piątek, 30 czerwca 2017

Czerwiec na zdjęciach

Czerwiec to kolejny miesiąc, który upłynął mi pod znakiem naprawdę dobrych książek. Choć zdarzyło mi się małe rozczarowanie w postaci "Kobiet w kąpieli", nie mam powodów do narzekań. Nie będę dodawała nic więcej na temat powieści ze zdjęć, bo wszystko na ich temat możecie znaleźć w recenzjach, które ukazały się na blogu w ostatnich tygodniach. Zapraszam do obejrzenia zdjęć :) 



A jaki był Wasz czytelniczy czerwiec? 

czwartek, 29 czerwca 2017

Historia pewnej przyjaźni




Autor: Kasia Bulicz- Kasprzak
Tytuł: Pójdę do jedynej
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 376
Gatunek: literatura współczesna








Karol i Paweł. Jeden wybuchowy, ostry, szorstki w obyciu. Drugi spokojny, wyważony, przynoszący dumę swojej rodzinie. Ich drogi krzyżują się na wojskowym szlaku, w czasach dla Polski niełatwych.

Kasia Bulicz- Kasprzak pisze naprawdę pięknie. Kolejne słowa zgrabnie układają się w dopracowaną i zapadającą w pamięć historię. Lekkie pióro sprawia, że objętość powieści zmniejsza się w zaskakującym dla czytelnika tempie, a strony przerzucamy właściwie tego nie dostrzegając. Od początku lektury byłam pod dużym wrażeniem jej dojrzałego stylu, pozwalającego mi przenieść się na czas czytania do świata bohaterów i mocno zaangażować się w tę historię. Opisy miejsc, przedstawienie postaci, powieściowe wydarzenia- każdy z tych elementów przepełniony jest widoczną miłością do pisania i tworzenia opowieści. Czyta się lekko, z dużą przyjemnością, a na czas lektury łatwo zrezygnować z własnego życia na rzecz codzienności książkowych bohaterów.

Tym, co szczególnie urzekło mnie w tej powieści, jest jej niezwykle realistyczny charakter. Kolejne rozdziały roztaczają przed nami wizję świata, który mógłby istnieć naprawdę i ludzi przypominających nam tych, z jakimi spotykamy się na co dzień. Miałam wrażenie, że strony powieści przesiąknięte są zapachem wiejskiej słomy, przykurzone wytupanym w remizie kurzem, wypełnione specyficznym zapachem kasyna oraz lepkie od strachu i potu przyszłych żołnierzy. Bulicz- Kasprzak nadała swojej powieści tak głębokiego realizmu, że życiowa prawda i doświadczenie dosłownie wylewają się z kolejnych rozdziałów i czuć je na każdym etapie lektury.

Bohaterzy wykreowani przez autorkę to młodzi ludzie, którzy zmieniają się na naszych oczach. Podejmują niezwykle trudne dla siebie decyzje, walczą o lepszą przyszłość, przeżywają pierwsze miłości, zostają naznaczeni ludzkimi dramatami i zatruci człowieczą podłością. A wszystkie decyzje przeżywamy razem z nimi, niektórym kibicując, innych oceniając zaś bardziej surowo. Co ciekawe, wobec bohaterów ciężko zająć jednoznaczne stanowisko, żaden z nich nie jest bowiem konsekwentnie dobry lub zły. Oni błądzą, mylą się, oblatuje ich strach. Są tylko ludźmi, a zachodzące w nich zmiany wpływają także na nasze postrzeganie ich samych.

Dużo miejsca w tej powieści zajmuje historia pewnej przyjaźni. Więzi niezwykłej, bo rodzącej się między mężczyznami, którzy poznali się w wojsku. Przyznam szczerze, że zawsze nieco się obawiam tej męskiej perspektywy z kobiecym wydaniu. Jak to możliwe, by autorka potrafiła tak dobrze wczuć się w męski punkt widzenia? I do tego w wojsku, o specyficznym, wyrazistym, a także brutalnym charakterze? Bulicz- Kasprzak świetnie się to udało. Stworzyła wyrazistych, pełnokrwistych i charyzmatycznych bohaterów na tle wojskowych czeluści.

Niełatwa wojskowa codzienność wypełniona została przeróżnymi zdarzeniami i emocjami. Na kartach powieści pojawiają się tematy niezwykłe i niełatwe, a często bardzo ze sobą skontrastowane. Autorka przeciwstawia wieś miastu, podkreśla dysproporcje między biedą i bogactwem, pokazuje uroki pierwszej miłości i gorycz związanej z nią porażki, wskazuje wpływ dzieciństwa na dalsze życie. To tylko kilka cennych elementów wpływających na wartość tej powieści. Pomiędzy wierszami ukryte zostało jeszcze więcej trudnych pytań, decyzji czekających na odpowiedni moment, niemożliwych wyborów. Jeszcze więcej prawdy, doświadczenia, mądrości. Samego życia.

