poniedziałek, 7 stycznia 2019

Arek Borowik "Z góry widać tylko nic"




Autor: Arek Borowik
Tytuł: Z góry widać tylko nic
Wydawnictwo: Dobra literatura
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura współczesna







“Z góry widać tylko nic” to pierwsza część trylogii o namiętnościach Arka Borowika, inspirowanej motywem znanych baśni. Tym tytułem przewrotnie swą przygodę z serią zakończyłam i powiem szczerze, że ciężko jest mi powiedzieć, która z tych książek przypadła mi do gustu najbardziej. Wszystkie prezentują się bowiem świetnie. W tym miejscu koniecznie docenić trzeba zarówno pomysł autora, jak i sposób jego realizacji. A kiedy dodamy do tego znakomity styl i przyjemną, lekką narrację to powstaje niezwykła, satysfakcjonująca mieszanka, jaka trafi do serca każdej czytelniczki.

Kolejny raz podążyłam za Borowikiem baśniowym śladem. Wykorzystanie takiego motywu sprawiło, że autor już na wstępie zyskał wiele w moich oczach. Nie znaczy to bynajmniej, że na jego twórczość spojrzałam całkiem bezkrytycznie. Po prostu podoba mi się to nietypowe podejście do literatury. Inne spojrzenie, puszczenie oczka do czytelnika, dystans do świata, poczucie humoru. Borowik jest mistrzem w realizacji takiej lekkiej formy, choć często za tym swobodnym stylem kryją się ważne przesłania.


Nigdy nie uchylam się przed trudnymi tematami. Wręcz przeciwnie. To takie kwestie w literaturze obyczajowej sobie cenię. Tymczasem Borowik porusza je w sposób zadziwiający. Życiowe doświadczenie, własne spostrzeżenia i piękną dojrzałość oferuje czytelnikowi w połączeniu z sarkazmem, mocnym językiem, brakiem tabu i w otoczeniu lekko bajkowym. Rzadko zdarza się, by powieści obyczajowe robiły na mnie takie wrażenie, ale kiedy oddaję się lekturze jego twórczości, to zupełnie się w nich zatracam, czując niebywałą mnogość emocji, wywołanych nie tylko poprzez sam temat, ale to, jak został on przedstawiony.

Borowika styl chętnie określiłabym gawędziarskim. Jego opowieści są przyjazne czytelnikom, błyskotliwe, zabawne. Można by odnieść wrażenie, że snuje je podczas spotkania z przyjaciółmi, z niezwykłą lekkością kierując życiem bohaterów i ubierając te historie w pasujące do nich miejsca, okoliczności i szczegóły. Choć moim zdaniem styl Borowika robi największe wrażenie w ostatniej części trylogii, to i w tej niczego mu nie brakowało. Chciałabym, żeby inni polscy autorzy potrafili pisać w podobny sposób.



Właściwie nigdy nie poświęcam uwagi krótszym historiom, nie lubię również opowiadań. Tymczasem dla tego autora za każdym razem robię wyjątek. Być może wynika to z faktu, że w tych dość krótkich opowieściach potrafi tak wiele zawrzeć. I refleksji. I humoru. I na morał również znajdzie się miejsce. A dobre zakończenie to już podstawa. Borowik udowadnia, że fabuła nie musi mieć 400 stron, by urzec czytelnika i zapisać się w jego pamięci swoją wyrazistością. Można zaskoczyć połową tej objętości, nie tracąc przy tym na wartości.



Każda z książkowych opowieści na swój sposób zrobiła na mnie wrażenie. Nie warto doszukiwać się lepszych i słabszych, bo w każdej z nich kryje się wiele uroku i różnorodności. Właśnie ta swoboda w rozwijaniu treści i łączeniu tematów bardzo mi się u autora podoba. Fakt, że opowieści posiadają wspólny mianownik i świetnie do siebie pasują, ale dobrze sprawdzają się również osobno. 




„Z góry widać tylko nic” to niebanalny tytuł, który po prostu wypada przeczytać. 

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dobra literatura. 

sobota, 5 stycznia 2019

Keith Stuart "Chłopiec z klocków"




Autor: Keith Stuart
Tytuł: Chłopiec z klocków
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura współczesna







Alex to ojciec, mąż, jedyny żywiciel swojej rodziny. Wydaje mu się, że dźwiga na barkach cały świat, w rzeczywistości jednak omija go najważniejsze- możliwość wychowania cudownego syna. Sam to chłopiec z autyzmem. Trudny, wycofany, płaczliwy, ale również fascynujący i potrafiący zaskoczyć. Czy odnajdą się nawzajem?   

