czwartek, 9 maja 2024

Antti Tuomainen "Paradoks łosia"

 


Autor
: Antti Tuomainen

Tytuł: Paradoks łosia

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 416

Gatunek: kryminał 




“Paradoks łosia” to druga część ujmującej, przewrotnej, dziwnej, sprytnej oraz zabawnej trylogii kryminalnej. Szczerze mówiąc nigdy nie powiedziałabym, że tego typu historia może tak bardzo przypaść mi do gustu, ale przygody aktuariusza, który przejmuje zarządzanie parkiem przygody naprawdę mnie przekonały. Nie mogłam się doczekać, by sprawdzić, co jeszcze Tuomainen przygotował dla swojego głównego bohatera, a tym samym dla nas.

Skoro książka nosi zaszczytne miano kryminalnej, nie mogło zabraknąć w niej trupa. Nie mamy w tym miejscu jednak do czynienia z gęstą i brutalną, starannie zaplanowaną i okraszoną determinacją intrygą. To raczej wypadek przy pracy! Okazuje się bowiem, że taki niewinny park przygody, przez który przechodzą spore pieniądze, przyciąga nie tylko głośne i spragnione rozrywki dzieci, ale także czarne charaktery. A z tymi bandziorami wszelkiej maści radzić musi sobie matematyk.

Po części ze względu na naszego głównego bohatera, książka ta staje się raczej w pewien subtelny sposób niepokojąca niż mroczna i brutalna. Aktuariusz Henri radzi sobie bowiem bardziej opierając się na działaniu mózgu niż sile własnych rąk czy wrodzonej agresji, której akurat nie posiada. „Paradoks łosia” to przedziwna i przewrotna walka tegoż nietypowego bohatera, który to jest zupełnie niepodobny do książkowych postaci poznanych przeze mnie wcześniej.

Henri Koskinen naprawdę mnie zaskoczył pod wieloma względami. Szalenie polubiłam tę niecodzienną postać, sprawiającą wrażenie, jakby nie radziła sobie zbyt dobrze z niczym, co nie opiera się na działaniach matematycznych. Jego rozwiązania, oparte na rozumie, a jednak przewrotne i nieco absurdalne, zapewniły mi sporą satysfakcję czytelniczą, dużą dawkę rozrywki oraz szeroki uśmiech. Polubiłam tego niepasującego do parku przygody matematyka i liczyłam, że w końcu wszystko pójdzie po jego myśli, a staranne obliczenia w pewnym momencie rzeczywiście się przydadzą i pozwolą mu ocalić park przygody.

„Paradoks łosia” to książka, którą trzeba potraktować z przymrużeniem oka oraz humorem. Od początku wiele się w niej dzieje a akcja ani na chwilę nie zwalnia tempa. Nie sposób się przy niej nudzić czy męczyć, ale warto pamiętać, żeby nie traktować jej całkiem na poważnie. To lekki, przyjemny tytuł, który kojarzony powinien być raczej z rozrywką i relaksem, bo choć interesujący i błyskotliwy to jednak prosty i niewymuszony.

W „Paradoksie łosia” znalazłam rozwiązania, które kojarzyłam już z pierwszej części trylogii. Swoje umiejętności pisarskie i dobre pomysły autor kolejny raz przełożył na poczynania i przygody głównego bohatera, zaskakujące zwroty akcji, nietypowe niespodzianki oraz przyjazną narrację. Nie jestem pewna, czy to taki typ książki, która mogłaby skraść wszystkie czytelnicze serca, ale ja ani przez chwilę nie zawaham się, by sięgnąć po kolejną część przygód matematycznego geniusza. Serdecznie polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

wtorek, 7 maja 2024

Benjamin Gilmer "Przypadek doktora Gilmera"

 


Autor
: Benjamin Gilmer

Tytuł: Przypadek doktora Gilmera

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2024

Gatunek: reportaż

Liczba stron: 312




„Przypadek doktora Gilmera” to tytuł, któremu nie mogłam się oprzeć. Już pierwsze strony utwierdziły mnie w przekonaniu, że wybrałam słusznie, a kolejne rozdziały pogłębiały zainteresowanie, skłaniały do zaangażowania i wywoływały refleksje. Choć po literaturę faktu sięgam regularnie, nie przypominam sobie, kiedy ostatnio reportaż wywołał we mnie aż tak silne, a przy tym bardzo skrajne, emocje. Publikacja Benjamina Gilmera to wspaniały dowód na to, że życie pisze najciekawsze scenariusze.

