sobota, 15 czerwca 2019

Magdalena Knedler "Moje przyjaciółki z Ravensbruck"




Autor: Magdalena Knedler
Tytuł: Moje przyjaciółki z Ravensbruck
Wydawnictwo: MANDO
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 432
Gatunek: literatura współczesna 






“Moje przyjaciółki z Ravensbruck” to trzecia książka z dorobku Knedler, jaką miałam okazję przeczytać. Tym ciekawsza, że oparta przecież na faktach, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, opowiadająca o tym, co dość odległe, a jednak wciąż pamiętane i żywe. Obok takich tytułów nie sposób przejść obojętnie.

Najnowsza książka pisarki opowiada o młodej autorce, która na progu domu znajduje rękopis dotyczący losów czterech kobiet, żyjących w obozie Ravensbruck. Niestety nie wiadomo, kto podjął się opisania tamtych wydarzeń, co spędza głównej bohaterce, Idzie, sen z powiek. Budując fabułę w taki sposób, Knedler pozwala swoim czytelnikom podążać dwiema ścieżkami. Z jednej strony bowiem dowiadujemy się, co przydarzyło się kobietom w obozie, z drugiej zaś obserwujemy poczynania tej, która w tę historię zaangażowała się całym sercem, spychając własne życie na boczny tor.

Te dwie ścieżki, połączone, a jednak oddzielne, za sprawą upływu czasu, zachodzących zmian i konieczności skupienia się na innych sprawach, przeplatają się przez całą powieść, naprzemiennie, w kolejnych rozdziałach. Nie można natomiast stwierdzić, które wydarzenia w powieści- bieżące czy odległe- są bardziej interesujące. Decydując się na takie przedstawienie opowieści Knedler budzi bowiem w czytelniku więcej emocji. Nie tylko towarzyszy nam zaciekawienie możliwością poznania historycznych faktów i powrót do tamtych wydarzeń. Oprócz tego czujemy także, że mamy do rozwiązania zagadkę. Kim była autorka rękopisu?


Pisarka stworzyła także intrygujące kobiece postacie. Jej bohaterki są odważne, inspirujące, mądre. A przede wszystkim żywe. Na stronach książki Knedler opowiada nie tylko o tym, co spotkało je w obozie. Ona wraca także do ich wspomnień, marzeń, wydarzeń sprzed skazania. Dzięki temu możemy poczuć, że mowa o kobietach, które faktycznie żyły. Książkowe opisy inspirowane zostały tym, co faktycznie się wydarzyło, a ten realizm dotyka nas najmocniej.

Dwukrotnie już miałam okazję się przekonać, że autorka potrafi pisać. Jej styl jest dojrzały, dopracowany, a przy tym lekki i przyjazny czytelnikowi. Umiejętnie opowiada przemyślane i dopracowane historie, sprawiając, że czytelnik podąża jej śladem z zaciekawieniem, cierpliwością i poczuciem, że kolejne rozdziały przyniosą jeszcze więcej niespodzianek i satysfakcji z lektury. Tym razem nie mogło być inaczej, szczególnie, że opisywana historia jest nie tylko intrygująca, ale również ważna i potrzebna.

Bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się podążać taka drogą, zwracając naszą uwagę na tak istotne kwestie. Warto wiedzieć i pamiętać, co miało miejsce, nie tak przecież znowu dawno temu. W jej powieści wydarzenia z Ravensbruck wydają się żywe. Opisy wywołują mnóstwo emocji autentyzmem i realizmem. Knedler nie chowa się za żadnym tabu, nie oznacza to jednak, że nie traktuje tych spraw z odpowiednim szacunkiem.   

„Moje przyjaciółki z Ravensbruck” to piękna i mądra opowieść. Każdy powinien dać jej szansę, niezależnie od czytelniczych zainteresowań. Bo to takim powieściom warto poświęcać czas.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu MANDO.

piątek, 14 czerwca 2019

Magda Stachula "Oszukana"




Autor: Magda Stachula
Tytuł: Oszukana
Wydawnictwo: Edipresse
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller







Lena ukrywa się w domu nad jeziorem. Unika ludzi i próbuje przekonywać samą siebie, że od przeszłości można uciec. Tylko czy na pewno? Co skłoniło ją do szukania schronienia?

Magda Stachula dała mi się poznać, jako autorka o niebanalnych pomysłach. W jej książkach możemy dostrzec rozwiązania nie tylko intrygujące, ale przede wszystkim takie, które rzeczywiście dotyczą nas samych i otaczającego nas świata. W najnowszej powieści również zdecydowała się sięgnąć po tematy ważne i aktualne. Zrobiła to odważnie, pomysłowo i ciekawie.


Fabuła powieści nie zaskakuje rozmachem od początku. Jeśli mam być szczera, to pierwsza część książki trochę mi się dłużyła i zaczęłam wątpić, czy tym razem Stachuli uda się utrzymać wysoki poziom, do jakiego mnie przyzwyczaiła. Czytałam trochę bez przekonania, wciąż czekając, aż coś zaiskrzy, a akcja powieści mnie zaskoczy. I rzeczywiście, tak się w końcu stało. Autorka odwróciła akcję, zmieniła obrany tor i oddała głos innym bohaterom.



