sobota, 31 października 2020

Daphne du Maurier "Rebeka"

 


Autor
: Daphne du Maurier

Tytuł: Rebeka

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 448

Gatunek: literatura współczesna 




Młoda, niedoświadczona i biedna. Starszy, z dużym bagażem doświadczeń i zasobnym portfelem. On i Ona. Uczucie, jakie nie powinno się zdarzyć. Sekrety, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.

O czym tak naprawdę jest Rebeka? Wydaje się, że na to pytanie bardzo łatwo odpowiedzieć, a jednak niekoniecznie. Ta popularna opowieść kryje w sobie bowiem o wiele więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Bo nie o wielki romans tutaj chodzi i nie o uczucie młodej, zagubionej dziewczyny do dojrzałego mężczyzny. A przynajmniej nie tylko. Powieść ta pozwala czytelniczkom dostrzec o wiele więcej, o ile poświęcą jej odpowiednią ilość czasu i uwagi.

Dość długo ja również pozwalałam sobie na uproszczenie i nie dostrzegałam wagi tej książki. Czytałam, a lektura ta była przyjemna, a jednocześnie trochę płaska i bez polotu. Być może wynika to z faktu, że pierwsza część opowieści jest dość spokojna, a wydarzenia nabierają rozpędu z czasem. I dopiero wówczas można zrozumieć, że człowiek w stosunku do tej historii się pomylił, a wszystko, co do tej pory w książce znaleźliśmy lub też nie, to tylko cisza przed burzą. Oczywiście, mogłoby dziać się więcej, myślę jednak, że druga część powieści i zakończenie rekompensują ten spokój i łagodność początkowych stron.

„Rebeka” nie jest książką, która spodoba się każdemu. Czytelnicy oczekujący gwałtownych zwrotów akcji, wielkich uniesień i niedających zasnąć emocji zdecydowanie nie zauroczą się tą opowieścią. Z kolei Ci, którzy czytają cierpliwie, potrafią szukać między wierszami, lubią piękne miejsca akcji i doceniają starsze opowieści, odnajdą w niej to coś. Właśnie to w dużej mierze sprawiło, że doceniłam powieść du Maurier. Niespieszna i nieco leniwa narracja, skupienie się na psychologii postaci, cenne przedstawienie tła wydarzeń i ponadczasowość opowieści, w której kwestie poruszane wiele lat temu wciąż są aktualne i budzą emocje- taka mieszanka nieco zawróciła mi w głowie i sprawiła, że dostrzegłam w tej książce coś wyjątkowego.

Bardzo ciężko było mi uwierzyć, że ten utwór powstał w 1938 roku. I nie sam temat mam na myśli, ale też styl autorki, który jedynie miejscami pozwala sądzić, że to starsza powieść. „Rebekę” czyta się lekko i płynnie, można by pomyśleć, że napisano ją niedawno. Zazwyczaj sięgając po książki sprzed lat, łatwo zauważyć różnice w wykorzystanym słownictwie i zwrotach, ale tutaj ta granica naprawdę miejscami zanika, co też było dla mnie bardzo ważne. Często niestety z klasyką nie jest mi po drodze, a tu taka niespodzianka.

Jak już wspomniałam, ta książka to coś więcej niż fatalny romans. To subtelne, ale emocjonalne i działające na wyobraźnię, połączenie tematów, które jest nie tylko interesujące, ale również ponadczasowe. Nieco nieprawdopodobny wątek miłosny uzupełniono o piękną przemianę głównej bohaterki, tajemnice ukryte przed wścibskimi oczami oraz przyjaźń, która zniesie naprawdę wiele. I mimo że kwestie te nie są przesadnie odkrywcze czy nietypowe, to całość naprawdę może się podobać.

„Rebeka” była w moich oczach dość wymagająca. Ale po kilku dniach z tą książką nie żałuję poświęconego jej czasu. Chętnie porównam książkową historię z kinowym odpowiednikiem i przekonam się, jakich emocji dostarczy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

czwartek, 29 października 2020

Chigozie Obioma "Orkiestra bezbronnych"

 


Autor
: Chigozie Obioma

Tytuł: Orkiestra bezbronnych

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 480

Gatunek: literatura współczesna 




Biedny farmer i jego bogata wybranka. Afrykański mezalians zmuszający bohaterów do odpowiedzialności. Decyzje, które mają swoje konsekwencje.

