wtorek, 30 lipca 2019

Jens Henrik Jensen "Zamrożone płomienie" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Jens Henrik Jensen
Tytuł: Zamrożone płomienie
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 537
Gatunek: kryminał







Sytuacja Oxena bardzo się skomplikowała. Mężczyzna, nie chcąc uciekać do końca życia, staje do nierównej walki. Czym Oxen zaskoczy czytelnika? I w jaki sposób zostanie zaskoczony on sam?

Przyznam szczerze, że nieco tej lektury się obawiałam, jak to często bywa w przypadku książek wieńczących daną serię. Poprzednie części wywarły na mnie duże wrażenie, w związku z czym liczyłam na jeszcze więcej- wrażeń, niespodzianek, przygód i mroku. I liczyłam także na osobę Oxena, który kojarzy mi się szczególnie pozytywnie za sprawą pewnego podobieństwa do jednego z moich ulubionych bohaterów literackich (Jack Reacher z książek Lee Childa).

„Zamrożone płomienie” rozwijają się dość powoli. Nie można jednak mieć o to do autora pretensji, bowiem w ten sposób buduje on nastrój oraz pogłębia napięcie. Akcja rozwija się spokojnie, jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że to tylko cisza przed burzą, a najgorsze i najciekawsze dopiero nadejdzie. Zarówno najnowsza książka Jensena, jak i jej poprzedniczki, robi wrażenie swą objętością. Podczas lektury, ciesząc się opisywaną historią, doceniamy, że autor tych stron sobie nie żałował.

Jensen przyzwyczaił mnie już do tego, że przygody Oxena zaskakują nieprzewidywalnością i niebanalnością. Choć mogłoby się wydawać, że autor nie będzie w stanie już więcej zaszokować czytelnika, to kolejne zwroty akcji oraz zmiany fabularne sprawiają, że znów rozdziawiamy buzię. Widać, że Jensen przygotował się do pisania tej opowieści, znajdując miejsce dla każdego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Dzięki temu całość wydaje się kompletna, dopracowana i wartościowa.

Przyjemnie jest powrócić do znajomych bohaterów. Spotykając się z nimi po raz trzeci, czułam, że faktycznie zdążyłam już ich nieźle poznać, a wszystko, co ich spotkało, mocno nas połączyło. Duże znaczenie ma w tym miejscu bez wątpienia fakt, że postacie stworzone przez Jensena zostały znakomicie zbudowane i wykreowane w taki sposób, by wywołać emocje. Za tymi bohaterami kryją się konkretne historie, które poznajemy na stronach powieści- historie, które ich ukształtowały i wpłynęły na podejmowane przez nich decyzje.

Seria napisana przez Jensena stanowi przyjemne połączenie sensacyjnej historii, z kryminalnymi watkami i politycznym tłem. Taka mieszanka mogła okazać się wybuchowa i rzeczywiście taka była, ale w bardzo pozytywny sposób. Lubię książki, w których wiele się dzieje, różne gatunki są mieszane, autor bazuje na wyobraźni i uzupełnia ją znakomitym stylem. W żadnej części tego nie zabrakło.

„Zamrożone płomienie” to nie tylko rozwój akcji i następne niespodzianki. To także uzupełnienie dla rozpoczętych wcześniej wątków i odpowiedzi na pojawiające się w głowach czytelników pytania. To bardzo dobre, dające do myślenia i zaskakujące zakończenie. Świetny finał.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

sobota, 27 lipca 2019

Stephen Westaby "Kruche życie"




Autor: Stephen Westaby
Tytuł: Kruche życie
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura faktu 







Stephen Westaby, znany kardiochirurg, dzieli się z czytelnikami wspomnieniami, refleksjami i przeżyciami z sal operacyjnych i szpitalnych korytarzy. 

Literatura faktu to jeden z tych gatunków, których nigdy nie mam dość. Przede wszystkim ze względu na fakt, że tego typu powieści niosą olbrzymie możliwości- poznania intrygujących osób oraz zgłębienia interesujących tematów. W ostatnim czasie szczególnie chętnie zaś sięgam po historie opowiadane przez lekarzy. Mam wrażenie, że one po prostu zbliżają mnie do ludzi, a ich autentyczność i szczerość wywołuje we mnie mnogość emocji.

„Kruche życie” to powieść napisana przez Stephena Westaby’ego, znanego kardiochirurga. Książka bardzo przypadła mi do gustu już od samego początku i chętnie podążałam za opisami i refleksjami autora, choć prawdę mówiąc czasami wcale nie było łatwo. Dlaczego? Bo lektura ta stanowi niezwykłe połączenie poruszających serce historii, wielkich wzruszeń oraz wzlotów i upadków i choć są one opisane fantastycznie, to momentami przytłaczać może medyczna terminologia i szczegóły dotyczące kolejnych zabiegów.

Westaby stara się jednak, by swoją opowieścią zanadto nie zmęczyć czytelnika. Chętnie tłumaczy na czym dokładnie polegają opisywane działania i przybliża znaczenie poszczególnych określeń. Lektura z pewnością okazałaby się bardziej zrozumiała dla osób związanych z medycyną, ale nie tylko one mogą czerpać z niej przyjemność. Uparcie i konsekwentnie podejmowałam wysiłek mierzenia się z przedstawianymi historiami, raz po raz zdając sobie sprawę, że bicie serca, o którym na co dzień wcale się przecież nie myśli, ma przecież ogromne znaczenie.


