wtorek, 19 września 2017

20 lat na służbie




Autor: Joe Carter
Tytuł: Tajniak. Prawdziwa historia
Wydawnictwo: Edipresse
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 287
Gatunek: literatura faktu  







Joe Carter przez 20 lat pracował jako tajny agent. Dla kariery i możliwości rozpracowywania przestępczego świata poświęcił wszystko inne, stracił przyjaciół i rodzinę. Jego praca stała się jego życiem.

Autor książki przedstawia nam kilka intrygujących historii, jakie przydarzyły mu się w ciągu pracy tajniaka. Zagłębiając się w jego wspomnienia szybko uświadamiamy sobie, że to zajęcie, które wymaga od człowieka wielu niezwykłych cech charakteru, takich jak np. siła, odwaga, determinacja, a to dopiero początek długiej listy wymogów, jakie trzeba spełniać, by móc wykonywać to zajęcie. Szybko w mojej głowie zrodziła się refleksja, że nie jest to praca dla każdego, a kolejne porywające fragmenty z życia Joe’go tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

Powieściowy tajniak daje nam się poznać jako mężczyzna charyzmatyczny, skierowany na realizację celu, skłonny do poświęceń. Opisane przez niego wydarzenia zrobiły na mnie duże wrażenie, a sam Joe bardzo mi zaimponował. Przez lata obracał się w niezwykle ciekawym świecie, ale sam, jako człowiek, również sprawia wrażenie postaci bardzo intrygującej i barwnej. Podoba mi się, że pisze szczerze, przedstawiając wachlarz towarzyszących mu emocji, opowiadając o problemach osobistych i zawodowych porażkach, bo i takie się czasami zdarzały.

Zanim zabrałam się do lektury tej książki niewiele wiedziałam na temat pracy tajnego agenta. Śmiało mogę powiedzieć również, że moje wyobrażenia i przeświadczenia bardzo rozminęły się z historiami autora. Z kolejnych rozdziałów uderzało we mnie przede wszystkim wielkie niebezpieczeństwo, w którym mężczyzna wielokrotnie się znalazł. Obcowanie na co dzień z przestępcami to jedno, funkcjonowanie w ich świecie to drugie, ale kiedy któryś z nich prosto w oczy zarzuca Ci, że jesteś gliną pod przykrywką? Jak szybko musisz zareagować? Jak umiejętnie zamaskować zaskoczenie? Jak udowodnić, że stoisz po tej samej stronie barykady?

Cieszę się, że miałam okazje o życiu tajniaka dowiedzieć się więcej, lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące taką pracą. Niektóre rzeczy szalenie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że można angażować się emocjonalnie i szczerze polubić przestępców, którzy prędzej czy później muszą zapłacić za swoje czyny. Co jednak najważniejsze, tę książkę czyta się naprawdę dobrze. Carter opowiada ciekawie, w opowieściach tych nie brakuje emocji, a prawda i szczerość z nich bijące zachęcają do przeniesienia się na kilka godzin w jego świat. Krótkie rozdziały są dynamiczne, często na myśl nasuwał mi się dobry film akcji.

Mam jednak żal do autora, że ta książka jest tak krótka. Zawarty w niej materiał rozbudził mój apetyt na więcej, a wyobraźnia zaczęła działać na najwyższych obrotach. Nie miałabym nic przeciwko, żeby jeszcze poczytać o przygodach Joe’go.

„Tajniak” to literatura faktu w bardzo dobrym wydaniu. Autobiografia interesująca, pełna emocji, skłaniająca do refleksji. Napisana dobrze i rzetelnie. Ale stanowczo za krótka. 

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Book Senso. 

niedziela, 17 września 2017

Katarzyna Berenika Miszczuk "Obsesja" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: Obsesja
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura współczesna 







Joanna Skoczek od kilku miesięcy pracuje w Szpitalu Wschodnim. Praca, przeplatana przez smutne wspomnienia i przykre refleksje, nie spełnia jej oczekiwań. List od tajemniczego wielbiciela rozpoczyna serię niefortunnych zdarzeń. Jak wiele w nich zbiegu okoliczności, a jak wiele premedytacji i ludzkiego okrucieństwa?  

