poniedziałek, 7 października 2019

Mara Altman "Obrzydliwa anatomia"




Autor: Mara Altman
Tytuł: Obrzydliwa anatomia
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura faktu







“Obrzydliwa anatomia” to książka o tym, co kobiety robić są zmuszone i czego się od nich wymaga, a co niekoniecznie lubią. To opowieść o tym, jak to wszystko się zaczęło i jako doszło do momentu, w którym jesteśmy teraz oraz czemu to służy. Dlaczego kobieta powinna być wydepilowana? W jakim celu tak bardzo się pocimy? Czym jest wielbłądzie kopyto? I o co chodzi z tym PMS? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w tej książce.

Powieść Mary Altman to powieść w dużej mierze naukowa. Nie mogłam się nadziwić, jak wspaniale autorka przygotowała się do realizacji tematu, bo nie da się ukryć, że opracowanie tej lektury wymagało wiele czasu, chęci i pomysłu. Altman połączyła ze sobą kwestie dla kobiet interesujące i niebanalne, nie pomijając żadnej z tych „kompromitujących” spraw. Chętnie opowiadała o tym, jak te tematy były postrzegane wiele lat temu i jak patrzy się na nie dziś. A do skonfrontowania nas z tymi kwestiami wykorzystała własne doświadczenia, rozmowy z mężem, porady ekspertów, zaskakujące eksperymenty czy nietypowe wydarzenia- widziane, zasłyszane lub przeżyte.


Pokochałam ten tytuł i piszę o tym z wielką przyjemnością. Nigdy bym nie pomyślała, że ta publikacja aż tak przypadnie mi do gustu i że z tak wielkim zainteresowaniem przeczytam ją od początku do końca. Za każdym razem, kiedy myślałam, że autorka już mnie nie zaskoczy, ta wyciągała ciężką amunicję i udowadniała, że najlepsze jeszcze przede mną. Mam wrażenie, że „Obrzydliwa anatomia” to po części również poradnik, pozwalający nam zrozumieć kwestie, o które boimy się zapytać lub wolimy udawać, że nie istnieją. To opowieść o tematyce szalenie dla kobiet istotnej, ale najczęściej niewygodnej.

Największe wrażenie zrobiło zaś na mnie podejście samej autorki. Mara Altman opowiada w sposób niezwykle otwarty, zabawny i pouczający. Niezależnie od tego, jaki punkt aktualnie nam w książce przybliża. Ja nigdy nie zdobyłabym się na taką szczerość. Nigdy nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby uczestniczyć w tego typu testach, jakie przeprowadziła na potrzeby (dla urozmaicenia) treści publikacji. Tymczasem autorka szczerze opowiada o swoich zmartwieniach, potknięciach, wpadkach, sprawiając, że trudno nie poczuć się poruszonym i zaangażowanym. Byłabym zachwycona mogąc ją poznać i wyznać jej, jak mocno podziałała na mnie tym utworem.

Altman posiada dar opowiadania. Dzięki anegdotkom, refleksjom, wspomnieniom całość ma charakter pół serio. Lekkość pisania, chęć podzielenia się własnymi przeżyciami, próba udowodnienia, że nie ma się czego wstydzić, sprawiają, że czyta się tę książkę szybko, przewracając strony niecierpliwie i gorliwie. Moim zdaniem to powinna być pozycja obowiązkowa dla każdej kobiety. I nie szkodzi, że na co dzień czyta coś innego. Drogie Panie, zróbcie sobie przysługę. Przekonajcie się, że ze swoim wstydem nie jesteście same. Nie jest łatwo być dziewczyną, jednak nie warto też na siłę komplikować. 

Recenzja powstała we współpracy z portalem nakanapie.pl.

niedziela, 6 października 2019

JESIENNY STOSIK KRYMINALNY

Za oknem świeci słońce, ale nie oszukujmy się- to już jesień. A jakie lektury najlepiej czyta się o tej porze roku? Thrillery i kryminały! :) 


A Wy co czytacie? 


sobota, 5 października 2019

Rosella Postorino "Przy stole z Hitlerem"




Autor: Rosella Postorino
Tytuł: Przy stole z Hitlerem
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 334
Gatunek: literatura faktu







“Przy stole z Hitlerem” to historia oparta na faktach. Opowieść o kobietach testujących posiłki, które następnie miały zostać podane wielkiemu przywódcy. Testerki nigdy nie miały pewności, czy w spożywanym jedzeniu nie znajduje się trucizna, dlatego suto zastawiane stoły i wspaniałe potrawy, mimo panującego głodu, nie sprawiały im przyjemności, a budziły strach i obawy.