Przeprowadzka do Karoliny Północnej i rozpoczęcie pracy w niewielkiej wiejskiej przychodni miały być dla doktora Gilmera idealnym wstępem do praktykowania medycyny rodzinnej. Wielką szansą na spełnienie marzeń i rozwijanie się w wybranym przed laty kierunku. Już na początku tej przygody spotkał się natomiast z pewną przeszkodą- legendą w postaci poprzedniego doktora Gilmera. Uwielbianego, docenianego i podziwianego przez tamtejszą społeczność. Tyle, że pierwszy doktor Gilmer zabił swojego ojca w okrutny sposób.

Jak żyć w cieniu kogoś takiego? Jak dzielić z nim nazwisko? Jak rozpocząć życie w miejscu, w którym ktoś inny w taki sposób je sobie zniszczył i zakończył? To tylko kilka pytań, z którymi musiał zmierzyć się autor publikacji. Na miejscu ekscytacji i radości zaczęły pojawiać się strach, niepewność i paranoja. Lęk o bezpieczeństwo swoje i rodziny skłoniły Benjamina do przyjrzenia się tej sprawie i szukania odpowiedzi na dręczące wątpliwości. Jak to się stało, że rodzinny lekarz zmienił się w bezwzględnego mordercę?

„Przypadek doktora Gilmera” to próba zrozumienia faktów i uporządkowania ich. Możliwość spojrzenia z innej perspektywy na opisane wydarzenia. Sposobność, by wniknąć w umysł doktora, który z lekarskiej przychodni trafił do więzienia. Autor książki rozpoczyna własne śledztwo, usiłując dowiedzieć się, jak doszło do tej wstrząsającej zbrodni, w wyniku której jego poprzednik udusił ojca, obciął mu palce i porzucił ciało, by ostatecznie wszystkiego się wyprzeć. Benjamin Gilmer chce wysłuchać osądzonego i jeszcze raz oddać mu głos.

Kolejne rozdziały publikacji to niezwykłe, intrygujące i pełne niespodzianek medyczne śledztwo. Medyczne, bowiem oparte na tajemnicach ludzkiego umysłu, próbie postawienia diagnozy i zrozumienia, co dolegało poprzedniemu doktorowi Gilmerowi. Benjamin dość szybko doszedł do wniosku, że duże znaczenia w przypadku tej zbrodni miała niezdiagnozowana wcześniej choroba zabójcy. Co to za schorzenie? Jak wpłynęło na jego umysł? Czy może stanowić usprawiedliwienie?

Opisana historia zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nie mogłam się doczekać, by przekonać się, co jeszcze się wydarzy i w jaki sposób rozwinie się ta opowieść. Czułam ogromne zaskoczenie spowodowane postawą nowego doktora Gilmera, jego zrozumieniem, empatią, człowieczeństwem i poświęceniem. W jego opowieści widać ogromny wysiłek, zaangażowanie i poświęcony czas. Zmierzył się z czymś, co wydawało się przekraczać jego siły, zawalczył o obcego człowieka. Wysłuchał go i spróbował zrozumieć.

„Przypadek doktora Gilmera” to bardzo trudna historia. Poruszająca, emocjonalna, nieprawdopodobna. Niełatwo się z nią zmierzyć, ale z pewnością warto. Benjamin Gilmer poświęcił się dla człowieka, którego nie znał. My możemy chociaż poświęcić czas i uwagę jego opowieści.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarnemu. 

piątek, 3 maja 2024

Merce Rodoreda "Rozbite lustro"

 


Autor
: Merce Rodoreda

Tytuł: Rozbite lustro

Wydawnictwo: Marginesy

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 368

Gatunek: literatura współczesna 




Gdyby ktoś zapytał mnie, jak powinna wyglądać literatura kobieca, jako dobry przykład z pewnością mogłabym podać “Rozbite lustro”. Powieść Merce Roderedy idealnie łączy bowiem w sobie elementy, które najbardziej cenię w książkach obyczajowych. Znane i lubiane motywy zostały przedstawione w świeży sposób, wykorzystując siłę słowa i piękno miejsc, a charyzmatyczni bohaterzy okazali się budzić emocje i skłaniać do refleksji.

