Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 listopada 2024

Steve Cavanagh "Obrona"

 


Autor
: Steve Cavanagh

Tytuł: Obrona

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 384

Gatunek: thriller prawniczy 




Nie ukrywam, że moim numerem jeden w kwestii pisania thrillerów prawniczych jest John Grisham. Uwielbiam pisane przez niego książki i nigdy nie waham się przed sięgnięciem po kolejny tytuł. Jakiś czas temu poznałam natomiast kogoś, kto mógłby stanowić dla niego dobrą konkurencję. Steve Cavanagh i jego cykl z Eddiem Flynnem to po prostu coś niesamowitego.

„Obrona” to pierwsza część tej mrocznej, przewrotnej i niesamowitej serii. Do tej pory poznałam dalsze części cyklu, jednak czas najwyższy, by przekonać się, jak zaczyna się ta historia. A zaczyna się znakomicie. Od mocnych wydarzeń, które nie tylko momentalnie przykuwają uwagę, ale również pozwalają czytelnikowi bliżej poznać postać Eddiego. Moim zdaniem jest ona fenomenalna. Cavangh stworzył pełnokrwistego bohatera, któremu daleko jest do ideału. Eddie ma na swoim koncie szereg potknięć i większych błędów, a kiedy już jest gotowy, by w końcu na nowo poukładać swoje życie, na jego drodze staje rosyjska mafia z naprawdę dużymi oczekiwaniami.

Akcja książki rozpoczyna się szybko i intensywnie. Autor ani przez chwilę nie oszczędza swojej postaci, pozwalając by na naszych oczach przeżywała olbrzymi dramat. Choć Eddie szybko zdobył moją sympatię, to  jego książkowe problemy sprawiły, że wprost nie mogłam oderwać się od lektury. Mroczny początek powieści zapowiada intrygującą i niepokojącą przygodę i rzeczywiście byłyby to niezwykle celne określenia dla tej historii. Interesująca, przewrotna, pełna napięcia i obfitująca w niespodzianki. Właśnie taki powinien być dobry thriller.

Z wielką przyjemnością i dużym zainteresowaniem obserwowałam rozwój wydarzeń. Cavanagh dobrze wie, co robi. W każdym rozdziale oferuje czytelnikom kilka apetycznych, mrocznych kąsków, stale podsycając apetyty na więcej. Igra z bohaterami i bawi się z nami. Jego książka przypomina niepokojącą rozgrywkę, w której nie obowiązują żadne uczciwe zasady, a wygrać może tylko ten, kto wykaże się błyskotliwością i odwagą. Rozwój akcji przynosi spore zaskoczenie, a wyczyny głównego bohatera śledzimy z pobłażliwym uśmiechem i nutą niedowierzania, ale to naprawdę wspaniała rozrywka.

„Obrona” to nie tylko bardzo dobry thriller prawniczy, ale także wspaniałe otwarcie serii. Podczas lektury czytelnik jest zaintrygowany opisywanymi wydarzeniami i podejmowanymi przez Eddiego decyzjami. Obserwujemy, zastanawiamy się, próbujemy przewidzieć kolejny ruch, a to wcale nie jest takie proste. Szybko zmierzamy do końca, usilnie pragnąc poznać zakończenie, w duszy wesoło podśpiewując na myśl, że to przecież dopiero pierwsza część, więc możemy niedługo spotkać się z Eddiem ponownie.

Książka Cavanagh to gruntownie przemyślany, dobrze zaplanowany i znakomicie spisany thriller. Kwestie związane z prawem stanowią tutaj świetnie uzupełnienie dla fabuły. Przedstawione zostały w taki sposób, by nie zmęczyć czytelnika, ale go zainteresować. Całość nie pozostawia miejsca na pytania czy uwagi. Jeśli lubicie tego typu historie, to serdecznie polecam. Weźcie ten tytuł pod uwagę w swoich czytelniczych planach.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 13 listopada 2024

Harlan Coben "Pomyśl dwa razy"

 


Autor
: Harlan Coben

Tytuł: Pomyśl dwa razy

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 383

Gatunek: kryminał/thriller  




Odkąd pamiętam uwielbiam książki Harlana Cobena. Każda kolejna opowiada znakomitą, zaskakującą i niepokojącą historię, wspaniale prezentując wszystkie elementy, które powinien zawierać pierwszoligowy thriller czy soczysty kryminał. „Pomyśl dwa razy” to nowa książka i nowa gwarancja znakomitej czytelniczej rozrywki. Choć lata mijają, Coben nie osiada na laurach i wciąż zachwyca swoich czytelników.

Nowy tytuł autora to dwunasta już część przygód Myrona Bolitara. Świetnej, dopracowanej i przewrotnej serii kryminalnej. Możliwość ponownego spotkania się z cenionymi  i lubianymi bohaterami przyniosła mi dużą przyjemność. Coben stworzył bowiem w tej serii plejadę fantastycznych, barwnych i różnorodnych postaci, obok których po prostu nie można przejść obojętnie. Sama sympatia byłaby jednak niewystarczająca, by utrzymać czytelnicze zainteresowanie, o czym autor dobrze wie.

Może właśnie dlatego nie oszczędza książkowych bohaterów, raz za razem wikłając ich w trudne wybory i sytuacje bez wyjścia? W każdej z powieści stanowiących część serii kładzie im na barkach nowe ciężary i bezlitośnie rzuca im kłody pod nogi. A jak oni radzą sobie z przeciwnościami losu? Wspaniale, choć często dochodzi do rozlewu krwi. Mimo że „Pomyśl dwa razy” to już dwunasta książka dotycząca Myrona Bolitara i jego przyjaciół, wciąż nie czuję znudzenia czy przesytu. Ten cykl dalej kojarzy mi się z dobrą zabawą i przyjemną rozrywką.

Od początku ukazywania się tej serii bohaterom wiele się przydarzyło. Dzięki pomysłom Cobena każdy z nich dużo przeszedł. Podoba mi się, że autor pozwala sobie na przypominanie czytelnikom wydarzeń z przeszłości, odświeżając im w ten sposób pamięć. Z drugiej zaś strony taki zabieg świetnie sprawdza się w przypadku osób, które przygodę z tymi bohaterami dopiero zaczynają. Retrospekcje i powroty do wydarzeń sprzed lat zagwarantują, że niczego nie pominą i nic im nie umknie.

Mimo że rozprawianie o bohaterach książki to czysta radość, nie można zapominać, że to zaledwie jedna z zalet tej historii. A trzeba przyznać, że tym razem Coben wyjątkowo się postarał, oferując czytelnikom skomplikowaną zagadkę na najwyższym poziomie. Poświęciłam jej rozwiązaniu dużo czasu, uwagi i koncentracji. Założyłam, że skoro poznałam tak wiele książek kryminalnych i thrillerów, to szybko się uporam ze śledztwem i wytypuję podejrzanego. Tymczasem nic bardziej mylnego.

Autor oddał w ręce czytelników niepokojącą, przewrotną, pełną napięcia i budzącą obawy opowieść, w której nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać. Można poświęcić jej wiele wieczorów i wiele przemyśleń, ale zwyczajnie nie jesteśmy w stanie samodzielnie rozgryźć przygotowanej przez autora zagadki. Coben kluczy, zmienia bieg akcji, stawia wiele znaków zapytania, wskazuje różnych podejrzanych. Wydaje się świetnie bawić. A my bawimy się razem z nim.

