niedziela, 30 kwietnia 2017

Chyłka i Zordon znowu razem




Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Immunitet
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 648
Gatunek: thriller prawniczy






Nowe zadanie Chyłki i Zordona polega na obronie najmłodszego w historii sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Mężczyzna o nieposzlakowanej opinii oskarżony został o morderstwo. Czy sędzia jest ofiarą czy sprawcą? Czy próbuje zatuszować przeszłość czy zostaje wrabiany?


Uwielbiam tę prawniczą serię Mroza- wymyślne zagadki, tajemniczych oskarżonych, zwroty akcji, sądowe procesy, a także bohaterów. W przypadku „Immunitetu” nie mogło być oczywiście inaczej, choć przez pewien czas miałam problem, by w całości skupić swoją uwagę na powieści. Być może wynikało to z faktu, że akcja książki rozwijała się w mojej ocenie dość powoli i spokojnie. A kiedy już myślałam, że właśnie trzymam w rękach najsłabszą część cyklu, autor zrzucił na mnie prawdziwą bombę.


Nie przepadam za Chyłką. I nie ceniłam jej osoby od początku serii. Ale w „Immunitecie” Mróz przybliżył nam lepiej jej przeszłość, a to zbliżenie mocno mną wstrząsnęło. Można było się spodziewać, że kobietę dręczą koszmary, a mroki przeszłości wkradają się w jej codzienność, ale wspomnienia przytoczone przez autora robią na czytelniku okropne wrażenie i wbijają go w fotel. Nie znaczy to, że nagle zaczęłam ją lubić czy cenić, ale może trochę zrozumiałam. Zordon natomiast nieco się zmienił. Bardziej męski, odważny, zdecydowany- jednym  słowem świetny facet.

Mróz przyzwyczaił nas do skomplikowanych i zawiłych spraw, z którymi muszą mierzyć się główni bohaterzy. Akcja każdej z dotychczasowych powieści z cyklu skupiała się wokół mocnych tematów, drobiazgowych śledztw, dużych pieniędzy, polityki i różnego rodzaju manipulacji. „Immunitet” to kolejne spotkanie toczące się z trudnym śledztwem na pierwszym planie. Nie brakuje tu zwrotów akcji, nieoczekiwanych wydarzeń, komplikacji i szybkich zmian decyzji. Tempo akcji przybiera na sile, autor zaskakuje, nie możemy być pewni tego, jak zakończy się nowa sprawa Chyłki i Zordona, bo oni również nie wiedzą tego do samego końca.

"Wiesz, jak to mówią- pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, do którego sami się wtrącamy". 

Jak przystało na thriller wiele w tej książce jest mroku i zła, uosabianego z postaciami bohaterów. Autor zdaje się pokazywać nam powieściowe postacie od najgorszej strony, odwołuje się do koszmarów przeszłości, do ludzkich instynktów, ale także wskazuje, że często za pozornie nieskalanym charakterem kryje się zło w najczystszej postaci, którego istnienia nikt by się nie spodziewał. Kolejne strony dowodzą, że wszyscy mamy tajemnice, a często jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele, żeby je ukryć.


Mróz znowu stawia na trudne tematy. I nie próbuje wprowadzić ich do książki subtelnie. On atakuje nas nimi prosto z mostu. Nie chciałabym zbyt wiele zdradzać, mogę natomiast powiedzieć, że poczułam się tymi sprawami mocno przytłoczona. Z drugiej strony nie spodziewałam się po Mrozie powieści ugrzecznionej i łagodnej, to nie jego styl.






Czyta się lekko i szybko. Proces sądowy i zbieranie dowodów nie nużą, bo przeplecione zostały zwrotami akcji i niespodziewanymi wydarzeniami. Ciężko do czegokolwiek się przyczepić, zwłaszcza w przypadku zakończenia, które sprawia, że jak najszybciej mamy ochotę sięgnąć po „Inwigilację”.  

sobota, 29 kwietnia 2017

Must read MAJ

W maju swoją premierę będzie miało mnóstwo interesujących tytułów, ale to 7 poniższych szczególnie zwróciło moją uwagę.


Przez uśpione ulice Jerozolimy mknie karetka. W środku o życie walczy skatowany chłopczyk. Czy lekarzom uda go uratować? Nikt jeszcze nie wie, że matka dziecka siedzi w tym samym szpitalu przy łóżku starszego synka, którego przywieziono z ciężkimi poparzeniami. Pobożnie recytuje psalmy, odmawia wyjaśnień i siódemce swoich dzieci nakazuje bezwzględne milczenie. Jakim trzeba być potworem, żeby sprowadzić takie cierpienie na własne dzieci? A jeśli ta kobieta jest niewinna? Śledztwo prowadzi detektyw Bina Cedek, matka dwójki małych dzieci. Mozolnie odsłania warstwy tajemnic i kłamstw, coraz głębiej zanurzając się w świat kabały i religijnych sekt, mistycznych tekstów i przerażających rytualnych obrzędów, by stanąć twarzą w twarz z przerażającą prawdą, która na zawsze może odebrać wiarę w ludzi.