Za „Obsesję” zabierałam się z obsesyjną wręcz niecierpliwością, z jednej strony będąc szalenie ciekawą tytułu, którego opis kwalifikował go do tak lubianych przeze mnie gatunków, z drugiej zaś pragnąc przekonać się, dlaczego nazwisko Miszczuk jest w ostatnim czasie tak popularne. Bo ja akurat o twórczości tej autorki nie wiedziałam nic.

Dość spokojny początek książki nieco mnie zmartwił, choć dzięki temu miałam okazję lepiej poznać główna bohaterkę i jej rzeczywistość. Doktor Joanna Skoczek zajmuje się psychiatrią. Nieco wypalona, doświadczona w związkach, niepewna, jak powinno wyglądać jej życie i co zrobić z własną przyszłością. Nie od razu zapałałam sympatią do tej bohaterki. Wydawała mi się dość miałka, trochę rozchwiana, nie znalazłam u niej cech, które pozwoliłyby mi spojrzeć na nią łaskawym okiem, choć bez wątpienia niektóre elementy sprawiły, że wydała mi się realistyczna, a problemy, z którymi się zmagała świetnie odwzorowały dylematy z jakimi musi sobie poradzić niejeden z nas. Wraz z rozwojem akcji nie sposób było jednak Joanny nie polubić. Okazało się, że to całkiem barwna i odważna kobieta. Mam wrażenie, że postać ta bardzo się rozwinęła na książkowych stronach, a obserwowanie jej ewolucji sprawiało mi wiele radości.

Szpital psychiatryczny to miejsce, które przez autorów zostało wykorzystane wielokrotnie, a oferowane przez niego możliwości poprowadzenia fabuły z pewnością doprowadzą do tego, że w literaturze pojawi się jeszcze niejeden raz. Miszczuk odnalazła się w tym klimacie, na kolejnych stronach prowadząc nas po ciemnych korytarzach, niewyremontowanych szatniach, zgubnych zaułkach. Towarzystwa dotrzymywały nam również stare, trzeszczące windy i morderca, którego obecność stawała się coraz bardziej wyczuwalna. Autorka bardzo umiejętnie wykorzystała tę scenerię, sprawiając, że akcja powieści stała się bardziej intrygująca i niepokojąca.

A niepokój stawał się wyraźniejszy z każdym rozdziałem, powodując, że do głosu coraz częściej dochodziły emocje. Listy od tajemniczego wielbiciela, budzący obawę pacjenci, podejrzani pracownicy szpitala, stopniowo odkrywane sekrety- te kwestie pozwoliły autorce zbudować niezwykły klimat, jednak na tyle subtelny, by czuć w nim było kobiecą rękę. Co ważniejsze, Miszczuk potrafi zręcznie i bezbłędnie łączyć ze sobą elementy charakterystyczne dla różnych gatunków. W „Obsesji” dopatrzymy się i kwestii odpowiednich dla literatury kobiecej i takich, które świetnie sprawdziłyby się w dobrym kryminale. Powiązanie ich ze sobą sprawia, że książka nabiera więcej barw, staje się cenniejsza, bardziej intrygująca, odpowiednia dla większej grupy odbiorców.

Podoba mi się, w jaki sposób Miszczuk opowiedziała nam tę historię. Wykorzystanie narracji pierwszoosobowej pozwala czytelnikowi lepiej poznać uczucia i dylematy głównej bohaterki, poczuć towarzyszące jej obawy, zrozumieć jej postępowanie. Dzięki temu możemy poczuć się jak uczestnicy książkowych wydarzeń. Autorka zwraca również uwagę na pozostałych bohaterów i choć nie poświęca im zbyt wiele miejsca, udało jej się bardzo dobrze zarysować ich charaktery i urozmaicić ich obecnością akcję powieści. Miałam do niej nieco żalu, że tak zmarginalizowała policyjne śledztwo, jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam, co zaplanowała dla nas w drugiej części powieści. Kiedy już się o tym przekonałam, wszelkie żale i obawy momentalnie ustąpiły na rzecz zadowolenia z czytanej lektury.

