czwartek, 22 czerwca 2017

Wszystko nie tak




Autor: Tie Ning
Tytuł: Kobiety w kąpieli
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 560
Gatunek: literatura współczesna








Grono kobiet, których ścieżki przecinają się czasem w przedziwny sposób. Czasy rewolucji kulturalnej w Chinach. Próba zawalczenia o własne szczęście. Recepta na sukces powieści? Niekoniecznie. 

Na lekturę „Kobiet w kąpieli” miałam chęć od dłuższego czasu. Interesują mnie bowiem powieści dotyczące życia kobiet w innych kulturach i spodziewałam się niezłego kąska. Tymczasem książka okazała się jedną ze słabszych, jakie ostatnio czytałam.


Tym, na co zwróciłam uwagę w pierwszej kolejności są fragmenty dotyczące rewolucji kulturalnej w Chinach. Nie jest to temat, który bardzo chciałabym zgłębić i nie zależało mi, żeby zdominował on powieść, ale liczyłam, że dowiem się czegoś więcej. Niestety apetyt rozbudzony na początku książki nie został zaspokojony. Z czasem temat ten słabnie, wątki z nim związane w zasadzie zanikają, najwidoczniej dla Ning przestał być istotny.




Opis książki obiecuje nam historię czterech bohaterek, których ścieżki w pewnym momencie się splatają. Niektóre z nich natomiast mają być połączone więzami krwi. I wszystkie planowo powinny walczyć o siebie i lepsze jutro. Może ta walka rzeczywiście się odbywa, przynajmniej w przypadku części z nich, ale w dużej mierze zwyczajnie nie mogę się zgodzić na formę, którą ona przybiera. Być może wynika to z różnic kulturowych, ale dość często miałam problem ze zrozumieniem decyzji podejmowanych przez bohaterki. Zupełnie nie rozumiem, jak można dążyć do osiągnięcia celu z wielką pasją, a potem po prostu odpuszczać, czy zmieniać zdanie. Albo nie zgadzać się z postępowaniem innych wobec własnej osoby i nie potrafić tego wyrazić, najzwyczajniej w świecie po prostu grzecznie przytakując. Ja się na to nie zgadzam.

Jeśli chodzi o same bohaterki moje uczucia również są mieszane. Żadnej z nich nie polubiłam na tyle, by wspomnieć o niej choćby z imienia. Te, które zrobiły na mnie lepsze wrażenie, zawodziły w dalszej części powieści. Do tych nielubianych od początku nie zdążyłam się już przekonać. Być może wpłynął na to fakt, że zamiast obiecanej walki regularnie spotykałam się z obojętnością i oporem, a kroki podejmowane w celu realizacji planów zupełnie mnie nie przekonywały. Co więcej, mam żal do autorki, że skupiła się na relacji dwóch sióstr (i ich matce), zupełnie moim zdaniem marginalizując pozostałe bohaterki książki. I może nie byłoby to wcale złe, gdyby nie fakt, że siostrzane stosunki były dziwne, napięte, przepełnione goryczą i rywalizacją, a także próbą udowodnienia sobie nawzajem przewagi. Nie, to nie było to.

Niewiele też dowiadujemy się tak naprawdę o kulturze i tradycji samych Chin, co moim zdaniem mogłoby wzbogacić powieść. Tych elementów jest mało, a tych obecnych w książce trzeba się doszukiwać. A kiedy już je znajdziemy, sprawiają, że na tę kulturę patrzymy podejrzliwym i rozczarowanym okiem.


I styl autorki, czyli ostatnia bolączka. Ning pisze ciągiem, wykorzystując zdania złożone i wielokrotnie powtarzając jedną myśl, nawet nie próbując jej przekazać innymi słowami. Co więcej, w powieści brakuje dialogów. Mimo wszystko czyta się całkiem dobrze i dość szybko, ale akcja raczej nie porywa czytelnika. Przeczytałam i tyle. Szału nie było.






Nie mogę powiedzieć, żeby „Kobiety w kąpieli” są złą powieścią, bo na pewno nią nie są. Po prostu zupełnie nie spełniły moich oczekiwań i pokładanych w nich nadziei. Być może oczekiwałam zbyt wiele, może źle się na nią nastawiłam. Ale zupełnie mnie nie przekonała. I nawet nie zdawałam sobie sprawy z tak wielu uwag, dopóki nie zasiadłam do pisania tego tekstu. 

wtorek, 20 czerwca 2017

Co się dzieje w lesie?




Autor: Nele Neuhaus
Tytuł: W lesie
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 712
Gatunek: kryminał 







Mężczyzna, który żywcem zginął w pożarze. Kobieta uduszona w hospicjum. Przypadkowe ofiary? A może pokrzywdzeni w związku z dawnymi czasami? Przeszłość powraca po 40 latach, przynosząc ze sobą kolejne sekrety. Czy Oliver Bodenstein zdoła ustalić co przed laty przydarzyło się jego przyjacielowi?

Nele Neuhaus to jedna z moich ulubionych pisarek, a po kryminały jej autorstwa zawsze sięgam z dużym optymizmem, wierząc, że kolejny raz mnie zaskoczy. Tym razem jednak autorka przeszła samą siebie, a skonstruowana przez nią intryga na długo zapadnie mi w pamięć.

Rozpoczynając lekturę „W lesie” czułam się trochę jakbym wracała do domu po długiej podróży. Styl autorki tak dobrze znany, bohaterzy bardzo lubiani, okolice poznane już wcześniej. To elementy, do których powróciłam z wielką radością. Moim zdaniem jednym z najważniejszych elementów każdego dobrego kryminału są bohaterzy, stanowiący mocny punkt dla całej opowieści. Pia Sander i Oliver Bodenstein to para, jakich mało. Pracują ze sobą od lat, znają się jak łyse konie, ich relacje są wzorcowe. A co najważniejsze to przykład idealnych detektywów. Oddani pracy, skrupulatni, lubiący swój zawód, podążający za przestępcami krok w krok. Bardzo ich cenię, a kolejne spotkanie z tą parą stanowiło dla mnie wielką przyjemność. Brzmi tak poprawnie, że aż nudno? Nic bardziej mylnego. Potrafią zaskoczyć. Tak jak w najnowszej powieści.

