środa, 20 marca 2019

Robert Dugoni "Umiera się tylko raz"




Autor: Robert Dugoni
Tytuł: Umiera się tylko raz
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller 









W pułapce na kraby zostaje znalezione ciało młodej kobiety. Zły stan zwłok utrudnia identyfikację, a starania odnalezionej, by ukryć swą tożsamość nie ułatwiają pracy detektyw Crosswhite. Kim była kobieta i co wspólnego miała z głośną akcją poszukiwawczą w górach?

„Umiera się tylko raz” to już czwarta część cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Poprzednie książki Dugoniego bardzo mocno zapadły mi w pamięć, charakteryzowały się bowiem tym, co w thrillerach cenię najbardziej- świetną fabułą, szybką akcją i dobrym zakończeniem. Tym razem nie mogło być inaczej.

Najnowsza książka autora rozpoczyna się mocnym akcentem i nie zwalnia tempa. Lektura kolejnych rozdziałów upływa nie tylko na próbie znalezienia mordercy, ale także na konieczności odnalezienia punktu wspólnego dla pojawiających się sekretów i tajemnic. Dugoni przekornie wprowadza nowe wątki, wodzi nas za nos, udowadnia, że w jego twórczości nie ma miejsca na banały i oczywistości. Igra z czytelnikiem i z wielką przyjemnością zaskakuje zwrotami akcji. Przez cały czas wiele się dzieje, a z pozoru dość prosta intryga okazuje się o bardziej skomplikowana, niż moglibyśmy sobie wyobrazić.

Mam wrażenie, że w porównaniu do poprzednich części tym razem autor postawił na nieco spokojniejszą akcję. Książkowe wydarzenia zostały lekko wyciszone na rzecz niedopowiedzeń i przemilczeń. Dugoni zdaje się kierować w trochę inną stronę- mniej śmierci, a więcej wyobraźni. Odniosłam wrażenie, że czwarta powieść autora rozgrywa się z w zupełnie innym rytmie. Niełatwo jest poskładać ze sobą wszystkie elementy układanki, jaką przygotował dla nas autor. Musimy postarać się, by wpaść na trop mordercy i zrozumieć jego motywy, a to, co wydaje się wiadome i znajome okazuje się być świetnym zabiegiem sprawdzającym zdolności detektywistyczne, czytelnicze doświadczenie i bystrość umysłu czytającego.

Intryga przygotowana przez Dugoniego mocno mnie zaskoczyła. Choć na początku wydała mi się raczej mało wyszukana, w miarę postępów w lekturze kilkakrotnie przekonywałam się, że autor ma w rękawie kilka asów, których nie zawaha się użyć w najmniej oczekiwanym momencie. Podczas czytania towarzyszyło mi zaciekawienie i niepewność, bardzo dobrze i solidnie poprowadzone śledztwo sprawiało, że kolejne rozdziały czytałam ze skupieniem i uwagą, bojąc się przeoczyć każdy najmniejszy szczegół, bo ani przez chwilę nie wątpiłam, że wszystko ma w tej powieści olbrzymie znaczenie.

„Umiera się tylko raz” to również powrót do lubianych i cenionych bohaterów. I nie mam na myśli jedynie detektyw Crosswhite, która wciąż na nowo mnie zaskakuje- inteligentnej, doświadczonej i zdeterminowanej. Dugoni stworzył bowiem grono bohaterów przypominających grupę dochodzeniową w najlepszym wydaniu. I nie znaczy to, że każdego z nich trzeba lubić czy czekać na jego występ. Po prostu poznając ich bliżej można odnieść wrażenie, że faktycznie nacechowani zostali realizmem i autentycznością. Poza służbą również mają swoje życie i swoje wady.

Bardzo liczyłam na to, że kolejne spotkanie z twórczością Roberta Dugoniego przyniesie mi wiele czytelniczej satysfakcji. W ostatnim czasie szczególnie chętnie sięgam po wszelkiego rodzaju kryminały i thrillery i ciężko mi tym gatunkiem się nasycić. Tymczasem ta historia pozwoliła choć na chwilę ten głód oszukać. Jeśli Wy również lubujecie się w mrocznych, dopracowanych i świetnie napisanych historiach, to mogę Wam ją polecić z czystym sercem.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 18 marca 2019

Piotr Tymiński "Lwowski ptak"




Autor: Piotr Tymiński
Tytuł: Lwowski ptak
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 378
Gatunek: powieść historyczna 








Młoda Antonina marzy tylko o tym, by wziąć udział w walkach w obronie Lwowa. Patriotyzm i oddanie nie pozwalają jej stać z boku. Ale kobiety mogą jedynie przyjąć na siebie obowiązki sanitariuszek. Co zrobi Tońka, by postawić na swoim? Jak daleko się posunie?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Piotra Tymińskiego odbyło się za sprawą „Przybysza”. Ta krótka powieść zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i okazała się najlepszym przykładem tego, jak wiele autor ma do przekazania swoim czytelnikom. Tym samym z wielką niecierpliwością zabierałam się do lektury kolejnej książki Tymińskiego. Czy kolejny raz ten autor zauroczył mnie swoją twórczością?

Tym, co zwróciło moją uwagę już na samym początku i stało się pierwszym elementem zasługującym na pochwałę, jest pierwszoosobowa narracja. Wydarzenia widziane oczami młodej dziewczyny i opisywane przez nią na bieżąco, mocniej podziałały na moją wyobraźnię i pozwoliły mi poczuć, jakbym ja sama na chwilę przeniosła się na jej miejsce. Bardzo cenię taki sposób opisywania historii, pozwalający lepiej poznać uczucia głównego bohatera, wnikliwie i głęboko sięgający do jego duszy, traktujący wydarzenia bardziej emocjonalnie. Dla mnie ten wybór okazał się jak najbardziej trafiony.

