piątek, 14 grudnia 2018

Przemysław Piotrowski "Radykalni. Rebelia"




Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Radykalni. Rebelia
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller 







Wojna dopiero się zaczyna. Jeszcze więcej ofiar, krwi, okrucieństwa. I muzułmanów…. Do czego są zdolni? Czy powinniśmy się obawiać? Co jeszcze spotka Kubę i jego przyjaciół?

Przeszło rok minął od momentu kiedy przeczytałam pierwszą część cyklu „Radykalni”. Książka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie za sprawą odważnego i śmiałego przedstawienia tematu zalewania Europy przez falę muzułmanów. Nie da się ukryć, że kwestia ta jest istotna i nieco niepokojąca, a jako osoba mieszkająca na terenie Wielkiej Brytanii mam okazję obserwować to zjawisko na co dzień. Swoim „Terrorem” Piotrowski mocno zadziałał na moją wyobraźnię i skłonił mnie do wyciągnięcia pewnych wniosków. Czy druga część cyklu okazała się równie mocną i pouczająca lekturą?

Tym, co przykuło moją uwagę w pierwszej kolejności, jest fakt, jak sprawnie autor przeszedł do kontynuacji tej historii. Bez zbędnych wstępów, ale również bez pomijania istotnych szczegółów. Nie ukrywam, że przez te kilkanaście miesięcy nieco zatarły mi się niektóre wątki, zapomniałam imiona kilku bohaterów, nie wszystko wydawało mi się jasne, kiedy po tę drugą część sięgałam. A jednak Piotrowski zadbał o to, żeby tego zagubienia rzeczywiście nie odczuwać i zamieścił w powieści dokładnie tyle niezbędnych informacji, by odświeżyć pamięć lub przyciągnąć uwagę nowych czytelników. Wydaje mi się, że po te książki niekoniecznie trzeba sięgać razem, że gdybyście nawet zaczęli od części drugiej, to również nie byłoby tragedii.

Zawsze, kiedy sięgam po kolejną książkę z danej serii obawiam się, że może ona wypaść słabiej od swojej poprzedniczki. Mniej zaskakująco. Spokojniej. Bez polotu. Ciężko jednak doszukiwać się takich zaniedbań w przypadku „Rebelii”. Piotrowski dalej jest na fali, myśli intrygująco, przekazuje wiedzę ciekawie, daje do myślenia, pobudza do wysnuwania refleksji. Bardzo szczerze, mocno, brutalnie, kontrowersyjnie i bez żadnego tabu pisze o tym, co widzi i jak sobie wyobraża rozwój tego zjawiska za kilka lat. Cała ta bezkompromisowość, odnoszenie się do faktów, aktualność tematu i chęć bycia na bieżąco sprawiają, że ta powieść magnetyzuje i przyciąga, nie pozwalając czytelnikowi na odpoczynek.

„Rebelia” to interesujące połączenie kwestii, które świetnie współgrają na kolejnych stronach. W tym przeciwstawieniu się islamizacji autor zgrabnie umieszcza inne tematy, jakie dobrze uzupełniają całość, nadają jej nieco inny ton, sprawiają, że może ona uzyskać nowe grono odbiorców. Oprócz „kwestii muzułmańskiej” fabuła powieści została oparta w dużej mierze na sprawach pięknej przyjaźni, tęsknoty za byciem blisko z drugą osobą, chęci odmiany losu i szukaniu swojego miejsca. Te tematy po prostu musiały się sprawdzić. Taka mieszanka nie mogła wypaść blado czy słabo. W takich kwestiach łatwo i dobrze się odnaleźć. I to one budzą emocje, bo tych w powieści nie brakuje.

Treścią tej książki autor bardzo porusza. Zarówno za sprawą wykorzystanego tematu, jak i sposobu jego przedstawienia. Widać, że Piotrowski lubi szokować, dawać do myślenia, zaskakiwać. Akcja powieści rozwija się szybko, ale dzięki temu, że nie wszystkie szczegóły od razu trafiają na swoje miejsce, jeszcze bardziej intryguje i przyciąga. Podczas lektury mamy chęć tę treść po prostu pożerać wzrokiem, jak najszybciej poznać kolejne wątki, poczuć na plecach oddech wroga i kibicować tym dobrym, choć wydaje się, że zdania w tej kwestii mogą być bardziej podzielone.

