poniedziałek, 14 stycznia 2019

Alex Perry "Dobre matki"




Autor: Alex Perry
Tytuł: Dobre matki
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura faktu







Kobietami mafii stały się przypadkiem. Poprzez miejsce urodzenia, więzi rodzinne, ślub i wydanie potomstwa. Nikt nigdy nie zapytał, czy chcą tak żyć. A one z wielka odwagą udowodniły, że marzą o czymś innym, lepszym świecie dla siebie i swoich dzieci.

“Dobre matki” to literatura faktu w najlepszym wydaniu. Alex Perry oferuje czytelnikowi intrygujący temat, znakomicie go realizuje i wywołuje przy tym mnóstwo emocji. Książka trzyma w napięciu, sprawiając, że ani przez chwilę nie mamy ochoty jej odłożyć, a opisywane wydarzenia przez cały czas utrzymują nas w zaciekawieniu i poczuciu nieoczekiwanego. Bo w tej historii zdarzyć może się dosłownie wszystko.

Sięgając po tę powieść przenosimy się do świata po brzegi wypełnionego brutalnością i okrucieństwem, codziennie spływającego krwią, splamionego poprzez narkotyki, morderstwa, przemoc i pieniądze. A także zadziwiające układy i powiązania. To świat rządzony przez ‘ndranghetę- największą na świecie mafię, której macki sięgają o wiele dalej, niż każdy z nas mógłby to sobie wyobrazić. Kolejne rozdziały w szokujący sposób przedstawiają garść historii, jakie nie powinny mieć miejsca i grono ludzi, którzy nie zasłużyli, by stać się ich uczestnikami.

„Dobre matki” to realistycznie przedstawiony i obfitujący w szczegóły portret społeczeństwa, jaki nie raz i nie dwa wprawił mnie w oszołomienie, niedowierzanie, a również przerażenie. Wydaje się, że o mafii napisano już sporo i ciężko jest dodać do tego coś nowego, ale ta książka stanowi świetne połączenie poruszających historii o ludziach, faktów związanych z funkcjonowaniem systemu, informacji dotyczących ścigania tych zwyrodnialców, a przy tym bardzo wnikliwą i głęboką analizę tego, jak to możliwe, że całość działa tak długo i tak niezawodnie, coraz bardziej się zacieśniając i umacniając.


Perry na stronach książki bardzo szczerze i dobitnie dokumentuje materiały, jakie zebrano dzięki kobietom, które odważyły się zeznawać przeciwko rodzinom, z jednej strony chroniąc siebie i dzieci, a z drugiej, przewrotnie, narażając się jeszcze mocniej i odcinając na zawsze od krewnych i własnych korzeni. Lektura stanowi niezwykłe odzwierciedlenie dramatu, jaki je spotkał. Emocji, które im towarzyszyły, ciężaru podejmowanych decyzji, momentów wahań, mniejszych i większych potknięć, próby postąpienia w najlepszy, możliwy sposób.

Autor, decydując się na spisanie ich historii, postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Przede wszystkim bowiem nie jest zadaniem łatwym odtworzenie tego, co przeżyły te kobiety, sprawiając, by rzeczywiście opisać wydarzenie w sposób rzetelny, logiczny oraz interesujący. Perry świetnie sobie poradził, sprawiając, że dość ciężkie historie o dość smutnych rzeczach stały się absorbujące i przykuwające uwagę, niczym najlepsze thrillery. Z wielkim zniecierpliwieniem śledziłam losy poszczególnych bohaterek, wciąż nie mogąc nasycić wyobraźni i próbując na własną rękę ubrać w szczegóły wszystkie okoliczności.

A sylwetki kobiet zostały ukazane bardzo realistycznie, drobiazgowo, emocjonalnie. To ich portrety, tłumaczące poszczególne decyzje i podjęte ryzyko, sprawiają, że całość jest tak ujmująca. Duże znaczenie ma dla mnie fakt, że Perry skupił się nie tylko na kobietach mafii, ale również tych, które z tą mafią walczą każdego dnia- przedstawicielkach władzy.