Warto poświęcić kilka słów również głównej bohaterce. Antonina to zaangażowana, dojrzała i zdeterminowana na osiągnięcie celu piętnastolatka, która nie pozwala sobie na chwilę zwątpienia i rezygnację. Co mnie szczególnie zaintrygowało u tej młodej dziewczyny? Patriotyzm, chęć walki w słusznej sprawie i możliwość oddania życia za coś, za co wielu z nas nigdy nie zgodziłoby się walczyć. Autor wpisał w charakter bohaterki cechy, jakie coraz rzadziej spotyka się nie tylko u literackich postaci, ale także przebywających wokół nas ludzi. Nie jestem pewna, czy chętnie zamieniłabym się z nią miejscami, przyjemnie jednak było o takiej bohaterce poczytać.

Decyzje podejmowane przez Antoninę, jej skłonność do ryzyka, pojawiające się na książkowych kartkach niebezpieczeństwo, sceny walk i moce opisy sprawiają, że całość wypada dla czytelnika niezwykle kusząco. Kolejne strony czyta się szybko, z wielką uwagę i nie mniejszym przejęciem. Od początku w powieści wiele się dzieje, a akcja nie zwalnia tempa. Sympatia do bohaterki oraz zaintrygowanie wydarzeniami sprawiają, że nasze zainteresowanie nie słabnie, wręcz przeciwnie- rozwój akcji przykuwa uwagę i sprawia, że nie mamy chęci się od niej odrywać.

Duże wrażenie zrobił na mnie również realizm. Opisywane sceny, przedstawione miejsca, wszystkie szczegóły i drobiazgi, a przede wszystkim świat widziany oczami młodej kobiety- dzięki tym elementom całość wydaje się rzeczywista i autentyczna. Przez cały czas miałam wrażenie, że dostałam szansę, by faktycznie w tym wszystkim uczestniczyć, że nie są to jedynie słowa na papierze, ale powrót do historii i możliwość nieco lepszego poznania tego, co warto wiedzieć, a co niekoniecznie było nam dane poznać.


Tymiński bardzo dobrze operuje słowem, robiąc to w sposób przemyślany i godny uwagi. Dojrzały styl, posiadana wiedza i pisarskie doświadczenie pozwoliły autorowi stworzyć interesującą historię, która została od początku do końca opracowana i spisana tak, że nie można w niej znaleźć słabych punktów. Czułam nie tylko, że mam okazję posłuchać relacji młodej kobiety, w jej słowach kryła się także inna epoka.

„Lwowski ptak” to piękna i zapadająca w pamięć historia. Warto poświęcić jej swój czas.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorowi.

sobota, 16 marca 2019

J.L.Butler "Nigdy cię nie opuszczę"




Autor: J.L.Butler
Tytuł: Nigdy cię nie opuszczę
Wydawnictwo: Edipresse
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller 








Najpierw był jej klientem, następnie kochankiem. Dziś jest gotowa zrobić dla niego wszystko. Czy panią mecenas stać jednak na morderstwo? A może to on stoi za zabójstwem żony? A jeśli żadne z nich nie jest winne, to komu zależało na śmierci Donny Joy?  

“Nigdy cię nie opuszczę” to thriller w bardzo kobiecym wydaniu. Z jednej strony bowiem autorka skupia się na relacji łączącej Francine z jej klientem-  chemię między nimi, uczucie przeobrażające się w obsesję, wszystkie tajemnice i sekrety z przeszłości. Z drugiej strony zaś rozwija bardziej mroczny, oparty na przemilczeniach i niedopowiedzeniach wątek. Taki połączenie wypadło w moich oczach dość ciekawie, w końcu nie od dziś wiadomo, że miłość bardzo często prowadzi prosto do zbrodni.

Fabuła powieści rozwija się powoli. Butler leniwie krąży między Francine i pozostałymi bohaterami, ukazując łączące ich związki. Obserwujemy życie prawniczki, poznajemy problemy, z którymi się zmaga, zwracamy uwagę na niepokojące aspekty jej osobowości. I zastanawiamy się oczywiście, jak wiele wspólnego miała z zaginięciem żony swojego kochanka. Bo, że maczała w tym palce wydaje się oczywiste. Tylko czy na pewno? A może w ten sposób autorka jedynie nas podpuszcza, igrając i wodząc za nos?



Francine nie jest takim typem postaci, o której łatwo wyrobić sobie opinię. Przyznam szczerze, że momentami wydawała mi się dość mdła, nudna, bezbarwna i niewnosząca wiele do tej historii. Przekornie autorka pozwoliła mi sądzić, że kryje się w niej jednak coś więcej, coś, co mogłoby pchnąć ją do zbrodni. Problemy, choroby, cechy osobowości i pojawiająca się na końcu iskra, jakie bardzo pasowałyby do profilu morderczyni. Długo zastanawiałam się nad możliwością przypisania jej tych najgorszych czynów, po cichu licząc mimo wszystko na to, że autorkę powieści stać na więcej, a winny okaże się dużą niespodzianką.


Dość długo czułam się lekko znużona tą powieścią. Choć czytało mi się naprawdę dobrze, to nie mogłam poczuć tej atmosfery, która powinna być charakterystyczna w tego typu książkach. Moim zdaniem akcja rozwijała się zbyt wolno, przynajmniej w pierwszej części. Później całość przyspieszyła, nabrała rumieńców, klimat stał się bardziej wyrazisty, mroczniejszy. Pojawiły się zwroty akcji, kolejne tajemnice, nowe podejrzenia, zmieniła się również sama bohaterka. Powieść zaskakuje także niezłym finałem.