W najnowszej książce Neuhas udowadnia, że niewiele może być rzeczy straszniejszych niż ciemny, mroczny las, zwłaszcza, gdy kryjące się w nim zło zaczyna wychodzić na światło dzienne. Kiedy dodamy do tego sekrety przeszłości, kilka morderstw i zmowę milczenia powstaje niesamowita kryminalna mieszanka, której nie oprą się żadni fani gatunku. Autorka wprowadza nas w niezwykle zawiłą zagadkę, proponując skomplikowane i drobiazgowe śledztwo, w którym każdy szczegół ma wielkie znaczenie, a przeoczenie jakiegokolwiek elementu może oznaczać śmierć kolejnej osoby. „W lesie” nie przypomina kryminalnych zagadek z telewizji, tutaj nic nie zostaje podane detektywom na tacy. Odkrycie każdego sekretu, powiązań między poszczególnymi postaciami, przywoływanie przeszłości i walka ze złem składają się na rzetelne i wyczerpujące śledztwo, w którym nic nie jest czarne lub białe.

Detektywi do wszystkiego dochodzą powoli, a pogoń za mordercą kosztuje ich wiele energii i czasu. Nie oznacza to jednak, że w książce niewiele się dzieje. Morderca pozostaje nieuchwytny, giną kolejne osoby, powrót do zamierzchłych wydarzeń nastręcza kolejnych trudności. A krąg podejrzanych wydaje się rozrastać bez końca. Neuhaus nie jest przesadnie brutalna, oczu nie zalewa nam krew, a morderca nie próbuje być przesadnie pomysłowy. Ludzie giną, bo za dużo wiedzą, bo znają tajemnice, bo stanowią zagrożenie. Moim zdaniem to świetny motyw, prosty ale niebanalny, znany a jednak nieoklepany. Pozostawiający spore pole manewru. Mnożące się zagadki, duszna atmosfera małej miejscowości, dobrze znająca się społeczność i oddech mordercy na karku, a to wszystko w cieniu mrocznego lasu. Tak wygląda recepta na sukces.

Tym, co zawsze podobało mi się u Neuhaus jest realizm, a także możliwość zaangażowania się w akcję. Jej bohaterzy nie są kryształowi, za to pełnokrwiści i wyraziści. Walczą jak lwy o ujęcie sprawcy, choć w domu czekają na nich problemy, a koszmary przeszłości zagnieżdżają się w ich umysłach. Stworzona przez autorkę intryga również wydaje się prawdopodobna, czujemy, że tego typu historia rzeczywiście mogłaby się zdarzyć. My również chcemy poznać tożsamość mordercy, stajemy się członkami tego społeczeństwa, uczestniczymy w akcji. Poznawanie kolejnych stron sprawia nam frajdę, a trudna zagadka nie zniechęca i nie nuży.


Neuhaus bardzo lekko posługuje się słowem, swoją historię przedstawiając w sposób możliwie lekki i nieskomplikowany. Jej zdania są krótkie, treściwe, wyważone. Autorka trzyma się tematu, a kiedy błądzi myślami, robi to w sposób przemyślany i kontrolowany. Każdy element jest tutaj na swoim miejscu. Czyta się szybko, choć ze względu na liczbę bohaterów i zaszłości między nimi powieść wymaga naszej uwagi i skupienia.




„W lesie” zrobiła na mnie duże wrażenie. I choć nie stała się moją ulubioną powieścią autorki (wciąż pozostają nią „Żywi i umarli”), to zapadnie mi w pamięć, jako książka najbardziej dopracowana i najmocniej dotykająca prywatnego życia głównych bohaterów. Szalenie mi się podobała i gorąco mogę Wam ją polecić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Co 20 minut




Autor: Joanna Nowicka, Małgorzata Łupina
Tytuł: Indie. Trzy na godzinę
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura faktu





Co dwadzieścia minut w Indiach gwałcona jest kobieta. Napaści stają się coraz bardziej brutalne i okrutne. Czy można temu zapobiec? Dlaczego do gwałtów dochodzi tak często?



Gwałt to jedno z tych zjawisk, o których można mówić dużo i często, ale i tak ich natura nie zostanie nigdy zrozumiana i wyjaśniona. W Indiach dochodzi do niego o wiele częściej niż w innych częściach świata. Autorki tej publikacji próbują przybliżyć nam kwestie popychające mężczyzn do tego okropnego czynu.







Wielokrotnie opowieść ta przejmowała mnie smutkiem, poczuciem niesprawiedliwości, złością. Czasami też w trakcie lektury szkliły mi się oczy. Bo ja tak można? Jakim prawem niszczy się życie kobiet w ten sposób? Co jednak zabolało mnie najbardziej? Świadomość, że za gwałt obwinia się kobiety.

Bo wychodzą same po zmroku…

Bo nieodpowiednio się ubierają…

Bo mężczyznom brakuje partnerek…

„To one prowokują mężczyzn. Gdyby gwałt przytrafił się mojej córce, osobiście oblałbym ją benzyną i podpalił”.

Los kobiet w Indiach wydaje się dawno przesądzony. Większość rodziców nie chce mieć córek. Bo córka to tylko problem. Nie zaopiekuje się rodzicami na starość (bo przenosi się do domu męża), nie wykonuje produktywnej pracy (jedynie zajmuje się domem), trzeba za nią zapłacić posag (prawo dawno zabroniło kontynuowania tej tradycji, a jednak dalej się ją praktykuje). Te elementy prowadzą do tego, że wiele kobiet pozbywa się ciąży, wiedząc, że urodzą dziewczynkę. A te, którym życie nie zostało odebrane, często i tak kończą na ulicy. W indyjskim społeczeństwie kobiet jest coraz mniej. Dla wielu mężczyzn brakuje kandydatek na żonę. Narasta w nich gniew, frustracja. Gwałcą. Błędne koło.