W trakcie czytania byłam przekonana, że wiem, kto jest mordercą. I nawet pozwoliłam sobie na wewnętrzną krytykę autorki, zakładając, że ujawnienie sprawcy sprawi, że zamknę książkę z uczuciem zwątpienia i lekkiej irytacji. Ale ta pycha mnie zgubiła. Nie jestem pewna, czy przegapiłam subtelne sygnały, czy one zwyczajnie się nie pojawiły, nakierowując nas na wybory oczywiste, ale zakończenie bardzo mnie zaskoczyło i sprawiło, że nabrałam bardzo ciepłych uczuć wobec tej pozycji.

Miszczuk pisze lekko, zgrabnie operując słowem i korzystając z prostego słownictwa. Książkę czyta się przyjemnie, szybko, nie poświęcając czasu na niepotrzebne przystanki.

„Obsesja” to powieść, która bardzo przypadła mi do gustu i sprawiła, że nabrałam chęci na poznanie kolejnych książek autorstwa Miszczuk. Świetna na jesień, bardzo klimatyczna, nastrojowa, skłaniająca także do pewnych refleksji. Polecam.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

piątek, 15 września 2017

"Cichy podbój" Europy przez Islam





Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Radykalni. Terror
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller







Rok 2023, Europa zostaje zalana przez falę muzułmanów. Bohaterzy powieści na własnej skórze przekonują się, jak głęboko sięga ludzka wiara i w jaki sposób można przy jej pomocy usprawiedliwić brutalność i wszelkie zło.

Temat islamizacji Europy powraca co jakiś czas. Mogłoby się wydawać, że media niepotrzebnie go rozdmuchują albo, ze robią przysłowiowe widły z igły. Jednak czy rzeczywiście? Nagłówki gazet coraz częściej zwracają uwagę na fakt, że problem ten zaczyna robić się poważny, a obecność na europejskich ulicach coraz większych mas ludności innych kultur zaczyna zastanawiać. Czy otwarte granice rzeczywiście są dobrym pomysłem? Czy przyjmowanie ludzi powinno odbywać się na taką skalę? Czy Islam i jego wyznawcy mogą stanowić dla nas realne zagrożenie? Na problematyce tej skupił się Przemysław Piotrowski.

Nie ukrywam, że nieco się tej powieści obawiałam. Lubię mocne tematy i cenię autorów nieobawiających się wyzwań i stawiania sobie wysoko poprzeczki. Książki mocne, mroczne i brutalne zawsze są u mnie mile widziane, a moje zapotrzebowanie na takie klimaty stale rośnie. A jednak tutaj chodzi o coś znacznie innego. Religię totalną, która zdaje się zmieniać obraz współczesnej rzeczywistości i układ sił na świecie. Czy to mój temat? Z drugiej strony autor zwrócił moją uwagę na kwestie, do których wcześniej nie przywiązywałam wagi. Nigdy nie traktowałam poważnie gorących nagłówków w mediach, a spacerowanie ulicami Anglii, w której obecnie mieszkam i przyglądanie się setkom muzułmanów nie zastanawiało mnie. Aż do czasu poznania tej lektury.



Ogrom wiedzy, jaką Piotrowski prezentuje nam w swojej książce, jest naprawdę imponujący. Już pierwsze rozdziały wskazują na fakt, że autor rzeczywiście zagłębił się w ten temat, że przygotował się do pisania, a lektura jest wynikiem wniknięcia w temat całym sobą i przekazania czytelnikowi niezwykłej wizji, wspaniałej wyobraźni i poznanych faktów. Wcześniej wydawało mi się, że na ten temat co nieco już wiem, więcej- moja wiedza wcale nie wydawała mi się mała. Podczas lektury zdałam sobie sprawę, że właściwie nie wiem nic. A bardzo chciałam się dowiedzieć, choć kolejne informacje wstrząsały mną i wywoływały ciarki na plecach.  