Bardzo podoba mi się sposób, jaki autor książki wybrał w celu przybliżenia nam swojego życia i zawodowego doświadczenia. Kolejne rozdziały to piękne, mądre i zaskakujące historie, w których przyszło mu uczestniczyć. Wydarzenia, jakie wciąż pozostają w jego pamięci żywe mimo upływu lat. Emocjonalne i poruszające fragmenty codzienności, jakich nie można z niczym porównać. W czasie czytania widać, jak mocno Westaby poświęcił się dla pacjentów, jak bardzo przeżywał wszystkie dobre i złe momenty. Czuć towarzyszące mu poruszenie, widać dumę z podejmowanych decyzji, ale także złość wynikającą z niepowodzeń.

Autor książki opowiada bardzo zajmująco. Miłość do wykonywanego zawodu, związane z nim wspomnienia i pojawiające się podczas tej długiej podróży refleksje sprawiają, że całość ma charakter osobisty i szczery. Westaby dzieli się z nami istotnym fragmentem swego życia i robi to przekonująco, otwierając się i nie robiąc niczego na siłę. Czasami daje ponieść się emocjom, pozwala sobie na przekleństwo, ale widać, że to nie jest na pokaz, że przemawiają przez niego lata cennych doświadczeń.

Sama postać Westaby’ego zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiam inteligentne, silne, odważne i konsekwentne postacie, które dumnie kroczą ścieżką pozwalającą na osiągnięcie upragnionego celu, krok za krokiem. A jeszcze przyjemniej patrzy się na osoby, które próbują zmienić świat na lepszy, dać z siebie więcej i zrobić coś dobrego dla innych. Autor nie opisuje tylko przeżyć z sal operacyjnych, on poświęca uwagę także zmianom, jakie zaszły w kardiochirurgii, dzieli się swoimi pomysłami, które ulepszyły i unowocześniły tę dziedzinę.

„Kruche życie” to piękna opowieść. Wymagająca czasu i uwagi, ale szalenie istotna i prawdziwa. Takim historiom powinno się poświęcać czas i takimi ludźmi warto się inspirować. Westaby zwraca uwagę czytelnika na co, to ważne, popycha nas w stronę lepszych decyzji, działa motywacyjnie. Dla mnie ta powieść to prawdziwa perełka. Serdecznie Wam ją polecam.

Książkę do recenzji otrzymałam dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl.

czwartek, 25 lipca 2019

Dominika Buczak "Plac Konstytucji"




Autor: Dominika Buczak
Tytuł: Plan Konstytucji
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura współczesna 







Rok 1952 to szczególny czas dla Warszawiaków. Utworzenie Placu Konstytucji i Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej zwiastuje nadejście zmian. W tym wszystkim swoje miejsce próbuje odnaleźć młodziutka Mania, zaangażowana społecznie i popierająca nowy ustrój. Tylko czy wszystko potoczy się zgodnie z założeniami dziewczyny? I czy rzeczywiście ten nowy świat zasługuje na takie oddanie?

„Plac Konstytucji” okazał się dla mnie atrakcyjnym połączeniem niebanalnej powieści obyczajowej oraz subtelnej lekcji historii. I choć nieco się tego tytułu obawiałam, martwiąc się o kontekst minionej dawno epoki, to opowieść ta okazała się o wiele łatwiejsza w odbiorze, niż mogłam się tego spodziewać. Być może wynika to z faktu, że autorka dobrze tę historię przemyślała, przygotowując się do odpowiedniego przedstawienia jej czytelnikowi. A może po prostu magia polega nie tyle na samym pomyśle, co na sposobie, w jaki został on rozpisany?

Buczak snuje swą opowieść w przyjemnym, lecz zmiennym tonie. Czasami więcej w niej jest obyczajowości, miejscami przeważa polityczny akcent, a wspomnienie minionych czasów wybrzmiewa swoim rytmem. Podążając za autorką wracamy do tych lat, które znamy jedynie z opowieści, choć na stronach powieści nabierają one barw i wyrazistości. Autorka pięknie się w tę historię wczuła, znakomicie przekazała fakty, mądrze opowiedziała o tym, o czym rzeczywiście warto wiedzieć.

Mimo że znaczące miejsce zajmują w powieści zmiany zachodzące w państwie i ustroju, to nie można jednak powiedzieć, by polityka wysuwała się na pierwszy plan. To raczej żywe odmalowanie czasów, w jakich przyszło żyć głównej bohaterce. Odważne, ale przy tym dość stonowane ukazanie trudnych realiów i przedstawienie faktów, o których niekoniecznie chciałoby się pamiętać. Niewiele jest podobnych powieści, bowiem niewielu autorów decyduje się zadać sobie podobny trud. Powrócić do tego, co było, zmierzyć się z historią, wskazać wzloty i upadki.


Bez wątpienia zaś największą zaletę powieści stanowi natomiast osoba głównej bohaterki. Odważna, konsekwentna, ale przy tym bardzo ludzka i przypominająca nas samych. Buczak pozostawiła jej sporo miejsca na błędy, pozwoliła wyciągać wnioski i uczyć się na naszych oczach. Pokazała zmiany zachodzące nie tylko w Polsce, ale i w niej samej. Konieczność dopasowania się, odnalezienia, akceptacji. I wybory. Całe mnóstwo wyborów, których konsekwencji wcale nie było łatwo przewidzieć.