Czytałam, żałowałam, a czasami w kieszenie nóż mi się otwierał. Nie mogłam zrozumieć. Ciężko było mi się z tym pogodzić. Na niewesołą sytuację kobiet dawno zwrócono już uwagę. Próbowano im pomóc zmieniając prawo. Ale przepisy okazują się bezsilne wobec tradycji i kultury. Przepisy są również niewystarczające wobec męskich popędów.



Coraz częściej na rynku pojawiają się gadżety mające chronić kobiety. Biustonosze rażące prądem, zębate majtki. Ale one ich nie chcą. Te wynalazki budzą w nich złość. Bo dlaczego to one muszą bronić się w ten sposób? Dlaczego walka z napastnikiem musi odbywać się na takich warunkach?







To książka niezwykła. Wywołująca wiele emocji. Wzruszająca do głębi. Pozostawiająca z pytaniami.

To smutny portret wielobarwnych Indii, w których nic nie jest oczywiste.

Szczególnie przemówiły do mnie zdjęcia skrzywdzonych dziewczynek. Czasami kilkuletnich… 

piątek, 16 czerwca 2017

Dziewczyna i mrok




Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura młodzieżowa 






Jedna dziewczyna i całe mnóstwo mroku. I smutne miasteczko. I brak perspektyw. I czające się w kątach zło.



„Margo” to powieść, po którą zapragnęłam sięgnąć popychana w dużej mierze zachwyconymi recenzjami czytelników. Z drugiej zaś strony w okładkowym streszczeniu doszukałam się historii odpowiedniej dla mnie- niepokojącej i przedstawiającej mroki ludzkiego umysłu. Jednym słowem nie mogłam przejść obok niej obojętnie!






Szybko zatraciłam się w rzeczywistości Margo. Duszny klimat maleńkiego miasteczka, smutne cienie przemykających chyłkiem mieszkańców, czające się w zaułkach zło i najgorsze instynkty, których nikt nie stara się przesadnie ukryć. Kolejne strony szybko uświadomiły mi, że to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do tragedii, że to zupełnie nieuniknione i nieuchronne. I tej tragedii wyczekiwałam, lubując się w powieściowej ciemności, melancholii i tęsknocie za lepszym jutrem. A autorka nie próbowała na siłę przedłużać, nie rozwlekała akcji, nie doszukiwała się zbędnych wątków. Nieuniknione nadeszło.

Dosyć ciężko w to uwierzyć, ale to powieść młodzieżowa. To także jeden z elementów najmocniej mnie kuszących, bowiem literaturę dla nastolatków zazwyczaj spotyka się w innej formie. Bardziej błahej, zdecydowanie lżejszej, usiłującej rozbawić, wzruszyć czy przyczynić się do kilku sympatycznych godzin z książką w charakterze dobrego kompana. Tymczasem „Margo” zdecydowanie wymyka się tym schematom, i tematem, i bohaterką, i zakończeniem.

Tytułowa bohaterka to dziewczyna, której ciężko zazdrościć. Dojrzewa w sennym miasteczku, u boku matki nieinteresującej się jej losem, niewiele ma nadziei na przyszłość. I musi sobie radzić z otaczającym ją złem i beznadzieją. Czy może zatem dziwić, że jest specyficzna, wycofana, zakompleksiona ale także nieco chłodna i zobojętniała? Czy fakt, że staje się aniołem zemsty i próbuje wywalczyć trochę dobra dla innych wciąż szokuje? Bo ja absolutnie nie mam do niej pretensji i gorąco wspierałam ją w tej jej osobistej wendecie.


Historię Margo poznaje się z nieco mieszanymi uczuciami, a przynajmniej tak powinno być. Zabija i być może jest to w dużym stopniu usprawiedliwione, dla jednak zabójstwo wciąż pozostaje zabójstwem, a rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Ja osobiście nie obwiniałam jej. Wręcz przeciwnie. W pewien sposób byłam tą bohaterką zafascynowana i nawet nieco podziwiałam jej odwagę i chęć uporządkowania tej chorej rzeczywistości. Uporządkowanie brzmi bardzo grzecznie i ładnie, prawda? Dobrze tuszuje krew i ofiary.

A tych ofiar kilka się pojawia. Bywa ciekawie, niepokojąco, finezyjnie. Za każdym razem inaczej. Margo walczy, ze światem, ale także ze sobą. Czuje potrzebę, by coś zrobić i choć można nie do końca poprawnie obrała kierunek, nie miałam jej tego za złe. Naprawdę dobrze odnalazłam się w jej świecie i chętnie za nią podążałam ścieżką zbrodni. I szło mi to niesamowicie szybko. Bo Fisher pisze lekko, na temat, z dużym sensem i wyraźną przyjemnością, a także z istotnym doświadczeniem. Można by odnieść wrażenie, że ta książka to pewne wyzwanie, rozliczenie, pojedynek. I ja w takiej formie to jak najbardziej kupuję.

Przychylam się do każdej pozytywnej opinii o tej powieści, bo na mnie również wywarła pozytywne wrażenie. Nie mogłam się od niej oderwać i chętnie polecałam ją bliskim. Świetnie czułam się w świecie Margo i tym mrocznym klimacie. Z wielką sympatią przyglądałam się poczynaniom bohaterki i brałam udział w zwrotach akcji, pozwalając się zupełnie zaskoczyć i zaszokować. Dla mnie ta książka to strzał w dziesiątkę. To literatura młodzieżowa wysokich lotów. 

środa, 14 czerwca 2017

Rodzinne dramaty w nietypowym wydaniu




Autor: Jenn Diaz
Tytuł: Matka i córka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 216
Gatunek: literatura współczesna 







Jedna rodzina. Cztery kobiety. Nietypowe więzi. Trudne decyzje. Upływający czas.