Okazuje się, że kwestie związane z Islamem mogą stanowić świetną podstawę do stworzenia klimatycznej, mrocznej i zaskakującej powieści. Akcja książki szybko nabiera tempa i właściwie nie zwalnia przez całą lekturę. Piotrowski wielokrotnie zaskoczył mnie nagłymi zwrotami, nowymi wątkami, wprowadzeniem kolejnych postaci. Książka stanowi niezwykłe połączenie gatunków. Towarzyszące lekturze napięcie przywoływało mi na myśl dobre kino akcji, wątki morderstw i próba ukarania winnych kojarzyły się z soczystym kryminałem, wizja przyszłości oddaje klimat filmu grozy z wyższej półki, a przedstawione informacje zahaczają o literaturę faktu.

„Radykalni” utrzymani są w bardzo mocnym, typowo męskim klimacie. I widać to na każdym kroku, szczególnie za sprawą przedstawionych bohaterów. Młodzi mężczyźni charakteryzują się siłą, determinacją i charyzmą. Do celu dążą po trupach, skutecznie udowadniając, że rzeczy niemożliwe nie istnieją. Bardzo podobały mi się wykreowane przez autora sylwetki oraz sposób w jaki bohaterzy zmieniali się na moich oczach. Takie przemiany lubię najbardziej. Zwłaszcza, gdy zachodzą w słusznej sprawie.

Styl pisania Piotrowskiego jest wyrazisty i klimatyczny. Na szczególną uwagę zasługują mocne, brutalne i pobudzające wyobraźnię opisy wykreowanego przez niego świata. Ta powieść potrzebuje męskiego języka i przytupu, dlatego jak najbardziej uzasadnione wydaje mi się korzystanie z częstych wulgaryzmów, dla mnie nie stanowiło ono problemu.

Bardzo podoba mi się także w jaki sposób autor wykorzystuje w swojej powieści różne płaszczyzny czasowe. Bieżąca akcja zostaje subtelnie przepleciona wątkami z przyszłości. Dzięki temu możemy wyobrazić sobie, jak potoczyło się życie bohaterów, co czeka nas w kolejnej części oraz zrozumieć, jak mocno powieściowe wydarzenia wpłynęły na ich życie i światopogląd. Autor wykorzystał także fragmenty pamiętnika, co wzbogaca i urozmaica akcję.

W posłowiu Piotrowski zaznaczył, że chciał, by jego książka wywarła w czytelniku niepokój i niepewność. Dokładnie takie uczucia towarzyszyły mi podczas lektury, a część z nich pozostała gdzieś głęboko w środku.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Autorowi.



środa, 13 września 2017

Magdalena Majcher "Wszystkie pory uczuć" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Wszystkie pory uczuć. Jesień
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna 







Hania wychowała się w domu dziecka. Nigdy nie poznała ciepła rodzinnego ogniska ani dotyku matki. Małżeństwo z zamożnym wdowcem miało odmienić jej los. Dziś, wiele lat po ślubie, zdaje sobie sprawę, że nie tak to powinno wyglądać. Kobieta postanawia zmienić swoje życie i zaczyna niełatwą walkę o lepsze jutro.



Magdalena Majcher snuje swą opowieść z rozsypanych fragmentów codzienności. Rzeczywistość jej bohaterów przypomina naszą. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Monotonia urozmaicana jest małymi niespodziankami losu, niespodziewanymi wydarzeniami, porywami serca. Ta opowieść odzwierciedla samo życie, a może to samo życie ją napisało?





Majcher bardzo umiejętnie, ciekawie i dojrzale łączy ze sobą różnorodne tematy, co jednak najważniejsze- tematy pozornie zupełnie do siebie niepasujące. Kilkakrotnie, podczas lektury, czułam się zaskoczona tym niecodziennym zestawieniem wątków, będącym w moim odczuciu dużym wyzwaniem i wysokim ustawieniem sobie poprzeczki przez autorkę. Majcher udowodniła w ten sposób, że nie warto się zamykać na tematyczną różnorodność i podkreśliła, że jej umiejętności jeszcze nie raz nas zadziwią.