Bulicz- Kasprzak to nazwisko, które do tej pory omijałam bez większego żalu. Tymczasem ta powieść naprawdę mnie zauroczyła. Czytałam szybko, z zapartym tchem, koniecznie chciałam wiedzieć, czym jeszcze zaskoczą mnie bohaterzy. A zakończenie pasowało do całości, jak wisienka do tortu. 

Za możliwość poznania powieści bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka, szczególnie zaś Pani Paulinie Kabalak, która rozbudziła moją ciekawość wobec twórczości autorki. 

środa, 28 czerwca 2017

TOP 5: Zasłyszane od nieczytających

Ludzi, którzy nie czytają, nie przestaje zadziwiać moja miłość do książek. No bo jak to, czytać w aucie- nie lepiej spać? Albo w pracy na przerwie- przecież można pogapić się w telewizor albo telefon! A w weekendy to już w ogóle... Dzisiaj przygotowałam dla Was kilka ulubionych tekstów usłyszanych w ostatnim czasie.



- Tobie to przynajmniej nie nudziłoby się w więzieniu!


- Masz whatsapp’a?
- Nie.
- Ale fejsa w telefonie masz?
- Nie, nie mam w ogóle Internetu.
- Zapomniałem. Ty czytasz książki.


- A po pracy też czytasz?
- Tak.
- A w weekendy?
- Też.
- Nie szkoda Ci czasu?


- Ile książek czytasz w tygodniu?
- Zazwyczaj dwie.
- Jezu. Ja przeczytałem dwie przez całe życie!


          - Tyle książek czytasz a na autach się nie znasz?

                                A jakie najciekawsze teksty Wy usłyszeliście?  

wtorek, 27 czerwca 2017

Nie otwieraj nieznajomym




Autor: Waldemar Ciszak, Michał Larek
Tytuł: Mężczyzna w białych butach
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 328
Gatunek: literatura współczesna 






„Dusiciel”. Postrach rodziców. Amant małych chłopców. Morderca i gwałciciel. Autentyczna postać polskiej historii.


Uwielbiam książki oparte na faktach. Świadomość, że są czymś więcej, niż wytworem autorskiej wyobraźni, przyciąga mnie i magnetyzuje. A ich czytanie wpływa także na lepsze poznanie świata i człowieka. W tej książce prawda przeraża i otumania, a autentyzm wydarzeń wbija czytelnika w fotel. Nie znaczy to jednak, że żałuję, że po nią sięgnęłam. Nigdy wcześniej nie słyszałam o „Dusicielu” i bardzo się cieszę, że mogłam się dowiedzieć na jego temat czegoś więcej.



Powołując się na prawdziwe wydarzenia autor ustawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Nieco się obawiałam, czy wartość tej książki nie ograniczy się do niewykorzystanego potencjału. Dosyć ciężko jest bowiem zainteresować czytelnika, kiedy wie on doskonale co się wydarzyło, a materiały na ten temat nie stanowią dla nikogo tajemnicy. Muszę jednak przyznać, że autorom znakomicie udało się wykorzystać tę historię. Co z tego, że znamy zakończenie? Jakie znaczenie ma, że kolejność jest trochę na opak? Tym trudniej i... tym ciekawiej.

Larek i Ciszak sprytnie lawirują między gatunkami, czerpiąc po trochę z kryminału i reportażu. Opowiadają, zachęcają do refleksji, nieśmiało zachęcają do zadawania pytań. Te gatunkowa mieszanka okazała się dla mnie prawdziwym strzałem w dziesiątkę, choć zazwyczaj nie jestem skora do angażowania się w takie literackie eksperymenty. Historia ta nie potrzebuje ubarwień, udziwnień, czy dodatkowej dawki emocji i brutalności. Autorzy zdają się doskonale o tym wiedzieć i unikają przesadnego dramatyzmu. Wszystko, w miarę możliwości, jest w dobrym smaku.

Historia ta pozwala nieco lepiej zrozumieć „Dusiciela”. Ten portret przedstawia człowieka z krwi i kości. To subtelnie stadium ludzkiej psychiki. Próba znalezienia odpowiedzi na dręczące czytelników pytania. Kim był ten człowiek? Co doprowadziło go do takich czynów? Czy można było tego uniknąć albo chociaż powstrzymać go wcześniej? Zagłębiając się w „Mężczyznę...” mamy okazję poczuć jego fantazje i pragnienia i nieco lepiej go zrozumieć. Podążamy tropem mordercy, który z każdą kolejną kartką przestaje być dla nas tak wielką tajemnicą.


Ta książka to także ukłon w stronę funkcjonariuszy i policyjnego świata. Larek i Ciszak bardzo obrazowo oddają charakter pracy detektywa, codzienne trudy, z którymi się zmaga, komplikacje w pościgach za przestępcami oraz wielką wagę każdego szczegółu. Fakt, że w przeszłości policjanci faktycznie tropili w ten sposób „Dusiciela” sprawia, że książka staje się jeszcze bardziej intrygująca.