„Rozbite lustro” to opowieść, którą bardzo trafnie porównano do Downton Abbey. Uwielbiana przeze mnie historia rzeczywiście mogłaby służyć autorce za inspirację. Rodereda bowiem w umiejętny, przekonujący i elektryzujący sposób pokazuje czytelnikom dzieje zamożnej rodziny mieszkającej w urzekającej willi oraz ich życie codzienne. Na kolejnych stronach mamy szansę przyjrzeć się nie tylko poszczególnym członkom rodziny ale też poobserwować służących im pracowników. Takie zestawienie mocno działa na wyobraźnię i pozwala spojrzeć na tę historię z nieco innej perspektywy.

Choć przez długi czas pierwsze skrzypce w „Rozbitym lustrze” gra urzekająca Teresa Goday, z czasem ustępuje ona miejsca swoim dzieciom i wnukom. Podążając za Roderedą poznajemy wszystkich członków rodziny i uczestników tej opowieści. Autorka nie spieszy się. Subtelnie i powoli wskazuje ich błędne decyzje, przewinienia, skrzywienia charakteru. Im bardziej zagłębiamy się w tę opowieść, tym lepiej widzimy, jak wiele pęknięć pojawiło się na pozornie idealnym obrazie zamożnej, cenionej rodziny i jak mocno zostało splamione ich znane nazwisko.

Jak już wspomniałam na początku, pisarka przedstawia nam lubiane i popularne kwestie na swój własny, wyjątkowy i świeży pomysł. Niewątpliwie nie jest to kolejna, podobna historia obyczajowa, których tak wiele publikuje się każdego dnia. W tym przypadku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Całość sprawia wrażenie głębokiej i wielowymiarowej. Rodereda pięknie działa na zmysły czytelnika, pogłębia jego ciekawość, buduje napięcie. Ujawniając zbrodnie i sekrety wprowadza do swojej historii element niepokoju i zaskoczenia. Zatrzymuje nas proponując więcej i sugerując, że to nie koniec niespodzianek z jej strony.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka zbudowała charaktery swoich postaci. Nie ujawniła wszystkiego od razu. Pozwoliła, żebyśmy poznawali ich wraz z rozwojem akcji, tak jak w życiu poznajemy ludzi wraz z upływem czasu. Wniknęła głębiej w ich serca, zajrzała do umysłów, znalazła motywacje i swego rodzaju zrozumienie. W tej rodzinie prawda została ukryta za pozorami, a szczęście ma jedynie złudny charakter. Rodereda pokazuje nam, jak trudno odnaleźć siebie, nawet gdy wydaje się, że człowiek posiada już wszystko.

Pisarka zdobyła moje uznanie również za sprawą dojrzałego, kobiecego i wyrazistego stylu pisania, który jest przy tym lekki i przyjazny czytelnikowi. Poznając kolejne rozdziały byłam zdziwiona, jak szybko uciekają mi strony powieści i jak niezauważalnie liczba przeczytanych kartek zaczyna przeważać nad tymi, jakie mi pozostały. Można by powiedzieć, że powieść czytała się sama.

„Rozbite lustro” to z jednej strony historia rodzinna, z drugiej zaś opowieść o każdym z jej członków z osobna. To opowieść pełna życia, zabarwiona emocjami, bardzo realistyczna i prawdziwa. Z pewnością trafi w gust wielbicielkom kobiecych klimatów, które szukają książek pełnych pasji i głębi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

czwartek, 2 maja 2024

Steve Cavanagh "Adwokat diabła"

 


Autor
: Steve Cavanagh

Tytuł: Adwokat diabła

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 512

Gatunek: thriller prawniczy 




Tym razem Eddie Flynn musi zmierzyć się z samym diabłem.

