niedziela, 4 sierpnia 2019

Mary Roach "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków"



Autor: Mary Roach
Tytuł: Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 296
Gatunek: literatura faktu







Sięgając po „Sztywniaka” liczyłam na interesującą, zastanawiającą i dającą do myślenia lekturę, która zostawi po sobie mnóstwo refleksji i dostarczy wiedzy na temat tego, jak ludzkie ciało może być istotnie wykorzystane po naszej śmierci. Literaturę faktu czytam coraz chętniej i coraz częściej, staram się jednak wyszukiwać co ciekawsze tematy. Bez wątpienia reportaż przygotowany przez Mary Roach porusza kwestie niebanalne. A co ważniejsze, autorka przedstawiła je w dokładnie taki sposób, w jaki tego oczekiwałam i na jaki liczyłam.

„Sztywniak” to tytuł wyjątkowy. Miałam duży kłopot, by od tej książki się oderwać, choć zdarzało mi się robić przystanki dla złapania oddechu i uporządkowania myśli. Bo choć wszystkie poruszane w reportażu kwestie robią olbrzymie wrażenie, a każda kolejna wydaje się jeszcze ciekawsza od poprzedniej, to muszę uczciwie przyznać, że nie jest to lektura lekka i przyjemna. Bo co przyjemnego może być tak naprawdę w rozczłonkowywaniu ciała, w czytaniu o wykorzystaniu do badań zwierząt, w wyobrażeniu jak części jeszcze niedawno żyjącej osoby są traktowane niczym najgorszy wróg? I po co to wszystko?

No właśnie. Dla rozwoju medycyny. Poprawy bezpieczeństwa podróżujących. Dla poznania sekretów skrywanych w naszym ciele. A tematyka jest tak szalenie interesująca i angażująca, że warto się przełamać, popatrzeć na opisywane wydarzenia z pewnym dystansem i nie myśleć o tym, że coś wywołuje nasze obrzydzenie czy niesmak. Autorka opisuje bowiem rzeczy potrzebne, ważne, czyniące świat lepszym i piękniejszym miejscem, a zazwyczaj wszystko odbywa się pewnym kosztem. Tutaj taką cenę stanowi proces „znęcania się” nad zwłokami.



Nigdy nie zastanawiałam się nad kwestią przekazania ciała na badania naukowe. I uwierzcie mi, po tej lekturze wcale nie czuję się bardziej przekonana, teraz jednak towarzyszy mi świadomość, że ludzie, którzy to robią są prawdziwymi bohaterami. Zasługują na szacunek, ciepłe słowo, chwilę zadumy. Roach wraca do tych spraw wielokrotnie, podkreślając, że faktycznie do tych „dawców” podchodzi się z powagą, że nie myśli się o nich bezosobowo, mimo że czasami z takim podejściem jest zwyczajnie łatwiej pracować.

Ta książka jest fantastyczna nie tylko ze względu na opisywane kwestie, ale również ze względu na to, jak zostały one przedstawione. Każdy rozdział to rzetelnie zebrane informacje, mądrze i interesująco przekazane, opinie ludzi zajmujących się daną tematyką, odniesienie do fachowej literatury, powołanie się na konkretne przypadki i przede wszystkim komentarze autorki.

Roach ma lekkie pióro, a podczas pisania, miejscami, pozwala sobie na dość swobodny ton. Jej uwagi mają humorystyczny i ironiczny wydźwięk, nadają książce pewnej lekkości i sprawiają, że myśli czytelnika zaczynają płynąć po nieco innych torach. Autorka wyraźnie nie chce nas tą lekturą zmartwić, oszołomić, zawstydzić, ale pokazać, że po śmierci to wszystko nie ma już znaczenia, że nie warto się przejmować, ale jeśli ma to dla nas sens, to możemy jeszcze raz zrobić coś ważnego, pozwolić sobie na ostatni dobry uczynek.

„Sztywniak” to cenna publikacja, dostarczająca nie tylko istotnych informacji, ale także skłaniająca do refleksji. Podczas lektury miałam chęć rozmawiać o opisywanych faktach, czułam się ożywiona i zaaferowana. Roach całkowicie mnie przekonała. Pokochałam jej książkę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

sobota, 3 sierpnia 2019

C.L.Taylor "Teraz zaśniesz"



Autor: C.L.Taylor
Tytuł: Teraz zaśniesz
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller 








Myślała, że na wyspie Rum znajdzie zapomnienie i rozpocznie wszystko od nowa. Ale przeszłość podążyła za nią. Ktoś z przybyłych gości pragnie zemsty, a groźny sztorm uniemożliwia Annie ucieczkę…

„Teraz zaśniesz” okazała się dla mnie pozycją obowiązkową, odkąd tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach. Krótkie streszczenie było wystarczającą zachętą, by tej powieści wypatrywać, a kiedy już trafiła w moje ręce, to do jej lektury zabrałam się z wielką nadzieją i jeszcze większymi oczekiwaniami. Znacie to uczucie, kiedy już nie możecie się doczekać, żeby przekonać się, co autor przygotował dla Was na stronach książki, prawda?