“Orkiestra bezbronnych” to historia, która pod wieloma względami przypomina te, jakie czytałam już wcześniej. Podobne motywy i popularne tematy zyskały jednak na znaczeniu za sprawą interesujących zabiegów zastosowanych przez autora powieści. Dzięki nim całość nabrała charakteru i wyrazu, a opowieść wydała się świeża i nietypowa. Tym, co najbardziej zwraca uwagę od samego początku jest nietypowa narracja, prowadzona przez opiekuńczego ducha głównego bohatera.

Chi chętnie i szczegółowo dzieli się z czytelnikiem wydarzeniami z życia młodego Chinonso, skupiając się nie tylko na bieżących wydarzeniach, ale także tym, co miało miejsce w młodzieńczych latach mężczyzny. Opis wydarzeń uzupełnia własnymi refleksjami, komentarzami, które bywają zabawne lub nieco uszczypliwe zależnie od sytuacji oraz przemyśleniami na temat miejsca rozgrywanej akcji.

Fabuła nowej książki Obomy rozwija się na przedmieściach Nigerii, co wprowadza do powieści nutę egzotyki. Książkowe wydarzenia pozwalają nam nieco wyrobić sobie zdanie na temat tego miejsca, a przynajmniej trochę lepiej je poznać. Kolejne rozdziały, subtelne aluzje oraz udział nowych bohaterów zwracają uwagę czytelnika na istotne sprawy oraz problemy tego kraju, dzięki czemu podczas lektury możemy również czegoś się dowiedzieć i pogłębić wiedzę.

Jak wspomniałam już wyżej, gdyby nie te elementy, to owa historia byłaby podobna do tych, które publikowano wcześniej. Na powieściowych stronach przeplatają się bowiem popularne tematy, a takimi zazwyczaj ciężko jest czytelnika zaskoczyć. Oboma dba jednak o to, by każdy znalazł w tej historii coś dla siebie i by mimo pewnych podobieństw do innych utworów, ciepło tę opowieść wspominał. Korzystanie ze znanych motywów nie jest zresztą niczym złym, jeśli autor w dalszym ciągu potrafi je odpowiednio wykorzystać i wykazać potencjał historii.

„Orkiestrę bezbronnych” czyta się dobrze, choć w mojej ocenie niezbyt szybko. Interesująca historia opowiadana jest bowiem bez pośpiechu, a miejscami niewiele się dzieje lub zbyt wiele uwagi poświęca się pobocznym wątkom. Nieco rozwleczona opowieść ma jednak dużo uroku, pozwala lepiej poznać głównego bohatera i okoliczności, w których przyszło mu żyć. Poza tym interesująca narracja i dobry styl potrafią wiele wynagrodzić.

Różnorodne emocje wywołał we mnie natomiast główny bohater. Momentami nie rozumiałam podejmowanych przez niego decyzji, ale po części właśnie dzięki temu nabrał on w moich oczach bardziej ludzkiego charakteru. Chinonso błądzi na naszych oczach, podejmując pochopne decyzje, ale to te błędy i te decyzje pozwalają mu dojrzeć i zmienić swoje życie, a takie rewolucje i przemiany powieściowych postaci zawsze są u mnie mile widziane.

„Orkiestra bezbronnych” stanowiła dla mnie spore wyzwanie. Cieszę się, że udało mi się mu sprostać. Z pewnością nie jest to książka, jakich wiele, ale o jej zaletach powinniście przekonać się sami.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

wtorek, 27 października 2020

Alex North "W cieniu zła" [recenzja przedpremierowa]

 


Autor
: Alex North

Tytuł: W cieniu zła

Wydawnictwo: Muza

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 416

Gatunek: thriller/ kryminał 




Gritten Wood to miejsce, w którym koszmary z przeszłości trwają nadal, a tragedie nie mają końca. Uliczki miasteczka już raz spłynęły krwią, a teraz, 25 lat później, historia się powtarza. Co jest prawdą, a co tylko urojeniem?