Keith Stuart postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, pisząc o schorzeniu, które choć w literaturze dość popularne, to jednak wciąż zaskakujące, problematyczne, bolesne. Strony jego powieści wypełniają przygody autystycznego chłopca i jego ojca. Wzajemne poznawanie się, próby radzenia sobie z najprostszymi zadaniami, konieczność odnalezienia się w sytuacji, która nie jest łatwa dla żadnego z nich. Stuart podejmuje się tego zadania i radzi sobie z jego realizacją wspaniale, raz po raz udowadniając, że powieść obyczajowa nie musi być domeną kobiet.

“Chłopiec z klocków” to jedna z tych książek, jakie w czytelniku wzbudzają mnóstwo emocji. Zaskakują, wzruszają, skłaniają do refleksji. Sprawiają, że chcemy dalej czytać i pragniemy je odłożyć, często nie zdając sobie sprawy, które z tych uczuć w rzeczywistości jest silniejsze. Z czego to wynika? Z poruszanych tematów, trudnych kwestii, aktualności powieści i faktu, że właściwie każdy z nas może w takich książkach odnaleźć coś dla siebie.

Bez wątpienia tytuł ten wywiera duże wrażenie również dlatego, że w dużej części został on oparty na prawdziwej historii. Stuart bowiem stworzył tę opowieść z myślą o swoim synku i wydarzeniach, jakich uczestnikami wspólnie się stali. Własne przeżycia, osobiste doświadczenia, trudne, ale i szczęśliwe wspomnienia sprawiają, że „Chłopiec z klocków” staje się mocną, ważną i niebanalną lekturą, jakiej nie sposób tak po prostu odłożyć na półkę zaraz po zakończonej lekturze. Ten pierwiastek prawdy zrobił na mnie szczególne wrażenie, przez cały czas bowiem towarzyszyło mi odczucie, że to faktycznie się wydarzyło, a ten książkowy ojciec gdzieś, naprawdę, z podobnym synkiem żyje i potrafi cieszyć się z tego, co ma.

Interesujące okazało się dla mnie także przedstawienie tej historii z punktu widzenia mężczyzny. Wydaje się, że takie trudne opowieści zazwyczaj zostają przypisane matkom, a ich rola sprawia, że całość wypada mocniej i emocjonalniej. Tymczasem ta męska narracja, lekko szorstka, ale niemniej przy tym dojrzała i poruszająca, świetnie się tutaj sprawdza. Pierwszoosobowa opowieść, zmęczonego trudami wychowania, ojca mocno działa na wyobraźnię i pozwala czytelnikowi na czas lektury zamienić się z tym mężczyzną miejscami, wziąć na barki jego ciężar i spróbować sobie z nim poradzić.

Powieściowy ojciec to nie jedyna postać warta uwagi. Stuart znakomicie wykreował pozostałych bohaterów, pokazując wpływ autyzmu zarówno na członków rodziny, jak i przyjaciół czy współpracowników. Każdy z ukazanych przez niego bohaterów na swój sposób przeżywa to, co dzieje się z chłopcem, czuje jego wzloty i upadki. A i sam chłopiec nie pozwala czytelnikowi na obojętność. To przecież o Sama tutaj chodzi, o kogoś, kogo charakterystyka została oparta na małym Zaku. I stąd w tym bohaterze taka wiarygodność, szczerość i realizm.

„Chłopiec z kloców” to powieść trudna, ale bez wątpienia warta poznania. Zaskakująca pod kątem realizacja poszczególnych wątków, dobrze napisana, skłaniająca się w stronę tematów ważnych i aktualnych, a przede wszystkim potrzebna. Takie książki potrzebne będą zawsze.
  
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości księgarni internetowej selkar. Jeśli pragniecie nabyć swój egzemplarz lub nie znacie jeszcze tego miejsca, serdecznie zapraszam do odwiedzin ich strony KLIK. 

wtorek, 1 stycznia 2019

STOSIK NA NOWY ROK

Ostatnie tygodnie poprzedniego roku spędziłam w gronie rodzinnym. W tym czasie niewiele czytałam, ale za to nowy rok rozpoczynam od pokaźnego stosiku :)



A jak Wy zaczynacie czytelniczo nowy rok? 

sobota, 29 grudnia 2018

Frank Schatzing "Odwet oceanu"




Autor: Frank Schatzing
Tytuł: Odwet oceanu
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 952
Gatunek: thriller







Człowiek w starciu z naturą. Nieprzewidziane zwroty akcji. Siła żywiołu. Katastrofa, której można było uniknąć... 