Nie bez powodu tak lubię i szanuję tego autora. Bardzo łatwo jest go wychwalać i znajdywać mocne strony jego historii. Nie ma natomiast do czego się w tym przypadku przyczepić. Bardzo polecam ten tytuł.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

sobota, 19 października 2024

John Grisham "Zeznanie"

 


Autor
: John Grisham

Tytuł: Zeznanie

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 512

Gatunek: thriller prawniczy 




John Grisham to jeden z moich ulubionych autorów. Błyskotliwy, bystry, kreatywny i niezawodny. Nie nudzi, nie męczy, nie opiera się na wygodnych scenariuszach. Kiedy sięgam po kolejne książki podpisane jego nazwiskiem, robię to z satysfakcją i przekonaniem. Nie inaczej było tym razem.

„Zeznanie” to jedna z najlepszych powieści autora. Prawdopodobnie tym hasłem mogłabym posługiwać się za każdym razem, ale… W tym przypadku naprawdę czuję zachwyt i podziw. Grisham oddał w moje ręce dopracowaną, dojrzałą, dającą do myślenia, a przy tym przewrotną i zaskakującą opowieść. Donte Drumm przebywa w celi śmierci od 9 lat. Dzień po dniu zapada się w sobie, czekając na to, co wydaje się już nieuniknione. Termin egzekucji został wyznaczony na najbliższy czwartek. Możliwości odwołań i apelacji zostały wyczerpane, choć jego obrońca walczył o niego zażarcie i nieustępliwie. I nagle, tuż przed, w ostatniej chwili, zjawia się ktoś, kto przyznaje się do morderstwa, o które został oskarżony młody chłopak. Czy istnieje jeszcze szansa, by go ocalić?

Czytałam tę historię z zapartym tchem, szczerze licząc na to, że młody Donte wyrwie się z pazurów śmierci. Głęboko mu kibicowałam i czułam współczucie dla jego najbliższych. Emocje towarzyszące mi podczas lektury były tak żywe, jakbym doświadczała historii faktycznie się rozgrywającej. Grisham w mistrzowski i przekonujący sposób oddał klimat opisywanych wydarzeń. W czasie czytania czułam atmosferę ciężką od napięcia, frustracji i traconej nadziei. W obawie śledziłam rozwój akcji, by przekonać się, co zaplanował autor. Myśli i uczucia skupiały się wokół Dontego. A pytania wciąż krążyły po głowie, próbując znaleźć odpowiedzi.

Grisham rozegrał ten dramat znakomicie, oferując czytelnikom rozrywkę na najwyższym poziomie. Choć akcja nie potoczyła się w oczekiwany przeze mnie sposób, to nie mogę autorowi absolutnie nic zarzucić. Jego opowieść całkowicie mnie pochłonęła. Zatraciłam się w niej w sposób zupełnie niekontrolowany. Przez kilka godzin była tylko ona i ja. Olbrzymia ciekawość, niesłabnące zainteresowanie, nieugaszone napięcie. Jeden rozdział, drugi i następny. Zaangażowanie, przyjemność i radość. „Zeznanie” jest jak najlepsze przypomnienie o wartości książek, niczym lista zalet, dla tych, którzy potrzebują impulsu i zachęty.

Ten tytuł stanowi idealne połączenie tematów i elementów charakterystycznych dla różnych gatunków literatury. Znajdziemy w nim napięcie, zwroty akcji, przelaną krew oraz zbrodnię i karę. Za sprawą powieści poznamy wspaniałych, barwnych, mądrych  i odważnych bohaterów. A książkowe wydarzenia oparte zostaną na obyczajowym, wyrazistym tle, które stanowi bardzo dobrą bazę do przemyśleń i rozważań.

Jedną z najbardziej oczywistych rzeczy w twórczości Grishama jest jego idealny styl. Dopracowany, dojrzały, wyważony. Dobre pomysły nie zaprowadziłyby go daleko, gdyby nie potrafił ich przedstawić i rozpisać w odpowiedni sposób. Ale on potrafi to zrobić jak nikt inny. Czaruje słowem, uwodzi narracją. Zaprasza do wspólnej rozgrywki.

W swoim tekście starałam się pokazać, że „Zeznanie” to powieść, w której wszyscy mogą znaleźć coś dla siebie. Książka jest niezwykła, przekonująca i życiowa. Każdy, kto przejdzie obok niej z obojętnością, dużo straci.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

poniedziałek, 7 października 2024

Elizabeth Jane Howard "Lata beztroski"

 


Autor
: Elizabeth Jane Howard

Tytuł: Lata beztroski

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 512

Gatunek: literatura współczesna 




Z pewną nutą melancholii, ale też z rumieńcami na twarzy i uśmiechem na ustach, wspominam wspaniały serial “Downton Abbey”. Mimo że oglądałam go kilka lat temu, to sylwetki bohaterów i przedstawione wydarzenia często do mnie wracają. Porównanie książki do tego właśnie tytułu okazało się dla mnie najlepszą rekomendacją. Czym prędzej sięgnęłam po powieść Elizabeth Jane Howard.

„Lata beztroski” to najkrócej mówiąc opowieść o bogatej angielskiej rodzinie. Na stronach książki poznajemy jej trzy pokolenia, zaczynając od głowy rodziny i seniora rodu, poprzez jego potomków i wnuków. Podsumowując jednak ten tytuł w taki sposób pozwalam sobie na spore uproszczenie. Rzeczywiście, rodzina Cazaletów ma dobre i piękne życie, lojalną służbę i spore pieniądze. Nie znaczy to jednak, że jej codzienność jest całkowicie pozbawiona trosk, nieporozumień czy błędów.

Howard zabiera nas na wieś, gdzie na corocznych wakacjach mają spotkać się wszyscy członkowie rodziny. Okazuje się, że takie spotkanie może nieść ze sobą wiele różnorodnych emocji. Autorka pozwala nam kolejno poznać wszystkich bohaterów tej opowieści. Nie spieszy się i nie goni do przodu. Powoli, subtelnie, a nawet leniwie snuje swą historię, sporo miejsca poświęcając sylwetkom postaci. Warto przypomnieć w tym miejscu, że „Lata beztroski” to pierwsza część trylogii, dlatego przyjrzenie się bohaterom ma tutaj spore znaczenie.

Mogłoby się wydawać, że rodzina, w której nie brakuje pieniędzy, będzie bardziej spełniona, usatysfakcjonowana i zadowolona z życia. Ale na kolejnych stronach przekonałam się, że i dobrze sytuowani bohaterzy mają swoje problemy i tajemnice, a więzy krwi niekoniecznie świadczą o bliskości i zażyłości. Howard pięknie i przekonująco udało się oddać wszystkie cienie i blaski życia Cazaletów. Obdarzyła swych bohaterów autentycznością i realizmem, nie idealizując ich przy tym i czasami zrzucając na ich barki spore ciężary.

Nie można zapominać, że funkcjonowanie takiej rodziny nieodłącznie wiąże się z posiadaniem służby. Howard świetnie pokazała, w jaki sposób działał taki system. Wyraźnie podkreśliła różnicę w społecznych statusach, pozwalając by każdy czytelnik wyobraził sobie życie służby na podstawie książkowych opisów i dialogów. W tej pozornie prostej historii nie brakuje prawdziwego życia i tematów tak lubianych przez czytelników. Na stronach książki spotykają się szczęście i upadki, pieniądze i bieda, miłość i nienawiść. Tego typu kontrasty nadają całości realizmu i pikanterii. Pozwalają utrzymać zainteresowanie czytelnika i pogłębić jego zaciekawienie tym tytułem.