Bardzo podoba mi się, że książkowa fabuła skupia się na wątkach istotnych i jakby nie patrzeć, aktualnych. „Wszystkie pory uczuć” charakteryzują się niezwykłym realizmem. Można by odnieść wrażenie, że autorka opowiada o wydarzeniach z życia jej bliskich lub opowieściach zasłyszanych od znajomych. Na kolejnych stronach powieści pojawiają się kwestie dobrze znane, miłość igra z zazdrością i związkowymi nieporozumieniami, przyjaźń otula swym ciepłem i wspomnieniem wspólnie spędzonych chwil, nastolatki zaskakują wyobraźnią, a kobieca strona życia sprawia, że czytelniczka czuje się pewnie i znajomo.  

Powieść czyta się bardzo dobrze przede wszystkim ze względu na fakt, że łatwo zrozumieć bohaterki i wczuć się w ich sytuację. Majcher wykreowała postacie przypominające nas same oraz ludzi z naszego otoczenia. Każda z nich budzi emocje, przypominając sytuacje, które nie są nam obce. Nie sposób przejść obok nich obojętnie, ich zaskakujące dylematy, niespodziewane problemy, źle podjęte decyzje i trudne wybory stają się również naszym udziałem. Tą powieścią autorka podkreśla jednak siłę kobiet, pokazuje, że potrafią zaskoczyć siłą i determinacją. Na naszych oczach bohaterki przechodzą wewnętrzne przemiany, zaczynają walczyć o siebie i rozumieć, że nikt za nie życia nie przeżyje. Podoba mi się, w jakim kierunku została poprowadzona ta historia i w jaki sposób ewoluowały powieściowe postacie.


Majcher pisze lekko, operując słowem w sposób przemyślany i dojrzały. Jej opowieść jest dopracowana, skupiona na rzeczach ważnych, zrealizowana na bazie konkretnego pomysłu. Tutaj nie ma miejsca na improwizację, widać, że autorka zadbała o każdy szczegół. Z jednej strony to powieść lekka i przyjemna, odpowiednia na tę porę roku, podkreślająca jej uroki, zapewniająca odpowiednia dawkę rozrywki. Z drugiej to książka skłaniająca do refleksji, ukazująca różne aspekty życia, trudy każdego dnia, konieczność podejmowania decyzji i walki o lepsze jutro. Bardzo podoba mi się takie połączenie. „Wszystkie pory uczuć” przeczytałam bardzo szybko. I była to naprawdę ładna historia. 

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal.

niedziela, 10 września 2017

Kres sił




Autor: Pam Fluttert
Tytuł: Aż do dziś
Wydawnictwo: Linia
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 244
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Kat była wykorzystywana przez wiele lat. Przez jedną z najbliższych jej osób. Z tym sekretem musiała uporać się sama. Każdego dnia towarzyszył jej strach, a widok oprawcy wyciskał z oczu łzy. Aż nadszedł dzień, kiedy postanowiła coś zmienić. Aż do dziś.

Bardzo lubię literaturę młodzieżową. Jednak sięgam wyłącznie po książki skupiające się na tematach ważnych i aktualnych. Dokładnie tak jak „Aż do dziś”- powieść o tym, w jaki sposób mogą nas skrzywdzić ludzie bliscy, o problemach z zaufaniem oraz o molestowaniu.

Bardzo dawno nie spotkałam się z takim tematem w literaturze. A może nigdy. Dlatego cieszę się, że autorka zdecydowała się sięgnąć po ten motyw, trudny, bolesny, ale jakże istotny. Temat ten zawsze robi duże wrażenie, szokuje, wzrusza, wywołuje ogrom emocji. Bo przecież nie można przejść obojętnie obok sytuacji, w której nastolatka jest wykorzystywana, szczególnie, gdy tak, jak w przypadku Kat, problem pojawia się ze strony bliskiej osoby.