Ta powieść przyciągnęła mnie tematyką, obiecując opowieść o skomplikowanej relacji rodzinnej. Zawsze z wielką przyjemnością oddaję się takim klimatom licząc na to, że historia skłoni mnie do refleksji i wpłynie na moje podejście do różnych spraw. I rzeczywiście relacja, którą Diaz przedstawia w swej powieści jest złożona, wieloaspektowa, zagmatwana. Z dużą ciekawością śledziłam dzieje kobiet należących do rodziny, wciąż zastanawiając się, jak potoczy się ich historia. I muszę przyznać, że autorka mnie zaskoczyła, choć czasami odnosiłam wrażenie, że więzi łączące bohaterki są zbyt dziwne oraz nieco niepokojące, a łącząca je zależność dość złowieszcza.

Podążając za Diaz stajemy się świadkami wielu rodzinnych dramatów. Ich uczestniczki w imię rodzinnej miłości podejmują wiele nietypowych decyzji, często stawiając dobro pozostałych członków rodziny przed własnym, a przynajmniej tak im się wydaje. Nie oznacza to oczywiście, że kobiety nie dają ponieść się emocjom, że czasem nie przebija przez nie egoizm, a przemilczenia i sekrety nie wychodzą wreszcie na światło dzienne. Diaz stworzyła postacie wyraziste, charakterne, bardzo dopracowane. O każdej z tych kobiet, w trakcie lektury, można bez problemu wyrobić sobie opinie, a na pewno niełatwo pozostać obojętnym wobec podejmowanych przez nie decyzji i czynionych kroków.

Niestety nie wszystkie bohaterki wzbudziły we mnie pozytywne emocje. Oczywiście nie zawsze to jest dobre, a czarne charaktery często lepiej zapadają w pamięć. Mam jednak na myśli te nieco niepokojące relacje, o których już wspomniałam i dość dziwne rozwiązania, do których owe doprowadziły. Czasami w trakcie lektury miałam ochotę się uszczypnąć, bo fabuła wydawała mi się tak nieprawdopodobna, że nie byłam pewna, czy to dzieje się naprawdę. Mimo że ze stron książki atakowała mnie pewna życiowość i realizm to dziwne decyzje bohaterek dość często mnie zaskakiwały, niekoniecznie pozytywnie. I to nie jest tak, że nie pochwalam przekładania czyjegoś szczęścia nad własne, po prostu przywoływane argumenty zupełnie mnie nie przekonały.

„Matka i córka” okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Z jednej strony ze względu na trudną (choć oczekiwaną przeze mnie) tematykę. Z drugiej zaś na sposób, w jaki ta historia została opowiedziana. Momentami miałam wrażenie, że Diaz napisała ją na jednym tchu, ciągiem. W powieści nie ma praktycznie żadnych dialogów, mnóstwo jest zaś zdań wielokrotnie złożonych. Wiem, że napisać taką historię i zaintrygować nią jest o wiele ciężej, ale ciężej jest także się z nią zmierzyć. Wymaga wiele chęci i dużej dawki skupienia.




Z pewnością to powieść ważna, choć niełatwa. Styl autorki i powracająca niemożność zrozumienia bohaterek nieco mnie zmęczyły. Nie da się jednak ukryć, że Diaz stworzyła książkę, która zapada w pamięć i zmusza do refleksji. Czy warto po nią sięgnąć? O tym musicie zadecydować sami.  






Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 10 czerwca 2017

Pamiętnik z tamtych czasów




Autor: Przemysław Paszowski
Tytuł: Pragnę kocham nienawidzę
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Impuls
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 338
Gatunek: literatura współczesna 





Jego młodość przypadła na czas Solidarności i Stanu wojennego. Dziś, po latach, rozlicza się z przeszłością. Co się wówczas wydarzyło? Czego żałuje? Czym zawinił?


Nie byłam do końca pewna, czego mogę spodziewać się po tej powieści. Niewątpliwie mocno zachęcały mnie pozytywne recenzje i przyznawane jej wysokie oceny, czułam się także zaintrygowana samą postacią autora, który sprawia wrażenie osoby dość wszechstronnej. Zaczęłam czytać trochę w ciemno, z pewnym kredytem zaufania i nadzieją, że będzie tylko lepiej.





Zaczęło się bardzo dobrze, choć szczerze przyznam, że poczułam się lekko przytłoczona i nieco przerażona osadzeniem znacznej części powieści na tle wydarzeń z Polski lat 70 i 80- tych. Lubię historię, zdecydowanie jednak nie tę jej część. Nigdy przesadnie nie zagłębiałam się w dzieje powstania i rozwoju Solidarności, dość obco brzmi mi również niestety termin „stan wojenny”. Te wydarzenia są dla mnie strefą nieznaną, a na ich poznaniu nigdy szczerze mówiąc mi nie zależało. I nagle widzę hasło Solidarność, zaraz obok stan wojenny. Co jednak najciekawsze wcale mnie to nie zniechęciło i po pierwszym szoku (nie mylić z kryzysem), zabrałam się za lekturę powieści z wielką ciekawością.

Nie byłam świadkiem tamtych wydarzeń, niewiele o nich wiem i na pewno nie jestem w stanie (nie mam też takiej potrzeby), by skonfrontować informacje zawarte w powieści ze źródłami historycznymi. Co więcej i Paszkowski wydaje się zbyt młody, by móc nas rzeczywiście w te wydarzenia wprowadzać, a jednak robi to. Z pewną dozą subtelności, z cierpliwością i zaufaniem, tak jakby wierzył, że tym tematem może nas przekonać, zainteresować, kupić. I muszę przyznać, że mnie naprawdę zaintrygował. Poczułam, że to, o czym pisze jest dla mnie w pewien sposób ważne, że to działa na mnie nie tylko jako na człowieka, ale także jako na Polkę. Miałam wrażenie, że stałam się uczestnikiem czegoś ważnego, poczułam się wtajemniczona. I było mi z tym bardzo dobrze.