W moim odczuciu „Plac Konstytucji” jest lekturą dość wymagającą i z tego też powodu nie jestem pewna, czy przypadnie do gustu wszystkim. Mam wrażenie, że coraz częściej decydujemy się na lektury niezobowiązujące, nieskłaniające do refleksji, lekkie i przyjemne. Powieść autorstwa Buczak stanowi natomiast konieczność zmierzenia się z historią, próbę zrozumienia, jak było i jak jest. To ukazanie wszystkich, lepszych i gorszych, zmian, odbudowanie państwa i społeczeństwa. Można w niej znaleźć wiele dla siebie, ale też coś od siebie trzeba w tym przypadku dać. Trochę skupienia, namysłu, zadumy.

Buczak napisała książkę, która bardzo się wyróżnia. Już patrząc na jej okładkę można założyć, że to coś innego, świeżego, nieschematycznego. I właśnie te określenia moim zdaniem pasują do tej historii. Być może nie przekazałam dokładnie tego, co chciałam, czuję jednak, że tyle wystarczy. Mam nadzieję, że rozbudziłam Waszą ciekawość.   

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

środa, 24 lipca 2019

WYMIANA KSIĄŻEK

Jeśli podobnie jak ja lubicie wymieniać się książkami, a coś z mojej półki wpadło Wam w oko, piszcie do mnie proszę na maila: rudarecenzuje@gmail.com.


Więcej książek znajdziecie tutaj http://lubimyczytac.pl/polka/6112867/wymienie/lista.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Melinda Gates "Moment zwrotny"



Autor: Melinda Gates
Tytuł: Moment zwrotny
Wydawnictwo: Zyska i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 332
Gatunek: autobiografia/literatura faktu







Melinda Gates na co dzień zajmuje się prowadzeniem założonej na rzecz kobiet fundacji. Przez wiele lat zgłębiła problemy występujące w globalnej skali, codziennie szukając nowych rozwiązań i oferując niebywałe wsparcie.

Choć chętnie sięgam po literaturę faktu i historie z życia wzięte, rzadko kiedy po lekturze czuję, że dany tytuł faktycznie otworzył mi oczy. Takie wrażenie odniosłam natomiast przy okazji poznawania „Momentu zwrotnego”. Nigdy wcześniej nie zainteresowałam się osobą Melindy Gates, przekonałam się natomiast, że to inteligentna, otwarta i inspirująca kobieta, której głębokie przemyślenia, zrealizowane pomysły i wielkie plany bardzo mnie zaintrygowały.

W swojej książce autorka połączyła szereg niezwykle interesujących tematów, oddając tym samym głos wszystkim poszkodowanym, niezauważanym oraz zepchniętym na boczny tor kobietom. Na kolejnych stronach poznajemy pozornie zwyczajne kobiety, które jednak za sprawą okoliczności, w jakie zostały uwikłane, śmiało mogłyby pretendować do miana bohaterek. Każdy z nas nieco się orientuje, jak wygląda sytuacja kobiet w krach rozwijających się, jednak po lekturze tej książki uświadomiłam sobie, że moje pojęcie na ten temat jest raczej zawstydzające, a ilość posiadanych informacji mniejsza, niż mogłabym się spodziewać.


Takie historie siłą rzeczy wywołują duże emocje. Szczególnie, kiedy uświadamiamy sobie, jak niewiele niektórzy posiadają i jak niesprawiedliwie zostali potraktowani. Za sprawą opisywanych kwestii Melinda Gates wywołała we mnie ogrom przeróżnych odczuć, które jednak skupiały się wokół pojęć negatywnych. Zaniepokojenie, złość, oburzenie i smutek mieszały się we mnie, buzując coraz mocniej wraz z zagłębianiem się w kolejne rozdziały, a trzeba przyznać, że każdy kolejny jest niemniej interesujący od poprzedniego.

Nie byłam do końca pewna, czego mogę spodziewać się po tej powieści. Bałam się, że sposób przedstawienia działań fundacji małżeństwa Gatesów okaże się mało interesujący i angażujący. Tymczasem pani Gates opowiada naprawdę ciekawie i szczerze. Choć momentami przytłaczał mnie ciężar podejmowanych tematów, to treść była na tyle absorbująca, że nie miałam chęci czy potrzeby, by od tej książki się odrywać. Zainteresowała mnie na tyle, że chętnie brałam ją do ręki i w czasie podróży, i w pracy, odrywając się od życia, które toczyło się tuż obok mnie, zupełnie się wyłączając.

„Moment zwrotny” to przedstawienie aktualnych światowych problemów dotyczących sytuacji kobiet i pokazanie w jaki sposób autorka, za sprawą założonej z mężem fundacji, próbuje sobie z nimi poradzić. Widać, że działania dobroczynne stały się sensem jej życia, a do każdej sprawy podchodzi z wielkim sercem i pięknym zaangażowaniem. Podczas lektury nie czułam, że Gates się wywyższa czy że czuje się lepsza dzięki temu, co robi, lub co posiada i może zaoferować. Nie. To po prostu wspaniała osoba, w dużym doświadczeniem i dużą klasą.

