środa, 7 lutego 2018

Olga Rudnicka "Zbyt piękne" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Zbyt piękne
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 376
Gatunek: komedia kryminalna 







Zuzanna i Tymoteusz padli ofiarą oszusta i kupili ten sam dom. Ona zaciągnęła olbrzymi kredyt, on zainwestował wszystkie oszczędności. Żadne nie zamierza ustąpić, a i wysiłkom policji nie do końca ufają. Czy sami złapią bandziora, który zrujnował ich marzenia?



Zanim sięgnęłam po książki Rudnickiej, w ogóle nie orientowałam się w gatunku, jakim jest komedia kryminalna, a już na pewno nie zdawałam sobie sprawy, że taki typ literatury mógłby rzeczywiście mnie zainteresować. Tymczasem każda następna powieść jej autorstwa uświadamia mi, że to świetna rozrywka  i dobry plan na leniwy wieczór.





„Zbyt piękne” to kolejna komedia pomyłek i kolejny dowód na to, że Rudnicka wciąż ma czytelnikowi wiele do zaoferowania. Jej najnowsza powieść po brzegi wypełniona została niedomówieniami między bohaterami, zabawnymi odzywkami, humorem między wersami, a także wieloma dowcipami sytuacyjnymi. Dzięki temu od samego początku powieść czyta się lekko, a kolejne perypetie bohaterów sprawiają, że uśmiech nie schodzi nam z ust.

Autorka posiada prawdziwy talent do budowania dialogów. Cała powieść nakreślona została swobodnym, przyjaznym czytelnikom stylem, jednak to rozmowy łączące poszczególne książkowe postacie, zrobiły na mnie największe wrażenie. Rudnicka poukładała dialogi z wielkim wyczuciem, wszystkie rozmowy na swój przewrotny sposób są bardzo logiczne. Cała ich dziwaczność i specyficzny urok sprawiają, że można by odnieść wrażenie, iż zwyczajnie spisała rozmowy zasłyszane na ulicy czy w pociągu. Ciężko bowiem uwierzyć, by ktoś potrafił rzeczywiście w ten sposób te dialogi pisać, by wypadało to tak naturalnie. Towarzysząca im absurdalność sprawia wiele czytelniczej frajdy, ale też świetnie podkreśla fakt, że Rudnicka nie tylko na tej komedii się zna- ona także świetnie się przy tym pisaniu bawi.

Pisarka kolejny raz wykreowała także charyzmatyczne i zaskakujące postacie. Jej bohaterom nie można odmówić poczucia humoru, ironii, pewności siebie, a także przekonania o własnej racji. Niebanalne połączenie takich charakterów oraz niewesoła sytuacja, w której On i Ona się znaleźli doprowadza do prawdziwego damsko-męskiego konfliktu. Ta wojna płci również nacechowana została sporą dawką niedorzeczności, absurdu i nonsensu, choć fakt wykorzystania prostych scen i realistycznego fabularnie tła sprawia, że akcja powieści nabiera nieco autentyczności. Taka sytuacja rzeczywiście mogłaby się zdarzyć, dlatego czytamy nie tylko z rozbawieniem, ale faktycznym zaciekawieniem, jak zakończy się historia bohaterów.  

Olga Rudnicka przelewa na kartki powieści to, co u czytelnika jest zawsze mile widziane- poczucie humory, dystans do świata, zabawę słowem. Dzięki temu powieść czyta się niezwykle sympatycznie oraz szybko. Wszystkie żarty, pomyłki, zmiany akcji są na właściwym miejscu, zostały dobrze przemyślane i świetnie rozpisane. Przy poprzednich książkach autorki zdarzało mi się wrażenie przesytu zbyt często powtarzającymi się powiedzonkami i dowcipami poszczególnych bohaterów, ale tutaj nie spotkałam się z takim problemem.

„Zbyt piękne” to dokładnie taka książka, jakiej się spodziewałam. Lekka, zabawna, stanowiąca przede wszystkim dobrą rozrywkę dla czytelnika. Mam wrażenie, że Rudnicka wciąż się rozwija. Nie sposób do czegokolwiek się przyczepić.

Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 3 lutego 2018

Magda Louis "Chcę wierzyć w waszą niewinność" [recenzja przedpremierowa]



Autor: Magda Louis
Tytuł: Chcę wierzyć w waszą niewinność
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura faktu







Magda Louis przez kilka lat sprawowała funkcję tłumacza w Wielkiej Brytanii. Każdego dnia spotykała się z okrucieństwem i przemocą, którą kierowali się jej rodacy. Ta praca odcisnęła na niej wielkie piętno.

Nigdy nie zastanawiałam się, jak wygląda praca tłumacza. Nie pamiętam również, bym spotkała się z pojęciem „tłumacz w służbie publicznej”. A jednak opowieść Magdy Louis wydała mi się na tyle interesująca, bym zapragnęła ją bliżej poznać. Przede wszystkim dzięki możliwości lepszego poznania tematu życia Polaków na emigracji, w Wielkiej Brytanii.

Do książki tej podeszłam dość osobiście, ze względu na fakt, że ja również, od przeszło dwóch lat, mieszkam na terytorium brytyjskim. Każdego dnia obcuję z rodakami, mijając ich na ulicy, wpadając na nich w sklepie, wspólnie pracując. Niektórzy z nich żyją tu od wielu lat, inni są nowicjuszami. Jedni mają poukładane życie, odnaleźli się w tym świecie i wiedzą, czego chcą. Drudzy żyją na krawędzi, łamią prawo, pokazują się z jak najgorszej strony. I to o tych drugich jest w dużym stopniu ta opowieść.



Autorka książki przez wiele lat uczestniczyła w życiu tych ludzi, jako tłumacz. Brała na swoje barki najgorsze przypadki, spotykała ich na posterunkach policji, w sądach, na akcjach wyjazdowych. Jej zadaniem było umożliwienie im porozumienia się, pomoc w wysłowieniu się oraz przyswojeniu faktów dotyczących ich sytuacji. Ciężko jednak nie podejść do tego zadanie emocjonalnie, nie potraktować go osobiście. Kiedy słuchasz o brutalności, obserwujesz przemoc, masz do czynienia z ludźmi, którzy są za nią odpowiedzialni oraz z ofiarami, które jej doświadczyły, nie możesz przejść obok tego tematu obojętnie. Coś zawsze w tobie zostaje. A autorka powieści wie o tym najlepiej.

Magda Louis opowiada o naszych rodakach z różnych perspektyw. W jej książce mieszają się sprawcy i ofiary, zło wypiera dobroć, normalność zostaje zastąpiona przez patologię. To studium zła w najczystszej postaci, i to w postaci polskiej. Wiele się mówi o tym, jak wygląda życie Polaków za granicą. I wiele się widzi, kiedy człowiek w tym uczestniczy. Wiem, o czym pisze Louis, bo ja również miałam z rodakami różne doświadczenia, choć bez wątpienia nie na takim szczeblu, jak autorka. Jej opowieści szokują, zasmucają, stawiają nas w nieciekawej sytuacji i zmuszają do refleksji. Czy to to miejsce tak wpływa na ludzi czy oni po prostu tacy są?

Autorka przedstawia nam kilka skomplikowanych historii, które stanowią jedynie namiastkę tego, z czym zmierzyła się przez lata pracy jako tłumacz w służbie publicznej. Każda z tych spraw jest na swój sposób interesująca, angażuje czytelnika, wywołuje morze emocji. Niewątpliwie jednak nie jest to książka dla osób o słabych nerwach, ze względu na brutalność tych opowieści. Ciężko czyta o się o złu, które jeden człowiek może wyrządzić drugiemu, a czasami przybiera ono przerażającą formę.


Louis pisze bardzo ciekawie, jej styl i opisywane sytuacje sprawiają, że czyta się dobrze i szybko, choć niełatwo. W swojej opowieści zawarła wiele faktów dotyczących życia Polaków w Wielkiej Brytanii, wiele informacji na temat pomocy jaką otrzymują oni od Brytyjczyków, oraz zorganizowania brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości i konkretne liczby wskazujące wykroczenia i przestępstwa popełniane przez rodaków w tym miejscu.




Moim zdaniem to bardzo cenna lektura. I nie mówię tego wyłącznie z perspektywy osoby, która tutaj mieszka. Warto wiedzieć, co się dzieje, czasami wystarczy mieć szeroko otwarte oczy i odpowiednio zareagować, by uniknąć przemocy, by uratować życie. A można to uczynić wszędzie.
  
Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 31 stycznia 2018

STYCZEŃ NA ZDJĘCIACH

Styczeń upłynął mi niespodziewanie szybko. Kolejny raz miałam szczęście trafić na wiele wspaniałych powieści, ciężko wyróżnić na ich tle tę jedną najlepszą. Tematycznie również wyszło bardzo różnorodnie. 



A jaki był Wasz styczeń?


wtorek, 30 stycznia 2018

Tacy sami



Autor: Hollis Seamon
Tytuł: Ktoś na górze mnie nienawidzi
Wydawnictwo: Linia
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 300
Gatunek: literatura młodzieżowa 







Swoje ostatnie dni Richie i Sylvie spędzą w hospicjum. To tu odkryją swą seksualność, staną się dorośli, powalczą o kolejne dni. Bo w hospicjum wciąż trwa życie.



Nie było możliwości, bym przeszła obojętnie obok książki autorstwa Hollis Seamon, z bardzo prostego powodu. Ja po prostu uwielbiam książki młodzieżowe, których twórcy stawiają na ciężki temat i istotny przekaz, starając się pokazać, że w takich powieściach można zmieścić o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać.






„Ktoś na górze mnie nienawidzi” to historia, która powinna być smutna. I po części rzeczywiście taka jest. Umiejscowienie akcji książki w hospicjum, chore dzieciaki, niepogodzona z sytuacją rodzina. Te elementy sprawiają, że powieść oddziałuje na czytelnika z wielką siłą, przyprawia o dreszcze, prowadzi do melancholii. Jednak między wersami ukryto także nadzieję, chęć życia, motywację do walki o każdy moment. To wszystko sprawia, że książka, napisana lekko, lekka rzeczywiście nie jest. A choć czyta się szybko, to nie sposób jej odłożyć tak po prostu na półkę.

Pod płaszczykiem niepozornej powieści młodzieżowej autorka przemyca wiele ważnych kwestii, sprawiając, że nad jej utworem zwyczajnie wypada się pochylić, że warto się zastanowić i poświęcić mu czas. Tematyka umierania na raka i cała towarzysząca temu otoczka nie pozwala pozostać obojętnym. To jedna z tych kwestii, które nie powszednieją, nie nudzą się, nie przestają szokować. A autorka bardzo realistycznie przedstawiła obraz rozpadającej się rodziny, kończącego się życia i złamanego serca. Choć pokazała także, że warto żyć chwilą, warto walczyć o marzenia.

Bardzo podoba mi się, w jaki sposób Seamon przedstawiła szpitalną codzienność, ukazując jej najmocniejsze i najsłabsze punkty. W tej historii nie mogło zabraknąć pozytywnych bohaterów, ludzkiej dobroci, życzliwości i serdeczności. Ta elementy sprawiają, że robi nam się cieplej na sercu, że zaczynamy wierzyć w drugiego człowieka. I mimo że to literacka fikcja, to emocji nam nie brak. Bo w książce czasami jest jak w życiu.


Seamon nakreśliła grono bardzo sympatycznych postaci, w tym Richiego i Sylvie. Dwoje dzieciaków, którym dorosłość przecieka przez palce, a przyszłość nieznośnie umyka. Czytając takie książki zawsze spoglądam inaczej na swoje życie, czuję się zmotywowania do dbania o swą codzienność. Tym razem nie mogło być inaczej. Książkowa para nieco przypominała mi bohaterów powieści „Gwiazd naszych wina”, co chętnie policzę autorce na kolejny plus.



Powieść mimo ciężkiego tematu napisano bardzo lekko, swobodnym i przyjaznym czytelnikowi stylem. Czyta się szybko, dość przyjemnie, o ile lekturę tego typu można w jakiś sposób uznać za przyjemną.

Jak już wspomniałam, ta historia wydaje się z życia wzięta. Poruszająca, ale też oferująca pozytywne odczucia. Emocjonalna, barwna, motywująca.

Za przesłanie powieści do recenzji dziękuję Wydawnictwu Linia.

sobota, 27 stycznia 2018

Różne oblicza piękna




Autor: R.J.Palacio
Tytuł: Cudowny chłopak
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura młodzieżowa 







August jest zabawny, inteligentny i … zbyt często oceniany ze względu na swą zdeformowaną twarz. Do tej pory czas spędzał przede wszystkim z rodziną, która kochała go bezwarunkowo, jednak w wieku 11 lat rodzice postanawiają wysłać go pierwszy raz do szkoły. Czy chłopiec odnajdzie się w tym miejscu?