Powieść zrobiła na mnie duże wrażenie. Przypadł mi do gustu zarówno pomysł, jak i sposób jego realizacji. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 25 czerwca 2017

Musso w najlepszym wydaniu




Autor: Guillaume Musso
Tytuł: Ponieważ Cię kocham
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura współczesna







Layla zaginęła 5 lat temu. Tragedia naznaczyła życie jej rodziców, zmieniając ich na zawsze. Dziś dziewczynka wraca, pojawiając się dokładnie w tym samym miejscu, z którego ktoś prawdopodobnie ją uprowadził. Jaka tajemnica kryje się za tym tajemniczym zdarzeniem?

Musso to nazwisko, którego przed długi czas unikałam. Być może ze względu na jego popularność, być może wychodząc z dziwnego założenia, że w jego powieściach nie znajdę nic dla siebie. Tymczasem „Ponieważ Cię kocham” to trzecia książka autora, jaką miałam okazję przeczytać. I kolejny raz jestem zachwycona.

Francuski autor, jak nikt inny, potrafi wciągnąć czytelnika w opowiadane przez siebie historie. Zaintrygować pierwszymi stronami i do końca utrzymywać w atmosferze napięcia i oczekiwania. Bez wątpienia pomagają mu w tym liczne zagadki, intrygi, niedopowiedzenia. Tym razem zdecydował się opowiedzieć nam o zaginionej dziewczynce, która pojawia się po 5 latach dokładnie w tym samym miejscu, w jakim widziano ją po raz ostatni. Z zapartym tchem podążałam za autorem, prędko pokonując kolejne rozdziały, byle tylko nie zjadła mnie ciekawość. Co stało się z małą Laylą? Czy przez cały ten czas żyła? Dlaczego musiało upłynąć dokładnie tyle czasu?

Musso bardzo umiejętnie stopniuje napięcie. Niespiesznie wyjaśnia skrywane przez bohaterów tajemnice, raz po raz spychając zaginięcie dziewczynki na drugi plan. Zabieg ten sprawia, że każdy kolejny rozdział pochłaniamy w błyskawicznym tempie, pragnąc zbliżyć się do rozwiązania sprawy. A on oferuje nam dokładnie tyle, by na chwile zaspokoić ciekawość, nieco głębiej wprowadzić w sprawę, zatrzymać przy powieści, ale nie zmęczyć oczekiwaniem. Dla urozmaicenia akcji wprowadza nowych bohaterów i kolejne wątki. Choć momentami możemy czuć się nieco zagubieni, stopniowo  każdy element zaczyna wskakiwać na swoje miejsce, sprawiając, że całość staje się kompletna, dokładna, przemyślana i szalenie interesująca.

Tajemniczy wątek zaginionej dziewczynki, choć tak intrygujący i wysuwający się na pierwszy plan, nie przyćmiewa innych tematów niemniej w tej perspektywie istotnych. Bo trzeba dodać, że Musso jak nikt inny potrafi wniknąć w głąb ludzkiej psychiki, sprawiając, że jego bohaterowie stają się czytelnikowi niezwykle bliscy, a książkowe tematy skłaniają nas do refleksji, podejmowania decyzji i konieczności postawienia się na miejscu powieściowych postaci. Drogi rodziców Layli po zaginięciu dziewczynki rozeszły się. Każdy z nich przeżywał żałobę na swój sposób. Na kolejnych stronach poznajemy ich lepiej, bardziej wczuwamy się w ich sytuacje, zaczynamy lepiej rozumieć ich wybory.

Każda z postaci jest wyrazista, charyzmatyczna, naznaczona przez przeszłość. I w ciekawy sposób połączona z pozostałymi bohaterami. Na początku nie zdajemy sobie sprawy ze wspólnych dla nich elementów, z czasem jednak wszystkie zagadki zostają rozwiązane. Bohaterom wykreowanym przez Musso daleko do ideału, ich decyzje wielokrotnie zaskakują, wpływają na nasze postrzeganie ich wad i zalet. Nie sposób przejść obok nich obojętnie, nie wszystkich można polubić, ale zapadają w pamięć i idealnie wkomponowują się w przedstawioną nam historię.

Idealne dopełnienie powieści stanowi zakończenie. Jak zwykle pomysłowe, zaskakujące, dające czytelnikowi do myślenia, a w pewien sposób całkiem proste i w tej sytuacji oczywiste. Dokładnie takie, jak reszta powieści. Przystępne, realistyczne, życiowe.  
   

czwartek, 22 czerwca 2017

Wszystko nie tak




Autor: Tie Ning
Tytuł: Kobiety w kąpieli
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 560
Gatunek: literatura współczesna








Grono kobiet, których ścieżki przecinają się czasem w przedziwny sposób. Czasy rewolucji kulturalnej w Chinach. Próba zawalczenia o własne szczęście. Recepta na sukces powieści? Niekoniecznie. 

Na lekturę „Kobiet w kąpieli” miałam chęć od dłuższego czasu. Interesują mnie bowiem powieści dotyczące życia kobiet w innych kulturach i spodziewałam się niezłego kąska. Tymczasem książka okazała się jedną ze słabszych, jakie ostatnio czytałam.