Fluttert opowiada tę historię niespiesznie, swoim tempem wprowadza nas w świat Kat. Mogłoby się wydawać, że w powieści niewiele się dzieje, w rzeczywistości jednak kolejne strony aż kipią od nagromadzonych emocji, ukrywania mrocznej tajemnicy, niekończących się sekretów. Autorka bardzo dobrze oddała charakter świata mąconego przez konieczność mierzenia się ze złem w ludzkiej postaci. Udało się jej idealnie wyczuć moment, kiedy tych faktów i kolejnych wydarzeń, byłoby dla nas za dużo. Ona ukazuje nam ważny temat, zaprasza nas do świata osoby skrzywdzonej, zarysowuje problem z różnych perspektyw, ale dawkuje nam tę przykrą wiedzę. Nie stara się na siłę szokować, po prostu ma świadomość, że to, o czym pisze, jest ważne, potrzebne, wciąż się zdarza. Przecież ona również to przeżyła...

Trzeba dodać, że problem molestowania pociąga za sobą wiele innych. W parze z nim idzie strach przed reakcją bliskich, brak zaufania, dystans wobec otoczenia, problemy z normalnym funkcjonowaniem. I to wszystko udało się Fluttert pokazać w tej niewielkiej objętościowo książeczce. To wszystko zamknęła w niedługiej historii, która jednak towarzyszy nam przez dług czas po zakończeniu lektury. Dlaczego? Bo bije z niej prawda, realizm, samo życie. Bo zaskakuje, szokuje, skłania do refleksji i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy może ktoś w naszym otoczeniu również nie próbuje czegoś ukryć, czy ktoś nam bliski także nie potrzebuje pomocy.

Podoba mi się, w jaki sposób autorka opowiedziała tę historię. Bieżącą akcję połączyła z pamiętnikiem skrzywdzonej dziewczynki. Dziś umiejętnie przeplotła z wczoraj, pokazując nam początki tej historii, jej rozwój na przestrzeni lat oraz kres, do jakiego dotarła bohaterka. Następne rozdziały pokazują nam jej walkę ze sobą, przekraczanie granic, próbę zmiany świata, którego częścią była przez tyle lat. Mimo że temat powieści jest trudny, autorce ukazało się opowiedzieć o nim lekkim językiem, subtelnie podkreślając rzeczy istotne i bolesne. Krótkie rozdziały, umiejętne operowanie piórem, forma pamiętnikowa- dzięki tym elementom lektura upływa nam szybko, zbliżając nas do wyczekiwanego zakończenia.

Na naszych oczach dokonuje się przemiana głównej bohaterki. Kat przez wiele lat była zastraszana, wykorzystywana, milcząca. Obawiała się podzielić swoja tajemnicą. Przekraczała kolejne granice wytrzymałości. Aż do dziś. Do momentu, kiedy zdała sobie sprawę, że już dłużej tak nie można. Kat to niezwykła dziewczynka, której nie sposób nie lubić. A kolejne rozdziały sprawiają, że emocje towarzyszące czytelnikowi przybierają na sile. Zaczynamy ją rozumieć, kibicujemy jej i liczymy, że jej los w końcu się poprawi.

„Aż do dziś” to lektura istotna, ponadczasowa, po którą powinno się sięgnąć niezależnie od płci, wieku czy czytelniczych upodobań. To literatura młodzieżowa, ale poruszana w niej tematyka sięga znacznie dalej i głębiej. Warto poświęcić jej wolny wieczór. 

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Linia.

czwartek, 7 września 2017

Mania podróżowania




Autor: Layne Mosler
Tytuł: Podróż w trzech smakach
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 488
Gatunek: literatura podróżnicza








Wsiadła do taksówki i zapytała kierowcę o jego ulubioną restaurację. Potem jeszcze raz. I kolejny. Tak zaczęła się przygoda jej życia. A raczej nowe życie, pełne niespodzianek i zwrotów akcji.