Dawno nie spotkałam takiego bohatera jak August. Kogoś, kto zrobiłby na mnie tak duże wrażenie. Chłopiec zaskoczył mnie niezwykłym połączeniem wrażliwości, odwagi i dojrzałości. Mogłabym wymienić jeszcze więcej zalet i cech, którymi mnie urzekł, nie mogę natomiast doszukać się niczego, co można by mu było zarzucić. Palacio stworzyła urzekającą postać dziecka, którego życie nie oszczędzało, a jednak właśnie to dziecko mogłoby stanowić dla nas najlepszy przykład jak żyć i jakim być człowiekiem. Przeżyłam szalenie piękne, poruszające i motywujące spotkanie z Augustem.

„Cudowny chłopak” to opowieść do bólu prawdziwa. Zaskakująca w przedstawieniu świata, zbliżeniu do prawdy, oddaniu tego, co kieruje nami na co dzień. Na każdej stronie powieści dobro łączy się ze złem, a piękno igra z brzydotą, przy czym trzeba jasno podkreślić, że umiejscowienie tych wartości nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Książka Palacio przesycona jest barwami, emocjami i obrazami, a ta bajeczna układanka, choć wzorowana na ludzkiej codzienności, wciąż zaskakuje swą niebanalnością.

Mam wrażenie, że autorka zbudowała tę historię opierając się na naszej uczuciowości i wrażliwości. Nie ma możliwości, by nie poruszyła nas ona do głębi, by nie trafiła w sam środek naszego serca, by nie przywołała wspomnień i podobnych wydarzeń. Wydaje się, że każdy z nas poznał kiedyś kogoś podobnego do Augusta, a spotkanie to wywołało mnóstwo emocji. Ja również poznałam taką osobę, a opowieść Palacio odświeżyła to wspomnienie, sprawiając, że w moich oczach opowieść nabrała jeszcze więcej realizmu, szczerości, życiowej prawdy.

Ludzka dobroć i ludzkie okrucieństwo wciąż zaskakują, każdego dnia. Każdego dnia zmuszają nas do reakcji, stawiania pytań, refleksji, wspomnień. Podczas lektury przeżyłam wspaniałe chwile, opowieść pochłonęła maksimum mojej uwagi, nie pozwalając oderwać się nawet na moment. Uwielbiam takie głębokie i poruszające historie, a ta dotycząca Augusta wsparta została innymi cennymi tematami. W „Cudownym chłopaku” Palacio odwołała się do magii przyjaźni, siły miłości, przewagi charakteru nad wyglądem, zapewniając nam w ten sposób opowieść wzruszającą, ale również mądrą i pouczającą.


Bardzo podoba mi się, że autorka pokazała codzienność chłopca z różnych perspektyw, wplątując w tę opowieść wiele bohaterów, zarówno pozytywnych, jak i tych niekoniecznie dobrych. Co więcej, każdą z tych postaci rzeczywiście poczuła, wspaniale nakreśliła, oddała towarzyszące jej emocje i wewnętrzne rozterki. Dzięki temu pozwoliła nam spojrzeć na tych bohaterów nieco inaczej, lepiej zrozumieć ich stanowisko oraz podjęte przez nich decyzje.



Palacio pisze bardzo lekko, z wielkim wyczuciem. Jej historia utkana została bardziej z emocji niż słów, warto doszukać się tego, co ujęto pomiędzy kolejnymi wersami. Z pewnością nie jest to jedna z wielu książek kierowanych do dzieci lub młodzieży. To niezwykły utwór o ponadczasowym przesłaniu, który powinien poznać każdy, niezależnie od wieku i tego, na jakim etapie życia się znajduje.

I jeszcze trochę cudowności :)


Za możliwość poznania tej cudownej historii dziękuję Wydawnictwu Albatros. 



czwartek, 25 stycznia 2018

Powrót ulubionych bohaterów




Autor: Harlan Coben
Tytuł: W domu
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller 







Myron i Win podejmują się odnalezienia dwóch nastolatków zaginionych 10 lat wcześniej. Im bardziej zagłębiają się w tę sprawę, tym bardziej okazuje się ona przepełniona niewygodnymi sekretami i przemilczanymi szczegółami. Gdzie byli chłopcy przez te lata? Co im się przytrafiło?