Nie jestem pewna, co powinnam sądzić o istotnej roli, jaka została przypisana romansowi łączącemu Francine i jej klienta. Wątek ten bez wątpienia wzbogaca treść, pozwala skierować podejrzenia w konkretnym kierunku, nadaje całości nieco charakteru i udowadnia, że nie wszystko jest białe lub czarne. Nie podoba mi się natomiast zachowanie kobiety, obsesja jakiej dostaje ona na punkcie tego mężczyzny i poczucie konieczności bycia z nim za wszelką cenę, chęć zrobienia wszystkiego, by mu pomóc, choć nie wiadomo, jak wiele on sam ma na sumieniu. Nie do końca przekonał mnie ten wątek, albo raczej sposób w jaki został poprowadzony.

„Nigdy cię nie opuszczę” to całkiem przyjemny thriller, jednak dla mnie zbyt subtelny i nieco zbyt grzeczny. Mam wrażenie, że autorka nie wykorzystała do końca potencjału tej historii. Książka zyskałabym również, gdyby została trochę okrojona z opisów i refleksji. Można spędzić z tą historią kilka przyjemnych wieczorów, nie mam jednak pewności, czy przekona ona do siebie osoby sięgające po thrillery i kryminały na co dzień.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Agencji BookSenso. 

środa, 13 marca 2019

Antologia "Zakochane trójmiasto"




Tytuł: Zakochane Trójmiasto
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 394
Gatunek: romans/opowiadania








W lekturze „Zakochanego Trójmiasta” dopatrywałam się możliwości ponownego spotkania z autorkami, których twórczość bardzo sobie cenię oraz poznanie stylu i wyobraźni pisarzy, z jakimi nie miałam do tej pory styczności. Zazwyczaj nie sięgam po krótkie formy literackie, jednak dla tej publikacji postanowiłam zrobić wyjątek. W końcu warto czasem oderwać się na chwilę od przyzwyczajeń, pomarzyć, powspominać i sięgnąć po książki romanse.


Z powieściami Małgorzaty Wardy i Jolanty Kosowskiej spędziłam wiele wspaniałych chwil. Te autorki szczerze mi zaimponowały, dlatego oczywiste było, że to od ich propozycji zacznę swoją miłosną przygodę. Nie wahałam się ani przez moment i ani przez chwilę nie żałowałam tej decyzji. Obydwie historie okazały się krótkie, ale refleksyjne, piękne i dojrzałe. Te perełki stanowią moim zdaniem najmocniejszy punkt całego zbioru.




Poza wymienionymi autorkami pozostałe nazwiska stanowiły dla mnie tajemnicę. Ku mojemu zaskoczeniu w tym miejscu znalazło się miejsce również na historie, które wyszły spod męskiego pióra. Rzadko kiedy daję szansę opowiadaniom, bo to czytanie tych dłuższych form sprawia mi przyjemność, niemniej muszę przyznać, że świetnie się z tą antologią bawiłam. Taki przekrój przez cenione polskie nazwiska pozwolił mi zwrócić uwagę również na tych autorów, których twórczości jeszcze nie poznałam, a to dla mnie bardzo ważne, bo widzę, że sporo dobrego mnie ominęło.


„Zakochane trójmiasto” to zbiór opowiadań, które połączone zostały wspólnym, miłosnym motywem. Każde z nich odzwierciedla jednak inny pomysł, styl, doświadczenie. Choć nie wszystkie historie spodobały mi się w równym stopniu, to chętnie przyznam, że poziom opublikowanych opowieści jest nie tylko wysoki, ale i całkiem wyrównany. I ciężko jest wskazać te najlepsze, choć duża doza sympatii kieruje mnie w stronę wymienionych już wyżej nazwisk.



Miłość ma różne oblicza i najlepiej widać to na przykładzie tych opowieści. W każdej z nich, mimo niewielkiego rozmiaru, ukryty został ogrom emocji, które silnie działają na czytelnika, sprowadzają na niego wspomnienia, wywołują refleksje, pozwalają inaczej spojrzeć na pewne sprawy. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą antologią i stanowi to dla mnie najlepszy dowód na to, że czasami warto po prostu sięgnąć po daną publikację bez zbędnego zastanawiania się, czy rzeczywiście będzie to dla nas właściwy wybór.

Uważam, że świetnie odnajdą się z tych historiach osoby, które cenią sobie podobne opowieści. Myślę jednak, że każdy z nas może znaleźć w nich coś dla siebie, niezależnie od tego, po jakie książki sięgamy na co dzień. A czy Wy spróbujecie i dacie się oczarować?

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.

niedziela, 10 marca 2019

Piotr Borlik "Boska proporcja" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Boska proporcja
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 424
Gatunek: kryminał







Czy zbrodnia może być piękna? W palmiarni zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Inscenizacja budzi nie tylko niepokój ale również zachwyca przygotowaniem i wykonaniem. Jedną z pierwszych osób na miejscu zbrodni jest morderca po wyroku. Przypadkowy przechodzień czy twórca makabrycznego dzieła?  

Sięgając po „Boską proporcję” liczyłam na kryminalną rozrywkę w najlepszym wydaniu. W ostatnim czasie to po takie mroczne historie sięgam najczęściej i najchętniej. Wciąż jednak czegoś mi brak, a uczucie niedosytu narasta. Czy nowa powieść Borlika pozwoliła choć na chwilę zaspokoić ten apetyt?

„Boska proporcja” rozpoczyna się mocnym akcentem i aż do samego końca nie traci rozmachu. Wielokrotnie przekonałam się, że nie ma dobrego kryminału bez dobrej zbrodni, a tej w książce nie brakuje. Kolejne strony zostały wypełnione niebanalnymi i zaskakującymi przypadkami, które świadczą nie tylko o bogatej wyobraźni autora ale także stanowią najlepszy dowód na to, że właściwy człowiek znalazł się na właściwym miejscu. Ta finezja w kreowaniu zbrodni, wyjątkowość przedstawionych scen oraz zadziwiający związek między nimi,  sprawią, że powieść przekona nawet tych, którym wydaje się, że o kryminale wiedzą już wszystko i niewiele jeszcze może ich zaskoczyć.