W żadnym wypadku (na szczęście) nie jest to jednak książka historyczna. Tło wydarzeń stanowi bardzo ważny element dla rozwoju postaci, podejmowanych przez nie decyzji, ukazania trudów życia w tamtych czasach, ale nie jest ono bohaterem samym w sobie. Co ciekawe, jakby trochę przekornie i jakby nieco dla przełamania ciężkiego klimatu, autor wypełnia swoją powieść muzyką. Pojawia się Jarocin, i Maanam i Dżem i Izka Trojanowska. Zespoły i ludzie, których kochamy i, nie oszukujmy się, znamy lepiej, niż tę historyczną prawdę. A za sprawą tej muzyki, kultowych przebojów, autor oddaje emocje bohaterów, ich rozterki, dylematy, konieczność decydowania o sobie innych.

Na naszych oczach bohaterzy dojrzewają, zmieniają się, stają się sobą na nowo. Zaczynają rozumieć, jak duże znaczenie w naszym życiu mają takie hasła jak przyjaźń, miłość, religia, wolność, ojczyzna. W tym małych ludziach drzemie wielki duch, niezłomność, siła, energia. Oni zachwycają, inspirują. Zapadają w pamięć. Paszkowski zbudował ich pięknie, wyraziście, charakternie. On miał swoją wizję i wspaniale ją zrealizował. Zaskoczył, skłonił do refleksji, nauczył czegoś. Przekazał nam cząstkę siebie.



Bardzo odpowiada mi styl autora i sposób opowiadania tej historii. Pięknie operuje słowem, wykorzystuje jego potencjał, każdym wyrazem zdaje się przekazywać swoją mądrość, dojrzałość, a także wrażliwość. Oszczędnie buduje dialogi, realizuje się w opisach. Pisze szczerze, możliwie lekko, z pasją. Widać, że dobrze wie, o czym opowiada. Szkoda, że ta powieść przeszła niemalże bez echa, bo to jedna z tych, które powinny trafić do szerszego grona odbiorców.


Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 8 czerwca 2017

Katarzyna Puzyńska- Czarne narcyzy [recenzja przedpremierowa]




Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Czarne narcyzy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 640 
Gatunek: kryminał 








Święto Policji to wydarzenie dość niefortunne dla Daniela Podgórskiego. W końcu on nie ma czego świętować. Czas urozmaica mu młoda kobieta podająca się za dziennikarkę, która przychodzi do niego z zagadkową propozycją pomocy w odzyskaniu pracy. Niemniej tajemniczo wygląda wiadomość, jaką Weronika Nowakowska otrzymuje od nieznanej osoby. Czy te dwie sprawy są ze sobą powiązane? Tymczasem okolicą Lipowa wstrząsa wiadomość o morderstwie. Nie pierwszym i nie ostatnim.


Z Lipowem i jego mieszkańcami spotkałam się już po raz ósmy. Spotkania tego niecierpliwie wyczekiwałam, zastanawiając się przez cały czas jakie ono będzie. Każda kolejna część serii wzbudza wiele emocji, ale również wiele pytań. Czy autor po raz kolejny nas zaskoczy? Czy wciąż potrafi wnieść do swoich powieści coś nowego? Czy bohaterzy się zmienili? Z tymi pytaniami zabrałam się za lekturę „Czarnych narcyzów”.




Powieści Puzyńskiej to dobrze przemyślane i świetnie napisane kryminały z głębokim tłem obyczajowym. Zdziwiłabym się, gdyby zmieniło się to w następnej powieści, bowiem te elementy to cechy charakterystyczne twórczości autorki. W najnowszej książce znów udajemy się w mroczną podróż po Lipowie i jego okolicach, kolejny raz przekonując się, że to tajemnicze i ponure miejsca, kryjące w sobie wiele tajemnic i będące siedzibą ukrytego zła. Do tej pory w tamtych okolicach zawsze wiele się działo, podobnie jest tym razem. Z wielką przyjemnością udałam się tropem zbrodni, próbując nadążyć za Puzyńską. A nie było wcale tak łatwo.

Autorka krąży, wodzi nas za nos, wprowadza nowe wątki, konsekwentnie próbuje nas zmylić. Momentami ciężko uwierzyć, że spokojni mieszkańcy małych miejscowości mogą mieć tyle sekretów. Ale to wszystko pozory. Puzyńska pokazuje nam prawdziwe zło, które czai się w sercach i umysłach wykreowanych przez nią bohaterów. Kolejne tropy, zwroty akcji, kłamstwa, zagadki to tylko część tego, co tym razem przygotowała dla nas autorka. Uwielbiam kryminały i zawsze staram się poznać tożsamość mordercy przed rozwiązaniem akcji, ale autorka postarała się, by do samego końca utrzymać czytelników w niepewności. Stworzona przez nią fabuła może momentami wydawać się dość skomplikowana ze względu na dużą liczbę bohaterów i wątków, ale dla uważnych i skupionych czytelników nie okaże się ona przesadnym wyzwaniem.

W „Czarnych narcyzach” poznajemy różne oblicza zbrodni. Motywy kierujące zbrodniarzami Puzyńskiej są przeróżne. Morderstwa stworzone przez autorkę są bardzo wiarygodne, dopracowane, zaskakujące. Można by pomyśleć, że czerpała z samego życia. Mam wrażenie, że ona nie próbuje na siłę szokować, otumaniać nas skomplikowanymi szczegółami czy obrzydzać wielką ilością krwi. Puzyńska po prostu przelewa na papier to, co podsuwa jej wyobraźnia, podpierając się zasłyszanymi historiami czy miejscowymi legendami. Wykorzystanie takich elementów i skierowanie się w stronę okultyzmu to prawdziwy strzał w dziesiątkę.

„Czarne narcyzy” to podróż w głąb człowieka. Zwrócenie się w stronę skrytego w nim zła, nieco psychologii próbującej wyjaśnić jego motywy, odwołania do marzeń i planów. Jej postacie są dopracowane, niepozbawione wad, realistyczne. Dobrze się je poznaje, ale jeszcze lepiej powraca się do tych znanych i lubianych, zwłaszcza, że wciąż potrafią zaskakiwać i wywoływać w nas przeróżne emocje. W najnowszej powieści Puzyńska wyjaśnia także wątki rozpoczęte wcześniej. Tradycyjnie już pozostawia nas z pewnymi pytaniami, ale nie przeciąga na siłę tego, co powinno zostać już rozszyfrowane.

