czwartek, 25 maja 2017

A miało być tak pięknie



Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Odezwij się
Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura współczesna 








Ada i Rafałek zaginęli jednego  spośród takich samych dni, który niczym szczególnym się nie wyróżniał. Świadków wydarzenia jest niewielu, a ich wiarygodność pozostawia sporo do życzenia. Policja wciąż nie radzi sobie z pchnięciem sprawy naprzód, a brak dowodów utrudnia jej zadanie. Pamiętnik Ady rzuca podejrzenia na zaginioną dziewczynkę. Czy Ada była skłonna skrzywdzić brata?

Magdalena Zimniak zabiera nas w świat, w którym nic nie jest takie, jakim z pozoru się wydaje. Idealna rodzina podzielona została przez sekrety, niedomówienia, niejasności. Bliskość zaczęła umierać, jedność blaknąć. Rodzinne szczęście jest o wiele bardziej kruche, niż można by się było tego spodziewać, a idealny obrazek zostaje pogruchotany przez mieszankę wydarzeń przeszłych i teraźniejszych. Zimniak bardzo dobrze ukazuje kruchość owej książkowej rodziny, błędy, których się dopuściła, zaprzeczenia, jakimi łatwiej było się jej kierować. Z jej opowieści wyłania się obraz oddalonych od siebie małżonków i rodzeństwa, którego relacje również nie do końca powinny wyglądać tak, jak powinny. Za sprawą Ady…

Dziewczynka cierpi na nerwicę natręctw. Każdego dnia zmaga się z trudnościami kreowanymi przez jej własny umysł. Mocne słowa, niechciane obrazy, próba zatracenia się z modlitwie i prośby składane do Boga o pomoc. Autorka książki bardzo dobrze oddała charakter tego schorzenia. Przybliżyła nam cechy dla niego właściwe, ukazała, jak ciężko z nim żyć, zwłaszcza wrażliwej i delikatnej dziewczynce. Ukazanie tych dolegliwości za pomocą pamiętnika prowadzonego przez dziewczynkę to strzał w dziesiątkę. Nadaje to całej sprawie głębi, emocjonalności, wymiaru bardziej osobistego. I sprawia, że dziewczynka na żadnym etapie nie budzi w nas negatywnych czy sprzecznych emocji. Muszę przyznać, że to jedna z najciekawszych i z pewnością najsympatyczniejszych bohaterów powieści.

Mocne i wyraziste tło obyczajowe stanowią bardzo dobrą podstawę dla uczynienia tej historii jeszcze bardziej przejmującą i nadania jej statusu thrillera psychologicznego. Zimniak niezwykle gładko oddaje charakter bohaterów, wnika w ich wnętrze, roztrząsa ich nastroje i emocje. Robi to z wielką przenikliwością, starannością i dbałością o szczegóły. Z wielką łatwością dostrzega w nich dobro i zło, potrafi realistycznie oddać zalety i wady, przeniknąć do umysłu, odnaleźć przyczyny i powody takich, a nie innych zachowań. Nie boi się mroku, z chęcią nurza się w ciemnych sprawach. Subtelnie wprowadza nas w świat przepełniony ciemnością, w którym zło zaczyna przybierać dominującą formę i przytłaczać, coraz mocniej i mocniej. Napięcie zbudowano z wielką pieczołowitością, wraz z zagłębianiem się w powieść odczuwa się je wyraziście i głęboko.

Zimniak wykazała się dobrym pomysłem, co jednak najważniejsze potrafiła ten pomysł odpowiednio zrealizować. Fabuła książki została przemyślana i dopracowana, każdy szczegół dopełniał całość i niczego nie było w tej powieści za dużo. Podoba mi się sposób, w jaki autorka wprowadza nas w akcję, stopniowo, czasem niemal boleśnie pomału, co nie znaczy akurat, że mało się dzieje. Dramat rodziców i dzieci uderza w nas spośród kolejnych rozdziałów, a upływający czas oddziałuje na czytelnika odurzająco.



Autorka pięknie operuje słowem i chętnie z niego korzysta, budując akcję powieści i kreując bohaterów. Nie boi się długich opisów, bogatych w słowa, choć często ubogich w dialogi. Mówi się, że niezwykle ciężko jest ułożyć mądre i absorbujące dialogi, ale moim zdaniem o wiele trudniej jest stworzyć powieść, w której tych dialogów jest niewiele, a ona nie męczy i nie nuży.

Mnie nie zmęczyła. Wręcz przeciwnie. Pochłonęłam ją tak szybko, jak mogłam, delektując się fabułą, ciesząc słowem. Nie mogę tej powieści niczego zarzucić. Zasłużyła na każde napisane o niej słowo uznania. To wspaniale, że takie książki wychodzą spod piór polskich autorów.  

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prozami.

wtorek, 23 maja 2017

Całkiem inny świat




Autor: Anna Badkhen
Tytuł: Wędrówka z Ablem
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura podróżnicza 







Annę Badkhen poznałam za sprawą jej poprzedniej książki- Cztery pory roku w afgańskiej wiosce- ale to ten tytuł zrobił na mnie większe wrażenie. Opowieść o Nomadach szczerze mnie zainteresowała i mocno urzekła. Uwielbiam literaturę faktu, a ta historia z pewnością na długo zapisze się w mojej pamięci.


„Wędrówka z Ablem” to niesamowicie barwna i kolorowa mozaika przedstawiająca życie Nomadów. Autorka na pewien czas po prostu zrezygnowała ze swojego życia i zamieszkała z jedną z rodzin pasterskich. Dzięki temu, że spędziła z nimi wiele czasu, miała okazję poznać ich codzienność, kulturę, obyczajowość oraz sposób patrzenia na życie i świat. Napisana przez nią historia jest kompletna, dopracowana i szalenie interesująca.