Borlik stworzył wyjątkową opowieść, bardzo mroczną, pełną napięcia i ociekającą brutalnością. Takie połączenie odpowiada mi najbardziej i daje autorowi wspaniałe możliwości. Powieść intryguje już od pierwszych stron, a kolejne tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że potencjał nie został zmarnowany, wręcz przeciwnie- historia została przemyślana i zwrócono uwagę na każdy szczegół. Dzięki temu nasze zainteresowanie jest podsycane przez cały czas, czytamy z wielkim skupieniem i uwagę, nieustanie powtarzając sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”. Kiedy jednak nadchodzi czas na odłożenie powieści, mimo składanych sobie obietnic, przychodzi nam to z wielkim trudem.


Autor stworzył wielowątkową opowieść, w której ciężko wskazać najciekawsze elementy. Każdy motyw, każda decyzja, każde wspomnienie… Wszystko pięknie ze sobą współgra i wspaniale się uzupełnia. Borlik z wielką przyjemnością igra ze swoim czytelnikiem, wodząc go za nos i sprowadzając na manowce. Myli tropy, wprowadza nowe wątki, zmienia bieg akcji. Łączy bieżące wydarzenia z tym, co już było. Wskazuje, że poza bielą i czernią istnieje wiele odcieni szarości. Naprzeciwko siebie stawia dobro i zło. Wywołuje lawinę emocje, stopniuje napięcie, nurza się w tajemnicach. Utrzymuje nas w stanie gotowości, nieznośnie udowadniając, jak dużą ma nad nami przewagę.

„Boska proporcja” to także bardzo wyraziste portrety bohaterów, którzy dobrani zostali w bardzo intrygujący sposób. Szorstka policjantka, interpretująca prawo po swojemu. Niepokojący psycholog, stosujący zadziwiające metody. Morderca, posiadający mrocznych doradców. Czy możemy oczekiwać jeszcze więcej? Tak. Czy dostaniemy jeszcze więcej? Oczywiście!  Bohaterzy w bardzo przewrotny sposób przypominają nas samych. Podejmują złe decyzje, dają się wodzić na pokuszenie, pozwalają sobą manipulować, kierują się egoizmem, brną mrocznymi ścieżkami. Mnie przekonali całkowicie.

Borlik zdaje się sporo uwagi poświęcać również psychologii. Z jednej strony analizuje mordercę, z drugiej zarysowuje nieprzewidywalne i charakterne postacie prowadzące (i utrudniające) śledztwo. Nie sposób przejść obok nich obojętnie, bowiem ich motywy nieraz nas zaskoczą i dadzą nam do myślenia. W tej powieści nie ma winnych i niewinnych, sporo jest natomiast udręczonych dusz i złamanych ludzi. Nic nie dzieje się bez powodu.

„Boska proporcja” to kryminał w najlepszym wydaniu, łączący w sobie wszystkie elementy, których obecność jest w tym miejscu po prostu obowiązkowa. Prowadzone nieszablonowo śledztwo, ludzcy bohaterzy, napięta atmosfera, zaskakujące zbrodnie oraz nieprzewidywalne zakończenie. Jestem tą powieścią zachwycona i niecierpliwie czekam na kolejną część.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 6 marca 2019

W. Bruce Cameron "O psie, który wrócił do domu"




Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł: O psie, który wrócił do domu
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura współczesna







Bella zmieniła na lepsze życie Lucasa i jego mamy. Konieczność oddania suczki do domu zastępczego i znalezienia nowego mieszkania złamała serce i mężczyzny i pieska. Bella jednak nie poddaje się tak łatwo. By odnaleźć swojego człowieka przemierzy góry i doliny.

Minęło sporo czasu, od momentu, kiedy miałam przyjemność przeczytać pierwszą powieść autora- „Był sobie pies”. Tamta historia miała w sobie tyle uroku, optymizmu i przyjemnego humoru, że wciąż wspominam ją bardzo ciepło. Nie byłam pewna, czy kolejna opowieść również tak pozytywnie mnie zaskoczy i czy będę potrafiła drugi raz tak mocno przeżywać psią historię.

To niesamowite, jak pięknie Cameronowi udało się wcielić w psią bohaterkę. Jak wspaniale oddał charakterystyczne dla piesków zachowania i jak z przymrużeniem oka snuł psie refleksje. Ta powieść nie byłaby jednak tak ujmująca, gdyby nie fakt, że została przedstawiona przy pomocy pierwszoosobowej narracji. Czy potraficie wyobrazić sobie coś bardziej urzekającego, niż relacja suczki, która kocha swojego pana ponad życie i pragnie jedynie wrócić do domu?



Choć opowieść ma bardzo rozczulający charakter, nie brakuje w niej także poczucia humoru, swobody, dystansu. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele pozytywnych emocji- uśmiechałam się z rozczuleniem i zazdrościłam Lucasowi posiadania takiego przyjaciela, poczułam pewną nutkę melancholii i tęsknotę za tym, czego ja sama nie doświadczyłam. Nie mam pieska, ale chyba nigdy nie chciałam go mieć aż tak bardzo, jak podczas czytania tej lektury.

„O psie, który wrócił do domu” to historia pokazująca relacje łączącą człowieka i psa w przepiękny sposób. Zwracająca czytelniczą uwagę na wszystko, co w tym przypadku najlepsze- miłość, oddanie, lojalność. Takiego psa jak Bella nie można nie kochać, nawet, jeśli rysuje się jedynie na stronach powieści. Ta mądra psinka całkowicie skradła moje serce, udowadniając, że pies także może być bohaterem pięknej i mądrej historii.