Tym, na co zwróciłam uwagę w pierwszej kolejności są fragmenty dotyczące rewolucji kulturalnej w Chinach. Nie jest to temat, który bardzo chciałabym zgłębić i nie zależało mi, żeby zdominował on powieść, ale liczyłam, że dowiem się czegoś więcej. Niestety apetyt rozbudzony na początku książki nie został zaspokojony. Z czasem temat ten słabnie, wątki z nim związane w zasadzie zanikają, najwidoczniej dla Ning przestał być istotny.




Opis książki obiecuje nam historię czterech bohaterek, których ścieżki w pewnym momencie się splatają. Niektóre z nich natomiast mają być połączone więzami krwi. I wszystkie planowo powinny walczyć o siebie i lepsze jutro. Może ta walka rzeczywiście się odbywa, przynajmniej w przypadku części z nich, ale w dużej mierze zwyczajnie nie mogę się zgodzić na formę, którą ona przybiera. Być może wynika to z różnic kulturowych, ale dość często miałam problem ze zrozumieniem decyzji podejmowanych przez bohaterki. Zupełnie nie rozumiem, jak można dążyć do osiągnięcia celu z wielką pasją, a potem po prostu odpuszczać, czy zmieniać zdanie. Albo nie zgadzać się z postępowaniem innych wobec własnej osoby i nie potrafić tego wyrazić, najzwyczajniej w świecie po prostu grzecznie przytakując. Ja się na to nie zgadzam.

Jeśli chodzi o same bohaterki moje uczucia również są mieszane. Żadnej z nich nie polubiłam na tyle, by wspomnieć o niej choćby z imienia. Te, które zrobiły na mnie lepsze wrażenie, zawodziły w dalszej części powieści. Do tych nielubianych od początku nie zdążyłam się już przekonać. Być może wpłynął na to fakt, że zamiast obiecanej walki regularnie spotykałam się z obojętnością i oporem, a kroki podejmowane w celu realizacji planów zupełnie mnie nie przekonywały. Co więcej, mam żal do autorki, że skupiła się na relacji dwóch sióstr (i ich matce), zupełnie moim zdaniem marginalizując pozostałe bohaterki książki. I może nie byłoby to wcale złe, gdyby nie fakt, że siostrzane stosunki były dziwne, napięte, przepełnione goryczą i rywalizacją, a także próbą udowodnienia sobie nawzajem przewagi. Nie, to nie było to.

Niewiele też dowiadujemy się tak naprawdę o kulturze i tradycji samych Chin, co moim zdaniem mogłoby wzbogacić powieść. Tych elementów jest mało, a tych obecnych w książce trzeba się doszukiwać. A kiedy już je znajdziemy, sprawiają, że na tę kulturę patrzymy podejrzliwym i rozczarowanym okiem.


I styl autorki, czyli ostatnia bolączka. Ning pisze ciągiem, wykorzystując zdania złożone i wielokrotnie powtarzając jedną myśl, nawet nie próbując jej przekazać innymi słowami. Co więcej, w powieści brakuje dialogów. Mimo wszystko czyta się całkiem dobrze i dość szybko, ale akcja raczej nie porywa czytelnika. Przeczytałam i tyle. Szału nie było.






Nie mogę powiedzieć, żeby „Kobiety w kąpieli” są złą powieścią, bo na pewno nią nie są. Po prostu zupełnie nie spełniły moich oczekiwań i pokładanych w nich nadziei. Być może oczekiwałam zbyt wiele, może źle się na nią nastawiłam. Ale zupełnie mnie nie przekonała. I nawet nie zdawałam sobie sprawy z tak wielu uwag, dopóki nie zasiadłam do pisania tego tekstu. 

wtorek, 20 czerwca 2017

Co się dzieje w lesie?




Autor: Nele Neuhaus
Tytuł: W lesie
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 712
Gatunek: kryminał 







Mężczyzna, który żywcem zginął w pożarze. Kobieta uduszona w hospicjum. Przypadkowe ofiary? A może pokrzywdzeni w związku z dawnymi czasami? Przeszłość powraca po 40 latach, przynosząc ze sobą kolejne sekrety. Czy Oliver Bodenstein zdoła ustalić co przed laty przydarzyło się jego przyjacielowi?

Nele Neuhaus to jedna z moich ulubionych pisarek, a po kryminały jej autorstwa zawsze sięgam z dużym optymizmem, wierząc, że kolejny raz mnie zaskoczy. Tym razem jednak autorka przeszła samą siebie, a skonstruowana przez nią intryga na długo zapadnie mi w pamięć.

Rozpoczynając lekturę „W lesie” czułam się trochę jakbym wracała do domu po długiej podróży. Styl autorki tak dobrze znany, bohaterzy bardzo lubiani, okolice poznane już wcześniej. To elementy, do których powróciłam z wielką radością. Moim zdaniem jednym z najważniejszych elementów każdego dobrego kryminału są bohaterzy, stanowiący mocny punkt dla całej opowieści. Pia Sander i Oliver Bodenstein to para, jakich mało. Pracują ze sobą od lat, znają się jak łyse konie, ich relacje są wzorcowe. A co najważniejsze to przykład idealnych detektywów. Oddani pracy, skrupulatni, lubiący swój zawód, podążający za przestępcami krok w krok. Bardzo ich cenię, a kolejne spotkanie z tą parą stanowiło dla mnie wielką przyjemność. Brzmi tak poprawnie, że aż nudno? Nic bardziej mylnego. Potrafią zaskoczyć. Tak jak w najnowszej powieści.