Z opowieści tej wyłania się obraz ludzi niezwykłych. Posiadających niewiele i tą małą garstką potrafiących się cieszyć. Nomadzi żyją z dala od cywilizacji, nie potrzebują nowoczesnej technologii, żywią się tym, co udaje im się wyhodować lub samodzielnie wyprodukować, korzystając z wymiany i pomijając używanie gotówki. Każdego dnia pokonują wielkie odległości, w celu zaspokojenia swych potrzeb. Ich życie jest dużo trudniejsze od naszego. Właściwie nie ma z nim nic wspólnego. Czasami ciężko było mi uwierzyć w opowieść snutą przez Badkhen, ale im mocniej się w nią zagłębiałam, tym bardziej działa na moją wyobraźnię, zapraszając mnie do pełniejszego i bardziej emocjonalnego zaangażowania się w ten nietypowy świat.

Nietypowość. To słowo zdecydowanie do Nomadów pasuje. Ich wierzenia momentami wydawały mi się niezwykłe, a nawet dziwaczne, co przewrotnie jeszcze bardziej zachęcało mnie do lektury. Zjedzenie sowiego mięsa uchroni Cię przed śmiercią. Jeśli krowa wejdzie przez tobą do wody niestraszne ci bestie i demony. To dopiero początek długiej listy przedziwnych wierzeń, które w decydujący sposób determinują życie tych ludzi. Co ciekawe, podczas lektury nie było mi do śmiechu. Cieszyłam się z możliwości zbliżenia choć w taki prosty sposób, poznania nowej kultury, innego świata.

Fakt, że Badkhen spędziła z Nomadami tyle czasu, widoczny jest w tej powieści. Czujemy towarzyszące jej emocje. Dostrzegamy uczucia, które połączyły ją z tymi ludźmi. Widzimy zachodzące w niej zmiany. Tym razem autorka zdradziła nam co nieco ze swojego prywatnego życia. Opowiedziała, jak wpłynęła na nią i na jej życie ta podróż, opowiedziała, czego po niej oczekuje. Te element prywaty, garść zdradzonych tajemnic bardzo przypadły mi do gustu. Bo przecież jej osoba również liczy się w tej opowieści.


Przeczytałam. Mam wrażenie, że mogłabym powiedzieć, czy napisać jeszcze wiele, a jednocześnie brakuje mi słów. Bo Nomadów nie można tak po prostu zamknąć w paszczy zwyczajnych, prostych wyrazów. Ich sposób bycia i pomysł na życie mocno wykracza poza znane nam granice. To wszystko jest nam zupełnie obce. A jednak tkwi w tym odrobina magii, którą udało się uchwycić również na okładce powieści. 




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 21 maja 2017

Czasami wystarczy tak niewiele




Autor: Suzanne Young
Tytuł: Dzikie serca
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 264
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Jej matka odeszła. Ojca pochłonął alkoholizm. Wszystko co jej zostało, to młodszy, niepełnosprawny umysłowo brat, choć przywiązanie do chłopca ma swoje konsekwencje. Życie Savvy mogłoby być lepsze. Czy pojawienie się w nim Camerona zmieni sytuację na lepsze?

Suzanne Young poznałam za sprawą genialnej „Plagi samobójców”- książki, która mocno utkwiła mi w pamięci i którą bardzo ciepło wspominam. Nie byłam pewna, czego spodziewać się po jej najnowszej powieści, znacznie odbiegającej fabułą od poprzedniczek.


Najbardziej obawiałam się, że akcja książki zostanie zdominowana przez uczucie rodzące się między Savvy a Cameronem, jak to często bywa w książkach młodzieżowych. Young działała jednak na tym polu bardzo ostrożnie, subtelnie podchodząc do relacji między bohaterami. Wszystko odbywa się z wielkim wyczuciem, nie nachalnie. Savvy i Cameron zbliżają się do siebie poprzez przyjaźń, a cała ich relacja jest niezwykle urocza, wdzięczna i wzbudzająca u czytelnika uśmiech.



Bardzo ciekawiło mnie, jak autorka poradzi sobie z tym trudnym środowiskiem, w którym przyszło funkcjonować dziewczynie. Rozbita rodzina, chory braciszek, szkoła kojarząca się z marginesem społecznym, a do tego były chłopak, który zdecydowanie nie zamierza się odczepić. I tym razem autorka sprawiła się wyśmienicie, bardzo dobrze oddając dysfunkcyjny klimat środowiska Savannah. Wątki dotyczące jej rodziny, braku pieniędzy, niewesołej sytuacji w szkole zrobiły na mnie spore wrażenie i wzbudziły sporo emocji, ale nie okazały się na tyle przerysowane by razić czy wywoływać niepotrzebne uczucie litości.

Savvy to wspaniała dziewczyna. Troskliwa, dojrzała, zdeterminowana do osiągnięcia celu. Na kolejnych kartach powieści przekonujemy się, jak dobrze radzi sobie ze skomplikowaną codziennością i sytuacją niegodną pozazdroszczenia, wszystkie swoje działania ukierunkowując na pomoc młodszemu, niepełnosprawnemu braciszkowi. Nie ukrywam, że ten wątek zainteresował mnie najbardziej. Wiele książek młodzieżowych okazuje się dość banalnymi, natomiast Young wykreowała powieść ukazującą codzienność nastolatków z innej, trudniejszej strony.

