wtorek, 19 czerwca 2018

Paul Kalanithi "Jeszcze jeden oddech"




Autor: Paul Kalanithi
Tytuł: Jeszcze jeden oddech
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 232
Gatunek: literatura faktu 







„Jeszcze jeden oddech” miałam na oku już od dawna i wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, kiedy tę książkę przeczytam. Nigdy nie mogę się oprzeć dobrze napisanej literaturze faktu, zawarty w niej realizm i szczerość mocno działają na moje emocje, sprawiając, że zaczynam inaczej postrzegać pewne sprawy. Tym razem nie mogło być inaczej.


Paul Kalanithi był świetnym neurochirurgiem, a miał wielkie szansę, by stać się jeszcze lepszym. Jego miłość do medycyny absolutnie nie należała do przypadkowych. Mężczyzna potrzebował czasu, by zrozumieć, że to jedyna właściwa droga, a przekonał się o tym krocząc innymi ścieżkami. Neurochirurgia okazała się dla niego czymś więcej niż zawodem i wyuczoną nauką. Możliwość niesienie pomocy stała się prawdziwą pasją, a myślę, że można nawet powiedzieć- kolejną miłością.



Autor książki pomógł wielu ciężko chorującym. Wspaniałe osiągnięcia sprawiały, że otrzymywał najlepsze oferty pracy, a życie wydawało się płynąć utartym, ale interesującym torem, dobrze przemyślanym i ciężko wypracowanym. No właśnie, wydawało się. Będąc w życiowej formie, mając za sobą lata nauki i praktyki, planując założenie rodziny, dowiedział się, że ma raka. I postanowił o tym napisać, podzielić się doświadczeniami i refleksjami.

„Jeszcze jeden oddech” to piękna relacja pięknego człowieka. Bardzo osobisty zapis kolejnych dni spędzonych na nierównej walce z chorobą. Dni lepszych i gorszych. Pewnych i niepewnych. Rak zaskoczył go wielokrotnie, raz po raz raniąc na różne sposoby. Szanse poprawy przeplatały się z przerzutami, a próby powrotu do normalnego życia przełamywane zostały pogarszaniem się jego stanu i bytowaniem na granicy śmierci. Kalanithi opowiada o tych momentach bardzo szczerze, dzieląc się z nami najbardziej intymnymi szczegółami.

Nie da się ukryć, ze nie jest to lekka lektura. Bo jak może być lekko czytać o kimś, kogo życie potraktowało tak surowo i niesprawiedliwie? Z drugiej strony, czy rak wybiera tylko tych, którzy mogliby na to rzeczywiście zasługiwać? Nie, oczywiście, że nie. Szkoda bardzo. Zwłaszcza, że tak wiele miał przed sobą. I tak wiele jeszcze mógł zrobić dla innych. Wyjątkowo niefortunnie padło tym razem.

Ta powieść to trochę relacja lekarza, a trochę pacjenta. Biorąc pod uwagę wykształcenie i doświadczenie autora, trzeba przyznać, że nieco się ona różni od innych książek dotyczących tematyki chorobowej. Autor nie opowiada tylko o sobie, on przytacza również historie swoich pacjentów i swoich najbliższych. Choć podczas lektury towarzyszy nam smutek, to jednak wiele w tych słowach siły, zachęty i motywacji. Nie wiadomo, co jeszcze nas czeka, co zostało dla nas zaplanowane, dlatego warto walczyć- o każdy oddech.


Autor powieści zrobił na mnie duże wrażenie. I ta historią. I swoją osobą. To ktoś, kogo nie sposób nie obdarzyć sympatią oraz szacunkiem. Nie doszukałam się w jego opowieści żądania współczucia, poczucia krzywdy czy niesprawiedliwości. Opowiedział swoja historię, by dać nam kilka rad i zwrócić uwagę na pewne aspekty życia, których często nie doceniamy. Moim zdaniem, warto po tę opowieść sięgnąć.    

czwartek, 14 czerwca 2018

Katarzyna Puzyńska "Policjanci. Ulica" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Policjanci. Ulica
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 344
Gatunek: literatura faktu 







Nie mogłam się nadziwić, kiedy ujrzałam ten tytuł w wydawniczych zapowiedziach. Puzyńska w wywiadzie- nie udziela ale przeprowadza? Przepytuje policjantów? Ale jak to? A co stało się z Lipowem? Tymczasem, jak się okazuje, można jednocześnie pisać powieści kryminalne i prowadzić interesujące rozmowy, jedno drugiemu wcale nie przeszkadza, a i dla fanów z pewnością będzie to wielka niespodzianka.