Marzy mi się podróżowanie, jednak na razie mogę sobie sobie pozwolić jedynie na takie palcem po mapie lub z nosem w książce. Do powieści Layne Mosler podeszłam zatem z wielkim entuzjazmem, dopatrując się w tej lekturze możliwości poznania bliżej trzech niesamowitych miast. A obietnica, że podróż ta będzie smakowita sprawiła, że nie trzeba mnie było dodatkowo zachęcać.





Layne Mosler opowiada nam o różnych miastach. Pokazuje jasne i ciemne punkty na mapie każdego z nich. Dzięki niej poczułam namiętność argentyńskiego tanga, magię nowojorskiej żółtej taksówki i zapragnęłam zobaczyć Berlin, na czym nigdy wcześniej mi nie zależało. Z jej opowieści wyłaniają się miejsca charakterystyczne, poznane innymi oczami, zaczynające kojarzyć się z elementami, z jakimi nie kojarzyliśmy ich wcześniej. Za sprawą opisów autorki i towarzyszących jej wydarzeń lektura ta staje się barwna, pouczająca, a także ekscytująca.

Tym, co bardzo spodobało mi się u Mosler jest szczerość. Autorka bardzo otwarcie pisze o rzeczach, których doświadczyła i ludziach, których poznała. Za sprawą okładki mogłoby się wydawać, że to książka lekka, łatwa i przyjemna- i w dużym stopniu tak właśnie jest- ale nie do końca. Nie zawsze było jej lekko. Nie zawsze miała pieniądze. I nie zawsze spotykały ją pozytywne rzeczy. Mosler otwarcie i uczciwie opowiada o niespełnionych marzeniach i snach na jawie. Z wielką, wręcz zaskakującą szczerością zaprasza nas do świata, który wielokrotnie ciężko ją doświadczył i zniechęcił, a jednak nie wahała się, by próbować dalej. Wciąż na nowo.

Postanowiła pisać o kierowcach i ich ulubionych lokalach w danym mieście. Taksówkarskie przygody wiele ja kosztowały. Odwagi, pieniędzy, czasami upokorzeń. A jednak projekt ten, choć wymagający i niecodzienny, okazał się szalenie ciekawy, dał jej siłę i motywację, by cieszyć się każdym dniem i walczyć o marzenia. Nigdy nie słyszałam o kimś, kto realizowałby się w ten sposób lub choćby o kimś, komu taki pomysł przyszedłby do głowy. Dlatego też czytanie o przygodach Mosler okazało się dla mnie świetną rozrywką. Ten przewodnik, a może pamiętnik, to lektura bardzo świeża i wyróżniająca się wśród wydawanych każdego dnia książek.

Wielką sympatię poczułam dla autorki tego niezwykłego tytułu. Bardzo ją polubiłam za szczerość i chęć dzielenia się doświadczeniami. Za sprawą tej powieści wróciła ona również do spraw bolesnych, takich jak np. miłosny zawód, a jedna nie bała się o tym wspomnieć, nie czuła, że jest to zbyt intymne, by dzielić się z czytelnikami. Ona pokazała nam swój świat, w pełnej krasie, z dniami lepszymi i gorszymi. Z marzeniami, które się spełniają, ale też sprawiają, że czasami człowiek się denerwuje, płacze, nie ma chęci wstać. Doszukałam się w tej powieści siły, motywacji, zachęty, by zawalczyć o siebie i własne jutro, a także niezwykłej odwagi. Nie jestem pewna, czy ja potrafiłabym wykrzesać z siebie te wartości, ale dobrze mieć świadomość, że inni mogą.

„Podróż w trzech smakach” to lektura lekka, odpowiednia na każdą porę roku i dla każdego wieku. Ale to także książka o nas samych, o życiu, doświadczeniu, spełnianiu marzeń i przekraczaniu granic. Bardzo mi się podobała, sporo z niej wyniosłam i czegoś mogłam się nauczyć. Świetne połączenie. I duże zaskoczenie. A do tego ta okładka, która nie pozwala o sobie zapomnieć. 