Nigdy nie odmawiam wszelkiego rodzaju thrillerom. Ze względu jednak na fakt, że to jeden z moich ulubionych gatunków, starannie dobieram lektury. Staram się wybierać takie powieści, które zaskoczą mnie czymś nowym, zaintrygują zrealizowaną fabułą, a może nawet skłonią do refleksji- bo czemu nie? Takich elementów doszukiwałam się w „Odwecie oceanu”, książce, o jakiej, w ostatnim czasie, było szczególnie głośno.

Frank Schatzing stworzył powieść zadziwiającą z wielu różnych powodów. Zaskoczyła mnie jej treść, poprowadzenie poszczególnych wątków, odwaga autora związana z próbą poruszenia tak trudnych kwestii, a także niejaka aktualność tematu oraz rozmach, z jakim został on niewątpliwie zrealizowany. „Odwet oceanu” jest bowiem książką, której nie sposób przeczytać w jeden wieczór. Choć fabuła intryguje i przyciąga jak magnez, a poznanie kolejnych rozdziałów szalenie kusi, to jednak trzeba mierzyć siły na zamiary i ze względu na szczególne gabaryty, przeznaczyć na tę lekturę więcej czasu.

Nie znaczy to jednak, że rozmiar może zniechęcić, a dość drobna czcionka odpychać. Zdecydowanie nie. To jedna z tych pozycji, w których autorski rozmach jest jak najbardziej na plus, oznacza bowiem, że możemy w tę treść zagłębić się mocniej, bardziej w ten problem zaangażować, lepiej zrozumieć i więcej przemyśleć. Choć książka porusza nieprzyjemne sprawy, a jej fabuła krąży wokół tematów niewygodnych, to jej lektura sprawia wielką przyjemność, a wspomnienie o niej jeszcze na długo pozostaje w umyśle czytelnika.

Momentami można odnieść wrażenie, że akcja książki rozwija się dość wolno, a na jej stronach mogłoby dziać się trochę więcej. I być może rzeczywiście tak jest. A mimo to, ciężko od tego tytułu się oderwać i zdecydować na nieprzewidziane przerwy. Dlaczego? Bo treść powieści jest na tyle wyjątkowa, że podczas lektury łatwo poczuć wdzięczność do autora, że na jej stworzenie się zdecydował, że podjął się realizacji takiego tematu i że zrobił to w taki wyjątkowy sposób. I nie boję się w tym miejscu używać słów szczególny, fascynujący, zjawiskowy. Bo tą lekturą jestem oszołomiona, czuję podziw i dużą czytelniczą satysfakcję, jaką daje możliwość poznania głębokiej i poruszającej książkowej historii.

Schatzing zabiera swego czytelnika w podróż po niezwykłym świecie, łącząc przy tym w jedno świat człowieka i zwierzęcia, mieszając ląd i morze, igrając z naszą inteligencją i możliwościami przyrody. Zaskakująco przedstawia swą wizję, sprawiając, że każdy z nas jest zmuszony się zastanowić, czy to faktycznie tylko książka, bo może na jej stronach zostało jednak umieszczone coś więcej? Opisy zwierzęcych ataków są niezwykle wiarygodne, obrazowe, bogate w szczegóły. Działają na wyobraźnię, zmuszają do myślenia. Budzą emocje, choć nie są to uczucia związane z oceną, krytyką, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki moglibyśmy to sobie wyobrażać, zanim tę lekturę rozpoczęliśmy.

Autor powieści łączy wyobraźnię i wiedzę, sprawiając, że całość wypada przekonująco i wiarygodnie. Na każdym etapie lektury widać, że ta książka nie powstała ot tak, ale jej treść jest wynikiem nagromadzenia imponującej wiedzy i faktycznego zainteresowania tą dziedziną nauki. Książkowe strony zostały wypełnione wieloma naukowymi szczegółami, jednak te fakty nie przeszkadzają, nie nużą, pozwalają w ten świat lepiej się zaangażować, tę przyrodę lepiej zrozumieć i inaczej tę fabułę ocenić. Duże wrażenie robią również bohaterowie książki. Specjaliści, naukowcy, ludzie rzeczywiście skupieni na swojej dziedzinie. Inteligentni, zaangażowani, pełni pasji.  