W najnowszej książce Neuhas udowadnia, że niewiele może być rzeczy straszniejszych niż ciemny, mroczny las, zwłaszcza, gdy kryjące się w nim zło zaczyna wychodzić na światło dzienne. Kiedy dodamy do tego sekrety przeszłości, kilka morderstw i zmowę milczenia powstaje niesamowita kryminalna mieszanka, której nie oprą się żadni fani gatunku. Autorka wprowadza nas w niezwykle zawiłą zagadkę, proponując skomplikowane i drobiazgowe śledztwo, w którym każdy szczegół ma wielkie znaczenie, a przeoczenie jakiegokolwiek elementu może oznaczać śmierć kolejnej osoby. „W lesie” nie przypomina kryminalnych zagadek z telewizji, tutaj nic nie zostaje podane detektywom na tacy. Odkrycie każdego sekretu, powiązań między poszczególnymi postaciami, przywoływanie przeszłości i walka ze złem składają się na rzetelne i wyczerpujące śledztwo, w którym nic nie jest czarne lub białe.

Detektywi do wszystkiego dochodzą powoli, a pogoń za mordercą kosztuje ich wiele energii i czasu. Nie oznacza to jednak, że w książce niewiele się dzieje. Morderca pozostaje nieuchwytny, giną kolejne osoby, powrót do zamierzchłych wydarzeń nastręcza kolejnych trudności. A krąg podejrzanych wydaje się rozrastać bez końca. Neuhaus nie jest przesadnie brutalna, oczu nie zalewa nam krew, a morderca nie próbuje być przesadnie pomysłowy. Ludzie giną, bo za dużo wiedzą, bo znają tajemnice, bo stanowią zagrożenie. Moim zdaniem to świetny motyw, prosty ale niebanalny, znany a jednak nieoklepany. Pozostawiający spore pole manewru. Mnożące się zagadki, duszna atmosfera małej miejscowości, dobrze znająca się społeczność i oddech mordercy na karku, a to wszystko w cieniu mrocznego lasu. Tak wygląda recepta na sukces.

Tym, co zawsze podobało mi się u Neuhaus jest realizm, a także możliwość zaangażowania się w akcję. Jej bohaterzy nie są kryształowi, za to pełnokrwiści i wyraziści. Walczą jak lwy o ujęcie sprawcy, choć w domu czekają na nich problemy, a koszmary przeszłości zagnieżdżają się w ich umysłach. Stworzona przez autorkę intryga również wydaje się prawdopodobna, czujemy, że tego typu historia rzeczywiście mogłaby się zdarzyć. My również chcemy poznać tożsamość mordercy, stajemy się członkami tego społeczeństwa, uczestniczymy w akcji. Poznawanie kolejnych stron sprawia nam frajdę, a trudna zagadka nie zniechęca i nie nuży.


Neuhaus bardzo lekko posługuje się słowem, swoją historię przedstawiając w sposób możliwie lekki i nieskomplikowany. Jej zdania są krótkie, treściwe, wyważone. Autorka trzyma się tematu, a kiedy błądzi myślami, robi to w sposób przemyślany i kontrolowany. Każdy element jest tutaj na swoim miejscu. Czyta się szybko, choć ze względu na liczbę bohaterów i zaszłości między nimi powieść wymaga naszej uwagi i skupienia.




„W lesie” zrobiła na mnie duże wrażenie. I choć nie stała się moją ulubioną powieścią autorki (wciąż pozostają nią „Żywi i umarli”), to zapadnie mi w pamięć, jako książka najbardziej dopracowana i najmocniej dotykająca prywatnego życia głównych bohaterów. Szalenie mi się podobała i gorąco mogę Wam ją polecić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Co 20 minut




Autor: Joanna Nowicka, Małgorzata Łupina
Tytuł: Indie. Trzy na godzinę
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura faktu





Co dwadzieścia minut w Indiach gwałcona jest kobieta. Napaści stają się coraz bardziej brutalne i okrutne. Czy można temu zapobiec? Dlaczego do gwałtów dochodzi tak często?



Gwałt to jedno z tych zjawisk, o których można mówić dużo i często, ale i tak ich natura nie zostanie nigdy zrozumiana i wyjaśniona. W Indiach dochodzi do niego o wiele częściej niż w innych częściach świata. Autorki tej publikacji próbują przybliżyć nam kwestie popychające mężczyzn do tego okropnego czynu.