Książki przygodowe nigdy nie leżały w zakresie moich zainteresowań. Ale dla takiej grzecznej suczki chętnie zmieniłam na chwilę swoje czytelnicze przyzwyczajenia. Przygody Belli opisane zostały w tak interesujący sposób, że z pewnością książka przypadnie do gustu nawet tym osobom, które na co dzień wybierają zupełnie inne gatunki. To nieprawdopodobne, co przeżyła ta psinka i niezwykłe, jak zachwycająco udało się to Cameronowi opisać.




Podczas lektury czułam, że autor przelał na tę historię swoją miłość i sympatię do psów, a te ciepłe uczucia wpłynęły na powstanie urokliwej i poruszającej powieści, której nie sposób szybko ( a może i w ogóle) zapomnieć. Czytałam ją z dużą przyjemnością, uśmiechem na twarzy i przeświadczeniem, że bardzo chciałabym znaleźć tak cudownego przyjaciela.

Mogłabym napisać o tej książce jeszcze wiele. Chciałabym natomiast, żebyście sięgnęli po nią sami i poznali towarzyszącą jej magię. Z czystym sumieniem mogę ten tytuł polecić.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.

niedziela, 3 marca 2019

Jędrzej Pasierski "Roztopy"




Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Roztopy
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał







Sprawę zaginionej lekarki próbuje wyjaśnić jej przyjaciółka, komisarz Warwiłow. Pobyt w Bukowcach odsłania przed kobietą nie tylko sekrety zaginionej ale także tajemnice chronione przez miejscowych. Co wydarzyło się w Bukowcach? Jakie zagadki kryje topniejący śnieg?  

“Roztopy” to druga część cyklu z Niną Warwiłow. Śmiało mogę jednak powiedzieć, że problemu nie stanowi rozpoczęcie przygody z twórczością Jędrzeja Pasierskiego od tego miejsca. Ja sama nie czytałam poprzedniej części i w żadnym wypadku nie utrudniło mi to lektury. Autor bowiem chętnie przybliża czytelnikom szczegóły dotyczące zarówno zawodowego, jak i prywatnego, życia bohaterki, nie pozwalając, by w trakcie czytania towarzyszyło nam uczucie zagubienia. Informacji natomiast udostępnia akurat tyle, by przesadnie tą warstwą prywatną nie zmęczyć i by nie wysunęła się ona na prowadzenie, a umożliwiła poznanie głównej bohaterki i odnalezienie się nieco w dotyczących jej kwestiach.

Skoro już o bohaterce mowa, to warto w tym miejscu poświęcić jej kilka słów. Jaka jest Nina Warwiłow? Bystra, pracowita i zdeterminowana. To postać, za którą z przyjemnością się podąża i z wielkim zainteresowaniem śledzi jej poczynania. Podejmowane przez nią decyzje zaskakiwały odwagą i pewnością, że czasami warto nieco nagiąć przepisy czy przesunąć granicę- wszystko w imię wyższego celu. Taka nieustępliwość, wytrwałość i konsekwencja zrobiły na mnie spore wrażenie, mogłabym jeszcze raz wyprawić się jej tropem.


Bardzo podoba mi się także miejsce akcji. Fabuła została bowiem zbudowana wokół wydarzeń toczących się na maleńkiej wsi, zimową porą. Chłód, tajemnice z przeszłości i zaledwie kilku mieszkańców. Takie społeczności zawsze robią na mnie nieprzyjemne wrażenie. Sąsiedzi, którzy dobrze się znają, zaglądają sobie do okien, obdarzają się uśmiechami jedynie pozornej sympatii. Czy sceneria może być bardziej niepokojąca i mocniej działająca na wyobraźnię? Moim zdaniem to idealny wybór dla osadzenia akcji powieści i również w tym przypadku okazał się jak najbardziej słuszny i przekonujący.

Akcja powieści rozwija się, w mojej ocenie, nieco zbyt powoli. Autor stopniuje napięcie poprzez skupienie się na mieszkańcach wioski, dawnych sekretach i przykrych, nieco zapomnianych wydarzeniach. Taki sposób rozwijania fabuły rzeczywiście się sprawdza, można poczuć, że to jedynie cisza przed burzą. Ja natomiast wolę bardziej krwawe i brutalne historie, mocniej zaskakujące zwrotami akcji i z naprawdę szokującym finałem. Tych elementów trochę mi zabrakło. powieść okazała się dla mnie zbyt spokojna.  


„Roztopy” to książka bardzo dobrze napisana. Styl autora nie męczy i nie nuży, powieść czyta się szybko i płynnie. Krótkie rozdziały dodatkowo ułatwiają przeprawę przez szlak niewyjaśnionych okoliczności i zaskakujących wydarzeń. Pasierski stworzył opowieść dopracowaną i przemyślaną, skupił się na istotnych okolicznościach, nie poświęcając zanadto czasu zbędnym kwestiom.

Nowa książka Pasierskiego pozwoliła mi na kilka godzin przenieść się do sennego i zaśnieżonego miejsca, które pilnie strzeże swoich sekretów. To miejsce wraz z bohaterami i ich zbrodniami stanowi interesującą propozycję na wieczór. A czy Ty odnajdziesz się w tej historii? Przekonaj się sam.

Za przesłanie powieści do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.

sobota, 2 marca 2019

Isabel Allende "W samym środku zimy"




Autor: Isabel Allende
Tytuł: W samym środku zimy
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura współczesna







Kiedy profesor Richard Bowmaster wjeżdża w tył samochodu nielegalnej imigrantki, nie ma pojęcia, że to dopiero początek jego kłopotów. On, jego energiczna sąsiadka i młoda emigrantka rozpoczynają zadziwiającą podróż, która obnaży ich sekrety i pozwoli im inaczej spojrzeć na rysującą się przyszłość.