Do lektury powieści zabierałam się z dość mieszanymi uczuciami, z jednej strony towarzyszyła mi ciekawość i radość, bo bardzo cenię twórczość autorki i cieszyłam się, że będę miała okazję poznać ją z nieco innej perspektywy. Z drugiej zaś pojawiły się jednak wątpliwości, podsycane przez element zaskoczenia. Czytałam szybko, jeszcze szybciej przekonując się, że warto tym rozmowom poświęcić czas, bo ani autorce niczego nie brakuje jako prowadzącej, ani odpytywani nie mogli zostać dobrani przez nią lepiej.



„Policjanci.Ulica” to zbiór dość krótkich wywiadów, które Puzyńska przeprowadziła z przedstawicielami patroli miejskich, pracownikami drogówki i oddziałów prewencji. Każdy z nich, niezależnie od stażu pracy, zdążył zgromadzić bogaty zbiór doświadczeń i chętnie dzieli się swoimi przeżyciami na kolejnych kartach powieści.



Puzyńska przepytuje swoich rozmówców w sposób bezpośredni, szczery i otwarty. Jeśli dana kwestia ją interesuje, to po prostu o nią pyta. Na niektórych tematach skupia się bardziej i zrealizowane zostały one bardziej wyczerpująco. Inne zostały nieco pominięte. Niewątpliwie jednak całość stanowi intrygującą mieszankę przeżyć i refleksji pracowników tak w naszym kraju niedocenianych.




Kolejne pytania i odpowiedzi pozwalają nam wyobrazić sobie, jak wygląda życie rozmówców. Większość z nich podkreśla, że policjantem jest się zawsze a nie jedynie od 7 do 15, a wypadki różnego rodzaju zdarzają się także po godzinach. Wybrane przez nich zawody sprawiają, że każdego dnia zostają narażeni na ryzyko utraty zdrowia i życia, a wydarzenia mające miejsce w czasie pracy wciąż na nowo ich zaskakują.



Puzyńska nie zachowuje dystansu, nie prowadzi podchodów, nie pozwala sobie na tabu. O wszystko pyta szczerze, wprost. Dlatego też nie dziwi, że w powieści pojawiają się pytania o kwestie z byciem policjantem tak kojarzone. Alkoholizm, łapówkarstwo, statystyki, nieufność społeczeństwa- to tylko namiastka tego, co możemy znaleźć w powieści.





Książka rozwiewa wiele wątpliwości i pozwala znaleźć odpowiedzi na zadawane sobie pytania. Interesuje, skłania do refleksji, ale także stanowi świetna rozrywkę. Dzięki krótkim rozdziałom, dobrym pytaniom i ciekawym odpowiedziom, sprawia, że czyta się praktycznie sama- szybko i bez problemu. Serdecznie polecam. 

Autorka połowę swojego honorarium przekaże na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. 

Koniecznie obejrzyjcie również film promocyjny dotyczący tego tytułu.




Za możliwość poznania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 12 czerwca 2018

Lisa Scottoline "Kłamstwo doskonałe" [recenzja premierowa]




Autor: Lisa Scottoline
Tytuł: Kłamstwo doskonałe
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura współczesna








Chris Brennan zrobił wszystko, by otrzymać posadę trenera w liceum mieszczącym się w niewielkim miasteczku w Pensylwanii. Szybko zdobył sympatię uczniów i grona nauczycielskiego, choć nikomu spośród nich nie zdradził prawdy na swój temat. Kim jest? Do czego dąży? I dlaczego zainteresował się zwyczajną szkołą średnią w sennym miasteczku na uboczu?