Po literaturę faktu sięgam z wielką przyjemnością- tym większą, im ciekawszy i bardziej zaskakujący jest przybliżany mi temat. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z kwestiami poruszanymi w lekturze, dlatego przymierzałam się do niej z dużym zainteresowaniem, obdarzając autorkę niemałym zaufaniem. Do lektury przysiadłam niecierpliwie, angażując zmysły i poświęcając dużo czasu oraz uwagi.

Powieść Postorino zainteresowała mnie od początku. Opowieści związane z testerkami pozwalają nie tylko zaspokoić ciekawość, budzą także sporo emocji. Autorka podchodzi do tematu przygotowana, tekst działa na wyobraźnię, nie szczędząc czytelnikowi szczegółów. Kolejne strony pozwalają wyobrazić sobie kobiety nie mające wyboru, zmuszane do jedzenia posiłków nie sprawiających im przyjemności. Ściśnięte żołądki, stres, a także konieczność odnalezienia się w tym miejscu i próba zrozumienia wyznaczonej roli.


Bardzo podoba mi się, w jaki sposób autorka podeszła do realizacji tematu. Nie tylko bowiem skupiła się na pokazaniu przewrotności pracy testerek, ale również ukazała je czytelnikowi jako kobiety przechodzące przez koszmar wojny- potrzebujące wsparcia, popychane przez swoje uczucia, dbające o siebie i innych. Na stronach powieści bohaterki poznają się lepiej, zawierają sojusze lub czują antypatie, zaczynają również inaczej postrzegać same siebie.

Ta historia okazała się o wiele głębsza, niż mogłabym przypuszczać. Postorino sięga bowiem o wiele dalej, nie zatrzymuje się przy zastawionym stole. Pokazuje i widzi więcej. Całkiem subtelnie, czasami między wierszami, pokazuje wojenne realia i związane z nimi okropności. Ale najbardziej skupia się na związanych z nimi emocjach i refleksjach. Podczas lektury ciężko ustrzec się przed pojawiającymi się w głowie pytaniami, związanymi nie tylko z pracą testerek, ale również podejmowanymi przez nie decyzjami.

„Przy stole z Hitlerem” to głęboka, poruszająca i autentyczna opowieść, która nie raz Was zaskoczy. Nie pozwólcie, by ominęła Was tak interesująca książka.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

czwartek, 3 października 2019

Anna Naskręt "Uwięziony krzyk"




Autor: Anna Naskręt
Tytuł: Uwięziony krzyk
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura faktu







“Uwięziony krzyk” to historia Anny Naskręt, która w młodym wieku przeszła udar mózgu. Choroba odebrała jej wszystko- zdrowie, radość z życia, miłość. Z biegiem czasu kobieta nauczyła się jednak lepiej funkcjonować i  normalnie żyć. Wygrała bardzo nierówną walkę.

W swojej książce autorka opisuje swoje życie przed, w trakcie i po chorobie. Poznajemy ją jako młodą i pełną życie dziewczynę, która dopiero smakuje dorosłości, cieszy się tym, co ma i nie zastanawia nad tym, co może przynieść przyszłość. Tymczasem jeden moment odbiera jej wszystko, pokazując, jak kruche i cenne jest ludzkie życie i zdrowie.

Naskręt opisuje swoje doświadczenia szczegółowo, chętnie dzieląc się nimi z czytelnikami. Jej historia jest bardzo emocjonalna, poruszająca i cenna. Strony książki wypełniają informacje, przeżycia i wspomnienia. Kobieta opowiada o tym, jak każdego dnia walczyła o powrót do zdrowia, co wiązało się z ogromnym poświęceniem, determinacją, pomocą innym, ale także z pieniędzmi.

Autorka nie ukrywa się w swej książce za żadnym tabu. Swobodnie, lekko , ale i kierowana silnymi uczuciami, opowiada o życiu po udarze, które w dużej mierze przypominało udrękę i mękę. Z jej relacji możemy dowiedzieć się więcej na temat tego, jak trudno po takich przeżyciach być sobą, jakie są konsekwencje udaru, ale także co spotkało ją w czasie powrotu do zdrowia.


Jej historia zasmuca nie tylko dlatego, że działa oszałamiająco i uświadamiająco, mocno uderzając w wyobraźnię czytelnika. To również raport z pobytu w szpitalach i ośrodkach pomocy, przypomnienie, jak działa polska służba zdrowia i nagana dla personelu szpitalnego, który często nie traktuje pacjentów z szacunkiem, a wręcz zachowuje się, jakby robił im wielką przysługę, wykonując po prostu służbowe obowiązki.