„W samym środku zimy” to interesujące połączenie różnych kultur i charakterów. Przeplatające się na książkowych stronach pasje i obyczaje. Melancholijne powroty do przeszłości i piękne nadzieje na lepszą przyszłość. Rozwijająca się powoli miłość nieco przytłumiona wątkiem kryminalnym. Ta powieść jest pełna barw, opisów, wspomnień i refleksji, a całe to bogactwo wspaniale działa na czytelniczą wyobraźnię.


Rozpoczynając lekturę starałam się nie kierować zbyt zawyżonymi wymaganiami, ze względu na to, że spotykałam się z twórczością Allende po raz pierwszy. Książki romantyczne niezbyt często goszczą na mojej półce, więc nieco obawiałam się, że wątek miłosny może wysunąć się na pierwszy plan i zdominować te, na których obecności rzeczywiście mi zależało. Tymczasem autorka połączyła wszystkie elementy bardzo umiejętnie, pokazując się za sprawą tej powieści z jak najlepszej strony.



Nowa powieść Allende to według mnie przede wszystkim zwrócenie się w stronę tradycji i kultury krajów odległych i egzotycznych- Brazylii, Chile, Gwatemali- co dodaje powieści wyjątkowości. Być może dla niektórych wątki te okażą się zbyt ciężkie ze względu na to, że autorka podpiera się także historią i polityką, jednak dla mnie sposób, w jaki wpisała losy bohaterów w dzieje krajów, okazał się interesujący i przykuwający uwagę. Mam wrażenie, że pisarze zbyt rzadko wychodzą poza to, co znane, a taki powiew egzotyki nie tylko ubarwia lekturę, ale też wprowadza do niej nutę powagi i miejsce na refleksje.

Allende bardzo wprawnie porusza się między historiami kolejnych bohaterów, uzupełniając je o istotne szczegóły, ważne wspomnienia, zaskakujące dramaty. Każdy z nich ma bowiem do przekazania niezwykłą opowieść, pełną emocji i wzruszeń. Powieściowi bohaterzy zostali doświadczeni przez los bardzo mocno, a autorce pięknie udało się oddać wiarygodność i autentyczność charakterów. Śmiało można powiedzieć, że rozwijają się na naszych oczach, na kolejnych stronach zaskakując i intrygując podejmowanymi decyzjami oraz wyjawianymi tajemnicami.



Autorka umiejętnie gra na emocjach czytelnika naprzemiennie skupiając się na różnych bohaterach. W kształtowaniu ich osobowości znaczącą rolę odegrała przeszłość i to do niej Allende chętnie wraca, łącząc bieżące wydarzeniami z tymi, które miały miejsce dawno temu. Bardzo doceniam takie igranie z płaszczyznami czasowymi, zawsze podnosi ono w moich oczach wartość powieści.




Warto wspomnieć także o wątku miłosnym, który dla niektórych może okazać się impulsem do wybrania tej powieści. „W samym środku zimy” to historia dojrzałych i przemyślanych uniesień, uczucia pojawiające się w najmniej odpowiednim momencie, ludzie połączeni splotem nieprzewidzianych okoliczności. To uczucie spokojne, wyważone, niepchające się na pierwszy plan. Po prostu subtelne i piękne.

Książka Isabel Allende zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie, niż się spodziewałam. Odważna, refleksyjna, plastyczna. Dobrze przemyślana i jeszcze lepiej napisana.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję księgarni internetowej selkar.pl.
  
  

czwartek, 28 lutego 2019

LUTY NA ZDJĘCIACH

Kolejny miesiąc za nami. Czas zdaje się upływać coraz szybciej. Na szczęście wciąż pod znakiem sympatycznych lektur :) 



A jaki był Wasz luty?

Może polecicie mi tytuły, które zrobiły na Was największe wrażenie? 

środa, 27 lutego 2019

B.A.Paris "Pozwól mi wrócić"




Autor: B.A.Paris
Tytuł: Pozwól mi wrócić
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 319
Gatunek: thriller psychologiczny







Layla zaginęła przed dwunastoma laty. Nikt nie wie, co dokładnie wydarzyło się tamtej nocy, jednak pierwszym podejrzanym okazał się jej narzeczony, Finn. Dziś mężczyzna układa sobie życie na nowo, z siostrą zaginionej. Niepokojące sygnały pozwalają mu sądzić, że Layla żyje. Co się między nimi wydarzyło i co stało się z kobietą?

„Pozwól mi wrócić” to już trzecia książka autorki, jaką miałam okazję przeczytać. Dwie poprzednie wspominam bardzo ciepło, dlatego dobrze wiedziałam, że to jedynie kwestia czasu, zanim sięgnę po najnowszy tytuł B.A.Paris. Do tej pory przekonałam się, że opisywane przez nią historie mocno bazują na emocjach i silnie oddziałują na wyobraźnię czytelników, sprawiając, że łatwo się zagubić między tym, co rzeczywiście w powieści ma miejsce, a tym, co odbywa się jedynie w głowach bohaterów. Czy tym razem autorka również zapewniła mi elektryzującą dawkę psychologicznej rozgrywki?

Zdecydowanie największą zaletą powieści jest pierwszoosobowa narracja. Osobisty sposób przedstawiania historii, możliwość poznania myśli bohaterów, wrażenie autentyczności- te elementy sprawiają, że całość mocniej przykuwa uwagę i zatrzymuje przy lekturze. Mam wrażenie, że taka narracja pozwala także lepiej zrozumieć motywy bohaterów i umożliwia postawienie się na ich miejscu. „Pozwól mi wrócić” przypominała mi dzięki temu fragmenty mrocznego pamiętnika, które niełatwo później wymazać z pamięci.