Mając w pamięci piorunujące wrażenie, jakie zrobiły na mnie dwie poprzednie powieści autorki- „Czekam na ciebie” oraz „Mów do mnie”, zwyczajnie nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszego tytułu, który wyszedł spod jej pióra. Głęboko liczyłam, że ta książka również trafi do mojego serca, zajmując tym samym szczególne miejsce w mojej biblioteczce.





Kilkakrotnie przekonałam się już, że autorka pisze bardzo lekko, z łatwością odwołując się do czytelniczych emocji i skrywanych głęboko pragnień. W umiejętny sposób potrafi oddziaływać na naszą wyobraźnię, nakłonić nas na postawienia się na miejscu bohaterów, odwołuje się do mocnych przeżyć i wspomnień z dzieciństwa. Te elementy sprawiają, że podczas lektury z chęcią angażujemy się w przygody bohaterów, nie pozwalają nam na obojętność, sprawiając, że zawsze musimy zająć stanowisko wobec poruszanych w powieści kwestii.

„Kłamstwo doskonałe” to kolejna lektura, w której znalazłam ten zestaw cech, tak w mojej ocenie charakterystyczny dla twórczości Scottoline. Autorka rozpoczyna powieść istotnym akcentem, przez dość długi czas utrzymując nas w niepewności dotyczącej motywów głównego bohatera. Bazując na jego kłamstwach, w kolejnych rozdziałach udowadnia nam, że nic w życiu nie jest jedynie białe albo czarne, a w postępowaniu ludzi, podejmowanych przez nich decyzjach i zmaganiach z codziennością, warto poszukać odcieni szarości. Ta początkowa niepewność zachęca nas, by jak najszybciej przekonać się, co wydarzy się w dalszej części książki. Tajemnice, sekrety i kłamstwa popychają nas do przodu, w my w swej ciekawości i niecierpliwości pokonujemy karty powieści z zastraszającym tempie.

Scottoline w ujmujący sposób łączy ze sobą poszczególne tematy, sprawiając, że obok siebie występują często kwestie, między którymi ciężko doszukiwać się zbieżności czy podobieństw. A jednak jej wychodzi to niezwykle lekko, z wielka gracją i precyzją raz pod raz pokazuje czytelnikowi, że dobrze wie, co robi i w jakim zmierza kierunku. Realizując fabułę „Kłamstwa doskonałego” stawia naprzeciwko siebie trenera, któremu w rzeczywistości do trenowania bardzo daleko i rodziny, jakie polegają na nim, licząc, że podejmowane przez niego kroki okażą się najlepszym wyborem dla ich dzieci. Czy rzeczywiście? Po czyjej stronie walczy Chris? Jakie są jego ukryte motywy? O co w tym wszystkim chodzi?

Za osobą głównego bohatera kryją się tajemnice i kłamstwa, przynajmniej tak początkowo sugeruje nam autorka. Warto poznać te fabułę, by przekonać się, jak bardzo się mylimy. Związane z nim wątki przywodzą nam na myśl budzący niepokój thriller, sprawiają, że podążamy w kierunku rozwiązania szybko i uparcie. Skupiając się jednak na matkach trenowanych chłopców, zaczynamy kroczyć ścieżką obyczajową, zwracając baczną uwagę na znane i lubiane motywy poruszane w obrębie literatury kobiecej. Bardzo podoba mi się takie połączenie subtelnego thrillera i książki prezentującej cechy cenione przez wszystkie czytelniczki.

Autorka pisze lekko, w sposób zachęcający, angażujący i skłaniający, by na tej lekturze się skupić, poświęcić jej swój wolny czas. Subtelne pióro, kobiece słownictwo, krótkie rozdziały- to tylko kilka zalet powieści sprawiających, że można ją poznać w zaledwie kilka popołudni czy wieczorów.

„Kłamstwo doskonałe” to świetny wybór, dla czytelniczek szukających niebanalnych, zabarwionych innymi gatunkami, książek kobiecych. Jak najkrócej podsumować tę powieść? Interesująca fabuła w nieskomplikowanym wydaniu.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 10 czerwca 2018

Katie Cotugno "99 dnia lata"



Autor: Katie Cotugno
Tytuł: 99 dni lata
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 420
Gatunek: literatura młodzieżowa 








Patrick był pierwszą miłością Molly, dopóki ta nie obdarzyła uczuciem jego starszego brata. Próbując uporać się z niechęcią chłopców, wspomnieniami z przeszłości i własnymi emocjami ostatni rok szkoły spędza w internacie. Na wakacje musi jednak wrócić do domu. Nadchodzące lato nie zapowiada się kolorowo. Czy dawni przyjaciele wybaczą dziewczynie wyrządzone krzywdy?