„Dobre matki” to poruszająca i wstrząsająca lektura, będąca świetnym przykładem na to, że literatura faktu nie musi być trudna i niewdzięczna. Ta książka Was zaangażuje, sprawi, że ze zniecierpliwieniem będziecie pokonywać kolejne strony, nie pozwoli o sobie zapomnieć na długi czas.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

piątek, 11 stycznia 2019

Julia Heaberlin "Papierowe duchy" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Julia Heaberlin
Tytuł: Papierowe duchy
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny







Jej wydaje się, że w końcu znalazła mordercę swojej siostry. On, będący w jesieni życia, zmagający się z demencją, chcący jeszcze coś przeżyć. Razem wybierają się w kilkudniową podróż, podczas której każde z nich wykorzysta zebrane informacje, własne doświadczenia i umiejętność manipulacji. Do czego ich to doprowadzi? Kim okażą się na końcu swojej wyprawy?   

Dwoje silnych, manipulujących i dziwnych bohaterów. Powrót do wydarzeń sprzed lat. Próba znalezienia odpowiedzi na pytania, które nigdy nie przestały dręczyć zmęczonego umysłu. Niepokojąca przejażdżka mająca na celu odkrycie prawdy. Nieprzewidziane zdarzenia i szokujące okoliczności. Tak najkrócej można by opisać fabułę „Papierowych duchów”. Czy taka charakterystyka kusi, zachęca, skłania do rozpoczęcia lektury? Jak najbardziej!

Nie miałam okazji przeczytać poprzedniej książki autorki, dlatego podeszłam do jej nowego tytułu bez większych oczekiwań. Choć wierzyłam, że powieść sprawdzi się idealnie jako niepokojący thriller, to przecież nigdy nie ma pewności. Tymczasem od samego początku ta historia okazała się niezwykle angażująca i absorbująca, sprawiając tym samym, że z wielką przyjemnością poświęcałam jej swój czas. Heaberlin zbudowała intrygującą fabułę opierająca się na niewyjaśnionej sprawie sprzed lat, przywołała duchy, przykre wspomnienia, garść tajemnic, a to wszystko doprawiła obecnością charakternych bohaterów.

Kolejne rozdziały zdają się być jeszcze bardziej przytłaczające, niż można by się tego spodziewać. Całość obleka mrok, duszna atmosfera ciąży, nowe okoliczności wywołują więcej pytań, niż sugerują odpowiedzi, a każdy szczegół ma duże znaczenie. Dawno nie czytałam thrillera, w którym atmosfera byłaby aż tak gęsta, cierpka, nieprzyjemna. Autorka świetnie poradziła sobie ze zbudowaniem mrocznej, zastanawiającej i melancholijnej scenerii, która raz po raz uderza w czytelnika i wywołuje bardzo mieszane uczucia. Uwielbiam takie przepełnione tajemnicą klimaty, bardzo mocne opisy, niespodziewane zwroty, nowe kłopoty.

Uważam, że tym tytułem autorka świetnie podołała wszystkim wymaganiom, jakie stawia się thrillerom. Szczególnie zaś spisała się przy budowaniu warstwy psychologicznej, do której nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń. Podążanie za decyzjami bohaterów, analizowanie ich kolejnych kroków, próba zrozumienia, co rzeczywiście się wydarzyło i odgadnięcia, co jeszcze przed nimi. Konieczność zrozumienia, kto jest szczery, a kto ma coś do ukrycia. Kłamstwa, półprawdy, sekrety, niedopowiedzenia, przemilczenia. I manipulacje. Czytamy w skupieniu i z uwagą, próbujemy to rozgryźć na własną rękę, ale nie jest łatwo.

Heaberlin znakomicie wykreowała książkowych bohaterów, sprawiając, że nie można tak po prostu o nich zapomnieć zaraz po odłożeniu książki. Każdy z nich ma coś na sumieniu, każdy z nich chce coś dla siebie ugrać. Nigdy nie możemy być pewni, do którego momentu obowiązuje szczerość, a gdzie zaczyna się manipulacja. Mają swoje zasady, ale one cały czas się zmieniają. Nakręca ich egoizm, determinacja, próba udowodnienia czegoś sobie i innym. Kto jest łowcą, a kto ofiarą? A może żadne z nich nie zasługuje na te miana? Może za pokerową twarzą kryje się jeszcze więcej?



Wrażenie niepokoju pogłębia się również ze względu na wykorzystanie narracji pierwszoplanowej. To dzięki niej mamy poczucie mocniejszego zaangażowania w tę historię, głębszego uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach. Taki sposób przedstawienia historii sprawia, że możemy popatrzeć na całość z innej perspektywy. Więcej dostrzec, mocniej odczuć, głębiej dotrzeć.



