niedziela, 25 września 2016

Martha Hall Kelly "Liliowe dziewczyny" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Martha Hall Kelly
Tytuł: Liliowe dziewczyny
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 664
Gatunek: literatura współczesna 






Caroline pracuje w konsulacie francuskim. Herta dopiero szuka swojego miejsca i z ciekawości odpowiada na ogłoszenie o poszukiwaniu lekarki. Kasia coraz mocniej angażuje się w działalność podziemia w okupowanej Polsce. Żadna z nich nigdy nie słyszała o Ravensbruck, ale właśnie to miejsce zmieni ich życie na zawsze.

Ravensbruck. Niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet. Miejsce, w którym wiele z nich straciło zdrowie lub życie. Coś, w istnienie czego ciężko uwierzyć. Koszmar historii. Kolejna mroczna pamiątka II Wojny Światowej.

Po lekturze książki mam bardzo wiele do powiedzenia, ale nie wiem, od czego wypadałoby zacząć. To jedna z tych powieści, które wywołują refleksje, ale także coś na kształt buntu. Uświadamiają, ale również prowadzą nas do rozczarowania światem i człowiekiem. Łamią serce i na zawsze zostają w pamięci.

„Głód powoli odbierał mi wszystko, co kochałam. Przez większość dnia myślałam jedynie o chlebie”.

„Przeżyłam Ravensbruck. Przecież zwykłe życie nie może być trudniejsze”.

Najbardziej chyba podoba mi się pomysł autorki na przedstawienie tej historii. Posługując się sylwetkami trzech kobiet stworzyła bardzo wszechstronną i dopracowaną powieść, pozwalającą nam zrozumieć problem z wielu perspektyw. Zagłębiamy się w działania wojenne i koszmar Ravensbruck, lawirując miedzy Stanami Zjednoczonymi, Niemcami i Polską. Każda z bohaterek reprezentuje jeden z tych krajów i przybliża nam wpływ wojny na państwo, ludzi, politykę i gospodarkę. Gdyby tego było jednak za mało, autorka zdecydowała się w ten sposób także na bardzo obrazowe i sugestywne zestawienie kobiet na zasadzie krzywdząca- cierpiąca- pomagająca.

Każdą z bohaterek charakteryzuje siła, pasja i wiara we własne przekonania. Wraz z rozwojem akcji łatwo jest czytelnikowi wyrobić sobie zdanie na ich temat- polubić je lub też skrytykować ich działania i decyzje. Co najważniejsze jednak, nie można pozostać wobec nich obojętnym. Najtrudniej było mi zająć stanowisko wobec Herty, pracującej na stanowisku lekarki w niemieckim Ravensbruck. Owszem, łatwo byłoby ją skreślić, ale doszukałam się w jej działaniach czegoś więcej.

„Jak mogłabym im wybaczyć? Były takie dni, gdy jedynie nienawiść dawała mi siłę, by żyć”.

Sama historia jest niezwykle poruszająca, ale sposób przedstawienia jej przez Kelly sprawia, że niezwykle ciężko przejść nad nią do porządku dziennego. Zwłaszcza, kiedy człowiek czuje się przytłoczony i rozgoryczony. Mam wrażenie, że coś mnie ominęło. Nie przypominam sobie tych wydarzeń z lekcji historii. Dlaczego? Dlaczego wciąż spycha się je na tył? Czy poczucie krzywdy i wstydu sprawia, że próbujemy udawać, że nie miały one miejsca?

Z wielką niecierpliwością pokonywałam kolejne strony powieści. Jak najprędzej chciałam wiedzieć, co spotka bohaterki i w jaki sposób połączą się ich losy. Zagłębiałam się w tę książkę niczym w najlepszy film akcji, w którym nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Mrok, zwroty akcji, nieoczekiwane rozwiązania. Jak w życiu.

Książka nie byłaby tak dobra, gdyby jej akcja skończyła się wraz z końcem wojny. Autorka pokazuje nam świat po tych wydarzeniach. Można by powiedzieć, że wojna była jedynie początkiem koszmaru, na który składała się zmiana rządów, bieda, głód.

„Koniec wojny nie oznaczał dla Polski nowego początku, ale nową formę niewoli. W rezultacie musieliśmy uważać na każdy swój krok i ciągle sprawdzać, co dzieje się za naszymi plecami”.

„Dla nas wojna się nie skończyła, zmienił się tylko dyktator. Teraz musieliśmy walczyć ze Stalinem”.

Warto wspomnieć, że to także wspaniała powieść o kobietach. Ich sile, skłonności do walki o lepsze jutro i dobro rodziny, determinacji i odwadze. Bohaterki mogą stanowić wzór oraz skłaniać do refleksji. Wojna nie przekreśliła przecież miłości czy przyjaźni.

Czyta się szybko i tak lekko, jak pozwala na to trudna tematyka. Moim zdaniem „Liliowe dziewczyny” powinny zostać lekturą obowiązkową. 

Za możliwość poznania tej wzruszającej powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

15 komentarzy:

  1. Pierwszy raz o niej czytam i od razu wiem, że dla mnie z pewnością jest pozycją obowiązkową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za niedługo się za nią biorę. Czułam, że to będzie wartościowa lektura już jak się pojawiła w zapowiedziach wydawnictwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie na pewno będzie to lektura obowiązkowa, bo z twojej recenzji wnioskuję, że to świetna i wartościowa historia, której nie można obojętnie ominąć. Jestem bardzo ciekawa tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam na czytniku, mam, mam, idę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno przeczytam tę książkę!
    Pozdrawiam ;) http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie, że książki, które polecasz mogę brać w ciemno. Zdecydowanie muszę tę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  7. To kolejna pozytywna recenzja tej książki na którą trafiam, więc nie zostaje mi nic innego jak tylko zapoznać się z tym tytułem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo już słyszałam o tej książce i myślę że jak ją kiedyś dorwe to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Twojej recenzji jestem skłnna dac jej szansę i ja przeczytać. Gdzies wczesniej obiła mi się o uszy, ale z takim wrażeniem, jakim wywarłas na mnie swoją recenzją. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niecierpliwie czekałam na jakiekolwiek recenzje tej książki. Bardzo mnie cieszy, że jest to tak poruszająca historia, która warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem pod wrażeniem, ile autorka włożyła w nią pracy, jak silna była jej pasja, aby dotrzeć jak najbliżej prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że pozycja obowiązkowa, dałabym jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam Book Tour, weszłam na recenzję i co teraz mam zrobić? Zaintrygowałaś mnie na maksa, koszmar Ravensbruck, który znam już z literatury, ukazanie tej historii z punktu widzenia trzech kobiet, a także przedstawienie nieznanych faktów historycznych? Tylko te ponad 600 stron mnie przerasta, biorąc pod uwagę zalegające stosy na mojej półce... Mam poważny dylemat, czy wziąć udział, czy kupić książkę ;). Twoje recenzje zawsze powodują, że mam ochotę rzucić wszystko i czytać polecaną przez Ciebie książkę, żeby tylko to było takie proste... ;).

    OdpowiedzUsuń

Kochani, jest mi niezmiernie miło gościć Was na mojej stronie :) Bardzo chętnie zajrzałabym do każdego, dlatego proszę, zostawcie kilka słów, które naprowadzą mnie na Wasz trop :)