Szukając idealnej lektury na te ciepłe dni ciężko przejść obojętnie obok tytułu „99 dni lata”. Przyznam szczerze, że było to jedno z najważniejszych kryteriów, którymi kierowałam się przy wyborze tej lektury. Bardzo lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę młodzieżową, staram się jednak skupiać tylko na „pewniakach”. Wydawało mi się, że nowa książka Katie Cotugno to jeden z nich. Czy rzeczywiście?

To, co podobało mi się w tej powieści najbardziej to sposób, w jaki autorka przedstawiła uroki i zawirowania okresu dojrzewania. Niezwykle szczerze i bezkompromisowo opowiedziała o porywach serca, buzujących hormonach i dojrzałości, która wciąż podszyta jest jeszcze wspomnieniami z dzieciństwa. Nastolatki przeżywają mocniej, bardziej, intensywniej, nie do końca zdając sobie sprawę z powagi sytuacji i problemów, w które łatwo się wplątać i towarzyszących im konsekwencji. Cotugno zaprasza nas do świata pełnego emocji, doznań, uśmiechów, ale także łez. Umiejętnie i trafnie oddaje klimat gorących letnich wieczorów schładzanych przez pamięć nieprzyjemnych wydarzeń z przeszłości.

"Patrick poukładał sobie życie beze mnie, upominam się w duchu. Jak wszyscy. prócz mnie". 

Zachowanie głównej bohaterki można by odebrać jako infantylne, a ją samą jako dziecinną i niesprawiedliwą, a jednak zagłębiając się w tę opowieść ciężko jest nie dać jej szansy. Autorka sprawia, że podczas czytania potrafimy do tej sprawy nabrać dystansu, spojrzeć na nią mniej surowym okiem, w naszej głowie budzą się refleksje, a w sercu emocje. Powracamy pamięcią do lat naszej młodości, z pobłażliwym uśmiechem wspominamy dawne błędy i kiepskie decyzje. Patrząc na Molly pod tym kątem ciężko ją winić, a może nawet nie sposób nie obdarzyć jej pewną dozą sympatii?

Warto docenić, w jaki sposób Cotugno zrealizowała w swej powieści najważniejsze wątki. Z jednej strony mamy bowiem sytuację skomplikowanej relacji między Molly, a chłopcami z sąsiedztwa- dawnymi przyjaciółmi, a obecnymi wrogami. Dobrze wiemy, co wydarzyło się między nimi w przeszłości i z wielką ciekawością obserwujemy ten miłosny trójkąt, czekając na rozwój sytuacji. Z drugiej strony obserwujemy popsutą więź, jaka łączy Molly z mamą, obowiązujący w niej żal, smutek, poczucie krzywdy. Moim zdaniem autorka z obydwoma tematami poradziła sobie bardzo dobrze, zwracając uwagę na uczucia wszystkich bohaterów w poszczególnych sytuacjach.

Cotugno pisze lekko, subtelnie, łagodnie. Język powieści nie jest wyszukany, dlatego świetnie sprawdza się w przypadku lektur dla młodzieży. Cechy te sprawiają także, że książkę czyta się szybko, pozwalają nam w błyskawicznym tempie poznawać kolejne przygody bohaterów.

Mimo że powieść skierowana jest do młodych osób, mam wrażenie, że każdy z nas mógłby znaleźć w niej coś dla siebie. Jednych z pewnością ujęłaby podejściem do interesujących tematów, zwróceniem uwagi na uczucia bohaterów, odwołaniem do przeszłości, która mocnym akcentem wkrada się w teraźniejszość. Dla innych okazałaby się dobrym wyborem na lato, bo nie da się zaprzeczyć, że to świetna pozycja na długie wieczory. Dobrze napisana, lekka w odbiorze i gorąca za sprawą targających bohaterami większych i mniejszych namiętności.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.

piątek, 8 czerwca 2018

Cath Crowley "Słowa w ciemnym błękicie"




Autor: Cath Crowley
Tytuł: Słowa w ciemnym błękicie
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura młodzieżowa







Zaledwie kilka lat temu Rachel i Henry byli najlepszymi przyjaciółmi. Sytuacja, która ich rozdzieliła, wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Dziś, kiedy spotykają się znowu, muszą zdecydować, co właściwie ich łączy. Czy wśród zakurzonych książkowych półek będą w stanie sobie wybaczyć? I zacząć od nowa?