W środku nocy na leśnym kempingu przy Ruppertshain wybucha pożar. W zgliszczach policja znajduje ludzkie szczątki. Zaraz potem dochodzi do morderstwa w hospicjum. Oliver von Bodenstein i Pia Sander muszą wrócić do sprawy sprzed czterdziestu lat, kiedy zaginął Artur, najlepszy przyjaciel Olivera. Policjant będzie musiał zmierzyć się z traumą z  dzieciństwa i skonfrontować mieszkańców Ruppertshain z przysypaną sprawą sprzed lat. Tymczasem giną kolejne osoby. Czy nad wioską wisi klątwa?







Listopadowy poranek. W ogrodzie gabinetu terapeutycznego zostają znalezione zwłoki dziecka. Choć pracująca tam terapeutka Marta Szarycka stara się trzymać na uboczu, szybko zostaje wciągnięta w bieg wydarzeń za sprawą dziwnych wiadomości, które otrzymuje, a także policjanta prowadzącego śledztwo. Młoda, świetnie zapowiadająca się psycholog, której nienaganny wizerunek naruszają skłonność do przygodnego seksu i angażowanie się w związki bez przyszłości, zostanie zmuszona do skonfrontowania się z najbardziej bolesnymi doświadczeniami z przeszłości. Ile będzie musiała poświęcić w grze, w której stawką jest życie kolejnych dzieci?



Izabela Zawilska ma na pozór wszystko, o czym marzą kobiety: urodę, talent, sławę, pieniądze i rzesze adoratorów. Ukoronowaniem jej dotychczasowej kariery ma być rola Ofelii w Hamlecie, którego premiera w warszawskim teatrze Iluzja zbliża się wielkimi krokami. I gdy wydaje się, że aktorka dotarła na sam szczyt, w jej życiu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Kobieta otrzymuje listy z pogróżkami i makabryczne przesyłki, a kilkakrotnie tylko cudem udaje jej się uniknąć śmierci w ewidentnie zaaranżowanych wypadkach. Nieufnie nastawiona do gwiazdy Pola początkowo nie chce angażować się w jej problemy, sądząc, że kobiecie chodzi o autoreklamę. Doznaje jednak wstrząsu, gdy artystka naprawdę ginie pod swoim domem w brutalnej strzelaninie. Tym bardziej że za śmiercią Zawilskiej idą kolejne… Powodowana wyrzutami sumienia, dziennikarka rzuca się w wir nowego.




Chociaż Ziba od lat prowadzi życie kochającej żony, cierpliwej matki i spokojnej mieszkanki wsi, los okrutnie kpi z jej statecznej sytuacji. Mąż kobiety, Kamal zostaje zamordowany siekierą i znaleziony na ich podwórzu. Ziba jest w ogromnym szoku, więc nie potrafi wyjaśnić, co robiła w momencie zabójstwa. Dzieci zarzekają się, że ich matka nigdy w życiu nie dopuściłaby się takiego czynu. Jednak członkowie rodziny Kamala są przekonani o jej winie i domagają się sprawiedliwości, w wyniku czego Ziba trafia do aresztu dla kobiet.








Ciało dyrektora ekskluzywnej szkoły w Devon zostaje znalezione powieszone w auli. Kilka godzin wcześniej nauczyciel otrzymał paczkę i jedynie on potrafił zrozumieć milczące przesłanie, jakie z sobą niosła. Brzmiało ono: koniec. Gdy Exeter nęka fala przerażających morderstw, detektywi Imogen Grey i Adrian Miles muszą rozwiązać tę zagadkę, aby znowu zapewnić miastu bezpieczeństwo. Kiedy jednak zagłębiają się w pajęczynę korupcji, kłamstwa i wymuszenia, z każdym krokiem zbliżają się do ponurych tajemnic w samym sercu ich społeczności. A kiedy poznają motywy zabójcy, czy rzeczywiście będą chcieli go powstrzymać?






Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry. Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc. Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że „skoczyła”. A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła – miała nadzieję, że na dobre – aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą. Julia się boi. Tak bardzo się boi. Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła. Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, które miejscowi nazywają Topieliskiem.








A jakie są Wasze wymarzone tytuły?


piątek, 28 kwietnia 2017

O koszmarze, który wydarzył się naprawdę



Autor: Jean Hatzfeld
Tytuł: Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 200
Gatunek: literatura faktu 





Temat wojny domowej w Rwandzie interesuje mnie nieprzerwanie od momentu, kiedy obejrzałam poruszający film „Hotel Rwanda”. Wciąż nie mieści mi się w głowie ta brutalność i ludzkie okrucieństwo, w czasach, kiedy koszmary przeszłości wciąż oddziałują na wyobraźnię. A jednak ludobójstwo zdarzyło się znowu, tyle, że w innej formie. Między swoimi.

Hutu i Tutsi to dwa plemiona zamieszkujące Rwandę. W 1994 roku, po zamachu na prezydenta, Hutu przejęli władzę i zaczęli eliminować Tutsi, w sposób niezwykle krwawy i bezlitosny. W tamtym momencie przestały się liczyć wieloletnie przyjaźnie, sąsiedzkie porozumienia, czy nawet rodzinne więzi. W ciągu kilku miesięcy doszło do masowej rzezi, w której zginęło kilkaset tysięcy ludzi. Niektórzy ocaleli, inni uciekli. Ale ich życie już nigdy nie było takie samo. I o tym jest ta powieść.



