiała podejść do tematu z pewnym dystansem, na chłodno, obiektywnie.



Po lekturze mogę szczerze powiedzieć, że jej rzetelność, przygotowanie i poświęcenie zasługują na uznanie. Widać, że rzeczywiście sobie to przepracowała, że poświęciła czas na zebranie informacji i napisała tę opowieść tak, jak tego ona wymagała. Nie da się ukryć, że to mocna, zapadająca w pamięć i zatrważająca historia. Autorka nie chowa się za żadnym tabu, nie oszczędza czytelnika, opisy uzupełnia fotografiami, sprawiając, że całość wypada bardzo autentycznie i emocjonalnie.

„Dzieci nie płakały” to odwołanie się do smutnych, ale prawdziwych wydarzeń. Możliwość spojrzenia na piekło oraz człowieka, który w tym piekle znalazł sobie miejsce. To również piękne świadectwo historyczne, przypominające dni, które nie powinny zostać zapomniane. To ślad historii, o której często nie mówi się już tak głośno, ale wciąż pamięta dzięki stałemu ich dokumentowaniu.

Natalia Budzyńska sprawiła, że poczułam się tak, jakbym sama uczestniczyła w tych wydarzeniach. Spowodowała, że przez moje serce przetoczyło się tornado emocji, a mój umysł został na długo zaprzątnięty przez pytania, na które nie jest łatwo znaleźć odpowiedzi. Natalia Budzyńska nie obawiała się jednak szukać. Doceńmy jej starania i sięgnijmy po jej książkę.

Za możliwość poznania tej powieści dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.

niedziela, 19 maja 2019

MAJOWY STOSIK

Dawno nie pokazywałam Wam żadnego stosiku, a tym razem trafiły mi się naprawdę wyjątkowe tytuły :)


Od czego powinnam zacząć?

Jakie wyjątkowe powieści trafiły w maju w Wasze ręce?

środa, 15 maja 2019

Jenny Blackhurst "Tak cię straciłam"




Autor: Jenny Blackhurst
Tytuł: Tak cię straciłam 
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny 







Po kilkuletnim pobycie w zakładzie psychiatrycznym, Susan wychodzi na wolność. Wydaje się, że kobieta uporała się z przeszłością, a nowa tożsamość pozwoli jej rozpocząć wszystko od początku. Ale ktoś postanawia namieszać Susan w głowie, sugerując, że dokonana przez nią zbrodnia nigdy nie miała miejsca…

Z twórczością Jenny Blackhurst spotkałam się już wcześniej, przy okazji lektury powieści “Zanim pozwolę ci wejść”. Bardzo dobrze wspominam tamtą książkę i liczyłam na to, że i tym razem nie zawiodę się na stylu i wyobraźni pisarki.

„Tak cię straciłam” rozpoczyna się dość powoli i raczej spokojnie. Choć zapowiada się dobrze, to jednak nie od razu wydarzenia nabierają rozpędu. Narracja jednak jest na tyle interesująca, a język autorki tak lekki i przyjazny, że czyta się dobrze i nawet nie zauważa, kiedy mijają kolejne strony, a akcja zaczyna się toczyć w zawrotnym tempie. W ten sposób, stopniowo wprowadzając nas do świata Susan, zapoznając z przeszłością, dając do zrozumienia, jak niewiele jeszcze wiemy, Blackhurst wyostrza nasz czytelniczy apetyt i pozwala, by buzowało w nas napięcie.

A jak to bywa w przypadku dobrego thrillera, nie mogło się obyć bez kilku niezbędnych elementów- mrocznej przeszłości, skrywanych tajemnic, niepokojących bohaterów, zwrotów akcji i uczucia, że to tylko cisza przed burzą, a wszystko zmierza w kierunku nieznanego i niewyjaśnionego. Tym razem również nie zabrakło w powieści tych elementów, dzięki czemu rzeczywiście podczas lektury możemy poczuć olbrzymią ciekawość, lekki niepokój oraz konieczność podążania za autorką w celu rozwiązania zagadki. Bo dopiero kiedy wszystkie składniki układanki znajdą się na swoim miejscu, czytelnik może się przekonać, że ta lektura warta jest poświęconego jej czasu i wypada wyjątkowo dobrze na tle obiecywanych, a jednak dość mdłych thrillerów, które zalewają rynek każdego dnia.


„Tak cię straciłam” to dobrze zaplanowana, gruntownie przemyślana i świetnie spisana historia, w której ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Z jednej strony bowiem autorka bazuje na sprawdzonych technikach, opierając się na sekretach i pokazując, jak wpływają one na życie bohaterów, wykorzystuje mroczną przeszłość, a książkowe postacie obdarza zestawem bardzo nieprzyjemnych cech. Z drugiej zaś strony Blackhurst wprowadza do książki kwestie, które uderzają w czytelnika z innego powodu, nadając całości realizmu, skłaniając nas do refleksji i konieczności zajęcia stanowiska wobec opisywanych wydarzeń.

Duże znaczenie w przypadku tego typu historii ma niewątpliwie sposób ich przedstawienia. A czy można mocniej podziałać na wyobraźnię czytelnika, niż decydując się na relację z pierwszej ręki? Wydarzenia poznajemy oczami Susan, bohaterka opowiada także o swoich odczuciach. Dzięki temu całość nabiera charakteru, wydaje się bardziej emocjonalna, przypomina mroczny dziennik. Moim zdaniem pierwszoosobowa narracja zwiększa wartość thrillerów, sprawiając, że wyczuwalne napięcie jest większe, a opisywane sceny zdają się bardziej autentyczne.

Ważną rolę odgrywają w tej opowieści również bohaterzy, zarówno Ci z pierwszego planu, jak i postacie pozostające w tle. Każda z nich została skonstruowana w taki sposób, że pod odpowiednim kątem możemy dostrzec w nich nas samych. Nie zawsze będzie to przyjemne odczucie, ale kto z nas nie ma nic na sumieniu?

„Tak cię straciłam” to przekonująca i niepokojąca historia, która mogłaby się wydarzyć. Czy masz odwagę się z nią zmierzyć?

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Albatros.