Po „Słowa w ciemnym błękicie” sięgnęłam zachwycona ilością pozytywnych recenzji innych czytelników. Gorąco liczyłam na to, że mnie również ta powieść poruszy i oszołomi oraz, że z chęcią przygotuję dla niej specjalne miejsce na półce. Niestety nowa książka Cath Crowley nie do końca spełniła moje oczekiwania, sprawiając, że na półce wylądowała raczej w poczuciu żalu i niezadowolenia.





Tym, co zdecydowanie podobało mi się w tym utworze najbardziej, jest obsadzenie akcji w świecie książek. Antykwariat, powieści, które mogą zyskać nowe życie, cudowny pomysł w postaci Biblioteki Listów (pozwalającej zostawiać w ulubionych książkach swój ślad) mocno podziałały na moją wyobraźnię i sprawiły, że zapragnęłam na chwilę się tam przenieść, zamienić się miejscami z bohaterami. Autorce w zachęcający i obrazowy sposób udało się przedstawić ten niebanalny świat. To najmocniejsza strona tej książki.

Dużą zaletę stanowi również lekki styl autorki. Poprowadzenie akcji przez świat nastolatków sprawia, że powieść nabiera lekkości, a dość mocny charakter poruszanej w niej problematyki zostaje złagodzony poprzez młodzieżowy klimat. Crowley pisze bardzo swobodnie, subtelnie, skupia się na istotnych w jej opinii sprawach, nie odbiegając za bardzo w innych kierunkach. Jej styl jest niewymuszony, widać, że pisanie sprawia jej przyjemność, a na kartki powieści przelewa część siebie. Spisywanie stworzonej przez wyobraźnię historii przychodzi jej z łatwością i czuć to podczas lektury.

Autorka wykorzystała również mój ulubiony sposób przedstawienia opowieści, śmiało korzystając z narracji pierwszoplanowej i oddając naprzemiennie głos głównym bohaterom. Rachel i Henry w poświęconych sobie rozdziałach opowiadają o towarzyszących im rozterkach i problemach, próbując zaangażować czytelnika w ich świat. I choć problemy te rzeczywiście mogą zainteresować i sprawić, że utożsamimy się z bohaterami, ja tego nie poczułam. Czytałam, rozumiałam, ale nie przeżywałam tego z nimi, nie potrafiąc poczuć nic więcej ponad zwyczajną ciekawość.

Wydaje mi się, że w dużej mierze wynika to z faktu, że nie poczułam sympatii wobec zarysowanych przez Crowley postaci. Część z nich- ta męska- w moim odczuciu była dość pospolita, jednowymiarowa, na swój sposób smutna. Z kolei kobiece bohaterki wypadły nieco wulgarnie i egoistycznie. I choć rozumiem ich powody, to nie potrafię zaakceptować, że autorka wybrała taki sposób kreowania bohaterów. W ogóle mnie nie przekonał i nie byłam w stanie się z nim pogodzić. Co więcej, spodziewałam się interesującego wątku miłosnego, łączącego głównych bohaterów, wydawało mi się, że w tę stronę wszystko zmierza. A ten wątek (może i był) jakiś taki blady, niewyraźny.