Tą historią autorka daje nam do zrozumienia, że nie zawsze jest łatwo, a osiągnięcie celu często wymaga sporo wysiłku i nakładu pracy. Pokazuje zdeterminowanych, silny bohaterów, którzy często mają pod górkę. A jednak, choć fabuła książki mocno została naznaczona smutkiem i melancholią, nie brak jej pewnej dozy optymizmu i przebłysku nadziei, pozwalających nam spojrzeć na tę opowieść w inny sposób.



Young pisze lekko, bardzo dobrze oddając charakter nastoletniego świata. Jej bohaterzy nie są przesadnie dojrzali, choć musieli szybciej dorosnąć. Widać, że to młodzież, w dużej mierze za sprawą podejścia do pewnych spraw i języka, jakim posługuje się na co dzień. Cieszę się, że miałam okazję poznać historię Savvy i kolejny raz uwierzyć w powieści młodzieżowe. 




Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young. 

czwartek, 18 maja 2017

Nie mów nikomu!




Autor: Naomi Ragen
Tytuł: Nic nie mów
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura współczesna







W tym samym czasie do szpitala trafia dwóch braci. Chłopcy odnieśli bardzo poważne obrażenia, a matka dzieci nie chce zdradzić policji żadnych szczegółów. Kim jest kobieta tak odporna na krzywdę swojego potomstwa? Czy to jeszcze sprawczyni czy już ofiara? Co przydarzyło się dzieciom?

Książki oznaczone klubowym logo „Kobiety to czytają” to powieści trudne, o skomplikowanej tematyce, dające do myślenia i zmuszające do refleksji. Ich lektura często okazuje się o niełatwa, bo mimo że należą do literatury kobiecej, to zdecydowanie do tej z wyższej półki- bardziej osobistej, emocjonalnej, dopracowanej, dla nas i o nas. „Nic nie mów” bardzo dobrze wpisuje się w ten schemat. Choć tematyka intryguje i zachęca do zagłębienia się w książce, czasami przyjemniej byłoby ją odłożyć. Tylko, że niekoniecznie doczekamy się lepszego momentu, by po nią sięgnąć.

Przemoc zawsze wywiera na człowieku wielkie wrażenie. Szczególnie zaś, gdy dotyczy dzieci, istot bezbronnych i słabszych. Ragen opowiada nam historię szalenie smutną, głęboko poruszającą i niepokojącą. Od początku zdajemy sobie sprawę, że książkowe maleństwa spotkała wielka krzywda, ale autorka przez długi czas nie zdradza nam, co właściwie się wydarzyło. Robi to spokojnie, niespiesznie posuwając akcję powieści do przodu, efektownie łączy przeszłość z teraźniejszością prowadząc akcję dwutorowo. Dzięki temu rozbudza naszą ciekawość i stopniuje napięcie, by w finale uderzyć w nas jeszcze mocniej. Okrutniej. Brutalniej.

Historię chłopców odkrywa przed nami detektyw Bina Cedek. Z jej perspektywy wydaje się ona szczególnie przerażająca, bowiem policjantka również jest matką i wielokrotnie próbuje zrozumieć, jak można wyrządzić dzieciom tak wielką krzywdę, a następnie zatajać prawdę, bronić winnych. Ragen pięknie pokazuje istotną rolę matki w życiu każdego dziecka, kolejno prześlizgując się po bohaterach i ukazując ich relacje z rodzicielkami. Całe tło obyczajowe zostało w książce znakomicie dopracowane, wszystkie szczegóły są zgrabnie dograne, a tematy pięknie współgrają. Nie sposób w tym miejscu do niczego się przyczepić.

Ragen postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, wiele miejsca poświęcając w swojej książce kwestiom religii i problematyce sekt. Szczerze mówiąc trochę mnie zmęczyły te religijne zmagania, przede wszystkim ze względu na fakt, że nie rozumiałam zachowania bohaterów, faktu, że poświęcają tak wiele w imię religijnych przekonań, choć w pewien sposób ich determinacja mi zaimponowała. Niepotrzebnie moim zdaniem autorka zaangażowała się aż tak mocno w ten wątek. Różnego rodzaju cytaty, odniesienia do religijnych przywódców, wyznania wiary i ogólny klimat duchowości nieco mnie przytłoczyły. Co ciekawe jednak w pewnym momencie Ragen bardzo zgrabnie przeszła do tematyki sekt religijnych, a te wątki były zdecydowanie warte uwagi.

Bohaterów nie sposób jest polubić (wyjątek stanowią policyjni funkcjonariusze). Zarówno mama dzieci, jak i jej mąż zrobili na mnie bardzo złe wrażenie. Nie rozumiałam podejmowanych przez nich decyzji i ścieżki, którą obrali, a która ostatecznie doprowadziła do tak smutnej historii. Nie znaczy to jednak, że powieściowym postaciom czegokolwiek zabrakło. Ragen bardzo dobrze wykreowała swoich bohaterów, wpisując w ich charaktery cechy świetnie pasujące do tematyki książki. Zdumiewająco ukazała kontrasty między nimi, ich słabe i mocne strony, podatność na wpływy i manipulacje, a także źródło ich siły i determinacji. Po prostu w tym przypadku nie sposób było ich polubić.

To powieść, która mocno się wyróżnia. Cenna i ważna, ale dość trudna w odbiorze. Napisana możliwie lekko, uwzględniająca istotne aspekty, posługująca się kryterium prawdy i oparta na faktach. Warto po nią sięgnąć, choć nie każdemu przypadnie do gustu ze względu na mnogość zawartych w niej okropieństw.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 16 maja 2017

A jaki jest Twój najmroczniejszy sekret?