„Papierowe duchy” to bardzo klimatyczna i gorzka opowieść. Zastanawiająca, budząca emocje, trochę inna. Autorce można zarzucić, że wydarzenia momentami rozgrywały się zbyt wolno, że brakowało dynamizmu, a akcja zwalniała. Moim zdaniem jednak zbudowany klimat, mroczna zagadka i sylwetki bohaterów są  w stanie zrekompensować te niedociągnięcia.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

czwartek, 10 stycznia 2019

Francesc Miralles, Care Santos "Najlepsze miejsce na świecie jest właśnie tutaj"



Autor: Francesc Miralles, Care Santos
Tytuł: Najlepsze miejsce na świecie jest właśnie tutaj
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 192
Gatunek: literatura współczesna, poradnik 





Po śmierci rodziców Iris nie potrafi znaleźć swojego miejsca. Przypadkowa wizyta w nietypowej kawiarni i zaskakujący goście, których tam zastaje, sprawiają, że kobieta zaczyna inaczej postrzegać swoje życie.

“Najlepsze miejsce na świecie jest właśnie tutaj” to tytuł, który reklamowano jako połączenie lekkiej przyjemnej powieści i poradnika. Przyznam szczerze, że to właśnie to zestawienie gatunków zainteresowało mnie najbardziej. Zazwyczaj nie zwracam uwagi na poradniki, taka forma jednak wydała mi się bardzo kusząca.


Powieść autorstwa Care Santos i Francesc Miralles urzeka już od pierwszych stron za sprawą lekkości, z jaką została opisana historia głównej bohaterki. Choć opowieść rozpoczyna się mocnym i smutnym akcentem, to całkiem szybko zza chmur wychyla się słońce, raz na zawsze odmieniając życie Iris. Każda kolejna strona wypełniona została subtelnie przekazywanymi czytelnikowi radami i sugestiami, jak żyć i co robić, by lepiej się czuć i być szczęśliwszym.



„Najlepsze miejsce na świecie…” okazało się prostą, ale dodającą otuchy i nadziei historią. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, czego nam potrzeba. Nie jesteśmy pewni, czego oczekujemy. Szukamy zbyt daleko i wymagamy za wiele. A jak widać na przykładzie Iris, czasami szczęście rzeczywiście jest tuż tuż, ale to my musimy o nie zawalczyć, wybrać najlepszą dla nas drogę, porzucić utarte ścieżki.

Bardzo mi się podoba, że te dobre rady i kierunkowskazy zostały tak delikatnie wtrącone, ładnie wpasowując się w całość historii. Gdyby zostały mi one przedstawione w specjalnie poświęconym ku temu tytule lub za pomocą konkretnych lekcji, to mogłabym poczuć się znudzona lub nie na miejscu. Tymczasem tutaj ten swobodny przekaz, oparty na zawodowym doświadczeniu Mirallesa, naprawdę świetnie się sprawdza.

Powieść napisana została prostym językiem, a lekka narracja sprawia, że kolejne strony pokonujemy szybko, nie zastanawiając się zupełnie nad ich upływem. Nie sprawdzamy numeru, nie kontrolujemy ile zostało do końca. Po prostu przyjemnie i na luzie poznajemy oferowaną nam treść. Mogłoby się wydawać, że książka jest nieco błaha, ja mam jednak wrażenie, że to dość ciężki temat przekazany czytelnikowi przy pomocy przyjaznego stylu i uzupełniony osobistymi doświadczeniami oraz nabytą wiedzą.

Główna bohaterka, Iris, jest trochę jak każda z nas. Nieco niepewna, uparcie trzymająca się obranej ścieżki, żyjąca tu i teraz, i często niepotrafiąca cieszyć się z tego, co ma, a co dopiero zawalczyć o więcej. Myślę, że nietrudno odnaleźć w niej własne cechy, błędy czy rozczarowania. Choć bez wątpienia stanowi ona również świetny przykład tego, że zawsze możemy coś zmienić, bo nikt inny nie zrobi tego za nas.