„Słowa w ciemnym błękicie” to jedna z wielu podobnych do siebie książek młodzieżowych. Napisana lekko, opowiedziana w przyjazny czytelnikowi sposób, pozwalająca poznać się w jeden wieczór. A przy tym jednak dość banalna i niebędąca w stanie poruszyć tych najgłębiej skrywanych w sercu nutek. Nie poczułam się oszołomiona, nie dotarła do mnie powaga książkowych problemów. Zamiast tego z lekkim westchnieniem rozczarowania odkładam ją w ciemny kąt.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 6 czerwca 2018

Karen Cleveland "Muszę to wiedzieć" [recenzja premierowa]



Autor: Karen Cleveland
Tytuł: Muszę to wiedzieć
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller 







Vivian myślała, że ma idealne życie. Wymarzoną pracę, kochającego męża i cudowne dzieci. Jej kariera w CIA nie mogła kształtować się lepiej, w końcu trafiła do najlepszej z sekcji- rosyjskiej. Wszystko zmienia się, kiedy przygotowany przez nią program wśród uśpionych agentów pokazuje kobiecie zdjęcia jej męża.


Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Muszę to wiedzieć” to jeden z tego typu thrillerów, które każdego dnia zalewają czytelniczy rynek. Kobiecy, subtelny, łatwy w odbiorze, napisany lekko, z przewidywalną fabułą. W mojej opinii- nic bardziej mylnego. Choć większość tych cech spokojnie można by do tej książki dopasować, to jednak daleko jej do przewidywalnej, dawno też nie czytałam tak naprawdę podobnej fabularnie powieści.



Przede wszystkim Cleveland rewelacyjnie spisała się przy kreacji głównej bohaterki. Vivian to analityczka CIA, która na co dzień zajmuje się kontrwywiadem. Tajne operacje, sekrety pozostające w czterech ścianach biura, liczne próby odkrycia głównych postaci skomplikowanej rosyjskiej siatki wywiadowczej. Jak można się spodziewać kobieta realizująca się w takiej pracy musi być silna, nastawiona na realizację celu, nieprzeciętnie inteligentna. Ta krótka charakterystyka świetnie pasuje do Viv. Główna bohaterka tej historii zaskoczyła mnie wielokrotnie, a kiedy dodam, że do tego zestawu świetnie pasuje także jej nieprzewidywalność- tylko spróbujcie to sobie wyobrazić.

Autorce umiejętnie udało się oddać atmosferę panującą w CIA. Osadzenie akcji powieści w takim miejscu sprawia, że po prostu nie może zabraknąć w niej napięcia. Pilnie strzeżone tajemnice, daleko posunięte szyfrowanie, ochrona na najwyższym poziomie, taki klimat to uczta dla czytelniczej wyobraźni i możliwość poczucia się jakbyśmy faktycznie w tej historii uczestniczyli. Dawno nie miałam do czynienia z podobną fabułą, dlatego moja ciekawość była olbrzymia, a w momencie kiedy zrozumiałam, jak wielki potencjał kryje się na kartach tej historii, moje wymagania ogromnie wzrosły. Na szczęście nie zawiodłam się na żadnym etapie lektury.

„Muszę to wiedzieć” to historia, którą poznaje się szybko i przyjemnie. Cleveland od początku nie pozwala czytelnikowi na nudę i obojętność, już w pierwszym rozdziale utwierdzając nas w przekonaniu, że zaplanowała dla nas prawdziwą jazdę bez trzymanki. Autorka zaczyna swą opowieść mocnym akcentem, a dalej jest już tylko lepiej. Utrzymuje szybkie tempo, zapewnia zwroty akcji, wprowadza nowe wątki, przez cały czas zapewniając czytelnikowi rozrywkę na najwyższym poziomie.

Powieść przeczytałam jednym tchem, wprost nie mogąc się od niej oderwać. Zaintrygowanie treścią i wszechogarniająca ciekawość towarzyszyły mi od samego początku do samego końca. Autorka kilkakrotnie dała mi do zrozumienia, że całość wcale nie jest tak oczywista, jak można by pomyśleć. A kiedy miałam pewność, że dobrze wiem, co właśnie się wydarzy, gwałtownie zmieniała bieg akcji. Szybkie tempo i krótkie rozdziały sprawiają, że przez tę książkę po prostu się płynie. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym tempie i tak mamy chwilę na refleksje i kilka przemyśleń, bo autorka nieco złagodziła klimat obecnością typowo kobiecych zagadnień, co również uznałam jej na plus.