Autor: Alex Marwood
Tytuł: Najmroczniejszy sekret
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller 






Zagadki zaginięcia Coco nie rozwiązano przez 12 lat. Przez ten czas uczestnicy wydarzeń zmienili się, ale cień tej historii wciąż wdziera się w ich pamięć, wpływając na kolejno podejmowane przez nich decyzje. Czy po latach tajemnica zaginięcia dziewczynki ujrzy w końcu światło dzienne?



Alex Marwood poznałam za sprawą „Dziewczyn, które zabiły Chloe”. Powieść ta urzekła mnie czającym się na jej stronach mrokiem, skrytymi tajemnicami, powrotami do przeszłości oraz dobrze zarysowanymi bohaterami. Bardzo liczyłam na to, że w najnowszej książce autorki również nie zabraknie tych elementów, a fabuła ponownie mnie zaskoczy.





Powieść czyta się bardzo dobrze w dużej mierze za sprawą dwutorowo prowadzonej narracji. Rozdziały naprzemiennie odsłaniają przed nami kolejne części historii, łącząc wydarzenia bieżące z przeszłością. Dzięki temu opowieść Marwood poznajemy niespiesznie, mocno angażując się w powieść i próbując na własną rękę poznać wszystkie tajemnice i zawiłości opowieści. Taki sposób opowiadania najbardziej mi odpowiada. Rozbudza moją ciekawość, umożliwia lepsze poznanie bohaterów, zachęca do myślenia i konfrontacji własnych pomysłów z rozwijającą się akcją.

A ta, choć momentami dość wolna, potrafi nas zaskoczyć. Autorka kolejny raz pozwala sobie na mocny akcent. Prezentowana przez nią fabuła nie należy do przesadnie skomplikowanych, a jednak zaskakuje przede wszystkim za sprawą zachowania bohaterów, podjętych przez nich decyzji i następujących konsekwencji. Momentami odnosiłam wrażenie, że nie zbrodnia jest tutaj najważniejsza, ale poniesiona kara. Nie brutalność, ale wyrafinowanie i ludzkie okrucieństwo. Bohaterzy powieści to potwory, jednak zupełnie innego typu niż spotykane przez nas zazwyczaj.  

Marwood przywiązuje dużą wagę do swoich bohaterów. Każdy z nich został wyraziście zarysowany, wobec żadnego nie można pozostać obojętnym. Choć zbliża ich życie na wysokim poziomie, bogactwo, pewność siebie i egoizm, reakcja na problem z Coco ukazuje dzielące ich różnice. Na kolejnych stronach poznajemy ich lepiej, przede wszystkim zwracając uwagę na to, jak ich życie potoczyło się po tamtej nocy. W zarysach postaci doszukałam się mocnej dawki psychologii, próby ukazania ich z możliwie najszerszej perspektywy, częściowego wytłumaczenia, choć nie rozgrzeszenia. Zdecydowanie bardzo ciężko było ich polubić, ale nie na tym przecież przygoda z książką powinna polegać.

Bardzo spodobało mi się tło wydarzeń. Autorka zabiera nas w świat niewyobrażalnego bogactwa przepychu, w którym pieniądz jest najważniejszą walutą, a zaraz za nim plasują się wygląd i używki. Czysty hedonizm. W tym powietrzu przesyconym wonią pieniądza czuć również aromat tragedii. Przeszłych i przyszłych, bo z takimi ludźmi i w takich miejscach zawsze musi się coś wydarzyć. Nie znaczy to jednak, że klimat bogactwa przyćmiewa to, co w tej powieści najważniejsze, choć z pewnością nadaje prym całości.


Marwood skłoniła się również w stronę realizmu, za sprawa nutki obyczajowej czyniąc tę historię bardziej wyjętą z życia. Oprócz wielkich tragedii nie zabrakło tutaj mniejszych, codziennych koszmarów i spraw bardziej przyziemnych. W powieści doszukamy się rodzinnych konfliktów, kobiecej rywalizacji, trudnych więzi łączących rodziców z dziećmi czy co nieco o kwestiach wychowawczych. Wątki te są istotne dla całej sprawy, ale też nadają książce pewnej lekkości i dobrze uzupełniają pierwszoplanową akcję.

Autorka znowu mnie ujęła. Pomysłem, podejściem do tematu, jego realizacją i zakończeniem. Więcej mi nie potrzeba.

Za wspaniałą zabawę a także piękną, niecodzienną pamiątkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


sobota, 13 maja 2017

Magdalena Majcher "Matka mojej córki" [recenzja przedpremierowa]





Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Matka mojej córki
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna






Przed laty nie miała dość odwagi, by być matką dla swojego dziecka. Wydawało się jej, że w innych ramionach będzie mu lepiej. Czy dziś wciąż jest to dla niej tak oczywiste? Czy znajdzie siłę, by zmierzyć się z przeszłością?



Do autorów polskich wciąż podchodzę z dużym dystansem, choć coraz częściej otrzymują z mojej strony kredyt zaufania (choć trzeba przyznać, że ograniczony). Co więcej nie przepadam za typowo kobiecą literaturą. Dlatego też, mimo że Magdalena Majcher mnie zainteresowała, to jej powieści podchodziłam z dużą ostrożnością. Czy warto było się obawiać?