„Odwet oceanu” to powieść, która może zachwycić. Nietypowa, intrygująca, mocna, mroczna, a przy tym poświęcająca uwagę kwestiom dość aktualnym i takim, które rzeczywiście mogą na światło dzienne wypłynąć. I tylko od nas przecież zależy, jak rozwinie się sytuacja.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

wtorek, 18 grudnia 2018

Helen Thomson "Nie do pomyślenia. O ludziach, których mózgi działają inaczej"




Autor: Helen Thomson
Tytuł: Nie do pomyślenia
Wydawnictwo: Feeria Science
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 340
Gatunek: literatura faktu 








Literatura faktu to jeden z moich ulubionych gatunków. Choć po książki w takiej tematyce sięgam z wielka przyjemnością, staram się jednak wybierać jedynie te, które szczególnie zainteresują mnie poruszanymi zagadnieniami. W „Nie do pomyślenia” Thomson skupia się na nietypowych zjawiskach wywoływanych zadziwiającym funkcjonowaniem ludzkiego mózgu. Obok takiego tytułu nie mogłam przejść obojętnie.

To, co szczególnie spodobało mi się w tej książce, to indywidualne podejście autorki do każdego przypadku. Thomson omawia bowiem poszczególne przypadłości na przykładzie konkretnych osób, które ich doświadczyły, poświęcając każdej z nich osobny rozdział. Taki osobisty sposób przedstawiania poszczególnych zjawisk sprawia, że całość wydaje się bardziej realna, pozwala wczuć się nam w sytuację bohaterów i lepiej zrozumieć poruszane tematy.

„Nie do pomyślenia” to wspaniały zbiór historii, jakie zaskakują, poruszają, wywołują emocje i skłaniają do wyciągania wniosków. Każdemu z opisywanych przypadków Thomson poświęciła mnóstwo czasu i uwagi, spotykając się z ludźmi, których one dotknęły. Takie bliskie spotkania sprawiły, że autorka mogła lepiej zrozumieć te schorzenia, dokładniej poznać ich charakter, bliżej przyjrzeć się temu, w jaki sposób oddziałują na ludzi i jak zmieniają całe ich życie. Bo o tym, jak bardzo wpływają na funkcjonowanie organizmu podczas lektury przekonujemy się raz po raz.



Tytuł ten pozwala nam poznać lepiej zjawiska, które poznaliśmy jedynie pobieżnie oraz usłyszeć o tych, o jakich nigdy wcześniej nie mieliśmy szansy. Kolejne rozdziały porządkują bowiem wiedzę na temat szeregu niezwykle interesujących przypadłości, z których każda następna wydaje się jeszcze bardziej interesująca od poprzedniej. I tak strony tej publikacji poświęcone zostały takim zjawiskom jak budowanie pałacu pamięci, wielopostaciowa synestezja, poczucie bycia martwym lub wyobrażenie o przyjmowaniu zwierzęcej postaci. A to tylko kilka spośród intrygujących tematów, z jakimi zmierzyła się Thomson.

Autorka stara się, by przekaz jej publikacji był jasny i możliwie prosty dla każdego z nas. Posługuje się prostym językiem, nie używając naukowego żargonu, jeśli rzeczywiście nie jest to potrzebne w danej sytuacji. Spotkania z poszczególnymi osobami, towarzyszące temu emocja i pozyskana wiedza zostały uzupełnione o podobne naukowe przypadki, próby zrozumienia, jak mózg bohaterów funkcjonował w tych konkretnie przypadkach, jak doszło do tak skomplikowanych sytuacji. Tym samym czytelnik otrzymuje szczególny miks życiowych, poruszających historii i naukowych faktów, stanowiących tło dla opisywanych zdarzeń.

„Nie do pomyślenia” to tytuł, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Thomson skupiła się na nietypowym temacie, fantastycznie go przedstawiając. W tej publikacji łatwo dostrzec ogromne zainteresowanie tematem, świetne przygotowanie, gotowość do przedstawienia faktów w sposób możliwie zrozumiały oraz chęć podzielenia się własnymi pasjami i zawodowymi fascynacjami. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy wykonanej przez tę autorkę. Serdecznie Wam ten tytuł polecam.

