czwartek, 2 marca 2017

Na grobach




Autor: Wojciech Tochman
Tytuł: Eli, Eli
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 152
Gatunek: literatura faktu







Uwielbiam reportaże i chętnie zaczytuję się w literaturze faktu. Wiele razy przekonałam się, że nie jest to tematyka łatwa, a świadomość prawdziwości smutnych rzeczy, o których czytam, sprawiała, że oczy zachodziły mi mgłą. Mimo wszystko wciąż wracam, choć z jednej strony kocham te historie, a z drugiej ich nie chcę.




Nie czytałam i nie znałam Tochmana. Być może to nazwisko pojawiło się wcześniej przy innej okazji, ale nie utknęło mi w pamięci. Sięgnęłam po tę książkę zaintrygowana tematem, ale również mocnym ostrzeżeniem, że po lekturze już nigdy nie będziemy podróżowali tak, jak wcześniej (a może żyli?).






Autor snuje swoją opowieść w sposób specyficzny. Nie można tutaj mówić o prostocie czy lekkim stylu. Może dlatego, że w temacie tym lekkości czy prostoty zwyczajnie brak. Czytamy o zagłodzonych dzieciątkach, chorujących ludziach skazanych na śmierć, czy mieszkańcach cmentarzy, którzy choćby mogli wybrać inaczej, wolą żyć na grobach. Tochman stawia kawę na ławę, albo raczej chlusta nam nią w twarz. Nie istnieje dla niego żadne tabu, nie owija w bawełnę i nie próbuje opowiadać delikatnie. Bezkompromisowo i bez właściwego wstępu wprowadza nas w świat szalonej niesprawiedliwości, wielkiej biedy i głębokiej melancholii. Rzeczywistość tak bardzo inną od naszej, jak tylko można sobie wyobrazić.

Każdy kolejno wybierany przez niego temat szokuje, porusza, budzi złość. A kiedy wydaje nam się, że wystarczy, że więcej usłyszeć już nie damy rady, on załącza kolejne zdjęcie, które zapada nam w pamięć jeszcze mocniej, niż opisy poznanych ludzi i odwiedzonych miejsc. Każde zdanie w tym reportażu jest niezwykle wyraziste, obrazowe, niezwykle mocno i sugestywnie wpływa na naszą wyobraźnię. Dzięki Tochmanowi stajemy się świadkami książkowych wydarzeń, zaczynamy czuć odpowiedzialność, a nawet winę za los tych ludzi.



Nie jestem pewna, który temat poruszył mną najbardziej, bo wszystkie dogłębnie mną wstrząsnęły. Bieda, ciężkie warunki życia, głód- to kwestie zaskakujące mnie wciąż na nowo, jednak mam wrażenie, że dzięki temu reportażowi nabrały w moich oczach innego wymiaru i charakteru. Pierwszy raz spotkałam się z tematem życia na cmentarzu. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ludzie mogą tak funkcjonować- na grobach spać, gotować, wychowywać dzieci. Co najciekawsze, nawet Ci mający wybór, postanawiają tam pozostać, bo to się opłaca. Darmowy prąd, tania woda, blisko do sąsiadów, a prywatność zapewnić sobie można całkiem łatwo. Szok i niedowierzanie łączą się w moim umyśle w zaskakującą i wybuchową mieszankę.





„Cmentarz to superkomfort, powietrze i relaks. Takiej wolności nigdzie indziej nie znajdziesz. Nikt za nic nie chce pieniędzy. Ani za dom, ani za elektrykę. A prądu tu nie brakuje nikomu”.

Mocno poruszyła mną także wizja osób lubujących się w takiej biedzie, turystów, którzy pragną zrobić sobie zdjęcie z miejscowymi, a następnie z takim obrazkiem wrócić do swojego normalnego życia. Sępów czerpiących przyjemność z oglądania takiego życia. Jakie jest nasze miejsce w tamtym świecie? Jaki stosunek powinniśmy mieć do tamtego życia? Czy w jakiś sposób moglibyśmy pomóc?





„Dziś to już żaden bajer: widok kalectwa i choroby, nawet rzadkiej, albo budzi w nas niesmak, albo zwyczajnie nas nudzi”.





W trakcie czytania na wierzch wypływają kolejne pytania, a smutne refleksje nie pozwalają o sobie zapomnieć. Poczułam się bardzo zdołowana tą lekturą, mając świadomość, że wizja takich Filipin już mnie nie opuści. Jestem zła. Na bezduszny świat. Na ludzką głupotę. Na pieniądze, które podobno nie są najważniejsze. Gorycz, rozczarowanie, zmęczenie. I pytanie- jak Tochman może po tym wszystkim normalnie żyć? Czy to możliwe?

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: 
CZYTAM BO POLSKIE, 
OLIMPIADA CZYTELNICZA, 
LITERATURA FAKTU. 


5 komentarzy:

  1. Wprawdzie nie jest to gatunek, w którym się zaczytuję, ale kto wie, może kiedyś sięgnę po tę książę, tym bardziej, że jak dla mnie jej atutem wydaje się być to, że porusza, a to w książkach najbardziej mnie urzeka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobaczyć, zrobić zdjęcie i wrócić sobie do normalnego życia... jakie to typowe. Widzimy kobietę w ciąży w autobusie, jest ścisk, ona stoi i pomstujemy jacy to paskudni są ludzie, że jej nie ustąpią miejsca - gdy stoimy obok niej. Kiedy siadamy to nagle ona znika... No bo już jesteśmy w swojej, zamkniętej dla innych, strefie komfortu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wyobrażam sobie, że ktoś może wybrać życie na cmentarzu. Nie chodzi o to, że uważam, że jest to jakieś przerażające miejsce. Zmarli mnie wywołują we mnie uczucia strachu, według mnie najbardziej powinniśmy bać się żywych ludzi. Ale wybrać świadomie cmentarz jako miejsce do życia? Nie wyobrażam sobie. Chętnie przeczytam, choć rzadko sięgam po tego typu lektury, zbyt długo muszę po nich dochodzić do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogłam wybrać dowolną książkę Tochmana na zajęcia, ale jednak padło na "Dzisiaj narysujemy śmierć". Zdecydowanie autor lubi mocne tematy... ja jednak na razie go odpuszczam: na półce piętrzą mi się inne książki, na uczelnie też mam co czytać, a nie dość, że nie czytam reportaży to jeszcze na razie nie mam ochoty się "dołować" tym, co znajdę w książce.

    OdpowiedzUsuń

Kochani, jest mi niezmiernie miło gościć Was na mojej stronie :) Bardzo chętnie zajrzałabym do każdego, dlatego proszę, zostawcie kilka słów, które naprowadzą mnie na Wasz trop :)