Wielu z nich straciło całe rodziny, życiowe majątki, zdrowie. A przede wszystkim również szansę na normalność. Nie sposób wyprzeć z pamięci tego, co się wówczas wydarzyło, przejść jakby nigdy nic nad tym wszystkim do porządku dziennego. Łzy, ludzka rozpacz, krew, szalone zabójstwa- to wszystko wciąż przewija im się przed oczami. Wciąż boli, zaskakuje, przeraża. Nie potrafią cieszyć się życiem, często czują się winni, w ich sercach nie ma miejsca na spokój, a nadzieja została im odebrana na zawsze. I nigdy nie mogą być pewni, że to się jeszcze kiedyś nie powtórzy. Bo kto taką pewność im zagwarantuje?

Hatzfeld utkał swój reportaż z wypowiedzi ocalałych- różnej płci, wieku, statusu społecznego. Wśród jego rozmówców pojawiły się dzieci, które straciły rodzinę i dorośli pozbawieni ukochanego potomstwa, bogaci, którzy stali się biedni, Ci zdradzeni, ale także ludzie, którym ktoś zaoferował pomoc. Każdy z nich opowiada inaczej, przytacza najlepiej zapamiętane wydarzenia, łączy przeszłość i teraźniejszość, daje świadectwo. Szalenie trudno się te relacje czyta, jeszcze trudniej jest w nie uwierzyć. Uderza w nas ta potworność, ludzka podłość, zło w czystej postaci.

Te relacja są krótkie, ale nadzwyczaj bogate w opisy ludzi i miejsc oraz krwawe szczegóły. Każda kolejna relacja przypomina o koszmarze, jaki rzeczywiście się wydarzył. I stanowi swoiste poszukiwanie winnych. Bohaterzy wielokrotnie przypominają, że nikt niczego nie zrobił, nikt nie pomógł, że my, biali ludzie staliśmy z boku i po prostu się przyglądaliśmy. Zabolało. Bardzo.

Hatzfeld stworzył przepiękne świadectwo pamięci. Nie pozwolił nam zapomnieć, odetchnąć, zaznać spokoju. Bo w trakcie czytania czujemy, jakbyśmy my także potrzebowali rozgrzeszenia w związku z przeszłymi wydarzeniami. Ta książeczka jest niewielkich rozmiarów, jej objętość też nie przeraża, ale zaskakuje, zapada w pamięć, wtłacza nam w umysł szczegóły, których nie sposób zepchnąć na boczny tor. To bez wątpienia pozycja dla odważnych. 

środa, 26 kwietnia 2017

Co jest prawdziwe?




Autor: Francesca Zappia
Tytuł: Wymyśliłam Cię
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura młodzieżowa 






Alex walczy każdego dnia. O to, by żyć normalnie. By funkcjonować z chorobą, na którą nie ma rady. Raz idzie jej lepiej, raz gorzej. Schizofrenia nie należy do łatwych przeciwników.



Bardzo cenię książki młodzieżowe, ale nie wszystkie. Najbardziej te z mocnym tematem, wyraziste, zmuszające do refleksji i przełamujące barierę wieku. Zazwyczaj nie przeszkadza mi również wątek miłosny, byle nie zbyt banalny czy przesadnie namiętny. Zappia swoją powieścią bardzo zgrabnie wpisała się w moje wymagania.





Przede wszystkim temat. Schizofrenia to choroba, która stale porusza i zaskakuje. Wciąż na nowo. Niezależnie od płci czy wieku. W tym przypadku mamy do czynienia z przypadkiem choroby występującej u młodej kobiety, uczennicy liceum. Alex nigdy nie jest do końca pewna, co z tego, co widzi, ma miejsce naprawdę. Halucynacje i urojenia to jej codzienność. Autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę i dobrze poradziła sobie z realizacją tego tematu. Fabuła przybliża nam niełatwe życie osoby chorującej, nieustannie pojawiające się w nim wyzwania, koszmary, dramaty. Udało mi się wczuć w ten klimat, nieco lepiej zrozumieć, kilka spraw przemyśleć.


W fabułę swej książki Zappia wplotła kilka tragedii z rzeczywistości nastolatka. Mimo że naznaczone piętnem choroby, życie Alex nie odbiega szczególnie od codzienności innych młodych ludzi. Problemy w szkole, spory z rodzicami, miłosne oczarowania- tych elementów w powieści młodzieżowej zabraknąć nie mogło. Żaden z nich nie nuży, nie przeszkadza, nie jest przesadnie rozbudowany bądź zbyt krótki. Lubię przyczepić się do książkowych romansów, pomarudzić, że za dużo, że niepotrzebnie, jednak w tym przypadku ten wątek nie stanowił dla mnie problemu. Sporo w tym było uroku młodości i czaru pierwszej miłości.

Podoba mi się w jaki sposób Zappia operuje słowem. Starannie, z dbałością o język, zachowując przy tym młodzieżowy styl. Pisze lekko, składnie, dosyć zabawnie. Powieść pochłania się bardzo szybko, błyskawicznie przechodząc od jednego rozdziału do kolejnego. Dużym plusem jest, że autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową, pozwalającą nam lepiej zrozumieć emocje i uczucia bohaterki. Jej problemy, dylematy, samą chorobę. Czytało mi się naprawdę przyjemnie i pod tym względem autorce również ciężko cokolwiek zarzucić.