Na każdą kolejną powieść Cobena czekam z wielką niecierpliwością, także i tym razem nie mogło być inaczej. To jeden z tych pisarzy, po książki których mogę sięgać w ciemno, nie zdarzyło się jeszcze, by nadwyrężył on moje zaufanie. Uwielbiam kreowanych przez niego bohaterów, niebanalne kryminalne zagadki, kolejne tajemnice, a przede wszystkim lekką narrację, pochłaniającą bez reszty uwagę czytelnika.




Coben to jeden z tych powieściopisarzy, którzy nigdy mnie nie zawiedli, a tytuł „W domu” pozwolił mi przypomnieć sobie, dlaczego tak jest. W dużej mierze cenię go za nietracącą prędkości akcję, przykuwającą nas do powieści od początku i nie pozwalającą stracić zainteresowania do samego końca. Dokładnie tak było w przypadku najnowszej powieści jego autorstwa. Zagłębiając się w codzienność Myrona i Wina zupełnie przepadłam. Kolejne strony pokonywałam z zaskakującą prędkością, w czym oprócz intrygującej fabuły, pomógł mi lekki i niezwykle przyjazny styl Cobena.

Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam thrillery i kryminały i zawsze sięgam po nie z wielkim zaciekawieniem, ale również z dużymi wymaganiami. „W domu” szczególnie zapunktowała u mnie za sprawą wspaniałej, napiętej atmosfery. Autor zaprasza nas do świata, w którym nic nie jest takie, jakim się wydaje, a poszczególne rozdziały przez długi czas dostarczają nam więcej zagadek, niż ich rozwiązań. Nie jest łatwo zrozumieć, na czym polega powieściowa intryga i zbliżyć się samodzielnie do jej rozwiązania.


Książka przesycona została klimatem rodzinnych sekretów, głęboko skrytych tajemnic, pominiętych przed laty szczegółów. Stajemy się świadkami emocjonalnie niezwykłego spektaklu, w którym kolejne elementy kolejne wskakują na swoje miejsce, prowadząc do momentu bez odwrotu i bez przebaczenia. Coben jest mistrzem w budowaniu pełnej napięcia atmosfery, a wykorzystane przez niego w powieści elementy- szybka i pełna zwrotów akcja, charyzmatyczni bohaterzy, zaskakujący finał- sprawiają, że pisarz oferuje nam thriller w najlepszym wydaniu, z którego biją autorska dojrzałość, głęboka fantazja i duże doświadczenie.

Thrillerów i kryminałów nie sposób zbudować pomijając wątki obyczajowe i ważne tematy. O tym również autor zdaje się świetnie pamiętać. Umiejętnie wplata w swą fabułę tematy uzupełniające tę opowieść, opierając się na wątkach znanych, aktualnych i lubianych, jak zaginięcie dziecka, prostytucja czy handel ludźmi. Kwestie te świetnie wpisują się w mroczne i klimatyczne historie, ponadto jednak skłaniają czytelników do refleksji i zapadają w pamięć.




„W domu” to także powrót do ulubionych bohaterów, z którymi mamy szansę spotkać się kolejny raz. Autor przypomina nam, dlaczego tak cenimy Myrona i Wina, stawiając obok nich szereg interesujących kobiet. Świetnie kontrastuje charaktery, dbając jednak o to, by każdy z bohaterów otrzymał szansę wykazania się. Wszyscy zaskakują odwagą, charyzmą i lojalnością.

Jak już wspomniałam, Cobenowi można, a nawet trzeba, ufać w ciemno. On nie zawodzi. Najlepiej przekonać się o tym samemu.  

Za przesłanie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros. 

czwartek, 11 stycznia 2018

A.J.Finn "Kobieta w oknie" [recenzja przedpremierowa]




Autor: A.J.Finn
Tytuł: Kobieta w oknie
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny







Życie Anny skończyło się wiele miesięcy temu. Straciła szczęście rodzinne, posypała się jej kariera, wyjście z domu okazało się wysiłkiem ponad siły. Dziś jedynie obserwuje z ukrycia sąsiadów, za dużo pije, zbyt wiele czasu spędza w Internecie. I widzi coś, czego nie powinna nigdy zobaczyć. Tylko czy rzeczywiście to zobaczyła?