W „Rebelii” nic nie jest czarne lub białe. Wiele odcieni szarości, emocji, informacji, charakterów tworzy soczysty, gorący i krwawy miks, jaki w zaskakujący sposób poruszy niejedno czytelnicze serce. Nie można jednoznacznie ocenić tego, co przygotował dla nas autor, szczególnie jeśli chodzi o postępowanie bohaterów. Chcecie przekonać się dlaczego? Przeczytajcie. Nie pożałujecie.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję jej Autorowi.

środa, 12 grudnia 2018

Jami Attenberg- Ja



Autor: Jami Attenberg
Tytuł: Ja
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 220
Gatunek: literatura współczesna 








To nie taka prosta rzecz być kobietą. Tak po prostu każdego dnia wstawać rano z łóżka, zaopatrywać się w uśmiech i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie myśleć o stawianych oczekiwaniach, udawać, że urocze dzieci i szczęśliwe związki rzeczywiście się nie liczą. Że wystarczy własne, a teraźniejszość może zatrzeć to, co się wydarzyło. Patrzeć na innych z wysoko podniesioną głową, czuć dumę z własnych dokonań, przekonywać się o własnej wartości. I udawać. Wciąż udawać.

Takie refleksje towarzyszyły mi niezmiennie podczas lektury powieści Jami Attenberg. Książki zaskakującej za sprawą prostego, aczkolwiek mocnego przekazu. Autorka stworzyła niebanalny manifest, w którym główna bohaterka raz za razem udowadnia, że nie jest łatwo- być dorosłym, samodzielnym, szanowanym. Być kimś. Początek książki utwierdził mnie w przekonaniu, że lektura upłynie pod znakiem sarkastycznej narracji, jaka pozwoli na uśmiech i przymrużenie oka. Tymczasem całość wypadła dość smutno i melancholijnie.


Tym mocniej uderzył we mnie fakt, że Attenberg wykorzystała narrację pierwszoosobową. Andrea opowiada o swych upadkach, błędnych decyzjach, mniejszych i większych potknięciach. Bohaterka jest przy tym niepokojąco wręcz szczera, chętnie dzieli się szczegółami z własnego życia, stopniowo zdradzając czytelnikowi kolejne tajemnice. A im więcej wiemy, tym trudniej nam jest przejść obok tych wynurzeń obojętnie. Dość szybko przekonujemy się bowiem, że to coś innego, niż opowieść kogoś, komu znowu nie wyszło. To zasmucający pamiętnik osoby, jaka nie potrafi się w tych realiach odnaleźć, próbując żyć po swojemu i pogrążając się w codziennych wyzwaniach.


Dość trudno jest mi zebrać myśli po lekturze. Przede wszystkim dlatego, że powieść okazała się o wiele mocniejsza i trudniejsza, niż mogłam się tego spodziewać. Attenberg umieściła w tym niewielkim rozmiarowo utworze tak wiele emocji, rozczarowania, pretensji, melancholii, że ciężko może być to czytelnikowi udźwignąć. I pod tym wszystkim ginie czarny humor, ugina się sarkazm, na usta nie wypływa uśmiech. Szczególnie, że łatwo odnaleźć siebie w postaci Andrei.



Bo ona mówi prosto z mostu o tym, co większość z nas wolała by przemilczeć. Drąży, zastanawia się, snuje refleksje. Powraca do tego, co było, analizuje, żyje, ale nie do końca istnieje, oddycha, choć czasami ten oddech bardzo trudno jej zaczerpnąć. Próbuje być sobą- ale co to właściwie oznacza? Dawno nie znalazłam tyle siebie w książkowej bohaterce. To trochę tak, jakby ktoś zajrzał w głąb nas samych, dokładnie przeglądając wnętrze, a potem wszystkie rozterki, kłopoty, dylematy i smutki wyciągnął na światło dziennie i umieścił na kartach powieści.


Duże wrażenie zrobił na mnie fakt, jak szczerze, otwarcie i bezkompromisowo autorka opisała tę historię. Jak wiele przelała na nią emocji, które nasilają się wraz z zaangażowaniem w lekturę. W tej powieści akcja nie gna na złamanie karku, nie następują bardzo gwałtowne zwroty, a błędy są powtarzane. Fabuła skupia się raczej na życiu, wzlotach i upadkach, realizmie, oczekiwaniu na więcej, próbie odnalezienia radości w małych rzeczach i niezatraceniu się w gąszczu oczekiwań i wymagań.