Howard ma bardzo dobry, lekki i przyjemny styl. Książka utrzymana została w swobodnej, niewymuszonej narracji, dzięki czemu jej lektura stanowi czystą przyjemność. To świetny tytuł na chłodne wieczory czy leniwe weekendy. Łatwo się w nim zaczytać i zapomnieć na chwilę o swoich sprawach.

„Lata beztroski” to znakomity wstęp do dłużej historii. Świetny początek rodzinnej trylogii. Prosta, ale ujmująca i przekonująca historia. Warto przyjrzeć się jej bliżej.     

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 30 września 2024

Lisa Gardner "Kochać mocniej"

 


Autor: Lisa Gardner

Tytuł: Kochać mocniej

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 432

Gatunek: kryminał/ thriller




Uwielbiam czytać książki autorstwa Lisy Gardner, a jeszcze bardziej lubię o nich pisać, myśleć i rozmawiać. Wszystkie tytuły, które poznałam do tej pory bez wątpienia zasługują na uznanie, ciepłe słowa i pochwały. Autorka zdecydowanie wie, jakie elementy powinny składać się na mroczną, niepokojącą historię i potrafi zadbać, by nigdy żadnego z nich nie brakowało.

Jedną z części składowych, niezbędnych dla takiej powieści, jest klimatyczna atmosfera ciągłego napięcia i oczekiwania. Kiedy wiadomo, że coś się wydarzy, ale nie można mieć jeszcze pewności, w którą stronę autor poprowadzi książkowe wydarzenia. Spokój przed burzą, która z pewnością będzie gwałtowna i zaskakująca. „Kochać mocniej” odzwierciedla taki właśnie klimat. Duszny, nieprzyjemny i niecierpliwy. Sugerujący, że na stronach książki wiele się wydarzy, a przy tym dość spokojny i niespieszny. Gardner dobrze wie, w jaki sposób utrzymać zainteresowanie czytelnika i jak pogłębić jego ciekawość.

Śmiało można powiedzieć, że autorka się z nami bawi. Dawkuje informacje i stopniowo ujawnia kolejne fakty. Daje do zrozumienia, że czeka nas wiele niespodzianek, ale nie stara się nas zaskoczyć tu i teraz. Ma czas i wie, w jaki sposób go wykorzystać. Skłania nas do myślenia i wyciągania wniosków. Zachęca, by równolegle z nią prowadzić własne śledztwo. Pozwala nam zakładać, że wiemy, co się wydarzyło. A następnie niszczy naszą pewność siebie. Rozbija w pył założenia i przekonania. Odwraca akcję o 180 stopni i pokazuje całość w zupełnie nowym świetle.

Każda powieść Gardner jest jak mroczny prezent, skrywający niepokojącą niespodziankę. Nie inaczej sytuacja ma się z jej najnowszym tytułem. „Kochać mocniej” angażuje, niepokoi, wpływa na psychikę i gra na emocjach. Daje czytelnikowi o wiele więcej niż oczekuje i wymaga, oferując dopracowaną, kompletną i przewrotną opowieść, której lektura przynosi olbrzymią przyjemność, a wspomnienie zostaje w głowie na bardzo długo. Czytałam ją spokojnie, przez kilka dni, w oczekiwaniu i zainteresowaniu, samej sobie dawkując napięcie i zwyczajnie ciesząc się tym tytułem i nie chcąc, by się skończył.

„Kochać mocniej” daje czytelnikowi możliwość kolejnego spotkania z D.D.Warren. Ta silna, bystra, pewna siebie i pracowita pani detektyw stanowi idealny przykład tego, że można napisać dobry kryminał czy thriller, w którym to kobieta odegra pierwszoplanową rolę. Brakuje mi więcej takich książek i więcej szans dla kobiecych bohaterek. Z drugiej strony jednak oprócz spotkań z lubianymi i cenionymi postaciami, Gardner proponuje czytelnikom zupełnie nowe, świeże i dynamiczne postacie, które robią niemniejsze wrażenie, niż główna bohaterka.

Najnowsza książka tej znakomitej autorki, podobnie jak jej poprzedniczki, po prostu mnie zachwyciła. Uwielbiam powieści Gardner i chętnie je chwalę, ale uwierzcie mi- nie robiłabym tego, gdybym nie miała ku temu powodów. Autorka ma znakomity styl, bogatą wyobraźnię i potrafi wykorzystywać znane i lubiane motywy. Działa na umysł i emocje czytelnika, skłania do myślenia, angażuje w lekturę. Sprawia, że jesteśmy w stanie na czas lektury zapomnieć o własnym świecie. Podczas czytania liczy się tylko ona i jej historia. Serdecznie polecam, zarówno ten tytuł, jak i wszystkie pozostałe książki podpisane jej nazwiskiem.     

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 25 września 2024

Anders Roslund "Zaufaj mi"

 


Autor: Anders Roslund

Tytuł: Zaufaj mi

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 416

Gatunek: kryminał




“Zaufaj mi” to już jedenasta część cyklu kryminalnego z Ewertem Grensem. Choć z tym bohaterem przeżyłam zaledwie trzy książkowe przygody, to zdążyłam całkowicie zadurzyć się w autorze i jego pomysłach. Anders Roslund jest bowiem pisarzem interesującym nie tylko pod względem genialnej wyobraźni ale też bardzo odważnym za sprawą wybieranych tematów.

W najnowszej książce autor przypomina, że nie ma dla niego kwestii tabu, a powieść kryminalna jest odpowiednim miejscem, by pokazać, jak wiele zła może wyrządzić człowiek. Na stronach tego nowego tytułu przeplatają się zbrodnie w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale też takie, które wymierzone są w kobiety. Brutalność, przemoc, prostytucja, a także sprzedaż organów stanowią silną, mroczną i pełną napięcia mieszankę, będącą idealnym uzupełnieniem dla krwi przelanej w tej książce.

Zdecydowanie nie jest to historia dla osób o słabych nerwach. Roslund bowiem nie ma żadnych hamulców. Pokazuje bohaterów z najgorszej strony, a robi to w sposób realistyczny i przekonujący. Można by pomyśleć, że mamy do czynienia z brutalnym reportażem. Pomysł autora i jego realizacja mają bowiem przerażająco prawdziwy charakter. Mimo że większość z nas nie spotkała się na co dzień z takimi zbrodniami, to gdzieś głęboko mamy przecież świadomość, że one naprawdę istnieją i że są miejsca, gdzie zło odgrywa pierwszoplanową rolę. A to jest szalenie przerażające.

„Zaufaj mi” to tytuł, który działa na wszystkie zmysły. Pochłania, angażuje, straszy, skłania do myślenia. Nie mogłam oderwać się od tej lektury, choć kolejne rozdziały coś we mnie niszczyły. Na swoim czytelniczym koncie mam przeczytanych wiele kryminałów i thrillerów, więc temat przemocy i okrucieństwa nie jest mi obcy, a jednak książka Roslunda bardzo mnie poruszyła. Autor bowiem precyzyjnie i z doświadczeniem gra na uczuciach czytelników. Odwołuje się do naszego człowieczeństwa, by zniszczyć to, które jest udziałem bohaterów.

Z niesłabnącym zainteresowaniem pokonywałam kolejne strony i rozdziały, by przekonać się, co jeszcze przygotował pisarz. Nie miałam wątpliwości, że czeka na mnie wiele niespodzianek i zwrotów akcji. Chciałam móc czytać szybciej, by poznać rozwój fabuły i emocjonować się wielkim finałem. Z drugiej zaś strony pragnęłam opóźnić moment, gdy zakończę tę ekscytującą przygodę. Czy znacie to uczucie? Towarzyszyło mi podczas całego okresu czytania.