“W cieniu zła” to jedna z tych lektur, które idealnie sprawdzą się w przypadku długich, smutnych i chłodnych wieczorów. North postarał się bowiem, by jego najnowsza powieść należała do tych nieodkładalnych, a niesprzyjająca pogoda idealnie łączy się z niepokojących charakterem tej historii. Już pierwsze strony utwierdziły mnie w przekonaniu, że w tym przypadku nie zabraknie napięcia, a klimatyczna atmosfera przyciągnie i zatrzyma mrocznym obliczem.

Najnowsza książka Northa to świetna, budząca emocje opowieść. Autor postarał się, by podziałać na naszą wyobraźnię każdym elementem prowadzonej fabuły. Na stronach powieści w cudownie ponury sposób łączą się fragmenty wydarzeń z przeszłości, wątek morderstw rytualnych, strachy ukryte głęboko w sercu i zaskakujące, mniej lub bardziej prawdziwe, moce. Takie zestawienie robi duże wrażenie, bowiem z jednej strony autor działa na zmysły wykorzystując krwawe i okrutne zbrodnie, z drugiej zaś strony stara się, by elementem napędowym dla naszych wyobrażeń uczynić nasze własne potwory.

Dzięki temu podczas lektury bardzo łatwo pogrążyć się we własnych niewesołych przemyśleniach i emocjach. Nie mogłam pozbyć się przeświadczenia, że opisywane sceny składają się na ciszę przed burzą, a zupełnie nieoczekiwanie uderzy piorun, który zatrzęsie całą historią oraz zagłębiającymi się w niej czytelnikami. Emocje potęguje towarzyszące podczas lektury wrażenie sennego koszmaru, a momentami ciężko zapanować nad własnymi lękami, poruszając się trochę na granicy snu i jawy, zatracając się w historii, której uczestnikami z czasem sami się stajemy.

North dba o to, by przy tej opowieści nie można było się nudzić. Pozwala nam zaangażować się w powieść, sugeruje, że łatwo rozwiązać zagadki i poznać wszystkie tajemnice, a następnie sprytnie przekreśla to, co udało nam się poukładać niczym skomplikowane puzzle. Przez cały czas z nami igra, niepokojąc rozwojem akcji i zaskakując nowymi elementami. Bawi się świetnie, a my razem z nim, czując wdzięczność za tę opowieść i za ten klimat, bo przecież od początku tylko o to nam chodziło.

A jeśli to wciąż za mało, to wasze zainteresowanie zostanie pogłębione dzięki różnym narratorom i perspektywom czasowym. Takie rozwiązanie sprawia, że całość staje się jeszcze bardziej interesująca i mocniej wpływająca na czytającego. Pozwala znaleźć się na chwilę na miejscu bohaterów i wraz z nimi przeżywać opisywane wydarzenia.

„W cieniu zła” to naprawdę mocna opowieść. Dla tych, którzy lubią się bać, cenią zagadki, zwracają uwagę na nietypowe pomysły. Moim zdaniem lepsza od tak popularnego „Szeptacza”.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza. 

niedziela, 25 października 2020

Ewa Przydryga "Miała umrzeć"

 


Autor
: Ewa Przydryga

Tytuł: Miała umrzeć

Wydawnictwo: Muza

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 320

Gatunek: thriller psychologiczny 




Dwie kobiety. Dwie rodziny. Dwa domy. I dwadzieścia lat różnicy między ich historiami.

“Miała umrzeć” to kolejna książka Ewy Przydrygi. Powieść, przy której spędziłam deszczowa sobotę. Prawdę mówiąc, chętnie spędziłabym przy niej nawet ładny dzień, rezygnując z innych rzeczy, bowiem lektura ta okazała się lepsza, niż mogłabym przypuszczać. Siłą rzeczy nasuwają mi się porównania do „Bliżej niż myślisz”- pierwszego tytuły autorki, jaki miałam okazję poznać. Ale ten okazał się o wiele lepszy, nie mam tej opowieści nic do zarzucenia.

W swojej najnowszej książce autorka przedstawiła interesującą i wiarygodną historię spotkania pewniej ofiary z pewnym mordercą. Splot wydarzeń sprzed lat, tajemnicza przeszłość, ogrom zagadek i pragnienie zemsty doprowadziły do nieprzewidzianych okoliczności, zapewniając mi tym samym kilka godzin w intrygującym towarzystwie ciekawej, ale nieprzekombinowanej historii. Połączenie wspomnianych już motywów okazało się wspaniałym pomysłem, a powiązanie łagodnego thrillera z elementami książki obyczajowej znakomicie się sprawdziło.