Tym, co w pierwszej kolejności muszę pochwalić w tej powieści, jest sposób opowiadania historii. Autorka bardzo płynnie przechodzi od przeszłości do teraźniejszości, prowadząc akcję dwutorowo. To, co dzieje się u bohaterki obecnie zostaje uzupełniane przeszłymi wydarzeniami, dzięki czemu stopniowo dowiadujemy się, jak wygląda życie Niny, poznajemy trudne relacje z rodziną, powody niepowodzeń z mężczyznami, skrzętnie ukrywane sekrety. Majcher zdradza nam wszystko powoli, niespiesznie. W ten sposób rozbudza naszą ciekawość i buduje intrygujące napięcie, popychając nas nieustannie do przodu. W stronę zrozumienia wszystkich sekretów i niedomówień.

A że takowych nie zabraknie jesteśmy przekonani niemalże od początku. Choć niełatwo jest poskładać całą tę historię samodzielnie, a także zrozumieć wszystkie powody, dla których książkowi bohaterzy podjęli takie, a nie inne decyzje. Czytałam szybko, pochłaniając powieść z zawrotną prędkością. Wydawało mi się, że wiem, jak potoczyła się historia Niny, a jednak wciąż coś mi umykało. Cały czas brakowało mi szczegółów, które autorka sprytnie i przemyślanie dawkowała, rozbudzając mój czytelniczy apetyt.


Jeśli chodzi o postać Niny, muszę szczerze przyznać, że momentami ciężko było mi ją zrozumieć, a nawet zaakceptować jej wybory. Ale ja nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Jej postać została bardzo dobrze skonstruowana, wady i zalety niezwykle dopracowane, a historia wyjaśniająca nam, dlaczego jest taką a nie inną osobą mądrze rozpisana. Majcher w żaden sposób nie zachęca nas do polubienia bohaterki, bo nie na tym to polega. Ona wprowadza nas w niepokojący świat rodzinnych sekretów, skrzętnych manipulacji, skomplikowanych relacji międzyludzkich. A w tym wszystkim nie brakuje realizmu.

„Tego, co tak zręcznie udało się pominąć w rodzinnym albumie, nie sposób było wyrzucić z pamięci, chociaż Nina od wielu lat podejmowała w tym kierunku usilne starania”.

Ta historia mogłaby faktycznie się wydarzyć, choć czasami wydaje się dość absurdalna. Nie zmienia to jednak faktu, że nie brakuje jej znamion realizmu, pozwalających czytelnikowi głębiej i bardziej emocjonalne się w nią zaangażować, zrozumieć bohaterów, podjąć ich decyzje po swojemu, wysnuć garść refleksji, przywołać nieco wspomnień. Momentami miałam wrażenie, jakby Nina była rzeczywistą osobą, której historię przeniesiono na karty powieści. I bardzo mi się to podobało.



Majcher pisze lekko, widać, że sprawia jej to dużą przyjemność i że dokładnie tym chce się zajmować. Nie ma w tym żadnego wymuszenia, nic nie dodano na siłę. Jej słowa pięknie się układają, zachęcając sensem, mądrością, a także doświadczeniem. Ona jest w miejscu, w którym chciała się znaleźć i to się czuje. Widać w tej powieści pasję i zaangażowanie.

Autorka udowodniła mi, że polskie powieści nie muszą być o niczym, a książki kobiece niekoniecznie powinny skupiać się na płytkich miłościach i banalnych romansach. Ona potrafi przelewać swoje pomysły na papier, a pomysły te są wartościowe i wnoszą pewien powiew świeżości na rynku takich samych książek z różnorodnych okładkach. Nie wciska nam szczęścia na siłę, nie przesadza z serią happy endów, ale zostawia nas z pewną dozą optymizmu i refleksji. I to mi w zupełności odpowiada.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.

czwartek, 11 maja 2017

Po prostu mieć dziecko




Autor: M.L.Stedman
Tytuł: Światło między oceanami
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2016
Gatunek: literatura współczesna
Liczba stron: 432







Tak bardzo chcieli mieć dziecko, że postanowili postąpić wbrew zasadom zdrowego rozsądku. Żyć w tajemnicy, przyjąć na siebie ewentualną krytykę, złamać reguły, nadwerężyć moralność. A wszystko dla tej małej istotki.



Mam wrażenie, że ta książka zdobyła moje serce, jeszcze zanim wzięłam ją do ręki. Ta historia tak bardzo mnie intrygowała, że w ogóle nie brałam pod uwagę, że mogłaby mi się nie spodobać. Obyło się bez łez, co nie znaczy, że zabrakło wzruszeń i momentów zapierających dech. Ta historia podziałała na mnie bardzo mocno, a powieść chętnie zaliczyłabym do tej najwyższych lotów.




Bardzo przypadło mi do gustu osadzenie akcji na odludnej wysepce, klimat samotności, motyw osobniczego  życia latarnika i jego żony oraz wplecione w nie dramaty. Zagłębiając się w tę historię wciąż nasuwało mi się określenie „samotność we dwoje”. Bo z czasem między to piękne małżeństwo zaczęła wkradać się pustka i cisza, a wspólne tragedie mocniej dzieliły niż łączyły. I to wszystko było czuć. I napawało mnie to dużym smutkiem i nutą refleksji. I wciąż zastanawiałam się, do jakich dramatów doprowadzi ich depresja i szaleństwo. A tragedię czuć było w powietrzu.

Czytając tę powieść nie sposób nie zastanowić się nad kryterium moralności, nad zbiorem pewnych zasad, które choć powinny być oczywiste czasami mamy ochotę zwyczajnie nagiąć. Tom i Isabel mieli świadomość, że postępują źle, z drugiej jednak strony ich wybory zdeterminowała ostateczność i rozpacz tak wielka, że przytłumiła logiczne myślenie. Sporo się nad tym zastanawiałam i ich wybór wcale nie wydał mi się zły, dziwny czy nieuzasadniony. Zrozumiałam ich decyzje, szanowałam ich jako ludzi. Zwyczajnie polubiłam tych bohaterów i życzyłam im jak najlepiej.  