“Adwokat diabła” to już szósta część wspaniałego cyklu z Eddiem Flynnem. Jej autor, Steve Cavanagh, znakomicie łączy w swoich książkach elementy charakterystyczne dla thrillera oraz opisy przewrotnych, błyskotliwych i brutalnych procesów sądowych. Takie połączenie, któremu towarzyszy grono znakomitych i inteligentnych bohaterów, to prosta recepta na sukces i zdobycie uznania czytelników.

Sceny rozgrywające się w sądzie, zagrania nie zawsze zgodne z prawem, przesuwanie moralnych granic i wielkie ryzyko. Taki scenariusz jeszcze niedawno kojarzył mi się przede wszystkim z Grishamem. I wtedy na scenę wkroczył Cavanagh i pokazał, że mistrz gatunku wcale nie musi być tylko jeden. Jako wielka entuzjastka tego typu powieści nie mogłam przejść obojętnie obok takiej pokusy. Spotkałam się z Eddiem Flynnem i całkowicie przepadłam.

Choć główny bohater jest ujmujący i przyciąga niczym magnes, w tym tytule nie tylko on gra pierwsze skrzypce. Na stronach książki mamy okazję, by przekonać się, jak może wyglądać zło w ludzkiej postaci. W przeciwieństwie do Flynna, prokurator Korn nie dba o ludzkie dobro. Wręcz przeciwnie. Lubi patrzeć na cierpienie, do swoich celów wykorzystując stanowisko prokuratora okręgowego i zawodny system prawny. Można powiedzieć, że to morderca, który nie musi brudzić sobie rąk. Kreacją tej postaci, umotywowaniem jej działań i psychologicznym zarysem autor zyskał mój szacunek i uznanie.

„Adwokat diabła” to powieść, przy której nie sposób się nudzić. Od pierwszych stron czytałam tę historię z dużym zainteresowaniem, a kolejne rozdziały dostarczały mi jeszcze więcej przyjemności, rozrywki i satysfakcji. Czy kojarzycie to uczucie, kiedy podczas czytania żałujecie, że nie możecie poznać wszystkich wątków jak najszybciej, ponieważ rozpiera Was ciekawość, ale z drugiej strony lektura przynosi tyle pozytywnych uczuć, że myśl o jej zakończeniu wywołuje swego rodzaju melancholię? Dokładnie tak odbierałam tę powieść.

Cavanagh stworzył zajmującą, mroczną i dopracowaną opowieść, która nie pozwala czytelnikowi na pewność siebie. Możemy zgadywać, rozpracowywać poszczególne tajemnice, łączyć ze sobą różne wątki, bawić się teoriami. Ale nie mamy szans, by poznać zakończenie, dopóki autor nie stwierdzi, że nadszedł odpowiedni moment, by ujawnić przygotowane niespodzianki. Już wcześniej książki Cavanagh zrobiły na mnie ogromne wrażenie. „Adwokat diabła” nie ustępuje ani na krok poprzednim tytułom z tej serii.

Niezwykle ważnym elementem całości jest przyjazny czytelnikowi styl opowiadania. Autor pisze lekko, sprawnie przelewa myśli na papier, znajduje balans między opisami a dialogami. Przede wszystkim jednak na męczy i nie nuży. Potrafi pokazać proces sądowy, jakby to była najbardziej intrygująca i pasjonująca rzecz na świecie, zapraszając czytelnika do udziału w tej prawniczej rozgrywce.

Jeśli cenicie mocne zagrania, pogłębiające się napięcie, zwroty akcji i mroczne niespodzianki, a przy tym nie odstraszają Was meandry prawa, opisy scen sądowych i fragmenty procesów, nie powinniście się zastanawiać nawet przez moment. „Adwokat diabła” to książka dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

piątek, 19 kwietnia 2024

B.A.Paris "Przyjaciółka"

 


Autor
: B.A.Paris

Tytuł: Przyjaciółka

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Gatunek: thriller psychologiczny

Liczba stron: 352




Iris i Gabriel mają życie jak z bajki. Ale wszystko co dobre podobno kiedyś się kończy. Niespodziewany wypadek to dopiero początek nadchodzącej katastrofy.