W powieści od początku sporo się dzieje, a uwagę w dużej mierze przyciąga dwutorowa narracja, w której głos zabierają dwie bohaterki. Splecenie ich losów, ukazanie powiązań między nimi oraz wskazanie podobieństw i przeciwieństw bardzo wzbogaciło opowieść. Obydwie kobiety zyskały w moich oczach, a kiedy dowiedziałam się, co rzeczywiście je łączy, byłam bardzo zadowolona, że autorka pomyślała o takim poprowadzeniu akcji.

„Miała umrzeć” to subtelny, kobiecy thriller, skupiony nie na samym morderstwie, ale bazujący na emocjach, dających do myślenia motywach i wykorzystujący nietypowe rozwiązania. Naprawdę dobrze bawiłam się przy tej historii, mam wrażenie, że autorka wykorzystała w tym przypadku całą swoją wyobraźnię, styl i potencjał, oferując kompletną i dopracowaną całość, która śmiało może przypaść do gustu większemu gronu odbiorców. W tej historii jest i krwawo i emocjonalnie. Młodość rządzi się swoimi prawami, a dorosłość wcale nie oznacza, że przeszłość odchodzi w niebyt i życie staje się łatwiejsze.

Sporo miejsca w książce poświęcono kwestii poszukiwania swojej tożsamości i próbie zrozumienia samego siebie. Myślę, że to tematy szalenie ważne, potrzebne i aktualne. Takiej problematyki nigdy nie jest w powieściach zbyt wiele. Dobrze się o niej czyta i łatwo się z tymi kwestiami utożsamia. Czasami po prostu trudno znaleźć swoje miejsce, niezależnie od wieku, płci czy okoliczności.

„Miała umrzeć” to bardzo dobra historia, w której świetny pomysł pięknie łączy się z dojrzałym stylem, a wyczucie w przedstawieniu emocji bohaterek i psychologiczny rys świetnie uzupełniają całość. To jedna z tych książek, o których można wiele powiedzieć, ale warto też nieco przemilczeć i zachować dla siebie. I w tym momencie chcę Was zostawić z kilkoma niedopowiedzeniami, by w ten sposób dodatkowo Was zmotywować do sięgnięcia po tę opowieść. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza. 

czwartek, 22 października 2020

Pierre Lemaitre "Kolory ognia"

 


Autor
: Pierre Lemaitre

Tytuł: Kolory ognia

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 480

Gatunek: literatura współczesna




Choć przez wiele lat miała wszystko, dziś los rzuca jej kłody pod nogi zadziwiająco często. Z wielkiej dziedziczki stała się wielką biedaczką. Ale duże straty wywołują w człowieku jeszcze większy ogień i chęć do walki. A ona dopiero zaczyna swoja bitwę.

“Kolory ognia” to historia bardzo burzliwa i przewrotna. Pełna emocji, zwrotów akcji, zaskakująca za sprawą wykorzystania w ciekawy sposób popularnych tematów. To połączenie kwestii codziennie zyskujących aprobatę czytelników, ale tak, by całość nabrała charakteru i wyrazu. Tak pokrótce można by opisać najnowszą powieść Pierra Lemaitre. Moim zdaniem takie podsumowanie nasuwa na myśl interesującą, dojrzałą i trafiającą w serce powieść obyczajową, która przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym czytelniczkom. Właśnie tak odebrałam ją ja.

Tym razem autor zaoferował nam opowieść nieco inną, ale nie gorszą. Późne lata trzydzieste, duże pieniądze, gorące romanse i zawiedzione nadzieje, a to wszystko rozgrywające się w tle powojennej Francji. Taka mieszanka może na czytelniczki zadziałać upajająco, o czym sama się z przyjemnością przekonałam. W swej historii Lemaitre ukazuje nam wzloty i upadki głównej bohaterki, Madeleine, która pokonuje długą drogę, by z zagubionej dziedziczki rodzinnej fortuny stać się aniołem zemsty. I uwierzcie mi, że w tym określeniu wcale nie ma wielkiej przesady, bowiem kobieta jest najlepszym przykładem tego, do czego może doprowadzić rozczarowanie i upokorzenie.