Finn wprowadza nas w swoją opowieść interesująco, choć niespiesznie. Zaprasza do świata Anny, jednak robi to z pewnym dystansem. Stopniowo pozwala nam poznać bohaterkę, poobserwować jej codzienność, zrozumieć mechanizmy rządzące jej światem. Snuje historie w swoim tempie, nie szokuje tajemnicami, zwrotami akcji, nie przygotowała wielu niespodzianek- a przynajmniej nie w pierwszej części książki. Tę zdecydowanie poświęciła zarysowaniu swej postaci, bo śmiało można rzec, że „Kobieta w oknie” to taki teatr jednego bohatera. Na naszych oczach Anna się zmienia, przechodzi przez różne stany emocjonalne, pada i się podnosi. Czy ostatecznie zwycięży?

Nie mogę powiedzieć, bym czuła się oszukana, bo z powieściowego opisu jawnie wynika, że choć książka zapowiada się mocno i mrocznie, jej akcja, przynajmniej początkowo, będzie spokojna. Dawno nie spotkałam się z powieścią, w której tyle miejsca zostało poświęcone na przedstawienie postaci. Czy mam o to do autorki żal? Nie, choć na początku nie doceniłam tego faktu, a lektura nieco mi się dłużyła. Poznałam natomiast Annę. Wiele razy zastanawiałam się, kim ona rzeczywiście jest. Albo raczej jaka jest. Z pewnością to bohaterka, wobec której nie można pozostać obojętnym. Pozytywna czy negatywna? Ciężko powiedzieć. Osobowość Anny jest dużo bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Co ciekawe, to nie jedyny aspekt powieści, który jasno podkreśla, że świat wykreowany przez Finn nie jest taki oczywisty, jak można by pomyśleć. Zwyczajnie nie można dopatrywać się w nim jednoznaczności. Autorka wiele ukrywa między wersami, całą złożoność tematu kryje w prostocie historii. Wydaje się, że akcja biegnie wolno, a może nawet wyhamowuje, tymczasem z tym spokoju jest metoda, a w jasnym komunikacie zawarte zostało więcej niż można było się spodziewać. Niezwykłe okazało się dla mnie to, co przeoczyłam czytając pospiesznie, w oczekiwaniu na rozwój wypadków. Tak bardzo spieszyłam do zwrotów akcji, że nie zauważyłam, co działo się pod moim nosem. Finn oferuje nam wielką subtelność, której niekoniecznie się spodziewamy. W tym spokoju kryje emocje, zwraca się w stronę psychologii postaci. Z wielką gracją daje nam pstryczka w nos.

Zagłębiając się w lekturę, oczekujemy, kiedy coś się wydarzy, bo wiemy, że coś musi nastąpić. Czytamy szybko, niecierpliwie, nie doceniając tego, co otrzymujemy od autorki. I nagle sytuacja zmienia się całkowicie. Wszystko, co wydawało się oczywiste, przestaje takim być. Fabuła zaczyna zaskakiwać ukazanymi przemilczeniami, drobiazgami, na które nie zwróciliśmy uwagi, zwrotami akcji, a w końcu dramatycznym finałem. To napięcie charakterystyczne dla thrillerów poczułam dopiero w drugiej części książki. Dopiero w drugiej części tak naprawdę zrozumiałam, jak istotna była w tym kontekście ta część pierwsza- tak przeze mnie niedoceniona. Poczułam się szczerze zaskoczona tym odkryciem. Nie zdawałam sobie sprawy… że tak mi się podobało.

Tak, jak wspomniałam, Finn pisze spokojnie, niespiesznie, zdaje się tym delektować, a może zwyczajnie wie, że dzięki temu zaskoczy nas w najmniej oczekiwanym momencie, jeszcze mocniej. Nie próbuje niczego udowodnić, nie zaskakuje brutalnością czy scenami przesadnie mrocznymi. Wszystko wydaje się opierać na psychice oraz zachodzących w niej zmianach. Czy to dobrze? Myślę, że tak.

Nie jest łatwo pisać o tej książce. I wydaje mi się, że wcale nie jest łatwo ją docenić. Ma jednak wiele uroku, potrafi sprawić, że spojrzymy na pewne sprawy inaczej, zawahamy się. A to szalenie istotne. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.