Niezbyt często sięgam po serie. Do polskich autorów podchodzę ze sporym dystansem i umiarkowanym zaufaniem. Ale ta autorka zdobyła moje serce. Po każdą kolejną powieść sięgam z wielką ciekawością, przepełniona entuzjazmem i niecierpliwością. I jeszcze się nie zawiodłam. 

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 6 czerwca 2017

Para z okładki




Autor: Tasmina Perry
Tytuł: Pocałunek na pożegnanie
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 488
Gatunek: literatura współczesna







Stara fotografia, na którą przypadkiem trafia Abby, nie pozwala jej o sobie zapomnieć. Piękna para ze zdjęcia kusi by zgłębić jej historię, a kobieta będąca na życiowym zakręcie, bez pamięci oddaje się tej sprawie. Kim są zakochani ze zdjęcia? Co ich spotkało? Jaką tajemnicę skrywają?


Wiele mówiący tytuł, urocza okładka i opis książki skupiający się na sile miłości. Wydaje się, że to powieść z gatunku tych, których starannie unikam. Lubię wzruszająco, ale nie ckliwie. Dramatycznie, nie romantycznie. I z miłością na boku, a nie głównym planie. A jednak coś szalenie przyciągało mnie do tej historii. Wyczuwałam obietnicę, że sięgnięcie po nią nie okaże się czasem straconym. I właśnie tak było.




Perry zabiera nas w świat widziany oczami ludzi różnych epok. Z jednej strony poznajemy czasy współczesne na tle pięknego Londynu. Z drugiej cofamy się o 50 lat, a miejsce wyśnionej stolicy zajmują wspominki o istotnych historycznych wydarzeniach, jak zimna wojna czy powstanie muru berlińskiego. Uwielbiam takie połączenie teraźniejszości i przeszłości, gdzie narracja zostaje podzielona na teraz i kiedyś, zwłaszcza, kiedy pozornie prosta opowieść zostaje podparta historią i realiami, które w pewien sposób wpłynęły na każdego z nas. W ten sposób Perry lawiruje w czasie, zanurza się w różnych perspektywach, przeskakuje między bohaterami. Intryguje, zachęca, skłania do refleksji i szukania rozwiązań.

Bo w tej romantycznej opowieści chodzi również o skrywane tajemnice, niewyjaśnione sprawy, sekrety podszyte smutkiem i melancholią. I właśnie tej strony powieści byłam najbardziej ciekawa. Tajemnice wyjaśniane na kolejnych stronach książki zawsze stanowią dla mnie łakomy kąsek, zwłaszcza gdy osnute są odrobiną mroku, kurzu, historii. Choć tajemnica Perry stanowiła istotny element wokół którego zbudowano fabułę powieści, miałam wrażenie, że zostało nieco zmarginalizowana, albo raczej nie przywiązano do niej tak wielkiej uwagi, jak mogłoby się wydawać. Przyznam szczerze, że nie przeszkadzało mi to jednak, przede wszystkim dlatego, że skupiłam się na innych elementach powieści.

Subtelne wątki historyczne, zmiany zachodzące w społeczeństwie, dramaty związane ze źle podjętymi decyzjami, zagadki przeszłości. Wszystkie te elementy złożyły się na powstanie historii dość niezwykłej. Przyjemnie lekkiej, delikatnej i subtelnej, stanowiącej świetny czytelniczy wybór na długie ciepłe wieczory. A równocześnie dość wzruszającej, skłaniającej do refleksji i pewnymi scenami zapadającej w pamięć. Wydaje mi się, że nie jest prostym zadaniem napisanie książki właśnie w ten sposób. By czytelnik mógł w niej odnaleźć przyjemność z czytania, chwilę dla siebie, odrobinę relaksu, a także wyciągnąć wnioski, odnieść książkową historię do własnego życia, powrócić wspomnieniami do wczoraj, zastanowić się nad dzisiaj.

Podobają mi się bohaterki wykreowane przez Perry. Ta powieść to zbiór niezwykłych portretów niecodziennych kobiet. Silnych, odważnych, zdeterminowanych, gotowych walczyć o siebie i swoje marzenia. Zarówno Rosamund jak i Abby bardzo przypadły mi do gustu. Tak różne, żyjące w innych czasach i odmiennych rzeczywistościach, a jednak pod pewnymi względami niczym siostry bądź najlepsze przyjaciółki. Bardzo przyjemnie czytało mi się o ich życiu, podejmowanych przez nie wyborach i miłości, która zmieniła ich świat.

„Pocałunek na pożegnanie” czyta się niezwykle szybko i lekko. Opowieść, wydająca się na pierwszy rzut oka dość banalna, potrafi zaskoczyć, poruszyć i zatrzymać. Autorka stworzyła bardzo dobrą powieść obyczajową, gdzie romansu na szczęście jest jak na lekarstwo, za to miłości- pięknej, dojrzałej, godnej pozazdroszczenia mnóstwo. Nie żałuję czasu, który poświęciłam tej powieści, zwłaszcza znając jej zakończenie.  

Za przesłanie powieści dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 4 czerwca 2017

W zamknięciu




Autor: Natasha Preston
Tytuł: Uwięzione
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura młodzieżowa







Kiedy Summer wybierała się na imprezę bez swojego chłopaka, nie zdawała sobie sprawy, że już zawsze będzie tego żałować. Zamiast na spotkanie ze znajomymi trafiła do dusznej piwnicy, miejsca fantazji pewnego psychopaty. Jak potoczy się życie Summer? Czy zaryzykuje ucieczkę? A może dopasuje się do reguł Clovera?

Uwielbiam powieści młodzieżowe, szczególnie takie jak „Uwięzione”. Zachwycające mocnym tematem, zatrzymujące realizacją fabuły, zapadające w pamięć ze względu na przesłanie. Mam wrażenie, że takich książek dla młodych czytelników powstaje coraz mniej, dlatego też za powieść Natashy Preston zabrałam się z wielką ciekawością i dużymi oczekiwaniami.