Wydaje się, że Attenberg próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, jaka jest rola kobiety w dzisiejszych czasach, kim jest, a kim być powinna. Szukając rozwiązania tego dylematu zahacza o wiele ważnych kwestii, jakie zaprzątają nas na co dzień, pozornie prostych, a jednak zmuszających do zajęcia stanowiska, wyrażenia siebie, bycia. A to wszystko zostało bardzo zgrabnie zamknięte w tej powieści, spisane kobiecą ręką- ręką jednej z nas…

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Lucinda Riley- Drzewo anioła




Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Drzewo anioła
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 528
Gatunek: literatura współczesna







Trzy kobiety i trzy pokolenia. Różne okresy czasowe, normy społeczne i marzenia. Co je łączy, a co dzieli? Jak nawzajem wpłyną na swój los?

Za sprawą “Drzewa anioła” spotkałam się z Lucindą Riley po raz pierwszy. Spotkanie to okazało się zaskakujące, emocjonujące i skłaniające do refleksji. Nie byłam pewna, czego po tej lekturze się spodziewać. Wiem natomiast, że nie spodziewałam się aż tak wiele.

Autorka stworzyła piękną, mądrą i magnetyzującą opowieść, która przyciąga już od pierwszych stron. W dużej mierze dzieje się tak za sprawą dwutorowo poprowadzonej narracji, umiejętnie łączącej wydarzenia z dalekiej przeszłości z tymi, jakie miejsce mają obecnie. Takie przeplatanie ze sobą faktów, ogranie z płaszczyzną czasową, zmiana tych okresów w miejscach nieoczekiwanych oraz poznawanie wydarzeń trochę z jednej, a trochę z drugiej strony, sprawiają, że zainteresowanie czytelnika jest stale podsycane, a jego ciekawość nie pozwala mu przerywać lektury bez naprawdę ważnego powodu.

Riley stworzyła wielowątkową, dopracowaną i przemyślaną całość, na którą składa się życie trzech pokoleń kobiet z jednej rodziny. Szybko przekonujemy się, że każda z tych historii jest niemniej interesująca od poprzedniej, wypełniona po brzegi emocjami, nasuwająca różnego rodzaju wnioski, skłaniająca do postawienia się na miejscu bohaterów, a może także przywołująca wspomnienia? Autorka podjęła się realizacji dość ciężkiego zadania, postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, ale fantastycznie sobie poradziła, tworząc absorbującą, wyrazistą i pełną barw całość.


To jedna z tych opowieści, w których po prostu nie sposób do czegokolwiek się przyczepić, bowiem zwyczajnie nie można doszukać się w niej defektów czy niedociągnięć. Każdy szczegół został przemyślany, dopracowany, zajął odpowiednie miejsce. Niczego nie brakuje i niczego nie jest zbyt wiele. Wielowątkowa, bogata fabuła została ubrana w dojrzałą i doświadczoną narrację, a charakterne bohaterki idą w parze z zaskakującymi wydarzeniami i zwrotami akcji, jakie zostały im przypisane, wypełniając swe role znakomicie.

„Drzewo anioła” to powieść kobieca najwyższych lotów. Pełna emocji, namiętności, wzruszeń. Bogata w treść, doświadczenie, przemyślenia. To taki typ książki, który każdej kobiecie po prostu powinien przypaść do gustu. W dużej części również za sprawą intrygujących bohaterek. Moim zdaniem stanowią one największą wartość tej powieści, wpływając na ocenę, jaką na końcu wystawia jej czytelnik. To kobiety takie, jak my. Błądzące, pragnące miłości, podejmujące błędne decyzje, a czasami opierające się powszechnie przyjętym normom i obyczajom. Walczące o szczęście, silne, zdeterminowane, pełne niespodzianek. Czy można je lubić? Nie zawsze, nie wszystkie i nie w każdej sytuacji. I właśnie na tym polega piękno wykreowanych na potrzeby tej powieści charakterów.