Wielokrotnie opowieść ta przejmowała mnie smutkiem, poczuciem niesprawiedliwości, złością. Czasami też w trakcie lektury szkliły mi się oczy. Bo ja tak można? Jakim prawem niszczy się życie kobiet w ten sposób? Co jednak zabolało mnie najbardziej? Świadomość, że za gwałt obwinia się kobiety.

Bo wychodzą same po zmroku…

Bo nieodpowiednio się ubierają…

Bo mężczyznom brakuje partnerek…

„To one prowokują mężczyzn. Gdyby gwałt przytrafił się mojej córce, osobiście oblałbym ją benzyną i podpalił”.

Los kobiet w Indiach wydaje się dawno przesądzony. Większość rodziców nie chce mieć córek. Bo córka to tylko problem. Nie zaopiekuje się rodzicami na starość (bo przenosi się do domu męża), nie wykonuje produktywnej pracy (jedynie zajmuje się domem), trzeba za nią zapłacić posag (prawo dawno zabroniło kontynuowania tej tradycji, a jednak dalej się ją praktykuje). Te elementy prowadzą do tego, że wiele kobiet pozbywa się ciąży, wiedząc, że urodzą dziewczynkę. A te, którym życie nie zostało odebrane, często i tak kończą na ulicy. W indyjskim społeczeństwie kobiet jest coraz mniej. Dla wielu mężczyzn brakuje kandydatek na żonę. Narasta w nich gniew, frustracja. Gwałcą. Błędne koło.

Czytałam, żałowałam, a czasami w kieszenie nóż mi się otwierał. Nie mogłam zrozumieć. Ciężko było mi się z tym pogodzić. Na niewesołą sytuację kobiet dawno zwrócono już uwagę. Próbowano im pomóc zmieniając prawo. Ale przepisy okazują się bezsilne wobec tradycji i kultury. Przepisy są również niewystarczające wobec męskich popędów.



Coraz częściej na rynku pojawiają się gadżety mające chronić kobiety. Biustonosze rażące prądem, zębate majtki. Ale one ich nie chcą. Te wynalazki budzą w nich złość. Bo dlaczego to one muszą bronić się w ten sposób? Dlaczego walka z napastnikiem musi odbywać się na takich warunkach?







To książka niezwykła. Wywołująca wiele emocji. Wzruszająca do głębi. Pozostawiająca z pytaniami.

To smutny portret wielobarwnych Indii, w których nic nie jest oczywiste.

Szczególnie przemówiły do mnie zdjęcia skrzywdzonych dziewczynek. Czasami kilkuletnich… 

piątek, 16 czerwca 2017

Dziewczyna i mrok




Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura młodzieżowa 






Jedna dziewczyna i całe mnóstwo mroku. I smutne miasteczko. I brak perspektyw. I czające się w kątach zło.



„Margo” to powieść, po którą zapragnęłam sięgnąć popychana w dużej mierze zachwyconymi recenzjami czytelników. Z drugiej zaś strony w okładkowym streszczeniu doszukałam się historii odpowiedniej dla mnie- niepokojącej i przedstawiającej mroki ludzkiego umysłu. Jednym słowem nie mogłam przejść obok niej obojętnie!






Szybko zatraciłam się w rzeczywistości Margo. Duszny klimat maleńkiego miasteczka, smutne cienie przemykających chyłkiem mieszkańców, czające się w zaułkach zło i najgorsze instynkty, których nikt nie stara się przesadnie ukryć. Kolejne strony szybko uświadomiły mi, że to tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do tragedii, że to zupełnie nieuniknione i nieuchronne. I tej tragedii wyczekiwałam, lubując się w powieściowej ciemności, melancholii i tęsknocie za lepszym jutrem. A autorka nie próbowała na siłę przedłużać, nie rozwlekała akcji, nie doszukiwała się zbędnych wątków. Nieuniknione nadeszło.

Dosyć ciężko w to uwierzyć, ale to powieść młodzieżowa. To także jeden z elementów najmocniej mnie kuszących, bowiem literaturę dla nastolatków zazwyczaj spotyka się w innej formie. Bardziej błahej, zdecydowanie lżejszej, usiłującej rozbawić, wzruszyć czy przyczynić się do kilku sympatycznych godzin z książką w charakterze dobrego kompana. Tymczasem „Margo” zdecydowanie wymyka się tym schematom, i tematem, i bohaterką, i zakończeniem.

Tytułowa bohaterka to dziewczyna, której ciężko zazdrościć. Dojrzewa w sennym miasteczku, u boku matki nieinteresującej się jej losem, niewiele ma nadziei na przyszłość. I musi sobie radzić z otaczającym ją złem i beznadzieją. Czy może zatem dziwić, że jest specyficzna, wycofana, zakompleksiona ale także nieco chłodna i zobojętniała? Czy fakt, że staje się aniołem zemsty i próbuje wywalczyć trochę dobra dla innych wciąż szokuje? Bo ja absolutnie nie mam do niej pretensji i gorąco wspierałam ją w tej jej osobistej wendecie.