„Najszczęśliwsze miejsce na świecie jest właśnie tutaj” to mała książeczka z wielkim przekazem. Krótka, ale bardzo treściwa. Niewielka, ale bogata w treść. Skłaniająca do przemyśleń, motywująca do podejmowania odważnych decyzji. Prosta, ale nieco inna.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Agencji Business & Culture. 

wtorek, 8 stycznia 2019

Lilja Sigurdadóttir "Pułapka"




Autor: Lilja Sigurdadóttir
Tytuł: Pułapka
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 296
Gatunek: thriller







Jeszcze niedawno życie Sonji było uporządkowane i przewidywalne, jednak rozpoczęty przez nią romans wszystko przekreślił. Dziś, żeby wyjść na prostą, kobieta zajmuje się przemytem kokainy. Błędne decyzje sprawiły, że wpadła w pułapkę.

Niezwykle ciężko jest przejść mi obojętnie obok wszelkiego rodzaju kryminałów czy thrillerów. Możliwość zaangażowania się z mroczną i intrygującą historię nieustannie kusi, szczególnie teraz, gdy pogoda za oknem idealnie pasuje do takich klimatów. Dlatego też nie mogłam odmówić wyprawy na chłodną Islandię.

„Pułapka” to jeden z tych tytułów, które w pierwszej kolejności przyciągają uwagę czytelnika za sprawą okładki. Intensywna, niepokojąca czerwień i elegancko ubrana kobieta z walizką. Mocny, ale zarazem minimalistyczny przekaz. Obraz pozwalający popuścić wodze fantazji. Co oznacza ta czerwień? Czego się po niej spodziewać? I kim jest ta kobieta? Odpowiedzi na te pytania autorka stopniowo zdradza na kolejnych stronach powieści.

Mogłoby się wydawać, że fabuła książki nie jest przesadnie odkrywcza. Kobieta po przejściach, uwikłana w finansowe kłopoty i podejmująca szereg błędnych decyzji. Świat wielkich pieniędzy i jeszcze większych grzeszków. Trochę mroku. Trochę śniegu. I trochę seksu. A jednak całość wypada bardzo przekonująco. W dużej mierze za sprawą faktu, że autorka nie poświęca uwagi zbędnym szczegółom. Skupia się na realizacji fabuły, całkiem zgrabnie dawkuje napięcie, potrafi pobudzić wyobraźnię i oferuje czytelnikowi dobrą rozrywkę, jaka świetnie sprawdzi się w tym chłodnym czasie.


Nie mogę powiedzieć, żeby akcja rozgrywała się w zawrotnym tempie, ale nie tego się przecież po niej spodziewałam. Liczyłam na dopracowaną, zaskakującą historię i dokładnie taką otrzymałam. Kolejne strony potrafiły mnie przy niej zatrzymać, podsycały moją ciekawość, sprawiały, że miałam poczucie dobrze spędzonego czasu. Podoba mi się, w jaki sposób autorka poprowadziła poszczególne wątki oraz jak połączyła książkowe tematy. Choć całość wydaje się dość prosta, to jednak może ona zaskoczyć, szczególnie zmierzając ku końcowi.

Autorka świetnie poradziła sobie również z kreacją powieściowych bohaterów. Nie odniosłam wrażenia, żeby ich postępowanie było przesadzone, a podejmowane decyzje udziwnione. Wręcz przeciwnie. Potrafiłam sobie wyobrazić, że biorę udział w podobnych wydarzeniach. Myślę, że w odpowiednich warunkach, może nieco ekstremalnych okolicznościach, każdy z nas mógłby znaleźć się na ich miejscu.

Do gustu przypadł mi także styl autorki. Prosty, lekki, przyjazny czytelnikowi. Ta lekkość sprawiała, że powieść czytało się szybko i dobrze. Duże znaczenie miały w tym przypadku również krótkie rozdziały, które sprawiały wrażenie, że całość jest bardziej przekonująca i konkretna.