Mam wrażenie, że tworząc tę powieść Riley dała z siebie wszystko, udowadniając, że warto jej zaufać, bo ma wiele do przekazania czytelnikowi. Nie spodziewałam się, że ta opowieść tak mocno mnie zaangażuje i tak bardzo wpłynie na moją wyobraźnię. Nie zdawałam sobie sprawy, że może się ona okazać tak intrygująca, różnorodna i przekonująca. Na mnie wywarła wielkie wrażenie i przyjemnie jest móc mi ją Wam polecić.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Albatros.

czwartek, 6 grudnia 2018

Rebecca Donovan- Gdybym wiedziała




Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Gdybym wiedziała
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 504
Gatunek: literatura młodzieżowa







Lana zawsze mówi prawdę- otwarcie, bez zastanowienia, prosto w oczy. W obliczu krytycznych wydarzeń decyduje się jednak zachować milczenie. Co wywołało u niej strach? Czy wyjdzie z kłopotów obronną ręką?

O twórczość Donovan słyszałam już wiele, dlatego możliwość przeczytania jednej z jej powieści bardzo mnie kusiła. Szczególnie, że fabuła książki została zbudowana wokół naprawdę magnetyzującego tematu- tajemniczych wydarzeń, które w dramatyczny sposób miały zmienić życie głównej bohaterki. Lubię literaturę młodzieżową, zwłaszcza w takim wydaniu, dlatego wiązałam z tą powieścią duże nadzieje. Czy słusznie?

„Gdybym wiedziała” to pierwsza część cyklu Ani słowa. I jak to bywa w przypadku rozpoczęcia serii, autorka w dużej merze skupiła się na życiu głównej bohaterki, jej problemach i dylematach oraz rodzinie i przyjaciołach. Z opowieści tej wyłania się dość poważna historia, obok której ciężko przejść obojętnie. Ten mocny zarys, dość ciężki klimat opisywanych wydarzeń, smutne tło dla życia powieściowych postaci, sprawiają, że książka staje się intensywna i wyrazista, zdaje się odbiegać od, często dość błahych, książek ukazujących się w tym gatunku.

Nie ukrywam, że taka trudna codzienność bohaterki, pojawiające się na jej drodze przeszkody i wyzwania, otaczające ją problemy oraz cała ta niesprawiedliwość bardzo przypadły mi do gustu i sprawiły, że klimat historii zyskał bardziej dojrzały, wymowny i konkretny charakter. Autorka świetnie opisuje świat, w jakim funkcjonuje Lana, bardzo obrazowo i przekonująco przedstawiając poszczególne elementy. W krajobraz ten doskonale wpisuje się także sama bohaterka, również dość mocno różniąca się od tych, jakie spotykamy zazwyczaj w podobnych powieściach.


Co podobało mi się w Lanie najbardziej? Zasadniczość i buntowniczość. Dojrzałość wynikająca w trudnych warunków dojrzewania. Ironia i sarkazm. Dążenie do celu. Wyliczając te cechy, mam świadomość, że ich połączenie nasuwa wiele niekoniecznie pozytywnych refleksji. Bo Lana jest przecież wycofana, zdystansowana, antyspołeczna. Tylko czy to faktycznie źle? Czy bohaterka młodzieżowych powieści musi być miła, uprzejma i przyjacielska? A może lepiej, by wywoływała emocje, pozwalała się zapamiętać, kojarzyła się realistycznie, zaskakiwała siłą charakteru? Ocenę pozostawiam Wam.

W dużej mierze Donovan zainteresowała mnie tym tytułem za sprawą obiecywanych tragicznych wydarzeń. I te wydarzenia rzeczywiście się pojawiają, na dość wczesnym etapie lektury, i zostają przedstawione w przyciągający i intrygujący sposób. Bardzo mi się podoba, jak autorka wzbogaciła dzięki temu fabułę, sprawiając, że całość zyskała nowy wymiar, z nutką napięcia i zaskoczenia. Szkoda mi natomiast, że płomień ten mojej czytelniczej ciekawości zaczął z czasem przygasać, że Donovan skupiła się na innych miejscach i innych wydarzeniach, które niekoniecznie okazały się równie interesujące.