„Oszukana” to historia opowiedziana przy pomocy narracji pierwszoosobowej. Uwielbiam taki zabieg i uważam, że najlepiej sprawdza się on w przypadku mrocznych opowieści. Taki sposób prowadzenia historii pozwala lepiej wczuć się w sytuację bohaterów, przykuwa uwagę czytelnika, wzmacnia jego zainteresowanie i zachęca do zaangażowania. Duże znaczenie ma w tym przypadku również fakt, że Stachula oddała głos kilku bohaterom swej powieści. Dzięki temu akcja okazuje się bardziej interesująca i lepiej układa się w całość.

Autorka ma bardzo przyjemny i dopracowany styl, dzięki czemu książkę po prostu przyjemnie się czyta. Krótkie rozdziały, wspomnienia, odwracanie akcji, mieszanie bieżących i przeszłych wydarzeń- te elementy sprawiają, że kolejne strony czytają się właściwie same. I mimo, że w powieści opis przeważa nad dialogiem, nie sprawia to wcale, że akcję poznaje się trudniej, czy że wydaje się  ona cięższa. Stachula po prostu potrafi pisać. I niezależnie od tego, czy jej historie są dla nas bardziej czy mniej interesujące, tej umiejętności zwyczajnie nie można jej odmówić.


Historia opowiedziana przez autorkę mnie zaskoczyła. Z jednej strony dlatego, że nie tak często spotykam się z podobnym tematem w literaturze. Z drugiej zaś po prostu nie spodziewałam się takiego rozwinięcia akcji. Kiedy kolejne elementy zaczęły dopełniać całości, a układanka zgrabnie ukazała intrygę, poczułam się usatysfakcjonowana tym, co od autorki otrzymałam. Pozytywnie oceniłam pomysł, jego realizację i zakończenie.




Mały problem miałam natomiast z klimatem książki. Choć podczas lektury czułam duże zainteresowanie i czytało mi się naprawdę dobrze, to jednak zabrakło mi napięcia. Odniosłam wrażenie, że całość jest trochę przegadana, że tych opisów jest jednak nieco zbyt wiele, a odnoszenie się do emocji głównej bohaterki za częste.

„Oszukana” to zgrabnie napisana i angażująca powieść. Myślę jednak, że moje odczucia wobec niej byłyby cieplejsze, gdyby nie fakt, że to pierwsza powieść Stachuli najbardziej mnie ujęła, a kolejnym odrobinę do niej zabrakło.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawcy oraz Agencji BookSenso.

wtorek, 11 czerwca 2019

Eben Alexander "Serce świadomości"




Autor: Eben Alexander
Tytuł: Serce świadomości
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 464
Gatunek: literatura faktu







„Serce świadomości” to zadziwiająca podróż, w którą zabiera nas Eben Alexander, ceniony neurochirurg. Autor doświadczył śmierci klinicznej,  a w jego pamięci zapisały się wspomnienia z drugiej strony. Co więcej, nikt nie dawał mu szans na przeżycie. A jednak dziś wciąż jest z nami, choć jego życie i jego poglądy wyglądają zupełnie inaczej.

Za lekturę książki zabierałam się z wielką ciekawością. Bardzo cenię sobie tego typu historie, które nie tylko pozwalają mi dowiedzieć się czegoś nowego, ale także zwracają moja uwagę na istotne sprawy. A nie da się ukryć, że zagadnienia związane z tą tematyką zdecydowanie do tych ważnych się zaliczają. Mogą przecież zmienić całe nasze życie…


Duże zainteresowanie książkową tematyką pogłębiło się jeszcze w obliczu faktu, że Alexander za punkt swoich rozważań przyjął własne przeżycia. Doświadczył czegoś wstrząsającego i postanowił ten temat zgłębić oraz podzielić się z innymi. Można by powiedzieć, że to nie jest historia dla niedowiarków. Warto jednak dodać, że autor książki również kierował się wcześniej logiką i racjonalizmem. No właśnie- wcześniej.




Na stronach powieści mamy okazję wraz z Alexandrem przyjrzeć się wielu intrygującym zjawiskom, których w dużej mierze nie sposób wyjaśnić. I właśnie to wydaje się być w nich najciekawsze, w tym miejscu należy sobie zadać pytanie, na ile to wszystko jest dla nas realne, jak głęboko jesteśmy w stanie posunąć się w zgłębianiu wiedzy na ten temat. Telepatia, reinkarnacja, kontakty z duchami, przeczucia- to tylko kilka kwestii, jakie zostały opisane na stronach powieści.

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele pytań. Czasami miałam wrażenie, że w mojej głowie panuje chaos i bałagan. Snułam refleksje i zastanawiałam się, na ile opisywane tematy są mi rzeczywiście bliskie. A wydaje mi się, że wbrew temu, co można by pomyśleć, każdy z nas mógłby znaleźć w tym utworze coś dla siebie. Dwukrotnie miałam w życiu bardzo silne przeczucie, niewytłumaczalne, ale takie, które się sprawdziło. Czy Wy też mieliście do czynienia z podobnymi zjawiskami?

Alexander pisze o rzeczach ważnych, ale również trudnych. Nie będę ukrywać, że w moim odczuciu lektura książki okazała się dość ciężką przeprawą. Mimo że kwestie poruszane w tym utworze naprawdę mnie zaciekawiły, to jednak dość trudno szło mi podążanie za piórem neurochirurga. Dlatego też tę lekturę sobie dawkowałam, poświęcając się jej w ciszy i skupieniu, po trochę, przez kilka dni. Jeśli jednak takie zjawiska rzeczywiście Was interesują, lub też macie podobne doświadczenia, nie pozwólcie by trudniejszy język okazał się dla Was barierą nie do pokonania i sięgnijcie po tę opowieść.