Stedman przedstawia nam historię dość nietypową, a jednak na tyle realistyczną, że jesteśmy w stanie w nią uwierzyć, wczuć się w sytuację bohaterów, przesiąknąć ich emocjami. Z jej słów przebija realizm ujawnia się w otoczeniu, poglądach ludzi, spojrzeniach na pewne sprawy. Można by odnieść wrażenie, że w powieści tej łatwiej doszukiwać się zła niż dobra. Autorka ukazała ludzką przewrotność, słabość, czający się mrok. Niesamowity klimat pieczołowicie zbudowany z perfekcyjnie zespolonych elementów.

Czytało mi się wspaniale. A ciekawość prowadziła mnie przez kolejne rozdziały z zawrotną prędkością. Do samego końca ciężko było wydedukować, jak Stedman postanowiła zakończyć swoją historię, jakim mocnym akcentem rozstać się z bohaterami. A że to rozwiązanie akcji musi zrobić wrażenie było dla mnie w tym przypadku rzeczą oczywistą. I doczekałam się. Po pięknej historii, napisanej lekkim piórem, dotarłam do satysfakcjonującego i idealnie dopasowanego zakończenia.



„Światło między oceanami” to jedna z tych powieści, w których szalenie łatwo się zaczytać. Piękna, wzruszająca, poruszająca ważne tematy, opowiedziana z pasją, przepełniona talentem literackim autorki. Ani przez moment nie czułam się rozczarowana. To wspaniała, kobieca powieść, której warto poświęcić czas.


wtorek, 9 maja 2017

Rasizm




Autor: Anna Jean Mayhew
Tytuł: Sucha sierpniowa trawa
Wydawnictwo: Black Publishing
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura współczesna








June pochodzi z szanowanej, zamożnej rodziny. Nie brakuje im niczego, nawet ciemnoskórej służącej, która jest na każde ich skinienie. Do czego doprowadzi poczucie obowiązku i przywiązanie do dziewczynki? Czy przyjaźń i miłość mogą pokonać kolor skóry? 



To jedna z tych książek, na które rzeczywiście trzeba mieć chęć, albo czas, a najlepiej jedno i drugie. Chęć, bo temat przytłacza, czas, bo uporać się z nim nie jest łatwo. Mayhew zabiera nas na Południe Stanów, gdzie w latach pięćdziesiątych rasizm miał się bardzo dobrze, a ciemnoskórzy uważani byli za idealnych kandydatów na etaty służących. Czy trzeba dodawać coś więcej?





Mayhew spokojnie wprowadza nas w klimat, niespiesznie zarysowując klimat epoki, obyczajowość tamtych czasów, stosunki między białymi i czarnymi. Akcja powieści rozwija się powoli, autorka pozwala nam poczuć więź z bohaterami i zrozumieć prawa rządzące tamtym okresem historii. To czas, żeby się wczuć, lub tę powieść odłożyć. Bo uczciwie muszę przyznać, że spokojne tempo książki nie spodoba się każdemu, choć dla mnie ten spokój bardzo dobrze ukazywał rosnące napięcie, coraz bardziej burzliwe nastroje, rozłamy między ludźmi. Po prostu czujemy, że coś faktycznie musi się wydarzyć, że w końcu nastąpi kumulacja wydarzeń.

Rasizm to temat, który zawsze boli i uderza w człowieka. Nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem, jak można oceniać ludzi tylko na podstawie koloru skóry. A co z naszym charakterem, podejściem do życia, stosunkiem do innych? Ta książka przesiąknięta jest rasizmem. Ukazuje podłość i ludzką brutalność, czające się w nas zło i wszelkiego rodzaju okropieństwa, ze skłonnością do przemocy i agresji na czele. Czarnoskóra Mary spotyka się z dyskryminacją i upokorzeniem na każdym kroku- nie może jeść w restauracji, korzystać z toalety dla gości, spać w hotelu wraz z rodziną, dla której pracuje, a nawet korzystać z plaży (chyba, że specjalnie wydzielonej). Coś strasznego.


Mayhew spróbowała nam jednak pokazać, że nie dla wszystkich kolor skóry ma znaczenie. Na kartach powieści obserwujemy niezwykłą więź łączącą służącą Mary i nastoletnią June. Dziewczynka ograniczona jest społecznymi nakazami, rodzicielskimi przykazaniami, tym co wolno, a czego nie, a jednak mimo tych wszystkich obciążeń potrafi znaleźć miejsce dla niepasującej przyjaciółki i o tę relację zawalczyć w odpowiednim momencie.

Ta powieść przepełniona jest smutkiem, choć nie brakuje w niej pewnej dozy optymizmu. I emocji, których raczej doszukać trzeba się w sobie, niż w książce, bo ona zmusza nas do zajęcia stanowiska, do komentowania i refleksji, ale jej spokój i pewna subtelność działa na nas orzeźwiająco i dosyć chłodno. To także powieść o relacjach międzyludzkich, kłopotach rodzinnych i siostrzanej miłości, które wpisane zostały w skomplikowany klimat Południa tamtych lat.



Nie jest to książka idealna. Autorka mogłaby tchnąć w nią nieco więcej życia, akcja mogłaby być szybsza i płynniejsza. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Bo myślę, że te czynniki akurat nie powinny tutaj odgrywać pierwszoplanowej roli. Sam fakt, że Mayhew skusiła się na taki temat powinien być doceniony. Mnie to wystarczy, cieszę się, że mam tę powieść u siebie na półce.  

niedziela, 7 maja 2017

Być kobietą, być kobietą...