Historię Margo poznaje się z nieco mieszanymi uczuciami, a przynajmniej tak powinno być. Zabija i być może jest to w dużym stopniu usprawiedliwione, dla jednak zabójstwo wciąż pozostaje zabójstwem, a rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Ja osobiście nie obwiniałam jej. Wręcz przeciwnie. W pewien sposób byłam tą bohaterką zafascynowana i nawet nieco podziwiałam jej odwagę i chęć uporządkowania tej chorej rzeczywistości. Uporządkowanie brzmi bardzo grzecznie i ładnie, prawda? Dobrze tuszuje krew i ofiary.

A tych ofiar kilka się pojawia. Bywa ciekawie, niepokojąco, finezyjnie. Za każdym razem inaczej. Margo walczy, ze światem, ale także ze sobą. Czuje potrzebę, by coś zrobić i choć można nie do końca poprawnie obrała kierunek, nie miałam jej tego za złe. Naprawdę dobrze odnalazłam się w jej świecie i chętnie za nią podążałam ścieżką zbrodni. I szło mi to niesamowicie szybko. Bo Fisher pisze lekko, na temat, z dużym sensem i wyraźną przyjemnością, a także z istotnym doświadczeniem. Można by odnieść wrażenie, że ta książka to pewne wyzwanie, rozliczenie, pojedynek. I ja w takiej formie to jak najbardziej kupuję.

Przychylam się do każdej pozytywnej opinii o tej powieści, bo na mnie również wywarła pozytywne wrażenie. Nie mogłam się od niej oderwać i chętnie polecałam ją bliskim. Świetnie czułam się w świecie Margo i tym mrocznym klimacie. Z wielką sympatią przyglądałam się poczynaniom bohaterki i brałam udział w zwrotach akcji, pozwalając się zupełnie zaskoczyć i zaszokować. Dla mnie ta książka to strzał w dziesiątkę. To literatura młodzieżowa wysokich lotów. 

środa, 14 czerwca 2017

Rodzinne dramaty w nietypowym wydaniu




Autor: Jenn Diaz
Tytuł: Matka i córka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 216
Gatunek: literatura współczesna 







Jedna rodzina. Cztery kobiety. Nietypowe więzi. Trudne decyzje. Upływający czas.

Ta powieść przyciągnęła mnie tematyką, obiecując opowieść o skomplikowanej relacji rodzinnej. Zawsze z wielką przyjemnością oddaję się takim klimatom licząc na to, że historia skłoni mnie do refleksji i wpłynie na moje podejście do różnych spraw. I rzeczywiście relacja, którą Diaz przedstawia w swej powieści jest złożona, wieloaspektowa, zagmatwana. Z dużą ciekawością śledziłam dzieje kobiet należących do rodziny, wciąż zastanawiając się, jak potoczy się ich historia. I muszę przyznać, że autorka mnie zaskoczyła, choć czasami odnosiłam wrażenie, że więzi łączące bohaterki są zbyt dziwne oraz nieco niepokojące, a łącząca je zależność dość złowieszcza.

Podążając za Diaz stajemy się świadkami wielu rodzinnych dramatów. Ich uczestniczki w imię rodzinnej miłości podejmują wiele nietypowych decyzji, często stawiając dobro pozostałych członków rodziny przed własnym, a przynajmniej tak im się wydaje. Nie oznacza to oczywiście, że kobiety nie dają ponieść się emocjom, że czasem nie przebija przez nie egoizm, a przemilczenia i sekrety nie wychodzą wreszcie na światło dzienne. Diaz stworzyła postacie wyraziste, charakterne, bardzo dopracowane. O każdej z tych kobiet, w trakcie lektury, można bez problemu wyrobić sobie opinie, a na pewno niełatwo pozostać obojętnym wobec podejmowanych przez nie decyzji i czynionych kroków.

Niestety nie wszystkie bohaterki wzbudziły we mnie pozytywne emocje. Oczywiście nie zawsze to jest dobre, a czarne charaktery często lepiej zapadają w pamięć. Mam jednak na myśli te nieco niepokojące relacje, o których już wspomniałam i dość dziwne rozwiązania, do których owe doprowadziły. Czasami w trakcie lektury miałam ochotę się uszczypnąć, bo fabuła wydawała mi się tak nieprawdopodobna, że nie byłam pewna, czy to dzieje się naprawdę. Mimo że ze stron książki atakowała mnie pewna życiowość i realizm to dziwne decyzje bohaterek dość często mnie zaskakiwały, niekoniecznie pozytywnie. I to nie jest tak, że nie pochwalam przekładania czyjegoś szczęścia nad własne, po prostu przywoływane argumenty zupełnie mnie nie przekonały.

„Matka i córka” okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Z jednej strony ze względu na trudną (choć oczekiwaną przeze mnie) tematykę. Z drugiej zaś na sposób, w jaki ta historia została opowiedziana. Momentami miałam wrażenie, że Diaz napisała ją na jednym tchu, ciągiem. W powieści nie ma praktycznie żadnych dialogów, mnóstwo jest zaś zdań wielokrotnie złożonych. Wiem, że napisać taką historię i zaintrygować nią jest o wiele ciężej, ale ciężej jest także się z nią zmierzyć. Wymaga wiele chęci i dużej dawki skupienia.