Najnowsza powieść C.L.Taylor rozpoczyna się mocnym akcentem i do końca nie zwalnia tempa. Autorka nie skupia się na wątkach pobocznych, nie traci czasu na przesadne poznawanie bohaterów, nie próbuje zaszokować czytelnika. Po prostu skupia się na poprowadzeniu nas ścieżką dobrze przemyślanej i rozpisanej intrygi, której ciężko cokolwiek zarzucić. A jeśli już pozwala, by akcja zwolniła, to tylko po to, by wzbudzić napięcie wykazując się na innym polu.

Z wielką przyjemnością podążałam śladem głównej bohaterki, przez cały czas zastanawiając się, co rzeczywiście ma miejsce w kolejnych rozdziałach. Brałam pod uwagę różne scenariusze, rozpatrując szereg możliwości na rozwinięcie fabuły. Taylor próbowała mnie zmylić, sugerowała błędne tropy, rzucała cień podejrzeń na fałszywych podejrzanych i pozwalała, by w mojej głowie pojawił się cień niepewności. Czy ktoś z hotelowych gości rzeczywiście jest mordercą? Czy jeden z nich nie obudzi się już następnego dnia?


„Teraz zaśniesz” to książka, w której fabułę bardzo łatwo się zaangażować. Akcja jest interesująca i z czasem nabiera rumieńców. Kreacje bohaterów świetnie pasują do napisanej dla nich historii. Mroczna wyspa i brzydka pogoda świetnie podkreślają atmosferę niepokoju. Elementy te składają się na mroczną i nieprzyjemną opowieść, jaka przyniesie wiele frajdy osobom lubującym się w takich klimatach. Tempo czytania dodatkowo podkręca lekki i zajmujący styl autorki, dzięki czemu kolejne strony uciekają nam niepostrzeżenie.

Powieściowe postacie zostały przedstawione przekonująco, ale nie w sposób przesadzony. Taylor ukazała ich jako ludzi skrywających sekrety, niechętnych by dzielić się szczegółami ze swojego życia. Każdy z nich skrywa trupy w szafie, a któryś z pewnością chętnie dołączy kolejnego trupa do swojej kolekcji. Choć to Anna gra tutaj rolę pierwszoplanową, a prowadzona przez nią narracja działa na wyobraźnię, nie znaczy to bynajmniej, że pozostali zostali zepchnięci na bok. Zdecydowanie nie.

„Teraz zaśniesz” to książka, w której nie doszukałam się słabych punktów. Spędziłam z nią przyjemne kilka godzin, a próbując za wszelką cenę skończyć, pozwoliłam sobie na zarwanie nocy. Myślę, że i Wam przypadnie do gustu. Nie dajcie się namawiać!

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Paweł Kapusta "Agonia"




Autor: Paweł Kapusta
Tytuł: Agonia
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura faktu







„Agonia” to bardzo poruszający i głęboko emocjonalny zbiór reportaży dotyczących polskiej służby zdrowia. Autor książki, Paweł Kapusta, skupił się na pokazaniu relacji łączących lekarzy i pacjentów, w dużej mierze zależnych od narzuconych przez system norm. Norm absurdalnych, zniechęcających i bulwersujących, a często także oddziałujących na ludzkie zdrowie i życie.

Podczas lektury towarzyszył mi ogrom różnorodnych odczuć, z jednej strony wywoływanych przez opisywaną tematykę, z drugiej przez towarzyszącą mi podczas lektury świadomość, że przecież to wszystko faktycznie się wydarzyło, miało miejsce takiego dnia jak wczoraj czy dziś. Uwielbiam literaturę faktu wszelkiej maści, czasami jednak czegoś mi w niej brakuje. Tematy wydają się już przegadane i przechodzone, nie działają na wyobraźnię. Tymczasem w tym przypadku wszystko było zupełnie na odwrót.

W czasie lektury czułam smutek, żal, złość i oburzenie.

Czytałam szybko i niecierpliwie, mierząc się z pytaniami i refleksjami.

A po lekturze chciałam o niej rozmawiać, żywo dyskutować, porównywać opinie.