„Serce świadomości” to historia rzeczy wielkich, niezgłębionych i niewyjaśnionych. To kwestie, nad którymi można i trzeba pracować. To zbiór zagadek. Zaskakujące połączenie nauki i wiary. Ale przede wszystkim to utwór, którego autor nie próbuje przekonać nas do niczego na siłę, po prostu zachęca, by podchodzić do wszystkiego z otwartym umysłem.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

niedziela, 9 czerwca 2019

Nino Haratischwili "Kotka i generał"




Autor: Nino Haratischwili
Tytuł: Kotka i generał
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 624
Gatunek: literatura współczesna







Co wydarzyło się w Czeczeni przed 19 laty? Dlaczego Generał wciąż żyje tamtymi wydarzeniami? I co ma z nimi wspólnego Kotka, którą ujrzał na teatralnym plakacie?  

Jak wiele można zapomnieć, przemilczeć, wybaczyć?

Czy każda zbrodnia się przedawnia?

Czy można być jednocześnie oprawcą i ofiarą?

Czy zemsta potrafi oczyścić sumienie?

Czy lekarstwem może być śmierć?

Choć nie spotkałam się wcześniej z twórczością Nino Haratischwili, to słyszałam o niej tak wiele dobrego, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że to jedynie kwestia czasu, kiedy sama po nią sięgnę. Niektóre tytuły po prostu trzeba poznać i jestem przekonana, że „Kotka i generał” to jeden z nich.

Już na wstępie muszę zaznaczyć, jasno i wyraźnie, że to książka szalenie wymagająca. Długa, skomplikowana, trudna. To jeden z tych utworów, które wymagają od czytelnika pewnego poświęcenia- czasu, uwagi, skupienia oraz zaangażowania. Nie będę ukrywać, że tej powieści nie czyta się łatwo i szybko, a momentami nie jest to również lektura przyjemna. Nie chcę Was w żadnym razie zniechęcać, bowiem sama przekonałam się, że warto się w niej zatracić. Po prostu musicie wiedzieć, na co się porywacie.

„Kotka i generał” to literacki majstersztyk. Gruntownie przemyślana, bardzo dopracowana, niezwykle szczegółowa, oparta na prawdziwych wydarzeniach. I jak to często bywa w przypadku takich powieści, stanowiąca czytelnicze wyzwanie. Akcja nie przekona nas szybkim tempem i nie zaskoczy mnogością wydarzeń. Autorka nigdzie się bowiem nie spieszy, skupia się na drobiazgach, bazuje na emocjach, pokazuje jak zmienili się bohaterzy na przełomie lat. Dba o tło wydarzeń, podpiera się wątkami pobocznymi, czasami odbiega od tematu, jednak tylko po to, by wskazać na inny istotny szczegół, moment, czy okres czasowy.


Na stronach powieści bowiem nie jest trudno doszukać się wielu istotnych faktów, zjawisk czy uczuć. W sposób prosty, a przy tym zaskakujący przeplatają się tutaj tak dobrze znane czytelnikom motywy. Bogactwo wciąż igra z biedą. Miłość i nienawiść dzieli jeden krok. Wojna i pokój męczą umysły bohaterów. Wszystko wymaga czasu i poświęcenia. A kwestia czystego sumienia pozostaje sporną. I choć bogactwo motywów intryguje i przykuwa uwagę, autorka cały czas oferuje nam więcej i więcej. W tej powieści zamknęła życie. Jego wady i zalety, lepsze i gorsze momenty.

Historię poznajemy z różnych perspektyw, głos bowiem został oddany wielu bohaterom. Jedni się wypowiadają, drudzy angażują nas za pomocą snutych refleksji, jeszcze innych poznajemy lepiej jedynie za sprawą wspomnień. Każdy jednak zajmuje w tej opowieści niezwykłe miejsce, stanowi dla niej uzupełnienie, momentami wysuwając się na prowadzenie, a czasami usuwając się w cień. Bo oprócz wiodącej historii, tak zasmucającej, melancholijnej i refleksyjnej, otrzymujemy niezwykłą możliwość poznania bohaterów lepiej, a wszyscy mają do opowiedzenia o wiele więcej, niż moglibyśmy się spodziewać.

Kreacja postaci to moim zdaniem najmocniejszy punkt tej powieści. Dawno nie czytałam książki, której autor wniknąłby w psychikę bohaterów tak głęboko i oddałby towarzyszące im emocje z taką wiarygodnością. Postacie biorące udział w tym zadziwiającym spektaklu nie są po prostu ludzkie. One są tak szczere, barwne, żywiołowe i autentyczne, że momentami wydają się żywsze od nas samych. Bardziej realistyczne niż ci, którzy otaczają nas na co dzień, a jednak nie budzą tak wielu emocji jak papierowi bohaterzy. A przy tym każdy z nas znajdzie w nich cząstkę siebie, bo wbrew pozorom my także zmagamy się z podobnymi problemami.