„Uwięziony krzyk” nie jest jednak tak zasmucającą i dołującą opowieścią, jak mogłoby się wydawać. Mnie po części przypominał książkę motywacyjną. Autorka uświadamia nas bowiem, ze warto walczyć o siebie, bo ta walka, choć kosztowna i bolesna, może przynieść korzyści. Co więcej, można żyć z chorobą, w miarę normalnie funkcjonować, a nawet znowu poczuć się potrzebną i kochaną.

Jeśli lubicie mocne, życiowe i oparte na faktach historie, nie czekajcie ani chwili. Ta książka jest dla Was.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza. 

środa, 2 października 2019

Karen M. McManus "Dwoje dochowa tajemnicy"




Autor: Karen M. McManus
Tytuł: Dwoje dochowa tajemnicy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 360
Gatunek: thriller







Nie mieli pojęcia, co ich czeka po przeprowadzce. Nie spodziewali się, że już pierwsza noc przyniesie tak mroczne wydarzenia. Elery i Ezra nigdy nie dowiedzieli się, co w tym miejscu przed laty spotkało ich ciotkę. A to dopiero pierwszy z dobrze ukrywanych sekretów…

Echo Ridge to maleńka miejscowość. Taka z gatunku tych, w których każdy zna każdego i nikt nie ma prawa do prywatności. Tym bardziej dziwi, że w tym właśnie miejscu niektórym udało się ukryć kilka sekretów. Tajemnic mrocznych i latami niewychodzących na światło dzienne. Czy w przypadku tego typu lektury może być coś bardziej kuszącego niż możliwość odkrycia niepokojących niewiadomych?

Z wielką przyjemnością i nie mniejszą ciekawością podążałam śladem McManus, brnąc przez kolejne strony powieści. Uwielbiam takie miejsca jak Echo Ridge, okraszone duszną atmosferą i niepozwalające na poczucie spokoju. Dołujące, dziwne, niebezpieczne, w których nic nie jest takie, jak pozornie się wydaje. A kiedy dołożymy do tego przeszłość i wszystkie trupy chowane w szafie, otrzymujemy genialny, a przy tym prosty przepis na interesujący i przystępny thriller.

„Dwoje dochowa tajemnicy” to powieść, w której sporo się dzieje, a która nie przytłacza liczbą wątków i szczegółów. Widać, że autorce nie zależy, by zaszokować czytelnika i brutalnie przelewać krew. Nie. McManus buduje napięcie podpierając się drobiazgami. Podejrzane zachowanie bohaterów, niewyjaśnione tajemnice, dziwne domysły, szeptane do ucha podpuszczenia i ciche niedopowiedzenia. W taki subtelny sposób buduje akcję, dając nam do myślenia i zapraszając do udziału w prowadzonej przez siebie grze.


Bardzo dobrze wspominam poprzednią książkę autorki- „Jedno z nas kłamie”- i przyznam szczerze, że dość długo sądziłam, że to tamten tytuł jednak był lepszy. Choć czytało mi się dobrze, nowa powieść nie wywierała na mnie takiego wrażenia, jak ta pierwsza. Tymczasem im bliżej finału, tym więcej się dzieje. Można by wręcz odnieść wrażenie, że w drugiej części powieści pojawia się więcej zagadek i pytań, niż rozwiązań. Wzrasta tempo, autorka koryguje bieg akcji, a my czujemy, że najlepsze zostało nam na koniec.

Uznanie należy się autorce również za pomysł na przedstawienie fabuły. Narracja dwutorowa, z męsko- damskiego punktu widzenia, sprawia, że całość staje się ciekawsza i bardziej urozmaicona, szczególnie, kiedy przekonamy się, kim są narratorzy i co mają nam do zaoferowania. Szybko okazuje się bowiem, że to naprawdę interesujące postacie. Wnikliwe, podejrzliwe, a przy tym jeszcze uroczo naznaczone młodym wiekiem.

„Dwoje dochowa tajemnicy” to bardzo lekki i przyjemny thriller. Składa się na to kilka elementów, które ładnie się zgrywają i dopełniają. Styl autorki sprawia, że powieść czyta się błyskawicznie i przyjemnie. McManus pisze lekko, zajmująco, nieskomplikowanie, w sposób przyjazny czytelnikowi. Młodzieżowa narracja i osadzenie fabuły książki w szkole średniej nadają powieści jeszcze większej lekkości.