Bardzo podobała mi się także konstrukcja książki. Umiejętne łączenie wydarzeń z przeszłości z tymi, które rozgrywają się w czasie teraźniejszym oraz udzielenie głosu i podzielenie uwagi między bohaterów. Takie zabiegi sprawiają, że powieść staje się atrakcyjniejsza w oczach czytelników, podsycają zainteresowanie i eliminują chęć robienia niepotrzebnych przystanków. Ale również mieszają nam w głowie. Bo wersje poszczególnych bohaterów się różnią, każdy z nich proponuje nam inny scenariusz wydarzeń, chętnie przedstawia własne refleksje i motywy.

Początkowo powieść Paris nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia. Akcja rozwijała się dla mnie trochę zbyt wolno, sielska niemalże atmosfera wiejskiego życia nie działała na wyobraźnię, a raczej rozleniwiała tę opowieść. Z czasem jednak, wraz ze zmianą perspektywy czasu i bohatera, dałam się tej powieści porwać. Szczególnie, że w drugiej części książki akcja przyspiesza, więcej się dzieje, zwroty zaskakują, kolejne sekrety wychodzą na światło dzienne. W końcu można poczuć atmosferę napięcia i przypomnieć sobie, jak autorka igrała z nami w poprzednich książkach.

Paris bardzo mocno polega na psychologii postaci. Wydaje się, że fabuła jej powieści mocniej bazuje na decyzjach bohaterów i ich motywach, niż faktycznie nie rozgrywających się wydarzeniach. To refleksje, wspomnienia, dylematy mają budzić niepokój, wprowadzać zamieszanie, intrygować i zatrzymywać. I o ile pierwsze rozdziały nie przekonały mnie tym zarysem charakterów, to ostatnie całkowicie mnie oszołomiły. Rozwiązanie zagadki, wyjaśnienie wszystkich tajemnic, powrót do przeszłości, kłamstwa i niedomówienia, psychiczne zaburzenia. Po prostu cudownie.

Dużym atutem autorki jest dopracowany styl, do którego nie sposób się przyczepić. Bardzo plastyczny język, lekka narracja, umiejętność wniknięcia w psychikę bohaterów, a także krótkie rozdziały- dzięki tym elementom lektura upływa nam szybko, a kolejne strony czytają się właściwie same. Nawet jeśli nie do końca odnajdziemy się w tej opowieści i nie docenimy przedstawionej intrygi, nie możemy szczerze powiedzieć, że źle nam się czytało.

„Pozwól mi wrócić” nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, jak jej poprzedniczki. Znalazłam jednak w tej historii kilka mocnych stron, które sprawiły, że nie żałuję poświęconego jej czasu. Szczególnie zaś doceniam zakończenie- w moim odczuciu rozegrane po mistrzowsku. 

Za przesłanie powieści do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Ałbena Grabowska "Lot nisko nad ziemią"




Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Lot nisko nad ziemią
Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura współczesna






Choć życie Weroniki nie zawsze układało się tak, jakby kobieta tego chciała, to udało się jej spełnić największe marzenie i poznać miłość swojego życia. Nie dane im było niestety spędzić życia razem- pijany kierowca odebrał Weronice szczęście i nadzieję. Czy na gruzach dawnych marzeń kobieta będzie w stanie znowu coś zbudować?   

Z Ałbeną Grabowską spotkałam się już kilkakrotnie. Uczciwie przyznam, że moim zdaniem jej twórczość jest dość nierówna. Momentami potrafi wspaniale zaskoczyć, zapierając dech, by przy następnej okazji nieco znużyć i zmęczyć usiłując jakby sprawić, że historia wydaje się cięższa, niż rzeczywiście jest. Niezależnie jednak od tego niektóre elementy w jej powieściach na szczęście się nie zmieniają.

Jednym z nich jest fabuła nakierowana na kobiecą stronę życia. W każdej powieści autorka prezentuje nam barwne, charyzmatyczne, zdeterminowane na osiągnięcie celu bohaterki, które rzadko dają się złamać i z zaskakującą siłą odpierają przeciwności losu. Podążając ich śladem każda z nas może dopatrzeć się w nich podobnych cech, dużej dozy realizmu i przekonania, że taka historia rzeczywiście mogła się wydarzyć. „Lot nisko nad ziemią” również pasuje do tej scenerii i prezentuje życiową opowieść, która wydaje się być przeniesiona na karty prosto z naszej codzienności.

W swojej najnowszej książce autorka śmiało udowadnia, że niczego nie możemy być w życiu pewni i nigdy nie wiemy, co się wydarzy. Chwile szczęścia i piękna niestety bywają dość ulotne, a to, co kochamy zazwyczaj zostaje nam odebrane, kiedy nie jesteśmy na to w żaden sposób przygotowani. Weronika doceniała to, co miała. Żyła z pasją. Kochała i była kochana. Aż do dnia, kiedy zdarzył się wypadek. To tak prosta i zwyczajna historia. Może nawet trochę banalna, przecież ciężko taką opowieścią czytelniczki zaskoczyć. Tylko, że to z takich momentów składa się nasze życie. To takie momenty wywołują najwięcej emocji. W nich kryje się realizm, szczerość, wiarygodność.

Za sprawą pierwszoosobowej narracji Grabowska mocniej przykuwa naszą uwagę i zatrzymuje przy lekturze. Towarzyszące opisom emocje, autentyczność odczuć, silne wrażenia- te elementy przypominają nam historię opowiadaną przez kogoś znajomego lub spisaną w pamiętniku. Taki sposób opowiadania mocniej działa na wyobraźnię, skłania do zaangażowania, pozwala snuć refleksje, postawić się na miejscu bohaterów, zrozumieć tło wydarzeń. Po prostu sprawdza się najlepiej, najbardziej pasuje, szczególnie, kiedy chodzi o książki miłosne.