„Kotka i generał” to jedna z tych książek, o których można pisać dużo, a i tak nie istnieje możliwość oddania i podkreślenia wszystkich zalet. Momentami miałam chęć się poddać, ta historia mnie przerastała, a liczba stron, które pozostały nieprzeczytane męczyła, ale zmagałam się z nią popołudniami, codziennie po trochę, angażując się i doceniając, w oczekiwaniu na wielki finał. I uwierzcie mi, że było warto.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

środa, 5 czerwca 2019

Stuart Turton "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle"




Autor: Stuart Turton
Tytuł: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 512
Gatunek: kryminał/thriller






Uwielbiam wszelkiego rodzaju kryminały i thrillery, a to zauroczenie w parze z liczbą przeczytanych książek sprawia, że wymagania wciąż rosną. Cały czas szukam czegoś nowego, świeżego, godnego przeczytania i zapamiętania. Można by jednak pomyśleć, że wszystko już było. Tylko czy na pewno?

„Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” to tytuł, obok którego nie mogłam przejść obojętnie. Intrygująca fabuła, w bardzo niecodziennym wydaniu, sprawiła, że powieść zrobiła na mnie spore wrażenie. Mocny początek okazał się zaproszeniem do udziału w mrocznej i nietypowej grze, a każdy kolejny rozdział utwierdzał mnie w przekonaniu, że całość jest tajemnicza, nieprzewidywalna i szalenie kusząca.


Wyobraźcie sobie, że musicie odnaleźć zabójcę, posiadając do dyspozycji osiem różnych wcieleń. Mogłoby się wydawać, że jesteście na wygranej pozycji, bowiem w ten sposób otrzymujecie niebywałą możliwość spojrzenia na sprawę z różnych perspektyw. Oczywiście. A gdyby tak okazało się, że każda z tych osób posiada własne sekrety, które więcej komplikują niż odkrywają? A jeśli wraz z kolejnymi wcieleniami przypisywano by Wam także wady i zalety danej osoby?


Dokładnie tak najłatwiej opisać to, co dzieje się na kartach powieści. Kolejne wcielenia to nie tylko możliwości, ale również przeszkody. Zagadki, sekrety, mrok i zło. Osadzając głównego bohatera w różnych ciałach, Turton proponuje czytelnikowi udział w trudnym, ale bardzo pociągającym wyzwaniu. Stajemy się nie tylko obserwatorami, ale wraz z bohaterem staramy się na własną rękę poskładać wszystko powoli w całość. A wcale nie jest łatwo.

Nie wydaje mi się, żeby stworzenie takiej fabuły było sprawa prostą. Autor postarał się, by całość wypadła możliwie logicznie i autentycznie. Nie zaplątał się i ciężko do czegokolwiek się przyczepić, choć podczas lektury w naszej głowie może powstać pewien chaos. I ja taki lekki bałagan czułam, jednak ani przez chwilę nie miałam o to żalu do Turtona. Nie przeszkadzało mi, w jaki sposób ze mną igrał, jak powoli dawkował mi wszystkie informacje, nie byłam zła z powodu kolejnych sekretów i z wielką cierpliwością mozolnie składałam fragmenty tej układanki.


„Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” to spora łamigłówka i czytelnicze wyzwanie. Ta powieść nie należy do tych, w których wszystko zostaje podane czytelnikowi na tacy. Przy niej trzeba trochę pomyśleć, skupić się, poświęcić czas i uwagę. I nie można także pozostać obojętnym. Bowiem zarówno pomysł autora, jak i cała otoczka- klimat, bohaterzy, akcja- wywołują w nas konkretne, różnej maści, emocje.

Co jednak dla mnie najważniejsze, ta książka bardzo dobrze wpisuje się w mroczny klimat, łącząc w sobie elementy charakterystyczne dla kryminału i thrillera. Pełna napięcia atmosfera, intrygujące śledztwo, charyzmatyczni bohaterzy, skomplikowana zagadka i dziwne morderstwo to w mojej ocenie składniki idealnego przepisu na sukces. Jeśli i Wy cenicie sobie mroczne, przemyślane i dopracowane powieści, nie macie wyjścia- po prostu musicie sięgnąć po ten tytuł!

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Agnieszka Lis "Muzyka twojej duszy"




Autor: Agnieszka Lis
Tytuł: Muzyka twojej duszy
Wydawnictwo: Czwarta strona
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 357
Gatunek: literatura współczesna







Bolesna przeszłość sprawiła, że Igor zamknął się na świat i otaczających ludzi, skupiając się na ciężkiej pracy i realizacji marzeń. Poznanie Elżbiety wywróciło życie chłopaka do góry nogami. Tylko czy dla niej to uczucie okaże się równie ważne? Czy miłość może rywalizować z pasją?

Popularne nazwisko autorki i piękna, klimatyczna okładka podziałały na mnie niczym magnes, sprawiając, że ciężko było mi przejść obojętnie obok tego tytułu. I wcale nie łatwiej było wypuścić tę powieść z rąk. Agnieszka Lis bowiem włożyła w tę książkę dużo serca, wrażliwości i pracy, a te elementy uczynił fabułę dojrzałą i interesującą.

Na „Muzykę twojej duszy” składają się różne historie. Podczas czytania bowiem autorka nie skupia się jedynie na głównych bohaterach, ale wnikliwym okiem spogląda również na tych, którzy ich otaczają, odgrywając większe i mniejsze role oraz dopełniając całości. W dużej mierze dzięki temu książka nabiera realizmu, wydaje się bardziej przemyślana i autentyczna. Autorka bardzo głęboko i wnikliwie przedstawia nam poruszające fragmenty, składające się na piękną, melancholijną i dość tajemniczą całość. Dzięki niej mamy okazję stać się nie tyle obserwatorami, co również uczestnikami opisywanych wydarzeń.