Kolejne rozdziały to urzekające studium ludzkiej psychiki. Autor fantastycznie radzi sobie z pokazaniem, kim w rzeczywistości jesteśmy i jak niskie pobudki często nami kierują. Tak, nami. Bo to powieść jakby o nas wszystkich. Choć pewnie niewielu z nas posiada ogromną fortunę i zostaje oszukanych przez najbliższych, to mimo wszystko realizm tej powieści sprawia, że łatwo się z Madeleine zjednoczyć, zrozumieć jej problemy i liczyć na to, że los jeszcze przyniesie jej coś dobrego.

„Kolory ognia” to historia pełna pasji, gorąca za sprawą namiętności, rozpalająca wyobraźnię przy okazji dużych pieniędzy, wielkich zdrad i niepokojących romansów. Mimo że całość mogłaby wydawać się trochę ograna, to autor wzbogacił ją elementami, które pobudzają zainteresowanie, budują napięcie i pozwalają czytelnikowi bardziej się zaangażować i zbliżyć do bohaterów. Na stronach powieści igrają ze sobą cisza i muzyka, bieda i bogactwo, pragnienie miłości i odrzucenie, piękno i brzydota. Cała ta historia jest wielkim, pełnym emocji kontrastem, a powojenna Francja przedstawia całkiem inne okoliczności i czasy, stanowi wyzwanie zarówno dla autora, jak i dla czytelnika.

Lemaitre przypadł mi do gustu również za sprawą charakterystycznego stylu. Autor nie tylko pisze dobrze. On robi to z lekkością, przekorą, poczuciem humoru, dystansem. Bawi się tym, pozwalając sobie na zwroty do czytelnika i osobiste komentarze. Dzięki temu książka staje się lepsza, zyskuje na wartości.

„Kolory ognia” to wymagająca, ale warta wytrwałości powieść. Nie jest to lektura na jeden wieczór, a raczej dzieło potrzebujące czasu i uwagi, na które zresztą jak najbardziej zasługuje.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 21 października 2020

Matt Killeen "Diabeł, laleczka, szpieg"

 


Autor
: Matt Killeen

Tytuł: Diabeł, laleczka, szpieg

Wydawnictwo: Media Rodzina

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 472

Gatunek: literatura młodzieżowa





Nowi bohaterzy. Nowie miejsca. Nowe wojny.

“Diabeł, laleczka, szpieg” to druga część serii z Sarą Goldstein. Jej poprzedniczka zrobiła na mnie wielkie wrażenie i trafiła na półkę z ulubionymi tytułami. Choć coraz rzadziej sięgam po powieści młodzieżowe, to jednak ta seria jest najlepszym przykładem na to, że zawsze warto wyjść poza przyzwyczajenia i schematy, bo każdy gatunek może przynieść czytelnikowi wiele radości i satysfakcji.

Nowa powieść Killeena to dużo emocji i jeszcze więcej niespodzianek. Przede wszystkim zaś zaskoczyło mnie miejsce, które autor wybrał do przedstawienia książkowych wydarzeń. Tym razem podążamy wraz z nim do Afryki, gdzie gorące ziemie i ogniste charaktery jeszcze bardziej działają na wyobraźnię i podsycają upalną już atmosferę. Nie da się ukryć, że te afrykańskie tereny w literaturze i w myśli kojarzą się ze złem, przyciągają nieprzyjemne skojarzenia, nasuwają niepokojące refleksje. Wybór takiego miejsca okazał się strzałem w dziesiątkę, to wspaniałe tło dla mrocznych wydarzeń i brutalnych bohaterów.

Druga część serii z Sarą Goldstein zaskoczyła mnie też dużą dawką brutalnej szczerości i nieograniczonego realizmu. Już poprzednia książki Killeena była bardzo odważna w swoim przekazie, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że traktuje się ją, jako materiał, który może być odpowiedni dla młodszych czytelników. Tymczasem autor rozprawia się ze swoim tematem bez oporów, dystansu, cenzury. Akcja powieści nabiera dzięki temu szaleńczej wręcz autentyczności. Z drugiej strony, jak wyglądała wojna każdy przecież wie, nie ma więc sensu czegokolwiek wygładzać czy upraszczać, a taką szczerość i takie pomysły należy jedynie doceniać.