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Science. 

niedziela, 16 grudnia 2018

Małgorzata Hayles "Wśród nocnych cisz"




Autor: Małgorzata Hayles
Tytuł: Wśród nocnych cisz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura współczesna









Po wielu latach małżeństwa Dagmara przekonuje się, jak niewiele wiedziała o swoim mężu. Stopniowo poznając jego tajemnice, kobieta zastanawia się, czy kiedykolwiek rzeczywiście go znała. Kim był? Jakich czynów się dopuścił? Dlaczego w swoje działania angażuje żonę?

“Wśród nocnych cisz” to bardzo dobre połączenie powieści obyczajowej i subtelnego, kobiecego thrillera. Z jednej strony czytelniczki mają okazję lepiej poznać główną bohaterkę, zrozumieć towarzyszące jej smutki i dylematy, z drugiej zaś poczuć napięcie, stopniowo odkrywać kolejne szczegóły utkanej intrygi i na własną rękę spróbować rozwikłać zagadkę. Zarówno w części obyczajowej, jak i tej charakterystycznej dla nieco mocniejszych lektur, autorka odnalazła się znakomicie, oddając w nasze ręce przemyślaną, dopracowaną oraz dobrze napisaną powieść.

W dużej mierze doceniłam tę książkę właśnie za sprawą stylu Hayles. Kobieca narracja, prosty język, przyjazny ton opowiadania historii- te elementy sprawiają, że całość czyta się po prostu szybko i przyjemnie. Dzięki temu również łatwo się w tę opowieść zaangażować, poczuć się jej częścią, docenić autorki zamysł, zwyczajnie dobrze się przy tej lekturze bawić. Ten lekki ten nie spłyca jednak fabuły, nie sprawia, że staje się ona banalna, nie upraszcza. Po prostu autorka potrafi odciążać za jego pomocą skomplikowane kwestie, nie komplikując już skomplikowanych spraw.

Hayles podzieliła tę historię miedzy kilku bohaterów. Oddając im głos, pokazując wszystko z ich perspektywy, przybliżając czytelnikowi w ten sposób ich charaktery sprawia, że jej opowieść jest pełniejsza i barwniejsza, bardziej przyciągająca i niepozwalająca się rozpraszać. Taki pomysł na opowiedzenie tej historii okazał się jak najbardziej trafiony, świetnie się w tym przypadku sprawdził. Chętnie przechodziłam od jednego rozdziału do kolejnego, w oczekiwaniu na poznanie nowych perspektyw i nowych szczegółów, które autorka powieści przekazywała raczej niespiesznie.

Pierwsza część książki utrzymana została w spokojniejszym tonie. Hayles dopiero wprowadza nas w problemy bohaterki, dawkuje informacje o jej przeszłości, subtelnie zarysowuje intrygę. Fabuła rozwija się powoli, choć opisywane miejsca i pojawiający się kolejno bohaterzy działają na czytelniczą wyobraźnię. Można by powiedzieć, że to taka cisza przed burzą, poczucie, że coś w końcu się wydarzy, które stanowi świetne tło dla powieściowej intrygi. Intrygi, która rozwija się w drugiej części- szybszej, bardziej dynamicznej, z mojej perspektywy ciekawszej. Nie miałabym nic przeciwko, żeby i początek trochę w te elementy wzbogacić, nadać mu głębi czy wyrazu. Nie znaczy to, że tak jest źle, po prostu dla mnie nieco za spokojnie.

Autorce bardzo dobrze udało się również przedstawić bohaterów tej historii. Oddać emocje towarzyszące dylematom, z jakimi się zmagają, przybliżyć nam wady i zalety ich charakterów, a wreszcie nadać ludzki, realistyczny rys. Szczególnie do gustu przypadła mi jedna męska charakterystyka, jaką Hayles stworzyła znakomicie, w pełni mnie do tego bohatera przekonując i sprawiając, że to on stał się dla mnie gwiazdą tego przedstawienia, wywołując najwięcej emocji i najmocniej wpływając na wyobraźnię.


„Wśród nocnych cisz” to dobra powieść, odpowiednia na długie wieczory. Zapewniająca dawkę rozrywki i refleksji. Spodziewałam się, że ta historia okaże się trochę mroczniejsza, ale i w takim wydaniu świetnie się sprawdziła.  


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

piątek, 14 grudnia 2018

Przemysław Piotrowski "Radykalni. Rebelia"




Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Radykalni. Rebelia
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller 







Wojna dopiero się zaczyna. Jeszcze więcej ofiar, krwi, okrucieństwa. I muzułmanów…. Do czego są zdolni? Czy powinniśmy się obawiać? Co jeszcze spotka Kubę i jego przyjaciół?