Książkowi bohaterzy są wyraziści, emocjonalni i dość charyzmatyczni, jak na wiek nastoletni przystało. Często podejmują decyzje spontanicznie, pod wpływem rozsądku. Uważają się za dorosłych i innych dorosłych słuchać nie chcą. Choć przyznać trzeba, że różne okoliczności przybliżyły im smak dorosłości prędzej, niż było to konieczne. Tych bohaterów można lubić albo nie, ciężko jednak przejść obok nich obojętnie. Czasami moje odczucia były mieszane, może to jednak kwestia tego, że ja do nastolatków (niestety) już się nie zaliczam i w związku z tym pokierowałabym sprawami w inny sposób.

Cieszę się, że miałam okazje poznać tę powieść. Okazała się dobrym przerywnikiem między innymi mocniejszymi lekturami, a jednocześnie była na tyle sympatyczna, że nie żałuję czasu, który z nią spędziłam.  

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Wyspa strachu




Autor: Abby Geni
Tytuł: Strażnicy światła
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura współczesna 






Miranda przyjechała na wyspę, by sfotografować jej piękno i niezwykłą przyrodę. Nie spodziewała się, że pobyt w tym miejscu dostarczy jej tylu wrażeń i że stanie się świadkiem niepokojących wydarzeń. Jak potoczą się jej losy? Czy stanie się winną czy ofiarą?

Ta powieść jest jak skrzyżowanie lekcji biologii i nieplanowanej podróży w miejsce, w którym niekoniecznie chcielibyśmy się znaleźć. Dzikość przyrody, brutalność zwierząt, walka o przetrwanie i pożywienie wprowadzały w powieści klimat niepokoju i budziły dreszcz. Autorka zaprosiła nas w miejsce nietypowe, podporządkowane naturze, nieokiełznane i nieprzewidywalne. Wszechobecny chłód, trudne warunki klimatyczne, czające się na każdym kroku niebezpieczeństwa- te elementy zasiewają w czytelniku ziarna niepewności, martwią, zastanawiają. Ten mroczny klimat wyspy i zwierzęce szaleństwo zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Udzielił mi się ten chłód, w kościach poczułam zimno, przeszył mnie strach.

Tym, co również przypadło mi do gustu jest pierwszoosobowa narracja, prowadzona przez Mirandę, która przybyła na wyspę w charakterze fotografa. Kobieta obserwuje, opowiada o swoich przeżyciach, wraca do przeszłości. W niej również wyczuwa się pewne tajemnice, kuszące niedopowiedzenia i dziwne przemilczenia. Rzeczywistość przedstawiona z jej perspektywy intryguje, zmusza do oceny tego, co się dzieje. A mocnych wrażeń nie brakuje. Codzienne, niespodziewane wydarzenia sprawiają, ze bohaterzy uczą się siebie nawzajem i przekonują się, do czego są zdolni.

Geni pisze lekko, subtelnie łącząc przeszłość i teraźniejszość Mirandy. Czyta się zaskakująco szybko, pragnąc przekonać się, co jeszcze się wydarzy, kto zawini. Autorka nie rozpieszcza nas dialogami, w tej historii więcej jest osobistych przemyśleń i refleksji niż rozmów między bohaterami. Każdy z nich zdaje się przeżywać wszystko po swojemu, a samotność jest dobrze wyczuwalna. Samotność, której nie sposób w takim miejscu pokonać. Samotność, o której ani na chwilę nie można zapomnieć.

O „Strażnikach światła” można by powiedzieć wiele. Z pewnością jednak książki tej nie można nazwać thrillerem, a próby wpisania jej w ten gatunek, to, moim zdaniem, zwyczajne wprowadzenie czytelnika w błąd. Warto jednak przez chwilę zastanowić się nad tym, czy fakt, że w powieści zabrakło elementów dla thrillera obowiązkowych rzeczywiście stanowi problem? Dla mnie to raczej powieść obyczajowa momentami przyprawiająca o dreszczyk, przy czym dreszczyk ten wywoływała u mnie dzikość i nieprzewidywalność przyrody, nie człowieka.


Z kolei jako książka obyczajowa, a nawet kobieca, sprawdza się ona świetnie. Geni nie stroni od trudnych tematów, chętnie nurza się w problematyce skomplikowanej, często moralnie niejasnej, choć aktualnej i potrzebnej. Na stronach powieści przenikają się tematy i sprawy, które na czytelniku robią wrażenie i zmuszają go do myślenia. I choć w ogóle się ich szczerze mówiąc nie spodziewałam, ich obecność jak najbardziej mi się podobała, a ich umiejscowienie w powieści wydawało się słuszne i zrozumiałe w tym klimacie wszechobecnego mroku, nieustającej samotności i melancholii.