Autor: Marta Szarejko
Tytuł: Odwaga jest kobietą
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 312
Gatunek: literatura faktu 







Bardzo chętnie sięgam po literaturę faktu. Nie stronię od tematów trudnych, często zapadających głęboko w pamięć. Pierwszy raz jednak spotkałam się z taką formą- 12 krótkich reportaży o 12 odważnych kobietach, zamiast książki na jeden temat.



„Odwaga jest kobietą” to publikacja, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie jest łatwo zebrać 12 historii i sprawnie połączyć je w całość (zwłaszcza, że każda z nich została opracowana przez inną reporterkę). I sprawić, by zainteresowały czytelnika, poruszyły, zostały z nim na dłużej.







Każda z tych opowieści jest krótka, mieszczą się w przedziale od 20 do 30 stron. Myślę, że to dobrze. Uchwycono w nich wiele szczegółów, a niewielka objętość nie męczy i pozwala łatwiej przejść do następnej historii. niczego w tych opowieściach nie brakuje. Prawdziwe życie nadało im ciężkiego charakteru, a decyzje bohaterek dodały im głębi i powagi.

Każda z nich jest na swój sposób zajmująca i ciekawa. Przeczytałam wszystkie, bo wszystkie są fascynujące, inspirujące i skłaniające do refleksji. Kilka z nich zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie- reportaż o matce przez lata poszukującej zaginionej córki, o kobiecie walczącej każdego dnia o zdrowie swego dziecka i przedłużenie mu życia, czy żonie, która wyjechała za mężem do Arabii. Losy tych kobiet nie pozwalają nam pozostać obojętnym, a świadomość, że te historie rzeczywiście miały miejsce, sprawia, że jeszcze mocniej na nas wpływają.




„Jak wygląda odwaga? Na co trzeba się zdobyć, by swoje działanie nazwać aktem odwagi? Do czego się posunąć? Jakie granice przekroczyć? Jakie tabu złamać”?









Reportaże są bardzo bogate, a poruszane w nich problemy szalenie istotne. Ten zbiór to przekrój przez prawdziwe życie. I ukłon w stronę kobiet. Ich siły, pasji, odwagi.

Czyta się bardzo szybko. Prosty język, reporterski styl, krótka forma i ciekawa tematyka- te elementy sprawiają, że kolejne strony pokonujemy niepostrzeżenie. To niesamowite, że na 300 stronach można zmieścić tyle historii, problemów, trudnych decyzji. Tyle prawdziwego życia.



Ta publikacja uświadamia nam, że takie książki są ważne i potrzebne. Pozwalają nam spojrzeć na pewne sprawy inaczej, a bohaterkom zrzucić z pleców nieco ciężaru. Bez wątpienia ten zbiór ma również charakter motywujący, pokazujący nam, że my sami kształtujemy swoje życie i nigdy nie jest za późno, żeby je zmienić.





Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce i nie żałuję czasu, który jej poświęciłam. Aż ciężko mi uwierzyć, że zapłaciłam za nią zaledwie 5 zł. Warta jest o wiele więcej. 

piątek, 5 maja 2017

Czas na polowanie




Autor: Ursula Poznanski
Tytuł: Polowanie
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał







Znaleziona na pastwisku martwa kobieta ma wytatuowane na stopach współrzędne, które prowadzą policję do kolejnej zagadki. Sprawca rozpoczyna w ten sposób swą mroczną i chorą zabawę. Beatrice i Florin nie mają zbyt wiele czasu, by go odnaleźć, a kolejne łamigłówki stają się coraz bardziej skomplikowane.



Uwielbiam kryminały i przeczytałam ich sporo, dlatego też ich autorom zawsze stawiam bardzo wysoko poprzeczkę. I nie ma dla mnie znaczenia, czy to pisarz, którego dobrze znam, czy to twórca, jakiego spotykam po raz pierwszy. O Ursuli Poznanski nigdy nie słyszałam, jednak fabuła zaintrygowała mnie tak bardzo, że jej powieść chciałam przeczytać tu i teraz. Uwierzcie mi, nie mogłam trafić lepiej.




Poznanski zachwyca czytelnika od pierwszych stron. Intryguje, angażuje w akcję, zmusza do śledzenia fabuły z wielkim zapałem, sprawiając, że poszukiwania sprawcy traktujemy niemalże osobiście. Prowadzona przez nią opowieść jest dość skomplikowana, akcja momentalnie nabiera tempa, wiele się dzieje, a rozwój fabuły to kolejne morderstwa. Dużo krwi, brutalności, autorskiej odwagi w zawiązywaniu intrygi. Uwielbiam takie książki. Bo dla mnie kryminał musi być krwawy, mocny, przerażający ludzkim okrucieństwem. I te elementy w książce się znalazły.

Trup ściele się gęsto. I bardzo dobrze. Co jednak najważniejsze okropieństwa te świetnie wpisują się w zawiłą sprawę, której wyjaśnienie przychodzi policji z wielkim trudem. Autorka prowadząc nas przez kolejne rozdziały niewiele wyjaśnia. Bardzo powoli odsłania karty i choć wysilamy się z całych sił, ciężko nam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi i jak związek zachodzi między ofiarami. Długo się zastanawiałam, próbując poskładać wszystkie elementy tej brutalnej układanki, ale Poznanski wciąż wodziła mnie za nos. Wydawało mi się, że wiem, o jaką stawkę toczy się gra i rozumiem, wokół czego, ale mordercę odkryłam właściwie na równi z nią. Bo nie dała mi na to wielkiej szansy. Czy mam o to do autorki żal? Absolutnie nie. Sztuką jest tak długo go ukrywać, nie wywołując jednocześnie u czytelnika zniecierpliwienia i znużenia powieścią.