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

wtorek, 5 września 2017

Czarne charaktery




Autor: Wojciech Kuczok
Tytuł: Czarna
Wydawnictwo: Od deski do deski
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 260
Gatunek: literatura współczesna








Beata- żona i matka jego dzieci. Kilkanaście lat po ślubie. Utyła. Przestała na niego działać. Maryśka- młoda, ładna, ambitna, zakochana do szaleństwa. Nigdy nie wyobrażał sobie, ze jego wybór doprowadzi do tragedii.

Uwielbiam historie prawdziwe lub oparte na faktach, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok „Czarnej”. Opowieści o ludzkich błędach, wielkich namiętnościach, złych wyborach i jeszcze gorszych ludziach. Historii napisanej przez samo życie.


Wojciech Kuczok pisze naprawdę fantastycznie. Stworzona przez niego powieść intryguje od pierwszych stron. Głęboka, zaskakująca, pełna pasji. I opowiedziana w sposób, do którego ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Pięknie operuje słowem, potrafi pisać lekko o rzeczach niełatwych, sprawnie prowadzi czytelnika od rozdziału do rozdziału, sprawiając, że szybko zaczynamy się od jego pióra uzależniać, że ciężko nam się oderwać do samego końca.



Ja nie potrafiłam z tej historii zrezygnować. Starałam się przerywać lekturę tylko wtedy, kiedy musiałam. Emocje czytelników zostały na mnie przelane, a ich świat stał się na chwilę moim światem. Co ciekawe, tak naprawdę to przecież opowieść o miłości. Nieposkromionej, dominującej, silniejszej niż wszystko inne. Ale jednak miłości, która odgrywa w tej opowieści rolę pierwszorzędną. Ja takich nie lubię. Unikam. Trzymam się od nich z daleka. Ale tym razem nie umiałam. Wspaniały styl, umiejętność wczucia się w sytuację bohaterów, wyzwolenie emocji w czytelniku- te elementy sprawiły, że ta opowieść nabrała zupełnie innego charakteru, wciągnęła mnie niczym najlepszy thriller.

Bo może trochę tak było. W powietrzu czuć było tragedię. Każde ich spotkanie do niej prowadziło. Ten zapał, namiętność, niezdrowa siła tego uczucia. Z każdym kolejnym rozdziałem narastało napięcie, budziły się nowe wątpliwości i pytania. Czuć było, że coś w końcu wydarzyć się musi! Że to nie może pozostać bez echa. I nie pozostało. Coś się wydarzyło. Przelała się czara goryczy, ludzkich słabości, zawiedzionych nadziei i straconych szans. Wiele w tym utworze prawdy, realizmu, uczuć, których nie można tak po prostu wymyślić. Z kart powieści wylewa się samo życie. Nie można by jednak tego dostrzec, poczuć i pochwalić, gdyby nie ten styl. Tak dojrzały, dopracowany, zaangażowany w tę historię.

Kuczok przedstawia dzieje ludzi faktycznie żyjących, a co najważniejsze, oni żyją także w jego utworze. Łatwo wyczuć ich bolesny realizm, szaloną szczerość, niejednoznaczne pobudki. Podejmowane przez nich decyzje są zrozumiałe i dość uzasadnione, a wybory choć nie budzące aprobaty, to jednak w pewien sposób oczywiste. Bo pojawia się w nich to co ludzkie- chęć podążania za sercem i namiętnością, odpuszczanie sobie, uleganie słabościom. Autor ożywił ich swoją wyobraźnią, ale prawdziwość tej historii zdaje się odrzucać twórczą inwencję. Jego umiejętność oddania ludzkich charakterów robi wielkie wrażenie.




Kartki powieści zapisane zostały tematami popularnymi i dość powszechnymi. Miłość, przyjaźń, relacje rodzinne, samotność, pieniądze... Nic niebanalnego. Z drugiej strony czy można mieć o to do niego pretensje? Przecież o tym właśnie opowiada życie, na nich się opiera.






Wojciech Kuczok dobrze wie, jak opowiedzieć historię, by przekazać to, co w niej najważniejsze, a przy tym zainteresować czytelnika. A jego opowieść z pewnością zostaje z nami na dłużej.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Od deski do deski.