Ta powieść to poruszająca, ale i inspirująca historia, która uświadamia, że choć na świecie nie brakuje problemów, a kobiety każdego dnia muszą o siebie walczyć, to jednak jest ktoś, kto stara się poprawić ich los. Gates nie pozwala sobie na obojętność. A jeśli my nie możemy pomóc w taki sposób jak ona, to powinniśmy chociaż docenić to, co mamy i każdego dnia pamiętać, w jak komfortowych warunkach możemy żyć.  Gorąco Wam ten tytuł polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

niedziela, 21 lipca 2019

Tommy Orange "Nigdzie indziej"




Autor: Tommy Orange
Tytuł: Nigdzie indziej
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 392
Gatunek: literatura współczesna 







Dwunastu Indian i nadchodzący wielkimi krokami zjazd plemienny. Jakie mają powody, by się tam znaleźć? Co przyciąga ich do tego wydarzenia? Czy nie pożałują swojej obecności?

„Nigdzie indziej” to powieść, która po prostu coś w sobie ma. Choć wypadałoby raczej powiedzieć, że ma w sobie wiele- refleksji, emocji, mądrości, informacji. I ciężko uwierzyć, nawet przez chwilę, że ta opowieść jest literackim debiutem Tommy’ego Orange.

Autor skleił tę historię z wielu różnych fragmentów, a te mniejsze i większe kawałki składają się na interesują, ale też zadziwiającą całość. Każdy taki okruch, stanowiący jeden podrozdział, to głos oddany kolejnego bohaterowi. Bo w tej powieści ciężko doszukiwać się postaci na pierwszym planie, nikt nie zajął najważniejszego miejsca. Tutaj każdy otrzymał swoją rolę, pokazując czytelnikowi, jakie miejsce zajmuje we współczesnym świecie.

I mam ochotę powiedzieć, że właśnie o tym jest ta książka- o dzisiejszych czasach, które często okazują się nieprzychylne i nieprzyjemne. O niekończącej się potrzebie odnajdywania własnej przestrzeni. O walce o siebie i innych. A także o poczuciu tożsamości i pragnieniu przynależności. Tommy Orange opowiada nam o Indianach, ich krzywdach, upadkach, niedoli i problemach. Pokazuje, że są ludźmi podobnymi do nas samych, w żadnym wypadku nie gorszymi, a tym samym stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko.


Wydaje się, że tej historii po prostu nie można było opowiedzieć inaczej. Każdy bohater idealnie wpisuje się bowiem w obraz, jaki autor chce nam przedstawić. Ich opowieści świetnie sprawdzają się jako krótkie opowiadania, ale znakomicie zgrywają się także w całość. Mam wrażenie, że każda z postaci reprezentuje inny problem, zwracając uwagę czytelnika na kwestie o których na co dzień nie myśli, bo i dlaczego miałby?

Orange rozprawia się z bolesną historią robiąc to przekonująco, z pasją i bezkompromisowo. Nie chowa się za żadnym tabu, nie przemilcza mniej komfortowych spraw, nie unika niewygodnych tematów. Zdecydował się na realizacje trudnej historii  i rzeczywiście dostarcza nam ją z całym smutnym bagażem. A bagaż ten jest szalenie ciężki, bowiem pomieścić musi wspomnienie izolacji, prześladowań, samotności. Nie mówiąc już o próbie odnalezienia się w tym wszystkim, znajdywaniu w sobie szacunku dla tradycji i kultury, i siły, by te wartości cenić i kontynuować.

„Nigdzie indziej” to wartościowe i intrygujące połączenie świetnie skonstruowanych sylwetek bohaterów, pogłębionego tła historycznego oraz ambitnej tematyki charakterystycznej dla literatury obyczajowej z wyższej półki. Można by pomyśleć, że autor próbuje coś nam udowodnić. Ale czemu właściwie nie miałby tego robić? On nie chowa głowy w piasku, nie udaje, że nic się nie wydarzyło, próbuje zrozumieć i pamięta dla innych.

Debiut Tommy’ego Orange to pozycja niewątpliwie wyróżniająca się na rynku wydawniczym. Mądra i  potrzebna. Warto dawać szansę takim tytułom.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

czwartek, 11 lipca 2019

Emma Viskic "Zatoka milczenia"




Autor: Emma Viskic
Tytuł: Zatoka milczenia
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał






Niesłyszący Caleb próbuje rozwiązać zagadkę śmierci swojego przyjaciela. Przeszkody pojawiające się na jego drodze oraz niepełnosprawność skutecznie mu to zadanie utrudniają.

„Zatoka milczenia” to jeden z tych tytułów, które podzieliły czytelników. Ciężko jest mi się dziwić, bowiem i ja mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Wydaje mi się, że to jeden z tych przypadków, kiedy autor nie wykorzystuje potencjału przygotowanej historii. Wielka szkoda.

Podoba mi się, że autorka oddała głos niesłyszącemu bohaterowi. Dawno nie spotkałam się z taką osobą w literaturze, a już raczej nigdy z sytuacją kiedy człowiek z taką niepełnosprawnością próbuje na własną rękę rozwiązać zagadkę kryminalną. Uważam, że kreacja głównego bohatera jest najmocniejszą stroną powieści, szczególnie, że Viskic bardzo dobrze udało się oddać emocje i problemy Caleba. Na stronach powieści obserwujemy codzienną walkę o normalność i za to bez wątpienia autorka zasłużyła na plusa.