Spodziewałam się fascynującego thrillera, obfitującego w zwroty akcji i niespodziewane wydarzenia. Otrzymałam powieść skupiającą się raczej na wątkach obyczajowych, w której niepokój budzi przyroda i dziki klimat, a nie człowiek. Właściwie nie przeszkadzało mi to zbytnio, bo autorce udało się przedstawić spójną i przyjemną historię. Chętnie poznałabym kolejną powieść spod jej pióra. 

Za możliwość poznania powieści dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

sobota, 22 kwietnia 2017

Ideały nie istnieją




Autor: Peter James
Tytuł: Ludzie doskonali
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Gatunek: thriller
Liczba stron: 512







Pragnęli, żeby ich kolejne dziecko urodziło się zdrowe. Chcieli zapewnić mu lepszy start. Nie widzieli nic złego w genetycznej ingerencji, bo nic złego nie mieli na myśli. Nie przewidzieli konsekwencji swoich działań. Nie mieli pojęcia, co ich czeka.


W swojej najnowszej powieści James porusza temat genetycznego programowania dzieci. Temat o tyle dla mnie intrygujący, że nie pamiętam, żebym wcześniej zetknęła się z nim w literaturze. Nie znaczy to jednak, że zagadnienie to nie jest interesujące samo w sobie. James balansując na granicach thrillera i horroru, opierając się na kwestiach wiary i moralności zaprasza nas do świata, w którym dobro i zło przenikają się nawzajem, a czytelnik zmuszony zostaje do refleksji i niecodziennych wyborów.


Nie mogłam oderwać się od tej powieści, choć niemalże każda jej strona wywoływała u mnie dreszcze. Wraz z autorem zagłębiałam się w świat zaskakujący, niecodzienny, a często także niepokojący. Ostatnio miałam szczęście zaczytywać się w świetnych książkach, dawno jednak żadna nie zaskoczyła mnie tak jak „Ludzie doskonali”. James kupił mnie tą genetyką. Z jednej strony mocno zaciekawiło mnie, w jaki sposób autor rozwinie temat, w którym kierunku potoczy się ta historia, jakiego zakończenia możemy się spodziewać. Z drugiej natomiast mój umysł opanowały pytania i refleksje.

Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, żeby osiągnąć swój cel?

Czy mamo prawo w taki sposób ingerować w życie nienarodzonych?

I czy genetyczne projektowanie dzieci to jedna z wizji niedalekiej przyszłości?

Historia Jamesa to opowieść mroczna, niepokojąca, mogąca wzbudzić w czytelniku lęk czy przerażenie. Biorąc jednak pod uwagę rozwój technologii i medycyny, mam wrażenie, że bliżej jej do rzeczywistości niż do mrocznego koszmaru. Rozwój książkowej fabuły może zaskakiwać, wydawać się miejscami przerysowany czy nierealistyczny, mnie osobiście rozwiązania autora jak najbardziej przypadły do gustu. Mam wrażenie, że próbował nas w pewien sposób zaszokować i jak najbardziej mu się to udało.


Poznając kolejne rozdziały, czułam się dziwnie, niepewnie, niespokojnie, ale ta wizja świata szalenie mnie pociągała. Wybór takiego tematu to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Książka zmusza do myślenia, analizy własnych potrzeb i pragnień, a także mocno wyróżnia się na tle tak podobnych do siebie powieści, ukazujących się masowo każdego dnia. Czytałam niecierpliwie, zachłannie, zapominając o własnym świecie i koniecznie pragnąc jak najszybciej poznać zakończenie (a przeczytałam je dwukrotnie).


A czyta się szybko. Temat nie przytłacza. Powieść się nie dłuży. Dla mnie to prawdziwy literacki majstersztyk. Kilka lat temu poznałam inne powieści autora, a jedna z nich, „Pogrzebany”, mocno zapadła mi w pamięć. Dziś „Ludzie doskonali” bezceremonialnie zajęli pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu książek spod pióra Jamesa. Co więcej, powieść wypadła świetnie na tle innych ulubieńców podobnych gatunkowo.



Choćbym chciała, to nie potrafię do niczego się przyczepić. Autor nie tylko podbił moje serce tą powieścią, on zwyczajnie mi zaimponował. W ręce czytelników oddał przemyślaną, dopracowaną i kompletną całość, w której każdy element został idealnie wkomponowany. Niczego nie jest tutaj za dużo, niczego również nie brakuje. Mocny i intrygujący temat, zwroty akcji, sympatyczni bohaterowie, kilka pytań o dziś i jutro, garść refleksji na temat moralności, religii i tego co wypada, a wszystko osadzone w klimacie mroku i melancholii. Dla mnie to prawdziwa bomba.   

Za możliwość poznania powieści dziękuję Wydawnictwu Albatros.  


środa, 19 kwietnia 2017

Gdy dopadnie Cię demaskator




Autor: John Grisham
Tytuł: Demaskator
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Gatunek: thriller prawniczy
Liczba stron: 416







Skorumpowana sędzina i demaskator, który pragnie ujawnić jej czyny za wszelką cenę. Korupcja, morderstwa, niedozwolone zagrania. Nierówna walka dobra ze złem.