Warto by również wspomnieć kilka słów na temat głównego bohatera. Jaki jest Ewert Grens? Nietypowy, nieobliczalny, niedzisiejszy. Oddany pracy, zaangażowany, bystry, konsekwentny i zdeterminowany. Więcej wad czy zalet? Więcej słuszności czy problemów? Musicie ocenić te kwestie samodzielnie. Nie da się ukryć, że to bohater, obok którego nie można przejść obojętnie. Wzbudził we mnie mnóstwo różnorodnych emocji. Bardzo pasował do roli, jaką wyznaczył mu autor.

„Zaufaj mi” to kolejny znakomity tytuł w dorobku autora. Mogłabym o nim wiele powiedzieć, ale nie chcę, żeby to było za dużo. Dajcie mu szansę. Poczujcie emocje. Spójrzcie inaczej na współczesny kryminał. Bardzo polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

sobota, 7 września 2024

Lisa Gardner "Wszędzie cię widzę"

 


Autor
: Lisa Gardner

Tytuł: Wszędzie cię widzę

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 456

Gatunek: thriller/kryminał 




Lisa Gardner to jedna z moich ulubionych autorek. W jej historiach znajduję wszystkie elementy, które moim zdaniem są niezbędne w przypadku powieści kryminalnych lub mrocznych thrillerów. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek mnie zawiodła czy rozczarowała. Z dużą radością przyjęłam fakt pojawienia się nowych serii Gardner w ofercie Wydawnictwa Albatros. Jedną z nich jest cykl poświęcony Frankie Elkin.

„Wszędzie cię widzę” to trzecia część serii związanej z tą postacią. Od samego początku zapałałam do niej olbrzymią sympatią. Elkin nie jest bohaterką, którą można pokochać od pierwszej strony. Ma za sobą trudną przeszłość, wiele złych decyzji, walkę z nałogami. Gardner przedstawia nam ją w sposób realistyczny, uczciwie i konsekwentnie podkreślając jej upadki i słabości. A jednak szybko ją polubiłam. Za normalność, odwagę, konsekwencję i siłę. Zbyt rzadko w mrocznych opowieściach pojawiają się błyskotliwe i mądre kobiety. A ona zdecydowanie do nich należy.

W tej serii uparta i niepokorna Frankie zajmuje się poszukiwaniem osób zaginionych. Tym razem przyszło jej zmierzyć się z niezwykle trudną, ale też nietypową sprawą. W tej grze pojawiają się znane osoby, duże pieniądze i egzotyczne miejsce. Ale też znane i lubiane motywy mrocznych książek, takie jak zemsta, przemoc, obsesja. Gardner umiejętnie łączy wszystkie te kwestie, oferując nam interesującą, świeżą, a przy tym niepokojącą opowieść. Wraz z nią przenosimy się na zabójczo piękne Hawaje, które stanowią wspaniałe tło dla wyobraźni i talentu pisarki.

Pomysł zbudowania książkowej fabuły w takim miejscu od początku zyskał moje uznanie. Niezwykle przyjemnie podążało mi się tropem bujnej przyrody, rzadkich zwierząt i nietypowych warunków klimatycznych. Autorka sprawiła, że poczułam, jakbym naprawdę znalazła się na Hawajach. I pokazała, że raj również może mieć swoje złe strony i niedoskonałości. Gardner bardzo dobrze oddała klimat odosobnienia i niepewności, które towarzyszyły grupie losowych osób, wspólnie pracujących nad luksusowym i ekologicznym projektem na dzikim i oddalonym atolu.

Dramat rozgrywający się w takim miejscu mrocznie mnie zauroczył, przyciągając i zatrzymując za sprawą grona intrygujących osobowości. Gardner postarała się, by wywołały one w czytelnikach mnóstwo różnorodnych uczuć i przekonanie, że każdy z nich może mieć coś na sumieniu. Autorka pogłębiła napięcie za sprawą psychologicznych sztuczek, które nie pozwalały mi aż do samego końca zrozumieć, kto jest w tej historii sprawcą, a kto ofiarą. Bawiła się ze mną przez cały czas trwania lektury, raz po raz udowadniając, że nie będę w stanie wygrać tego meczu. A jednak, choć nie dopasowałam wszystkich elementów samodzielnie i nie znalazłam rozwiązania przed finałem, bawiłam się wspaniale.

„Wszędzie cię widzę” to książka, w której łatwo się zaczytać. Interesująca tematycznie, świetnie przemyślana i dobrze napisana. A przy tym nieco inna, z elementem nowości i świeżości. Myślę, że mogłaby spodobać się zarówno sympatykom autorki, jak i nowym czytelnikom. I w żadnym wypadku nie przejmujcie się tym, że to już trzecia część cyklu. Autorka nie zostawi Was z niepewnością i pytaniami. Serdecznie polecam ten tytuł.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

wtorek, 6 sierpnia 2024

Moa Herngren "Teściowa"

 


Autor
: Moa Herngren

Tytuł: Teściowa

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 384

Gatunek: literatura współczesna 




Gdyby ktoś mnie zapytał, dlaczego postanowiłam sięgnąć po ten tytuł, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Niezbyt często wybieram literaturę obyczajową, a każdy taki wybór jest w moim przypadku raczej przemyślany. „Teściowa” natomiast była pewnym dziełem przypadku. Coś bliżej nieokreślonego sugerowało mi, że po prostu powinnam dać jej szansę. Podszept intuicji skierował mnie w słuszną stronę.

„Teściowa” to opowieść o relacjach rodzinnych. Można by powiedzieć, że podobnych powieści ukazuje się mnóstwo. I rzeczywiście, pod względem wyboru tematu i poruszanych kwestii nie jest to tytuł świeży czy oryginalny. Herngren opowiada o rzeczach znanych, lubianych i aktualnych, przede wszystkim zaś istotnych i choćby z tego powodu zasługuje na kilka ciepłych słów i odrobinę sympatii. Ale w tym tytule kryje się o wiele więcej.

Podczas lektury miałam wrażenie, że autorka potrafi zajrzeć do serc i umysłów swoich bohaterów. Z opisywanych scen biły niezwykła emocjonalność, poruszająca autentyczność i oszałamiająca mądrość. Bardzo szybko uświadomiłam sobie, że ta powieść zdecydowanie różni się od podobnych tytułów swoją głębią, wielowymiarowością i psychologicznym aspektem. Herngren przedstawiła tę historię w sposób uczuciowo przekonujący i życiowo zatrzymujący.

Poznając lepiej kolejne postacie, miałam niezwykłą okazję, by obserwować absorbujące wydarzenia z ich codzienności. Herngren z wielką pewnością siebie i dużym przekonaniem opisywała poszczególne sceny i zachowania bohaterów, zupełnie tak, jakby opowiadała o prawdziwych ludziach i rzeczywistych historiach, w jakie zostali uwikłani. Pozwalając sobie na szczerość i kierując się pisarską odwagą, nie oszczędzała książkowych postaci, nie ułatwiała im wyborów, nie kryła się za żadnym tabu.

Kolejne strony powieści napisane zostały przy wykorzystaniu brutalnej prawdy i niepokojącej autentyczności, które wciąż przypominały, że życie naprawdę rzadko usłane jest różami. Zresztą nawet najpiękniejsze róże mogą mocno zranić i głęboko skaleczyć. Codzienność bohaterów jest wypełniona takimi kolcami, a ich serca i umysły zatruwają niezdrowe myśli i nierozsądne wybory. Herngren w poruszający sposób pokazuje, jak trudne i toksyczne mogą być relacje rodzinne i jak szybko mogą się zmieniać. W swojej powieści oddaje głos różnym bohaterom, by pokazać nam tę opowieść z wielu perspektyw.

A każda z nich wydaje się być przekonująca, właściwa i słuszna. Podczas lektury nie byłam pewna, co myśleć i nie wiedziałam, co czuję. Zazwyczaj w czasie czytania dość szybko i sprawnie wyrabiam sobie opinię na temat poszczególnych bohaterów, ale tym razem okazało się to po prostu niemożliwe. Autorka pokazała bowiem ich wady i zalety, mocne strony i słabości, kiepskie decyzje i bolesne upadki. Zaoferowała nam niezwykle intensywną uczuciowo- psychologiczną mieszankę, w której poszczególne składniki często zdają się wykluczać i do siebie nie pasować.

No właśnie. Taka w dużej mierze jest ta historia. Nieprzyjemna. Niewygodna. Niepokojąca. Ale przy tym szalenie prawdziwa i przekonująca. Zmuszająca do myślenia. Skłaniająca do podejmowania decyzji. Podczas lektury obserwowałam bohaterów i zastanawiałam się, co ja zrobiłabym na ich miejscu i jakie decyzje bym podjęła. I szalenie cieszyłam się, że ta sytuacja nie dotyczy mnie osobiście. Choć po części przeżywałam ją, jakbym sama brała udział w tych wydarzeniach. Herngren mnie emocjonalnie wymiętosiła. Wycisnęła ze mnie przeróżne emocje, które po tym, jak ujrzały światło dzienne, nie chcą już wrócić do cichego wnętrza. Bardzo polecam ten tytuł.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

niedziela, 4 sierpnia 2024

Guillaume Musso "Ktoś inny"

 


Autor
: Guillaume Musso

Tytuł: Ktoś inny

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 320

Gatunek: thriller psychologiczny 




Nie bez powodu Guillaume Musso jest uznawany za jednego z najlepszych autorów. Pisane przez niego historie intrygują, zaskakują i wzbudzają ogromne emocje. Z wielką niecierpliwością czekam na każdy kolejny tytuł podpisany jego nazwiskiem.

„Ktoś inny” to dość prosta i krótka opowieść, co nie odbiera jej jednak wyjątkowości. Rozpoczęta mocnym akcentem, aż do końca nie pozwala odłożyć się w kąt. Pierwsze strony wskazują, że Musso przygotował dla swoich czytelników następny bestseller. Zginęła piękna, bogata i popularna kobieta. Oczywistym sprawcą wydaje się być mąż. Jego motywy również łatwo odgadnąć. Kiedy jednak detektywi zaczynają nabierać pewności w kwestii jego zbrodni, a my wraz z nimi, autor gwałtownie zmienia bieg akcji, pokazując nam w ten sposób, że tak naprawdę nie mamy pojęcia, co się wydarzyło i co zaplanował.

Z każdym kolejnym rozdziałem historia zaczyna być bardziej zdumiewająca i nieprawdopodobna. Musso igra ze śledczymi i bawi się też z nami. W jego oczach wszyscy zdajemy się być zwykłymi amatorami. Tymczasem on, jako wytrawny gracz, wprowadza nas w świat pełen tajemnic i niespodzianek. Raz po raz pokazuje, ile prawdy jest w określeniu, że nigdy do końca nie znamy tej drugiej osoby. Główna bohaterka tego dramatu miała wiele sekretów, które Musso chętnie ujawnia wraz z rozwojem akcji. Dzięki temu całkowicie zmienia bieg historii zaskakując nas, silnej angażując i pogłębiając napięcie.

Autor, posiadający tak duże doświadczenie i tak wspaniałe umiejętności, dobrze wie, że można zbudować klimatyczną i niepokojącą fabułę książki, bez zbędnego rozlewu krwi. Musso bowiem kontroluje umysły, gra na emocjach, opiera się na wyobrażeniach, wykorzystuje sugestie i niedopowiedzenia. Podczas lektury zdarzyło mi się pomyśleć, że na stronach książki niewiele się dzieje, a jednak ani przez moment nie przyszło mi do głowy, bym mogła ją odłożyć. Ta prosta historia skrywała w sobie bowiem sekrety i emocje, o których mi się nie śniło.

Jedną z cech charakterystycznych dla tego autora, pewną piękną oczywistością, jest wyrazisty, dopracowany i dojrzały styl. Musso pisze w sposób niezwykle naturalny i swobodny, relacjonuje z pewnością siebie i przekonaniem. W jego historiach nie ma miejsca na słowne wymuszenia czy poprawne przesadności. Dobrze wie, co chce przekazać czytelnikowi i jak to zrobić. Wykorzystuje moc słowa, czerpie z jego siły, ujmująco łączy wyrazy w jedną całość. Sprawia, że po prostu mamy ochotę i potrzebę, by za nim podążać.

„Ktoś inny” to krótka, ale barwna i zaskakująca historia. Lekka, przyjemna, interesująca. Sprawdzająca się w charakterze subtelnego thrillera. Znakomita pod kątem wątków obyczajowym. Z mocnym początkiem i elektryzującym zakończeniem. Fantastyczna pod każdym względem. Dokładnie taka, jaka powinna być.     

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 31 lipca 2024

T. J. Newman "Uwięzieni"

 


Autor
: T. J. Newman

Tytuł: Uwięzieni

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 352

Gatunek: thriller




Katastrofa samolotu i grupa ludzi czekających na ocalenie. Prosty przepis na sukces powieści?

Dobrze pamiętam, jak ciepłe uczucia obudziła we mnie poprzednia książka autorki. Zupełnie, jakbym czytała ją wczoraj. Prowadzona ciekawością zwyczajnie musiałam sięgnąć po kolejny tytuł, który wyszedł spod pióra T. J. Newman. Piękne wspomnienie czytelniczej satysfakcji i wspaniałej przygody wiązało się również z wielkimi oczekiwaniami. Czy autorce udało się je spełnić?

„Uwięzieni” to książka, która rozpoczyna się mocnym akcentem i do ostatniej sceny nie zwalnia już tempa. W jej przypadku nie trzeba liczyć na przyspieszenie akcji czy dawkowanie napięcia. Newman proponuje nam bowiem ekstremalną czytelniczą rozrywkę, przypominającą w swej postaci jazdę kolejkę górską. Z jednej strony czujemy ekscytację i adrenalinę, z drugiej zaś strony strach zaciska nam gardło, a niepewność nieco studzi zapał. Czytałam kolejne rozdziały popędzana własnym niezmierzonym zainteresowaniem, a jednak czułam olbrzymie napięcie i obawy spowodowane rozwojem akcji.

Zdecydowanie nie można powiedzieć, by w tej historii wszystko szło po myśli bohaterów. Właściwie Newman nie ma dla nich litości. Kiedy pomyliśmy o najgorszym możliwym scenariuszu w opisywanej na stronach powieści historii, mamy pewne wyobrażenie piekła, jakie autorka zgotowała książkowym postaciom. Nawet gdybym bardzo chciała, to trudno byłoby mi zaliczyć tę książkę do serii typu „żyli długo i szczęśliwie”. Newman zapewniła czytelnikom niezwykłe emocje kosztem ciężkich i traumatycznych wydarzeń, w których rolę główną zajmowali przedstawieni przez nią bohaterzy.

Wiele razy nie mogłam uwierzyć, jak trudny scenariusz dla nich przygotowała. Na każdym kroku czekała na nich nowa pułapka, kolejna przeszkoda, nieprzyjemny zwrot akcji czy smutna niespodzianka. Czytając podobne lektury zakładamy, że bohaterzy zostaną uratowani w spektakularny sposób, wychodząc z opresji cało i z pewną dozą satysfakcji. Newman sprawiała natomiast wrażenie, jakby sama nie wierzyła w ich powodzenie i celowo utrudniała im każde działanie. Kolejne rozdziały pokonywałam z wielkim zainteresowaniem i pewnym smutkiem. Jak to wszystko się zakończy? Co jeszcze mogła wymyślić ta odważna i błyskotliwa autorka?

Swoja drogą Ci zgnębieni i poszkodowania bohaterzy tworzyli niezwykłą gromadę. Newman postarała się, by nikt z nas nie mógł przejść obok nich obojętnie. Ich cechy charakteru, wady i zalety oraz podejmowane decyzje sprawiały, że podczas lektury łatwo było mi znaleźć dla nich ciepłe uczucia lub też wręcz przeciwnie. Sprawiali wrażenie ludzkich, żywych, realistycznych. I choć opisywana historia nie ma dużej szansy na powtórzenie się w rzeczywistości, to odnalazłam w niej tyle autentyczności, by przekonała mnie i przytłoczyła.

Duże wrażenie zrobiły na mnie wszystkie opisy i przedstawienie wydarzeń. Autorka znakomicie poradziła sobie z wytłumaczeniem czytelnikom różnych szczegółów technicznych, tak, by nie czuli się przytłoczeni czy niedoinformowani. Jednocześnie zrobiła to w sposób przejrzysty, przyjemnym i zrozumiałym językiem. Ta zdolność operowania słowem, dobieranie wyrazów tak niewymuszenie i lekko sprawia, że książka czyta się praktycznie sama.

Nie spodziewałam się, że ta historia zrobi na mnie tak piorunujące wrażenie. Dobry pomysł, intensywny rozwój akcji, znakomita plejada bohaterów oraz świetna narracja składają się na dopracowaną i intrygującą opowieść. Czytało mi się wspaniale. Nie byłam w stanie się oderwać. Polecam z całego serca.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.  

niedziela, 28 lipca 2024

Allie Reynolds "Zatoka surferów"

 


Autor
: Allie Reynolds

Tytuł: Zatoka surferów

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 416

Gatunek: thriller psychologiczny 




Allie Reynolds poznałam za sprawą jej poprzedniej książki “Rozgrywka”. Fabuła tego tytułu została zbudowana wokół mroźnych, zaśnieżonych szczytów górskich, w dalekich Alpach, gdzie spotyka się grupa zawodowych snowbordzistów. Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie ta niepokojąca i zimna opowieść, zupełnie, jakbym czytała ją wczoraj. Dziś Reynolds proponuje czytelnikom coś zgoła odmiennego. Jej nowa historia rozgrywa się na gorących piaskach australijskiej plaży i na wysokich falach, które budzą obsesję wśród bohaterów książki.

Trzeba przyznać, że autorka wspaniale poradziła sobie w takim klimacie, tak przecież różnym od tego, co oferowała nam wcześniej. Zupełnie, jakby bez problemu potrafiła stworzyć historię w wybranym przez siebie miejscu i klimacie, niezależnie od szerokości geograficznej i pory roku. Urzekły mnie te zimne stoki narciarskie, ale ta nuta plażowej egzotyki i tajemniczej dzikości również ma w sobie to coś. Z dużą ciekawością zaglądałam na rajską plażę, na której autorka ulokowała zaledwie garstkę bohaterów, by sprawdzić, co może się między nimi wydarzyć.

Bez wątpienia ta historia miała duży potencjał. Niewielka grupa ludzi zamieszkujących dobrze ukrytą przed innymi zatokę. Oderwanych od normalnego życia, pracy i obowiązków. Z dala od cywilizacji, mediów społecznościowych i problemów dnia codziennego. Tylko oni, ich zatoka i wielkie fale, za które dali by się zabić. Surfing na książkowych stronach przybiera nieokrzesany, dziki i emocjonalny wydźwięk. Bohaterzy „Zatoki surferów” żyją dla niego. I dla niego wydają się gotowi zabić. A może już to zrobili? Każdy z nich ma swoje sekrety i mroczną stronę osobowości. Co ukrywają? Przed czym się chronią?

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele pytań. Ale autorka nie była zbyt skora do szybkiego udzielenia odpowiedzi. Niespiesznie pogłębiała klimat napięcia, przechodząc do kolejnych wydarzeń. Miałam wrażenie, jakby najpierw chciała pokazać mi zatokę i wtajemniczyć mnie w życie bohaterów, w ten sposób wzbudzając większe zainteresowanie i bardziej angażując w rozwój historii. Nie jestem jednak pewna, czy taki zabieg rzeczywiście zadziałał.

Naprawdę spodobało mi się tło dla tej historii, charakterystyki bohaterów i klimat zatoki. I miało to w sobie dużo mrocznego uroku. Gdzieś jednak brakowało mi napięcia. Miałam wrażenie, że akcja książki rozgrywa się zbyt wolno. Ta myśl budziła we mnie pewne niezadowolenie z lektury i rodzące się przekonanie, że nowa powieść autorki nie będzie tak dobra, jak jej poprzedniczka.

Zdecydowanie więcej działo się w drugiej części książki. Bohaterzy zaczęli budzić wątpliwości, a rozwój wydarzeń przełożył się na mocniejszy i bardziej wyrazisty klimat. Akcja zaczęła nabierać rumieńców, a autorka pokazała swoje umiejętności. Wówczas dostałam to, czego oczekiwałam. Dla mnie było już jednak nieco za późno.

„Zatoka surferów” nie do końca spełniła moje oczekiwania. Piękne tło wydarzeń , intrygujące postacie i przyjemna narracja zainteresowały mnie, ale nie dały spodziewanego efektu. Podczas lektury czułam ciekawość, ale brakowało mi napięcia. A to przecież dla tych niepokojących emocji sięgamy po thrillery. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

niedziela, 14 lipca 2024

C. J. Sansom "Komisarz"

 


Autor
: C. J. Sansom

Tytuł: Komisarz

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 497

Gatunek: kryminał historyczny



 

Odkąd sięgam pamięcią, uwielbiam kryminały. Możliwość podążania tropem zbrodni, rozwiązywania zagadek, szukania winnych. Klimat pełen napięcia, intrygujących bohaterów oraz zwrotów akcji. Nadszedł natomiast ten moment, gdy poczułam już pewne znużenie i wypalenie towarzyszące poznawaniu tego typu lektur. Zaczęłam dostrzegać podobieństwa i wzorce, a autorom coraz trudniej było mnie zaskoczyć. W związku z tym zaczęłam szukać czegoś nowego i świeżego. „Komisarz” wydawał mi się dobrym tytułem i odpowiednim wyzwaniem.

Choć Sansom pojawił się na polskim rynku wydawniczym wiele lat temu, nie miałam do tej pory możliwości poznać jego książek, które zdobyły uznanie i sympatię czytelników. W tym jednak momencie, świeżo po lekturze pierwszej części kryminalno- historycznego cyklu, mogę szczerze przyznać, że wcale nie dziwi mnie podziw, jaki wzbudziły jego opowieści. Sama bowiem nie miałam chęci odkładać książki ani na moment, tak mocno zaangażowałam się w tę opowieść i wszystkie składające się na nią wątki.

Gdyby ktoś zapytał, który z motywów zrobił na mnie największe wrażenie, nie potrafiłabym odpowiedzieć na to pytanie. „Komisarz” może zafascynować czytelników pod wieloma względami. Przede wszystkim zauroczyło mnie historyczne tło tej historii. Sansom wspaniale oddał XVI- wieczny klimat Anglii, sprawiając, że podczas lektury miałam możliwość poczuć się, jak uczestniczka i obserwatorka wydarzeń, które wydawały się żywe, barwne i mocno działały na wyobraźnię.

Na stronach powieści obserwujemy istotne zmiany, które zachodziły w państwie i społeczeństwie. Na naszych oczach zdają się rozgrywać dramaty i tragedie. Sansom wprowadza nas w świat historii, władzy, polityki i religii, ale robi to w ujmujący i przekonujący sposób, przekazując informacje i nie komplikując ich przesadnie. Dzięki temu dość trudne tematy zostają odciążone, narracja zdaje się nabierać lekkości.

Sansom, łaskawy dla swoich czytelników, nie oszczędza jednak bohaterów. Tytułowy komisarz, będący z wykształcenia prawnikiem, zostaje przydzielony do rozwiązania sprawy morderstwa. Śledztwo, które już na początku wydaje się trudne i niewdzięczne, z czasem wymaga od Matthew Sherdlake’a coraz większych poświęceń. Bohater musi działać pod presją czasu, władzy i swojego wyglądu. Czy uda mu się znaleźć winnego krwawej zbrodni?

W tym miejscu dochodzimy do tego, o czym naprawdę koniecznie trzeba powiedzieć. „Komisarz” to dopracowany, przemyślany, dobry i wartościowy kryminał. Z dużą uwagą i niemałym zaangażowaniem śledziłam rozwój wydarzeń, by przekonać się, co jeszcze przygotował dla mnie autor. Z przyjemnością obserwowałam zwroty akcji, przyjmowałam mroczne niespodzianki i wyczuwałam zmiany nastroju. Sansom zbudował intrygujący i pełen napięcia klimat, na który składa się nietypowe miejsce akcji, tło wydarzeń i ludzkie grzechy ukryte pod zakonnymi habitami. W czasie lektury nie udało mi się znaleźć mordercy ani rozwiązać wszystkich zagadek. Na szczęście Sansom nie zostawił mnie z żadnymi niedopowiedzeniami czy pytaniami.

„Komisarz” to książka, która spodoba się zarówno osobom ceniącym mroczne historie, jak i powieści historyczne. Tytuł ten może również znaleźć entuzjastów wśród czytelników szukających nowości i świeżości. Serdecznie polecam.       

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

sobota, 15 czerwca 2024

Donato Carrisi "Dom świateł"

 


Autor
: Donato Carrisi

Tytuł: Dom świateł

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 384

Gatunek: thriller psychologiczny 




“Dom świateł” to trzecia część mrocznego i niepokojącego cyklu Donato Carrisiego, w którym rolę pierwszoplanową odgrywa ceniony psycholog dziecięcy. Dwie pierwsze książki z tej serii całkowicie mną wstrząsnęły i do głębi mnie przeraziły, nie mogłam jednak oprzeć się tym historiom. Niczym magnes przyciągały mnie do siebie i kusiły, by po kolei poznawać i dopasowywać wszystkie fragmenty układanki. Czy po tym wszystkim mogłam zrezygnować? Czy mogłam przejść obojętnie obok usypiacza dzieci i nowej opowieści z jego udziałem? Zdecydowanie nie.

Już po pierwszej przeczytanej powieści autorstwa Carrisiego zrozumiałam, że w tym momencie, niezależnie od tego, co się wydarzy, będę wiernie i lojalnie towarzyszyć temu pisarzowi i jego historiom. Odkąd pamiętam poszukuję w książkach mroku, obawy, lęku i niepokoju. Lubię przyglądać się bohaterom z psychologicznej perspektywy, zagłębiać się w ich umysły. Cenię opowieści, które potrafią wzbudzić silne emocje bez rozlewu krwi, zadziałać na wyobraźnię, skłonić do myślenia i zasugerować rozwiązania. Dokładnie w taki sposób można by pokrótce scharakteryzować styl włoskiego autora i to, co prezentuje w swych powieściach.

Podczas lektury czułam olbrzymią niepewność. Miałam wrażenie, jakbym nie panowała nad sytuacją. Kolejne rozdziały pogłębiały napięcie. Rozwój akcji zaś wywoływać poczucie zagrożenia. Choć dobrze wiedziałam, że historia rozgrywa się przecież na stronach książki, mocne uczucia towarzyszące lekturze zdawały się rozgrywać tuż obok, zupełnie, jakby akcja powieści przeniosła się na tu i teraz. Czułam, jakbym stawała się nie tylko świadkiem wydarzeń, ale też ich uczestnikiem, a raczej zakładnikiem. Bez możliwości odwrotu i ucieczki.

Carrisi manipuluje umysłem, zarówno bohaterów, jak i czytelników. Wnika w myśli, szepcze w głowie, sieje umysłowy zamęt. Wprowadza w dziwny trans, pozwalając uwierzyć w to, co jest tylko jego wymysłem. Piękna wyobraźnia, pisarska dojrzałość, bogactwo pomysłu i znajomość tematu sprawiają natomiast, że przewrotna historia zaczyna wydawać się autentyczna. Ciężko bowiem uwierzyć, że można taką opowieść zaplanować i napisać, realizując ją tak, by każdy szczegół był przemyślany, a każde zdanie miało znaczenie.

Mimo że tak wiele jest mroku i niepokoju w historiach Carrisiego, nie sposób się od nich oderwać. Nie można z nich zrezygnować, jakby rozpoczęta lektura stawała się swego rodzaju zobowiązaniem czy też stanowiła obietnicę czytelnika, że wytrwa, aż do samego końca. Bez wątpienia jest to opowieść dla osób o mocnych nerwach, które nie obawiają się psychologicznych zagrywek i radzą sobie z manipulacją autora. Albo dla tych, którzy lubią pełne emocji zagrywki i skomplikowane uczuciowe pojedynki.

Carrisi ma niezwykły talent pisarski, który przejawia się w każdym elemencie tej historii. Wspaniale myśli i pięknie pisze. Zna się na emocjach i budowaniu sylwetek bohaterów. Potrafi umiejętnie nawiązywać do przeszłości, bawiąc się teraźniejszością. Przede wszystkim jednak znakomicie buduje napięcie. Steruje czytelnikiem za pomocą słowa. Choć może wypadałoby powiedzieć, że wykorzystuje moc niedopowiedzenia i prawo do milczenia.

„Dom świateł” to niepokojąco dobra historia, która jest intrygująca zarówno za sprawą świetnych rozwiązań, jak i kolejnej możliwości spotkania się z głównym bohaterem. Mogłabym pisać o niej cały dzień, usiłując uwolnić buzujące emocji i kłębiące się myśli. Ale wiem, że one zostaną ze mną na dłużej. Pozwólcie, by Wam również towarzyszyły. Nie pożałujecie tej decyzji.       