Tym, co szczególnie przypadło mi do gustu, jest książkowa narracja. Autorka zdecydowała się przedstawić tę historię wykorzystując perspektywę aż trzech osób- porwanej Summer, jej chłopaka Levisa oraz porywacza Clovera. Osią wydarzeń staje się zaginięcie młodej kobiety. Ona sama opowiada o czasie spędzonym w domu porywacza. Chłopak porwanej opisuje próby odnalezienia jej. Natomiast sam winny przedstawia swój plan i sposób jego realizacji. Co więcej w powieści znalazło się również miejsce na podział przeszłość- teraźniejszość. Taki sposób poznawania historii bardzo mi odpowiadał. Czułam się szczerze zaintrygowana narracją każdej z tych osób, a retrospekcje pozwalały na poznanie wielu istotnych szczegółów i psychiki sprawcy.


Summer wciąż myśli o ucieczce, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że próba ta naraziłaby ją na wielkie niebezpieczeństwo i próbując dla własnego dobra dopasować się do obrazka stworzonego przez oprawcę. Jej chłopak nie ustaje w wysiłkach, by ją odnaleźć, za wszelką cenę. Połączenie tych dwóch obszarów wciąż intryguje czytelnika, pobudza jego wyobraźnię i zatrzymuje przy powieści, sprawiając, że ciężko się od niej oderwać choć na moment. Przez cały czas zastanawiamy się, co jeszcze może się wydarzyć. Analizujemy, kto ma największe szanse w tej rozgrywce. Niecierpliwie pokonujemy kolejne rozdziały, czekając na rozwój akcji.

„Uwięzione” to powieść łącząca w sobie elementy charakterystyczne dla powieści młodzieżowej oraz thrillera. Niewątpliwie fani każdego z tych gatunków znajdą w niej coś dla siebie, nie poczują się tą książką zmęczeni. Preston potrafi zbudować napięcie, przesuwając się małymi kroczkami, niespiesznie w stronę zakończenia. Momentami wolną akcję rekompensuje nam analizą psychiki sprawcy, skupieniem się na wydarzeniach, które doprowadziły go do takiego momentu. Jego decyzje i refleksje wywołują u nas dreszcze. Byłam pod dużym wrażeniem, jak mocno Preston wniknęła w psychikę tego mężczyzny. Jak wiele realizmu nadała tej brutalnej historii. Jak bardzo potrafiła mnie tym wszystkim przestraszyć.

Preston wykreowała swoich bohaterów w sposób bardzo realistyczny ale też szalenie przejmujący. Wobec żadnego z nich nie można pozostać obojętnym, przechodząc przez kolejne stadia emocjonalne od współczucia do nienawiści. Bardzo dobrze oddała również mroczny klimat tej historii, ciężar przytłaczającej przeszłości oraz tło wydarzeń. Kolejne kartki tej historii przenoszą nas do dusznej piwnicy, przerażonych dziewcząt, mężczyzny o szalonych zapędach i pokiereszowanym umyśle.

Autorka stworzyła przekonującą i dopracowaną powieść, którą czyta się naprawdę dobrze. Kupiła mnie swoją opowieścią i nie znalazłam elementów, do jakich mogłabym się przyczepić. Ja i moja mama wyrywałyśmy sobie tę książkę z rąk. 

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young. 

sobota, 3 czerwca 2017

MUST READ CZERWIEC

W temacie interesujących lektur czerwiec zapowiada się niesłychanie kusząco. Tym razem zainteresowało mnie aż 11 tytułów. 





Piorunująca literatura faktu. Była królowa wielkiego narkotykowego imperium musi po latach wrócić do handlu kokainą – tym razem z ramienia służb federalnych. Jednak kiedy zostaje porwana przez groźnych, kolumbijskich przestępców, zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Czy jej życie coś znaczy?









Jakie to uczucie decydować, które z twoich dzieci ma żyć, a które umrzeć? Jak to jest, gdy ktoś przystawia ci do skroni pistolet i zmusza do takiego wyboru? Czy skazać na śmierć buntowniczą i niezależną córkę, czy wrażliwego i uległego syna? Które z nich bardziej zasługuje na to, by dalej żyć?

Jeżeli Madeleine nie wykona polecenia, zginie i Annabel, i Aidan. Madeleine wybiera, zaraz potem pada strzał, który na zawsze obciąży jej sumienie.

Gdy po trzech miesiącach budzi się w szpitalu, próbuje poukładać kolejność tamtych zdarzeń i usprawiedliwić swój wybór. Jednak pamięć ją zawodzi i podsuwa coraz inne, często sprzeczne obrazy. Co wydarzyło się naprawdę, a co jest jedynie wytworem jej umysłu?

Gdybym wiedziała, że wkrótce mam opuścić ten świat, zrobiłabym wszystko inaczej?

Eve Hayes i Lily Brennan były nierozłączne, ale gdy miały osiemnaście lat, podczas wakacji wydarzyło się coś, co skutecznie je rozdzieliło i zniszczyło ich przyjaźń.

Po dwudziestu latach Eve, znana projektantka biżuterii, wraca na stałe do Dublina. Stara się odszukać dawną przyjaciółkę, ale nie może trafić na żaden jej ślad, nawet w internecie. Pewnej nocy Eve ulega poważnemu wypadkowi. W szpitalu ze zdumieniem odkrywa, że Lily pracuje tam jako pielęgniarka. Dawne przyjaciółki mają szansę wyjaśnić to, co między nimi zaszło, odbudować bliskie relacje, a przede wszystkim pomóc sobie nawzajem.

Wzruszająca opowieść o przyjaźni, sekretach i o tym, że warto naprawiać  błędy – nawet po latach.     


Czterech przyjaciół wynajmuje luksusowe mieszkanie w dzielnicy Copacabana. Wydaje im się, że mają u stóp cały świat.