Twórczość Grishama poznałam za sprawą „Ławy przysięgłych”, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Mimo niełatwej tematyki i dość ciężkiego sposobu przekazu, to właśnie wtedy pokochałam gatunek określany jako thriller prawniczy. Od tamtej pory po powieści autora sięgam z wielką przyjemnością, oczekując po nich coraz więcej i systematycznie stawiając im poprzeczkę coraz wyżej. Z najnowszą powieścią Grishama- „Demaskatorem”- nie mogło oczywiście być inaczej.


Pierwszy rozdział książki zapewnia nas, że przed nami niezapomniana czytelnicza przygoda. Grisham śmiało obiecuje niezwykłą tajemnicę, wyboistą drogę prowadzącą do jej rozwiązania i ludzi nieprzebierających w środkach by osiągnąć wytyczony cel. I rzeczywiście od początku wiele się dzieje. Akcja nabiera tempa już na pierwszych stronach, a potem ani na chwilę nie zwalnia. Nietrudno było mi w tej powieści się zaczytać. Tematycznie Grisham znowu sięgnął po prawo, jednak tym razem podszedł do tematu w nieco inny sposób.




Skorumpowana sędzina i ktoś, kto pragnie skompromitować ją za wszelką cenę,pokazać światu jej przewinienia, nieuczciwość, nieczyste zagrania. Z jednej strony z wielkim zaciekawieniem przyglądałam się spiskowi, w którym czynnie brała udział sędzina. Ukazana na przestrzeni lat intryga zaskakiwała dopracowanym planem, brutalnością czynów, a przede wszystkim wciąż będącymi na wolności sprawcami. Z drugiej strony szalenie intrygowała mnie postać demaskatora. Kto mógłby nim być? Z jakiego powodu? Co takiego zrobiła sędzina, że ktoś pragnie ją pogrążyć narażając własne życie?






Akcja powieści posuwa się do przodu szybko. Grisham próbuje szokować i zaskakiwać. Zapewnia nam zwroty akcji, jeszcze więcej tajemnic i nieczystych zagrań. Utrzymane tempo, krótkie rozdziały, przebiegłość przestępców i cierpliwość ścigających sprawiają, że liczba stron ubywa nas niemal niezauważalnie. Z tą powieścią bawiłam się naprawdę dobrze i nie mogłam uwierzyć, że czyta się ją tak szybko. Bardzo szkoda było mi ją kończyć.

Tym, co szczególnie ujęło mnie w najnowszej powieści Grishama, jest silna i odważna bohaterka, która świetnie odnajduje się w zupełnie nowej dla niej sytuacji. Podoba mi się cała paleta wykreowanych postaci, ale to właśnie przedstawicielka Komisji Dyscyplinarnej Sędziów najbardziej przypadła mi do gustu. Rozwiązanie sprawy skorumpowanej sędziny wymagało odwagi, sprytu i ryzyka, a ona nie bała się postawić wszystkiego na szali. Co więcej, Grisham przypisał jaj atuty uwiarygodniające ją jako postać i sprawiające, że blisko jej do osób z realnego świata, a taka wiarygodność książkowych postaci to duża zaleta każdej powieści.

„Demaskator” to wspaniała powieść sensacyjna, której fabuła wielokrotnie zaskakuje i przypomina wartkie kino akcji. Zawarte w niej elementy związane z prawem i sądownictwem urozmaicają powieść, ale nie męczą czytelnika, choć niewątpliwie mają duże znaczenie. Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę powieść i kolejny raz przekonać się, że po książki Grishama można sięgać w ciemno.

Za możliwość poznania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.



piątek, 14 kwietnia 2017

Ian McGuire "Na wodach Północy" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Ian McGuire
Tytuł: Na wodach Północy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura współczesna







Statek wielorybniczy wyrusza w rejs. Żaden z pasażerów nie spodziewa się jednak tego, co z góry zostało dla nich zaplanowane. Poleje się krew, nie tylko zwierzęca.

McGiure opowiada swoją historię szczerze i po męsku. Jego język jest ostry, szorstki, miejscami wulgarny, a nawet chamski. Ciężko jednak się dziwić, skoro opowieść dotyczy mężczyzn zajmujących się połowem wielorybów w celu pozyskania cennego tłuszczu czy skórowaniem fok i niedźwiedzi. Poprzez język ujawnia się ich nieokrzesanie, grubiaństwo, trudne charaktery. Ten właśnie język to jedna z najmocniejszych cech tej książki- przybliża nam realia życia wielorybników, niełatwą XIX-wieczną rzeczywistość, a także sprawia, że w powieści tej łatwo się zagłębić i zagubić.

Za sprawą języka czyta się lekko, ale trudna tematyka trochę nas hamuje i sprawia, że lektura okazuje się sporym wyzwaniem. Streszczenie książki przygotowuje nas na spotkanie z mordercą, ale postać Draxa zdecydowanie przerasta nasze wyobrażenia, bo ten harpunnik to prawdziwa bestia. Nieludzki, nieczuły, kierujący się dzikimi popędami. Dawno już nie spotkałam bohatera tak bardzo pozbawionego serca, takiego zwierzęcia w ludzkiej skórze. Drax nieustannie zaskakuje, przeraża, zmienia bieg powieści. Zdecydowanie nie jest to bohater, którego można by polubić, jednak nie sposób tej postaci zapomnieć. Uosabia ona całe zło i całą potworność i doskonale wpisuje się w ponury i mroźny charakter tej książki, wspaniale go dopełniając.