„Gdybym wiedziała” to pierwsza część serii. I jako początek cyklu wypada bardzo dobrze. Przekonuje fabułą, może zaskoczyć opisywanymi wypadkami, daje do myślenia i skłania do sięgnięcia po część drugą. I naprawdę dobrze tę historię się czyta. Uważam jednak, że pewne elementy zostały nieco wyolbrzymione i przerysowane, a może też skupiono się na nich zbyt mocno. Akcja książki także miejscami zwalnia i nieco nuży. Nie będę jednak wskazywać palcem i podawać przykładów, bo nie chciałabym powiedzieć zbyt wiele i odbierać Wam przyjemności z lektury. Powinniście przeczytać i sami ocenić. Czy zaryzykujecie dla nowej powieści Donovan?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.

wtorek, 4 grudnia 2018

Ursula Poznanski "Głosy"




Autor: Ursula Poznanski
Tytuł: Głosy
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał 







Na oddziale psychiatrycznym, zajmującym się pacjentami w stanie stresu pourazowego, zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Na jego ciele pozostawiono wiele dziwnych przedmiotów i odkryto odciski palców jednej z pacjentek. Kim był morderca? Jakimi motywami się kierował?



Choć minęło sporo czasu, wciąż wspaniale wspominam poprzednią powieść autorki, “Polowanie”. Tym tytułem Poznanski zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, dlatego też, przewrotnie, odwlekałam w czasie możliwość poznania innych książek jej autorstwa. Zwyczajnie obawiałam się zawodu, tego, że następnym razem ta fabuła może okazać się trochę słabsza. Czy miałam podstawy do obaw?




„Głosy” to powieść mocna, mroczna i niepokojąca. W dużej mierze za sprawą faktu, że jej akcja odbywa się w szpitalu psychiatrycznym, a siła skojarzeń budzi w czytelniku niepewność i obawę. Czy to nie w takich placówkach zawsze mają miejsce najgorsze rzeczy? Czy to nie tam wszystko wydaje się straszniejsze, niż jest w rzeczywistości? Trzeba przyznać, że szpital psychiatryczny to wprost idealne tło dla akcji kryminału- mocno działające na wyobraźnię, wywołujące dodatkowe napięcie, budzące niezapomniane emocje. Dokładnie takie odczucia towarzyszyły mi podczas lektury.


Poznanski rozpoczyna powieść mocnym akcentem i nie pozwala sobie na zmianę tempa, sprawiając, że fabuła nie traci na intensywności. Momentami, kiedy odrobinę zwalnia, z wielką gracją nadrabia skupiając się przez chwilę na życiu prywatnym bohaterów lub elementach psychologicznych dotyczących mieszkańców szpitala. Takie połączenie udało się autorce wyjątkowo zgrabnie. W ten sposób sprawia, że powieść jest idealnie wyważona, niczego w niej nie brakuje i niczego nie ma zbyt wiele. Każdy szczegół zdaje się mieć swoje miejsce, a poszczególne wydarzenia idealnie ze sobą współgrają.

Choć „Głosy” wydają cię nieco spokojniejsze od wcześniejszego „Polowania”, określenie to jednak nie do końca się sprawdza. W momencie, kiedy pozwoliłam sobie właśnie tak pomyśleć, Poznanski nabrała rozpędu, sprowadzając na strony powieści krew i chaos. Akcja książki nie jest, moim zdaniem, przesadnie drastyczna czy brutalna, zbrodnie natomiast mogą zaskoczyć i rozruszać czytelnicze zmysły. Bardzo lubię kryminały, które są wyraziste, krwawe, pełne pasji i ten w dużej mierze taki jest, choć autorka nie stara się epatować przemocą i na siłę zaskakiwać, udowadniając, że zbrodnia musi być okrutna czy bestialska. Nie. Jej zbrodnie są intrygujące, budzące wątpliwości, mnożące pytania. A napięcie nie powstaje za sprawą krwi, a niedopowiedzeń i przytłaczających korytarzy szpitala psychiatrycznego.


Autorka zrobiła na mnie duże wrażenie również za sprawą wykreowanych sylwetek bohaterów. Rozpoczynając od Beatrice- odważnej, bystrej i doświadczonej policjantki, poprzez postacie lekarzy, a na samym końcu pacjentów. Jej bohaterzy są niezwykle wyraziści, pełnokrwiści, ludzcy. Za każdym z nich stoi pełna wrażeń historia, każdy z nich ma wiele do pokazania i wiele do powiedzenia. Zaskoczyli mnie wielokrotnie, nie pozwalając, by emocje opadły choć na chwilę.



Sięgając po tę powieść, czytelnik ma okazję szybko przekonać się, że została ona dobrze przemyślna, świetnie napisana i nie ma w niej miejsca na błędy. Poznanski fantastycznie łączy ze sobą intrygującą fabułę, niebanalne wątki, niepokojące miejsce akcji, charakternych bohaterów i zadziwiające historie. Takie połączenie, stanowiące przecież podstawę dobrej powieści kryminalnej, zwyczajnie musi się udać. I tym razem nie mogło być inaczej.

Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

niedziela, 2 grudnia 2018

Magdalena Majcher "Cud grudniowej nocy"




Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Cud grudniowej nocy
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna 







Pięć kobiet. Więzy rodzinne. Przykre wspomnienia. Boże Narodzenie. Czy z tej wybuchowej mieszanki może powstać coś dobrego?

Zazwyczaj nie czytam książek o tematyce świątecznej. Choć uwielbiam ten czas i niezmiernie się cieszę, kiedy nadchodzi, to jednak historie z nim związane zwyczajnie mnie nie interesują. „Cud grudniowej nocy” to jedyny tytuł, na jaki zdecydowałam się do tej pory. Może trochę z przekory, a może ze względu na fakt, że z twórczością Magdaleny Majcher jestem już zaznajomiona.

Najnowsza powieść autorki bynajmniej nie należy do lekkich i ckliwych opowieści. Od samego początku książka została utrzymana w tonie dość poważnym, bardzo refleksyjnym i nieco melancholijnym. A to wszystko za sprawą dramatów, które w tym okresie świątecznym przydarzyły bądź dopiero przydarzają się bohaterkom powieści. Bo to, że zbliżają się święta, wcale nie oznacza, że musi być miło i przyjemnie, ten okres niekoniecznie wiąże się z taryfą ulgową, o czym przekonujemy się podążając śladem kolejnych postaci.


Kilkakrotnie zdążyłam się już przekonać, że Majcher znakomicie radzi sobie z budowaniem sylwetek bohaterów. Ci, którzy w jej historiach biorą udział, odznaczają się mocnymi charakterami, dużą dawką realizmu i konsekwencją w dążeniu do celu. Tym razem nie mogło być inaczej. Książkowe kobiety (bo to na nich się skupiamy) zaskoczyły mnie nie raz i nie dwa. Odwagą, podejmowanymi decyzjami, dziwnymi zwrotami życiowej akcji. Ale właściwie za każdym razem robiły to w sposób pozytywny, udowadniając, że mimo przeciwności losu, warto podnieść wysoko głowę i dać sobie jeszcze jedną szansę.

Bo o tym w dużej mierze jest ta powieść. O kolejnych próbach i nowych szansach. O nieśmiałych uśmiechach i słońcu, które w końcu musi wyjrzeć zza chmur. O wzlotach i upadkach, które często występują w złym miejscy i złym czasie. O nas samych i o życiu. A może o wszystkim po trochę? Autorka bowiem potrafi łączyć tematy bardzo sprawnie, manewrując między kwestiami aktualnymi, ważnymi, trudnymi. Nie boi się wyzwań, realizuje się poprzez takie skomplikowane sprawy, wysoko stawia sobie poprzeczkę. I bez wątpienia stała się ekspertką w sprawie literatury kobiecej.

Jak już wspomniałam, Majcher utrzymała swą opowieść w tonie dość poważnym, choć nie zabrakło nutki nadziei i optymizmu. Powracanie do minionych wydarzeń, konsekwencje podejmowanych decyzji, ciężkie wybory i przykre wspomnienia- te elementy sprawiają, że przedświąteczny okres bohaterek nie kojarzy im się najlepiej, a często także ciąży na sercu. Dzięki temu książkowa atmosfera wypełniona została emocjami, wzruszeniami, refleksjami. Skłania do przemyśleń, postawienia się na miejscu opisywanych postaci. Pozwala spojrzeć na ten czas w inny sposób, w innym świetle.



Majcher pisze lekko. Świetnie radzi sobie zarówno z budowaniem dialogów, jak i tworzeniem opisów. Najlepiej jednak wychodzi jej bazowanie na ludzkich odczuciach. Płynnie, na temat, szybko i zwinnie porusza się między kolejnymi bohaterkami, w prostych słowach pisząc o kwestiach wcale nie takich prostych. Potraf zrównoważyć trudne sprawy lekkim piórem.





„Cud grudniowej nocy” to książka dająca do myślenia i melancholijna, podkreślająca jednak, jak ważnym okresem w naszym życiu są święta. I pokazująca czytelnikowi, jak wiele wówczas może się wydarzyć. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal. 

sobota, 1 grudnia 2018