Paweł Kapusta włożył w tę książkę ogrom pracy i mnóstwo zapału. W każdym tekście widać duże przegotowanie, chęć przedstawienia tematu z różnych perspektyw oraz solidny warsztat. Biorąc pod lupę polską służbę zdrowia zwraca uwagę czytelnika na kwestie dyskusyjne i nieprawdopodobne, porusza tematy niewygodne, daruje sobie tabu. Z dużą szczerością i jeszcze większą odwagą pozwala sobie tym tytułem na krytykę tego, co, nie oszukujmy się, w naszym państwie mocno kuleje, już od wielu lat.

Każda kolejna przedstawiona przez Kapustę historia okazywała się jeszcze bardziej interesująca i zadziwiająca od poprzedniej. Nie jestem lekarzem, nigdy też nie miałam większych problemów z dokuczliwą biurokracją (choć takie sceny miały miejsce w mojej rodzinie), a jednak odnosiłam wrażenie, że tematyka ta dotyczy właśnie mnie, bo przecież podobne historie mają miejsce tuż obok nas, może nawet za ścianą, przez cały czas. A i my nie możemy być pewni, co jeszcze nas spotka…

Tematyka, choć szokująca sama w sobie, robi wrażenie przede wszystkim za sprawą sposobu, w  jaki została przedstawiona. Kapusta zdaje się dzielić służbę zdrowia na fragmenty i każdy z nich po kolei analizować przy pomocy studium przypadku i oddając głos osobom bezpośrednio zaangażowanym. Nigdy bym nie pomyślała, że to faktycznie aż tak obszerny, a przede wszystkim, tak intrygujący temat. Cieszę się, że autor zdecydował się zmierzyć z tym, co Polaków boli i upokarza, a co tak ciężko zmienić.

„Agonia” rzuciła mnie na kolana. Jestem zachwycona tym tytułem. Mam nadzieję, że i Wy sięgniecie po ten tytuł.

Za przesłanie książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

wtorek, 30 lipca 2019

Jens Henrik Jensen "Zamrożone płomienie" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Jens Henrik Jensen
Tytuł: Zamrożone płomienie
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 537
Gatunek: kryminał







Sytuacja Oxena bardzo się skomplikowała. Mężczyzna, nie chcąc uciekać do końca życia, staje do nierównej walki. Czym Oxen zaskoczy czytelnika? I w jaki sposób zostanie zaskoczony on sam?

Przyznam szczerze, że nieco tej lektury się obawiałam, jak to często bywa w przypadku książek wieńczących daną serię. Poprzednie części wywarły na mnie duże wrażenie, w związku z czym liczyłam na jeszcze więcej- wrażeń, niespodzianek, przygód i mroku. I liczyłam także na osobę Oxena, który kojarzy mi się szczególnie pozytywnie za sprawą pewnego podobieństwa do jednego z moich ulubionych bohaterów literackich (Jack Reacher z książek Lee Childa).

„Zamrożone płomienie” rozwijają się dość powoli. Nie można jednak mieć o to do autora pretensji, bowiem w ten sposób buduje on nastrój oraz pogłębia napięcie. Akcja rozwija się spokojnie, jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że to tylko cisza przed burzą, a najgorsze i najciekawsze dopiero nadejdzie. Zarówno najnowsza książka Jensena, jak i jej poprzedniczki, robi wrażenie swą objętością. Podczas lektury, ciesząc się opisywaną historią, doceniamy, że autor tych stron sobie nie żałował.

Jensen przyzwyczaił mnie już do tego, że przygody Oxena zaskakują nieprzewidywalnością i niebanalnością. Choć mogłoby się wydawać, że autor nie będzie w stanie już więcej zaszokować czytelnika, to kolejne zwroty akcji oraz zmiany fabularne sprawiają, że znów rozdziawiamy buzię. Widać, że Jensen przygotował się do pisania tej opowieści, znajdując miejsce dla każdego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Dzięki temu całość wydaje się kompletna, dopracowana i wartościowa.

Przyjemnie jest powrócić do znajomych bohaterów. Spotykając się z nimi po raz trzeci, czułam, że faktycznie zdążyłam już ich nieźle poznać, a wszystko, co ich spotkało, mocno nas połączyło. Duże znaczenie ma w tym miejscu bez wątpienia fakt, że postacie stworzone przez Jensena zostały znakomicie zbudowane i wykreowane w taki sposób, by wywołać emocje. Za tymi bohaterami kryją się konkretne historie, które poznajemy na stronach powieści- historie, które ich ukształtowały i wpłynęły na podejmowane przez nich decyzje.