Ta lektura boli, zastanawia, oszołamia na każdym etapie. Uderza w czytelnika, sprawdza jego granice, próbuje go złamać. Im głębiej angażujemy się w tę historię, tym więcej mamy pytań, refleksji, tym bardziej zakorzenia się w nas gniew i niemoc. Co ciekawe, jestem przekonana, że na każdego czytelnika ta powieść podziała w inny sposób, czym innym go zaskoczy i przerazi. Mnie poraziło ludzkie okrucieństwo, niepotrzebna przemoc, a przede wszystkim obchodzenie się książkowych bohaterów ze zwierzętami. Polowanie na wieloryby, pozyskiwanie foczych skór czy niedźwiedziego futra było dla nich źródłem zarobków, a jednak niełatwo było mi zmierzyć się z tymi fragmentami, zwłaszcza, że McGuire o wszystkim opowiada dokładnie i szczegółowo.

Opowieść ta osnuta jest głębokim chłodem, który z jednej strony towarzyszy bohaterom podczas ich długiej podróży przez Morze Arktyczne, a z drugiej mieszka w ich sercach. To zimno czuć na każdej stronie książki. Autor stworzył intrygujący klimat, w którym mróz podkreśla zło i najgorsze ludzkie instynkty. To zimno to także walka o przetrwanie, egzystencja w nieludzkich warunkach, zdrada, zemsta, krew. Te elementy robią na czytelniku piorunujące wrażenie, a także mocno zapisują się w jego pamięci.


„Na wodach Północy” zdaje się łączyć cechy charakterystyczne różnych gatunków. Powieść bywa przerażająca i makabryczna niczym horror, zaskakuje zwrotami akcji przypominającymi dobry film sensacyjny, a morderstwa i krwawe sceny zbrodni zbliżają nas do kryminału. Nieistotne tak naprawdę jest, do którego z gatunków chcielibyśmy ją zaliczyć. Liczy się bowiem jest całościowy charakter. Dopracowanie sylwetek postaci, oddanie klimatu epoki, przybliżenie czytelnikowi życia na statku wielorybniczym, a także zakończenie, którego nie spodziewałam się w takiej formie. Ta książka niepokoi, obrzydza, pokazuje niewygodną prawdę i istnienie ogromu zła, ale to takie historie uczą, przestrzegają i zapadają w pamięć czytelników. 

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Co się dzieje w Afryce?



Autor: Wolfgang Bauer
Tytuł: Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 208
Gatunek: literatura faktu 







Boko Haram to najkrócej mówiąc powstała w Nigerii sekta, domagająca się wprowadzenia w kraju szariatu i zakazania zachodniej oświaty. Do osiągnięcia swych celów chętnie wykorzystuje broń, terror i różnego rodzaju przemoc, w tym porwania i morderstwa. Znęcają się i pastwią nad uprowadzonymi kobietami, ale w przeciwieństwie do mężczyzn, rzadko padają one ofiarą zabójstw.



„Terrorystyczna sekta wyrosła na obszarze, który należy do najbiedniejszych na świecie. Większość ludności żyje za mniej niż dolara dziennie. Prawie trzy czwarte ludności to analfabeci. Nigeria ma największy na świecie odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły”.







Nigdy nie słyszałam o tej grupie. Co ciekawe, na liście organizacji terrorystycznych figuruje ona obok tak znanych ugrupowań jak choćby Al-Kaida. Przejmująca sytuacja kobiet w Nigerii i związki z terroryzmem sprawiły, że tytuł ten był dla mnie obowiązkowy, odkąd ujrzałam go w zapowiedziach. Fakt, że na ten temat niczego wcześniej nie słyszałam, dodatkowo pogłębiał moją ciekawość.

Najbardziej podoba mi się forma, z jakiej autor skorzystał przy realizacji tematu. Rozmowy z ocalonymi kobietami pozwalają nam zrozumieć powagę sytuacji, poznać fakty, a także zrozumieć nieco koszmar przez jaki przeszły. A bohaterki dzielą się z nami chętnie swoimi doświadczeniami. Naprzemienne wypowiedzi kobiet bardzo dobrze się uzupełniają, nie powodując przy tym zbędnego chaosu, wprowadzając nas w świat, jakiego istnienia nie podejrzewaliśmy nawet w koszmarach. Dlaczego? Bo tak niewiele się mówi na ten temat.




„Zostawili mi tylko imię. Wszystko inne zabrali. Jestem teraz kimś innym. Czuję to. Jestem kimś, kogo nie znam”.











Reportaż czyta się szybko i lekko, mimo trudnego tematu i niewesołego przesłania. Naprzemienne wypowiedzi, stosunkowo krótkie rozdziały, pojawiające się zdjęcia i cytaty sprawiają, że kolejne strony upływają nam niepostrzeżenie, angażując nas w lekturę i wprawiając w zdumienie nieuchronnie nadchodzącym zakończeniem.