A przyznać trzeba, że to, co dzieje się w życiu bohaterów, Lis opisuje w sposób bardzo dla czytelnika przyjemny. W książkowe wydarzenia zaangażowałam się szybko i chętnie, nie mając zastrzeżeń ani do opisów, ani do dialogów. Autorka opisuje wszystko lekkim piórem, można poczuć, że przychodzi jej to w wielką łatwością i nie mniejszą przyjemnością. Posiada dużo do przekazania i dobrze wie, jak to zrobić tak, by utrzymać czytelniczą ciekawość i podsycać niegasnące zainteresowanie.

Przeplatanie się męskiej i damskiej historii sprawia, że całość wypada jeszcze ciekawiej. Szczególnie, że Lis nie ma problemu, by kolejno zmieniać wcielenia i naprzemiennie opisywać różnorodne dzieje. Bardzo przekonująco nakreśliła bowiem charaktery poszczególnych bohaterów, ani przez chwilę nie pozwalając mi pomyśleć, że mogłaby skupić się wyłącznie na kobietach lub też pokazać całość z innej strony. Nie. Zdecydowała się, by spróbować tak, i po męsku i po damsku, i tak wyszło cudnie.



Kreowanie bohaterów, przypisywanie im cech, obdarzanie ludzkimi przymiotami, nadawanie osobowości i wpisywanie ich w przeszłość to coś, z czym autorka radzi sobie znakomicie. Byłam pod dużym wrażeniem, jak przedstawiła swych bohaterów, kogo z nich uczyniła. Od początku o wiele bliższa była mi postać Igora, to na nim się bardziej skupiłam i to on wywołał we mnie więcej emocji. To z nim będę kojarzyła tę historię i tak naprawdę to dla niego ją przeczytałam. Lubię takich bohaterów. Żywych, cennych, inspirujących.

A nakreślona przez Lis historia również nie pozostawia wiele do życzenia. Jak już wspomniałam te męskie urywki podobały mi się bardziej, ale i pozostałym ciężko mi coś zarzucić. Widać, że autorka się starała, przygotowała, dała z siebie wszystko. A tyle mi w zupełności wystarczy. Dobrze jest również sięgnąć czasami po taką miłosną opowiastkę. A czy Wy lubicie książki romanse?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.

czwartek, 30 maja 2019

poniedziałek, 27 maja 2019

Anne Sverdrup-Thygeson "Terra insecta. Planeta owadów"



Autor: Anne Sverdrup-Thygeson
Tytuł: Terra insecta. Planeta owadów
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Gatunek: literatura faktu
Liczba stron: 256







Owady chyba nigdy nie kojarzyły mi się zbyt pozytywnie. Kąsające komary, natrętne muszki, nieprzyjemne mrówki. Mam wrażenie, że zawsze słyszałam o nich więcej złego, niż dobrego, a przynajmniej do złego bardziej mi one pasowały. Nigdy nie pomyślałabym więc, że te stworzonka mogą mnie tak po prostu zainteresować.

Po „Planetę owadów” sięgnęłam trochę z przypadku. Prawdopodobnie nigdy nie zwróciłabym uwagi na ten tytuł, gdybym nie otrzymała możliwości jego przeczytania i zrecenzowania od wydawcy. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia. Dopatrywałam się w tym tytule historii pełnej pasji i oddania dla pracy, która stała się życiowym celem i wyzwaniem. Takie opowieści są zawsze u mnie mile widziane.

„Planeta owadów” to powieść naukowa, jednak śmiało mogę powiedzieć, że nie brakuje jej również dość rozrywkowego charakteru. To właśnie takie połączenie faktów z poczuciem humoru i lekko ironicznym językiem autorki najbardziej mnie w tej książce ujęło. Czytałam ją z ogromną ciekawością i nie mniejszą przyjemnością, wielokrotnie czytając fragmenty narzeczonemu i nie raz dając się ponieść wielkiemu rozbawieniu.

Ciężko uwierzyć, że można pisać lekko o takich sprawach, pozwalając czytelnikowi w te anegdotki i informacje się zaangażować i sprawiając, że rzeczywiście on się w tym świecie odnajdzie. Nie mogę oczywiście powiedzieć, bym po tej lekturze została wielkim specjalistą od tych małych stworzonek, ale sporo faktów zostało mi w głowie i z pewnością nigdy nie spojrzę już tak samo na muchy czy mrówki.


Książkę podzielono na kilka rozdziałów, z których każdy kolejny jest niemniej interesujący od poprzedniego. W ten sposób autorka umiejętnie uporządkowała zgromadzone wiadomości i własne obserwacje, pozwalając przy tym, by każdy czytelnik znalazł coś dla siebie. Taka konstrukcja sprawia, że nawet maruderzy mogą w tym temacie się odnaleźć, skupiając się na co bardziej interesujących dla nich kwestiach. A przyznać trzeba, że nie brakuje tutaj ciekawostek, smaczków, faktów zaskakujących, ale też zabawnych.

Czy możecie sobie wyobrazić, że jeden z gatunków motyli posiada oczy na penisie a inny uszy w otworze gębowym?

Czy wiecie, że za zapylanie kakaowców odpowiada niezwykle pracowity gatunek komara?