Książki B.A.Paris to doskonałe kobiece thrillery. Pełne napięcia, wielkich emocji i przewrotnych rozwiązań. Autorka ma wspaniały i wypracowany styl oraz głowę pełną pomysłów. Przy jej historiach nie sposób się znudzić czy zmęczyć. Można by powiedzieć, że one czytają się po prostu same. Ten opis nie jest z mojej strony przesadną zachętą. To krótka charakterystyka tego, czego możecie spodziewać się po tej autorce. To wszystko znalazło się również w jej najnowszej książce zatytułowanej „Przyjaciółka”.

Akcja powieści rozwija się niespiesznie. Lektura kolejnych rozdziałów pozwala nam bliżej poznać głównych bohaterów oraz skrywane przez nich tajemnice. Paris ma duże predyspozycje w kierunku zaglądania do duszy i umysłów. Zdaje się, że potrafi przejrzeć książkowe postaci na wylot, obdarzając je intrygującym zestawem wad i zalet, dzięki czemu stwarzają wrażenie bardzo ludzkich i realistycznych. I jak każdy z nas mają na swoim koncie błędy i złe decyzje.

Mamy okazję przyjrzeć się im na kolejnych stronach. „Przyjaciółka” mocno bazuje bowiem na aspekcie psychologicznym. To emocje, niedopowiedzenia i domysły stwarzają tutaj atmosferę niepewności i niepokoju, podsycając napięcie i budząc demony. Paris dobrze wie, w jaki sposób działać na wyobraźnię, skłaniać czytelnika do myślenia i zaangażowania. Kolejne strony przynoszą wiele pytań, niełatwo jest jednak znaleźć na nie odpowiedzi. Podczas lektury zaczynamy być skłonni do współpracy, szukamy rozwiązań i typujemy winnego, starając się dopasować do siebie poszczególne fragmenty tej mrocznej układanki.

Spotkałam się z opinią, że Paris opiera się na pewnym schemacie, wykorzystując w swoich książkach podobne rozwiązania i scenariusze. Być może po części rzeczywiście tak jest. Ale tego zarzutu nie można oszczędzić również innym uznanym pisarzom, a to nie odbiera mi przyjemności i satysfakcji z lektury. W kryminale czy thrillerze nie szukam ideału. Zależy mi przede wszystkim, by poczuć napięcie, dostrzec przewrotność, znaleźć osobliwą nutkę czy subtelny powiew świeżości. Książki Paris są dla mnie w pewien sposób taką gwarancją jakości. Wiem, że te lektury pozwolą mi przyjemnie spędzić czas, oderwać się od swoich spraw, trochę pomyśleć.

„Przyjaciółka” rzeczywiście skłania czytelników do analizy. Wyraźnie widać, że autorce zależy na naszym zaangażowaniu. Liczy na to, że będziemy szukać powiązań, rozwiązywać problemy, wykorzystywać informacje. Fabuła, pozornie prosta, okazuje się bowiem dość skomplikowana, a bohaterzy bardziej winni i nieprzewidywalni, niż mogłoby się wydawać. W tej książce od początku jest wiele niewiadomych i sekretów, które tylko czekają na odkrycie, a każdy rozdział przynosi nowe tajemnice i niepewności, prowadząc do wielkiego finału.

Nowa książka Paris to interesująca, psychologiczna i przewrotna lektura. Stali czytelnicy mają okazję przypomnieć sobie, z jakiego powodu autorka zyskała tak duże uznanie, a nowi zrozumieć, na czym polega jej fenomen. Paris potrafi zbudować napięcie i wzbudzić duże emocje, wykorzystując do tego całkiem proste rozwiązania. Dzięki temu jej książki sprawiają wrażenie lekkich, przyjemnych i subtelnych. Mnie to odpowiada. Chętnie poczekam na więcej.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

środa, 17 kwietnia 2024

Pierre Lemaitre "Wielki świat"

 


Autor
: Pierre Lemaitre

Tytuł: Wielki świat

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 576

Gatunek: literatura współczesna 




Choć w Polsce Lemaitre zdobył uznanie przede wszystkim jako autor powieści kryminalnych, ja doceniłam go za serię „Dzieci katastrofy”. Podczas lektur książek należących do tego cyklu, przekonałam się, jak zdolnym, intrygującym i przewrotnym jest autorem. Poznałam jego głęboką wyobraźnię, lekkie pióro i różne odcienie codzienności uwiecznione na przykładzie doświadczonej historycznie Francji.