Nie jestem natomiast pewna, czy kreując takiego bohatera, autorka nieświadomie się nie pogrążyła. Ciężko bowiem za nim nadążyć. Prowadzona przez niego narracja wprowadza do akcji bałagan, miejscami jest niezrozumiała, a odnalezienie się w jego myślach mocno utrudnione. Zdarzyło mi się, że musiałam się cofać, bo niektóre elementy nie chciały się złożyć w pasującą całość, a mimo tego nie mogłam się w tej opowieści odnaleźć. Dużo w niej chaosu, a dość szybki rozwój akcji, który powinien być atutem znowu obraca się w tym przypadku na niekorzyść autorki.


Widać, że Viskic starała się, by akcja powieści była dynamiczna i energiczna, jednak mam wrażenie, że nie wyszło tak, jak zaplanowała. Z jednej strony, czyta się szybko i nawet całkiem nie najgorzej, nie skupiamy się bowiem na wątkach pobocznych i unikamy przydługich charakterystyk bohaterów. Z drugiej zaś strony czegoś brakuje, a potrzeba prowadzenia żywiołowej i zaskakującej fabuły, sprawia, że wątki zaczynają się rwać, można by odnieść wrażenie, że części rzeczy trzeba się domyślić lub je sobie dopowiedzieć, a tak być nie powinno.

Myślę, że „Zatokę milczenia” najlepiej wpisać w kategorię książek lekkich i raczej niezobowiązujących. Sama poświęciłam się tej lekturze na plaży i w tym miejscu ona rzeczywiście całkiem nieźle się sprawdziła. Niestety nie miałam już chęci kontynuować jej w domu. A kiedy pojawiają się pierwsze wątpliwości, ciężko jest znowu poczuć entuzjazm i przypomnieć sobie o zaletach utworu.

Jak wspomniałam na początku, uważam, że autorka nie wykorzystała potencjału tej historii. Niestety widać, że jest to jej debiut. Choć w opowieści można doszukać się zapowiedzi rozwoju, to tej książce sporo zabrakło. Nie jestem tylko pewna, czy autorka dała z siebie zbyt mało, czy przedobrzyła. Tytuł ten może przypaść do gustu osobom, które z kryminałem nie mają do czynienia na co dzień, raczej na pewno zaś nie sprawdzi się w przypadku tych wybierających tego typu książki zdecydowanie częściej. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

środa, 10 lipca 2019

Melinda Leigh "Proś o wybaczenie" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Melinda Leigh
Tytuł: Proś o wybaczenie
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 380
Gatunek: kryminał 







Młoda prokurator, Morgan Dane, próbuje ułożyć sobie życie po tragicznej śmierci męża. Kobietą wstrząsa informacja, że opiekunka jej dzieci została brutalnie zamordowana, a o jej zabicie policja podejrzewa przyjaciela rodziny. Po czyjej stronie powinna stanąć Morgan?

„Proś o wybaczenie” to pierwsza część kryminalnego cyklu z Morgan Dane, młodą prokurator. Każdy wstęp do nowej serii potrzebuje przybliżenia postaci głównych bohaterów, głębszego pochylenia się nad ich życiem oraz nawiązywanymi relacjami i zgromadzonymi doświadczeniami. W najnowszej powieści Melindy Leigh nie zabrakło tych elementów. Autorka postarała się, by czytelnicy mieli możliwości zbliżenia się do Morgan i wyrobienia sobie opinii na jej temat.

Muszę przyznać, że to taka postać, której niewiele można zarzucić. Silna, interesująca, na życiowym zakręcie, ambitna, lojalna, pracowita, rodzinna… Wachlarz jej zalet jest wprost imponujący. Nie dziwi więc, że bohaterka ta wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Podążając jej tropem, uważnie śledząc jej poczynania i oceniając trafność podejmowanych przez nią decyzji, chętnie angażujemy się w akcję powieści, próbując połączyć elementy rozsypanej układanki na własną rękę. A wbrew pozorom nie jest to wcale zadanie łatwe.

Choć od początku utwór autorstwa Leigh czytało mi się bardzo dobrze, nieco się obawiałam, że postać mordercy nie okaże się dla mnie niespodzianką. Miałam wrażenie, że wyboru po prostu należy dokonać pomiędzy przewijającymi się kolejno podejrzanymi, a nie do końca widziałam w tej roli żadnego z nich, choć autorka umiejętnie wskazywała na nich palcem. Niespodzianka na końcu sprawiła, że lista zalet powieści się wydłużyła.


Na plus można autorce zapisać oczywiście interesująco poprowadzone śledztwo. Na akcję powieści składa się kilka wątków, które razem świetnie się przeplatają i dobrze uzupełniają. Interesującym pomysłem okazało się wielowymiarowe poszukiwanie podejrzanego, ukazujące prace prawników, prokuratorów oraz policjantów. Taka mieszanka sprawia, że całość nabiera charakteru, staje się bardziej dynamiczna i ujmująca.

Nie ukrywam, że wolę bardziej skomplikowane i bardziej krwawe historie, nie zmienia to jednak faktu, że powieść okazała się interesująca i zajmująca. Leigh stworzyła dopracowany kryminał, w którym ciężko doszukiwać się niedociągnięć czy pomyłek. Akcja powieści rozwija się dość szybko, sporo się dzieje, kolejnych podejrzanych nie brakuje, zakończenie okazuje się sporym zaskoczeniem. A całość uzupełniona została o fragmenty z pobytu podejrzanego w więzieniu oraz refleksje sprawcy. Sporo miejsca zostało poświęcone także wątkowi romantycznemu, który łagodzi akcję i sprawia, że książka może się okazać dobrym wyborem dla osób, które na co dzień stronią od podobnych powieści.