Nie ma ani jednego elementu, który w tej powieści by mi przeszkadzał czy mnie uwierał. Całość została dobrze przemyślana, świetnie dopracowana i rewelacyjnie napisana. Każdy szczegół znalazł się dokładnie w tym miejscu, w jakim powinien być, nic nie można dodać i nic ująć. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam  tym roku. Serdecznie polecam.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

niedziela, 3 czerwca 2018

Danka Braun "Krew na sutannie"




Autor: Danka Braun
Tytuł: Krew na sutannie
Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura współczesna






W Zgromadzeniu Księży Katechetów ginie jeden z nich. Kto zabił prowincjała? Jeden z mieszkańców czy może ktoś spośród odwiedzających? A może dotyczy to sprawy sprzed 30 lat?



Rozpoczynając lekturę „Krwi na sutannie” spodziewałam się subtelnego thrillera albo kobiecego kryminału. Bardzo lubię takie klimaty, łączące moje ulubione gatunki z wątkami obyczajowymi, uzupełniającymi lekturę i łagodzącymi mocną akcję. Tymczasem nowa powieść Danki Braun okazała się skierowana bardziej w stronę literatury kobiecej, wątek morderstwa spychając jednak nieco na boczny tor. Co ciekawe, nie mam akurat o to do autorki żalu.



Bardzo podoba mi się zabieg, jaki zastosowała Braun prowadząc akcję książki dwutorowo. Z jednej strony podążamy za kolejnymi wątkami prowadzonego śledztwa i wraz ze wskazanymi detektywami poszukujemy mordercy. Z drugiej zaś mamy okazję skupić się na pamiętniku jednej z bohaterek powieści. Choć przyznaję to z zaskoczeniem, ten dziennik przypadł mi do gustu o wiele bardziej, mocniej oddziałując na moje emocje i skierowując moje myśli na inne tory.

Wskazany dziennik to literatura obyczajowa w najlepszym wydaniu. Zapis bardzo osobisty, intymny, intrygujący. Z wielką niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych wpisów, licząc, że poznane szczegóły pozwolą mi zrozumieć, czemu te zapiski służą, przy okazji jednak zwyczajnie ciesząc się lekturą. W tym pamiętniku Braun opowiada prostą, a przy tym bardzo życiową i realistyczną historię, opierając ją na emocjach i instynktach. Znaczące miejsce zajmują w niej ludzkie namiętności, które choć żarliwe, zostały opisane w sposób nienachlany i dający do myślenia.

Samo śledztwo okazało się dość proste. Choć ciężko jest dotrzeć do mordercy przed finałem, to jednak sprawa w rzeczywistości nie należy do skomplikowanych.  Gratką okazuje się osadzenie akcji w Zgromadzeniu Księży. Mam wrażenie, że wciąż niewiele się mówi o tym, co w takich miejscach się wyprawia, do czego jego mieszkańcy i działacze są zdolni. Braun natomiast przedstawia całą sprawę bezkompromisowo, nie chowa się za żadnym tabu. Jasno i wyraźnie opowiada o wszystkich błędach i problemach stanu duchownego.

Wiele w tej powieści doszukać się można realizmu i szczerości. Książkowa historia wydaje się bardzo życiowa, poznając kolejne wydarzenia można by odnieść wrażenie, że wydarzyła się naprawdę. Ten realizm widać również w sposobie kreowania bohaterów. Bardzo lubię takie mocne podejście do tematu ludzkich ułomności, ukazanie postaci pod różnym kątem. Sztuka nie polega bowiem na tym, że bohaterów koniecznie trzeba polubić i obdarzyć sympatią. Nie. Moim zdaniem lepiej jest, gdy nie zostają oni na siłę wybielani, a my możemy odnaleźć w nich trochę siebie i się z nimi utożsamić.

Braun pisze w bardzo lekki i przystępny sposób. Skupia się na opisach sytuacji i przemyśleniach bohaterów, nieco ignorując rolę dialogów. Mnie akurat w ogóle to nie przeszkadza, uważam, że skonstruowanie takiej historii wcale nie jest łatwiejsze, a może nawet trudniejsze. Czytało mi się naprawdę dobrze, a lektura przyniosła mi kilka sympatycznie spędzonych godzin. Serdecznie polecam.

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prozami.