Dla bohaterek książki tabu nie istnieje. Szczegółowo dzielą się z nami swoimi przeżyciami, wspominając nawet największe okropieństwa, które spotkały je ze strony oprawców. Wśród ich relacji pojawiają się porwania, gwałty, zamachy, morderstwa, a to jedynie fragment niegodnej pozazdroszczenia rzeczywistości. Codzienność, w jakiej przyszło im żyć przeraża, szokuje, napawa niepokojem i niepewnością. A emocje te czuje się w takcie czytania bardzo intensywnie.


Z pewnością nie jest to temat, o którym czyta się przyjemnie. Niemniej jednak nie zniknie on mimo naszej niewiedzy czy obojętności. A obojętnym pozostać nie możemy. Patrząc na zamieszczone w publikacji fotografie widziałam kobiety młode a jednak zniszczone życiem, poturbowane przez los. Nie potrafię im pomóc, ale chcę lepiej poznać ich historie.  






To jedna z tych książek, z którymi niełatwo się rozstać, choć czytelnik robi to z pewną ulgą. Niełatwo pozbyć się ciężaru, który przyjmujemy na siebie wraz z tą lekturą. Ta niewielka objętościowo książka przygniata i zapada w pamięć, a także wyczerpuje temat. Na więcej stron nie miałabym już siły, a może odwagi. Nie jestem tak dzielna jak One. 

Za możliwość poznania Boko Haram dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.

sobota, 8 kwietnia 2017

Ciężko być (dobrą) matką




Autor: Danuta Noszczyńska
Tytuł: Zła miłość
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 300
Gatunek: literatura współczesna







Matka i córka. W drodze do realizacji marzeń. Nie swoich. Próbujące odnaleźć się w rzeczywistości, która miała wyglądać inaczej. Wcielające się w role, które do nich nie pasują. Połączone trudną miłością i toksyczną relacją.

Z Noszczyńską spotkałam się po raz pierwszy. Słyszałam już co nieco o tej autorce i zżerała mnie ciekawość, zwłaszcza, że temat, który wybrała, przy okazji realizacji tej powieści, kusił. Przekonałam się, że autorce trudne tematy nie są obce i dobrze się czuje przekazując  swoje opowieści czytelnikom.

A historii tej daleko jest do bajki. Relacja matki z córką powinna być związkiem niezwykłym- opierającym się na zaufaniu, szczerości, przyjaźni. W „Złej miłości” nie znajdziemy tych uczuć. Tutaj możemy liczyć na związek pełen goryczy, złości, niedomówień. Czytamy o matce przelewającej na dziecko swoje marzenia i planującej dla niej wymarzoną (przez matkę) przyszłość. I czujemy ciężar jej oczekiwań , niespełnionych nadziei, koszty życia pod presją, chęć zaspokojenia czyichś aspiracji. Tematy trudne, poruszające do głębi, bardzo emocjonalne. I te emocje czuć, na każdej stronie. Ta powieść ma bardzo realistyczny charakter, przypomina opowieść wyjętą prosto z życia.

„Najgorzej jednak, gdy rodzic nie potrafi odróżnić swoich marzeń od marzeń dziecka, swojego dobra od tego, jak ono je postrzega dla siebie”.

Noszczyńska powołuje się na grzechy główne. Odwołuje się do tego, jakimi jesteśmy ludźmi, pokazuje co jest w nas najgorsze. Tym razem zahacza o pychę, towarzyszącą każdemu z bohaterów. U jednych znajdziemy jej więcej, u innych musimy poszukać jej głębiej, ale nikomu z nich nie jest to uczucie nieznane. Podczas czytania towarzyszą nam refleksje. Zastanawiamy się ile tej pychy jest w nas samych.

To także opowieść o problemach dziecka niekochanego i o tym, że czasami niestety nie można otrzymać rodzicielskiej miłości bez powodu, bezinteresownie. Takie dziecko powinno zaspokajać czyjeś potrzeby, walczyć o uznanie- niewiele dostając w zamian, wysuwać oczekiwania rodziców na pierwszy plan, trzymając się z tyłu. To temat trudny, ale jakże ważny i aktualny. Zawsze pojawiać się będą takie historie, czasami nieco dalej od naszych życiorysów, ale wciąż na widoku i na porządku dziennym. Warto nad tym pomyśleć.


Autorka zwraca uwagę również na fakt, że niełatwo być dobrą matką, zwłaszcza, kiedy nasze zachowanie determinuje przeszłość. Takimi matkami również ktoś wcześniej pokierował. Może błędnie?

Podążając za Noszczyńską próbujemy to zrozumieć, wniknąć w psychikę bohaterów, poznać ich motywy, ocenić, a może usprawiedliwić. Książkowe matki drażnią, ale także budzą współczucie. To bohaterki pełnokrwiste, wobec których ciężko przejść obojętnie, należy koniecznie zająć stanowisko.

Cieszę się, że historia ta została przedstawiona w formie pamiętnika spisanego przez dorosłą kobietę. Taki sposób rozliczenia się z przeszłością jak najbardziej mnie przekonuje i oddziałuje na moją wyobraźnię.

W tej książce znalazłam dużo mądrości, cennych rad, doświadczenia. Tego co najcenniejsze- prawdziwego życia. A wszystko zostało ubrane w piękne słowa i dobraną do tematu okładkę.

Za egzemplarz książki dziękuję portalowi Sztukater.