Autorka zbudowała swoją opowieść z kilka prostych, znanych nam tematów. Na kartach powieści przeplatają się spełnione i przepędzone marzenia, trudne relacje rodzinne wciąż zmieniające się pod wpływem bieżących wydarzeń, miłość kochanków i oddanie partnerów oraz zwyczajna, raz barwniejsza a raz raczej szara codzienność. Taki splot wątków, choć niewyszukanych, zawsze znajdzie drogę do serc czytelniczek, bo to w prostocie i normalności tkwi siła, a powieści obyczajowe zawsze są na czasie.

„Lot nisko nad ziemią” to historia dość smutna i bardzo refleksyjna. Może nieco przegadana i nieco obciążona niewielką liczbą dialogów, ale jednak traktująca o rzeczach ważnych i warta uwagi. Trzeba też pamiętać, że autorka ma wyrobiony, dojrzały i bardzo przyjemny styl. Po prostu dobrze się ją czyta. Jeśli zatem lubicie kobiece opowieści w podobnym tonie, to nie macie na co dłużej czekać.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję księgarni internetowej selkar.pl

sobota, 23 lutego 2019

Ian McEwan "W imię dziecka"




Autor: Ian McEwan
Tytuł: W imię dziecka
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 256
Gatunek: literatura współczesna 







Fiona Maye zdobyła uznanie i szacunek jako przedstawicielka Sądu Najwyższego, zajmująca się prawem rodzinnym. Swoją karierę poświęciła rozstrzyganiu w wielu skomplikowanych przypadkach, wydaje się jednak, że najtrudniejszy dopiero przed nią. Sędzia musi zadecydować w sprawie chłopca odmawiającego transfuzji krwi z powodów religijnych. Jak upora się z tą sprawą? I czy będzie miała z kim podzielić się zaburzającymi spokój refleksjami?

Nie miałam wcześniej do czynienia z twórczością McEwana i choć słyszałam sporo dobrego, nie spodziewałam się jednak, że może mnie on w ten sposób zaskoczyć czy zauroczyć. Tymczasem „W imię dziecka” to jedna z tych pozycji, w których niewielkie rozmiary nie stanowią przeszkody dla bogatej treści i ogromnego ładunku emocjonalnego. To najlepszy dowód na to, że czasami mniej znaczy więcej, a to, co zostało przemilczane czy niedopowiedziane wpływa mocniej na wyobraźnię czytelnika niż tysiąc napisanych słów.


W dużej mierze to właśnie w tej oszczędności tkwi siła powieści. Autor wydaje się opisywać i pokazywać dokładnie tyle, ile trzeba. Dlatego też każdy szczegół ma duże znaczenie, wszystko zostało uważnie przygotowane. Niczego nie brakuje i niczego nie jest zbyt wiele. Kilkakrotnie odniosłam wrażenie, że pewnych rzeczy trzeba się w tej powieści samemu domyślić, na niektóre zaś samodzielnie przygotować, a jeszcze inne docenimy dopiero po zakończeniu lektury. Przyznam szczerze, że momentami czytało mi się dość ciężko, co wynikało chyba przede wszystkim z oszczędnego operowania dialogami i przedłożenia refleksji i wyobrażeń nad samą akcję.

„W imię dziecka” to taki teatr jednego aktora, a raczej aktorki. Fabuła powieści skupia się wokół sędzi Fiony Maye, specjalistki od prawa rodzinnego. Kolejne strony powieści poświęcone zostały różnej miary kryzysom, jakie ów bohaterkę spotykają- zarówno na gruncie rodzinnym, jak i zawodowym. McEwan przybliża nam jej sylwetkę za pomocą takich krótkich migawek, kilku szczegółów z dzieciństwa, paru znaków wskazujących na to, jaką jest osobą. Już od początku odnosimy wrażenie, że dobrze ją znamy, a takie osoby jak ona łatwo jest rozszyfrować. Okazuje się jednak, że nie do końca. Bo w jej poukładanym życiu również zdarzają się burze, a jej uporządkowane zachowanie także może się zmienić pod wpływem sytuacji.

W tej postaci autor zamknął o wiele więcej, niż przez długi czas sądziłam- emocji, wahań, porywów. Długo nie dostrzegałam pewnych rys, jakie powolutku pojawiały się na portrecie Fiony Maye. Wydała mi się ona trochę smutna i nieco bezbarwna. Teraz widzę natomiast wyraźniej wszystkie kontrasty i rozumiem, że to taka postać, którą może być każdy z nas. Złudnie spokojna, opierająca się od lat na tych samych fundamentach, melancholijnie pogubiona. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, myślę, że ona rzeczywiście się autorowi udała i może to być dobrze widoczne w przypadku przeniesienia tej historii na duży ekran.

Duże znaczenie ma dla mnie także fakt, że część akcji rozgrywa się na sali sądowej i ma związek z intrygującymi przypadkami, także dotyczącymi chorób. Obydwa te elementy zawsze przesądzają dla mnie na korzyść, zwyczajnie doceniam ich obecność. Podobnie, jak i w innych kategoriach, tutaj również McEwan wykazał się oszczędnością słowną i obrazową. Zarówno procesy sądowe, jak i szczegóły kolejnych przypadków są jedynie z grubsza zarysowane. Mogą przyciągnąć uwagę czytelnika, ale na pewno go nie znużą nadmiarem detali.

„W imię dziecka” to powieść, którą trzeba sobie na spokojnie przemyśleć. Podczas lektury czułam się nią nieco rozczarowana, jednak już podczas pisania tego tekstu przekonałam się, że tak naprawdę niewiele mogę jej zarzucić. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, z racji dużej dawki refleksji, a mniejszego udziału akcji. Może natomiast pozytywnie zaskoczyć, o czym warto przekonać się samemu.

Za przesłanie książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.