Dziś Lemaitre wraca do polskich czytelników za sprawą nowej serii o bardzo życiowym charakterze. Na stronach „Wielkiego świata” poznajemy powojenne losy bogatej i cenionej francuskiej rodziny, która dorobiła się majątku za sprawą dobrze prosperującej mydlarni. Poznając poprzednie powieści autora przekonałam się, że nie oszczędza on swoich bohaterów, chętnie pokazując przewrotność losu i kłody rzucane pod nogi. Nie inaczej było tym razem.

„Wielki świat” to barwny, żywy i interesujący portret rodziny, którą zdaje się więcej dzielić niż łączyć. Kolejne rozdziały powieści pozwalają nam zauważyć pęknięcia i rozłamy, jakie bardzo trudno przezwyciężyć Pelletierom. Zagłębiając się w akcję powieści, obserwujemy wszystkich członków rodziny, mogąc lepiej ich poznać i zrozumieć. Lemaitre stworzył niezwykłe, dopracowane i autentyczne sylwetki bohaterów, śmiało i szczerze opowiadając o ich wadach i zaletach. Podczas lektury miałam wrażenie, że poznaję autentyczną i życiową historię, która rzeczywiście mogłaby się wydarzyć.

Bez wątpienia to bohaterzy książki stanowią jej największą wartość. Skomplikowane osobowości, odmienne zdania, dojrzewanie na powieściowych stronach. Nie sposób nie docenić tych elementów. Duże znaczenie jednak ma w tej historii również miejsce wydarzeń. Lemaitre dzieli akcję powieści między Paryż, Sajgon i Bejrut, dzięki czemu całość staje się bardziej intrygująca, świeża i kompletna oraz pozwalająca spojrzeć na różne sprawy nie tylko z perspektywy bohatera, ale też miejsca, w którym ten żyje.

Francuski autor pisze tak przekonująco, mądrze i pomysłowo, że nawet nieco przewrotne pomysły i zaskakujące rozwiązania stają się dla czytelnika obiecujące i zachwycające. Zwłaszcza, kiedy zaczyna się dostrzegać subtelne połączenia między poszczególnymi tematami i motywami. W „Wielkim świecie” nic nie jest oczywiste i nic nie może być brane za pewnik. Lemaitre wydaje się świetnie bawić oferując swoim czytelnikom tak niecodzienną i nietuzinkową historię. A my, odbiorcy, możemy jedynie cieszyć się tą lekturą i jej urokami.

Mam wrażenie, że to jedna z tych książek, w której każdy może znaleźć coś dla siebie. Obok znanych i lubianych kwestii jak wątki miłosne, rodzinne zażyłości, poznawanie siebie czy rozwój osobisty, mamy okazję spojrzeć na zupełnie inne sprawy- niecodzienne, niespotykane, bardziej ambitne i zastanawiające. W swojej obyczajowej powieści Lemaitre łączy wątki społeczne, historyczne i polityczne, pozwalając by dzięki temu całość stała się bardziej barwna, angażująca i głębsza.

Ten ceniony francuski pisarz reprezentuje również niezwykłe umiejętności i wielką klasę w sprawie dojrzałego stylu i wspaniałego wyczucia. Lekkim piórem przedstawia trudne wydarzenia i wielkie emocje, nieco odejmując im tym samym ciężaru i nieszczęścia. Jestem pewna, że taki styl i taka narracja pozwoliłyby wybaczyć Lemaitre’owi każde niedociągnięcie czy potknięcie.