Nowa powieść autorki spełniła moje oczekiwania, dostarczając mi rozrywki i możliwości podążania tropem przemyślanej i wieloletniej intrygi. Bardzo chętnie sięgam po podobne powieści, co Wam również polecam.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 1 października 2019

Soren Sveistrup "Kasztanowy ludzik" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Soren Sveistrup
Tytuł: Kasztanowy ludzik
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał







Krwawe zbrodnie wstrząsają Kopenhagą, a ślady znalezione na miejscach kolejnych zbrodni prowadzą do zaginionej przed rokiem dziewczynki. Co stało się z Kristiną? Co wspólnego mają z tym wszystkim kasztanowe ludziki?

“Kasztanowy ludzik” to kryminał w najlepszym wydaniu. Nie sposób czegokolwiek autorowi zarzucić, a pamięć o przyjemności płynącej z tej lektury zostaje z czytelnikiem na dłużej. Przede wszystkim wynika to z faktu, że Sveistrup postarał się, by w jego powieści nie zabrakło żadnego z elementów, których obecność jest obowiązkowa w przypadku tego typu książki. Jej zalety można mnożyć, a o mocnych punktach rozmawiać godzinami, ale zacznijmy od początku.

Powieść Sveistrupa oparta została na przemyślanej, dopracowanej i zaskakującej fabule. Akcja rozpoczyna się wartko, kolejne wydarzenia dodają jej rozpędu, wiele się dzieje i nie sposób przy tej książce pozwalać sobie na zbędne przystanki, szczególnie, gdy w grę wchodzą zwroty akcji. Rzadko mam chęć użyć takiego sformułowania, ale dla niej byłam gotować zarwać noc, nie spać i nie jeść. Rozkoszowałam się lekturą, raz po raz próbując ogarnąć umysłem to, co zostało mi przedstawione, a uwierzcie mi, wcale nie było to prostym zadaniem.

Sveistrup igra z czytelnikiem, świetnie się przy tym bawiąc. Podążamy tropem śledczych, którzy dają się wodzić za noc, nie mogąc dogonić mordercy, znajdującego się krok przed nimi. Im bardziej się starają, tym zgrabniej on im umyka. A każde potknięcie to kolejna zbrodnia. Krwawa, brutalna, przejmująca. Uwielbiam, kiedy strony powieści spływają krwią, a  autor nie oszczędza ofiar. Dzięki temu akcja powieści staje się jeszcze mroczniejsza i bardziej angażująca, a chęć poznania motywów sprawcy i zaangażowanie w lekturę nie pozwalają się od niej oderwać.


„Kasztanowy ludzik” to obraz nieludzkich i budzących grozę poczynań. To powieść oferująca czytelnikowi pościg za inteligentnym, wytrwałym i zdeterminowanym mordercą, który nie zawaha się, by sięgnąć po ostateczne środki. Do samego końca nie byłam w stanie połączyć opisywanych okropieństw z twarzą mordercy, a jego tożsamość okazała się dla mnie wielką niespodzianką.

Po tę powieść warto sięgnąć również ze względu na budzące emocje śledztwo prowadzone przez żywiołowych, realistycznych i doświadczonych śledczych. W tej historii nic nie dzieje się przypadkowo, a opisywane sceny nie przypominają telewizyjnego serialu. Policjanci przykładają uwagę do każdego szczegółu, pracując w pocie czoła i sprawdzając każdy, nawet potencjalnie nieistotny trop. Wspaniale ukazane śledztwo na długo zostanie w mojej pamięci i z pewnością będę je porównywać z tymi, po które będę miała okazję sięgnąć niebawem.

„Kasztanowy ludzik” to również zwrócenie uwagi na istotne i bieżące tematy. Ludzkie tragedie zostały ukazane w przerażający sposób, na zasadzie łańcuszka, który prowadzi od jednej do kolejnych. Ten obyczajowy wydźwięk powieści okazał się nie tylko świetną bazą pod budowanie fabuły, ale również elementem, który mocno wpływa na odczucia czytającego.

Czytam dużo kryminałów i czasami mam wrażenie, że nie potrafię już się nimi naprawdę cieszyć. Brakuje mi elementów zaskoczenia, doszukuję się podobieństw w budowaniu akcji i powtarzające się motywy przewodnie. W tym przypadku jednak poczułam się całkowicie usatysfakcjonowana. Tylko na kasztany już nigdy nie spojrzę tak samo…

Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

poniedziałek, 30 września 2019

WRZEŚNIOWE KSIĄŻKI NA ZDJĘCIACH

I już, już zaraz październik. Czy możecie w to uwierzyć? Ja nie. Choć teraz łatwiej wykorzystywać długie wieczory na czytanie i spokojnie czekać na Boże Narodzenie :)




A jaki był Wasz czytelniczy wrzesień?