„Pułapka” to dobrze napisana książka, jaka może przypaść do gustu różnym czytelnikom. Potrafi zaskoczyć, może skłonić do przemyśleń, ożywić za pomocą erotycznego wątku. Całość, może niekoniecznie bardzo kryminalna, ale jednak bardzo przyjemna w odbiorze.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Arek Borowik "Z góry widać tylko nic"




Autor: Arek Borowik
Tytuł: Z góry widać tylko nic
Wydawnictwo: Dobra literatura
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna







“Z góry widać tylko nic” to pierwsza część trylogii o namiętnościach Arka Borowika, inspirowanej motywem znanych baśni. Tym tytułem przewrotnie swą przygodę z serią zakończyłam i powiem szczerze, że ciężko jest mi powiedzieć, która z tych książek przypadła mi do gustu najbardziej. Wszystkie prezentują się bowiem świetnie. W tym miejscu koniecznie docenić trzeba zarówno pomysł autora, jak i sposób jego realizacji. A kiedy dodamy do tego znakomity styl i przyjemną, lekką narrację to powstaje niezwykła, satysfakcjonująca mieszanka, jaka trafi do serca każdej czytelniczki.

Kolejny raz podążyłam za Borowikiem baśniowym śladem. Wykorzystanie takiego motywu sprawiło, że autor już na wstępie zyskał wiele w moich oczach. Nie znaczy to bynajmniej, że na jego twórczość spojrzałam całkiem bezkrytycznie. Po prostu podoba mi się to nietypowe podejście do literatury. Inne spojrzenie, puszczenie oczka do czytelnika, dystans do świata, poczucie humoru. Borowik jest mistrzem w realizacji takiej lekkiej formy, choć często za tym swobodnym stylem kryją się ważne przesłania.


Nigdy nie uchylam się przed trudnymi tematami. Wręcz przeciwnie. To takie kwestie w literaturze obyczajowej sobie cenię. Tymczasem Borowik porusza je w sposób zadziwiający. Życiowe doświadczenie, własne spostrzeżenia i piękną dojrzałość oferuje czytelnikowi w połączeniu z sarkazmem, mocnym językiem, brakiem tabu i w otoczeniu lekko bajkowym. Rzadko zdarza się, by powieści obyczajowe robiły na mnie takie wrażenie, ale kiedy oddaję się lekturze jego twórczości, to zupełnie się w nich zatracam, czując niebywałą mnogość emocji, wywołanych nie tylko poprzez sam temat, ale to, jak został on przedstawiony.

Borowika styl chętnie określiłabym gawędziarskim. Jego opowieści są przyjazne czytelnikom, błyskotliwe, zabawne. Można by odnieść wrażenie, że snuje je podczas spotkania z przyjaciółmi, z niezwykłą lekkością kierując życiem bohaterów i ubierając te historie w pasujące do nich miejsca, okoliczności i szczegóły. Choć moim zdaniem styl Borowika robi największe wrażenie w ostatniej części trylogii, to i w tej niczego mu nie brakowało. Chciałabym, żeby inni polscy autorzy potrafili pisać w podobny sposób.



Właściwie nigdy nie poświęcam uwagi krótszym historiom, nie lubię również opowiadań. Tymczasem dla tego autora za każdym razem robię wyjątek. Być może wynika to z faktu, że w tych dość krótkich opowieściach potrafi tak wiele zawrzeć. I refleksji. I humoru. I na morał również znajdzie się miejsce. A dobre zakończenie to już podstawa. Borowik udowadnia, że fabuła nie musi mieć 400 stron, by urzec czytelnika i zapisać się w jego pamięci swoją wyrazistością. Można zaskoczyć połową tej objętości, nie tracąc przy tym na wartości.



Każda z książkowych opowieści na swój sposób zrobiła na mnie wrażenie. Nie warto doszukiwać się lepszych i słabszych, bo w każdej z nich kryje się wiele uroku i różnorodności. Właśnie ta swoboda w rozwijaniu treści i łączeniu tematów bardzo mi się u autora podoba. Fakt, że opowieści posiadają wspólny mianownik i świetnie do siebie pasują, ale dobrze sprawdzają się również osobno. 




„Z góry widać tylko nic” to niebanalny tytuł, który po prostu wypada przeczytać. 

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dobra literatura. 

sobota, 5 stycznia 2019

Keith Stuart "Chłopiec z klocków"




Autor: Keith Stuart
Tytuł: Chłopiec z klocków
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura współczesna







Alex to ojciec, mąż, jedyny żywiciel swojej rodziny. Wydaje mu się, że dźwiga na barkach cały świat, w rzeczywistości jednak omija go najważniejsze- możliwość wychowania cudownego syna. Sam to chłopiec z autyzmem. Trudny, wycofany, płaczliwy, ale również fascynujący i potrafiący zaskoczyć. Czy odnajdą się nawzajem?   