„Wielki świat” to ujmująca i oryginalna opowieść, która zachwyci niejednego czytelnika. Jeśli jeszcze nie znacie tego autora, to szczerze polecam Wam jego historie.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

czwartek, 11 kwietnia 2024

Elizabeth Wetmore "Walentynka"

 


Autor
: Elizabeth Wetmore

Tytuł: Walentynka

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2024

Liczba stron: 368

Gatunek: literatura współczesna 




Gloria jest po prostu szalenie znudzona życiem. Powtarzalnością dusznej Odessy. Brakiem zajęcia. Finansowym niedostatkiem. Monotonią codzienności, która ma tak niewiele do zaoferowania. Kiepskie perspektywy i smutne myśli popychają ją w stronę błędnej decyzji, która zaważy na całym jej życiu. Kiedy przyjmuje propozycję przystojnego mężczyzny i wsiada do jego auta, nie ma pojęcia, że ten moment wszystko zmieni.  

Będąc świeżo po przeczytaniu “Walentynki” nie jestem pewna, co mogłabym powiedzieć lub też napisać. Czy znacie to uczucie, kiedy powieść wywołuje tak wiele emocji i refleksji, że zdaje się brakować odpowiednich słów, by je wszystkie opisać i nazwać? Czy macie czasami wrażenie, że o pewnych tytułach możecie rozmawiać bardzo długo, a jednak ten czas wciąż nie będzie wystarczający, by przedyskutować tematy, które krążyły po głowie podczas lektury? Dokładnie to poczułam podczas spotkania z książką Elizabeth Wetmore.

Literatura kobieca nie jest gatunkiem dobrze mi znanym i przesadnie cenionym. Mam wrażenie, że wiele powieści mocno upraszcza niektóre sprawy, nie oddaje emocji, nie porusza. Obraca się wokół podobnych, prostych i powtarzalnych spraw. Brakuje w nich świeżości, nowości, zaskoczenia. „Walentynka” stanowi ich przeciwieństwo. Już od pierwszych stron byłam przekonana, że to idealny wybór czytelniczy i ani przez chwilę nie obawiałam się, że mogę pożałować poświęconego tej powieści czasu.  

Mądra, dojrzała, emocjonalna i pouczająca. Łącząca w sobie mnogość myśli i uczuć. Głęboka, poruszająca i niedająca się łatwo zakwalifikować. A przede wszystkim niepozwalająca się porzucić. Choć momentami byłam przytłoczona poruszanymi sprawami, a trudne tematy ciążyły mi na barkach, zwyczajnie nie mogłam zrezygnować z tej historii. Brnęłam dalej, nie patrząc na emocjonalne konsekwencje, nie licząc się z własnymi stratami. Pozwalałam, by fabuła całkowicie mnie opanowała, stając się częścią książkowych wydarzeń i postaci.

Choć główną bohaterką książki jest młoda Gloria i dramat, z którym musi się zmierzyć, Wetmore pokazuje nam obraz o wiele szerszy. W kolejnych rozdziałach mamy okazję przekonać się, jak bardzo ta sprawa poruszyła całą kobiecą społeczność i jak mocno wpłynęła na jej życie. Autorka traktuje jednak sprawę Glorii nieco jak punkt wyjścia do opowieści o innych kobietach. Daje bohaterkom szansę na zabranie głosu, snucie refleksji, spojrzenie na życie z nowej perspektywy. Oferuje im wybór. „Walentynka” to opowieść o kobietach i dla kobiet.

Wetmore odmalowuje wydarzenia żywo i barwnie, pokazując, jak piękną i dużą paletą dysponuje. Niczym prawdziwa artystka oddaje głębię koloru, intensywność obrazu i wartość dźwięku. Podczas lektury miałam wrażenie, jakbym na moment przeniosła się do dusznego i gorącego Teksasu. Potrafiłam poczuć na skórze kropelki potu i drobiny pyłu, słyszałam grzechotanie węży i odgłosy wydawane przez pustynne zwierzęta, nieobce były mi też wizje zachodzącego słońca. Autorka umiejętnie przelała swój pomysł na książkowe strony, pokazując, jak wspaniale działa jej wyobraźnia i dzieląc się tym talentem ze swoimi czytelnikami.  

„Walentynka” to piękna, wyrazista i niepowtarzalna historia. Na pewno zostanie w mojej pamięci na dłużej. Nie mogę się doczekać kolejnej powieści Wetmore, która oczarowała mnie tym swoim debiutem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarnemu.