czwartek, 21 czerwca 2018

Fionnuala Kearney "Dzień, w którym cię straciłam"




Autor: Fionnuala Kearney
Tytuł: Dzień, w którym cię straciłam
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 447
Gatunek: literatura współczesna 







Córka Jess zginęła przysypana lawiną podczas wyjazdu na narty. Kobieta zmaga się z żałobą, tym większą, że Anna pozostawiła maleńką córeczkę. Kolejne dni spiętrzają trudności, z którymi Jess coraz trudniej się uporać, szczególnie, gdy kobieta dowiaduje się, jak niewiele wiedziała o swoim dziecku.

„Dzień, w którym cię straciłam” to powieść, która posiada wiele zalet. Jedną z nich niewątpliwie jest sposób, w jaki autorka przedstawiła tę historię swoim czytelnikom. Dwutorowa narracja ukazuje z jednej strony uczucia matki Anny, a z drugiej bliskiego przyjaciela rodziny. Zarówno fragmenty dotyczące Jess, jak i Theo, wywołują podczas czytania mnogość emocji. Przez cały czas próbowałam postawić się na miejscu bohaterów, usiłując wyobrazić sobie, jak ja zachowałabym się w podobnej sytuacji. Towarzyszące mi odczucia dodatkowo pogłębiał fakt, że rozdziały Jess, matki Anny, zrealizowane zostały na mocy narracji pierwszoosobowej. Dzięki temu ta historia jeszcze bardziej wpłynęła na moje serce i mój umysł.

Relacja łącząca matkę i jej dziecko to więź niezwykle silna. Moja mama jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie i wiem, że ja również zajmuję w jej życiu to szczególne miejsce. Dlatego tak piękne, a przy tym smutne i melancholijne, historie dotyczące matek to istotna część mojej czytelniczej pasji. Książkowa więź zbudowana została na silnych fundamentach i oparta na magii wspomnień, wspólnych przeżyć i więzach, jakie nie mogą zostać zastąpione przez innych ludzi i inne momenty. Autorka posłużyła się realizmem, sprawiając, że jej opowieść nabrała bardzo rzeczywistego charakteru i pozwoliła czytelnikowi stać się świadkiem wydarzeń, które mogłyby mieć miejsce naprawdę i dotyczyć każdego z nas.

Kearney w budowaniu swej historii posłużyła się prawdziwym życiem i jeszcze prawdziwszymi emocjami, dzięki czemu książka z łatwością trafia do serca czytelniczek. To opowieść niezwykle refleksyjna, osobista, można nawet powiedzieć, że intymna. Autorka nie skupia się na ukazaniu szeregu wbijających nas w fotel wydarzeń, książka nie zaskoczy nas na każdym kroku i nie oszołomi zwrotami akcji. Zdecydowanie nie. Ona natomiast skłoni nas do refleksji i do szukania w sobie odpowiedzi dotyczących najważniejszych kwestii. Jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć? Czy zaskakujące sekrety i brzydkie tajemnice mogą wpłynąć na naszą ocenę najbliższych? Czy w poszukiwaniu drogi do szczęścia i prawdziwej miłości rzeczywiście można być egoistą?

„Dzień, w którym cię straciłam” to powieść skupiająca się mniej na wydarzeniach, a bardziej na towarzyszących im emocjach. Tym samym nie możemy pozostać obojętnymi wobec bohaterów. Nie do końca miałam świadomość, w którą stronę autorka popchnie akcję książki i jaka zmiana nastąpi w postępowaniu poszczególnych postaci, niemniej bardzo spodobało mi się to, co otrzymałam. Bohaterzy powieści wywarli na mnie pozytywne wrażenie, nawet tych uważanych za negatywnych nie obdarzyłam żadną antypatią. Książkowy realizm w pewien sposób łagodzi naszą surowość oceny, sprawia, że nie jest nam tak łatwo ferować wyroki. Przez cały czas mamy wrażenie, że opisane wydarzenia rzeczywiście mogłyby mieć miejsce, a to sprawia, że zaczynamy podchodzić do nich z pewnym dystansem, zastanawiamy się kilka razy nad motywami bohaterów.

Ta powieść okazała się dla mnie dużym zaskoczeniem, jak najbardziej pozytywnym. Czytałam ją szybko i lekko, nad wyraz przyjemnie. Za sprawą interesującego tematu, wszechobecnej refleksyjności oraz krótkich rozdziałów kolejne strony upływały mi w zastraszającym tempie. Bez wątpienia do intensywnego tempa lektury przyczynił się również lekki i przyjazny czytelnikowi styl autorki. Kearney wydaje się świetnie wiedzieć, o czym pisze, przedstawia swą historię w sposób przemyślany i dopracowany. Nie znalazłam niczego, do czego mogłabym, albo chciałabym się przyczepić. Serdecznie polecam Wam ten tytuł.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję portalowi Sztukater.


6 komentarzy:

  1. Świetna recenzja! Bardzo dobrze się czyta! Z przyjemnością przeczytam tę książkę.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję,że książka rozwali mnie emocjonalnie, Wkrótce będę czytać.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby jak najwięcej takich pozytywnych zaskoczeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie spodziewałam się, że to będzie tak pozytywna powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, wydaje mi się, że mogłaby mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna, ale też wstrząsająca historia. Z pewnością zyska rzesze czytelników, ale ja chyba sobie w najbliższym czasie odpuszczę takie trudne tematy, chociaż tak bardzo zachwalasz tę powieść :)

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Kochani, jest mi niezmiernie miło gościć Was na mojej stronie :) Bardzo chętnie zajrzałabym do każdego, dlatego proszę, zostawcie kilka słów, które naprowadzą mnie na Wasz trop :)