Seria napisana przez Jensena stanowi przyjemne połączenie sensacyjnej historii, z kryminalnymi watkami i politycznym tłem. Taka mieszanka mogła okazać się wybuchowa i rzeczywiście taka była, ale w bardzo pozytywny sposób. Lubię książki, w których wiele się dzieje, różne gatunki są mieszane, autor bazuje na wyobraźni i uzupełnia ją znakomitym stylem. W żadnej części tego nie zabrakło.

„Zamrożone płomienie” to nie tylko rozwój akcji i następne niespodzianki. To także uzupełnienie dla rozpoczętych wcześniej wątków i odpowiedzi na pojawiające się w głowach czytelników pytania. To bardzo dobre, dające do myślenia i zaskakujące zakończenie. Świetny finał.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editio Black.

sobota, 27 lipca 2019

Stephen Westaby "Kruche życie"




Autor: Stephen Westaby
Tytuł: Kruche życie
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura faktu 







Stephen Westaby, znany kardiochirurg, dzieli się z czytelnikami wspomnieniami, refleksjami i przeżyciami z sal operacyjnych i szpitalnych korytarzy. 

Literatura faktu to jeden z tych gatunków, których nigdy nie mam dość. Przede wszystkim ze względu na fakt, że tego typu powieści niosą olbrzymie możliwości- poznania intrygujących osób oraz zgłębienia interesujących tematów. W ostatnim czasie szczególnie chętnie zaś sięgam po historie opowiadane przez lekarzy. Mam wrażenie, że one po prostu zbliżają mnie do ludzi, a ich autentyczność i szczerość wywołuje we mnie mnogość emocji.

„Kruche życie” to powieść napisana przez Stephena Westaby’ego, znanego kardiochirurga. Książka bardzo przypadła mi do gustu już od samego początku i chętnie podążałam za opisami i refleksjami autora, choć prawdę mówiąc czasami wcale nie było łatwo. Dlaczego? Bo lektura ta stanowi niezwykłe połączenie poruszających serce historii, wielkich wzruszeń oraz wzlotów i upadków i choć są one opisane fantastycznie, to momentami przytłaczać może medyczna terminologia i szczegóły dotyczące kolejnych zabiegów.

Westaby stara się jednak, by swoją opowieścią zanadto nie zmęczyć czytelnika. Chętnie tłumaczy na czym dokładnie polegają opisywane działania i przybliża znaczenie poszczególnych określeń. Lektura z pewnością okazałaby się bardziej zrozumiała dla osób związanych z medycyną, ale nie tylko one mogą czerpać z niej przyjemność. Uparcie i konsekwentnie podejmowałam wysiłek mierzenia się z przedstawianymi historiami, raz po raz zdając sobie sprawę, że bicie serca, o którym na co dzień wcale się przecież nie myśli, ma przecież ogromne znaczenie.


Bardzo podoba mi się sposób, jaki autor książki wybrał w celu przybliżenia nam swojego życia i zawodowego doświadczenia. Kolejne rozdziały to piękne, mądre i zaskakujące historie, w których przyszło mu uczestniczyć. Wydarzenia, jakie wciąż pozostają w jego pamięci żywe mimo upływu lat. Emocjonalne i poruszające fragmenty codzienności, jakich nie można z niczym porównać. W czasie czytania widać, jak mocno Westaby poświęcił się dla pacjentów, jak bardzo przeżywał wszystkie dobre i złe momenty. Czuć towarzyszące mu poruszenie, widać dumę z podejmowanych decyzji, ale także złość wynikającą z niepowodzeń.

Autor książki opowiada bardzo zajmująco. Miłość do wykonywanego zawodu, związane z nim wspomnienia i pojawiające się podczas tej długiej podróży refleksje sprawiają, że całość ma charakter osobisty i szczery. Westaby dzieli się z nami istotnym fragmentem swego życia i robi to przekonująco, otwierając się i nie robiąc niczego na siłę. Czasami daje ponieść się emocjom, pozwala sobie na przekleństwo, ale widać, że to nie jest na pokaz, że przemawiają przez niego lata cennych doświadczeń.

Sama postać Westaby’ego zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiam inteligentne, silne, odważne i konsekwentne postacie, które dumnie kroczą ścieżką pozwalającą na osiągnięcie upragnionego celu, krok za krokiem. A jeszcze przyjemniej patrzy się na osoby, które próbują zmienić świat na lepszy, dać z siebie więcej i zrobić coś dobrego dla innych. Autor nie opisuje tylko przeżyć z sal operacyjnych, on poświęca uwagę także zmianom, jakie zaszły w kardiochirurgii, dzieli się swoimi pomysłami, które ulepszyły i unowocześniły tę dziedzinę.