Czy słyszeliście, że masa wszystkich ludzi świata mogłaby nie wystarczyć, by spokojnie wyżywić populacje pająków?

To tylko kilka perełek, które zapadły mi w pamięć. Mogę Wam zagwarantować, że w książce znajdziecie ich o wiele więcej. Oderwijcie się od tego, co czytacie. Dajcie szansę przyrodzie i owadom. Zweryfikujcie swoja wiedzę i zmieńcie nastawienie. W końcu żyjemy na Planecie Owadów!   

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak. 

niedziela, 26 maja 2019

Artur Urbanowicz "Inkub"




Autor: Artur Urbanowicz
Tytuł: Inkub
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 728
Gatunek: horror








Dziwna śmierć w Jodoziorach wstrząsa mieszkańcami. Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji nie potrafią zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Śledztwo prowadzi ich do wydarzeń sprzed 40 lat i zła, które chyba nie zostało okiełznane…

Z twórczością Artura Urbanowicza spotkałam się dwukrotnie. Jego poprzednie książki, choć mocno mnie przeraziły, okazały się na tyle interesujące, że zepchnęłam na bok własne lęki i sięgnęłam po kolejną. Tym razem szczególnie interesująca okazała się dla mnie tematyka. Takie nowoczesne polowanie na czarownice szalenie mnie kusiło.

„Inkub” to następna przemyślana, dopracowana i bardzo intrygująca powieść w dorobku Urbanowicza. Choć nie potrafię z całkowitą pewnością stwierdzić, która spośród przeczytanych podobała mi się najbardziej, to będąc już po lekturze następnej z nich, muszę przyznać, że autor wciąż się rozwija. Jego wyobraźnia i pisarska wena przyciągają czytelników i nie pozwalają im na ani jedną chwilę nudy. Podczas lektury nie ma się ochoty na przystanki, choć w tym przypadku przerwy wymusza na nas rozmiar powieści.

Moje czytelnicze doświadczenie zakłada, że dzielenie fabuły między teraźniejszość i przeszłość w przypadku takich historii zawsze wypada korzystnie, zwłaszcza, kiedy autor książki rzeczywiście potrafi dawkować informacje, budować napięcie, płynnie przechodzić do kolejnych rozdziałów i przerywać je w najmniej odpowiednim momencie, potęgując ciekawość i wzmagając apetyt. Takich pisarskich umiejętności nie można Urbanowiczowi odmówić. Zarówno fragmenty dotyczące bieżących wydarzeń, jak i te mające miejsce w odległej przeszłości, wzbudziły we mnie wiele emocji i nie potrafię powiedzieć, które bardziej przypadły mi do gustu.



Autor wykreował niebanalną, szczegółową i poruszającą historię, która w dużej mierze przykuwa uwagę, poprzez uczucie napięcia, towarzyszące czytelnikowi w trakcie jej poznawania. Każdy detal, informacja, bohater zajmują w tej powieści własne miejsce, składając się na niepokojącą całość. Szalenie się obawiałam, że ta książka rozszarpie moje nerwy, a do snów przywoła koszmary, ale ciekawość wzięła górę. Dla takich utworów można zaryzykować i się poświęcić. Tym razem jednak opisywana historia nie okazała się dla mnie tak mroczna i działająca na wyobraźnię jak poprzednie. W przypadku mojej strachliwej natury muszę to jednak policzyć autorowi na plus.

Duże znaczenie miało dla mnie również rozwinięcie fabuły i przedstawienie kolejnych wydarzeń. Sposób, w jaki Urbanowicz postanowił nam tę historię opowiedzieć, całkowicie mnie przekonał. Odważny i nieustraszony policjant, który prowadzi śledztwo w sprawie odkrycia sprawcy zadziwiających wydarzeń. Interesująco, przewrotnie i niepokojąco. Nikt przecież nie powiedział, że zjawiska nadprzyrodzone nie zasługują na solidne dochodzenie oraz doświadczonego funkcjonariusza. Wręcz przeciwnie- taki zestaw sprawdza się w tym przypadku idealnie.

Autor powieści przeniósł na strony książki nie tylko bogatą wyobraźnię. Ta historia nie byłaby tak dobra, gdyby nie pisarskie doświadczenie oraz wspaniałe przygotowanie. Nie można tak po prostu usiąść i z biegu stworzyć fabuły zajmującej przeszło 700 stron. To wymaga nakładu pracy, czasu, chęci, organizacji, zacięcia. I w trakcie czytania widzimy, że żadnego z tych elementów nie zabrakło.

„Inkub” to złożona i wielowątkowa powieść, która może zachwycić. Jak przekonałam się na własnym przykładzie, nie trzeba być wielbicielem horroru, by takiej historii poświęcić czas. Urbanowicz to pisarz zdolny, zasługujący na czas i pozytywne refleksje czytelnika. A czy Wy dacie mu szansę?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Agencji Business&Culture.

piątek, 24 maja 2019

Jakub Ćwiek "Szwindel"




Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Szwindel
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna 








Grono oszustów i przekręt stulecia. Czy wszyscy wyjdą z tej gry obronną ręką?
Dawno już żadna powieść nie wywołała we mnie tak mieszanych uczuć jak „Szwindel”. Opisana historia, intrygująca okładka, znane nazwisko- te elementy sprawiły, że sięgnęłam po nią niemalże bez zastanowienia. I to chyba był błąd.