Z pewnością to powieść ważna, choć niełatwa. Styl autorki i powracająca niemożność zrozumienia bohaterek nieco mnie zmęczyły. Nie da się jednak ukryć, że Diaz stworzyła książkę, która zapada w pamięć i zmusza do refleksji. Czy warto po nią sięgnąć? O tym musicie zadecydować sami.  






Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 10 czerwca 2017

Pamiętnik z tamtych czasów




Autor: Przemysław Paszowski
Tytuł: Pragnę kocham nienawidzę
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Impuls
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 338
Gatunek: literatura współczesna 





Jego młodość przypadła na czas Solidarności i Stanu wojennego. Dziś, po latach, rozlicza się z przeszłością. Co się wówczas wydarzyło? Czego żałuje? Czym zawinił?


Nie byłam do końca pewna, czego mogę spodziewać się po tej powieści. Niewątpliwie mocno zachęcały mnie pozytywne recenzje i przyznawane jej wysokie oceny, czułam się także zaintrygowana samą postacią autora, który sprawia wrażenie osoby dość wszechstronnej. Zaczęłam czytać trochę w ciemno, z pewnym kredytem zaufania i nadzieją, że będzie tylko lepiej.





Zaczęło się bardzo dobrze, choć szczerze przyznam, że poczułam się lekko przytłoczona i nieco przerażona osadzeniem znacznej części powieści na tle wydarzeń z Polski lat 70 i 80- tych. Lubię historię, zdecydowanie jednak nie tę jej część. Nigdy przesadnie nie zagłębiałam się w dzieje powstania i rozwoju Solidarności, dość obco brzmi mi również niestety termin „stan wojenny”. Te wydarzenia są dla mnie strefą nieznaną, a na ich poznaniu nigdy szczerze mówiąc mi nie zależało. I nagle widzę hasło Solidarność, zaraz obok stan wojenny. Co jednak najciekawsze wcale mnie to nie zniechęciło i po pierwszym szoku (nie mylić z kryzysem), zabrałam się za lekturę powieści z wielką ciekawością.

Nie byłam świadkiem tamtych wydarzeń, niewiele o nich wiem i na pewno nie jestem w stanie (nie mam też takiej potrzeby), by skonfrontować informacje zawarte w powieści ze źródłami historycznymi. Co więcej i Paszkowski wydaje się zbyt młody, by móc nas rzeczywiście w te wydarzenia wprowadzać, a jednak robi to. Z pewną dozą subtelności, z cierpliwością i zaufaniem, tak jakby wierzył, że tym tematem może nas przekonać, zainteresować, kupić. I muszę przyznać, że mnie naprawdę zaintrygował. Poczułam, że to, o czym pisze jest dla mnie w pewien sposób ważne, że to działa na mnie nie tylko jako na człowieka, ale także jako na Polkę. Miałam wrażenie, że stałam się uczestnikiem czegoś ważnego, poczułam się wtajemniczona. I było mi z tym bardzo dobrze.

W żadnym wypadku (na szczęście) nie jest to jednak książka historyczna. Tło wydarzeń stanowi bardzo ważny element dla rozwoju postaci, podejmowanych przez nie decyzji, ukazania trudów życia w tamtych czasach, ale nie jest ono bohaterem samym w sobie. Co ciekawe, jakby trochę przekornie i jakby nieco dla przełamania ciężkiego klimatu, autor wypełnia swoją powieść muzyką. Pojawia się Jarocin, i Maanam i Dżem i Izka Trojanowska. Zespoły i ludzie, których kochamy i, nie oszukujmy się, znamy lepiej, niż tę historyczną prawdę. A za sprawą tej muzyki, kultowych przebojów, autor oddaje emocje bohaterów, ich rozterki, dylematy, konieczność decydowania o sobie innych.

Na naszych oczach bohaterzy dojrzewają, zmieniają się, stają się sobą na nowo. Zaczynają rozumieć, jak duże znaczenie w naszym życiu mają takie hasła jak przyjaźń, miłość, religia, wolność, ojczyzna. W tym małych ludziach drzemie wielki duch, niezłomność, siła, energia. Oni zachwycają, inspirują. Zapadają w pamięć. Paszkowski zbudował ich pięknie, wyraziście, charakternie. On miał swoją wizję i wspaniale ją zrealizował. Zaskoczył, skłonił do refleksji, nauczył czegoś. Przekazał nam cząstkę siebie.



Bardzo odpowiada mi styl autora i sposób opowiadania tej historii. Pięknie operuje słowem, wykorzystuje jego potencjał, każdym wyrazem zdaje się przekazywać swoją mądrość, dojrzałość, a także wrażliwość. Oszczędnie buduje dialogi, realizuje się w opisach. Pisze szczerze, możliwie lekko, z pasją. Widać, że dobrze wie, o czym opowiada. Szkoda, że ta powieść przeszła niemalże bez echa, bo to jedna z tych, które powinny trafić do szerszego grona odbiorców.


Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję portalowi Sztukater.