Co ważne, autorka ma lekki i przyciągający styl. Jej historię czyta się szybko i przyjemnie. Nie dłuży się, a czytelnik nie ma poczucia straconego czasu.

„Proś o wybaczenie” to subtelny kobiecy kryminał. Nieprzekombinowany, nie ociekający krwią, nastawiony na rozwiązanie zagadki, a nie zaszokowanie czytelnika. Ta książka zdecydowanie może się podobać.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

wtorek, 9 lipca 2019

Kinga Kosińska "Beza"




Autor: Kinga Kosińska
Tytuł: Beza
Wydawnictwo: Linia
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 100
Gatunek: literatura współczesna







Iwona ma zespół Downa. Tyle widać na pierwszy rzut oka. Ale co kryje się pod zespołem?  

„Beza” to jedna z tych książek, które w niewielkim formacie kryją wielki przekaz. To opowieść, o jakiej chciałoby się pisać, rozmawiać, opowiadać, ale wcale nie jest tak łatwo. Bo co my tak naprawdę możemy wiedzieć o tym, co przeżywa Iwonka, kim jest, o czym marzy?

Kinga Kosińska oddaje w tej powieści głos tym, którym naszym zachowaniem często udowadniamy, że na ten głos nie zasługują. Zwraca uwagę czytelnika na bolesny i niewygodny, ale aktualny i szalenie ważny problem. Pozwala by Iwonka wykrzyczała się na kartkach jej powieści, podkreślając, że choćbyśmy chcieli o tym zapomnieć, ona jest jedną z nas.

Nie mam w swoim otoczeniu osób zmagających się z zespołem Downa. Choć już patrząc na tych z innymi chorobami zdążyłam zrozumieć, że życie jest po prostu niesprawiedliwe, a my, ludzie, często wcale nie ułatwiamy. Mijają lata, ale niewiele się zmienia. Chorzy zawsze pozostają chorymi i zawsze krąży nad nimi widmo odbijanych w ciele i na twarzy schorzeń. Mówi się jednak, że inny nie znaczy gorszy. I tak najlepiej podsumować tę książkę. Tak najsensowniej zachęcić do lektury.


Kosińska przedstawia nam bardzo wyrazistą i realną bohaterkę, która obserwuje świat oczami osoby z tym charakterystycznym zespołem, przez co ludzie nie traktują jej poważnie. Tymczasem Iwona ma wiele do przekazania i zaoferowania. Skrywa przepiękne wnętrze, niebanalne przemyślenia i duże wzruszenia. Podczas lektury ta bohaterka rysuje nam się jak żywa. Autorka nadała jej bowiem niezwykle realny, wyrazisty i autentyczny wymiar.

„Beza” to taki pamiętniczek osoby chorej. Pisany w pierwszej osobie, skłaniający do podążania jej śladem. O bardzo mocnym przekazie. Złożony z fragmentów, interesujących samych w sobie, ale składających się także na kompletną i dopracowaną całość. Zawsze mnie zadziwia, że nieduże książeczki mogą w sobie tak wiele zawierać i na tak długo ze mną zostawać. Przeczytana, zapamiętana i nie odłożona tak po prostu na półkę. Zajmująca mało, ale jednocześnie wiele miejsca.

Kosińska zrobiła na mnie wrażenie nie tylko za sprawa wyboru tematu, ale również sposobu, w jaki go przedstawiła. Autorka pisze naprawdę mądrze i pięknie. Czyta się ją z dużą przyjemnością. Z gracją dobiera słowa, lekko przelewa myśli na papier, przyjaźnie trafia do serca czytelnika.

Jeśli jeszcze nie wyraziłam się dostatecznie jasno, to czas, by podkreślić, że polecam Wam te powieść serdecznie. Warto spędzić z nią kilka chwil, a potem się zastanowić. Tylko może nie nad innymi. Tylko nad sobą.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Linia.

niedziela, 7 lipca 2019

Shaun Bythell "Pamiętnik księgarza"




Autor: Shaun Bythell
Tytuł: Pamiętnik księgarza
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 388
Gatunek: autobiografia 







Shaun Bythell to właściciel antykwariatu, który dzieli się z czytelnikami szczegółami dotyczącymi dni spędzonych za ladą sklepu z książkami.

„Pamiętnik księgarza” to książka, która wzbudziła we mnie dość mieszane emocje. Z pewnością zaś nie spełniła pokładanych w  niej oczekiwań i nie wywołała efektu wow. Nie znaczy to natomiast, że ta lektura kojarzyć się może z całkowitą stratą czasu. Z pewnością znajdzie swoich wielbicieli, bowiem jest kilka elementów, które można policzyć autorowi na plus. Chętnie więc od nich zacznę.

Bardzo cenię sobie wszelkie historie prawdziwe oraz te oparte na faktach. Cieszę się, że Shaun Bythell postanowił podzielić się z nami swoimi przemyśleniami. Nie ukrywam, że kilkakrotnie zastanawiałam się, jakby to było móc prowadzić sklep z książkami, przebywać wśród tych cudownych utworów całymi dniami, rozmawiać o nich z innymi czy czasem móc zasugerować jakiś tytuł. A relacja kogoś, kto w ten sposób rzeczywiście zarabia na życie, okazała się dla mnie zatem całkiem interesującym doświadczeniem.