Wydaje mi się, że nie jestem przesadnie wymagającą czytelniczką, jednak są pewne rzeczy, których zawsze oczekuję sięgając po konkretną powieść i nie ma w tym miejsca na ustępstwa. Rozpoczynając lekturę książki, którą wydawca określił jako kryminał, pozwalając sobie nadrukować tą nazwę na okładce, mam szczerą nadzieję, że faktycznie ten kryminał otrzymam. Niestety nie tym razem. Fabuła powieści jest interesująca, może miejscami nawet nieco mroczna, ale w moim odczuciu na pewno nie jest kryminalna, a to mnie trochę rozzłościło i zabolało.

Nie lubię takiego naciągania, a moim zdaniem historia dotycząca przestępstwa niekoniecznie kryminałem być musi- bo i dlaczego? Zamiast tego wymarzonego i ulubionego gatunku otrzymałam natomiast zbiór oszustów prezentujących swoje sztuczki. Ciekawe, zastanawiające, dające do myślenia, ale mało tak naprawdę zaskakujące. Momentami odnosiłam wrażenie, że ta książka bardziej przypomina reportaż niż jakikolwiek inny gatunek. Co ciekawe, została oparta na faktach, co mogę autorowi zapisać po stronie pozytywów.


Akcja książki nie oszołomiła mnie także szybkością i dynamiką. Kolejno mamy okazję poznać uczestników tego zadziwiającego spektaklu, który choć intrygujący, to niestety mało zdumiewający. Mimo że książkę czytało mi się dobrze i całkiem szybko, to jednak prędko poczułam zmęczenie tym tematem, z trudem próbując stłamsić odczucie, że nie tego oczekiwałam. Lektura, która początkowo zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, dłużyła mi się niemiłosiernie, budząc coraz więcej nieprzyjemnych odczuć.

Na korzyść autora muszę przyznać, że ma przyjemny i lekki styl, który sprawia, że po prostu dobrze się go czyta. W połączeniu z interesującym tematem i gronem dość charakternych bohaterów wypada to całkiem przyjemnie i może gdyby nie fakt, że nastawiłam się na inną przygodę, to potrafiłabym rzeczywiście to wszystko docenić.

Nie jestem pewna, czy w tym tekście przekazałam to, co rzeczywiście chciałam przekazać. Czuję się bardzo zmieszana, bowiem nieczęsto zdarza mi się tak mocno kogoś uczepić. A jednak nie zaskoczyło. Niestety.

Książkę otrzymałam w ramach współpracy z portalem www.czytampierwszy.pl.


czwartek, 23 maja 2019

Christie Watson "Pielęgniarki"




Autor: Christie Watson
Tytuł: Pielęgniarki
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura faktu 







Poznajcie Christie- pielęgniarkę z długim stażem i olbrzymim doświadczeniem. Niezwykłą kobietę, która postanowiła pokazać czytelnikom, jak wygląda jej praca oraz przybliżyć im lepsze i gorsze momenty. 

Po książkę Christie Watson “Pielęgniarki” sięgnęłam z dwóch powodów- z jednej strony bardzo cenię sobie literaturę faktu i ciężko jest mi przejść obojętnie obok tak emocjonalnych i życiowych opowieści, z drugiej zaś strony zachęciła mnie okładkowa rekomendacja Adama Keya, którego zachwycającą powieść „Będzie bolało”, również miałam okazję niedawno czytać.

Przyznam szczerze i z wielką radością, że nie zawiodłam się na tej opowieści. Tym, co ujęło mnie najbardziej jest szczerość zawarta w opisach, doświadczeniach i wspomnieniach, jakie autorka umieściła na kartach książki. Chyba w rzeczywistości nie spodziewałam się tak dużej szczerości, wspaniale współgrającej z dość lekkim stylem Christie Watson. W tej powieści nie brakuje detali, autorka nie chowa się za żadnym tabu. Przedstawia życiowe sytuacje opisując ja płynącymi prosto z serca słowami. A fakt, że korzysta z przyjaznego czytelnikowi języka, pozwala sobie na język potoczny, przelewa swe emocje, sprawia, że całość wypada wzruszająco i przekonująco.

Byłam zaskoczona tym, jak wiele uczuć pojawiło się we mnie podczas lektury. Czasami były to odczucia bardzo pozytywne, a momentami udzielał mi się nieprzyjemny nastrój autorki, towarzyszący tym najsmutniejszym czy najgorzej wspominanym chwilom. Tym samym, pokonując kolejne rozdziały książki, mieszały się we mnie niepokój, melancholia, a czasami złość, które przełamywane były nadzieją czy wybuchami śmiechu, bo i takie się zdarzały. Życiowość i realizm tej historii sprawiają, że łatwo jest wziąć ją sobie do serca i na chwilę znaleźć się na miejscu autorki.


„Pielęgniarki” to ważna lektura, która stanowi osobliwe połączenie doświadczeń, wspomnień i informacji. Watson nie przedstawia bowiem czytelnikowi jedynie konkretnych sytuacji, w których uczestniczyła. Ona opisuje także w jaki sposób funkcjonuje szpital, jak działają poszczególne oddziały, jak odbywa się szkolenie pielęgniarek w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu jej opowieść staje się nie tylko słodko- gorzkim pamiętnikiem, ale również prawdziwą skarbnicą wiedzy.