Przeszło rok minął od momentu kiedy przeczytałam pierwszą część cyklu „Radykalni”. Książka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie za sprawą odważnego i śmiałego przedstawienia tematu zalewania Europy przez falę muzułmanów. Nie da się ukryć, że kwestia ta jest istotna i nieco niepokojąca, a jako osoba mieszkająca na terenie Wielkiej Brytanii mam okazję obserwować to zjawisko na co dzień. Swoim „Terrorem” Piotrowski mocno zadziałał na moją wyobraźnię i skłonił mnie do wyciągnięcia pewnych wniosków. Czy druga część cyklu okazała się równie mocną i pouczająca lekturą?

Tym, co przykuło moją uwagę w pierwszej kolejności, jest fakt, jak sprawnie autor przeszedł do kontynuacji tej historii. Bez zbędnych wstępów, ale również bez pomijania istotnych szczegółów. Nie ukrywam, że przez te kilkanaście miesięcy nieco zatarły mi się niektóre wątki, zapomniałam imiona kilku bohaterów, nie wszystko wydawało mi się jasne, kiedy po tę drugą część sięgałam. A jednak Piotrowski zadbał o to, żeby tego zagubienia rzeczywiście nie odczuwać i zamieścił w powieści dokładnie tyle niezbędnych informacji, by odświeżyć pamięć lub przyciągnąć uwagę nowych czytelników. Wydaje mi się, że po te książki niekoniecznie trzeba sięgać razem, że gdybyście nawet zaczęli od części drugiej, to również nie byłoby tragedii.

Zawsze, kiedy sięgam po kolejną książkę z danej serii obawiam się, że może ona wypaść słabiej od swojej poprzedniczki. Mniej zaskakująco. Spokojniej. Bez polotu. Ciężko jednak doszukiwać się takich zaniedbań w przypadku „Rebelii”. Piotrowski dalej jest na fali, myśli intrygująco, przekazuje wiedzę ciekawie, daje do myślenia, pobudza do wysnuwania refleksji. Bardzo szczerze, mocno, brutalnie, kontrowersyjnie i bez żadnego tabu pisze o tym, co widzi i jak sobie wyobraża rozwój tego zjawiska za kilka lat. Cała ta bezkompromisowość, odnoszenie się do faktów, aktualność tematu i chęć bycia na bieżąco sprawiają, że ta powieść magnetyzuje i przyciąga, nie pozwalając czytelnikowi na odpoczynek.

„Rebelia” to interesujące połączenie kwestii, które świetnie współgrają na kolejnych stronach. W tym przeciwstawieniu się islamizacji autor zgrabnie umieszcza inne tematy, jakie dobrze uzupełniają całość, nadają jej nieco inny ton, sprawiają, że może ona uzyskać nowe grono odbiorców. Oprócz „kwestii muzułmańskiej” fabuła powieści została oparta w dużej mierze na sprawach pięknej przyjaźni, tęsknoty za byciem blisko z drugą osobą, chęci odmiany losu i szukaniu swojego miejsca. Te tematy po prostu musiały się sprawdzić. Taka mieszanka nie mogła wypaść blado czy słabo. W takich kwestiach łatwo i dobrze się odnaleźć. I to one budzą emocje, bo tych w powieści nie brakuje.

Treścią tej książki autor bardzo porusza. Zarówno za sprawą wykorzystanego tematu, jak i sposobu jego przedstawienia. Widać, że Piotrowski lubi szokować, dawać do myślenia, zaskakiwać. Akcja powieści rozwija się szybko, ale dzięki temu, że nie wszystkie szczegóły od razu trafiają na swoje miejsce, jeszcze bardziej intryguje i przyciąga. Podczas lektury mamy chęć tę treść po prostu pożerać wzrokiem, jak najszybciej poznać kolejne wątki, poczuć na plecach oddech wroga i kibicować tym dobrym, choć wydaje się, że zdania w tej kwestii mogą być bardziej podzielone.

W „Rebelii” nic nie jest czarne lub białe. Wiele odcieni szarości, emocji, informacji, charakterów tworzy soczysty, gorący i krwawy miks, jaki w zaskakujący sposób poruszy niejedno czytelnicze serce. Nie można jednoznacznie ocenić tego, co przygotował dla nas autor, szczególnie jeśli chodzi o postępowanie bohaterów. Chcecie przekonać się dlaczego? Przeczytajcie. Nie pożałujecie.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję jej Autorowi.