Bardzo odpowiada mi również taka pamiętnikowa forma. Krótkie relacje z poszczególnych dni. Anegdotki, fakty, refleksje, wspomnienia. Takie ciekawe i możliwe podsumowanie kolejnych godzin pracy i miesięcy spędzonych w tym samym miejscu. Można poczytać chwilę, odłożyć, następnie wrócić za jakiś czas niczego nie tracąc. Dobry pomysł na przedstawienie tego typu historii.


I czyta się to także dość szybko, całkiem przyjemnie i raczej niezobowiązująco. Bythell bowiem mówi na temat, nie wplata zbyt wielu zbędnych informacji, można nawet odnieść wrażenie, że z czasem w tej opowieści nieco się rozkręca, jego ton staje się bowiem bardziej sarkastyczny, a opowieść nabiera pewnego dystansu do tego wszystkiego.

Bythell opowiada o swojej pracy i pasji szczerze i otwarcie. Przedstawia zalety i wady, sugeruje problemy, podkreśla troski i zmartwienia. Z jego opisów jasno wynika, że wcale nie jest to takie łatwe i przyjemne zajęcie, jak mogłoby się wydawać. Uświadamia nam, jak trudno pracuje się z ludźmi i dla ludzi, wskazuje zmiany zachodzące na rynku książki, od czasu do czasu wplata w swoje przygody różnego rodzaju ciekawostki. I to rzeczywiście jest całkiem ciekawe, przynajmniej początkowo.

Przede wszystkim zaś czuję się nieco oszukana. Rekomendacje obiecują bowiem książkę zabawną i dowcipną, wypełnioną specyficznym poczuciem humoru. Ja podczas lektury nie śmiałam się w ogóle. Co wywołało u mnie przykrą refleksję, że moje to ja nie mam poczucia humoru? No nie wiem, w każdym razie ja nie dostrzegłam w tej książce niczego zabawnego.

I mam wrażenie, że nie stałoby się nic złego, gdyby relacja Bythella straciła na objętości. Nie oszukujmy się, książkowe tematy stale się powtarzają i przeplatają. Klienci wracają, sposób pozyskiwania nowych książek przez autora jest ten sam, nawet obroty wydają się być podobne każdego dnia. To, co na początku wydawało mi się interesujące, z czasem zaczęło mnie nużyć. I pomyślałam, że tracę czas, choć z szacunku dla autora szkoda było mi tę powieść odłożyć.

Lubię literaturę faktu i cenię takie szczere opowieści. Jestem jednak pewna, że w tym gatunku czytelnicy mogą wybierać o wiele trafniej.  

Moją uwagę na tę książkę zwrócił portal www.czytampierwszy.pl.

sobota, 6 lipca 2019

Spencer Quinn "Po dobrej stronie"




Autor: Spencer Quinn
Tytuł: Po dobrej stronie
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 408
Gatunek: literatura współczesna







„Po dobrej stronie” to książka, po którą chciałam sięgnąć z kilku powodów. Jednym z nich, a może najważniejszym, była autentyczność i realizm związane z poruszanymi w niej kwestiami. Tematyka służby w armii, towarzyszące jej odwaga i poświęcenie, konsekwencje takich wyborów… Ciężko przejść obojętnie obok tych spraw, szczególnie, że są przecież aktualne i wciąż budzą żywe emocje. Mimo że historia opowiedziana przez Quinn nie jest pamiętnikiem czy autobiografią, to jednak została opowiedziana w taki sposób, jakby autor rzeczywiście doświadczył opisywanych wydarzeń.

W kolejnych rozdziałach powieści teraźniejszość LeAnne przeplata się ze wspomnieniami z dzieciństwa i urywkami z jej misji w Afganistanie. Taki pomysł na opowiedzenie tej historii bardzo przypadł mi do gustu, bowiem ten autorski chaos dobrze pasuje do bałaganu, w który zmieniło się życie kobiety. „Po dobrej stronie” zbudowane zostało z różnych kawałków, krótszych i dłuższych fragmentów, które wzajemnie się uzupełniają, składając się na zaskakującą i kompletną całość.


Najnowsza powieść Quinn to dramatyczna wędrówka śladem złamanej przez los kobiety. Kogoś, kto nie wie, kim jest i kim powinien być. Kogoś, kto nie pamięta i nie jest pewny, czy chciałby sobie przypomnieć. Błądząc wraz z nią próbujemy trochę to wszystko poukładać i zrozumieć, znaleźć na siebie nowy pomysł. I choć może zabrzmi to nieco naiwnie i przesadnie, myślę, że można się z tą bohaterką utożsamić. Mało kto spośród nas ma lub mógłby mieć podobne doświadczenia, za to każdy nie raz i nie dwa znalazł się na życiowym zakręcie i musiał podejmować najtrudniejsze decyzje.

Szczególnie zaś podoba mi się, że w tej książce wojnę poznajemy oczami kobiety, co przecież wcale nie zdarza się często. Zazwyczaj wojna przybiera bardziej męskie i bardziej oczywiste oblicze. A przecież my, kobiety, także potrafimy zaskoczyć, wykazać się odwagą i determinacją, podążać za marzeniami, realizować cele. Właśnie tak, jak LeAnne…

„Po dobrej stronie” to lektura, która nie jest łatwa i przyjemna. Nie czyta się jej ekspresowym tempem i nie przebiega z lekkością kolejnych wersów. Można z niej natomiast wiele wynieść. Ta książka może zaskoczyć. Podczas lektury dostarcza bowiem emocji, skłania do refleksji i wywołuje w głowie czytelnika wiele pytań, na które musi sobie odpowiedzieć. Ciężko tę powieść porównywać i ciężko ją oceniać. Bez wątpienia jednak trzeba sobie szczerze powiedzieć, że zostało w niej zawarte wiele cennych przemyśleń, informacji, a może i wskazówek. Tylko trzeba mieć dla niej trochę serca.

Na książkę zwróciłam uwagę dzięki portalowi www.czytampierwszy.pl.

piątek, 5 lipca 2019

Alaitz Leceaga "Las zna twoje imię"




Autor: Alaitz Leceaga
Tytuł: Las zna twoje imię
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 576
Gatunek: literatura współczesna







Alma i Estrella to siostry bliźniaczki. Blisko siebie, razem, na zawsze. Tylko czy siostrzana więź faktycznie wszystko przetrwa? Czy kiedy nadejdzie moment wypełnienia przepowiedni nawzajem się ochronią czy pogrążą?

Po powieść Alaitz Leceagi sięgnęłam kuszona obietnicą fascynującego połączenia tajemnic i mroku. I z wielką radością muszę przyznać, że ani przez chwilę nie poczułam się zawiedziona. Podczas lektury, przez cały czas, towarzyszyło mi przeczucie, że coś niedługo się stanie. Książkowe wydarzenia zwiastowały ciszę przed burzą, a pozorny spokój tylko pogłębiał klimat pełen napięcia i niepokoju. Kolejne strony zwiększały moje zaangażowanie w tę historię, podsycały ciekawość i nie pozwoliły na znużenie czy nudę.

„Las zna twoje imię” to intrygująca mieszanka tematyczna, w której poruszane kwestie łączą się w zadziwiający sposób. Historia została zbudowana na bazie znanych, lubianych i ważnych motywów, jakie uzupełniono nutą magii i sekretu. I choć momentami (szczególnie na początku) miałam wrażenie, że taki miks jest dość ryzykowny, po zakończeniu lektury westchnęłam z satysfakcją. Leceaga bowiem wiąże książkowe tematy w sposób nie tylko interesujący, ale również przemyślany i dojrzały, na każdym kroku, raz za razem udowadniając, że w tej opowieści nie ma miejsca na przypadek czy wątpliwości.

Coraz chętniej sięgam po książki reprezentujące różne gatunki literackie, jednak to mocne, mroczne i emocjonalne historie wciąż pozostają moimi ulubionymi i to do nich podchodzę z największą werwą. „Las zna twoje imię” okazał się jedną z takich opowieści. Nie zabrakło mi tajemnic i sekretów, na stronach książki pojawiły się krwawe plamy, akcja powieści przyjemnie zmieniała bieg, a magia osnuwała całość odżywczą mgiełką. Dzięki temu każda czytelniczka może znaleźć w tej powieści coś dla siebie. Nie brakuje tutaj bowiem również odniesień historycznych czy wątków miłosnych.


Książka Leceagi to moim zdaniem prawdziwa czytelnicza uczta. Czytałam ją z wielkim zainteresowaniem, ale niespiesznie, dając sobie czas na spokojne poznanie tej historii, zaangażowanie się w bieg akcji, zrozumienie motywów bohaterów i lepsze poznanie okoliczności i czasów, w których sama nigdy nie mogłabym się znaleźć. Choć książka liczy prawie 600 stron, to jej lektura nie dłuży się i nie męczy, co wynika z faktu, że opisywane sytuacje ciekawią, a bohaterzy wywołują żywe emocje. Ponadto trzeba dodać, że autorka ma świetny, wyrazisty i niezwykle zajmujący styl, którego lekkość i płynność wciąż na nowo mnie urzekała.

Powieść ta nie byłaby tak dobra bez znakomitych sylwetek bohaterów. Nie da się ukryć, że szczególne miejsce zostało poświęcone kobietom- ich pokazom odwagi, nieprzewidywalnym decyzjom, gorącym porywom oraz wysokim wzlotom i niskim upadkom. I choć wszyscy bohaterzy zasługują na uwagę, to właśnie kobiety robią na czytelniku w tym przypadku piorunujące wrażenie. Nie jest łatwo je lubić, prościej natomiast je zrozumieć i spróbować postawić się na ich miejscu, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.

To jeden z tych tytułów, o których nietrudno powiedzieć wiele dobrego. Świetna powieść do czytania, opisywania i dyskutowania. Zostaje w pamięci, przyjemnie się ją poleca, może stanowić dobre porównanie dla innych utworów. Po prostu powinniście ją przeczytać. Jak najszybciej!

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.
  

poniedziałek, 1 lipca 2019

CZERWIEC NA ZDJĘCIACH

Nie mogę uwierzyć, że już 1 lipca! No ale może okres letni sprzyja czytaniu i nie ma powodu by rozpaczać? :)




A jaki był Wasz czerwiec?