Zanim jednak przejdziemy do tych wspomnień ze szpitalnych korytarzy, mamy okazję poznać nieco lepiej młodszą Christie. Dziewczynkę, która nie była pewna, jak pokierować własnym życiem i jakie decyzje podjąć. Kobietę, która szybko dorosła i jeszcze szybciej przekonała się, czym jest odpowiedzialność. Poznając jej historię zdarzyło mi się pomyśleć, że rzeczywiście- nie zawsze musimy wszystko wiedzieć od razu. Czasami potrzebujemy więcej czasu, by poznać siebie i zadecydować. Dzięki temu ta opowieść stała się dla mnie jeszcze bardziej wartościowa- pouczająca i inspirująca.

Cieszę się, że przeczytałam wspomnienia Christie Watson, że towarzyszyłam jej w odwiedzinach u pacjentów i wraz z nią tuliłam noworodki. „Pielęgniarki” okazały się mądrą i życiową lekturą, której warto poświęcić czas. Literatura faktu to jeden z najbardziej cenionych przeze mnie gatunków, a sięgając po takie książki przypominam sobie dlaczego tak jest.

Książkę otrzymałam w ramach współpracy z portalem www.czytampierwszy.pl.

wtorek, 21 maja 2019

Izabela M. Krasińska "Najlepsza przyjaciółka"




Autorka: Izabela M. Krasińska
Tytuł: Najlepsza przyjaciółka
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 362
Gatunek: literatura współczesna







Choć Joanna spełnia się zawodowo, a u jej boku stoi wymarzony narzeczony, kobiecie ciężko pozbyć się wrażenia, że czegoś jej brakuje. Kiedy pewnego dnia w jej życiu pojawia się Elwira, Asia szybko obdarza ja sympatią, angażując się w tę znajomość bez cienia wątpliwości. Nowa znajoma wydaje się wiedzieć lepiej, czego Joannie potrzeba. Tylko czy rzeczywiście?  



Sięgając po „Najlepszą przyjaciółkę” liczyłam na sporą dawkę emocji, którą zapewnić mogą książki obyczajowe w najlepszym wydaniu. I z wielką przyjemnością muszę przyznać, że tytuł ten faktycznie wywołał we mnie mnóstwo odczuć różnego rodzaju. Niezwykła mieszanka, na którą składało się niedowierzanie, zaskoczenie, poruszenie czy złość, sprawiła, że moje zainteresowanie powieścią nie słabło, a jej temat mnie nie nużył.



Trzeba też szczerze powiedzieć, że Krasińska umiejętnie oraz z dużym wyczuciem łączy ze sobą kwestie, które wspaniale się nawzajem przeplatają i uzupełniają, pozwalając by czytelniczki czuły, że trafiły na opowieść napisaną właśnie dla nich. I choć może opisywana tematyka nie jest przesadnie wyszukana, to związana z nią problematyka sprawia, że całość nabiera realizmu i autentyczności. Szczególnie, że mowa przecież o sprawach trudnych, obciążających i towarzyszących bohaterkom od lat.

„Najlepsza przyjaciółka” to dramat dwóch kobiet, które połączyła zadziwiająca więź. Choć na początku wydawały się być pokrewnymi duszami, to autorka szybko wyprowadza nas z błędu, udowadniając, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Bardzo podoba mi się, w jakim kierunku potoczyła się akcja powieści, nabierając przy tym nieco złowieszczego charakteru. Przez cały czas podczas lektury towarzyszyło mi kilka pytań. Co rzeczywiście wiemy o otaczających nas ludziach? Jak dobrze udało nam się ich poznać? I czego możemy się po nich spodziewać?

Mogę Wam natomiast powiedzieć, czego spodziewać się po powieści Izabeli Krasińskiej. Nacechowanej emocjami historii. Ludzkich dramatów. Zwrotów akcji. Dobrego zakończenia. Silnych charakterów. Moim zdaniem brzmi to jak zbiór składników mogących zapewnić powieści sukces. Idealna mieszanka sprawiająca, że powieść obyczajowa dostarczy nam dokładnie tego, czego od niej oczekujemy i czego w niej szukamy.


Autorka zaskoczyła mnie dojrzałym, dopracowanym i lekkim stylem. Przyjazne czytelniczkom pióro sprawia, że kolejne rozdziały umykają nam w zaskakującym tempie, a całość śmiało można poznać jednego popołudnia. Choć Krasińska skupia się raczej na opisach, analizach zachowania bohaterów, ich refleksjach i odczuciach, nieco po macoszemu podchodząc do dialogów, to takie przedstawienie tej historii jak najbardziej się sprawdza.



Dużą ulgę odczułam także zastanawiając się nad kreacją bohaterów. Miło jest dodać, że i na tym polu niczego autorce nie można zarzucić. Odwołując się do przeszłości, motywując ich działania, pozwalając nam zająć wobec podejmowanych przez nich decyzji odpowiednie stanowisko, sprawia, że całość nabiera przekonującego wymiaru, a sylwetki poszczególnych postaci nabierają barw i ludzkich cech.

„Najlepsza przyjaciółka” nie należy do tych powieści, które w moich oczach mogłyby zaliczać się do grona bestsellerów. Ale spędziłam z nią przyjemny, odprężający, a przy tym także pouczający czas. To lekkie, ale mądre czytadełko, pozwalające na chwilę oderwać się od własnych spraw i przenieść do świata bohaterów.

Za możliwość poznania tego tytułu serdecznie dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.