Killeen zasłużył również na słowa uznania za sprawą pracy poświęconej kreacji bohaterów. Oprócz postaci występujących w pierwszej części, czytelnik otrzymuje okazję, by spędzić trochę czasu z nowymi bohaterami. Autor powieści zyskał w moich oczach tworząc bardzo ciekawe sylwetki kobiece. Być może się mylę, ale często odnoszę wrażenie, że we współczesnej literaturze brakuje inspirujących i charakternych kobiet. A te pojawiające się w „Diable, laleczce, szpiegu” właśnie za takie mogą uchodzić, tak można by je opisać.

Nie da się ukryć, że książka jest dość ciężka i trudna w odbiorze. Absolutnie nie za sprawą stylu autora czy jego pomysłów na rozwój akcji. Może natomiast przytłoczyć temat, mowa przecież o rzeczach ciężkim i niewdzięcznych. I nie samą wojnę mam na myśli, ale i inne kwestie poruszane przez autora, których zarysowywać nawet nie będę, żeby zbyt wiele nie zdradzić i nie odbierać przyjemności innym czytelnikom.

„Diabeł, laleczka, szpieg” to bardzo udana kontynuacja. Całkiem inna, a zarazem stanowiąca świetne uzupełnienie dla poprzednich wydarzeń. Dzięki tej lekturze upewniłam się, że Killeen jest znakomitym autorem. W swoją pracę wkłada bowiem dużo serca i wiele czasu. Nie boi się zaryzykować łącząc trudne tematy. Pozwala sobie na niespodzianki i zwroty akcji. A przede wszystkim oferuje czytelnikowi wspaniałych bohaterów.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

poniedziałek, 19 października 2020

Antologia "Upiorne święta"

 



Tytuł
: Upiorne święt
a

Wydawnictwo: Akurat

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 383

Gatunek: kryminał/ horror




“Upiorne święta” to zbiór mrocznych opowiadań dotyczących tego zazwyczaj pogodnego okresu. Uwielbiam święta i uwielbiam niepokojące klimaty, a takie połączenie wydało mi się nie tylko kuszące, ale też nowe i świeże. Choć na co dzień nie czytuję opowiadań, to dla tego tytułu byłam gotowa zmienić swoje przyzwyczajenia. Czy było warto?

Nie wszystkie nazwiska, które pojawiły się w tej antologii były mi znane. Dlatego też tę lekturę potraktowałam po części jako szansę, by poznać nowych polskich autorów, przekonać się, czy ich wyobraźnia mnie zatrzyma, a ich styl zachwyci. I rzeczywiście, było to ciekawe doświadczenie, bowiem niektóre pomysły naprawdę przypadły mi do gustu. Mimo że nie wszystkie opowiadania mnie oszołomiły, to większość oceniam na zdecydowany plus.

Historią, która przekonała mnie najbardziej, jest ta stworzona przez Artura Urbanowicza. Już kilkakrotnie miałam okazję przekonać się, że ciężko cokolwiek zarzucić temu autorowi, a i tym razem się nie zawiodłam. A jaka była jego opowieść? Mroczna, dziwna, zaskakująca, angażująca i dająca do myślenia. Choć i w innych można było odnaleźć podobne elementy, to jednak ta historia spodobała mi się szczególnie i to tę poleciłabym w pierwszej kolejności.

Większość opowiadań była krótka, nie znaczy to natomiast, że dużo im brakowało. Wszyscy autorzy postarali się, by ich historie były dopracowane i kompletne, a krótka forma niczego nie odbierała opowieściom. Okazuje się, że kilkanaście czy kilkadziesiąt stron może być równie dobrym materiałem i sposobem osiągnięcia celu, jak książka standardowej długości. Taki nieduży rozmiar także potrafi zaciekawić i zatrzymać.

Święta w tych opowieściach nie są piękne, rodzinne i rozczulające, a oferowane prezenty mają niespodziewany, krwawy charakter. Może jednak to ciekawa alternatywa dla przesłodzonych, tak podobnych do siebie opowiastek. Coś innego, klimatycznego, sprawdzającego się podczas długich i chłodnych wieczorów. Myślę, że warto spróbować.

Za przysłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Akurat.