„Kruche życie” to piękna opowieść. Wymagająca czasu i uwagi, ale szalenie istotna i prawdziwa. Takim historiom powinno się poświęcać czas i takimi ludźmi warto się inspirować. Westaby zwraca uwagę czytelnika na co, to ważne, popycha nas w stronę lepszych decyzji, działa motywacyjnie. Dla mnie ta powieść to prawdziwa perełka. Serdecznie Wam ją polecam.

Książkę do recenzji otrzymałam dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl.

czwartek, 25 lipca 2019

Dominika Buczak "Plac Konstytucji"




Autor: Dominika Buczak
Tytuł: Plan Konstytucji
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura współczesna 







Rok 1952 to szczególny czas dla Warszawiaków. Utworzenie Placu Konstytucji i Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej zwiastuje nadejście zmian. W tym wszystkim swoje miejsce próbuje odnaleźć młodziutka Mania, zaangażowana społecznie i popierająca nowy ustrój. Tylko czy wszystko potoczy się zgodnie z założeniami dziewczyny? I czy rzeczywiście ten nowy świat zasługuje na takie oddanie?

„Plac Konstytucji” okazał się dla mnie atrakcyjnym połączeniem niebanalnej powieści obyczajowej oraz subtelnej lekcji historii. I choć nieco się tego tytułu obawiałam, martwiąc się o kontekst minionej dawno epoki, to opowieść ta okazała się o wiele łatwiejsza w odbiorze, niż mogłam się tego spodziewać. Być może wynika to z faktu, że autorka dobrze tę historię przemyślała, przygotowując się do odpowiedniego przedstawienia jej czytelnikowi. A może po prostu magia polega nie tyle na samym pomyśle, co na sposobie, w jaki został on rozpisany?

Buczak snuje swą opowieść w przyjemnym, lecz zmiennym tonie. Czasami więcej w niej jest obyczajowości, miejscami przeważa polityczny akcent, a wspomnienie minionych czasów wybrzmiewa swoim rytmem. Podążając za autorką wracamy do tych lat, które znamy jedynie z opowieści, choć na stronach powieści nabierają one barw i wyrazistości. Autorka pięknie się w tę historię wczuła, znakomicie przekazała fakty, mądrze opowiedziała o tym, o czym rzeczywiście warto wiedzieć.

Mimo że znaczące miejsce zajmują w powieści zmiany zachodzące w państwie i ustroju, to nie można jednak powiedzieć, by polityka wysuwała się na pierwszy plan. To raczej żywe odmalowanie czasów, w jakich przyszło żyć głównej bohaterce. Odważne, ale przy tym dość stonowane ukazanie trudnych realiów i przedstawienie faktów, o których niekoniecznie chciałoby się pamiętać. Niewiele jest podobnych powieści, bowiem niewielu autorów decyduje się zadać sobie podobny trud. Powrócić do tego, co było, zmierzyć się z historią, wskazać wzloty i upadki.


Bez wątpienia zaś największą zaletę powieści stanowi natomiast osoba głównej bohaterki. Odważna, konsekwentna, ale przy tym bardzo ludzka i przypominająca nas samych. Buczak pozostawiła jej sporo miejsca na błędy, pozwoliła wyciągać wnioski i uczyć się na naszych oczach. Pokazała zmiany zachodzące nie tylko w Polsce, ale i w niej samej. Konieczność dopasowania się, odnalezienia, akceptacji. I wybory. Całe mnóstwo wyborów, których konsekwencji wcale nie było łatwo przewidzieć.

W moim odczuciu „Plac Konstytucji” jest lekturą dość wymagającą i z tego też powodu nie jestem pewna, czy przypadnie do gustu wszystkim. Mam wrażenie, że coraz częściej decydujemy się na lektury niezobowiązujące, nieskłaniające do refleksji, lekkie i przyjemne. Powieść autorstwa Buczak stanowi natomiast konieczność zmierzenia się z historią, próbę zrozumienia, jak było i jak jest. To ukazanie wszystkich, lepszych i gorszych, zmian, odbudowanie państwa i społeczeństwa. Można w niej znaleźć wiele dla siebie, ale też coś od siebie trzeba w tym przypadku dać. Trochę skupienia, namysłu, zadumy.

Buczak napisała książkę, która bardzo się wyróżnia. Już patrząc na jej okładkę można założyć, że to coś innego, świeżego, nieschematycznego. I właśnie te określenia moim zdaniem pasują do tej historii. Być może nie przekazałam dokładnie tego, co chciałam, czuję jednak, że tyle wystarczy. Mam nadzieję, że rozbudziłam Waszą ciekawość.   

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.