Nie wszystko jednak układa się po ich myśli i wkrótce wpadają w długi. Aby zdobyć pieniądze, decydują się na kontrowersyjny biznes. Urządzają ekskluzywne kolacje, których menu dalece przekracza granice tego, co uważa się za jedzenie. Z czasem przyjaciele przekonują się, że biedny czy bogaty, czarny czy biały, stary czy młody – w czynieniu zła wszyscy jesteśmy jednakowi.

Kilku przyjaciół, wielkie pieniądze, niespełnione ambicje, mroczny sekret i przerażająca spirala zbrodni, która rozpoczęła się od niewinnego żartu, a skończyła na samym dnie piekła.





1992 rok. Dziesięcioletni Gabriel mieszka w Burundi ze swoim francuskim ojcem, rwandyjską matką i siostrzyczką Anąw przytulnej dzielnicy cudzoziemców; większość czasu spędza z przyjaciółmi, miłymi łobuziakami. Jednak błogi czas dzieciństwa właśnie dobiegł końca: Gabriel obserwuje z niepokojem rozstanie rodziców, czuje zbliżającą się wojnę domową oraz tragedię Rwandy.







Tropikalny raj, gdzie delfiny igrają w lagunach, słońce malowniczo zachodzi nad oceanem, mieszkańcy to sympatyczni luzacy, a nieskażona przyroda zachwyca bujnością? Tak – choć niezupełnie. Kiedy J. Maarten Troost i jego dziewczyna Sylvia ruszali w podróż na Tarawę – główny atol wyspiarskiego kraju Kiribati – nie bardzo wiedzieli, czego się spodziewać. Ale na pewno nie oczekiwali gęstości zaludnienia większej niż w Hongkongu, przeterminowanej żywności prosto z Australii oraz ministerialnych konkursów pieśni i tańca. Nie mówiąc już o suszach, widmie chińskiej inwazji, Macarenie rozbrzmiewającej z każdego głośnika i o zupełnym braku kawy… Jednak, mimo wszystko, czy warto wracać do cywilizacji?




Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą i rodzicami kilkuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się najbliższą przyjaciółką Jolene.

Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – kobieta gromadzi w domu rzeczy identyczne jak u przyjaciółki, kupuje takie same ubrania, a na Instagramie publikuje zdjęcia Dariusa. Czy prawdziwym obiektem jej zainteresowania jest Jolene, jej przystojny mąż, czy mała Mercy? A może chciałaby mieć ich wszystkich?



Tam, gdzie się wychowała, dla kobiet wszystko jest haram – zakazane: edukacja, słuchanie muzyki, opuszczanie domu bez towarzystwa mężczyzny, wybór ubrania, własne poglądy… Od najmłodszych lat dziewczynki są uległe i posłuszne. Ale nie Maria.

Miała talent do gry w squasha i chciała być najlepsza na świecie, ale na terenach opanowanych przez talibów sport mogą uprawiać jedynie chłopcy. Podjęła więc gigantyczne ryzyko i zaczęła udawać jednego z nich: przebierając się, ścinając włosy, owijając piersi bandażem.

Rodzice wspierali Marię od samego początku. Ale nawet oni nie byli w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa, gdy zaczęto grozić jej śmiercią. Maria uciekła do Kanady, aby ocalić życie i… marzenia.

Zachodni Cork, Irlandia, rok 1900. To początek nowego stulecia i narodziny trzech bardzo różnych kobiet: Kitty Deverill – ognistorudej angloirlandzkiej córki dziedziców zamku, Bridie Doyle – córki irlandzkiej kucharki oraz Celii Deverill – ekstrawaganckiej angielskiej kuzynki Kitty. Kiedyś dorastały razem w bajecznym otoczeniu wspaniałego rodzinnego majątku, Castle Deverill, teraz ich spokojne życie zostaje zagrożone, gdy na te tereny dociera irlandzka walka o niepodległość. W ogarniętej wojną Irlandii zamek, symbol brytyjskiej dominacji, znajduje się w niebezpieczeństwie. Kitty, zakochana w rebeliancie Jacku O’Learym i rozpalona patriotyzmem, jest rozdarta między anglo-irlandzką rodziną i głęboką miłością do Irlandii i Jacka. Przyjaźń dziewcząt wydaje się należeć do przeszłości, ponieważ naznaczyła ją zdrada oraz utrata ich dotychczasowego życia, a one same znalazły się w różnych częściach świata. Jednak coś je łączy: gorąca i nieprzemijająca tęsknota za Castle Deverill i związane z nim wspomnienia.


Wybucha II wojna światowa. Mary North odkłada ukończenie edukacji na później, przyjeżdża do siedziby War Office i zgłasza się na ochotnika, by służyć ojczyźnie. Bystra i odważna Mary jest przekonana, że będzie świetnym szpiegiem. Gdy, ku swojemu zaskoczeniu, zostaje nauczycielką, decyduje się walczyć z uprzedzeniami, by chronić dzieci, o których istnieniu społeczeństwo chętnie by zapomniało.

Tom Shaw postanawia odpuścić sobie wojnę - póki jego współlokator, Alistair, nieoczekiwanie nie zgłosi się do wojska i nie stanie się jasne, że konflikt zbrojny jest nieunikniony.

Kiedy Mary poznaje Alistaira, tematem równie ważnym, co wojna, staje się miłość, która wystawi ich na ciężką próbę. Mary, Tom i Alistair poznają smak przemocy, namiętności, przyjaźni i zdrady.






Paul ma plan. Wizję lepszej przyszłości, którą ma zamiar zrealizować. Jeśli wymaga to ukrycia czy wyolbrzymienia kilku detali, nic nie szkodzi. Ale gdy wprasza się na rodzinne wakacje w Grecji, wpada w pułapkę napięć i emocji, których nie rozumie. W końcu zaczyna do niego docierać, że niezależnie od najbardziej choćby bolesnej prawdy najwięcej szkód wyrządza kłamstwo. Tylko że kiedy zaczyna to rozumieć,  jest już za późno...








A jakie książki wpadły Wam w oko?