Wartość tej książki wiąże się w dużym stopniu również z wykreowanymi przez pisarkę postaciami. Para detektywów, zaangażowanych w pracę, z wielkim zapałem próbujących dogonić sprawcę i nie zrażających się, że pozostają krok za nim. Odważni, pozwalający się lubić, podchodzący do pracy nieszablonowo. Prym w poszukiwaniu prawdy wiodła policjantka Beatrice. Po przejściach, dzieląca uwagę między pracę i dzieci, próbująca rozprawić się z przeszłością, która wraca w najmniej odpowiednim momencie. Jej osoba bardzo przypadła mi do gustu. Takie bohaterki zawsze są z mojej strony mile widziane.


Poznanski pisze lekko, sprawnie, na temat. Subtelnie wskazuje, że jej bohaterzy też mają życie prywatne, ale nie pochyla się nad nim przesadnie, nie nuży nas osobistymi tematami. Jak nikt inny potrafi zaangażować czytelnika, pociągnąć go za sobą w stronę mroku, skłonić do wspólnych poszukiwań i zespołowego polowania. A sam temat polowań to po prostu strzał w dziesiątkę.




Powieść mnie oczarowała. Chłonęłam ją całą sobą, poświęcając jej maksimum mojego czasu i uwagi, walcząc z sennością i obowiązkami. Bawiłam się wybornie. Gorąco Wam ją polecam. To jeden z tych tytułów, o których jest głośno, bo faktycznie na to zasługują. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

środa, 3 maja 2017

Olga Rudnicka "Życie na wynos" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Życie na wynos
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Gatunek: komedia kryminalna
Liczba stron: 368








Emilia Przecinek, dwie szalone babcie i dwoje nietypowych nastolatków. Podejrzani sąsiedzi. I jeden trup. Czy ta historia nie zapowiada się intrygująco?

„Żynie na wynos” to interesujące połączenie powieści obyczajowej z kryminałem. Olga Rudnicka bawi się formą i zabawia stylem. Z jednej strony oferuje nam lekką (a zarazem subtelnie uzupełnioną ważnymi tematami) książkę kobiecą, która z pewnością przypadnie do gustu czytelniczkom żądnym rozrywki i fankom autorki. Z drugiej poprowadzony przez nią wątek kryminalny ciekawie uzupełnia całość i dodaje jej nieco dreszczyku. Przy tej powieści łatwo się zrelaksować, zaczytać, a i pomyśleć trochę nie zaszkodzi.


W ostatnim czasie czytałam przede wszystkim mocne thrillery i mroczne kryminały, dlatego z pewną ulgą rozpoczęłam lekturę nowej powieści Rudnickiej, licząc na odrobinę humoru i lekką, nieskomplikowaną opowieść. Emilię Przecinek i jej nietypową rodzinę poznałam za sprawą pierwszej części- „Granat poproszę”, która mocno zapadła mi w pamięć. Tym razem autorka kolejny raz angażuje nas w rodzinne perypetie zwariowanej pisarki. I znowu spotykamy się z szalonymi babciami, osobliwą młodzieżą i niepowtarzalną agentką, Wieśką. Przede wszystkim jednak skupiamy się na Emilii.

40 lat i co dalej? Po rozwodzie, z odchowanymi dziećmi i dwoma matkami na karku naszej bohaterce przyszło właśnie odpowiedzieć sobie na to pytanie. No właśnie. Co dalej? Chyba czas na nową miłość. Choć Rudnicka podeszła do tematu lekko i z dystansem, łatwo doszukać się tutaj próby odpowiedzi na to pytanie. Czy to już wiek średni? Czy to już rozdział zamknięty w relacjach damsko-męskich? Tych i iście kobiecych kwestii w powieści znajdziemy więcej. O miłości, macierzyństwie, relacjach z rodzicami. Dla tych, którzy cenią takie tematy.

Wątek kryminalny również się Rudnickiej udał. Nieskomplikowany, ale intrygujący. Jedno zabójstwo i grono podejrzanych. Sąsiedzi obwiniający się wzajemnie, coraz to nowsze pomyłki i wygrzebane tajemnice, powracanie od Annasza do Kajfasza. Policyjny duet nie miał łatwego zadania. Choć autorka nie stworzyła zaskakującej w treść i bogatej w kryminalną fabułę powieści, wątek ten zdał egzamin. Przede wszystkim dlatego, że wcale nie łatwo wytypować mordercę. A obawy sąsiadów i rodzące się niepokoje z czasem stają się mocno wyczuwalne.

Powieści Rudnickiej czyta się lekko i szybko, z dużą przyjemnością i odpowiednią dozą relaksu. W tej również kryje się sporo humoru i uroku, choć moim zdaniem jest słabsza od swojej poprzedniczki. Mam wrażenie, że w dużej mierze wynika to z powtarzających się po raz kolejny sformułowań i żartów, które sympatyczne wcześniej, tutaj nie do końca spełniały swoją rolę, a z czasem lekko nużyły.

„Życie na wynos” to powieść przemyślana i dopracowana, stanowiąca zgrabną kontynuację swojej poprzedniczki. Chętnie wróciłam do znanych bohaterów i wraz z nimi zagłębiłam się w niecodzienne śledztwo. Nieco jednak zabrakło mi humoru. 

Za możliwość poznania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.