Keith Stuart postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, pisząc o schorzeniu, które choć w literaturze dość popularne, to jednak wciąż zaskakujące, problematyczne, bolesne. Strony jego powieści wypełniają przygody autystycznego chłopca i jego ojca. Wzajemne poznawanie się, próby radzenia sobie z najprostszymi zadaniami, konieczność odnalezienia się w sytuacji, która nie jest łatwa dla żadnego z nich. Stuart podejmuje się tego zadania i radzi sobie z jego realizacją wspaniale, raz po raz udowadniając, że powieść obyczajowa nie musi być domeną kobiet.

“Chłopiec z klocków” to jedna z tych książek, jakie w czytelniku wzbudzają mnóstwo emocji. Zaskakują, wzruszają, skłaniają do refleksji. Sprawiają, że chcemy dalej czytać i pragniemy je odłożyć, często nie zdając sobie sprawy, które z tych uczuć w rzeczywistości jest silniejsze. Z czego to wynika? Z poruszanych tematów, trudnych kwestii, aktualności powieści i faktu, że właściwie każdy z nas może w takich książkach odnaleźć coś dla siebie.

Bez wątpienia tytuł ten wywiera duże wrażenie również dlatego, że w dużej części został on oparty na prawdziwej historii. Stuart bowiem stworzył tę opowieść z myślą o swoim synku i wydarzeniach, jakich uczestnikami wspólnie się stali. Własne przeżycia, osobiste doświadczenia, trudne, ale i szczęśliwe wspomnienia sprawiają, że „Chłopiec z klocków” staje się mocną, ważną i niebanalną lekturą, jakiej nie sposób tak po prostu odłożyć na półkę zaraz po zakończonej lekturze. Ten pierwiastek prawdy zrobił na mnie szczególne wrażenie, przez cały czas bowiem towarzyszyło mi odczucie, że to faktycznie się wydarzyło, a ten książkowy ojciec gdzieś, naprawdę, z podobnym synkiem żyje i potrafi cieszyć się z tego, co ma.

Interesujące okazało się dla mnie także przedstawienie tej historii z punktu widzenia mężczyzny. Wydaje się, że takie trudne opowieści zazwyczaj zostają przypisane matkom, a ich rola sprawia, że całość wypada mocniej i emocjonalniej. Tymczasem ta męska narracja, lekko szorstka, ale niemniej przy tym dojrzała i poruszająca, świetnie się tutaj sprawdza. Pierwszoosobowa opowieść, zmęczonego trudami wychowania, ojca mocno działa na wyobraźnię i pozwala czytelnikowi na czas lektury zamienić się z tym mężczyzną miejscami, wziąć na barki jego ciężar i spróbować sobie z nim poradzić.

Powieściowy ojciec to nie jedyna postać warta uwagi. Stuart znakomicie wykreował pozostałych bohaterów, pokazując wpływ autyzmu zarówno na członków rodziny, jak i przyjaciół czy współpracowników. Każdy z ukazanych przez niego bohaterów na swój sposób przeżywa to, co dzieje się z chłopcem, czuje jego wzloty i upadki. A i sam chłopiec nie pozwala czytelnikowi na obojętność. To przecież o Sama tutaj chodzi, o kogoś, kogo charakterystyka została oparta na małym Zaku. I stąd w tym bohaterze taka wiarygodność, szczerość i realizm.

„Chłopiec z kloców” to powieść trudna, ale bez wątpienia warta poznania. Zaskakująca pod kątem realizacja poszczególnych wątków, dobrze napisana, skłaniająca się w stronę tematów ważnych i aktualnych, a przede wszystkim potrzebna. Takie książki potrzebne będą zawsze.
  
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości księgarni internetowej selkar. Jeśli pragniecie nabyć swój egzemplarz lub nie znacie jeszcze tego miejsca, serdecznie zapraszam do odwiedzin ich strony KLIK

wtorek, 1 stycznia 2019

STOSIK NA NOWY ROK

Ostatnie tygodnie poprzedniego roku spędziłam w gronie rodzinnym. W tym czasie niewiele czytałam, ale za to nowy rok rozpoczynam od pokaźnego stosiku :)



A jak Wy zaczynacie czytelniczo nowy rok?