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

wtorek, 28 maja 2024

Daphne du Maurier "Niespokojny duch"

 


Autor
: Daphne du Maurier

Tytuł: Niespokojny duch

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 448

Gatunek: literatura piękna 




“Niespokojny duch” to już siódma książka autorki, którą miałam przyjemność przeczytać. Nieprzypadkowo użyłam określenia „przyjemność”, bowiem właśnie to czuję podczas czytania powieści Daphne du Maurier. Za każdym razem towarzyszą mi zaciekawienie, harmonia i uśmiech ale również napięcie i niepokój. Autorka ma niezwykły talent do opowiadania historii i wywoływania burzy emocji. Tym razem nie mogło być inaczej.

Gdyby nie zostało to jasno i wyraźnie zaznaczone, nigdy nie domyśliłabym się, że to właśnie od tego tytułu du Maurier rozpoczęła swą niesamowitą pisarską karierę. Zazwyczaj w debiutach łatwo doszukać się nieścisłości, słabości, potknięć czy braków. Ale nie w tym przypadku! „Niespokojny duch” to tak samo intrygująca, piękna i mądra opowieść jak pozostałe książki pisarki, które przeczytałam wcześniej. Nie byłabym w stanie wybrać ulubionej, choć świeżo po lekturze sercem jestem wciąż przy tych bohaterach niespokojnych duchem.

Dzięki temu tytułowi mamy wspaniałą okazję, by poznać dzieje niezwykłej rodziny Coombe’ów. Podążając za autorką obserwujemy kolejne pokolenia, ich wzloty i upadki, rodzinne przywiązanie oraz najgorsze instynkty pokonujące bliskość i zażyłość. To rodzinna saga w najlepszym wydaniu. Wypełniona po brzegi emocjami, intensywna niczym kornwalijskie przypływy i gwałtowna jak zimowa burza na oceanie. Nie mogłam oderwać się od tej lektury, czując ogromne zaciekawienie rozwojem wypadków ale również duże przywiązanie do bohaterów powieści.

Nie chciałabym zbyt wiele zdradzić, mogę natomiast powiedzieć, że na stronach książki poznajemy grono niesamowitych postaci. Nie wszystkich możemy polubić czy też obdarzyć sympatią, ale nie sposób pozwolić sobie na obojętność wobec nich. Śledząc ich losy, zauważamy, jak wielki talent i jak piękną wyobraźnię posiada autorka. Powieściowi bohaterzy wyglądają bowiem, jak żywi. Pełnowymiarowi, charyzmatyczni, ludzcy, przekonujący. Du Maurier pozwala im na słabości i nie odbiera ułomności, ale znajduje też dla nich nieco zrozumienia i wytłumaczenia. Rozsądnie i z wyczuciem pokazuje ich uczucia i motywacje.

Sylwetki bohaterów odgrywają w tym dramacie pierwszorzędna rolę aczkolwiek historia ta nie byłaby tak dobra, gdyby zabrakło w niej innych elementów. Tym, który również zasługuje na uznanie, jest tło książkowych wydarzeń. Kornwalijskie wybrzeże, rodzinna stocznia i port, zmienność krajobrazu i pogody, swojski charakter miasteczka- to wszystko budzi duże emocje i mocno działa na wyobraźnię. Wiem, jak piękna jest w rzeczywistości Kornwalia i uważam za niesamowite, jak wspaniale autorce udało się to piękno oddać na książkowych stronach.

„Niespokojny duch” to w dużej mierze opowieść o samym życiu. Poruszająca istotne tematy, znane i lubiane motywy, ale wykorzystująca je na swój własny sposób. Du Maurier potrafi fantastycznie opowiadać, przekazywać uczucia, budzić wspomnienia i wywoływać refleksje. Jestem zauroczona tym, jak łączy tematy i urzeczona tym, jak kieruje powieściowymi wydarzeniami.

Do tej pory przeczytałam siedem książek autorki i ani razu się nie zawiodłam. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z najbardziej zachwycających pisarek, jakie poznałam. Chętnie zachwalałabym ją dalej, a pochwałom nie byłoby końca. Nie chcę jednak za dużo powiedzieć, żeby nie odebrać Wam ani odrobiny przyjemności z lektury. Serdecznie i gorąco polecam, zarówno „Niespokojnego ducha”, jak i pozostałe tytuły du Maurier.     

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 22 maja 2024

Antti Tuomainen "Teoria bobra"

 


Autor
: Antti Tuomainen

Tytuł: Teoria bobra

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 368

Gatunek: kryminał 




“Teoria bobra” to już ostatnia (niestety) część przygód aktuariusza Henriego Koskinena, który w wyniku serii niefortunnych zdarzeń zostaje właścicielem parku przygody. Choć zazwyczaj nie sięgam po podobne książki, zakładając, że humor nie pasuje do thrillerów czy kryminałów, z czystej ciekawości sięgnęłam po tę dziwną i przewrotną trylogię Tuomainena i ani przez chwilę nie żałowałam.

Fiński autor nie oszczędzał głównego bohatera. Odkąd Henri został ściśle związany z miejscem, w którym rządzą dzieci, nie miał ani chwili spokoju. Ogromne długi, niezadowoleni pracownicy, zaskakujące wypadki i nieliczący się z nikim i niczym rywale, a do tego niespodziewana miłość w pakiecie z małą dziewczynką… Henri zdecydowanie nie miał łatwo. Wszystkie trzy części to ogrom kłopotów, przypadków i niespodzianek, przez które nasz bohater brnie niczym przez ogromne finlandzkie zaspy, powoli ale konsekwentnie i z uporem.

Aktuariusz, zajmujący się jeszcze niedawno karierą w towarzystwie ubezpieczeniowym, został wystawiony przez autora na wielką próbę. Tuomainen zrzucił mu na barki ogrom ciężarów, z którymi Henri próbuje się uporać za pomocą matematyki i logiki. Tak, jak w dwóch poprzednich częściach serii, tak i w tym przypadku, nie sposób się przy nim nudzić. Z wielką przyjemnością i niesłabnącą ciekawością podążałam za nim krok w krok, usiłując zrozumieć i pokonać wszelkie przeciwności.

„Teoria bobra” to taki lekki i sympatyczny kryminałek. Choć na stronach książki zostaje przelane sporo krwi, całość ma humorystyczne zabarwienie i służy czystej czytelniczej rozrywce. Oprócz humoru mamy tutaj sporą dawkę absurdu, dystansu i ironii. Tuomainen łączy wszystko w przewrotny i szalony sposób, ale ten pomysł i styl mają w sobie dużo uroku i budzą sympatię. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że przez długi czas będę jeszcze wspominać Henriego i jego przygody z uśmiechem na twarzy.

Mimo że akcja książki rozgrywa się w zimnej Finlandii, a śnieg niemalże przesypuje się z jednej kartki książki na kolejną, to opowieści o tym nietypowym bohaterze zdecydowanie rozgrzała moje serce. Choć bawiłam się znakomicie (znowu), to jednak przez cały czas trzymałam kciuki, by autor przestał w końcu rzucać głównemu bohaterowi kłody pod nogi. Henri wzbudził we mnie tyle uznania i sympatii, że po prostu życzyłam mu wszystkiego najlepszego i wierzyłam, że ostatnia część trylogii musi zakończyć się szczęśliwie.

„Teoria bobra” to znakomite zakończenie dla tej serii. Utrzymująca poziom poprzednich książek, zabawna, intrygująca i przewrotna. Pokazująca przemianę, jaka dokonała się w głównym bohaterze i całym jego otoczeniu. Odpowiadająca na wszystkie pytania i rozwiewająca wątpliwości. Po prostu fantastyczna. Mam nadzieję, że Tuomainen jeszcze nie raz mnie zaskoczy i że rzeczywiście sympatycy tej serii, ze mną na czele, doczekają się jej ekranizacji.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.